wczoraj oglądałam i jak zwykle - z przyjemnością.
ryczałam jak bóbr.
ale nie z powodu filmu - jest już wystarczająco opatrzony i nie rusza emocji.
beczałam... ponieważ uświadomiłam sobie, że....
nie przypominam sobie, abym kiedyś czuła się piękna, wartościowa.
nie przypominam sobie, abym świadomie odczuwała swoją kobiecość.
odkąd pamiętam... czuję się jak parobek, który ma do wykonania zestaw czynności.
jako nastolatka... kłębek kompleksów przygnieciona poczuciem niższości. sytuacja w domu rodzinnym: ojciec alkoholik i mama na psychotropach tylko pogłębiały we mnie poczucie beznadziejności siebie.
niby zgrabna jak cholera, całkiem ładna.... ale kompletnie bez powodzenia u chłopaków, bez grona koleżanek....
w małżeństwie.... zawartym z lęku, że nikt inny mnie nie zechce...
pamiętam jeden komplement, który mi powiedział mój "ex".
tak. jeden. dlatego pamiętam sytuację. "ale zgrabniocha jesteś"
kiedyś mnie też pochwalił, gdy jechaliśmy samochodem, że na dobry pas wjechałam.
pamiętam, które to było skrzyżowanie.
nie czuję się jak kobieta.
tym bardziej teraz.
starsza, o wiele cięższa, 2 rozmiary większa. z kształtami, na które nie mogę już patrzeć i nie mogę sobie poradzić z powrotem do normalnej figury.
nadzieje, które kiedyś miałam na ułożenie sobie życia prywatnego i zawodowego... dawno popękały bańkami mydlanymi....
są tylko czynności do wykonania.
nawet nie wiem, jak powinna się zachowywać kobieta czująca swą kobiecość, czująca się piękna i wartościowa. nie ma tego poczucia w moim wnętrzu, w moich myślach.
ja mam zadania: posprzątać dom, zrobić zakupy, robić swoje w pracy i przypadkiem nie liczyć na to, że ktoś doceni. mam dopilnować, aby córa wszystko miała. mam zacisnąć zęby i robić dobrą minę, gdy znowu mi pieniędzy nie wystarczy...
wiem, co mam robić.
właśnie kończy mi się pranie - rozwieszę, posprzątam kuchnię i pojadę do marketu po bułki i wędlinę. zapłacę ratę.
mam nadzieję, że uda mi się wyłączyć myślenie.
Nie możesz się tak dołować!
OdpowiedzUsuńZamknij drzwi za tym co było ,tego nie zmienisz.
Motyle w brzuchu ,lekkość piórka i zachwyt własną kobiecością to sprawka męskiego oka.
Zakochaj się!
jak na razie to moje kompleksy rosną w siłę. :/ stare są... i do tego pojawiają się nowe.
Usuńzakochanie się to dobry pomysł... tylko skąd wziąć tego jedynego mężczyznę... i żeby mieć go tylko dla siebie?
Nie będę Cię pocieszał, bo domyślam się jakie to dla Ciebie trudne. Nie będę też sypał radami, bo to bezcelowe. Ale radzę: nie wyłączaj myślenia. Może być jeszcze gorzej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
paskudna konkluzja...
OdpowiedzUsuńskoro sama zalet nie widzisz, może trzeba, aby znaleźli je inni?
tylko trzeba się wynurzyć, żeby ci "inni" mieli szansę
wynurzyć - czyli konkretnie co?
Usuńkurwa.....jakbym o sobie czytała.....miałam o tym napisać notkę. napisałam ale skasowałam.....ale może jeszcze napiszę i wspomnę o tobie.
OdpowiedzUsuńporuszyłaś moją bardzo ważną i głęboką strunę.
czytając to czułam jakby to o mnie. moje życie wygląda dokładnie tak samo.
moja codzienność to praca, szkoła przedszkole i sterta obowiązków do wykonania i rachunków do zapłacenia. ciągły lęk o to czy starczy mi pieniędzy do następnego i co zrobię jeśli nie nie starczy.
w dzieciństwie i w wieku nastoletnim miałam tylko stawiane wymagania. mało tego często stawiane mi wymagania były powyżej moim sił i możliwości. jednak stawiane świadome i z rozmysłem. mało tego - każdy sukces powodował niesmak i rozgoryczenie....jak "ktoś taki jak ja mogłam..." każda porażka - utwierdzeniem mnie w przekonaniu że jestem nikim. już wtedy nie miałam ani poczucia atrakcyjnoćie ani kobiecości. nikt nie apkceptowal mnie taką jaką jestem ze wszystkim słabościami. miałam tylko spełniać wymagania i często byłam powodem rozczarowań że nie jestem taka jaką sobie wymarzyli.
dziś też nie czuję się kobietą. w ogóle. bez wzgledu ile ważę co ubiorę. czy zrobię włosy czy nie. po prostu nie czuję sie kobietą nie czuję się sexy. nie czuję się nikim. jestem tylko matką, operatorem produkcji sprzataczką kierowcą ( ku ogólnemu rozczarowniu reszty świata że takie coś jak ja ośmieliło się zdać prawko).
od miesićy już mam doła z tego powodu ale jakoś daję rady...ciągnę to do przodu.....małymi kroczkami. ale nadal z ciemnym tunelu. szukam radiości w drobiazgach. w muzyce. w moich pasjach. wiem że...nigdy nie ujrzę jej w niczyich oczach.
jesteśmy kobietami wypchniętymi poza margines. tymi którym życie troszkę bardziej dokopało. tymi które miały to nieszczęście urodzić się w niewłaściwych rodzinach....choć do swojej nic nie mam to jednak widzę że popełnili masę błędów być może nieśwaidomie....być może w dobrzej wierze bo chcieli bym miała lepsze życie niż oni tylko coś poszło nie tak.
coś poszło nie tak. ale istniejemy. żyjemy. na przekór całemu światu.
ja chyba jeszcze tę notkę napiszę i jeśli pozwolisz wspomnę o tobie....
czuję się dokładnie tak samo doładnie jak ty.
jak byłam nastolatką - nikt przede mną wymagań nie stawiał.
Usuńnikt ze mną nie rozmawiał, nikt nie pokazał kierunku, nikt nic nie podpowiedział co mam ze sobą zrobić.
starałam się funkcjonować tak, aby mama nie miała najmniejszego ze mną problemu. ojciec wyrabiał w tym zakresie więcej niż normę.