poniedziałek, 16 października 2017

zdechlak

to o mnie.

we wrześniu niby leczyłam zatoki. nawet sobie poprzebywałam na L4.
pierwszy tydzień brania augmentinu - tylko mi się pogarszało. w drugim tygodniu dostałam inny antybiotyk i zaczęło puszczać.
dodatkowo zaczęłam sobie chodzić po lekarzach z moimi różnymi innymi dolegliwościami....
jakoś się tego zbiera ostatnio.
sypię się....
mam kilka tabletek do codziennego łykania :/

w sobotę w pracy zaczął mnie męczyć katar i seryjne kichanie. i ból gardła. wieczorem miałam kichaniowy armagedon.
w niedzielę katar zniknął. tak sam z siebie zniknął.
zostało ogólne przytłumienie, pobolewanie gardła i pewien większy wysiłek w artykułowaniu głosu.
w aptece kupiłam sobie nowy termometr....
kilka pomiarów w ciągu dnia...
wychodziło zawsze coś około 35,4.
zanotowałam nawet imponujący wynik 35,1
coś podejrzanie mi to wszystko wyglądało i dałam mojej D. do zmierzenia... u niej było jak książka medyczna przykazuje. 36,6.

dzisiaj byłam u lekarki. wzięłam tydzień L4. ledwo wdrapałam się na piętro do przychodni.
teoretycznie dałabym radę pracować.
tylko...
po co się wysilać?
czy kiedykolwiek ktoś moje dotychczasowe zaangażowanie w pracę docenił? nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz