czwartek, 10 sierpnia 2017

Kraków

jak zwykle było bardzo fajnie.
lubię spędzać czas ze swoją córcią :)

od chodzenia niesamowicie bolały mnie stopy. w poniedziałek i wtorek na szczęście nie było zbyt gorąco. w środę temperatura już pokazała swoje możliwości... to była masakra.



znowu byłyśmy w podziemiach


byłyśmy też w muzeum przyrodniczym.
                                                               a tam takie pajączki

i takie kiełki :)



 na starówce oglądałyśmy pod mikroskopami różne żyjątka bądź martwe elementy natury - fajne to było.
miałyśmy jeszcze iść do muzeum sztuki japońskiej ... ale to chyba na następny raz będzie. już nie miałam siły.
oj... sporo sobie pochodziłyśmy po uliczkach.
a i zakupy w galerii krakowskiej oczywiście były. córa wie, że szperamy w wyprzedażowych - była bardzo zadowolona :)

odwiedziłyśmy też kocią kawiarnię na ul Lubicz. z uwagi na upał, koty się pochowały. tylko jeden konus spał na foteliku.
i ja tam się nie dziwię, że kociarni nie było ... choć szkoda bardzo...

moja kicia upały spędza w poniższych pozycjach zmieniając tylko lokalizację.

córa stwierdziła, że lubelska kocia kawiarnia jest o wiele przytulniejsza i fajniejsza. muszę tam pójść.

z wyjazdu jestem zadowolona.
... choć... w jednym zakresie czuję niedosyt.
strasznie mi brakowało jazdy samochodem w trasie!
strasznie mi brakowało kilometrów zrobionych samodzielnie za kierownicą!!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz