niedziela, 13 września 2015

Ja - rys historyczny 2013

-----------
2013-12-31 19:20
 o taka jestem: :D!

dzisiaj w pracy niespodzianki były :)

część osób dostała podwyżki. i w tym ja :)
i muszę powiedzieć, że podwyżkę odczuję. nie to co porzednia.

super.
bardzo się cieszę!

nic to, że na sam koniec dnia kierowniczka rozesłała nam plany sprzedażowe na styczeń większe niż ostatnio miałyśmy.
jakoś dam radę. z pewnością na 100% nie wyrobię, ale wynik sensowy będzie.
a może dam radę na 100...


jakoś tak optymistyczniej mi się zrobiło :)



a wszystkim zaglądającym do mojego kawałka internetu -  na Nowy Rok życzę tego, co najlepsze.
a co konkretnie?
:)
wy już sami wiecie co!

:)


Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-12-28 09:48
 patologia mieszkająca piętro niżej... kupiła sobie psa.
mieszkanie mają takie jak ja, czyli niewielkie - 37m. mieszka tam 4 osoby.
facet lubi sobie wypić i babce swojej co jakiś czas przyłożyć. co chwila słychać głośne krzyki, kłótnie a kobieta niejednokrotnie rzuca kurwami do swoich córeczek. i sama też miewała alkoholowe przygody. wiem, że z kasą u nich cienko, bo tylko facet pracuje, kilka razy chcieli pożyczać nawet 10 zł....
a pies....
widziałam go wczoraj wieczorem.
młody.
wygląda na mieszańca ras bojowych.
i trochę się z tym nieswojo zaczęłam czuć.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-12-27 15:11
 z ciekawością czekam na znak chce ze mną porozmawiać w ważnej spawie.
:)
córa przywiozła newsy
:)
"ex" zaręczył się ze swoją wybranką.

a drugim, bardziej ciekawiącym mnie newsem jest....
:)
zamiar kościelnego unieważnienia naszego ślubu
:)
aż mnie skręca z ciekawości, jak zmaierza to przeprowadzić.

tylko... wkurza mnie, że o takich sprawach informuje córcię.
po cholerę?????
powiedział córci, że unieważnie ślubu będzie argumentował tym, że mnie .... zmusił do ślubu kościelnego?
ha! ciekawe jak?
zaszantażował mnie zajściem w ciążę? czy co?

faktem jest, że jestem osobą niewierzącą. ale sakramenty wszystkie mam.
nawet mieliśmy kłótnię, ponieważ chciałam aby ślub przebiegał w zmienionej formule: katolika z osobą niewierzącą.
tak wg mnie było by uczciwe.
on się nie zgodził, bo... "co rodzina powie!!!????"
w zasadzie to może się tylko tego czepić.
jednak ślub kościelny był z mojej strony zawarty w jak najlpeszej wierze w trwałość związku, ze szczerymi intencjami, ze zgodą na katolickie wychowywanie dziecka.

mąż mojej koleżanki z pracy też chciał takiego unieważnienia. rozmawiałam też z bratową - jej koleżanka też chciała takiego unieważnienia... w obu przypadkach nic nie wyszło.

oj... coś cienko widzę to unieważnienie ślubu. choć oczywiście mogę się mylić.

i tak się zastanawiam, czy "ex" pomyślał o jednym.
gdyby uzyskał unieważnienie ślubu kościelnego... to nasza córka była by dzieckiem nieślubnym. czyli potocznie zwanym" bękartem.

Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-12-20 22:01
świątecne porządki.
w pracy co chwilę o tym słyszę. dziewczyny już w trakcie mówienia o tym, wydają się już być zmęczone. ... bo to tyle roboty z tymi porządkami...
a ja tak sobie siedzę i myślę.... to niby na czym te porządki miały by u mnie polegać????
ciuchy na półkach poukładane, w szafach też. szpargały kuchenne na swoim miejscu.
zostaje odkurzenie dywanów,umycie podłogi i wytarcie kurzu, sprzątnięcie łazienki - czyli normalne, cotygodniowe czynności.
to niby takie ciężkie ma być?
nnnooo.... chyba, że ktoś w domu do "burdello" doprowadza... to wtedy mogę zrozumieć załamywanie rąk przed świątecznymi porządkami.


miałam przykleić na szybę w samochodzie kartkę.... że fordzinę sprzedaję.
nie przykleiłam.
odroczenie nastąpiło.

... przedwczoraj wieczorem wychodzę z pracy.... i widzę w tylnym zderzaku po prawej niesłą dziurę....
o ładnie! myślę w duchu..... mało wydatków mam???? (to jest "wersja soft "słów, które mi się w głowie pojawiły)
zobaczyłam za wycieraczkę wetkniętą karteczkę: bilet parkingowy z zapisamym numerem telefonu.
dzisiaj spotkałam się z facetem. telefonicznie najpierw strasznie mnie przepraszał i dzisiaj też.
ja mu ze swojej strony podziękowałam za pozostawienie numeru.
pojechaliśmy do jego znajomego lakiernika.
sprawa obejżana i dogadana. część już zamówiona.
po świętach mam pojechać na finalizację.
dobrze tak sprawa przebiega.


Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-12-16 21:00
 dzień mi jakoś minął w miarę dobrze.
rano ciężko mi się wstawało (ot i nowość powiedziałam! ), ale w pracy jakoś się rozkręciłam.

no to prezenty już dla dziewczyn pokupowane.
u mnie w rodzince najbliższej babinec jest.
prezenty kupujemy tylko dzieciakom.
ja mam jedną babę a brat ma 2 małe babskie sztuki. jego żony nie liczę, byłaby trzecia - jest mała ( wzrost mojej córci) no ale pełnoletnia zdecydowanie, więc na prezenty się nie załapie.
:)
lubię kupować i dawać prezenty.
lubię je pakować

bratowa ma w marcu urodziny i już mam wymyślone prezenty dla niej. mam już opcje na 2 kolejne lata :) i wiem, że ze wszystkiego będzie zadowolona:)

czasami mam fuksa.
byłam wczoraj w leclerku (market). kupowałam jakieś pierdołki spożywcze.
zajżałam na kosmetyki po szampon przeciwłupieżowy i wzrok mi się zatrzymał niechcący na świątecznych promocyjnych zestawach.
i stoi sobie taki zestaw: margaret astor tusz do rzęs i 2 lakiery za 19.99.
i tak sobie myślę... sam tusz w normalnej cenie ponad 30zł chyba jest....
no i tak sobie stoję.... i przetważanie danych w mózgu się robi... a że blondynka jestem... to wolno idzie.
no i ostatecznie do koszyka załadowałam i kroczę do kasy.
ale czujka mi się włączyła, gdy kasjerka zrobiła "astorem" pyk na kasie. wyskoczyła cena 26.99zł
kasjerka sprawę zgłosiła do obsugi klienta.
ja dostałam cenę 19.99... ale widziałam, że cena była potem zmieniona na tą większą.


miałam się zgłosić na jutro do pracy w nadgodzinach. ale sobie odpuszczę.
zmęczenie daje znać o sobie.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-12-15 22:18
 kiedy odzyskam siłę i energię?

ostatnio miałam 2 dni wolnego.
i jakoś... ani przede mną było ani za mną...
czas rozlazł się między palcami.
wczoraj miałam do pracy na 9.
gdy się budziłam, przyszedł mi do głowy pomysł.... urlop na żądanie....
nie miałam siły ani chęci się podnosić.

ogólnie, zewnętrznie wszystko we mnie wygląda ok.
staram się sensownie ubierać, malować.
właśnie pomalowałam sobie pazurki na strażacką czerwień. fajnie wyglądają.
ale w środku pustka jakaś mnie ogarnia. brak nadziei.

ostatnio zauważyłam u siebie....

... gdy dzieci płaczą, to potem mają taki ...hhmmm... urywany, podwójny oddech. a raczej wdech.
ja tak ostatnio mam bez płakania.


jutro idę do pracy na 10.
kurde.
czy powinnam zacząć brać jakieś leki na psyche?
chcę tego uniknąć.
sama nie wiem.
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2013-12-02 20:22
 jeszcze dzisiaj wiedziałam, o czym chcę pisać.
teraz siadłam i mam pustkę w głowie.:/

siedzę i myślę.

no i przypomniało mi się, że o pchłach miałam napisać.
ano były.
tak... mogę już tak napisać. choć pewnie jakieś zagubione jednostki moga się pojawić.
kicia nam przyniosła ze schroniska. momentami byłam załamana, zwłaszcza, gdy rano budziłam się pogryziona a potem było swędzące wariactwo.
insekty były przez pewien czas niezauważalne. kicia była przez nas przecież wygłaskana i wymiętoszona.
gdy jednak wysmarowałam ją specjalnym preparatem - zaczęła się jazda na całego! część pcheł zdechła, część zwiewała.
teraz co 3 dni jeszcze stosuję oprysk preparatem na insekty i dokładnie odkurzam dywany i kanapę.
systematyczność jest ważna aby przerwać cykl rozwojowy pcheł.e wygrywam batalię.

aaa!
i na tomografii komputerowej byłam dzisiaj.
mózg mam! :)
lekarka zaleciła wykonanie badania z kontrastem. jednam "mądre" panie wykonujące badanie uznały, że kontrast nie jest potrzebny.
mówiłam, że lekarz zalecił... a one swoje... że nie jest to konieczne.
kłócić się z nimi miałam?
nawet gdybym wymogła wykonanie zaleconego badania... to obawiam się, że wstrzykiwanie kontrastu mogło by być boleśniejsze nież zwykle. cóż... obawiałam się zwykłej ludzkiej złośliwości.



a ogólnie

jestem co raz bardziej załamana.
cóż...
po raz kolejny.
powinnam się przyzwyczaić do takiego stanu.
czuję pustkę w sobie.
"pękłam" w pracy.
wiem, że dobrze pracuję. moje rozmowy są bardzo dobrze oceniane. tłukę ciągle nadgodziny.
a jednak ciągle coś znajdą.
we wrześniu byłam na L-4.
i co z tego, że wrześniowy wynik ładnie podgoniłam.
ukarać pracownika trzeba, nieważne że wynik sensowny wykonany i że wiele osób przy 100% frekwencji takiego zrobić nie potrafią.
"pęknięcie" spowodowała niskość premii.... i przesunięcie do niższego zaszeregowania w tym kwartalnym premiowaniu.

popłaciłam rachunki, raty.... i przez chwilę chciałam się poczuć jak normalny człowiek.
kupiłam parę rzeczy potrzebnych w domu... córci kupiłam trochę bielizny... i takie ogólne szpargały domowo-spożywczo-chemiczne.... i mi się pensja skończyła.
głupia jestm, myśląc, że mogę kupować to, co mi potrzeba.
dobrze, że jeszcze mam marną premię...
a jeszcze czeka mnie naprawa komputera i wymiana radia samochodowego....
dobrze, że w listopadzie dużo nadgodzin wypracowłam....

jestem załamana.
czuję beznadzieję egzystencji.
dlaczego się jeszcze do tego nie przyzwyczaiłam????


a!
i dzisiaj dostałam pozdrowienia z ZUS!
wyliczyli mi moją hipotetyczną przyszłą emeryturę!
ha!
powiało "optymizmem"
progres jest!!!!
:)
kiedyś mi wyliczyli, że przy  poziomie moich wcześniejszych zarobków po osiągnięciu wieku emerytalnego otrzymywać będę 541zł.
a teraz.....
uwaga...
wyliczyli.....
uwaga...
....zerkam na pismo...
ha!

898.63zł!

aż się przewróciłam od perspektywy dobrobytu w ramach spokojnej starości!




Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-11-14 19:14
 dzisiaj już mam zdjęte szwy po usuniętych pieprzykach :)
myślałam, że będzie bardziej bolało. a to tylko trochę poczułam :)

no i moja kicia miała dzień pełen przeżyć. - sterylizacja.
teraz ley zdechlaczek na moich kolanach.
taka zdechlaczkowata żałość śpi. ja się bardzo wczuwam, gdy zwierzaczek źle się czuje...
już powoli zaczynała chodzić po mieszkaniu, ale strasznie się zataczała na boki.
a teraz śpi.
niech moje maleństwo regeneruje siły
Komentarze: 0
-----------
2013-11-12 17:50
 zakiełkowała mi w glowie pewna myśl......

w pracy... w ramach tego, że rozwojowa jestem wg kierowniczki - dostanę dodatkowe obowiązki.
podobno, tak na całego wdrażać się będę od grudnia.
a z nowymi obowiązkami przyjdą też inne godziny pracy.
podobno będę pracowała (tak jak inne dziewczyny mające ten zakres obowiązków) w godzinach od 8  do maksymalnie 20-tej... i co ważne - będę pracowała w 1 sobotę miesiąca i wszystkie niedziele będę miała wolne.

...i tak z tej okazji zaczęła mi kiełkować myśl o studiach licencjackich.
nie mam wyższego, więc coś by się przydało zrobić.
a i w pracy właśnie jakiś papierek by się przydał, bo bez niego mam blokadę jeżeli chodzi o zmianę charakteru pracy na jakiś inny wydział.

zaświtała mi w głowie socjologia.

na razie jest maleńkie ziarenko i przebijający się kiełek.
blokadą jest oczywiście kasa... ale jakoś ten kiełek się pojawił....
Komentarze: 0
-----------
2013-11-11 21:51
 dzisiaj moja córa ma urodziny :)
cały dzień latała z dzieciakami z klasy.
jest zadowolona z urodzin.
dałam jej kasę i poszli grupką do mc donalda.


mój kot aportuje jak pies.
:)
bawi się myszką z odgryzionym już ogonkiem. lata w jedną i drugą stronę. przylatuje do mnie. odrzucam myszę. kocina leci nie wyrabiając się na zakrętach. potem jeszcze zachodzi do łazienki i potem przylatuje do mnie. i tak kilkanaście razy pod rząd. :) śmiesznie tak. :)
Komentarze: 0
-----------
2013-11-09 20:42
 no i jest mnie ociupinkę mniej. ;)
no nie... nie schudłam.
w końcu doczekałam się zabiegu wycięcia pieprzyków.
2 sztuki zniknęły z pleców.
miałam "delikatnego" stresika przed zabiegiem.
zastrzyki znieczulające bardzo mnie bolały. oj... bolały.... potem jeszcze było nieprzyjemne uczucie przy zszywaniu ranek.
samo wycinanie nie bolało.
widziałam takiego małego "glutka", którego lekarz wrzucał do próbówki.

bardzo się boję zastrzyków, a jak mam już mieć coś rozcinane.... uuuffff..... i bbbrrrrrr... i ooojjjjj....
po zabiegu byłam strasznie zmęczona przez napięcie, które mnie trzymało.
ku mojemu zdumieniu, gdy znieczulenie przestało działać - nie czułam jakiegoś większego bólu. czułam, że jest "coś na rzeczy" na plecach, że jak mocniej się zegnę lub wyciągnę rekę - to jednak troszkę ból poczuję... ale ogólnie jest ok :)

jutro będę sobie zmieniała plasterkowe opatrunki. a w zasadzie to córcia będzie mi zmieniała. ciekawe, czy będzie bardzo bolało.
na 14-go lekarz wyznaczył datę zdjęcia szwów.
dla mnie wiąże się to z uzyskaniem dnia wolnego w pracy.
sprawa niby banalna zwłaszcza, że mam jakieś 19 dni jeszcze nie wykorzystanego urlopu.
ale nic bardziej mylnego - to nie taka prosta sprawa w mojej firmie.
musiałam odbyć słowną przepychankę z kierowniczką. ostatecznie, w drodze wyjątku - uzyskałam zgodę.... no! łaska wielka!

dzisiaj siedziałam w pracy 10 godzin. jutro też trybię tak samo.
co jakiś czas sama zgłaszam się na nadgodziny a część takich dni firma narzuca sama.
niestety wczoraj i dzisiaj mieliśmy mega awarię dotyczącą kart. nie można było korzystać z bankomatów ani funkcji płatniczych.
linie telefoniczne u nas byly zpachane.... a co się nasłuchaliśmy od klientów.... to nasze.

jestem zmęczona.
Komentarze: 0
-----------
2013-11-03 00:00
 kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,14849685,_Nie_jestem_zagubiona_we_mgle_gruba_baba__ktora_nie.html#Cuk


mam podobnie.
choć jeszcze nie wyglądam tak, jak autorka artykułu. a przynajmniej mam nadzieję, że nie....
wprawdzie ostatecznie nie przytyłam tak bardzo..... bo "tylko" 13 kilogramów więcej....
ogólnie w ciąży przytyłam 17kg.
przed ciążą ważyłam 57kg przy wzroście 172cm.
nigdy nie trzymałam diet w jedzenieniu i wciąż nie umiem.
przed ciążą latałam na aerobic i kondycję miałam niezłą.
po urodzeniu córy, gdy wróciłam do pracy - stres i niedojadanie zrobiły swoje - momentalnie powróciłam do wagi wyjściowej.
potem jednak zaczęła mnie dobijać małżeńska samotność, pojawiła się depresja....
no i waga poszła do góry.
kiedyś udało mi się ją zbić do 63 kg.... chodziłam bardzo regularnie na basen - wykupowałam karnety na naukę pływania. i rezultaty były
gdy dopadło mnie "tornado wielotematowe" w życiu.... to i waga znowu powędrowała w górę.
teraz mam 70kg.
pocieszam się tym, że w miarę regularnie się rozkłada.
ale.... nie cierpię swojego brzucha.... nie dość, że są rozstępy to jednak sadełka jest tam więcej a i skóra beznadziejnie wygląda i zaczyna jej już być za dużo.
nawet właśnie dzisiaj, gdy wychodziłam z łazienki po prysznicu.... nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze. zaczyna mnie brać delikatne obrzydzenie na swój widok.
na samą myśl, że mogłabym kogoś spotkać (czyt. faceta) i doszłoby do jakichś łóżkowych działań.... to wiem, że wycofałabym się ze wstydu.
nie czuję się dobrze w swoim ciele.

no i jeszcze ta pieprzona tarczyca. jak sobie poczytałam o metaboliźmie, to mnie jeszcze zdołowało.
w zeszłym tygodniu rozmawiałam z koleżanką z pracy. żaliła się, że ciągle przybiera i nie może sobie z tym poradzić. - okazało się, że też tarczycowa jest.

ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy nie dać sobie spokoju z siłownią.
przecież po ćwiczeniach wychodziłam wypompowana, zaliczałam też saunę .... i waga ani drgnęła.
na basen też chodzić regularnie nie mogę - za dużo by mnie to kosztowało
....to nie lepiej mi przestać płacić na siłownię - a kwotę przeznaczyć na spłatę pralki? przynajmniej jakiś pożytek z wydatku będzie.

no to mam te swoje 70 kg. i źle mi z tym.

no i ciuchy....
kiedyś nosiłam rozmiar 36/38..... a teraz sięgam po 40. ... o 38 już zapominam....
ostatnio chciałam sobie kupić spodnie.
jedna wielka masakra.
robię się jednak nieco nieforemna, bo w spodniach rozmiar 40 ledwo mieszczą mi się uda, choć w pasie jest jeszcze luz... naszczęście jest. ... jeszcze.
na samą myśl, że muszę sobie kupić spodnie - płakać mi się chce, bo wiem, że będzie to "chodzenie głupiego"


siedzę na kanapie. laptop stoi sobie na oparciu kanapy.
dotykam brzucha i płakać mi się chce, gdy czuję jaki jest okrągły i gdy czuję "poluzowaną" po ciąży skórę.

już od dawna noszę się z wyrzuceniem 2 częściowych strojów na plażę.
po 1: nie mam okazji bywania na jakiejkolwiek plaży od wieeeeelu lat.
po 2: są za małe. włożyć się da, ale sadło będzie się wylewało i będzie widać rozstępy na brzuchu i udach.

z zazdrością patrzę na szczuplejsze koleżanki, bo wiem, jak fajnie taką być.

Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-10-20 16:41
 ale mi córa rośnie!
kurczę!
w listopadzie skończy 12 lat.
dzisiaj patrzyłam, jak się wybiera na dwór, do koleżanki....
laska z niej się robi.
ma już 157cm wzrostu i jest bardzo zgrabna.
 w szkole idzie jej całkiem nieźle. jakąś tam pałę, czy trójczynę niekiedy złapie, ale, jak to sama przyznaje, przez swoją głupotę lub roztrzepanie.
a tak ze stopni to ostatnio 6 dostała z klasówki z matematyki, 5 z klasówki z angielskiego.... i takie stopnie są u niej częstei. 4 też oczywiście ma.
niekiedy mi się żali/bulwersuje, że nauczyciele się jej czepiają, bo podobno pyskuje. a jak mi opisuje w jakich to sytuacjach "pyskowanie" się odbywa... to jak dla mnie.... nauczyciele nie są w stanie przyjąć konkretnych argumentów, bądź nie są w stanie odpowiedzieć na proste, rzeczowe pytanie. jak na razie córcia nie chce mojej pomocy w takich konfliktowych sytuacjach. wie też, że musi się hamować w rozmowach, bo może sobie obniżyć przez to ocenę za zachowanie.... pomimo tego, że rozsądnie mówi.

tak....
córcia mi rośnie...
a mi latka lecą...
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-10-18 13:50
 a z ostatnich "newsów", które jakoś nie mieszczą mi się w moim pojęciu normalności:
nastolatka zakwalifikowana do mistrzostw w akrobatyce sportowej nie ma pieniędzy na wyjazd, bo  klub jest biedny a Ministerstwo Sportu odmawia sponsorowania.... 9 tysięcy w zestawieniu z pensjami piłkarzy czy innych notabli sportowych. wstyd.
Komentarze: 0
-----------
2013-10-16 15:54
 chyba miałam fuksa, jeżeli chodzi o medyczne rejesrtowanie się :)
skierowanie do neurologa miałam wystawione jeszcze we wrześniu, ale jakoś do tej pory nie miałam głowy się tym zająć.
w poniedziałek postanowiłam się zarejestrować do neurologa z myślą, że czeka mnie długie poszukiwanie... bo to przecież koniec roku a wizyta ma być w ramach NFZ.
w pierwszej przychodni usłyszałam, że wogóle neurologa z nfz-tu nie mają.
a w drugiej - zarejestrowałam się od razu :) na środę, czyli dzisiaj. i już jestem po wizycie.
od lekarki dostałam skierowanie na tomograf komputerowy z kontrastem.
no i znowu sobie pomyślałam..... pewnie na badanie będę czekała z pół roku.... bo słyszałam, że ciężko się dostać.
najpierw podjechałam do szpitala wskazanego przez lekarkę, bo podobno tam mają najlepszy sprzęt. w rejestracji usłyszałam, że terminów na ten rok nie mają i od 4 listopada zaczną zapisywać na styczeń. :/
no to ładnie, myślę sobie....
nie ma co dalej jeździć.
siadam do netu, szukam telefonów do szpitali i zaczynam dzwonić.
najpierw zadzwoniłam do szpitala "policyjnego" - i już więcej nigdzie dzwonić nie musiałam. :)
zarejestrowałam się na 2 grudnia. myślę, że to całkiem niezły termin :)


i coś mi się zdaje, że odkryłam, jakie ogólnodostępne tabletki "na mózg" mi dobrze działają.
siedzę sobie, czacha mi pulsuje.... i tak mi się przypomniało, że mama kiedyś dała mi etopirynę. to sobie wzięłam 2.  i pomogło! po pół godzinie poczułam ulgę :)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-10-15 12:50
 kicia myszki nie zjadła.
:)
choć nad odpowiedzią na to pytanie musiałam się przez chwilę zastanowić... bo mam laptopa i myszki nie używam.... więc przez chwilę skojarzenie miałam i pomyśleć musiałam , co ma kot do... :)

a więc...
kicia ludojad ma się dobrze.
rośnie jak na drożdżach. taki mały prążkowany tygrysek. :)


przeziębiona jestem.
no bo po co mam spokojnie kilka dniu urlopu spędzić? po co mam się czuć dobrze?
tabletki od gardła kupione, jakiś specyfik chemiczy w płynie kupiony i siedzę w domu.

kot w celach leczniczych sam się do mnie przykłada :)

jutro idę do neurologa, mam nadzieję, że dostanę jakieś tabletki już konkretnie ma migrenę.
wczoraj znowu głowa mnie bolała na tyle, że ketonal w zasadzie nie pomógł. :/
może mi też jakieś badania zleci na mózg? sprawdzą czy coś tam jest... a jak nie ma to się sieczki napcha i będzie git.

Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-10-09 18:03
 jestem rozżalona....

 ogólnie wiem, że dobrze jest dostać podwyżkę 170zł brtutto niż nic nie dostać...... bo inni nie dostali.
ale dzisiaj się dowiedziałam, że osoby pracujące w grupie Help Desk dla pracowników oddziałów dostali podwyżki po 400 - 600 zł brutto.
kurde....
wiadomo, że im nie żałuję....
klika miesięcy temu, jedną z osób która się przeniosła do HD była moja koleżanka.... ogólnie zarabiała nieco więcej niż ja, ale przeniosła się, bo miała nienajlepsze wyniki... ja radzę sobie lepiej niż ona.... kurde.... gdybym była słabsza w tym, co robię to pewnie wtedy też przeniosłabym się do HD... no i zdecydowanie lepiej bym na tym wyszła.
a tak....
no głupia jestem, bo liczę, że za dobre wyniki dostaje się dobre podwyżki i premie.... albo najzwyczajniej szczęścia nie mam. albo i to i to.


no taki żal we mnie siedzi..... że aż coś mnie w środku ściska...
jutro spytam się mojej kierowniczki, jak ma mnie ta sytuacja zmotywować do jeszcze lepszej pracy? bo jak narazie zmotywowało mnie to do wyczekiwania na okazję przeniesienia się.

dziewczyny ode mnie z wydziału są wkurzone na maksa. i też czują żal....

Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-10-02 08:24
 :(
finansowo jestem w czarnej doopie.
u takiego dużego, czarnego murzyna. :( dosyć gęboko. :(
teoretycznie powinnam się przyzwyczaić do takiego stanu... ale jakoś nie daję rady uznać tego za coś normalnego.
eeeehhhh.....
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-09-25 18:31
porzuciłam nadzieję, że zrzucę moje "nadkilogramy" :(
poczytałam sobie znowu o niedoczynności tarczycy i metaboliźmie.
cóż....
no nic....
ogólnie nie podoba mi się to, co widzę w lustrze... trzeba się z tym pogodzić.
co nie znaczy, że przestanę ćwiczyć na sali.
znowu zaczynam zdechlakować. nie mam siły, energii. nastrój znowu dołuje w tematach różnorakich.
i jak sobie myślę o przyszłości, to jakoś smutek mnie ogarnia.
perspektywy na poprawę w jakimkolwiek temacie? - nie widzę nawet mikrego cienia szans.


dzisiaj byłam na badaniach okresowych w pracy. - będę nosiła okulary do komputera. wada maleńka w jednym oku, ale lekarka powiedziała, że już warto.
dobrze, że w pracy refundacja jest do 250zł. problem będzie z wytrzaśnięciem pieniędzy, bo zwrot robią jakieś 2-3 tygodnie po dostarczeniu faktury. co z tego, że pensja jest, skoro jak porobię opłaty wszelakie, to mi niewiele zostaje... i z wytęsknieniem czekam na alimenty. :/
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-09-20 18:01
 no to sobie w domu posiedziałam.
od początku września siedzę - mam problemy z gardłem.
już na wiosnę ciągle czułam podrażnione gardło. na początku lipca miałam urlop, ale gardło nie przestawało pobolewć. sierpień jakoś dałam radę pracować, pomimo tego, że codziennie głos mi zmieniał tonację, czasami zanikał albo czułam "farfocle" w gardle.
oczywiście moje zwolnienie lekarskie nie było przyjęte dobrze, bo sytuacja w pracy zła... ot i nowość mi kierowniczka powiedziała! praktycznie codziennie są maile, że jest źle i musimy lepiej pracować, że liczy się każda sekunda... i takie tam pierdoły.
no to sobie posiedziałam.
a w tym siedzeniu miałam też krótki wyjazdowy przerywnik - czas spędzony intensywnie i szalenie miło.
przedwczoraj poszłam do pracy....
oj, ciężko było.... profilaktycznie, już rano łyknęłam 2 tabletki przeciwbólowe, ale one nie powstrzymały rodzącego się bólu głowy. popołudniu kolejne 2 tabletki..... i też zero poprawy... a mózg mi rozsadzało. masakra była.
ale prawdziwa masakra masakryczna zaczęła się wczoraj. rano ciężko było mi wstać. ból był potężny, osłabiał całe ciało. udało mi się podrzucić córę do szkoły. poprosiłam mamę, aby zarejestrowała mnie do lekarza. myślę, że ketonal, który dostałam jedynie delikatnie osłabił ból głowy.
rano byłam w stanie zjeść 2 gryzy bułki. więcej nie wmusiłam w siebie.
cały dzień przeleżałam/przespałam. dostałam zwolnienie lekarskie na 2 dni i skierowanie do neurologa. niech mnie wybada i przepisze jakieś specjalne antymigrenowe tabletki.
z tego bólu popołudniu 2 razy wymiotowałam :/ sam kwas leciał, bo z pustego przecież nic się nie "wymiotnie"
eeehhhh.... się wymęczyłam wczoraj.
i zauważyłam, że kociak, choć młodzieniec, to czuł, że coś jest bardzo nie teges ze mną - kicia była niesamowicie spokojna, tylko troszkę coś mnie chciała podgryzać, ale szybko dawała sobie spokój i cały czas była przymilna i mruczaśna.
dzisiaj już czuję się lepiej. w głowie został szumek i straszne ogólne osłabienie. jak pojechałam do marketu po zakupy to wracając czułam chwiejące się nogi.



jestem szczęśliwą posiadaczką nowej pralki.
i co za tym idzie...
jestem nieszczęśliwą posiadaczką kolejnego kredytu.

cóż....

moja dotychczasowa pralka była odkupiona od poprzedniego właściciela mojego mieszkania.
kilka latek to ona już miała. oj, miała.
od pewnego czasu na światełkach kontrolnych robiła mi się "choinka" - migały mi światełka, w jednym z programów już nie działało wirowanie. a ostatnio dopiero za piątym razem udało mi się uruchomić pranie, bo "choinkę" miałam.
oooooo! i tą właśnie "choinką" wielokrotną pralka podpisała na siebie wyrok.

tak więc - praleczkę nową mam i cieszę się bardzo :)





Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-08-10 23:39
 mała bida (czyt. kociak) ma się dobrze :) początkowo miałyśmy rzygusiowe problemy.... wizyta u lekarza, zmiana karmy i wyeliminowanie mleka podziałały bardzo dobrze :)
bida skacze, przymila się, wcina jedzonko, śpi.... od pierwszego dnia fachowo korzysta z kuwety :)
i już obczaiła, że w kuchni jedzenie się robi. tylko stanę przy blacie lub lodówce.... siada taki konusek przy mnie i wybałusza oczęta i pomiałkuje..... he he... bida jedna :)


kurde.....
sprzęty domowe zaczynają mi szwankować.
pralka zaczyna mi robić świąteczne iluminacje.... już 3 razy zaczynały mi migać światełka przy guziczkach funkcji.... a i w jednym w programów prania nie odwirowuje wody :/
pralkę odkupiłam od poprzedniego właściciela za 3 stówki, latek kilka już ma.... więc może już zaczynać szwankować.
niestety dzisiaj zaniepokoił i przestraszył  mnie odkurzacz. coś w nim strasznie zaczęło wyć. :/


no i rozczarowałam się firmą...
złożyłam wniosek o dofinansowanie kupna książek i przyborów szkolnych...
poprzednio dostałam sporą kwotę, więcej, niż wydałam.... a w tym roku dofinansowanie nie starczyło na pokrycie szkolnych wydatków. :(
ogólnie cieszę się, że dostałam cokolwiek.... ale biorąc pod uwagę w JAKIEJ firmie pracuję... to jedno wielkie dziadostwo. jak chodzi o świadczenia dla pracowników - to słychać: trzeba oszczędzać bo kryzys.... a co roku firma ma co raz większe zyski, kryzys jakoś nie przeszkadza w wypłacie dywidenty i podwyżce zarobków prezesa. :/ czyli norma.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-08-05 11:47
 no i mamy w domu nowego mieszkańca
:)

maleńka, dwumiesięczna kotka :)

teraz sobie biega po mieszkaniu i podskakuje. poznaje teren :)
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-08-04 23:34

http://www.styl.pl/uczucia/jak-zyc/news-powrot-taty,nId,1003806

mój ojciec.....
nie mogę na niego patrzeć.
nie mogę przebywać w jego pobliżu.
jest toksycznym człowiekiem niszczącym wszystko i wszystkich dookoła.
gdy miałam kilka lat chciałam być jego księżniczką... ale dosyć szybko mi to przeszło, ponieważ uzmysłowiłam sobie, że ojciec woli chlać wódę z kumplami....

ojciec wzorem mężczyzny..... szkoda słów.
teraz siedzę i ryczę....
wiem, że dom rodzinny przetrącił mnie emocjonalnie... chlejący ojciec i płacząca mama funkcjonująca dzięki lekom antylękowym.... wspaniały wzór ojca i małżeństwa.
a moje małżeństwo... cóż.... na dobre mi nie wyszło.

moja córcia...
ona już ma nie najlepsze zdanie o swoim tacie.... a ja się z nią zgadzam.

jak mam patrzeć z nadzieją na zawarcie w przyszłości jakiegoś fajnego związku?
doświadczenia mam nienajlepsze.... obserwacje otoczenia też....

ojciec... szkoda, że nie miałam ojca.

Komentarze: 0
-----------
2013-07-27 19:17
 dzisiaj padał deszcz.
pytanie retoryczne:
czy myłam dzisiaj samochód?

wczoraj córcia przyjechała z tygodniowego pobytu u dziadków na wsi (rodziców "ex")
wyprzytulałyśmy się niesamowicie :)

jak młoda przyjechała to już zobaczyła kotkowe sprzęty: jest kuweta, żwirek, łopatka, miseczki, transporterek i domek z drapakiem :)
córcia się ucieszyła a i ja już nie mogę się doczekać zwierzaka w domu :)
na początku sierpnia pojedziemy do schroniska dla zwierząt i weźmiemi jakiegoś konuska :)

ostatnio córa zaczęła napominać, że przydałaby nam się mikrofalówka. ja takiej potrzeby nie mam, ale ona czasami chce coś podgrzać i było by jej łatwiej w mikro.
gdy była na wsi "ex" przysłał mi sms-a z pytaniem , czy ma mi przywieźć naszą starą, małżeńską jeszcze mikrofalówkę, bo córcia chce.... więc sie zgodziłam. a co! w końcu sprzet też jest mój.
jak zobaczyam w jakim stanie jest ta mikrofalówka... to się przyłamałam. fakt - lata swoje ma.... ale jednak.... początkowo postanowiłam, że ją jednak odczyszczę.... po chwili zrezygnowałam.... za dużo starego brudu, tłuszczu, trochę odpryśniętej warstwy wierzchniej farby....
czy "ex" korzystałby ze sprzętu w takim stanie? z pewnością nie.
a jego wybranka tym bardziej. ona ma swoje wyższe wymagania.
wysłałam "ex" sms-a o treści: ja wstydziłabym się oddać komukolwiek mikrofalówkę w tak koszmarnym stanie.
odpowiedzi jakiejkolwiek brak.
jak dla mnie oddawanie tak zaniedbanego i podniszczonego sprzętu jest oznaką braku szacunku. choć jeżeli chodzi o "ex" tutaj w grę wchodzi jeszcze bezmyślność, bo wątpię aby przez chwilę w mózgu "ex" przemknęła myśl, że w takim sprzęcie będzie podgrzewała jedzenie jego córka. typowe u niego.

i ogólnie śmiać mi się z "ex" chce :) córcia mi trochę poopowiadała, jak to tatuś pieje z zachwytu mówiąc o swojej wybrance. bo A. też piję taką kawę, bo A. takiego hamburgera by nie tknęła, bo A. robi to tak, bo A chce to, czy tamto, bo A. nie będzie kupowała mieszkania na rynku wtórnym po kimś - ma być nowe po indywidualnych konsultacjach z architektem, bo A. kupuje kotu tylko jedzenie weterynaryjne... itd.
taki pantoflarz się z niego zrobił. - A. rządzi.
córcia też stwierdziła, że tata chyba jednak teraz nie ma pracy i tylko robi ludziom zdjęcia na weselach....
ha! to wiadomo , dlaczego też tak się A. trzyma - kobieta jest dyrektorką w jednym ze sporych oddziałów pewnego banku i pewnie kilkanaście patoli zarabia.

eeeehhhhh....
dzisiaj była kontynuacja wydatków szkolnych.... (ksiązki już kupiłam)
poszłyśmy z młodą do marketu i nakupowałyśmy zeszytów, długopisów, brystolów, ołówków i takich innych różnych pierdółek.... się uzbierało na 180 złotych polskich..... ale nakupowałyśmy tyle, że powinno wystarczyć na cały rok szkolny, będą dokupowane jedynie jakieś drobiazgi.
 w poniedziałek złożę wniosek o dofinansowanie z funduszu socjalnego i coś mi jeszcze we wrześniu dorzucą :) więc się zwróci a nawet wyjdę na plus, bo zawsze więcej dają niż wychodzi z faktur.


Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-07-24 12:29
 tak sobie siedzę... i jakoś smutno mi się robi.
bo tak sobie myślę o facetach....
zdaję sobie sprawę, że jestem "towarem gorszej jakości" - kobieta po rozwodzie z dzieckiem.
po co facetowi brać kobietę z obciążeniem....
hhhmmm....
mam jeszcze dwóch takich kolegów, którzy kiedyś  sugerowali, że bardzo chętnie pospotykali by się ze mną łóżkowo....
oczywiście obaj żonaci.
co więcej jeden z nich twierdzi, że jest bardzo szczęśliwy i ma cudowną żonę...
ostatnio kolejna propozycja przecież  była....

czy tylko do tego się nadaję?
do bycia tą drugą, którą trzeba ukrywać?
 zabaweczka i nic więcej?
nikt o kim można myśleć poważnie na przyszłość....
jakoś tak smutno mi.
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-07-23 21:56
 no i moja fordzina podpisała na siebie wyrok.
jak tylko będę miała  możliwość uzyskania pożyczki w pracy (czyt. gdy dostanę podwyżkę pozwalajcą spłacać ratę... czyli mogę sobie poczekać....) - to sprzedaję żabę.

jadę ci ja sobie, jadę.... włączam wycieraczki.... a tu mi tu siny dym leci z miejsca, gdzie ta wajcha jest przymocowana przy kierownicy, blisko stacyjki.
faktycznie - wycieraczki ostatnio mi trochę szwanowały - ale ogólnie działały.
a dzisiaj...jak mi zadymiło!
oooo.... myślę sobie.... nieładnie....

dobrze, że miałam już wcześniej namierzonego elektryka samochodowego....
pojechałam. samochód zostawiłam....
po jakimś czasie telefon.... da się zrobić na jutro.... wyrok - 300zł.
:( :( :(

a z rzeczy milszych :)
kompletuję powoli sprzęty dla kota :)
będę brała jakiegoś ze schroniska :)
cieszę się :)
brakowało mi już jakiegoś żyjątka pałętającego się pod nogami :)
i córcia też szczęśliwa :)

młoda aktualnie jest "z tatą" - czyli.... "ex" zawiózł ją do swoich rodziców na wieś. a sam siedzi w mieście, bo pracuje....
dowiedziałam się, że po raz już chyba -nasty zmienił pracę.
na szczęście na wsi jest brat mojego "ex" z żoną - moja córcia ich uwielbia, więc się nie nudzi i wesoło spędza czas :) wczoraj wieczorem usiłowałam z nią porozmawiać, ale ta wesołość nie pozwoliła :) a i dobrze :)
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-07-15 19:16
 dzisiaj był pierwszy dzień pracy po urlopie....
rany.... ale jestem zmęczona....
już  teraz położyłabym się spać.... boli mnie głowa, oczy i mięśnie.
jest kilka zmian do ogarnięcia.... sporo różnych aktualności do przyswojenia, nowe czynności do nauczenia i grubo ponad tysiąc maili na skrzynce - zdecydowana większość do usunięcia od razu, ale w tym "tłumie" trzeba wyłapać te ważne...
cieszę się, że już dzisiaj udało mi się wysłać wniosek o tzw "gruszkowe".... jakieś 2 stówki wpadną... zawsze coś. kurde... w takiej "świetnej" firmie można by spodziewać się większej kwoty... no cóż.... ja przynajmniej coś dostanę, bo to świadczenie przysługuje tylko na dzieci pracowników. osoby bezdzietne "gruszkowego" nie dostają.


eeeehhhhh.....
zaraz przyjmę pozycję "boczną - ustaloną" na kanapie :) przymknę oczy
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-07-05 23:07
 po przyjeździe z Ustrzyk moje dziecko zabrało się za porządki w swoim pokoju.
i to takie przez duże "P"
w szoku jestem takim pozytywnym i chwalę ciągle :)
pozostało jeszcze tylko w zakamarki pozaglądać i kurze tam powycierać. a tak... nie ma się czego czepić :)
korzystając z urlopu też wzięłam się za pożądki w moich ciuchach. na podłodze przy moich nogach leży sterta ciuchów - rzeczy, które leżały 2 i więcej lat nie używane, albo takie które przynosiły niemiłe wspomnienia.
w szafce leży jeszcze kilka dzianinowych sweterkowych bluzek na zimny sezon - niektóre mam już ponad 10 lat. coś mi się zdaje, że i one dostaną eksmisję jeszcze przed zimą.

muszę jeszcze wysprzątać szafki w kuchni. młoda mi zakazała w weekend porządkować - jak przyjedzie w niedzielę od taty - to wtedy razem zaczniemy pucowanie i układanie.
cieszę się bardzo, że sama wyszła z inicjatywą, że sama chce pomagać :)
i chwalę ciągle :)


przy okazji oglądałam mecz siatki. - właśnie  nasi wygrali :)
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-07-04 18:05
wyjazd nam się udał :)

nocowałyśmy w fajnym pensjonacie w Ustrzykach Dolnych, praktycznie centrum.
Pensjonat u Palucha. - mogę polecić :)

byłyśmy na tamie w Solinie, na basenie w Ustrzykach, w tamtejszym muzeum przyrodniczym, w pałacu w Krasiczynie, w Przemyślu.
wszystko bez "spinania się" aby w jak najkrótszym czasie zobaczyć jak najwięcej. na spokojnie.
miałyśmy też czas na spokojne poczytanie książek.
i niestety... dopadły mnie problemy żołądkowe  pierwszego dnia... :(

bardzo podobała mi się jazda samochodem po krętych drogach :) super sprawa! i samochodzik sprawował się świetnie :)

zdjeć... brak. mój "ętelygentny inaczej" aparat fotograficzny odmówił współpracy.
.... ale to między innymi jest powód aby tam wrócić :) no i jeszcze jest parę miejsc do odwiedzenia :)

i niespodziewanie dla siebie (to już taka tradycja się robi, że niespodziewanie) odkryłam, że jutro JUŻ piątek!!!!
ja jestem w ciągłym zdziwieniu, że czas tak szybko leci.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-06-29 20:16
 :D
właśnie rozpoczynam urlop!
:)

jedziemy jutro z córcią na 4 dni w bieszczady.
po górkach chodzić nie będziemy.
za to w każdy dzień zobaczymy jakieś fajne miejsce i będziemy się pławiły codziennie w basenie w ustrzykach dolnych.
:)
i ogólna relaksacja będzie. kupiłam młodej dzisiaj 2 ksiązki a i ja coś do czytanie będę miała.


ostatnio naszła mnie taka refleksja....

Snowden ujawnił tajne informacje i ma jeszcze dużo innych pewnie....
stał się, wg władz, zdrajcą, który naraża bezpieczeństwo kraju i obywateli.

był sobie kiedyś Kukliński.
przekazywał tajne informacje innemu krajowi. był uznany przez ówczesne legalne władze za zdrajcę.

Kukliński jest teraz bohaterem narodowym. kręcą o nim teraz film.

tak.... inwigilacja, kontrola, śledzenie, manipulowanie....
dobre czy złe?
...  zależy od tego kto ma w tym interes.

może za 20 lat Snowden też stanie się bohaterem narodowym?
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-06-18 21:07
 czy to taka reguła jest? faceci tak zwyczajowo postępują?
a może ja mam pecha?
zaczyna się fajna rozmowa.
tak jakoś od pierwszych słów czułam się w jego obecności tak najzwyczajniej swojsko, dobrze.
i już nawet zaczęłam się cieszyć.
rozmowy przez telefon, kolejne spotkanie...
ja już wcześniej powiedziałam , jak to u mnie jest: córka, rozwód no i mój wiek, bo to zawsze w błąd ludzi wprowadza.
lubię jasne sytuacje.
dzisiaj dowiedziałam się, że ma dwoje dzieci. no i w porządku - dorośli ludzie dzieci mają.
dzieci: lat 18... i 2,5 roczku....
kurde....
to młodsze to malutkie... zaczęłam się dopytywać....
a odpowiedź.....
taaaa....
"to nie taka prosta sprawa.... tak w zasadzie to jestem w związku ze względu na dziecko...." i takie tam teksty. :/
już raz zadużyłam się w mężczynie, jak się okazało  ze "skomplikowaną sytuacją"
wiem, jak to jest oberwać po emocjach.
do trzech razy sztuka?
mam mieć po raz kolejny nadzieję, że spotkam fajnego faceta?
jak trzeba być twardą emocjonalnie, żeby się zadawać z facetami?
jak czujną, nieufną....
a może na serio dać sobie z nimi spokój?
po psychice człowiek przynajmniej  nie oberwie.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-06-15 15:28
 wychodzę sobie po siłowni dzisiaj.
zjeżdżam do podziemnego parkingu.
idę tam, gdzie zostawiłam samochód.... a tam go nie ma.
dokładnie pamiętałam, że zaparkowałam  zaraz przy wyjeździe, tak żeby nie krązyć po parkingu.
rozglądam się dookoła.... no i nie ma. :/

i nie czułam jakiejś paniki z powodu kradzieży, rozżalenia, czy czegoś podobnego, co powinno się wtedy czuć.
poczułam wtedy zdziwienie.
oooo! ktoś ukradł mój samochód???? forda ka? dziwne.... kto by chciał????
chwilę postałam w tym zdziwieniu.... i rozglądając się stwierdziłam, że jestem na poziomie 1... a przecież zaparkowałam na poziomie 2.

moja "żaba" jest ciągle moja :)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-06-11 12:38
 ale sen dzisiaj miałam!

rzecz działa się w jakiejś hali. miejsce było słabo oświetlone, niezbyt przyjemne.
stał tam mój samochód a obok potencjalny kupiec. facet niby się znał na samochodach i ciągle tylko wynajdował jakieś drobiazgi, aby obniżyć cenę.... powiedziałam mu wprost, że nie zależy mi na szybkiej sprzedaży samochodu, mogę nim sobie dalej jeździć. cena jest rozsądna i jak chce to niech kupuje a nie cmoka i wydziwia.

zobaczyłam, że w pewnej odległości ode mnie idzie mój ojciec. przed nim, uwiązane na grubych sznurach szły dwie wielkie świnie. ojciec gdzieś je prowadził. bardzo się zdziwiłam, że ojciec zajmuje się "szykowaniem" świń do jedzenia. jedna z tych świń (żywa jak najbardziej) już była jakby opalona nad ogniem i brązowa od podwędzenia. druga świnia była taka jasno-świńsko-różowa. w pewnej chwili te świnie zaczęły się czymś niepokoić, zaczęły biegać wokoło siebie, wieżgać nogami.... pojawiła się moja mama. widziałam, że idzie w stronę ojca, coś mu tłumaczy, jak uspokoić te świnie. krzyknęłam do niej, aby tam nie podchodziła, bo świnie robią się nieobliczalne.... ale jednak zbliżyła się do nich ... świnie się zaczęły "kotłować", poplątały się linami i niestety wciągnęły w tą kotłowaninę moją mamę. chwilę to trwało.... gdy się uspokoiło zobaczyłam, że jasna świnia jest wypatroszona, oczyszczona z flaków i krwawych nieczystości. ma rozcięty brzuch i też takie równoległe rozcięcie przy kręgosłupie.... i w tej świni, w tym rozcięciu zobaczyłam moją mamę. podczas tej kotłowaniny została "wmotana" w świnię i zaduszona. widziałam ją bladą bez życia....

obudziłam się w nocy z łomoczącym sercem.
kurde.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-06-11 12:22
 w obliczu ulew i podtopień przypomniano sobie o rowach melioracyjnych.
teraz praktycznie nikt o nie nie dba. zarastają, są zasypywane śmieciami. no i efekty są jakie są.

mama mi opowiadała, że jak była mała (i w jej młodości) to na wsiach był OBOWIĄZEK oczyszczania rowów melioracyjnych. każdy gospodarz na swoim polu miał o to dbać. chodziły też specjalne komisje i sprawdzały drożność rowów. jak było coś nie oczyszczone to rolnik dostawał karę.
no ale takie rzeczy to za "ciężkiej" komuny było....
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-05-28 13:46
 ale mi się chciało z córci śmiać!
znalzła w internecie, że na przetłuszczające się włosy dobra jest "maseczka" zrobiona z jajka i soku z cytryny.
no to sobie wczoraj zrobiła. jajko rozbełtała, sok wcisnęła i przy myciu głowy wlała zawartość na włosy.
gorzej już było ze spłukiwaniem :)
śmiałam się z niej, że na włosach zrobiła sobie jajecznicę :)
ciężko było te jajeczne farfocle spłukać i jeszcze potem przy rozczesywaniu włosów wyciągałam resztki :)
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-05-27 08:42
 podpisałyśmy z córą "ugodę"
za swoje zachowanie na początku córa dostała zakaz wyjazdu na szkolną wycieczkę oraz zakaz udziału w urodzinach "przyjaciółeczki"
w ten weekend córa była u swojego taty.
rozmawiałam z "ex" o ostatnich sytuacjach, on potem jeszcze rozmawiał z córą.
gdy córcia przyjechała do domu, po raz kolejny, rozmawiałyśmy o tym, co się ostatnio działo...
młoda jakoś spokojniej podeszła do sprawy.
strasznie zależało jej na wyjeździe na szkolną wycieczkę.
abyśmy się zgodzili na wycieczkę - w ramach negocjacji zaproponowała, że nie pójdzie na urodziny, przestanie zadawać się z "przyjaciółką",  codziennie po szkole grzeczniutko będzie wracała do domu i postara się tak poprawić oceny, żeby mieć na świadectwie czerwony pasek.
ze swojej strony wprowadziłam modyfikację, że po szkole ma od razu iść do mojej mamy i tam ma poodrabiać lekłcje.
po rozmowie z "ex" - przystaliśmy na propozycję córy.

dodatkowo stwierdziłam, że wszystko należy spisać i podpisać. córa więc siadła i napisała w punktach zobowiązanie. kartka została przyklejona na drzwiach szafy w jej pokoju.

wczoraj można było już normalniej z córcią porozmawiać.
tak w zasadzie była to kolejna rozmowa, bo ja ciągle z nią rozmawiam o różnych rzeczach.
kolejna rozmowa o ostatnich niemiłych sytuacjach.
mam nadzieję, że coś do niej dotarło.



Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-05-26 00:05
ostatnimi czasy zaczęły się robić problemy z córcią... :(
zaczyna kłamać odnośnie tego, jak spędza czas i co robi w domu pod moją nieobecność.
jest pod dużym wpływem "przyjaciółki". jest to dosyć cwana dziewczynka.... wykorzystuje moją córę....
kiedyś sobie wykombinowała dzwonienie na koszt mojej córki, tzn. na mój koszt.
jest możliwość wybrania numeru tak, aby połączenie odbywało się na koszt odbiorcy połączenia, gdy on wyrazi na to zgodę odbierając połączenie.... no i tamta to wykorzystywała. dowiedziałam się przez przypadek. wściekłam się.
było  kilka sytuacji, w których córcia mnie okłamywała....
najgorsze jest to, że ostatnio zorientowałam się, że zniknęła mi pewna kwota pieniędzy...
i jestem pewna, że w czasie 2 dni, kiedy to mogło się stać w mieszkaniu przebywałam ja, moja córka i jej "przyjaciółka".
mama mi powiedziała, że gdy kiedyś moja córcia przyszła do niej z "przyjaciółką".... to mama  widziała, jak ona wyszła z kuchni, gdzie przez chwilę przebywała sama.... i mama jest pewna, żę ona myszkowała w szafkach.... przecież to widać, jak ktoś rusza rzeczy, które samemu się poustawiało...
...oj.... działo się.... na moje pytania i dociekania córa reaguje atakami na mnie. robi się ostro, bo sobie nie pozwolę na pewne teksty i na krzyki na mnie. to co słyszałam... było bardzo raniące mnie...
w ostatnim czasie było kilka spięć na inne też tematy.
córcia dostała zakaz przyprowadzania znajomych do domu a w szczególności "przyjaciółki".
i co z tego.... niby obiecywała poprawę, niby był "płacz żalu".... skoro 2 dni póniej moja mama przyszła kontrolnie, gdy ja byłam w pracy... no i oczywiście zastała "przyjaciółeczkę" w domu... i na dociekania mojej mamy... córa też zareagowała słownym atakiem...

ostatnie 2 miesiące są pod tym względem dla mnie bardzo ciężkie....

wiem, że w córci zaczynają buzować hormony, dorasta i sama swoich emocji nie do końca kontroluje... ulega wpływom.... ale też wiem, co jej wpajam od samego początku... wartości fundamentalne jak okazywanie miłości... ważność zaufania, prawdy...

zastanawiam się, co będzie się działo po powrocie córci w weekendu z tatą... rozmawiałam o wszystkim z "ex"...
za karę córa nie pojedzie na szkolną wycieczkę i nie pójdzie na urodzinu do "przyjaciółki".
i martwi mnie w tym to, że córa chyba nie zdaje sobie sprawy z przyczyn kary... tylko lamentuje że odbieramy jej coś, na czym jej bardzo zależało.... a przecież każda sytuacja była po "ostrym spięciu" na spokojnie omawiana.... niby przyznawała, że źle robiła... przepraszała...


eeeehhhhhh.....
małe dzieci - małe kłopoty
im większe dzieci - większe kłopoty...
:(
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-05-21 22:54
 kilka dni temu padał u mnie w nocy deszcz.
samochód stał pod jakimś drzewem. krople deszczu przeniosły jakieś żółtawe pyłki z tego drzewa na samochód.... więc moja żaba, i tak już niezbyt czysta, została oblepiona dodatkowo warstwą żółtawego pyłku.
fatalnie to wyglądało.
a że zapowiadali u nas deszcz - to na myjkę nie jechałam.
i tak codziennie od kilku dni ten deszcz zapowiadali.... a ja na myjkę nie jechałam... i czekałam aż siły natury zadziałają.
nie zadziałały.
już wstyd mi było jeździć. ale codziennie deszcz zapowiadali....
dzisiaj też pół nieba było nieźle zachmurzone....
i miałam jeszcze poczekać.
ale decyzję przypieczętował ptak.
gdy jechałam do pracy ptak mi narobił na przednią szybę w miejscu, do którego nie docierają wycieraczki.
pojechałam na myjkę, czyt. będzie padał deszcz.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-05-08 19:39
 byłam dzisiaj z córą u dermatologa. ze sobą też.
lekarka oglądała nasze pieprzyki. u córy wszystko jest w porządku a ja mam 2 do wycięcia. dostałam skierowanie do chirurga i jutro sobię pójdę zarejestrować się.
okazało się, że córcia ma na stopie kurzajkę. - mogła ją złapać na basenie. dostała jakieś mazidło i za 3 tygodnie mamy się stawić ponownie na kontrolę i zamrożenie tego co pozostanie.
córcia o mało nie pękła z radości, gdy usłyszała że dostanie zwolnienie z zajęć na szkolnym basenie.
a ja dostałam jeszcze płyn z antybiotykiem na krosteczki. ciągle mi się robią na pośladkach i udach. jak się przykładam i 2 razy dziennie smaruję się spirytusem salicylowym - to nawet czasami całkiem znikają a czasami nie :( no to teraz mam antybiotyk. i ciągle będzie mi to już wracało. jakieś krosteczki przymieszkowe, czy jakoś tak to nazwała.
a jak poszłam do apteki... to za 2 lekarstwa zabuliłam ponad 60 zł. :(

ale fajnie na dworze jest :)
pomimo tego, że mam straszne doły w psyche z powodu braków finansowych... jestem tym totalnie załamana... pomimo tego - czuję się jakoś lekko.
kurde... stwierdziłam, że te moje siódme poty przy ćwiczeniach na sali jakoś rezultatów nie dają - waga nie drgnie w dół... ostatnio chciałam założyć spodnie, w których nie chodziłam jakieś pół roku... i.... nie mogłam ich na tyłek wciągnąć. masakra. :( córa się ze mnie śmiała :( zołza jedna.
doszłam do wniosku, że muszę swoje ciuch poprzeglądać. w wielu nie chodzę już ponad 2 lata. ubrania nie są zniszczone, są ogólnie nawet fajnie... ale jakoś nie chodziłam z nich. z pewnych rzeczy już "wyrosłam" - czy wciąż je trzymać trwając w nadziei, że schudnę? no właśnie. jakoś ta nadzieja u mnie mikra jest, :/
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-05-05 17:04
 ładna pogoda dotarła i do mnie :) więc mogłam dokończyć balkonowe porządki :)
w zeszłym tygodniu miałam posadzone wszystkie kwiatki, ale pozostał balagan. było zbyt nieprzyjemnie i deszczowo, aby zająć się porządkami.
za to dzisiaj dokończyłam, co trzeba.
mam lobellę w dwóch długich skrzynkach zawieszonych na brzegu balkonu a na parapecie stoi jeszcze jedna skrzynka z pomarańczowymi aksamitkami, są też 3 donice, w których mam szczawik deppego.
czyli coś takiego (sama niedawno dowiedziałam się, co mi rośnie)

www.google.pl/searchmój kwiatek jest właśnie z takimi bordowymi liśćmi i jasnymi kwiatuszkami.
w wiklinowym koszu na podłodze i w jeszcze jednej donicy rosną niecierpki.

no i ogólnie na moim balkonie będzie sporo maciejki :) będzie pięknie pachniało :)

dzisiaj na balkonie pozamiatałam, odczyściłam "wizytówki" gołębi, umyłam płytki.
jest czysto, pachnąco.
:)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-05-04 16:00
 co jakiś czas wpadam na program "ugotowani"
i nie wiem, czy to jakiś przypadek... czy raczej norma.... ale widać, że osoby uczestniczące w tych programach są dobrze sytuowana.
mieszkania ich są dopracowane, bardzo dobrze urządzone, wszystko jest wysokiej jakości.
i zastanawiam się, czy osoby mieszkające w "zwykłych" mieszkaniach nie są wybierane? nie zgłaszają się? czy ta... "lepsza kuchnia" jest przynależna do ludzi zamożniejszych? mają pieniądze na produkty, mają czas ...


nie lubię i nie umiem gotować.
ale kiedyś chciałam się nauczyć piec ciasteczka. przepis podobno prosty był. ugryźć się tego nie dało. kilka razy próbowałam robić pizzę. - zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest wykonanie telefonu i zamówienie. chciałam też zrobić szarlotkę. zjeść się dało. - wolę kupić sobie 2 kawałeczki. taniej, kuchnia się nie brudzi....
miałam takie 2 "kuchenne" miesiące.
i co z tego wyszło?
dodatkowe wydatki na produkty. nic dobrego do jedzenia. bałagan w kuchni.
a jak mi potem przyszedł rachunek za prąd (piekarnik elektryczny) - to sobie powiedziałam: KONIEC!!!!!!!
nie stać mnie na takie kuchenne zabawy.
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2013-05-03 20:46
 w pracy wyczytałam fajny kawał. :) aż sobie zapisałam, żeby nie "spalić"

na plaży nudystów rozmawiają 2 penisy.
jeden śliczny, wypasiony a drugi jakiś stary i pomięty.
- ładnie wyglądasz - mówi ten brzydki.
- wiesz... - dumnie odpowiada piękniś - bo ja strzelę jeden numerek i potem tydzień odpoczywam.
- to masz fajnie. ja dzień w dzień "rąbię" po pięć sześć razy. nie mam kiedy odpocząć.
- to spróbuj się nie podnosić - radzi pierwszy - słyszałem, że to pomaga...
- gówno tam pomaga.... - odpowiada ze złością ten "pracowity" - jak kiedyś się nie podniosłem, to mnie mało nie zjedli!
Komentarze: 0
-----------
2013-04-27 22:06
 zapocony burak - to ja, gdy wychodzę z sali po ćwiczeniach :)


ale miałam ostatnio przeboje z córą!
dwa dni temu przychodzę po pracy do domu. młoda zadowolona z siebie pokazuje mi transparent na jakieś zawody pływackie, który zrobiła z koleżanką.
zaraz po wejściu do domu nie zauważyłam nic niepokojącego... ale po chwili.... kurde... podłoga w przedpokoju wyciapana farbą.... no nic. jak dziewczyny malowały to mogło się wyciapać. sama wiem z praktyki.
ale kurde... wchodzę do łazienki.... a tam.... dywaniki wymazane, ręcznik kąpielowy wymazany, ściany w wielu miejscach wymazane, kibelek wymazany....
popatrzyłam na lustrzane drzwi szafy w przedpokoju i wydać było, że były myte, ale nie tym co trzeba - więc były wymazane. :/ patrzę dalej... a tu leżą jakieś ciuchy córci wymazane totalnie farbą.... kolejny ręcznik, już niby wyprany suszy się na balkonie z innymi "wypranymi" ubraniami. drzwi balkonowe z boku wymazane...
i...
hit
widzę, że w kuchni na pralce są takie maleńkie czarne paproszki, jak po spaleniu papieru, które można łatwo rozmazać.... i widać to jeszcze było na lodówce, w moim pokoju na półkach.... a gdy otwarłam szafkę-ociekacz nad zlewem - wszystkie naczynia były pokryte czarnym pyłkiem....

zdębiałam.

córcia oczywiście ma do mnie pretensje, że  jestem zła za ten sajgon: bo one przecież malowały farbą, więc to normalne, że się pochlapało.

a jak się dopytywałam, skąd te czarne pyłki..... bo ewidentnie było to po czymś palonym.... to już obraza boska była, że śmiem sugerować... że ona  coś w domu spaliła!!!!! był krzyk i obrażanie się.

nie podobała mi się ta cała sytuacja z pyłkami. już podejżewałam patologicznych sąsiadów z dołu, że coś im się palić zaczęło... ale jakim cudem naczynia w szafce nad zlewem byłyby opylone???

następnego dnia rano pyłkowa sytuacja się wyjaśniła.
przez przypadek na zwenętrznym parapecie w kuchni zobaczyłam plastikowe opakowanie po farbkach (z takimi okrągłymi farbkami).
a właściwie było to pół opakowania.... bo reszta została spalona. :/

na moje pytania... prośby o wyjaśnienie... usłyszałam ciszę.

teraz córa jest na weekendzie u taty.
część rzeczy sobie omówiłyśmy... ale temat wymaga wielokrotnego obrobienia.



Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-04-23 19:41
 dzisiaj po pracy byłam u alergologa.
posłuchała o zatkanym nosie, o wodnistym katarku, o swędzeniu twarzy, o łaskotaniu w uszach...
dostałam receptę.
odczulać zbytnio nie ma co, więc będę łykała doraźnie medykamenty.

mój ojciec postanowił się szarpnąć.
mój samochodzik ma zarysowany bok. wcześniej było to zabezpieczane jakimś preparatem antykorozyjnym, ale po tej zimie już widocznie rdza zaczęła to miejsce zjadać.
ojciec powiedział, że da kasę na naprawę.
dał mi namiary na swojego  znajomego lakiernika. jutro jadę, aby to zobaczył i podał "wyrok" (czyt. cenę). na samochodzie mam jeszcze kilka innych miejsc do lakierniczego naprawienia - ciekawe ile to będzie kosztowało i czy ojciec by coś dorzucił aby wszystko od razu zrobić.

na dworze jest co raz cieplej i jak będę miała wolne to z przyjemnością zajmę się odczyszczeniem wnętrza fordzika, bo już jest straszliwie zapuszczony po zimie.
Komentarze: 0
-----------
2013-04-22 20:56
 ostatnio ciągle coś się dzieje. ale czasowo jestem zakręcona. natrybiłam trochę nadgodzin w pracy.... i ogólnie zmęczona przez to jestem. i domek jakoś się zaniedbał.
a jak siadam do kompa i zaczyna mi świtać w głowie, aby coś napisać tutaj... to robi mi się pustawo w głowie.

w pracy robi się dziwnie. szefostwo cuduje... sorki. kreatywne jest.
ratuje mnie w tym wszystkim to, że naprawdę lubię to, co robię. no i ustawicznie mam dobre/bardzo dobre wyniki pracy. :)
ale czasami mi się odechciewa.

no i zaczęłam chodzić "na salę". wylewam siódme poty na "wariacie" (tak nazywam orbitreka). morduję się "na wiosłach" i jeszcze "pykam sobie" na stepie.
wychodzę potem czerwona jak burak i nieźle spocona. i dobrze mi z tym :)
ciekawe, kiedy będą widoczne jakieś efekty pt. spadek wagi???? hę?

ostatnio też przytrafiają mi się burzliwe i na szczęście krótkie spięcia z córcią.
eeeeehhhhhh...... 12 lat.... skorpionik..... zaczyna się trudny wiek. :/ a że, kurde, baba inteligentna z niej jest - to potyczki słowne bywają trudne .

Komentarze: 0
-----------
2013-04-08 09:06
 w zeszłym tygodniu odebrałam karnet do klubu "pure"
 miałam pomęczyć się po raz pierwszy w sobotę.nie wyszło.miałam pojechać po śniadaniu, ale  tak mnie głowa bolała, że 1 nurofen forte nie podziałał... i drugi też nie do końca pomógł.pomimo tego, że nie czułam się dobrze tak do końca - postanowiłam jednak popołudniu pojechać. pomyślałam, że jak się poruszam to się lepiej poczuję.po raz pierwszy mi się to przytrafiło - w plazie (centrum handlowe, tam jest pure) nie było miejsca do parkowania. więc zrobiłam rundkę po okolicznych uliczkach i też nie było gdzie zaparkować. nawet odkryłam, że jeden z parkingów został zlikwidowany i coś tam budują.potem była druga próba wjazdu do plazy - też nieudana. :/ i druga rundka po okolicznych uliczkach... - też nieudana.nie miałam ochoty szukać miejsca gdzieś dalej w centrum a potem lecieć na piechtę w taką podłą pogodę, jaka była.
ogólnie to muszę porozmawiać z lekarzem. nie podoba mi się, że tak często boli mnie mocno głowa. praktycznie raz w tygodniu jest tak, że wymiękam. ostatnio musiałam się zwolnić z pracy, bo mi niedobrze z tego wszystkiego było.

ale za to dotarłam do klubu w niedzielę :) trochę poćwiczyłam. mięśnie poruszyłam :)
za chwilę będę też wychodziła. korzystam z tego, że mam do pracy na 14.

najwyższa pora zabrać się za plan naprawczy i zrzucić nadkilogramy. nie sądzę, aby udało mi się wrócić do poprzedniej wagi - 57kg. nawet po ciąży wróciłam do takiej wagi.... eeehhhh.... ale teraz  wiek już nie ten i metabolizm inny... :/
Komentarze: 0
-----------
2013-04-02 16:27
  zastanawiam się, czy przypadkiem nie strzelić anonimowego pisemka do PIP.

w kodeksie pracy napisali kiedy pracodawca ma prawo wymagać pracy w nadgodzinach:

1) konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego, ochrony mienia lub środowiska albo usunięcia awarii,

2) szczególnych potrzeb pracodawcy.

punkt pierwszy odpada - czegoś takiego u nas nie ma.

a drugi punkt?


taaa.... podczas nadgodzin robimy dokładnie to samo, co w trakcie godzin normalnej pracy.

a dlaczego chcą, abyśmy te nadgodziny robili?

bo ludzie z wydziału odchodzą i klienci dzwoniący do naszego call center mogą kilka sekund dłużej czekać na połączenie telefoniczne. - a to nie jest jakaś wyjątkowa sytuacja. to jest norma trwająca już bardzo długo. można już mówić tu o latach.
co więcej - wymagają od nas abyśmy z dwumiesięcznym wyprzedzeniem składali zobowiązania, kiedy będziemy zostawali w nadgodzinach - czy słyszał ktoś o planowaniu nadgodzin?!
masakra jakaś.
i aby mieć jakąś przykrywkę formalną - nazwali to dyżurami, bo takie określenie w kodeksie pracy istnieje.

w marcu naliczyłam 16 osób, które odeszły. część z nich to już osoby, które zaliczyły kilka szkoleń i w zasadzie dostały "podwyżki". część to były nowo przyjęte osoby, które przeprowadzały jednynie rozmowy wychodzące - czyli sprzedaż.
praca jest u nas ciężka, kontrola totalna, wymagania bardzo duże i czasami bzdurne a pensja.... żenada.
znajomi nie chcą mi wierzyć, że w banku ludzie mogą dostawać umowy śmieciowe.
ci nowo przyjmowani dostają umowę zlecenie. stawka jest różna zależnie od uzyskiwanych wyników: 8, 6, 4 zł BRUTTO.
jeszcze w zimie rozmawiałam z dziewczyną.... z wielkim żalem mówiła, że za pracę przez cały listopad zarobiła 705zł BRUTTO.
niedawno miałam rozmowę z klientką - mówiła o swojej, cytuję: gównianej emeryturze 1600zł.
kurde. przykro mi się zrobiło, bo pomyślałam o swojej pensji.


ale teraz mam drobny odpoczynek od pracy.
przed świętami córcia dostała gorączki.
powędrowałyśmy w piątek do lekarza. młoda dostała syropki a ja zwolnienie lekarskie.
jeszcze rzadna choroba się nie "wykluła", więc antybiotyków nie dostała.
więc w święta siedziałyśmy sobie w domciu.
nie powiem - jedna noc była dla mnie bardzo stresująca - z soboty na niedzielę u młodej przez klika godzin utrzymywała się temperatura 39,2. ale dałyśmy radę.
i niby trochę lepiej potem było, a po chwili znowu wracała gorączka.
dzisiaj poszłyśmy znowu do lekarza i tym razem dostała antybiotyk, choć jakiegoś konkretnego powodu tych gorączek nie można było znaleźć.
a ja do piątku znowu mam zwolnienie lekarskie.

