poniedziałek, 11 czerwca 2018

żółta kartka

dostałam od organizmu żółtą kartkę na ostrzeżenie.

6 czerwca przyszłam do pracy jak co dzień.
miałam fajne rozmowy z klientami, jak to zazwyczaj u mnie bywa.
w pewnym momencie zaczęłam na języku czuć niesamowitą gorycz.
fuj!
potem zaczął mi drętwieć język i cała jama ustna.
zaczęłam czuć mrowienie w rękach i nogach, kolana mi się zrobiły miękkawe. kolega stwierdził, że zbladłam.
kurde!
ale się przestraszyłam.
pierwszy raz w życiu coś takiego przeżyłam.
miałam dodatkowego stracha, bo wiedziałam, że czasami takie dziwne objawy mogą być wstępem do poważniejszych schorzeń. :/

kierownictwo też się przestraszyło i wezwało do mnie karetkę. i bardzo się cieszę, że miało to miejsce w pracy. nikt nie będzie miał wątpliwości, dlaczego mnie nie ma.
a w karetce wypytali, obejrzeli, dali tabletki pod język i odesłali do domu...

babeczka z karetki stwierdziła atak nerwicy.

od razu pojechałam do lekarza rodzinnego.... też porozmawiałam, opisałam co było. lekarka potwierdziła. :/ dostałam lek.

tak więc siedzę sobie na L4 do 20 czerwca. a 20-go mam umówioną wizytę u psychiatry. u niego też wezmę zwolnienie. i do pracy mi się nie śpieszy.



7 komentarzy:

  1. Atak nerwicy!!
    Byle tylko leków za dużo nie kazali łykać

    OdpowiedzUsuń
  2. Greta ma rację, im mniej prochów, tym lepiej, a na nerwicę jest mnóstwo patentów bezprochowych...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
  3. teraz od lekarza ogólnego mam taki, który mnie usypiał. a może i też ogólnie organizm potrzebował odreagować...
    zobaczę, co mi da psychiatra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. psychiatra da prochy właśnie... jeśli ma już być jakieś "psycho", to chyba lepszy psycholog, ale ten z kolei ma tą wadę, że nie da zwolnienia...
      ale nasenniaki mają pewną swoją zaletę, w końcu powiedzenie "przespać bidę" nie wzięło się z niczego...

      Usuń
  4. słabo to zabrzmiało kurcze no
    dziwię się bo twoje notki były raczej pozytywne ostatnio a tu takie coś
    cóż, życzę oby się wszystko dobrze skończyło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz... ja nawet w rozkwitającej depresji potrafię wesoło wyglądać. do momentu aż pęknę.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń