i wróciłam do pracy.
dwa pierwsze dni to był luzik, bo większość czasu czytałam aktualności, zmiany w procedurach, zmiany do zmian.
niby luzik a jednak stres.
przygniatają mnie te wszystkie zmiany w przepisach, ciśnienie odnośnie czujności w sprawach bezpieczeństwa, weryfikacji, zgód marketingowych..... dużo tego. za dużo. ciężko ogarnąć. a szefostwo ciągle straszy konsekwencjami. tylko to potrafią.
pozytyw - dostałam "awans" i "podwyżkę".
awans - dochrapałam się po 11 latach pracy.... szkoda słów.
podwyżka - początkowo się ucieszyłam... ale jak sobie to zestawiłam z podwyższeniem pensji minimalnej od stycznia... i jak się dowiedziałam, jaką pensję będą dostawać osoby świeżo przyjęte do mojego wydziału, bez najmniejszej wiedzy na temat pracy..... to mi się przykro zrobiło.
w wydziale szaleje rotacja. doszło już do tego, że z mojej grupy zwalniają się osoby, których jeszcze nie zdążyłam poznać. :/
... na wysyłane aplikacje do innych firm - standardowo brak jakichkolwiek odpowiedzi.
Ło matko - nienawidziłam tego uczucia...Nie jest łatwo znaleźć coś co przyniesie satysfakcję i pieniądze. Ale ja się cieszę że nie muszę...Raz w roku idę na 3-4 miesiące na umowę zlecenie. Teraz mnie ominęło, bo złamałam nogę
OdpowiedzUsuń