lubię spędzać czas ze swoją córcią :)
od chodzenia niesamowicie bolały mnie stopy. w poniedziałek i wtorek na szczęście nie było zbyt gorąco. w środę temperatura już pokazała swoje możliwości... to była masakra.
znowu byłyśmy w podziemiach
byłyśmy też w muzeum przyrodniczym.
a tam takie pajączki
i takie kiełki :)
na starówce oglądałyśmy pod mikroskopami różne żyjątka bądź martwe elementy natury - fajne to było.
miałyśmy jeszcze iść do muzeum sztuki japońskiej ... ale to chyba na następny raz będzie. już nie miałam siły.
oj... sporo sobie pochodziłyśmy po uliczkach.
a i zakupy w galerii krakowskiej oczywiście były. córa wie, że szperamy w wyprzedażowych - była bardzo zadowolona :)
odwiedziłyśmy też kocią kawiarnię na ul Lubicz. z uwagi na upał, koty się pochowały. tylko jeden konus spał na foteliku.
i ja tam się nie dziwię, że kociarni nie było ... choć szkoda bardzo...
moja kicia upały spędza w poniższych pozycjach zmieniając tylko lokalizację.
córa stwierdziła, że lubelska kocia kawiarnia jest o wiele przytulniejsza i fajniejsza. muszę tam pójść.
z wyjazdu jestem zadowolona.
... choć... w jednym zakresie czuję niedosyt.
strasznie mi brakowało jazdy samochodem w trasie!
strasznie mi brakowało kilometrów zrobionych samodzielnie za kierownicą!!!!






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz