sobota, 2 lipca 2016

czy trzeba coś dodać?



znalezione na FB









i tak prawdę mówiąc nigdy by mi nie do głowy, aby rywalizować z mężczyznami, kto jest "lepsiejszy"
każdy jest inny.
są wprawdzie pewne ogólne tendencje, cechy przeważające - ale nie da się wg mnie odbierać ich w rozumieniu cecha lepsza-gorsza.

i pomimo moich doświadczeń, które temu przeczą, uważam, że są mężczyźni, którym dasz młotek, gwoździa i deskę - to ci dom zbudują. i będą cię nosić na rękach wpatrzeni jak w anioła.

... i w tym wszystkim niemożliwością wydaje się odnalezienie takiego swojego dobrego duszka (znaczy się faceta) / dobrej duszki (znaczy się kobitki)

7 komentarzy:

  1. Coś w tym jest muszę powiedzieć.

    Ale właśnie według mnie najlepsze są różnice, które można w ramach związku/przyjaźni/znajomości itp. uzupełniać, bo wtedy świat staje się jeszcze ciekawszy do odbioru.

    No ja o kobietach mogę się wypowiedzieć podobnie, że podobają mi się właśnie te bez ton makijażu, właśnie zadbane w normalny sposób.

    A poza tym jednak facet nieco potężniejszy to ostoja bezpieczeństwa, większa niż jakiś chudzielec z super opalenizną itp. Tak mi się wydaje przynajmniej.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś miałam koleżankę, która miała więcej w bicepsie niż jej chłopak :) i takie kobiety przecież też są - lubiące takie różne chudziny :)

      i to też racja - czuję się nieco bezpieczniej, gdy wiem, że facet ma swoje gabaryty i jak będzie trzeba to potrafi dać komuś łomot. wiem - to są takie nieco pierwotne upodobania ;) ale w ludziach pomimo tych różnych cywilizacyjnych wyrafinowań, kulturowych subtelności - pierwotne instynkty i potrzeby jednak drzemią.

      facet to ma być facet. głowa rodziny, mocny, wiedzący co chce.
      ja muszę mieć możliwość bycia tą słabszą, delikatniejszą (co nie znaczy, że nie potrafię sobie poradzić sama! bo potrafię!) nie ma dla mnie problemu być nieco w tyle.

      a co do makijażu u kobiet :) kiedyś powiedziałam koledze w pracy, że współczuję mężczyznom.
      spotka taki ładną kobietę i coś tam miedzy nimi zaiskrzy... ale potem, gdy trafią w ramach igraszek pod prysznic... i makijaż spłynie... to może się okazać, że dziewczyny nie pozna :D

      Usuń
  2. Tak mnie w związku z tematem naszło filozoficznie: im człowiek starszy tym ma lepsze zdanie o płci przeciwnej, co niejako potwierdza sentencja tego Goldinga.
    Pozdrawiam pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na początku swojej drogi małżeńskiej (i przed) miałam lepsze zdanie o mężczyznach, pomimo "antywzoru" w rodzinie i pewnych negatywnych obserwacjach. miałam wiarę i nadzieje w to, że trafiłam dobrze. i pomimo kolejnych negatywnych doświadczeń już małżeńskich - dalej wykazuję się nadzieją i wiarą, że jednak są fajny faceci.
      głupia naiwność?

      Usuń
    2. Może myśl nie głupia, tylko ci fajni są jakby starannie zakamuflowani :) Ale aby nie było, kamuflują się przed niefajnymi kobietami. Te fajne też się kamuflują i krąg się zamyka.

      Usuń
    3. akurat bardzo fajnych adoratorów mam. tylko, że są dla mnie niedostępni. żonaci. :/

      Usuń
  3. dostałam od niego masę gówna i łez.


    boże jak ja bym chciała mieć takiego co mnie nosiłby na rękach...


    ...tymaczasem od wszystkiego męskiego z czym mam tylko do czynienia dostaję jedynie pogardę niechęć i agresję.

    OdpowiedzUsuń