dzisiaj była sprawa w sądzie dotycząca odrzucenia spadku (czyt. długów) po bracie mojego ojca.
będąc w pełni świadomą swoich czynów - postanowiłam nie dzwonić do "ex" z przypomnieniem o terminie sprawy. w trakcie małżeństwa byłam dla niego sekretarką przypominającą o wielu sprawach. ... bo jak mu nie przypomniałam i czegoś nie zrobił... to była moja wina... bo mu powinnam przypomnieć
a teraz już tą sekretarką być nie muszę. i nawet miałabym sama do siebie pretensje, gdybym mu znowu o czymś przypomniała.
sprawa miała się zacząć o 8.30
o 8.29 zadzwoniłam do "ex" z pytaniem gdzie jest.
usłyszałam:
- o kurwa! sprawa w sądzie! zapomniałem! o której ma być?
- właśnie teraz.
- o kurwa!
baran miał szczęście, ponieważ sędzina przyszła pół godziny później a przede mną była jeszcze jakaś kobieta i brat w dokładnie takiej samej sprawie jak ja.
baran zdążył.
ale czy usłyszałam jakieś przepraszam?
powiedziałam mu dosyć spokojnie acz stanowczo kilka zdań co o jego zachowaniu myślę.
a on?
- no co? no zapomniałem.
nawet nie raczył na mnie popatrzeć i tylko obrażony furknął na mnie z lekceważeniem:
- już skończ z tym komentowaniem!
na co też usłyszał kilka "miłych" słów ode mnie.
odzywał się do mnie lekceważąco, z wyższością nawet nie patrząc w moją stronę.
... może powinnam mu jeszcze podziękować, że raczył przyjść????
po sprawie usłyszałam na odchodne tylko krótkie: sorki, nie mam dla siebie wytłumaczenia.
To fakt. Takie zachowanie może szarpnąć nerwa. Nie cierpię, zapewne jak ty, spóźnialskich i zapominalskich. Nam, odpowiedzialnym i obowiązkowym jest niestety w życiu trudniej. I musimy jeszcze myśleć za innych. Ehh szkoda gadać.
OdpowiedzUsuńAle ta sędzina swoją drogą też niezła.
Nie warto się przejmować
OdpowiedzUsuńto był ważny termin - dlatego się wkurzyłam.
OdpowiedzUsuńa to, że on zawsze się spóźnia - mnie to nie dotyczy, córa się jeszcze czasami denerwuje, gdy ma po nią przyjeżdżać. ale już też zaczyna machać na to ręką i po prostu bierze poprawkę czasu.