niedziela, 13 września 2015

Ja - rys historyczny 2012

na nowy rok
2012-12-30 10:32
 wszystkim stałym i przypadkowym zaglądaczom do mojego kawałka internetu...

jeżeli macie schowane gdzieś na dnie w swoich serduchach jakieś pragnienia...
.....to niech się one spełnią w nadchodzącym roku

uściski dla wszystkich
:)
Komentarze: 7 pokaż »
-----------
2012-12-20 11:13
 dzisiaj tak sobie oglądałam w tv, jak jedna znana babka z rozczuleniem wspomina dzieciństwo, święta, ciepło czasu spędzanego z rodziną.... mówiła, że na samą myśl, łezka kręci jej się w oku...
i tak sobie pomyślałam....
czy mam taki czas w dzieciństwie, do którego wracam z sentymentem, rozczuleniem...
czy jest czas nastoletni, do którego chciałabym powrócić......
kurczę...
nie.
już nie raz o tym myślałam, nie raz się zastanawiałam... i jakoś nic mi do głowy nie przychodzi.
nic, do czego chciałabym wrócić.
Komentarze: 8 pokaż »
-----------
2012-12-17 21:37
 tak oto mama i córa robiły sobie wzajemnie prezenty niespodzianki pod choinkę

młoda już jakiś czas temu obwieściła, że coś mi kupi i już wie co.

chciałam kupić córci jakaś niespodziankę, coś czego wcześniej nie sugerowała, nie podpowiedziała. początkowo była na to zgoda. ale potem młoda postanowiła:  chce mieć bluzę i sweterek - i już wie jakie. zaprowadziła mnie do sklepu (przy okazji jeszcze dodatkowe zakupy się zrobiło) - po kupnie fatałaszków zaznaczyłam, że dostane je dopiero na święta. koniec kropka.
i tak  pomyślałam sobie, że i tak zrobię jej jeszcze jakąś drobną dodatkową niespodziankę. w sobotę kupiłam jej taki zestawik adidasa: woda toaletowa i żel pod prysznic. całkiem fajny zapach.
zadowolona z siebie schowałam dodatek do szafy.

dzisiaj młoda z koleżanką poszły w centrum handlowym kupić niespodziankę dla mnie a ja poszłam po zakupy spożywcze. jak kupiłyśmy, co chciałyśmy, wyruszyłyśmy razem do domu.
w drodze powrotnej zerkalam na zawartość reklamówki córy...
no i widok był mi znajomy :)
już w domu okazało się, że na niespodzianki dla siebie kupiłyśmy sobie dokładnie to samo :)
strasznie rozbawiła mnie ta sytuacja. córę też. chciała mi zrobić niespodziankę, ale jakaż to wyszła niespodzianka :)

a córci i tak jeszcze coś dokupię. pasek, albo dwa. ostatnio jęczała, że nie ma. :)

Komentarze: 7 pokaż »
-----------
2012-12-16 15:13
Irving Stone
"Udręka i ekstaza"

fajnie napisana biografia Michała Anioła Buonarotti.

przetrzymuję książkę już zdecydowanie za długo.... dawno powinnam ją oddać do biblioteki... ostatnimi czasy nie miałam "fazy" na czytanie. nadgodziny w pracy i ogólne zmęczenie zrobiły swoje. teraz nadrabiam zaległości.

ten fragment zwrócił moją uwagę. :)

„Odrzucił zewnętrzną skorupę. Teraz zagłębiał się w masę, posiadł ją. W tym akcie tworzenia potrzebne było pchnięcie, przenikanie aż do punktu kulminacyjnego, całkowitego posiadania. To był prawdziwy akt miłosny, kojarzenie się jego wewnętrznej treści z nieodrodnymi formami marmuru; zapładnianie, bo on rzucał nasienie i stwarzał żywe dzieło sztuki.”
Komentarze: 5 pokaż »
-----------
2012-12-15 20:16
 no! :) udało się!
drobna odwilż wieczorem się zrobiła - wypsiukałam do końca letni płyn i mam już odpowiedni :)

zamarznięty płyn letni nie unieruchomił mi samochodu :) wystarczyło przetrzeć szybę śniegiem, machnąć wycieraczkami i można jechać :)

no i jak to różnie bywa...
w czwartek miałam wolne. rano zawiozłam młodą do szkoły, wróciłam do domu... i pomimo zamiaru porobienia czegoś pożytecznego - padłam. miałam na sobie dżinsy, skarpety, bluzkę z długim rękawem, gruby swetr... na dodatek owinęłam się w wełniany koc ... i.... trzęsłam się z zimna leżąc na kanapie... ożywiłam się nieco, jak poleżałam przysypiając trochę, co nie oznaczało, że zrobiło mi się ciepło.
wczoraj miałam do pracy na 13. rano zawiozłam córę do szkoły i po powrocie do domu znowu spodziewałam się powtórki z rozrywki.
no a tu niespodziewanka.
jakaś energia mnie złapała i prawie całe mieszkanko posprzątałam :)
dzisiaj też całkiem nieżle się czuję :)

dzisiaj nocuje u nas koleżanka z klasy mojej młodej.
właśnie siedzą w łazience. od godziny. i jakoś nie zapowiada się, żeby prędko wyszły.
Komentarze: 0
-----------
2012-12-10 21:21
 przegapiłam ten moment.... :(
nie ma to tamto...
przegapiłam :(
jakoś nie zdążyłam wypsiukać letniego płynu do spryskiwaczy... i nie wlałam zimowego...
no i naszły minusowe temperatury... no i mi płyn zamarzł :(
... jakaś odwilż by się przydała...

zaliczyłam w sobotę wizytę u endokrynologa.
nic nowego się nie dowiedziałam.
mam dalej brać lek a w styczniu znowu mam zrobić badanie krwi i przyjść na wizytę.

Komentarze: 6 pokaż »
-----------
2012-12-07 22:10
 córa już pojechała na weekend to taty.
mam spokój...
cały dzień minął mi niesamowicie leniwie.
miałam dzisiaj wolne, a że córa trochę charczała w gardle - to jej do szkoły nie puściłam.
no i siedziałyśmy razem. tylko po zakupy pojechałam przed południem... no i drugi raz około 20-tej.
a tak... dzień był senny, leniwy , spędzony pod kocem na kanapie. co chwila przysypiałam ... i dobrze mi z tym było :)

co jakiś czas kupuję sobie nowe piwa na posmakowanie.
teraz piję książęce złote pszeniczne.
smakuje mi.

teraz na twarzy mam napaciane jakiejś odżywki/maseczki... czy innej tam mazi....
stwierdziłam, że... kurde.... czas zaczyna nadszarpywać mi skórę.... eeehhhh....
ogólnie czytałam też, że mój japoński przyjaciel haszimoto powoduje też wysuszenie skóry.... pocieszam się, że to właśnie on jest sprawcą.... bo na skórze twarzy robi mi się  taka "siateczka"...

no tak...
piwo w szklaneczce na dnie już tylko zostało
trzeba zmyć twarz
potem prysznic
mycie włosów i też jakiejś odżywki napaciam....
i do spania :)

jutro przed pracą idę jeszcze do endokrynologa. ciekawe, czy powie mi coś nowego, czy da jakieś nowe zalecenia, jakieś porady...
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2012-12-05 12:44
 - mamooo... a ty tą czapkę, co sobie kupiłaś, to będziesz zakładć?
- po  to kupiłam, żeby zakładać przecież... gdy będzie potrzeba....
- łeeee.... to nie noś jej, gdy będziesz ze mną gdzieś szła, dobrze? bo śmiesznie wyglądasz.


kurde - fajnie :/ mama w czapce to kwas :/

łykam tabletki na tarczycę.
widzę już pierwsze pozytywne rezultaty - włosy mi tak bardzo nie wypadają :) no i ostatnio, gdy w pracy wchodziłam na 3 piętro - nie kręciło mi się w głowie i nie miałam zadyszki
:)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2012-11-24 19:42
no to już mam przyjaciela na całe życie.
przyjaciel nazywa się Hashimoto.
mam też przyjaciółkę na całe życie.
przyjaciółka ma na imię Borelka.
:)

dzisiaj byłam u endokrynologa.
dostałam pJĘkne małe tableteczki i będę je wcinać.

uuuuffff.....
cieszę się, że już wiadomo, dlaczego ja taki zdechlak jestem.
kurde.... bo jak ktoś naginał kiedyć na aerobiku, a potem zasuwał w tą i spowrotem aż do wyplucia płuc na basenie.... a teraz wejście na 3 piętro po schodkach powoduje drżenie mięśni w udach i zadyszkę.... to proszę państwa ....tu musiało być coś nie teges.

