temat na czasie. aktualnie znowu zaczęto w mediach o tym mówić.
i dobrze.
i dlatego ja też od siebie napiszę słów kilka, choć już temat ten kiedyś poruszałam.
jest to choroba fatalna.
dlaczego?
nie ma własnych objawów. atakuje podstępnie, tak jak podstępnie "skacze" na nas kleszcz i gryzie nas w skrytości.
rumień - po ugryzieniu może być... ale być nie musi.
jeżeli będzie - to dobrze, przynajmniej od razu wiadomo.
ja rumienia nie miałam.
kleszczy kilka w swoim życiu zaliczyłam.
moja mama też.
chodziłyśmy po tych samych krzakach w poszukiwaniu grzybów... i obie złapałyśmy to cholerstwo.
i gdyby nie przypadek.... to nie wiem, kiedy dowiedziałybyśmy się o chorobie... i w jakim stanie zdrowia byłybyśmy dzisiaj....
... że w marnym to z pewnością.
moja mama miała kilka lat temu bardzo poważne problemy ze zdrowiem.
skoki ciśnienia krwi, ciągłe kołatanie i ból serca, odrętwienia i niedowład lewej części ciała, ciągły szum w uszach i okropne problemy z żołądkiem - nie mogła nic jeść: mogły być maleńkie porcje bardzo łagodnego jedzenia, jak dla dzieci, a najlepiej bułka z kefirem....
... a wszystkie robione badania nie wykazywały nic konkretnego. wszystko było w normie. lekarze zaczęli już mamę podejrzewać o hipochondrię.
a mama nikła w oczach. i już psychika naprawdę zaczęła jej całkowicie wysiadać z tego wszystkiego.
a mi rzuciło się głównie na mięśnie i stawy. gdy rano wstawałam - najpierw szłam z sypialni do dużego pokoju , aby się położyć i odpocząć. byłam zazwyczaj strasznie zmęczona. mięśnie bolały mnie jak po godzince na siłownie. bardzo bolały mnie stopy. z trudem robiłam kroki. a gdy wstawałam z łóżka i szłam do drugiego pokoju - musiałam się przytrzymywać ściany, aby się nie przewrócić. bolały mnie też stawy. ale nie w sposób ciągły. co jakiś czas czułam silne, punktowe ukłucia w stawach. czasami tak nagłe i intensywne, że nie mogłam utrzymać w ręku telefonu. ukłuło kilka razy i przestało. a to staw w palcu u ręki, potem kolano, potem łokieć... a potem nie mogłam na piętę stanąć... i tak sobie bóle krążyły po kościach.
kiedyś zrobiłam sensację w przyszpitalnej przychodni okulistycznej. okazało się, że zaczęło mi się robić ograniczenie pola widzenia, czyli początek jaskry. a że miałam wtedy 31 lat - to się lekarki zleciały i nadziwić nie mogły, że tak wcześnie choroba się zaczyna. na szczęście z czasem samoistnie mi się to cofnęło.
miałam też porządne problemy z płucami. ciągle kaszlałam. lekarz już ręce rozkładał, bo nic nie pomagało. jako ostatnią deskę ratunku zaserwował mi serię 20 zastrzyków wzmacniających odporność i niechcący trochę tym mi pomógł.
a jak się dowiedziałyśmy o chorobie?
przez przypadek.
bratową mojej mamy ugryzł kleszcz i dostała dużego rumienia.
poszła do lekarza, dostała antybiotyk i garść ulotek o boreliozie do ręki.
i mama będąc u niej na kawie zaczęła czytać....
i to nam uratowało zdrowie.
lekarze z ramach nfz nawet nie chcieli jej zlecić badania krwi... uważali, że sobie zmyśla, albo nie chcieli dodatkowych kosztów.
porobiła sobie sama badania prywatnie....
wyniki były szokujące.
lekarz szybko położył ją do szpitala i 2 tygodnie brania dożylnie silnych antybiotyków ładnie pomogło. potem jeszcze trzeba było trochę dobijać zarazę antybiotykami doustnymi.... ale wszystkie fatalne dolegliwości już są w zapomnieniu!
ja też dostałam skierowanie do szpitala. terapia pomogła.
w szpitalu leżałam w pokoju z kobietą, która już ledwo chodziła.... przez 20 lat leczyli ją na stwardnienie rozsiane... a powinni na boreliozę.
lekarz powiedział też, że połowa pacjentów reumatologii powinna się u niego leczyć na boreliozę.
w sali obok leżała kobieta, która tak miała popuchnięte stawy, że chodzić nie mogła - i to też przez boreliozę.
uważajcie na kleszcze!!!!!
dziękować Opatrzności za ten zbieg okoliczności (rym nie był zamierzony;)), który uratował Wam zdrowie i życie:) ja na własne życzenie zrobiłam sobie 'test na boreliozę' bo nie zliczę kleszczy, które znalazłam na sobie... jest ok, krętki mnie nie żreją. tak sobie myślę, że...to badanie powinno być pierwszym na jakie kieruje lekarz gdy nie potrafi zdiagnozować pacjenta z powodu nieswoistych czasem wykluczających się objawów niepasujących do klinicznego obrazu żadnej ze znanych mu chorób.
OdpowiedzUsuńmasz rację-uświadamiania nigdy dość! życzę Wam zdrówka, dbajcie o siebie dziewczyny:)
Ja pierwszy raz miałem do czynienia z kleszcze już na emeryturze i nie na siebie a na moim psie. Widać mam złą krew, bo mnie te niezbyt sympatyczne zwierzątka się nie imają. Żarty żartami, ale ta choroba jest strasznie podstępna.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam pięknie