wycieka gdzieś ze mnie energia.
jakoś tak... nijak się robi.
czuję swoją marność.
nawet pisać mi się nie chce....
o tym, jak "ex" traktuje córę
o prawie spaleniu patelni
o "studiach"
o marności walki z nadkilogramami
o marności moich finansów
o wykorzystaniu resztek zdolności kredytowej
o niknącej nadziei
o tęsknotach
tak.
uśmiecham się.
żartuję.
tak jak to bywa zazwyczaj.
tak się składa że jak odpaliłem muzykę twoją to wywaliło reklamę z kredytem hipotecznym, ech te nasze potrzeby, zabiją nas, ciągle nam czegoś brakuje, ciągle musimy coś mieć, może się wymądrzę ale sam osobiście to ostatnio tak żyję i może tobie też to pomoże - chciej mniej, a może nawet nie chciej nic
OdpowiedzUsuńten ex to mnie nurtuje, czy naprawdę taki nieczuły dla córki czy tylko przesadzasz?
no, zgadza się, zegarek do tyłu, przypomniałem sobie że Ci kiedyś obiecałem że będę dawał sygnał znak o zmianie czasu, tzn zawsze pamiętałem tylko że nigdy nie napisałem, no a teraz napisałem
kolorowych snófffffff
żebym to ja na zbytki kasę wydawała.... eeehhh.... gwoździem do mojej finansowej trumienki jest koszt ortodonty córy...
OdpowiedzUsuńa "ex"...
ostatni raz kontaktował się z córcią 2 tygodnie temu - zabrał ją na obiad do swoich rodziców.
córcia była w jego mieszkaniu (a w zasadzie jego wybranki) chyba jakiś rok temu.
teraz zadzwonił do córci, bo dostał ode mnie maila z informacją o koszcie wizyty u ortodonty.
i w pierwszym zdaniu zrobił jej wymówkę, że to ona do niego nie dzwoni i się nim nie interesuje.
taaa.... ode mnie też oczekiwał "raportów" tak jak od swoich podwładnych w pracy.... sam nie potrafił się mną zainteresować, dopytać. :/