na początek muzyka, która przyprawia mnie o ciarki!
coś fantastycznego!!!!
jak sobie byłam w sanatorium to córa sobie sama w domciu gospodarowała.
sama pilnowała porządku, wszystko było ogarnianie na bieżąco.
moja mama zaglądała do nas i bardzo chwaliła moją D. za ogarnianie wszystkiego.
no i tak sobie rozmawiałam z D., że warto się sprężyć i nie robić tyłów w sprzątaniu, tak jak to zazwyczaj u nas bywało. a w pewnych "tematach" moja D. była mistrzynią.
no cóż....
wszystko wróciło do standardziku.
moja D. podsumowała: jak Ciebie nie było to ogarniałam. a teraz już tak dobrze nie idzie! ty masz na mnie zły wpływ!
no cóż.... córciu... mam się wyprowadzić na stałe??? :)
a w mojej codzienności... pracuję dalej, co umyję samochód to pada deszcz.
generalnie humor mi w miarę dopisuje. leków wciąż nie potrzebuję, choć w pewnych tematach ustawicznie jest fatalnie. i tak się zastanawiam, czy przypadkiem wyzbycie się nadziei na poprawę nie stanowi tu dobrego leku. im mniejszą mam nadzieję w pewnych tematach - tym bardziej , powolutku dociera do mnie spokój.
niestety. czasami chce się wyć.
ostatnie miałem podobnie, wywiesiłem pranie na dworze, a po godzinie lunęło nagle z nieba...
OdpowiedzUsuń...
wikińskie (wikingowskie?) klimaty to ja lubieć...
p.jzns :)