dzisiaj rano bałam się wyjść z domu.
bolała mnie głowa.
tak migrenowo.
było mi niedobrze.
przygotowałam sobie śniadanie, ale nie byłam w stanie nic zjeść.
wypiłam tylko kilka łyków kawy.
łyknęłam dwie tabletki....
miałam dzisiaj zajęcia na uczelni. na dzisiaj trzeba było przynieść przygotowaną prezentację.
z duszą na ramieniu - wyszłam z zamiarem w miarę szybkiego powrotu.
jednak udało mi się wysiedzieć na zajęciach z migracji do końca. ból trochę odpuszczał.
nawet w trakcie przerwy udało mi się zjeść miseczkę pomidorówki kupionej w uniwersyteckim barku.
potem na lektorat już nie poszłam. byłam za bardzo zmęczona.
poszłam do domu. przespałam się trochę.
a pod wieczór zjadłam moje śniadanie.
i poczułam się już na tyle dobrze, że poszłam na salę poćwiczyć :)
wieczorem wróciłam do żywych :)
Dzielna byłaś :) Ale oby jak najmniej takich poranków. Zdrowia!
OdpowiedzUsuńwspółczuję migreny. raz mój atak migreny skończył się w szpitalu ale stwierdzili że na szczęście to tylko migena i nie umieram))))
OdpowiedzUsuń