wtorek, 5 października 2021

zdrowie

 rypło u ojca.


18 września miał drobny wypadek. trochę rozwalił drzwi samochodu, przy wyprzedzaniu nie zauważył wysepki na  środku jezdni, przerysował bok słupkiem, trochę poszarpał blachę. jemu nic się nie stało.

ale od tego momenty zdrowie mu poleciało po równi pochyłej.

byliśmy przekonani, że to cukrzyca przyatakowała. ojciec ma  w dupie pilnowanie diety, leków, mierzenie cukru glukometrem.  gdy mama mu o wszystkim przypomina, to reakcją zazwyczaj był atak: co? już?!! mam wszystko rzucić?! (wszystko, czyli siedzenie przed kompem, spanie, oglądanie tv) - tak było zawsze.

mama powiedziała, że od roku zauważyła, że ojciec inaczej jeździł samochodem. zaczynał wjeżdżać na krawężniki, myliły mu się pasy. ... kilka miesięcy temu zauważyła, że zmienił mu się sposób w jaki kaszle.

po wypadku już miał bardzo zaburzoną równowagę i koordynację ruchów, wszystko mu się myliło, nie rozpoznawał przedmiotów, ciągle zapominał gdzie co jest.. jak mama dała mu jajecznicę i położyła łyżkę obok talerza - zaczął jeść palcami.

już ponad tydzień jest w szpitalu.

okazało się, że ma guza mózgu.

dzisiaj dowiedzieliśmy się, że to jest przerzut z płuc.  

po niedzieli będzie miał operację głowy.

.... zobaczymy.... jak długo....


generalnie robię teraz za szofera.


wtorek, 21 września 2021

udany wyjazd

wyjechałyśmy w czwartek popołudniu.

noclegi miałyśmy w Chorzowie.

w piątek - pałac w Pszczynie i kino, film "Mistrz" - polecam, super

w sobotę - Tarnowskie Góry -  kopalnia srebra i sztolnia czarnego pstrąga - polecam, kino, film "Najmro". reklamują to jako komedię - zdecydowanie tak bym tego filmu nie określiła, lekki, przyjemny, fajna muzyczka, z seansu wyszłam zadowolona.

w niedzielę - zwiedzanie obozu Auschwitz-Birkenau. każdy powinien odwiedzić to miejsce. choć prawdę mówiąc bardziej dramatyczne wrażenie zrobił na mnie obóz w Majdanku. ... 

i słowa przewodniczki: najpierw demokratycznie wygrane wybory... i to się zaczęło od drobnych rzeczy... od wykluczania.... nie pozwalano określonym ludziom siadać na ławeczkach, nie pozwalano kupować w określonych sklepach, ograniczano możliwość pracy w konkretnych miejscach.... wykluczanie z drobnych spraw, potem wskazanie jako przyczynę niepowodzeń narodu, potem jako wroga....

powrót w niedzielę w nocy.


samochodem jechało mi się wyśmienicie! przejechane prawie 1100 km. dla mnie pełnia relaksu! :)














sobota, 11 września 2021

zły wpływ

 na początek muzyka, która przyprawia mnie o ciarki!

coś fantastycznego!!!!





jak sobie byłam w sanatorium to córa sobie sama w domciu gospodarowała.

sama pilnowała porządku, wszystko było ogarnianie na bieżąco.

moja mama zaglądała do nas i bardzo chwaliła moją D. za ogarnianie wszystkiego.

no i tak sobie rozmawiałam z D., że warto się sprężyć i nie robić tyłów w sprzątaniu, tak jak to zazwyczaj u nas bywało. a w pewnych "tematach" moja D. była mistrzynią.

no cóż....

wszystko wróciło do standardziku.

moja D. podsumowała: jak Ciebie nie było to ogarniałam. a teraz już tak dobrze nie idzie! ty masz na mnie zły wpływ!


no cóż.... córciu... mam się wyprowadzić na stałe??? :)


a w mojej codzienności... pracuję dalej, co umyję samochód to pada deszcz.

generalnie humor mi w miarę dopisuje. leków wciąż nie potrzebuję, choć w pewnych tematach ustawicznie jest fatalnie. i tak się zastanawiam, czy przypadkiem wyzbycie się nadziei na poprawę nie stanowi tu dobrego leku. im mniejszą mam nadzieję w pewnych tematach - tym bardziej , powolutku dociera do mnie spokój.

niestety. czasami chce się wyć.

niedziela, 1 sierpnia 2021

praca

i wróciłam do pracy.

dwa pierwsze dni to był luzik, bo większość czasu czytałam aktualności, zmiany w procedurach, zmiany do zmian.

niby luzik a jednak stres. 

przygniatają mnie te wszystkie zmiany w przepisach, ciśnienie odnośnie czujności w sprawach bezpieczeństwa, weryfikacji, zgód marketingowych..... dużo tego. za dużo. ciężko ogarnąć. a szefostwo ciągle straszy konsekwencjami. tylko to potrafią.


pozytyw - dostałam "awans" i "podwyżkę".

awans - dochrapałam się po 11 latach pracy.... szkoda słów.

podwyżka - początkowo się ucieszyłam... ale jak sobie to zestawiłam z podwyższeniem pensji minimalnej od stycznia... i jak się dowiedziałam, jaką pensję będą dostawać osoby świeżo przyjęte do mojego wydziału, bez najmniejszej wiedzy na temat pracy..... to mi się przykro zrobiło. 

w wydziale szaleje rotacja. doszło już do tego, że z mojej grupy zwalniają się osoby, których jeszcze nie zdążyłam poznać. :/


... na wysyłane aplikacje do innych firm - standardowo brak jakichkolwiek odpowiedzi.

czwartek, 22 lipca 2021

nocne rozmowy

 co jakiś czas mam nocne rozmowy.

rozmowy z córą na tematy przeróżne.

ostatnio córa wróciła ze spotkania z koleżankami około 1 w nocy.

na rozmowy nam się zebrało.

... poszłyśmy spać po 3 w nocy.


moja córa stwierdziła w pewnym momencie: mamuń, bo ty za dobra dla wszystkich jesteś.



jestem na L4 do 28 lipca.

potem medycyna pracy .

aż mnie telepie na myśl powrotu do pracy.....

niedziela, 11 lipca 2021

irytacja

 jestem jakaś wkurzona, podirytowana.

coś mi się zdaje, że to w związku z powrotem do pracy.


dowiedziałam się, że planują podwyżki dla niektórych konsultantów.

ahaaaa...

ile razy już to słyszałam. i tylko jakoś nigdy nie udało mi się być tym "niektórym". od wielu lat udaje mi się załapać jedynie na wymuszone podwyżki w związku ze wzrostem pensji minimalnej.


... co jakiś czas wysyłam CV do różnych firm.....

nawet nie dostaję odpowiedzi: a pocałuj nas w dupę.

wczoraj też wysłałam aplikację. pewnie też będzie cisza.


chciałabym coś zmienić. chciałabym zarabiać jak człowiek.

zmiana pracodawcy to bardzo duże ryzyko .... to bardzo duży stres. ale ze stresem dotyczącym zmiany jako takiej, to sobie na spokojnie poradzę.... stres dotyczy czego innego....

dlaczego?

... bo jeżeli w nowej firmie  po kilku miesiącach, roku czy dwóch nie przedłużą mi umowy.... to będzie dramat.

czułabym się bezpieczniej, gdybym miała partnera życiowego, który do momentu znalezienia kolejnej pracy, mógł by mnie utrzymywać. a nie okłamujmy się.... co raz bliżej mi 50-tki.... (kurwa, jak to brzmi.....)  a kto będzie chciał zatrudnić kogoś w tym  wieku? ... jeszcze gdybym miała jakieś znajomości....

na znalezienie faceta do stałego związku - też już nie mam nadziei. generalnie, choć jest to ciągle dla mnie przykre, to oswoiłam się z tym, że będę już sama.


jakiś czas temu zaczęłam rozważać pracę w oddziałach innych banków. .... cóż..... niedawno przeczytałam artykuł o planowanych zwolnieniach właśnie w tych bankach....

tak więc pracuję tu, gdzie pracuję... bez perspektyw na poprawę... co raz bardziej sfrustrowana.... robiąc dobrą minę do fatalnej gry.


ale tak sobie pomyślałam, że zajmę się bardziej swoim zdrowiem i będę się starała raz do roku wykombionować pobyt w sanatorium.

szykuje mi się operacja żołądka - więc sanatorium będzie.

dowiedziałam się też, że do sanatorium można też pojechać w związku z chorobami psychosomatycznymi. a że jakiś czas temu chodziłam na L4 z powodu depresji to za jakiś czas mogę znowu chodzić - historię choroby będę miała. - i też będzie sanatorium.

mam też problem z kręgosłupem - czas zacząć się leczyć. i też można się potem postarać o sanatorium.

wiadomo - przesadzać z L4 nie można..... ale w mojej pracy trzeba się "zasłużyć"  i to nieźle, aby kogoś zwolnili. a że na nic dobrego liczyć tu nie mogę... to trzeba to w inny sposób wykorzystać.

w zeszłym tygodniu dowiedziałam się, że nasi kierownicy muszą się tłumaczyć przed menaGierami dlaczego jest taka duża rotacja pracowników, dlaczego ludzie się zwalniają. .... debile nie wiedzą.

niedziela, 4 lipca 2021

mazidła

 na wizycie kontrolnej u ortopedy - od razu zdjął mi z nogi  bandaże i skorupę.

przepisał rehabilitację, ortezę i L4 do 14 lipca. :)


dodatkowo smaruję stopę dwoma rodzajami maści:

- borowinowa

 - z żywokostu i sadła gęsi


rewelacyjnie to działa! czuję super poprawę. jeżeli będziecie mieli jakieś urazy, stłuczenia, albo ze starości gnaty będą Was boleć - polecam!

bardzo dobrze działa też maść zawierająca ekstrakt z konopii.  też polecam!  :D

środa, 30 czerwca 2021

i po wypoczynku

 3 tygodnie w Krynicy Zdrój minęły.

sporo zabiegów, bardzo dużo chodzenia, na stołówce jedzenie dietetyczne - i ani kilograma w dół 😩


przywiozłam sobie też niespodziewaną pamiątkę.


naderwanie stawu skokowego.

dziewczę sobie schodziło z Góry Parkowej. poślizgnęłam się (orła nie wywinęłam), ciut mi się stopa wywinęła. pokręciłam stopą, otrzepałam się i poszłam sobie dalej. ale wieczorem już mnie na tyle bolało, że zgłosiłam się do pielęgniarki. potem był transport medyczny, szpital i usztywnienie nogi.

byłam już na kontroli u ortopedy w Lublinie. dostałam zabiegi na rehabilitację, ortezę.

jest git 😂


a poniżej kilka obrazków z wypoczynku








czwartek, 20 maja 2021

radocha

 chodzę i się cieszę :)


S A N A T O R I U M !!!!


w pracy oczywiście co chwila wyjdzie coś irytującego - ale co tam!

radochę mam!


dodatkowo bardzo się cieszę, że moja córa właśnie jest w trakcie szkolenia w nowej pracy :)

też będzie pracowała "na słuchawce", ale w innej firmie. i całe szczęście.

jest bardzo zadowolona. 


i samochodzikiem fajnie mi się jeździ. :)

niedziela, 9 maja 2021

sanatorium!

 jadę!

jakiś czas temu miałam operację zatok i przegrody - zaraz po tym (dzięki uświadomieniu przez koleżankę, że mogę) złożyłam wniosek o sanatorium.

zawsze długo to trwa.... i już mi dzwoniła w marcu 2020 babeczka z NFZ, że może będzie maj-czerwiec.... ale wirus zawładną światem i się sprawa rypła.

w piątek odebrałam pisemko z NFZ .... i.... kurde! :D

8-29 czerwiec 

będę w sanatorium w Krynicy Zdroju!

bardzo się cieszę. to będą 3 tygodnie dla siebie.


córa zaskoczona... bo będzie sama siebie musiała ogarnąć, mieszkanko, 2 koty w ustawicznym stanie wojennym.... i całą prozę życia.

też mi dziwnie, bo nie rozstawałyśmy się na tak długo, nie wyjeżdżałam na tyle z domu.

ale pomimo tej dziwności - mam niesamowitą radochę.

jeszcze tylko muszę kierowniczkę w pracy  poinformować. :/

fajnie! muszę pocisnąć z aktywnością, sportem! muszę wrócić na stare dobre tory! to będzie czas, który mi w tym pomoże. i musi mi tak zostać. ... tak jak kiedyś, gdy bez siłki i basenu żyć ciężko było.


ale aktualnie mam drobną wojenkę organizmu z alergenami.

4 maja zaczęłam czuć na skórze twarzy, że coś się dzieje. zaczęła mnie piec, stała się zaczerwieniona.

a 5-go..... miałam już napuchniętą, piekącą, z czerwonymi plamami i szorstką jak papier ścierny.

masakra jakaś.  nawet niektóre słowa było mi trudniej wypowiadać, bo górną wargę miałam spuchniętą, jak niektóre damy po botoksie.

stwierdziłam, że w takim stanie nie mogę pracować. poszłam do lekarza. z wielką łaską dostałam tabletki, drobniutkie zwolnienie z pracy.

w gabinecie zdjęłam maseczkę.... a lekarka kazała założyć z powrotem - nawet nie obejrzała, co mi się porobiło.

jedną wojenkę alergiczną miałam marzec-kwiecień. z powodu pyłków. momentami ciężko mi było nosem oddychać. skończyły się pyłki i okazało się , że w nietypowym miejscu pojawił mi się grzybek na ścianie. :/ i on mi twarz rozwalił. 

w środę idę do dermatologa. niech mi coś poradzi, bo nie chcę zaczynać robić sobie zabiegów na twarz. nie chcę sobie niechcący zaszkodzić.


a teraz zabieram się za prasowanie, bo o 17-tej zaczynam pracę....

środa, 10 marca 2021

nabytek

 znowu mam radochę wielką.... choć w tyle głowy zawsze mam pogłębiającego się doła.



mój ci on jest!

Citroen C4, rok 2006, wersja exlusive, pod maską 2 litry i 140 koników.

jestem zachwycona!


......

ale też przygnębia mnie fakt, że na samochód dali mi rodzice... bo mnie nie stać na kupno kilkunastoletniego sprzętu....

to jest dla mnie strasznie przygnębiające....

latka swoje mam, pracuję w niby potężnej i bogatej firmie.... a zarobki mam takie, że .... w Lidlu nowo zatrudniony pracownik będzie zarabiał więcej....

co raz bardziej się tym załamuję. 

ale wiadomo - maseczka jest. nie widać.

w erze covid nawet podwójna.

sobota, 13 lutego 2021

radocha!


 zakupiłam sobie takie cacko!

siedzę i się cieszę!

mop parowy. będę pucowała mieszkanko.

dokupiłam sobie od razu końcówkę do mycia szyb - jest to moja pięta achillesowa. 

środa, 27 stycznia 2021

plany

 ja to sobie mogę planować, że ho! ho!

dzisiaj i jutro mam wolne w pracy. (się pracuje w weekendy, to się ma wolne na tygodniu)

miałam pozałatwiać parę rzeczy, zająć się domowymi porządkami....

rano zawiozłam córkę do pracy i pojechałam od razu do luxmedu na badanie krwi. a że miałam mieć krzywą cukrową i insulinową - to 2 godziny siedzenia tam miałam.

po wypiciu kubeczka tego słodkiego czegoś, siadłam sobie grzecznie w poczekalni, wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać. ale co raz gorzej mi szło... zaczęła mnie łamać niesamowita senność. masakra jakaś.

wyszłam o 10.45. miałam jeszcze pojechać do apteki, do lidla.... ale stwierdziłam, że najpierw odbiorę z paczkomatu przesyłkę dla mojej D. i dobrze zrobiłam.   popatrzyłam na pustawy parking przed lidlem i pacnęłam się w czoło - godziny dla seniorów. to bym sobie zakupów narobiła.

pojechałam do domu. i jedyne co potrafiłam zrobić - to położyłam się spać. najpierw jeszcze ustawiłam  budzik na 14.30.... nie chciałam zaspać... o 15 miałam odebrać córę z pracy.

potem też musiałam się położyć.

generalnie to cały dzień było mi zimno, tak od środka. cały dzień pod kocem.

dopiero wieczorem trochę pozmywałam - i jestem z siebie zadowolona! 😃


no to sobie na dzisiaj poplanowałam! ciekawe, jak będzie jutro!

niedziela, 24 stycznia 2021

sinusoida

 grudzień był dla mnie ciężki emocjonalnie.

dołowałam.

generalnie byłam bliska rejestracji do psychiatry aby uzyskać leki na pogodę ducha.

ale jakoś.... przeszło.

styczeń ma się ku końcowi a ja czuję się dobrze. czuję się optymistycznie. :)

choć finansowo jestem w czarnej dupie. i jest to stan ustawicznie pogłębiający się. :/


w tym roku czeka mnie operacja żołądka. 

miałam robioną gastroskopię. wyszła duża przepuklina żołądka.

jak się ciut uspokoi z wirusem, to pójdę na konsultację do chirurga. pewnie jakoś w lecie się umówię.

ciekawa jestem też kiedy na nowo ruszą sanatoria???? przecież mam decyzję pozytywną z NFZ i w zasadzie w zeszłym roku na wiosnę już czekałam na wyznaczenie terminu. nawet babeczka z NFZ dzwoniła, aby uprzedzić, że mogę dostać termin....

kurde... nie chciałabym, aby to mi przepadło. byłyby to 3 tygodnie tylko dla siebie samej.

niedziela, 10 stycznia 2021

zaczynający się rok

 nie spodziewam się fajerwerków.

nie spodziewam się zmian.

praca będzie ta sama.

sytuacja osobista będzie taka sama.


mam jedynie nadzieję, że gdy ponownie ruszę z moimi kosmetycznymi sprawkami :) będzie powolutku się rozwijało.

i to jest jedyna nadzieja, którą chce mieć. posiadanie innych zazwyczaj mi szkodzi na psychikę.


ten weekend miałam wolny. a to rzadkość, aby cały był wolny.

niby spędziłam leniwie, ale nie do końca.

wczoraj o 9 byłam umówiona z klientką - na rzęsy i brwi :) potem w domu mnie ścięło - pospałam sobie w dzień. ale też i jakieś drobne spożywcze zakupki zrobiłam, obiadek, odkurzanie dywanu.

a dzisiaj też lenistwo było - ale tak całkiem niechcący posprzątałam łazienkę, trochę ogarnęłam kuchnię i mój pokój. - i jestem zadowolona.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

wykład

 święta spędziłam w spokoju.

wigilia w pracy, ale skończyłam o 16, więc pojechałam sobie do mamy.

w drugi dzień świąt byłam z córcią u mojego brata. bratowa mi zaimponowała, bo bardzo dobre ciasto zrobiła, takie bez pieczenia - pychota! fajnie się siedziało, pogadało, pośmiało.

a przy okazji zaliczyłyśmy wykład.

bratowa piała z zachwytu nad sobą i swoim małżeństwem - jacy to oni są idealni, o tym, że oni potrafią o siebie dbać. stwierdziła, że jak poznała mojego brata w wieku 17 lat - już wiedziała, że to ten jedyny. i wzięli ślub, gdy ona miała 21 lat.

taaa.... bratowa ma o sobie, jako żonie bardzo dobre zdanie. 

już wcześniej wypowiadała się z wyraźną wyższością. kiedyś wyraźnie  podkreślała, że to co oni razem osiągnęli to wynik jej poświęcenia, jej wyrzeczeń .....

ja się tylko uśmiecham pod nosem, nie chcę nic zaogniać, ale jak mnie kiedyś cholera weźmie .... to się odezwę.

poniedziałek, 21 grudnia 2020

córcia

 ale mnie wczoraj rozbawiła! 😂

jest ode mnie bardziej ogarnięta w sprawach internetowych, wyszukiwania informacji, wklejania, przeklejania, udostępniania i przeskakiwania pomiędzy aplikacjami.

młoda działa głównie w telefonie.

z racji studiowania musiała wrócić do obsługi komputera. wczoraj pisała egzamin (oczywiście poszedł jej bardzo dobrze!).

po egzaminie powiedziała, że właśnie odkryła skrót: ctrl + f. - znaczy się opcja szukania.

dawno nie miałam okazji ponabijać się z młodej!!!! 😂 


generalnie - moja córa jest świetna, mądra. studiuje psychologię - i z jej potrzebą obserwacji świata i ludzi - idealnie się do tego nadaje

co jakiś czas mamy sesje rozmowne. tzn ona gada a ja słucham, czasami wtrącając swoje uwagi/zdanie.

wczoraj była rozmowa o niesprawiedliwości społecznej dotyczącej wynagradzania za pracę, majątków, proporcji wysiłku włożonego w pracę i efektów finansowych. .... D. jest przerażona. od połowy września pracuje na pół etatu i ma już obserwacje.

kilka dni temu była rozmowa na temat związków i funkcjonowania kobiety jako istoty niezależnej. ma koleżanki, które bardzo wiele uzależniają od swoich chłopaków. praktycznie cały ich wolny czas jest uzależniony od woli chłopaków. a nawet ubrania, w których chodzą! bo jak się chłopakowi jakiś ciuch nie spodoba, albo fryzura.... to trzeba się dostosować do jego woli!

moja D. nie pojmuje takiego uzależniania się.  zwłaszcza, że dziewczyny niejednokrotnie jęczą, że nigdzie same nie mogą się umówić, że tracą swoje towarzystwo i spotykają się tylko w gronie znajomych swoich chłopaków,  że chłopaki je ograniczają..... ale dalej postępują wedle ich woli.

niestety wiem dokładnie o czym mówi D.  ja właśnie tak funkcjonowałam. ograniczałam siebie. dlaczego?  - bo chłopak.



a wczoraj oglądałyśmy film. szkoda, że nadaje się do jednorazowego seansu. ... jest bardzo fajny.




niedziela, 13 grudnia 2020

mały hydraulik

 to ja! 😃


co jakiś czas zlew w kuchni mi się przytyka - traktuję go wtedy kretem i wrzącą wodą i wszystko wraca do normy.

wczoraj podczas prania (pralka w kuchni) coś się przytkało. to potraktowałam kretem. i... i nic. 

no to rozkręciłam rury pod zlewem, wzięłam drut, wepchałam do rury odpływowej, potem znowu : kret i wrzątek. posyczało, brudna piana poleciała, smród chemii przytykał. ..i... nic.

to sobie pomyślałam, że w poniedziałek zadzwonię po jakiegoś hydraulika.

ale dzisiaj późnym popołuniem... stoję w kuchni a tu ze zlewu zaczyna buzować woda. tak jak zazwyczaj przy praniu, gdy jest odwirowywanie wody. ale patrzę... pralka jest wyłączona. fakt - w bębnie była wczorajsza woda.

kurde! co jest?!

i co chwila znowu poziom wody w zlewie zaczyna się podnosić.

myślę sobie, że rury muszą być zatkane gdzieś niżej i ktoś robi pranie i mi wywala wodę zlewem.

poszłam piętro niżej - sąsiedzi nie piorą, poszłam na 8 piętro - sąsiadka też nie pierze.

ale od babczki na 8-mym dostałam telefon do pomocy technicznej w naszej spółdzielni mieszkaniowej.

zadzwoniłam, przyjechali i przetkali.

... ale zanim przyjechali - dowiedziałam się, że moja własna pralka ma funkcję o której nie miałam pojęcia.

pralka była wyłączona, ale podłączona do prądu - pralka ma funkcję odpompowywania zalegającej wody, nawet gdy jest wyłączona. i to ona sprawiała, że mi się w zlewie przelewało.

... a że i tak od kilku miesięcy coś mi pod zlewem kapało, to postanowiłam troszkę pomajsterkować i uszczelnić orurowanie. znowu wszystko rozkręciłam, klejem montażowym uszczelniłam podejrzane kapiące miejsce, wymieniłam śrubę mocującą wszystko do zlewu. 😊😎

na razie nic tam dzisiaj lać nie będę, jak klei montażowy zaschnie to sprawdzę, czy jest szczelne.


a jak okaże się, że dalej kapie - to kupię nowe rurki i sama zamontuję. 


piątek, 11 grudnia 2020

funkcjonuję

 funkcjonuję raz lepiej raz gorzej.

do sukcesów należy zaliczyć to, że w tym roku nie brałam tabletek na pogodę ducha :)

rok się kończy i raczej już się bez nich obędę. ... choć w ostatnich dniach ciut mi się popłakało.

popłakało mi się z powodu całokształtu. tematyka się nie zmieniła.


ten czas, gdy mnie tutaj nie było, był dziwny.

z jednej strony nauka nowych rzeczy związanych z kosmetyką, ogłoszenia, pierwsze klientki, pierwsze radości. nadzieja, że będzie lepiej.

potem podcięcie skrzydeł....

ale biorę wszystko na przeczekanie i mam nadzieję, że od stycznia znowu zacznę się ogłaszać i  powolutku znowu zacznę zdobywać klientki.

wirus namieszał.

a najbardziej wystraszyłam się ludzkiej głupoty.

moja koleżanka zaraziła się w pracy.

mieszka poza lublinem i bała się, że ją zabiorą do jakiegoś powiatowego szpitaliku. ... więc... mąż przywiózł ją do jej rodziców - sąsiadów moich rodziców.

koleżanka już ze zdiagnozowanym covidem, bardzo źle się czuła.... 

...a jej rodzice.... mając chorą osobę w domu, beztrosko chodzili sobie do sklepów, odwiedzali rodzinę...  

dobrze w tym wszystkim, że od pewnego czasu są obrażeni na moich rodziców i do nich nie przychodzili. no ale przecież była wspólna klatka schodowa, klamki od windy, drzwi zsypu na śmieci....

moi rodzice są zdrowi.

koleżankę zabrali do szpitala pod respirator.

i gdy ona pod respiratorem... najpierw zachorował jej tata - gorączkował, bardzo źle się czuł, ale przechorował w domu i wyzdrowiał.

jej mama... zachorowała... i wylądowała szybko w szpitalu i szybko umarła.

a koleżanka... 3 tygodnie leżała pod respiratorem, potem ją wybudzili, tydzień jeszcze leżała w szpitalu i niedawno mąż ją zabrał do domu. jest w koszmarnym stanie fizycznym. .... i psychicznym, po wiadomości, że jej mama nie żyje....

tragiczna sytuacja....


a z dobrych wiadomości :)

moja córcia dobrze napisała maturę, jednak... nie dostała się na studia dzienne tam gdzie chciała. był płacz, załamanie.

ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :)

dostała pracę w sklepie masimo dutti na pół etatu i zaczęła zaocznie studiować psychologię.

zaczyna robić prawo jazdy :)

córcia bardzo się zmienia, dorośleje, choć dalej jest świrkiem :) mądrym świrkiem!

jestem z niej niesamowicie dumna!

sobota, 11 stycznia 2020

popłynęłam?

poszła baba do empiku.....




... przeceny były.....

ale i tak uważam, że wykazałam się niezłą samokontrolą :D!