muszę jeszcze moją bratową przymusić do zrobienia badań. bo jak tak sobie gadamy.... to ona też by podpadała pod niedoczynność tarczycy. i dlatego będę jej dziamoliła do skutku! ma badania zrobić i tyle!


 w rodzinie mojej internetowej znajomej działają pewni muzycy. właśnie wydali nową płytkę. można ją kupić w empiku.
a jak grają?
a tak grają!

www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch

Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2012-11-22 13:33
 i tak sobie pomyślałam...
kiedyś bratowa powiedziała mi, że chciałaby mieć tylko córki, bo córki będą jej pomagały na stare lata...
a teraz jak sama postępuje?

ogólnie chęć posiadania córek jest też związana z jej pruderyjnością.... bo jakże poradziłaby sobie z pielęgnowaniem ciała chłopca? a potem z jego rozwojem....
mama mi mówiła, że jak tylko w telewizji jest pokazywane cokolwiek związane z fizycznością, ciałem, seksualnością - to ona odwraca głowę zmieszana, milknie albo znajduje pretekst żeby wyjść z pokoju.
sama kiedyś byłam świadkiem, jak byłabardzo zmieszana, wręcz zbulwersowana  widokiem mężczyzn z afrykańskiego plemienia tańczących prawie nago w wiosce pokazanym w programie w tv.... najpierw chowała się za gazetą a potem wyszła do innego pokoju i tam sama siedziała. :/ potem brat musiał ją "przepraszać i ugłaskać".


kurde...
bardzo żałuję, że kiedyś byłam szczera wobec bratowej. mówiłam jej o swoich bolączkach, trudnościach, obawach, popłakiwałam ...
bardzo żałuję.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2012-11-22 09:12
 podłość wraca udeżeniem.

do obu mam dociera dobitnie, że moja bratowa traktuje ich roszczeniowo i przez pryzmat swoich wymagań.

właśnie rozmawiałam ze swoją mamą.... opowiadała przez łzy....

moja bratowa ma przyjaciółkę. taką nalepszą przyjaciółkę. potrafią codziennie gadać bez końca.
no i bratowa w tych rozmowach dokładnie z każdej strony obgadywała swoją mamę.... (ciekawe, jak oberwało się mi i mojej mamie?)
wyśmiewała się z niej... a to że kiedyś chodziła ubrana jak bezguście a to że teraz się stroi niewiadomo po co... że jest wariatką, że jej odbija, że jest histeryczką, że jest głupia....
i ostatnio ta przyjaciółka rozmawiała na tem temat ze swoją znajomą spotkaną w przedszkolu swojej córki.... mówiła o tekstach, które słyszała i że kompletnie tego nie rozumie.... że jej zazdrości mamy, która jej we wszystkim pomaga, choć jej samej jest ciężko....
i okazało się, że ta znajoma.... jest też dobrą znajomą mamy bratowej....
no i dotarło do niej, kim jest dla córki....
kobieta się totalnie załamała...
ale otwarło jej to oczy.

wczoraj mama bratowej pojechała do swojej córki porozmawiać.... na spokojnie chciała powiedzieć, że chce mieć swoje życie, chce być szczęśliwa....
a reakcja jej córki?
histeria, płacz, wrzaski i oskarżenia.... a głównym zarzutem wobec jej mamy były teksty: "a ile dni opiekowałaś się dziećmi w lipcu? a ile dni w sierpniu?!... że z urodzin brata wsześniej wyszła, bo jej się gdzieś śpieszyło!"
bratowa wrzeszczała, że jej mama jest wariatką, że coś jej się w głowę porobiło....
a mój brat wtórował żonce....

wczoraj mama rozmawiała przez telefon z moim bratem.... nie można było się z nim dogadać.... zwłaszcza, że jego żonka siedziała obok i słuchała .... stwierdził, że mama jego żony przyleciała do nich z awanturą..... tylko nie był w stanie powiedzieć, czego dotyczyła ta awantura.
mama próbuje umówić się na rozmowę z synem w cztery oczy, tak żeby jego żonki nie było.... od długiego czasu to się nie udaje.

dla nich powodem do obrazy jest to, że obie babcie nie przejęły całkowitej opieki nad dziećmi.... bo bratowa taka umęczona jest i wykończona.... a przecież siedzi w domu i nie pracuje...
już kiedyś pisałam, że niesamowicie podobało jej się, gdy żona mojego brata ciotecznego powiedziała, że oddała w czerwcu swoje córki babci na całe wakacje i ją to nie obchodzi, czy to babci pasuje czy nie, bo ma się nimi zająć - tak.... zazdrościła jej, mówiła to wprost.