i jak tak sobie siedziałam w domu - to trochę musiałam i ja wyleżeć i odpocząć po "gorączkowych przebojach" ale potem dostałam energii i siły. zawsze korzystam z tego robiąc porządki w domu. wysprzątałam sobie kuchnię i łazienkę :)
ostatnio trochę mi się mieszkanko wzięło i zaniedbało... ale tak mi się dzieje, gdy w pracy zaczynam robić w nadgodzinach.
niby tylko siedzę i gadam... ale takie ciągłe skupienie i kontrolowanie każdego słowa jest męczące.
ostatnio miałam pecha. padło w końcu i na mnie. - trafili w odsłuchaniach na moją rozmowę, gdy... hhhmmmm..... dosyć stanowczo rozmawiałam z klientem.
okazało się, że jest to niedopuszczalne no i zostanie obniżona moja premia kwartalna. czyli 3 miesiące bardzo dobrych wyników są niczym wobec jednej gorszej rozmowy. :/
od kierowniczki dostałam zadanie "bojowe": przez 10 dni mam liczyć ile razy używam w rozmowach konkretnych zwrotów grzecznościowych.
mam się cieszyć, gdy klient będzie zlecał zrobienie przelewu, bądź mogłam mu coś wyjaśnić. nie wystarczy, żę w rozmowie powiem "dziękuję za..." - musi być "serdecznie dziękuję"...
i jeszcze jest kilka takich innych wazeliniarskich kwiatuszków słownych.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-03-18 12:55
 dzisiaj wyszłam z domu o 7.40.
na piechotkę poszłam sobie do centrum - miałam umówioną wizytę u okulistki.
potem przeszłam się trochę po deptaku i odkryłam, że w centrum zrobili sklep h&m.
następnie w drodze powrotnej zrobiłam spory łuk i poszłam do apteki po kropeki.
i potem już do domu. dotarłam o 10.
fajnie było się tak przejść. kilka kilometrów pyknęło. tylko szkoda, że trochę spalin przy tym zaliczyłam. byłam ciepło ubrana a marsz mnie dodatkowo rozgrzał.
jak przyszłam do domu, zrobiłam sobie smaczne kanapeczki i kawkę.
okazało się, że w domu zaczęło mi się robić zimno i gorąca kawa wcale mnie nie rozgrzała.
owinęłam się z koc. zimno dalej było.
owinęłam się w dodatkowy koc - baaardzo wolno zaczęłam się zagrzewać.

a teraz siorbię drugą kawkę :)
dwa koce zadziałały.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-03-17 15:49
tak sobie nieraz oglądam programy, w których są porady jak lepiej wyglądać, jak zatuszować makijażem niedoskonałości urody, jak odpowiednim strojem maskować, to co jest niezbyt ładne i eksponować "atuty".
jakoś ogólnie wkurza mnie to określenie: eksponować atuty.

i można się tak maskować makijażem, ciuchami.... stwarzać jakiś swój wizerunek.
ale jednak potem w zaciszu sypialni....
przy wspólnym przysznicu..... wszystko wychodzi.
zwłaszcza panowie mogą mieć niemiłe niespodzianki.

www.pomponik.pl/zdjecia/zdjecie,iId,1081312,iSort,5,iTime,1,iAId,76834

tak mi się to napatoczyło dzisiaj w necie.

Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-03-17 15:09
 w piątek był śnieżny kataklizm.
nawet po głównych ulicach miasta jechało się tragicznie.
do pracy miałam na 8 rano, więc sytuacja nie była jeszcze tak bardzo zaawansowana. kończyłam pracę o 17 - a wtedy już nie padało.
ale i tak jazda samochodem była ciężka.
dla mnie to fajne wyzwanie. bardziej bałam się, aby ktoś we mnie nie wjechał... bo o swoje umiejętności jakoś nie miałam obaw.
po pracy jechałam na urodzinki do bratowej.
ta moja bratowa to niezła jest!
he he
jakoś o telefonach zaczeliśmy gadać. bo mój orange wnerwia mnie niesamowicie. oni mają telefony w play.
i najlepsza psiapsiółka bratowej też.
bratowa zaczęła wychwalać ilość darmowych minut w pakiecie - miesięcznie 800 do wszystkich sieci ( że ciężko to wydzwonić) no i w ramach play  też do wszystkich za darmo.
i zaczęła się sama śmiać, że   facet jej psiapsiółki podliczył, ile minut ona wydzwoniła.... i wyszło że 900 w ciągu ostatniego miesiąca.... a jak jeszcze dołożyć do tego minuty, które to bratowa wydzwoniła do psiapsiółki....  to myślę, że wyjdzie spokojnie ponad 1600....
i tak się zastanawiam....
o czym można tyle gadać?
no.... myślę i nic mi do głowy nie przychodzi. eeeee.... taka pusta jestem, że nie umiałabym tyle rozmawiać?


dzisiaj dowiedziałam się, że brat zachorował na różyczkę. dostał zwolnienie lekarskie.
:/
ciekawe, czy się pozarażamy.
ja nie chorowałam na dziecięce choroby. córa zaliczyła tylko wiatrówkę.
pożyjemy - zobaczymy.


mój samochód wygląda jak jedna wielka żałość.
ogólnie brudny jest. ale to taka norma w taką pogodę.
ale dzisiaj zostałam fachowo ochlapana brudną wodą przez inny samochód.... i jest tak totalnie zaciapany... masakra jakaś.


Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-03-11 00:12
 oglądałam w tv powtórkę jakiegoś programu. fragment, w którym aktorzy mężczyźni wypowiadali się o utrzymywaniu dobrej sylwetki, diecie.
było ich trzech: pierwszego nie znam, drugiego widziałam kiedyś w "na wspólnej" i trzeci to Karolak.
dwóch pierwszych katowało się dietami, skrupulatnie przestrzegając zaleceń dietetyka. dzwonienie do dietetyka z błaganiem o zezwolenie zjedzenia kostki czekolady... jakoś dla mnie ... to chore jest.  takie katowanie się. ale widać inni tak potrafią. i może nawet lubią.
i oczywiście - wiadomo wysiłek fizyczny jest niezbędny.
jeden z nich stwierdził, że chce dojść do wagi 69-70 kg.
kurde! to delikatnie więcej niż ja teraz! to co to za facet?
jakoś najbardziej normalnie i tak... po ludzku mówił Karolak. ma trochę sadełka, lubi pojeść i z dietami sobie nie radzi... masakra jakaś mówi - ja też tak często mówię. i z dietami bym sobie nie poradziła.
i jedyne co mnie ratuje to sport.

i kurczę..... niby ten facet od wagi 69-70 przystojny jest.... ale... kurde.... facet  ma być większy i cięzszy od kobiety.
a sadełko?
ja mam trochę.
i fizycznie taki facet jak Karolak... taki mniej więcej jak on.... z jakimś bicepsem, z zarysowanymi mięśniami na klatce i tym jakimś sadełkiem - to mi zdecydowanie bardziej odpowiada niż gościu skrupulatnie wyliczający kalorie.
no i nieraz się czegoś najem... jakiejś pizzy, czekolady czy innego jedzenia mało dietetycznego... w ilościach mało dietetycznych.... i co potem? i potem masakra jest.
dla mnie jedynym rozwiązaniem jest sport.
już się nie mogę doczekać, bo niedługo w pracy wyrobią mi kartę do klubu fitness :) i będę naginała :)

a dzisiaj właśnie oglądałam też program o Halinie Młynkovej. wypowiadał się o niej Jan Nowicki. ogólnie chwalił wielotematowo, ale powiedział coś, co mi tu pasuje.
stwierdził, że ogólnie Halina jest za szczupła, za chuda nawet....
bardzo nie podoba mu się, że zapanowała teraz  cyt. " moda na bezdupie".
też tak myślę.

kobieta powinna mieś jakieś krągłości. mniejsze lub większe, ale mieć je powinna.
mężczyzna powinien być mężczyzną, silniejszym, większym
a ta cała moda.... te wychudzone i głodne modelki... te dziewczyny starające się je naśladować... szkoda mi ich.
sama nie wiem... a może niektórzy tak lubią? mieć wszystko pod totalną kontrolą.
każdy kęs przeliczony, wprowadzony do organizmu o określonej godzinie
niektórzy doprowadzają organizm do skraju...
wpadają w choroby związane z żywieniem
 tłumaczą to modą właśnie
tłumaczą to trendami
tłumaczą to nowoczesnym stylem życia....
tłumaczą chudość wymogami zdrowego /???/ życia
pokazują, jaką to oni mają silną wolę panując nad organizmem.
a ten, kto nie jest na diecie - jest zacofany.

nigdy na diecie nie byłam. a jeżeli kiedykolwiek będę - to tylko ze wskazań lekarskich, tylko z powodu jakiejś choroby.


Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-03-07 08:00
 kurde....
trochę byłam  zaskoczona po przeczytaniu.....
ale jak tak sobie  potem pomyślałam.... to się jednak nie dziwię.
w tej instytucji kasa jest bogiem, a reszta to fasada.
choć z pewnością są też jednostki wartościowe, które nic nie mają do powiedzenia i są tępione przez system.


wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13516396,Naukowcy_obalaja_mit_Matki_Teresy___Nie_taka_swieta_.html#BoxSlotII3img
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-03-03 00:03
 zaliczam swoje dołki naprzemiennie z górkami.
ot taka norma.
co mam wypłakać, to wypłaczę, ale w tym wszystkim jest ogólnie ok.
dni mijają normalnie.
córa rośnie. kurde - nastolatka mi się robi.
niby z jednej strony mała "dorosła" stawia się i co jakiś czas mamy awanturkę.... ale potem jest chwilka ciszy i przytulańsko.
ogólnie moja córa jest straszną przylepą.
i kurde ładna rośnie.
i kurde inteligentna jest.
:)
młoda zaczyna już zastanawiać się, kim będzie w dorosłości.
powoli zaczynamy rozmawiać, co chciałaby robić... co lubi robić teraz, z czym sobie dobrze radzi.
ostatnio stwierdziłyśmy, że ma niezłą łepetynkę do angielskiego.
nie widzę, aby uczyła się słówek czy czegoś innego z angielskiego a ma same piątki i szóstki.
ostatnio znowu poprosiła mnie, abym ją odpytała ze słówek z końca podręcznika z zakresu chyba 10 lekcji.
elegancko wszystko pamiętała.
ma łepetynę niezłą.
i tak rozmawiałyśmy, że angielskiego nauczyć się musi - bo to podstawa.
a do tego jeszcze jakiś inny język bardzo mało popularny: coś skandynawskiego bądź innego egzotycznego  coś może... może tłumaczem zostanie?
hhhmmm...
sprawiła mi ta rozmowa dużą przyjemność i córa też potwierdziła, że fajnie było jej tak planować i rozważać. :) a jak ostatecznie potoczą się jej losy? zobaczy się! ale wiem, że trzeba dużo rozmawiać, zwłaszcza jeżeli córa sama tego potrzebuje i lubi. może inne pomysły nam do główek powpadają :)

wiem, jakie to ważne dla dziecka... bo ze mną nikt o mojej przyszłości nie rozmawiał, nikt się nie pytał, co lubię robić, nikt nie wskazywał, czym mogę się zajmować... byłam zostawiona sama sobie. a że nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić... i ogólnie byłam do niczego... to tak jakoś ta moja edukacja rozlaźnięta jest całkowicie. :/

ogólnie fajnie jest. choć różnie bywa.... ale ogólnie dobrze jest. :)

przez przypadek dowiedziałam się, że w mojej firmie można wykupić sobie tanie karnety do klubu sportowego "pure" :)  65zł - już w kadrach dałam zgodę na potrącanie składki z pensji :)
od połowy kwietnia ćwiczyć będę :)
bardzo się cieszę, bo brakuje mi ruchu.... a takie domowe brzuszki jakoś.... nie zawsze systematycznie wychodzą. a tak - zapłacone to i mobilizacja do chodzenia jest. :)
kilogramów trzeba mi zrzucić! kurde, bo już się zaczynam ze sobą nienajlepiej czuć :/
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2013-02-07 09:16
 myślę sobie o tych całych związkach partnerskich.

faktem jest, że związki homoseksualne są. tacy ludzie też muszą mieć możliwość życia w legalnych, sformalizowanych związkach. muszą mieć takie same prawa i obowiązki jak legalny związek kobiety i mężczyzny
.

ale dziwi mnie legalizowanie związków partnerskich kobiety z mężczyzną.
nie rozumiem tego.

niby nie chcą formalizować związku jako małżeństwo.... a jednak chcą mieć takie same prawa jak para po ślubie..... a nabycie takich samych praw jako związek partnerski też przecież będzie wymagało podpisania "jakiegoś papierka" w urzędzie.
więc.... po  co nowy formalny twór o nazwie związek partnerski dla kobiety i mężczyzny....
....skoro już taka forma istnieje o nazwie.... małżeństwo....

chcą mieć takie same prawa jak w małżeństwie..... ale nie chcą aby ich związek nazywał się małżeństwem? dziecinada.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2013-02-02 20:16
 już od pewnego czasu zastanawiam się.... staram się przypomnieć sobie... ale nie wychodzi. :(
nie mam wspomnień z dzieciństwa  o mamie.
wiem.... zawsze była..... (no i wciąż przecież jest)
zawsze dbała....
zawsze pilnowała....
całe życie poświęciła wychowywaniu dzieci....
ale nie mam z nią wspomnień.
:(
dla ojca zawsze była ważniejsza wódka i koledzy.
no i ogólnie więcej go w domu nie było..... bo sobie przypomniał, że edukować się trzeba i kilka lat spędził w internacie na uczelni milicyjnej... gdzie też chlali wódę do nieprzytomności.

jak to mała dziewczynka - chciałam być księżniczką dla swojego tatusia.
gdy szliśmy gdzieś całą rodziną, to ja zawsze szłam z tatą za rękę. tata zawsze chodził dosyć szybko, a ja byłam z siebie niesamowicie dumna, że potrafiłam tak wyciągać nogi, że umiałam mu dotrzymać kroku....
pamiętam "sprowadzanie taty do parteru"
gdy tata sobie leżał na wersalce.... zaczajaliśmy się do niego z bratem.... i błyskawicznie ściągaliśmy tatę na podłogę i przygniataliśmy sobą.
a potem było "ujeżdżanie" taty - doprowadzaliśmy go do pozycji "na czworaka" i siadaliśmy tacie na plecach i miał nas wozić po mieszkaniu. oczywiście starał się nas zepchnąć, ale my walczyliśmy. zawsze było dużo śmiechu.

mamy z dzieciństwa nie pamiętam.

nie pamiętam też dokładnie kiedy dotarło do mnie, że  ... to nie jest mój tatuś.... tylko ojciec, który woli chlać wódkę.
pamiętam....gdy byłam mała... często przez to płakałam.... pijany ojciec.... wiem, że mama  dużo ... bardzo dużo przez niego płakała.... bardzo dużo.
nauczyłam się wtedy nic nie chcieć dla siebie, nauczyłam się nie stwarzać problemów... nauczyłam się nic nie wymagać.... bo wiedziałam, że mama wystarczająco dużo kłopotów ma przez ojca.



Komentarze: 6 pokaż »
-----------
2013-02-02 15:34
 poszła sobie baba do lekarza....

od ładnych kilku miesięcy czasami zaczyna mnie łaskotać w uszach. i tak tak głębiej, w kanalikach i czuję takie łaskotanie aż w kierunku szyi. a podrapać się nie można....zwariować czasami można.
niekiedy czułam też takie drobne ukłucia. nachodziło mnie to... połaskotało i po chwili przechodziło.

byłam u laryngologa. to nic, że musiałam prawie godzinę czekać na wejście do gabinetu, bo "poślizg" był w przyjmowaniu jakiś... :/

no więc wchodzi baba do lekarza.... mówi o dolegliwościach .... lekarz ogląda otworki.... i lekarz twierdzi, że jakichkolwiek zmian nie zauważa. a na pytanie baby - to co to może być? odpowiada: wszystko.
no to się dowiedziałam. :/
dostałam receptę bez wyjaśnień, co to i po co..... byłam zbyt wkurzona i zmęczona, żeby się jeszcze dopytywać....
w internecie sprawdziłam co to za leki..... 2 antybiotyki w maściach do uszu i nosa, krople do nosa i zyrtec na alergię.
lekarka nie zlecając badań, w ciemno dała leki :/ któryś pewnie by zadziałał :/
a gdy poszłam do apteki, to mnie szczyściło. jedna z maleńkich tubek maści kosztowała 47zł! i to ta do nosa. właśnie tyle.
oooo nnnniiieeeee......
kupilam tylko zyrtec i maść do uszu....
ogólnie jestem alergikiem i wg mnie łaskotanie w uszach  może mieć coś z tym wspólnego. a lekarka nawet się o to nie spytała.
jak mi nie przejdzie - pójdę do innego lekarza.


Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-01-27 15:26
 no i kończy mi się błogie lenistwo.

w weekend u "ex" córa się rozchorowała. okazało się, że ma zapalenie oskrzeli.
wzięłam zwolnienie lekarskie.
przez pierwsze dni była gorączka a jak ona minęła to zaczął się męczący kaszel. ale ogólnie córcia dobrze zareagowała na antybiotyk. w piątek byłyśmy na kontroli u lekarza - dostała jeszcze jakieś syropki. ogólnie jest w miarę w porządku, ale jeszcze do końca miesiąca nie puszczę jej do szkoly. bo najgorzej jest przeziębić świeżo wyleczoną chorobę.
a wolny czas wykorzystałam na czytanie.
w poniedziałek wyporzyczyłam z biblioteki "cegłę". biografia Camille'a Pissarra, jednego z twórców impresjonizmu. autor Irving Stone. stron posiada 790 :) i już prawie skończona :) aż mnie pupa boli od siedzenia :) ale jestem zadowolona.

niebardzo chce mi się wracać do pracy.
lubię być w domu.
ale wiem też, że gdyby mi przyszło tak częściej czas spędzać, to... to lubienie z pewnością by się zmniejszyło.
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2013-01-13 17:41
 dzisiaj w tv rozmawiali na temat miłości od pierwszego wejżenia.
czy coś takiego wogóle istnieje?
jeżeli kogoś spotykasz i czujesz jakąs iskrę, jakieś uderzenie w emocjach....
człowiek jest wtedy pod wrażeniem wyglądu, jakiegoś zachowania, głosu, zapachu.... może go wtedy  złapać nagłe pożądanie.... a przy bliższym poznaniu nasza miłość od pierwszego wejżenia może się okazać zwykłym egocentrykiem....

a czy taki stan  jest równoznaczny z miłością?
dla mnie miłość jest czymś, co rodzi się z czasem.... najpierw jest iskra, która przyciągnie.... a potem jest potrzebny czas.... dużo czasu.....
musi narodzić się zaufanie, wzajemne zrozumienie swoich niedoskonałości, fizyczna i emocjonalna intymność....

myślę, że gdzieś tam są jacyś szczęśliwcy, którym trafiło się coś takiego.

i tak się zastanawiam nad sobą.
nauczyłam się, że jak ktoś mówi "kocham cię" - są to puste słowa. że liczy się fasada pokazywana rodzinie i znajomym.
nauczyłam się, że okazując zaufanie -  można być nieźle robionym w konia.
i jeżeli przyjdzie mi kiedyś spotykać się z kimś z myślą o długotrwałym związku.... jak będę mogła odróżnić kłamstwa dobrego aktora od szczerości?
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2013-01-04 22:49
 czy fakt pojawienia się dziecka w małżeństwie świadczyć musi o iskrzeniu?
...pewnie często tak jest. i oby w parach mało atrakcyjnych fizycznie uczucia i emocje powodowały to iskrzenie.
....ja tak u siebie nie miałam.... trudno mi mówić o iskrzeniu.
sam fakt, że był seks - to już było wielkie coś dla mnie. ale nie było u mnie chęci delektowania się ciałem męża.... kurde.... bo nie było czym się delektować..... nie podobało mi się.... ale ... tak... seks był.... tak... robiłam "TO"  - i właśnie ten sam fakt był w jakimś stopniu podniecający, satysfakcjonujący...
i z takiego związku nieiskrzącego też jest dziecko.... a dlaczego jest?.... zdecydowałam się dlatego, że już mogłam sobie na to pozwolić... - w pracy dostałam umowę na stałe....
... tak samo ten mój cały związek....
kurde...
porażka....
zaczęło się, bo bałam się, że nikt inny mnie nie zechce.
trwało, bo byłam ugodowa, zawsze uśmiechnięta i niczego dla siebie nie chciałam
ślub był, bo po 3 latach chodzenia już wypadało....
dziecko było, bo już dostałam umowę w pracy.... no i już wypadało mieć....
i... dopuki byłam uśmiechnięta i nie wymagałam większej uwagi i pomocy... było dobrze.....
a gdy przestawałam sobie radzić i potrzebowałam pomocy, zaczęłam czegoś chcieć dla siebie, a pod wpływem antydepresantów zaczęłam być odważniejsza i mówiłam, co mi się nie podoba  - to już przestało być cokolwiek...

i kurczę.... na sobie dowiedziałam się, że wzajemna atrakcyjność fizycna jest bardzo ważna....
w małżeństwie nabawiłam się odrazy do seksu i do własnego ciała, pogłębiały mi się kompleksy, frustracje.... myślałam, że coś jest ze mną nie tak, że jestem jakaś "niedorobiona" i felerna...
na szczęście w odpowiednim czasie spotkałam "lekarza", który mnie wyleczył z lęków, obaw i pokazał, że potrafię być łóżkowym wariatkiem.

i wg mnie tak samo jak dobre dobranie się charakterami, ważne jest dobre dobranie się pod względem fizyczności.

podobała mi się ostatnio reklama płynu do płukania ust listerine (o ile dobrze pamiętam pisownię) o łagodniejszym smaku.
pokazywali tam ludzi jedzących różne rzeczy: ostrą papryczkę, watę cukrową, zielonego ogórka...
tak.... każdy z nas lubi co innego.
i tak samo jest z wyglądem. jeden lubi kogoś chudego jak patyk a inny kogoś  okrąglutkiego jak dynię.
i wiem, że popełnilam błąd na siłę wiążąc się z kimś, kto mi nie odpowiada... licząc, że przy dobrych chęciach i staraniu się - wszystko będzie dobrze.....

Komentarze: 6 pokaż »
-----------
2013-01-03 13:20
 ostatnio w pracy dowiedziałam się, że żona takiego jednego kolegi jest w ciąży.
i tak jakoś skłoniło mnie to do pewnych myśli dotyczących fizyczności.
chłopak jest bardzo sympatyczny, z fajnym poczuciem humoru, jest inteligentny.
no ale.... ta jego fizyczność...
wysoki, nieproporcjonalny, raczej długie nogi i ręce - takie pałąkowate. szczupły, ale z zarysowanym już brzuszkiem, klatka zapadnięta, spora wada wzroku i okulary z grubszymi szkłami, widoczna wada zgryzu, wielki nos. do tego problemy ze skórą....

jak dla mnie - jest to istota całkowicie aseksualna.

kiedyś przez przypadek spotkałam go z żoną w przychodni. ona ma wygląd takiej szarej, bezbarwnej osoby. z twarzy nawet sympatyczna, bez jakichś oznak... hhmm... brzydoty. ot, taka zwykła dziewczyna.

i tak, jak sobie popatrzyłam na tego chłopaka.... i pomyślałam o seksie.... kurde.... no.... trudno mi sobie to wyobrazić....
przecież wiem, że każdy ma prawo do satysfakcji w łóżku, do odczucia uniesienia, orgazmu....

ale z drugiej strony wiem też, że w seksie ważna jest też atrakcyjność fizyczna.
jest bardzo ważna - tego akurat dowiedziałam się na swoim doświadczeniu. mój "ex" nie był dla mnie atrakcyjny fizycznie. wręcz był taki, jaki nie powinien być wg mnie facet.... ale cóż..... pomimo to związałam się z nim ze strachu, że nikt inny mnie nie zechce, w wyniku moich kompleksów - był zwykłym chłopakiem, który mnie chciał.
potem mogłam się dowiedzieć, jak to jest być z facetem, który jest i świetnym człowiekiem i w dodatku ma ciało, które jest naprawdę pociągające.
wiem, jaka jest róznica.

i kurczę.....
jak tak sobie patrzę na tego kolegę....
do seksu jest potrzebna atrakcyjnośc fizyczna.... a on....
czy bycie sympatycznym, czułym i troskliwym jest w stanie wzbudzić pożadanie?
czy to jest w stanie wzbudzić chęć wycałowania każdego centymetra ciała?

kurczę...


Komentarze: 3 pokaż »

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz