poniedziałek, 3 września 2018

.... ten pierwszy raz....

no i się przytrafił....
ale pomógł mi pewien sympatyczny pan....

to chyba nie jest zbyt dobrze tak z poniedziałku po długim urlopie zaczynać pracę...

wybrałam się rano elegancko do pracy, tak żeby na spokojnie dojechać.
i nie dojechałam na czas.

przejechałam kilkaset metrów. słyszałam nietypowe furkotania.
... okazało się, że złapałam kapcia. :/

jeżdżę 16 lat... i to był ten pierwszy raz!
na szczęście w tym roku wykupiłam assistance (a w poprzednich latach nie wykupywałam) - więc zadzwoniłam :) no i przyjechał sympatyczny pan i pomógł.
od razu podjechałam do wulkanizacji - opona była do wyrzucenia.

teraz czeka mnie kupno... albo 1 nowej - jeżeli znajdę mój model z identycznym bieżnikiem... o co może być ciężko, bo opony są z 2015. w wulkanizacji szukali mi ich w lubelskich hurtowniach i nie było.
... albo będę musiała kupić 2 nowe.

7 komentarzy:

  1. Onegdaj bardzo lubiłam zmieniać koła. Sama. Dzisiaj już nie mam w czym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nigdy nie miałam okazji. nawet zmiana opon sezonowo zawsze wymagała wizyty w wulkanizacji, ponieważ miałam zawsze jedne felgi.

      Usuń
  2. Skoro taki sympatyczny, trzeba było go zainkasować. Szkoda, że to nie było w czasie jazdy z pracy do domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to, że ktoś jest sympatyczny... to wcale nie oznacza, że jest w moim typie ;)

      Usuń
  3. a to kobitki nie wymieniają samo kół?
    pan był potrzebny?
    no patrz, a ja myślałem że już wszystko o was wiem :)

    OdpowiedzUsuń