niedziela, 10 grudnia 2017

rolerkoster

mam straszne wahania nastroju.
czasami jedno zdanie, błahe wydarzenie potrafi mnie doprowadzić do płaczu, którego nie mogę powstrzymać przez pół dnia.
nawet nie będę opisywała konkretnych sytuacji, bo na samo wspomnienie już mi łzy napływają.
a nie chcę beczeć i nie chcę aby potem przez 2 dni mnie głowa bolała.

dodatkowym, bardzo silnym stresem dla mnie jest.... decyzja o złożeniu wniosku o podwyższenie alimentów. miałam je zasądzone w grudniu 2008.
adwokatka powiedziała, że co 3 lata powinnam składać wniosek. gdybym tak robiła, to już miałabym zdecydowanie większą kwotę.

ale tak to jest...

- należy przecież cieszyć się tym, co się ma !
- należy przecież doceniać to, co się ma !

inne dzieci mają mniejsze alimenty!
inni ojcowie nie płacą!

no to się cieszyłam z tego co mam.
no to doceniałam to co mam.

a teraz wiem, że jestem kretynką!
takie docenianie i cieszenie się z tego co mam przyniosło tylko wymierną finansową stratę dla córki i dla mnie.

to jest jeden z elementów charakteru, którego u siebie nie cierpię.
chciałabym być taką roszczeniową babą, która nie popuści jak nie wywalczy sobie korzyści!


podjęcie decyzji o złożeniu pozwu o podwyższenie alimentów było dla mnie dużym stresem.
wiem, że będzie konflikt, może być "wojenka".... a ja mam bardzo ugodową naturę, nie jestem typem fightera. nie umiem się wykłócać, nie umiem walczyć o swoje. nie cierpię siebie za to.

rozmowa z adwokatką też była dla mnie stresującą sytuacją i bardzo bolesną z uwagi na uświadomienie sobie, że przez mój durny charakter dużo straciłam finansowo.

w mijającym tygodniu bardzo dużo czasu poświęciłam na drukowanie wyciągów, robienie dodatkowych kopii, zbieranie pewnych wiadomości, liczenie przeliczanie układanie wszystkich potrzebnych dokumentów w uporządkowaną całość.

teraz widzę przed sobą 3 grube koperty z papierami. jutro trafią do prawniczki.



ale... gdzieś w tym stresie, gdzieś w tym lęku przed konfrontacją....
gdzieś tam nieśmiało zaczyna się we mnie odzywać mały diabełek.
idealnie pasują tu małe różki w moim obrazku profilowym.
ubodę "ex" tym pozwem niesamowicie. jak on kocha swoje pieniądze! jak nie lubi wydawać ich na cele, które jemu nie służą!
zaczyna we mnie pojawiać się rosnący, jeszcze maleńki ... tak - pojawia się kiełek złośliwości.



4 komentarze:

  1. Tak trzymaj Dorotko i pielęgnuj tego diabełka. On się w życiu bardzo przydaje.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciężka przeprawa Cię czeka zapewne, więc powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. trudno, stało się, ale nie ma co rozpamiętywać tego, co mogło się zrobić, ale nie zrobiło, tylko jechać do przodu...
    nie jesteś typem fightera?... to dobrze, łatwiej Ci będzie panować nad emocjami, bo one tylko przeszkadzają w takich sprawach...
    aha, i jeszcze jedno... istotne jest wiedzieć, co jest ważniejsze: czy sprawienie mu bólu, czy o konkrety, które staną się Twoim udziałem?...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń