niedziela, 1 maja 2016

znowu wypłynęło to pytanie

w sobotę po pracy byłam w knajpce.
umówiliśmy się z ludkami z pracy.
fajnie było. :)

potem odwoziłam koleżankę... na.... seks do jej nowego faceta. wychodząc z knajpki pochwaliła się wszystkim :)

i jak jechałyśmy, to zaczęłyśmy gadać o sprawach różnych no i oczywiście zeszło na facetów.

spytała się: dlaczego ciągle jesteś sama? dlaczego nie poszukasz sobie faceta?
ja: a jak? co mam zrobić? tak praktycznie?
ona wstępnie: nnnooo... nie wiem.
potem rzuciła hasło zakrapianych imprezek.

a skąd ja to mam, kurna, wiedzieć???? dlaczego nie mam?
może widać jakaś wybrakowana jestem? nigdy nie miałam powodzenia u chłopaków, czy teraz mężczyzn.

ona jest po rozwodzie, ma 2 dzieci. jest niska i dosyć pulchna. jakoś w zeszłym roku naszła nas (dziewczyny w pracy) myśl, że M. jest w ciąży. M. chodzi ubrana jakby w workach, ma mizerne włosy zazwyczaj przetłuszczone, nawet po jej twarzy widać, że lubi alkohol i się zabawić.
stwierdziła, że trzeba mnie zacząć zapraszać na zakrapiane imprezki do knajp.
ona zawsze tak znajduje facetów.

tylko jakoś... takoś... takie klimaty mi kompletnie nie odpowiadają. nie zamierzam się wdrażać w takie opcje.


pracuję, chodzę do sklepów, na basen, na siłownię, na studia.
nie siedzę zamknięta w domu. nawet do kafejki, od wielkiego dzwonu, pójdę.
nooo... niestety... nigdy nie dorobiłam się towarzystwa, któremu zależałoby na mojej obecności.
takich jak ja się nie lubi na imprezach: spokojna, nie pali, pije z wielkim umiarem albo wcale, szaleństw nie wymyśla.


i wciąż pozostaje pytanie:
JAK ZNALEŹĆ SOBIE FACETA?

...ale takiego fajnego i w przystojności mi odpowiadającego, takiego faceta do życia..

... bo faceta na SAMO bzykanie to nie problem, no ale nie o to chodzi przecież.
 ma być i do życia i do porozmawiania i  TEŻ do bzykania odpowiedni, to rzecz oczywista ;)










15 komentarzy:

  1. Postawione przez Ciebie zasadnicze pytanie jest właściwie bez odpowiedzi. Nie ma idealnej, jedynej, a zarazem skutecznej metody. Nie jestem pewny, czy nawet jednoznacznie brzmiąca tabliczka noszona na szyi byłaby skuteczna. Co najwyżej, zlecieliby się tylko amatorzy niezobowiązującego seksu, skutecznie uniemożliwiając dostęp do Ciebie tego, o którym myślisz. A jednak w tej niemożliwości musi istnieć jakaś szansa, bo trwałych związków, nawet jeśli nie na zawsze, w ogóle by nie było.

    Nie jestem specem, ale wydaje mi się, że samo „bywanie” na niewiele się zda. Pewnie potrzebna jest też pewna doza własnej inicjatywy. Tak właśnie mają faceci, po dziesięciu odmowach, porażkach, rozczarowaniach, którąś w kocu zdobywają. Tylko proszę mi nie wmawiać, że kobiecie nie wypada, że przez to traci na własnej samoocenie. To są mity. W końcu propozycja obwarowana pewnymi zastrzeżeniami, jest tylko propozycją i jeszcze do niczego nie zobowiązuje. Samo czekanie może się skończyć tylko na czekaniu.

    Pozdrawiam pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem, że odpowiedzi nie ma. ale pytanie takie zadaję, aby dający mi radę "znajdź sobie faceta", sami doszli do wnioskiu, że ich rada jest bez sensu.

    nie umiem aktywnie, celowo podrywać.
    bo niby jak???? podejść do faceta i co powiedzieć???? nic interesującego do powiedzenia nie mam. a tym bardziej głupot nie umiem gadać na zawołanie.
    nie ten charakter.
    z resztą... każda porażka mnie dobija. a moja samoocena i tak ledwo zipi i nie chce jej jeszcze dodatkowo mordować niepowodzeniami.

    i właśnie kobiety, które mają pewność siebie i wysoką samoocenę potrafią działać w tej tematyce. i tego im zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja Ci nie podpowiem jak się podrywa faceta :) Żadnego w życiu nie podrywałem. Zero doświadczenia, choć miałem okazję być podrywanym. Mam jednak przekonanie, że nie powinno się podrywać, kogoś, kogo dopiero poznałaś, na ulicy, w knajpie lub gdziekolwiek indziej. To grozi totalną porażką, która może faktycznie zniechęcić i poczuć się „dobitym”.
      Zabawię się w instruktora :), ale bez żadnej odpowiedzialności.
      To musi być ktoś, kogo już, chociażby w pewnym ograniczonym zakresie, możesz uznać za znajomego. Ustaliwszy swoje wymagania(?), znając pobieżnie jego sytuację (od innych znajomych), możesz sprowokować rozmowę, na dowolnie wybrany przez Ciebie temat, byle nie związany z meritum. Faceci bywają w tej materii bardzo ostrożni, wyczuleni, a wręcz wylęknieni. Jeśli uznasz (Ty, nie on), że takie rozmowy (na jednej nie powinno się kończyć) są warte zachodu, żaden problem zaproponować bardziej zażyłą znajomość. I choć samej może Cię to nie bawić, zaproponuj spotkanie w knajpce, kolacyjkę w restauracji, nie wiem, może kino jeśli lubi, bo nie masz z kim pójść. To najlepszy i najpewniejszy motyw. Ani Ci to ubliży, ani Cię upokorzy, bo facetowi, wbrew pozorom, będzie imponować fakt, że chcesz być w jego towarzystwie. Reszta już będzie zależeć li tylko od Twojej inwencji. Dwa warunki. Nigdy nie zakładaj, że podryw się powiedzie, unikniesz przykrego rozczarowania. Twoje jedyne ryzyko, to strata kilku tygodni, czasu poświęconego na te zabiegi. Ale w doborze partnera na stałe, czy na dłużej, zawsze obowiązuje ostrożność, więc nie ma czego żałować. Drugi, nigdy nie zapominaj o swojej wartości, bez względu na to, jakie sama masz o sobie mniemanie. Masz prawo być nawet „zołzą”, oczywiście bez przesady. Kobiety łatwe i uległe we wszystkim są tylko na bardzo krótko. Mógłbym tak jeszcze, szczególnie w temacie tego, co lubią faceci, ale po co? :)))

      Usuń
    2. sendo problemu tkwi w tym, że w moim otoczeniu NIE MA facetów, którzy mogliby mnie zainteresować. na studiach - o wiele za młodzi lub zajęci albo totalnie nie w moim typie.. w pracy... eehhh..... tu są młode studenciaki, ja należę do grona dinozaurów.
      innych znajomych - stwierdzam brak.

      na basenie kiedyś pływałam na torze obok takiego fajnego.... z czasem zaczęliśmy sobie mówić dzień dobry, a po jakimś czasie zobaczyłam go z rodziną w dżakuzi. ostatnio miałam spotkanie pierwszego stopnia z policją drogową. rozmawiało mi się na tyle fajnie, że w przelocie policjant rzucił, że jest już zajęty. :/ z resztą za młody był dla mnie.


      a swoją drogą : co lubią faceci? :)

      Usuń
    3. Normalnie mnie zdumiewasz! :)
      Jeśli tak dawno nie było wojny, która zazwyczaj mocno przetrzebia ród męski, jeśli ja czytam, że jest tyle samo singli, co singielek, jeśli się dowiaduję, że portale randkowe są pełne wygłodniałych samców, to jak mam rozumieć stwierdzenie: „NIE MA facetów”?! Jeśli jest tyle porzuconych kobiet (wg. mnie jest tyle samo porzuconych facetów), gdzie są ci, co je porzucili, lub tych, co zostali porzuceni?! Wyparowali?
      To, że nie ma ich na studiach, tych w odpowiednim wieku, mnie nie dziwi, faceci w tym wieku już mają z reguły ustabilizowaną pozycję zawodową. Ja wprawdzie w wieku lat czterdziestu kilku poszedłem na studium, ale informatyczne, tam dla odmiany w grupie były trzy młode dziewczyny na dwudziestu kilku facetów. Chyba tu liczy się kierunek.
      Pisząc o ulicy miałem też na myśli basen :)
      W moim odczuciu, aby znaleźć tego faceta, a obawiasz się portali randkowych(?), trzeba bywać właśnie na imprezach, szczególnie tych organizowanych przez znajomych, na wczasach, rajdach, wycieczkach, zabawach itp. zapominając o tym, że jest się singielką, bo dziś to żaden powód do wstydu. Może warto też poszerzyć grono psiapsiółek, tak zupełnie niezobowiązująco. Posłużę się metaforą: niestety, aby wygrać w Lotto, trzeba grać, choć sama gra też kosztuje.
      Co lubią faceci? Wydawało mi się, że powinnaś wiedzieć, wszak jakiś już na dłużej był przy Tobie. To zbyt obszerny temat na komentarz. Tak mi już chodzi pomysł po głowie, czy nie napisać jakiś felietonik na temat, który Cię nurtuje, a w którym można by i tematykę zainteresowań facetów poruszyć.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. no oczywiście, że przedstawicieli rodu męskiego dookoła jest wielu - przecież na pustyni nie żyję.
      ale mówiąc, że "nie ma dookoła mnie facetów" pisałam w odniesieniu do tego, że nie ma takich mężczyzn, których tak jak napisałeś: mogłabym choć w ograniczonym zakresie uznać za znajomego.
      w rodzinie kontaktuję się z: ojcem, bratem i bratem ciotecznym. o! i jeszcze mąż koleżanki, z którą się raz na kilka miesięcy spotkam. ot i "znajomi" faceci w moim otoczeniu. a reszta to sąsiedzi w bloku, ludzie w pracy ( w dodatku to środowisko wielce sfeminizowane) i obcy na siłowni i basenie.
      na portalach randkowych szukać nie chcę... tam jest właśnie dużo takich szukających szybkich panienek. robiłabym sobie jakieś nadzieje, że spotkam kogoś fajnego... a rozczarowania są dla mnie bardzo dobijające. z resztą - jest to już przeze mnie przetestowane - jak mi na czymś zależy i robię sobie nadzieje na coś fajnego - zawsze się nie udaje. i potem zostaje żal, ściśnięte od płaczu i rozczarowania gardło.

      bywać na imprezach? - jakich? z kim? a kto mnie zaprosi? nigdy mnie nie zapraszali, bo nie jestem zabawową panienką, która lubi wypić i robić "niezłe jaja".
      ja mam zorganizować imprezę? ok - a za co? i kogo zaproszę? - ... koleżanki z pracy. :/
      wczasy, rajdy, wycieczki... o czym ty mówisz???! córa jedzie teraz na szkolną wycieczkę do Hiszpanii - i to mnie dobija finansowo. ... więc na wakacje żadne nie pojadę. no może pojedziemy na jakiś weekend... jak mnie będzie stać. eeehhh.... jak kiedyś mi z pensji zostanie luźne 100zł - to będę się cieszyła. ja "walczę" aby przetrwać od pensji do alimentów i potem od alimentów do pensji. nawet do kina nie chodzę, do knajpek też unikam jak mogę - bo to wydatek, na który mnie nie stać. wczoraj dostałam receptę u lekarza i jak ją wykupię, to mi na co innego zabraknie i chyba się przemęczę i poczekam do alimentów - i jak mi nic nie wyskoczy to receptę wykupię, a jak nie... to poczekam do końca miesiąca na pensję... hmmm gdybym nie poszła do knajpki ostatnio - to miałabym na wykupienie recepty. :/
      żeby poszerzyć grono psiapsiółek - to najpierw trzeba je mieć. a właśnie: poszerzyć - czyli co konkretnie zrobić? jak się poszerza? jak rozmawiam z koleżankami w pracy i słyszę, jak opowiadają o wspólnie spędzanym czasie i kontaktach poza pracą - mam się im wpraszać? nie bardzo mi odpowiadają zakrapiane imprezki. i czasami, jak słyszę ich teksty... to ręce opadają. - to przez różnicę wieku i pewien poziom. :/ a inne dziewczyny - "mężate i dzieciate" nie udzielające się towarzysko też funkcjonujące na zasadzie dom-przedszkole-praca i kombinujące jak przetrwać od pensji do pensji.

      moje życie: praca, spożywczak, dom, basen i siłownia. stałe ścieżki przemieszczania się. na rozrywki mnie nie stać.
      taka rzeczywistość.

      Usuń
    5. Stoję przed bardzo trudnym zadaniem. No bo przecież ja Twojego budżetu w żaden sposób nie naciągnę, ani nie jestem w stanie skierować w Twoją stronę tłumu znajomych i znajomych tych znajomych. Co gorsza, nie znam nawet kryteriów, jakimi oceniasz facetów pod względem ich „przydatności” dla Ciebie.
      Ja się teraz tylko zastanawiam, jakim sposobem zdobyłaś tego, z którym się związałaś na jakiś czas? Zakładam, że nie miałaś ani więcej kasy, ani wiele więcej znajomych. Odrzucam też hipotezę, że wyszłaś za mąż (?) zeswatana, bo to raczej nie te czasy.
      Schodzimy na bardzo intymne tematy, więc niekoniecznie musisz odpowiadać. Z tego samego powodu i ja nie mogę pisać wszystkiego. Dodam tylko, że jeśli mnie się czegoś nie chce, a co powinienem zrobić, znajdę sobie kilka, kilkanaście, czasami i kilkadziesiąt wymówek. Nie myśl, że Cię o coś oskarżam, że czynię Ci jakieś zarzuty, w końcu wielu z nas tak ma, dlatego zacząłem od siebie, byś nie myślała, że czuję się lepszy od Ciebie. Ot, może mam tylko nieco większe doświadczenie.

      Usuń
    6. ja i "chodzenie z chłopakami" to też żałosna sprawa.
      pierwszy chłopak - na mojej 18-tce rozpłakałam mu się, że nikogo nie mogę sobie znaleźć - z litości zaczął ze mną chodzić. potem go zostawiłam, bo przesadzał z alkoholem.
      kiedyś koleżanka zaprosiła mnie na imprezę, bo... mieli deficyt chłopaków a ja akurat wtedy tamtego miałam. żenada. a ja się wtedy cieszyłam, że mnie zaprosili i nie rozumiałam, że to nie dlatego, że ja jestem fajna, tylko, że mam chłopaka... wtedy poznałam mojego drugiego chłopaka, który po kilku miesiącach mnie zostawił (obecnie właśnie on chętnie by mnie zaciągnął do łóżka, jest żonaty). potem koleżanka z klasy stwierdziła, że jej kolega jest sam i może byśmy się spotkali. no i się spotkaliśmy. i tak - w zasadzie koleżanka spełniła rolę swatki. (a z ilością koleżanek też był wtedy problem, bo nie byłam z tych imprezowych)
      a że ja byłam tak zakompleksiona i tak niepewna siebie - to się niesamowicie ucieszyłam, że w ogóle jakikolwiek chłopak się mną zainteresował. choć ten chłopak fizycznie mi kompletnie nie odpowiadał.

      .... gdy byłam już niezbyt szczęśliwą mężatką z dzieckiem, mojemu bratu zebrało się na wspominki. powiedział: "siostra, ciebie wszyscy moi koledzy uważali za mega laskę... i wszyscy bali się do ciebie podejść i zagadać."
      a ja po nocach ryczałam, że nikt mnie nie chce, bo jestem tak beznadziejna. a w domu nikt ze mną nie rozmawiał. mama dbała o wszystko jak mogła funkcjonując dzięki lekom antydepresyjnym i antylękowym, ojciec alkoholik, jedyny żywiciel rodziny. :/ to też mi przetrąciło psyche. :/

      kiedyś dużym problemem był mój młody wygląd.(i teraz też jest)
      jak mnie odbierali inni? oto idealny przykład:
      miałam 19 lat. byłam nad jeziorem z chłopakiem (rok starszy) - wysoki, bardzo dobrze umięśniony. gdy przyjechali jego koledzy i mnie zobaczyli, to jeden wziął mojego chłopaka na bok i powiedział: "ty stary, czy ciebie już całkiem pojebało? za dzieci z podstawówki się bierzesz???"

      ja w czasach nastoletnich: 172cm, 55kg, długie blond włosy, słuchałam metalu i tak się ubierałam, można było ze mną pogadać na różne tematy, nie płakałam, gdy mi się paznokieć złamał, raczej małomówna, nie paliłam, nie piłam alkoholu.

      ja teraz: 172cm, waga powiększona, długie blond włosy, dalej słucham głównie mocnych nut ale nie tylko, ubieram się w sposób "normalny" lubię dżinsy i żakiety, można ze mną porozmawiać na różne tematy, nie płaczę, gdy złamie mi się paznokieć, nie palę, alkohol piję sporadycznie i niewiele, albo wcale.

      zazwyczaj chodzę uśmiechnięta, lubię ludzi, nie ma dla mnie problemu w rozmowie z ludźmi w sklepie (tak też "poderwał mnie" pewien drugi żonaty szukający kochanki). gdy kiedyś przyznałam się koleżankom w pracy, że zaczęłam znowu brać antydepresanty - były w szoku.

      i tak to jest. :/ o wszystkim już na blogu pisałam. to taka moja "prywatna" terapia. oswajanie moich dołów i ciemności.
      to mój sposób na radzenie sobie ze swoim nieradzeniem sobie z samą sobą.

      Usuń
    7. Wiesz, po tym Twoim ostatnim komentarzu ogarnęła mnie żałość. Żałość, że jestem już dla Ciebie za stary :)
      A tak na poważnie. Wydaje mi się, że ciężko nam się pozbyć kompleksów z czasów młodości. I bądźmy szczerzy, kompleksów zazwyczaj idiotycznych. Gdy się ich pozbywamy, jest już zazwyczaj za późno by cieszyć się życiem bez nich. I wtedy najczęściej do nich wracamy, bo choć nie jest z nimi dobrze, my już się do nich przyzwyczailiśmy. Całą młodość, a i znaczną część wieku średniego, wydawało mi się, że jestem mało przystojny, za mało inteligentny, zbyt przytłoczony złym dzieciństwem. Gdy się z tego w końcu otrząsnąłem, okazało się, że mam tyle złych nawyków (np. polubiłem samotność) iż bez nich jest mi źle. Koło się zamyka, choć nie przeczę, próbowałem się z tego zaklętego kręgu wyrwać. Nie zawsze z pozytywnym skutkiem, ale dziś nie żałuję.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. ja mam tak samo jak ty. nikt mnie nie chce. może...nie jestem cycatą blondyną ale mam pocuzcie humoru jestem niegłupia można ze mną pożartować i pogadać o wszystkim potrafię być świetnym towarzyszem i co.....każdy mnie unika. zainteresują się koleżanką obok, ja jak to piąte koło u wozu.

    chlańsko w knajpach też mnie nie pociąga. zresztą uważam że to nie jest miejsce na znalezienie drugiej polówki która będzie z tobą dziecić życie.

    jestem prawie po rowodzie, mam dwójkę dzieci nie siedze zakmnięta w domu. ale teoretycznie nie mqam szans kogokolwiek poznać. krążę między pracą podwórkiem przedszkolem, sklepem więsz szansa na poznanie kogoś zero. w pracy wszyscy praktycznie już mają kogoś zaś rszta to smarkscze z 10 lat młodsze.

    moja samoocena też ledo zipi i też nuie lubię gadać głupot na zawołanie wolę nie powiedzieć nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no a ja właśnie jestem długowłosa blondyna z całkiem przyzwoitym cycem ;D

      Usuń
  4. Faktycznie, przychodzi taki moment, że o tego faceta ciężko. Pamiętam, że zanim poznałam swojego, sama się nad tym zastanawiałam. I teraz, gdybym była sama, nie wiem jak miałabym się do tego zabrać. Wtedy spróbowałam w necie - banalnie, ale jednak - serwis randkowy. W moim przypadku ostatecznie zadziałało co innego, ale może warto spróbować? Bo samo doświadczenie wspominam pozytywnie. Jak już przekopałam się oczywiście przez stado napalonych amatorów niezobowiązującego seksu i jakichś generalnie dziwnych typów, okazało się, że można tak poznać i całkiem ciekawych gości. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie tego się boję - stada różnych dziwnych przypadków mniej lub bardziej nadających się do leczenia różnorakiego. :/

      Usuń