wtorek, 5 lipca 2016

dietetyk

wybrałam się.
ciężko było mi zdecydować się na wizytę.
wiedziałam, jaki będzie stu procentowy punkt programu.
oczywiście rozryczałam się na maksa.
wiem, że nie powinnam.
jakiż to powód do ryczenia?
jednak ... jeżeli przychodzi mi mówić o rzeczach, z którymi sobie kompletnie nie radzę, które mi gdzieś doskwierają....
... beczę na maksa. :/

taaaa....
od dosyć długiego czasu zmieniłam sposób jedzenia, zmniejszyły się też ilości jedzenia, nie objadam się wieczorami.
ćwiczę, pływam.

półtora roku temu czułam, że dużo przytyłam. ważyłam wtedy 70 kg. byłam załamana. dlatego zmieniłam sposób jedzenia. zaczęłam więcej ćwiczyć/pływać.

i co?

przez półtora roku bałam się zważyć, aby się nie załamać. łudziłam się, że przynajmniej nie tyję dalej, choć byłam przybita koniecznością kupowania spodni w większym rozmiarze,

teraz nie miałam wyjścia i na wagę stanąć musiałam.

i przytyłam
teraz ważę 76 kg.
jestem tym strasznie rozbita. załamana totalnie.
wciąż nie mogę się powstrzymać od płaczu.
kurwa mać!
czy to się kiedyś zatrzyma?
mam przestać jeść w ogóle????

dietetyczka ma mi przygotować jadłospis.
... tylko czy będę umiała sobie z tym poradzić?
ja na prawdę nie umiem gotować.
dasz mi przepis - to z pewnością mi nie wyjdzie!
dla mnie te wszystkie przepisy kucharskie to jedna wielka ciemna magia.
książki kucharskie oczywiście mam. ale dla mnie tam po chiński jest napisane.

wychodzi na to, że czeka mnie znowu wymiana ubrań na większe.
ja pierdolę....
do dupy z tym wszystkim.
mogłam do tej dietetyczki nie iść.
przynajmniej nie ryczałabym dzisiaj cały dzień.



4 komentarze:

  1. Nie będę Ci pisał, nie martw się, jakoś to będzie...
    Zapewniam Cię za to, że będąc totalnym antytalentem kucharskim (moje umiejętności kończyły się na jajecznicy) dziś nie mam żadnego stresu przy garach. I tak sobie myślę, że ta dietetyk nie pozwoli Ci umrzeć z głodu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no a ja dalej się przy garach morduję :/ i nie widzę szans na pozytywny rozwój sytuacji kuchennych. bo jakby miało coś się poprawić - to już mam chyba wystarczająco dużo latek aby zaliczyć jakiś progres.

    ale wspólnie z dietetyczką znalazłyśmy idealne rozwiązanie tej sytuacji - szkoda, że nierealne do wykonania - a mianowicie muszę sobie znaleźć faceta, który lubi gotować ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Za późno?! Ja polubiłem gotowanie po pięćdziesiątce!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a moja mama jest po 60-tce i dalej nie cierpi gotować. :/

      Usuń