no i się przytrafił....
ale pomógł mi pewien sympatyczny pan....
to chyba nie jest zbyt dobrze tak z poniedziałku po długim urlopie zaczynać pracę...
wybrałam się rano elegancko do pracy, tak żeby na spokojnie dojechać.
i nie dojechałam na czas.
przejechałam kilkaset metrów. słyszałam nietypowe furkotania.
... okazało się, że złapałam kapcia. :/
jeżdżę 16 lat... i to był ten pierwszy raz!
na szczęście w tym roku wykupiłam assistance (a w poprzednich latach nie wykupywałam) - więc zadzwoniłam :) no i przyjechał sympatyczny pan i pomógł.
od razu podjechałam do wulkanizacji - opona była do wyrzucenia.
teraz czeka mnie kupno... albo 1 nowej - jeżeli znajdę mój model z identycznym bieżnikiem... o co może być ciężko, bo opony są z 2015. w wulkanizacji szukali mi ich w lubelskich hurtowniach i nie było.
... albo będę musiała kupić 2 nowe.
Onegdaj bardzo lubiłam zmieniać koła. Sama. Dzisiaj już nie mam w czym.
OdpowiedzUsuńja nigdy nie miałam okazji. nawet zmiana opon sezonowo zawsze wymagała wizyty w wulkanizacji, ponieważ miałam zawsze jedne felgi.
UsuńSkoro taki sympatyczny, trzeba było go zainkasować. Szkoda, że to nie było w czasie jazdy z pracy do domu ;)
OdpowiedzUsuńto, że ktoś jest sympatyczny... to wcale nie oznacza, że jest w moim typie ;)
Usuńpóźny ten pierwszy raz;)
OdpowiedzUsuńa to kobitki nie wymieniają samo kół?
OdpowiedzUsuńpan był potrzebny?
no patrz, a ja myślałem że już wszystko o was wiem :)
a nie miał mnie kto nauczyć wymieniać :)
Usuń