niedziela, 30 października 2016

remontowo

melduję, że jestem zmęczona ale zadowolona :)
zmęczona i to bardzo.
cały zeszły tydzień pracowałam codziennie po 10 godzin. kończyłam pracę o 20-tej.
(trybię w nadgodzinach, bo dali zielone światło a pieniądze się przydadzą)
po pracy zaliczałam spożywczak...
 a potem w domu coś zjadłam... i zabierałam się za zrywanie tapet w kuchni.
codziennie po kawałku... i na sobotę wszystko było zdarte.
a w sobotę...
przyszła mama i rach-ciach wytapetowałyśmy PIĘKNIE całą kuchnie :D!
praca szła sprawnie i szybko. z mamą rozumiemy się idealnie a i wprawę w tapetowaniu mamy :)
kuchnię mam teraz świetną :)
jeszcze muszę kupić listwy przypodłogowe (ale to w przyszłym miesiącu) i zatrudnię brata do montowania.
a! i takie listewki ćwierćwałki muszę dokupić i poprzyklejam je na połączeniu glazury i tapety.
ostatnio kupiłam też metalowe mocowanie do tv  i też brata zatrudnię, żeby mi tv na ścianie zawiesił. wtedy też komodę przerzucę na inną ścianę.

wczorajsza praca odbiła się niekorzystnie na mojej głowie.
poranek przywitał mnie potężnym bólem głowy. takim migrenowym
byłam wyłączona z funkcjonowania przez kilka godzin.
ale jak doszłam do siebie, to oczywiście zabrałam się za sprzątanie. dużo nie porobiłam, bo jednak sił już nie mam.


dieta - leży w agonii.
po wizycie u dietetyczki dostałam nową rozpiskę z dietą.
owszem, przeczytałam.
i tyle.
nie mam siły/głowy na to...  aby przemyśleć sprawę. ...aby poukładać sobie kolejność zakupów nowych produktów... aby potem to wszystko pogotować.
nie daję rady.
tak. pomimo kuchennego remontowego zrywu i zadowolenia - nie mam siły.
moje pewne inne problemy ze zdrowiem ciągną się kilka ładnych miesięcy. ciągle biorę leki i ciągle wszystko wraca. lekarka mówi, że to może być przez osłabiony system immunologiczny - a na to ma zły wpływ niedoczynność tarczycy i borelioza (nawet jeżeli jest w uśpieniu)....
a w tym wszystkim czarną robotę robi moja "kulawa" psyche również mająca ścisłe powiązanie z tarczycą i borelką.
gdy ostatnio wybierałam jabłka w sklepie zauważyłam, że.. niestety... czuję dygotanie w rękach.
... umówiłam się już do psychiatry.
poproszę o leki na pogodę ducha.
nie mam już siły walczyć.
... bo walczę sama ze sobą.
jeżeli nie unormuję psychiki - zdrowie będzie mi się sypało.


6 komentarzy:

  1. Jak dostaniesz lek na pogodę ducha to zaraz mi przekabluj jaki to jest.Też bardzo potrzebuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też poproszę o informację w temacie leku na pogodę ducha.W razie co kupię na zapas ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurczaki ale dużo spraw się dzieje u Ciebie. Jeśli o remonty chodzi to podziwiam Cię, że dajesz radę z tapetowaniem, jak dla mnie czarna magia to jest.

    Jesień ma to do siebie, że może szybko się z zimą połączyć. Zwłaszcza gdzieś na południu bardziej. :)

    Mam nadzieję, że powoli ogarniesz sprawy około zdrowotne.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. z pewnością "pochwalę się" nowym medykamentem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie najlepsze leki na pogodę ducha są w cukierni i....drogerii i w obuwniczym i w ciuchowym....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. generalnie terapię dobrą zaproponowałaś.
      cukiernia odpada, bo i bez niej gabaryty mi się zwiększają.
      na resztę terapii niestety mnie nie stać :( :( :(

      Usuń