środa, 31 sierpnia 2016

jak się masz dieto?

... marnie się mam.

ostatnio mierzyłam się w pasie i mi 3 centymetry ubyło.
ale...
jakoś wcale lepiej, czy inaczej się nie czuję.
dalej czuję się jak słoń.
a bielizna jak była ciasna, tak dalej jest. pod tym względem nic się nie zmieniło.
:/

odstępstwa są?
a są.
a to urodziny córci brata, a to urodziny brata, a to córa naleśników narobiła albo spagetti, a to urodziny koleżanki z pracy....
przecież nie będę siedziała jak ten kołek o wodzie.
 mam sobie odmawiać raz na jakiś czas zjedzenia czegoś co lubię?

z resztą...
moja popsuta psyche znowu kuleje...
a jak kuleje to zaczynam smutki "zjadać"
właśnie wpierdzielam przepyszne, mięciutkie pachnące bułeczki z wędlinką, sałatą i pomidorem.
to już dziś wieczorem jest drugi taki zestaw.
tak.
wiem.
nie powinnam.
ot i  tyle przyjemności w moim życiu.

od momentu wizyty u dietetyczki ciągle mnie trzyma jakaś niechęć do sportu.
może nie tyle niechęć, co poczucie bezsensowności moich wcześniejszych wysiłków.
tak więc radość ze sportu jeszcze nie zmartwychwstała.
i nawet nie miałabym na to ani siły ani czasu.
ostatnio ciągle kończę pracę o 20-tej....  a że codziennie pracuję (tzn. gadam) po 9 godzin - to zmęczenie materiału jest. już drugi tydzień tak ciągnę. mam dość tego.
rano wstaję bardziej niż delikatnie półprzytomna.
czasami, gdy o 9 dzwoni budzik, to za bardzo nie wiem, co się dzieje :/

wiem też, że powinnam wcześniej kłaść się spać.
ale jakoś wolę w nocy siedzieć....
a wczoraj około 24-tej przyszła do mnie córa... i jak zaczęłyśmy gadać (głównie ona) ... to poszłyśmy spać o 2 w nocy. uwielbiam masze pogaduchy :)
tak w zasadzie to mogłabym sobie jeszcze dłużej siedzieć, ale wiem, że rano byłoby jeszcze gorzej niż jest obecnie.
a w pracy przecież w każdej rozmowie muszę tryskać entuzjazmem i pomysłowością w zagadywaniu klientów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz