niedziela, 13 września 2015

Ja - rys historyczny 2008

2008-12-29 19:05
śledzie.
takie w mieszance oliwy, octu, soku z cytryny i cebulki.
uwielbiam!!!!
a potem zagryzam gorzką czekoladą.
uwielbiam!!!!
często nachodzi mnie ochota na smaki z dwóch różnych biegunów.
:) taki już jestem typek. :) i nie należy tego łączyć ze "stanem błogosławionym", bo wiatropylna nie jestem.
i teraz siedzę sobie i klikam i... kombinuję, co by tu jeszcze oszamać....
uffff...
od stycznia będę wdrażała program naprawczy.
czuję, że przybyło mi przez ostatnie miesiące trochę sadełka... "zjadałam" stresy. na szczęście moje sadełko jest na tyle mądre, że mi się rozchodzi po ciałku w bardzo rozsądny sposób. :)
Komentarze: 1 pokaż »
2008-12-27 21:21
marcin kydryński
dzisiaj przestałam go darzyć sympatią.
zawsze wydawał mi się facetem z klasą, posiadającym duży zasób wiedzy...
w tvn style oglądałam jakiś program o małżeństwach, i on wypowiadał się o swoich rodzicach, o rodzinie... pięknie mówił.
a dzisiaj słuchałam wywiadu z nim w tv24....
mówił między innymi o swojej rodzinie i podróżach. a podróżuje naprawdę bardzo dużo. wspominał, że od dzieciństwa o tym marzył. a teraz chce zarazić swoją pasją synów...
a oni???
no poprostu nie doceniają tego!!!!!
duży kydryński uważa, że jeżeli on w dzieciństwie marzył aby zobaczyć stado słoni, to i jego dwaj synowi powinni o tym marzyć. i on dobry tatuś zabiera ich na safari do nairobii...
a małych kydryńskich to nudzi!!!! jak oni śmią nudzić się widokiem słoni!!!
przecież to było kiedyś marzeniem dużego kydryńskiego!!!
a co wolą robić ci niewdzięcznicy?
wolą siedzieć przed komputerem albo ganiać z kolegami!!! za dobrze im!
duży kydryński był zniesmaczony tym, że jego synowie wolą się bawić  z tymi kmiotkami z sąsiedztwa...
kmiotki - tak dosłownie ich określił.

czyli wychodzi mi... że on tu jeden "pan" a on wszyscy mu do pięt nie dorastają... takie ma mniemanie o sobie.
wysłuchałam rozmowy od początku do samego końca.




Komentarze: 4 pokaż »
2008-12-25 11:15
niekiedy udaje mi się uniknąć wigilijnego przejedzenia.
tym razem nie było tak źle.
ale śniadania już dzisiaj jeść nie musiałam. herbatka wystarczyła.
prezenty dziewczynki rozpakowały. dziewczynki to córcie moja i mojego brata.
u nas prezenty dostają tylko dzieciaki... to efekt pseudo oszczędnościowej propozycji mojego "ex" sprzed kilku lat... i tak już zostało...
za to w połowie grudnia sama sobie zrobiłam prezent :) kupiłam kolczyki, pierścionek i bransoletkę.
pierścionek muszę oddać do delikatnego zmniejszenia.
Komentarze: 1 pokaż »
2008-12-23 21:52
wczoraj, godzina 23.
jestem z córcią w sypialni, harry potter poczytany. usiłujemy usnąć. tzn. ja usiłuję a córcia ciągle coś wymyśla, ma sporo energii a powinna już dawno spać.
-mamo! daj mi jeść!
-i co jeszcze? o tej godzinie?
-ale mamo... głodna jestem...
-zjadłaś solidną kolację. na noc nie powinno się przejadać, bo wtedy brzuszek może cię boleć i ogólnie będzie ci się źle spało...
-ale mamo...
-kobieto! spadaj! spać mi tu, konusie jeden!
-jeeeeść!
-nie będę ci robiła kanapek o tej godzinie! spadówa!
-to chociasz jabłuszko.... mamuś....
-no dobra. kawałek jabłka może być. poczekaj.
młoda leży przeszczęśliwa.
wchodzę do sypialni z obranym jabłkiem...
dzidzia leży rozwalona na środku łóżka... i z szelmowskim uśmiechem zwycięstwa ukazującym jej całe uzębienie i miejsca, w których są luki po mleczakach:
-mówisz jabłko - masz jabłko.
w jej wykonaniu, było to przekomiczne.
a potem było chrupanie.... czytanie.... przytulanie... mizianie...
Komentarze: 0
2008-12-22 21:23
komputery...
mam do nich jakąś awersję, czy coś...
a dzisiaj to miałam ochotę potraktować brutalnie mojego kompa za pomocą młotka. wwwrrrr!!!
tak ogólnie do tej nowszej techniki nie czuję jakiejś specjalnej sympatii.
gubię się w tym wszystkim. w tych wszystkich nazwach, funkcjonalnościach....
nie rozumiem tego nazewnictwa...
np. ipod. (czy jak to tam się pisze)
wszędzie jest o tym tyle krzyku... że to takie modne i wszyscy powinni to mieć. co raz w radiu słyszałam, że rozdają w nagrody te superwypasione ustrojstwa...
a co to do cholerci jest, jak wygląda  i do czego służy???
nie miałam zielonego pojęcia.
popytałam wśród koleżanek. ale one też były "lejkami" w temacie.
w końcu... kilka miesięcy temu dowiedziałam się. alleluja!
 a teraz?
co po tej "allelui" zostało???
już nie pamiętam, co to to byyło....
skleroza jakaś, czy co???
zaraz....
peselek jeszcze nie wskazuje na to....

komputery...
nie rozumiem ich. czasami boję się, że jak coś kliknę, to się coś w systemie poprzestawia, coś wgram, coś skasuję... a ja potem nie będę umiała nawet wyjaśnić, co ja tam nabroiłam. :/
superwypasione telefony....
mój ma wiele funkcji... tylko po co mi one? telefon jest dla mnie do dzwonienia i wysyłania sms-ów.
oooo!!! i zdjęcia też czasami robię - to postęp u mnie. :)
aparat fotograficzny.
a co! też trochę funkcji posiada!
i z czego korzystam???
funkcja "auto" - czyli coś dla ludzi "ęteligentnych" inaczej.
pstryk! i już!
Komentarze: 0
2008-12-20 17:37
nie lubię tej świątecznej gonitwy.
ludzie dostają jakiegoś amoku.

najchętniej wyjechałabym gdzieś.
gdzieś, gdzie nie byłoby tej wszechobecnej "świętości", pyzatych aniołków, kolęd atakujących zewsząd swoimi dźwiękami...
Komentarze: 1 pokaż »
2008-12-20 10:21
wczoraj spadł śnieg.
na ulicach zrobiła się breja.
z pracy do domu wracałam 2 razy dłużej. korki na ulicach były straszne.
jeszcze mogłabym zrozumieć, gdyby ulice były oblodzone i wymuszałoby to zdecydowanie wolniejszą jazdę.
w korkach można się przekonać, jaka to jest u nas kultura jazdy. ogólnie to nie jest tak źle. choć oczywiście nie ma takiej opcji, aby nie pojawiły się jakieś barany, którym pojęcie "kultura jazdy" jest kompletnie obce. bo oni znają tylko prawo szybszego.

tak prawdę mówiąc to niekiedy takie stanie w korku jest fajne. słucham muzyki. (ostatnio ciągle riverside) rozmyślam. patrzę na ludzi.
Komentarze: 0
2008-12-18 20:05
dzisiaj w pracy miałam sporo listów do wysłania.
musiałam ręcznie wypełnić sporo zwrotnych potwierdzeń odbioru.
w dobie wszechobecnych klawiatur - ręczne pisanie zaczyna chyba zanikać (poza szkołą i uczelniami). w różnych instytucjach najczęściej ograniczamy się do postawienia "fajeczki" w odpowiedniej kratce, albo do podpisania wypełnionego i wydrukowanego przez urzędnika formularza (np. w bankach).

pisanie sprawiało mi wielką przyjemność.
zwłaszcza, że zauważyłam taką drobną rzecz...
jeszcze do niedawna moje pismo było nierówne, jakieś niepoukładane... pisałam jakoś nerwowo. męczyło mnie to.
natomiast teraz - pisanie szło mi bardzo spokojnie, literki były okrąglejsze, równiejsze.
hmmm...poprzez pismo również wyraża się to, co dzieje się w człowieku...
niestety nie miałam przy sobie mojego ulubionego pióra.
dzisiaj je przyszykuję :)
Komentarze: 0
2008-12-17 19:51
gdy mijam pary, małżeństwa.... widzę jak ze sobą rozmawiają, uśmiechają się, trzymają za ręce...
i zastanawiam się, czy widok zgody między nimi to tylko wyuczona fasada skrywająca smutną rzeczywistość, czy może jednak prawda.
moi rodzice też potrafią razem nawet "ładnie wyglądać"... a prawdą jest miazga....
Komentarze: 2 pokaż »
2008-12-16 01:20
dzisiaj kupiłam bardzo dobry chleb.
pachnąca, chrupiąca skórka... mięciutkie wnętrze...

na spółkę z córcią zjadłyśmy wieczorem pół bochenka.

przypomniało mi się... gdy byłam mała, to na wakacje jeździłam na wieś do dziadków. tam była krowa a co za tym idzie świeże mleko i swojska śmietana.
pamiętam, jak z bratem takie pajdy chleba maczaliśmy w śmietanie i posypywaliśmy cukrem
:)
to było jedzenie!

albo jeszcze jedno!
kiedyś byłam ze znajomymi nad jeziorem. było deszczowo, więc graliśmy w karty. choć o mnie to trudno to powiedzieć. bo oni usiłowali nauczyć mnie grać w tysiąca... a że ja odporna na wiedzę jestem w tej kwestii... więc zajęłam się robieniem kanapek: chleb, masło, pomidor i sól.
pycha!
Komentarze: 0
2008-12-14 13:59
co drugi weekend młody  zabiera córcię do siebie.
są to dla mnie takie 2 dni wytchnienia i spokoju.
ależ oczywiście, że uwielbiam spędzać czas z córcią! poświęcam jej praktycznie każdą chwilę.
myślę, że każdy potrzebuje takiego czasu.... nawet jeżeli kogoś się kocha ponad życie, potrzebne są chwile bez siebie.
Komentarze: 1 pokaż »
2008-12-13 15:40
oooo..... jak mi dobrze.... wręcz bosko.
byłam na basenie.
jak co weekend.
uwielbiam to poruszenie i zmęczenie mięśni.
świetna sprawa...
popływałam... posiedziałam w dżakuzi (qrka! nigdy nie pamiętam, jak to powinno być napisane!)
jutro też idę :)

a jeszcze 3 lata temu nie umiałam pływać. ba! wręcz zaczynałam się bać, gdy czułam, że woda delikatnie zaczna mnie podnosić.
przyszedł czas, że postanowiłam zrobić coś wyłącznie dla siebie.
kiedyś przez półtora roku 3 razy w tygodniu ganiałam na aerobic. ale tak jakoś... przestałam... zmęczenie pracą, obowiązkami domowymi, a potem była ciąża i opieka nad córcią... a potem jeszcze coś wykańczającego...
no nic.
okropnie brakowało mi ruchu. chwili wytchnienia. oderwania się od codzienności.
poszłam na kurs nauki pływania.
no i mnie nauczyli. :)
Komentarze: 0
2008-12-12 19:08
...nowa droga życia...
nowy etap.
ślub?
nie.
wręcz przeciwnie.
rozwód.

nowe możliwości.
nowe problemy.

trudne to wszystko... ale cieszę się, że podjęłam taką decyzję. bo dłużej żyć w takim maraźmie już się nie dało...
ktoś w końcu w tym małżeństwie musiał pokazać, że nosi spodnie.
Komentarze: 0
2008-12-11 21:04
nareszcie odebrałam z naprawy moją żabę (czyt. samochód). bardzo się cieszę. okazało się, że koszt naprawy wcale nie wyszedł taki duży. w warsztacie, w którym byłam poprzednio przerazili mnie kosztami naprawy... no zmroziło mnie i tyle. znalazłam inny. facet ma zdrowe podejście do tematu. cena  - do przeżycia.
przez kilka dni jeździłam cytryną ojca. wielkie to bydle... na zapchanych parkingach niegramotne... taki tłuk parkingowy. ojciec śmiertelnie obraził się na mnie za takie określenie jego ukochanej ctrynki. choć nie powiem - ilość koników mechanicznych fajna - chyba jakieś 130. komfort jazdy - wiadomo - wyższy.
ale i tak wolę moją małą żabę. ma 70 koni i jest wystarczająco  zrywna. a  lubię depnąć po pedale gazu... taaaa.... co mi się niestety widocznie objawia podczas wizyt na stacji benzynowej...
Komentarze: 0
debiut
2008-12-09 21:05
no dobra.
założyłam bloga.
to chyba tak z okazji wejścia na nową drogę życia.
właśnie zaczęłam się zastanawiać: a po cholercię mi to?!
to się chyba jeszcze zobaczy, czy wogóle będę pisała.... jakaś zakręcona czasowo jestem. a tak dokładniej to niepoukładana i mało zorganizowana.
kiepsko mi to jakoś wygląda...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz