wymiękam totalnie!
znowu zaczęło śmierdzieć z gniazdka w dużym pokoju.
ciągle się topią te kostki, które elektrycy tam wciskają.
a teraz jeszcze sprawdziłam, że po wcześniejszym wyłączeniu bezpieczników i włączeniu na nowo - już w ogóle nie mam prądu w obu gniazdkach w .... kuchni.
gniazdko w dużym pokoju zabezpieczyłam sama.
najpierw wyłączyłam bezpiecznik, założyłam gumowe rękawice i rozkręciłam całkowicie gniazdko.
każdy kabelek wystaje oddzielnie i jest zabezpieczony taśmą izolacyjną.
i aby nikt tam nawet przypadkowo nie dotkną... przykleiłam do ściany w tym miejscu porcelanowy spodeczek.
i niestety... bardziej zaczęło mnie od tego wszystkiego boleć w klatce piersiowej.
właśnie się totalnie rozkleiłam. beczę.
w takich sytuacjach wychodzi ewidentnie moja marność finansowa....
mama mi pomogła w sfinansowaniu naprawy samochodu, dodała trochę na szkolne wydatki...
i teraz też... jeżeli będą jakieś dodatkowe wydatki... pomoże.
ale przecież nie o to chodzi!!!!!
swoje lata już mam a nie jestem w stanie samodzielnie finansowo funkcjonować!
czuję się z tym koszmarnie.
jak jakiś debil, nieudacznik.
tak... oooo... poradziłam sobie z zabezpieczeniem gniazdka....
taaaa.... zaradna jednak jestem.
tylko, że ja wcale nie chcę musieć być taka zaradna!!!!!
co mi po tej zaradności, skoro nie czuję się bezpiecznie finansowo?
coś z tą elektryką jednak trzeba będzie zrobić - i co?
i dupa.
odwlekałam to w nadziei, że jednak będzie dobrze po poprzedniej naprawie...
i dupa.
nie jest dobrze.
jednak czeka mnie remont. muszę mieć nowe kable położone.
i nawet już nie chcę brać kolejnego kredytu, bo nie będę miała z czego spłacać.
już przestaję ogarniać....
co mi po "gniazdkowej" zaradności, skoro nie potrafię sfinansować niezbędnych dla domu napraw.
cieszyłam się, że będę mogła podbudować finanse robiąc w pracy w nadgodzinach....
a tu dupa.
cofnęli zgodę.
a ja się jak kretynka cieszyłam, miałam nadzieję, że sobie zapracuję....
przecież nie chcę, żeby mi ktoś na ładne oczy dawał dlatego tak ciężko mi brać pieniądze od mamy.
ciągle myślę o zmianie pracy na jakąś, gdzie zarobki będą większe...
taaaa.....
tylko jak ktoś ma tyle lat co ja, córę na utrzymaniu i sporo kredytów to ryzykować nie może.
zwłaszcza, że nie mam znajomości, które by mi pomogły...
nie mam też nikogo, kto by mnie utrzymywał w sytuacji, gdyby po jakimś czasie mi umowy , ot tak, nie przedłużyli...
dupa.
No to faktycznie masz problem. Z tym remontem instalacji (jeśli to rzeczywiście instalacja jest do wymiany – ile ona ma lat?) Bo wymiana wymianą, to jeszcze ściany trzeba malować (tapetować). Przyznaję, sytuację masz wręcz klasycznie patową.
OdpowiedzUsuńJa już nie pamiętam, gdzie Ty pracujesz i na jakich zasadach, ale może jednak warto pomyśleć o zmianie pracy, teraz podobno o nią łatwiej. A może wystarczy jakaś dodatkowa praca dorywcza na jakiś czas? Ja oczywiście nie dam Ci lekarstwa na Twoje bolączki, tylko tak sobie gdybam.
Szkoda, że na blogu nie sposób pisać o wszystkim.
akurat zagipsowanie ściany i tapetowanie to nie problem dla mnie, choć spory wysiłek - umiem i lubię takie zajęcia :)
Usuńblok wybudowano w 1970 :/
ze zmianą pracy jest tak jak napisałam w notce.
aktualnie pracuję w różnych godzinach. najczęściej do 20. ale zdarza się, że zaczynam pracę o 8 czy 10. i nikt nie będzie mi układał grafiku wedle moich potrzeb.
i poza tym nie dałabym sobie rady... córa jednak potrzebuje jeszcze mamy w domu, muszę mieć na nią oko. jeszcze studiuję. domem i zakupami też się muszę zająć.
... nie miałabym na wszystko siły. tak. wiem. są herod kobiety, które latają 24/dobę i są nie do zdarcia.
dzisiaj przychodzi elektryk. będzie około 17. musiałam wziąć wolne bo w tym tygodniu znowu pracuję do 20-tej.
wstałam ze snu o... 11-tej. i to z wielką trudnością z bólem głowy.
może gdybym zaczęła brać jakieś antydepresanty, albo inne chemiczne wspomaganie - miałabym więcej siły na codzienne funkcjonowanie.
Cóż, nie zazdroszczę Ci takiego życia, kiedyś przez to przeszedłem (taką pracę) i rozbiłem totalnie rodzinę.
UsuńAntydepresanty to dobra rzecz, ale tylko jeśli przepisze je psychiatra. A ten tego nie zrobi, jeśli nie stwierdzi u Ciebie objawów choroby (depresji). Innych źródeł stanowczo nie polecam. Raz, że mogą być nieadekwatne do potrzeb, dwa, te inne (np. od lekarza pierwszego kontaktu) są zazwyczaj tylko chemicznymi truciznami bez szans na poprawę Twojego samopoczucia. O suplementach w ogóle należy zapomnieć, to wyrzucone pieniądze.
Ja wiem, wizyta u psychiatry źle się kojarzy. Ale to tylko to, bo w gruncie rzeczy da się go traktować w kategoriach spowiednika. Może powie Ci kilka gorzkich słów, ale zamiast zdrowaśki, zaleci coś konkretnego, a już na pewno nie odeśle do wariatkowa. Wiem, byłem i skorzystałem z porad.
Ten poprzedni komentarz może źle brzmi, więc wyjaśniam, wspomniałem o takim lekarzu tylko w kontekście czarnych myśli i braku nadziei.
Usuń:)
Usuńtemat psychiatry, terapii u psychologa i antydepresantów jest mi dokładnie znany.
na razie daję sobie radę sama.
beczę zdołowana, ale jestem świadoma tego co się dzieje i chcę sobie radzić sama. jeżeli dojdę do wniosku, że Waterloo się zbliża - lekarza znajdę.
dzięki za dobre słowo.