no i ogólnie mama usłyszała w rozmowie, że ja się dobrze ustawiłam, że mama mi córkę wychowała i że rodzice zajmują się tylko mną....
tak więc i mi się obrywa.

kurde.... a przecież jakieś 2, 3 lata temu mówił mamie otwartym tekstem....
potwierdzał, że jego żona lubi kłamać i że nienawidzi naszą rodzinę...


to jest taki chyba nawet częsty schemat..... brat mojej mamy też ma taką żonę.... wrzaskliwa histeryczka, która lubi gdy wszystko kręci się wokoło niej i wszystko jest po jej myśli.
ona też go przerobiła....

Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2012-11-20 23:06
 kupiłam sobie czapkę na zimę.
cieszę się, bo już zwątpiłam, że się na coś zdecyduję.
powiedziałam o zakupie dziecku mojemu ukochanemu.
no i moje dziecko ukochane jedyne już na samą wiadomość o takim zakupie - zaczęło się ze mnie nabijać.
padalec jeden!


moja mama rozmawiała znowy z mamą mojej bratowej.....
kobieta jest załamana postępowaniem swojej córki.
zaprosiła ją z rodziną na obiad. owszem - przyszli. praktycznie jedyne wypowiadane słowa to były odpowiedzi na pytania w formie: tak/nie. i była jeszcze prośba o wlanie zupy do słoika, żeby moglisobie na później zabrać do domu.
aaaa.... i jeszcze było dziękuję, gdy dostali po 50 zł dla dziewczynek.
obydwoje: bratowa z moim bratem obrażeni, nie odzywający się.

mama bratowej ostatnio była też u swojej córki w odwiedzinach.... wyglądało to tak, że bawiła się z wnuczką w jej pokoiku a jej  córka siedziała milcząca w dużym pokoju....
... odwiedziny mojej mamy zazwyczaj tak wyglądały.... no i zawsze bratowa oczekiwała, że będzie dostawała słoiki z przygotowanym jedzeniem.... bo jak nie było "wałówki" to atmosferka zaczynała bardziej gęstnieć.

ostatnio bratowa znowu zagadywała mojego ojca o samochód. "tato, ale masz kupić jakiś mały samochód, żebym mogła nim jeździć". ot... taki już otwarty tekst z wymaganiami.... "bo przecież u was i tak samochód w garażu stoi i mało jeździcie"

moja mama wkurzyła się jeszcze bardziej..... bratowa oczekuje, że rodzice dadzą jej samochód, żeby miała swobodę i wygodę.... i może jeszcze będą tankowali, podobnie jak to było z pożyczaniem poprzedniego ...
a jak rodzicom  będzie potrzebny samochód... to co? mają prosić, żeby im oddała?

brat siedzi cicho, popiera wszystko, co mówi żonka....

mama kiedyś usłyszała tekst od bratowej: "jak on będzie robił coś nie tak - to pakuję dzieci i wyprowadzam się do swojej mamy" (coś nie tak - czyli nie po jej myśli)
ha!
to teraz będzie miała problem, bo się obraziła na swoją mamę.
ogólnie.... gdy mama bratowej usłyszała ten tekst od mojej mamy... to tylko wielkie oczy zrobiła...
ogólnie narasta w niej wielki żal, smutek, gorycz.... dociera do niej, że ma podłą córkę.... która oczekuje od swojej matki robienia obiadów, ciast, dawania pieniędzy..... i ciągłego traktowania jej jako centrum uwagi.


moja mama stwierdziła, że i u niej  skończy się wpraszanie na obiadki, skończą się słoiczki i dogadzanie....
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2012-11-18 16:55
 no tak.... i księża już nawołują przeciwko in vitro....
jak tak się cofnąć w czasie te kilkaset lat.... to kościół zawsze tępił naukę i postęp.... ostatnio czytałam biografię Galileusza - miał facet problemy.... Kopernik też by miał, ale "szczęśliwie" zdążył umrzeć.... tak samo tępili ludzi badających ludzkie ciało, wykonujących pierwsze sekcje...

arcybiskup Dzięga pisze, że in vitro jest przeciwko godności ludzkiej i prawu bożemu... i że jest to nierozumna ingerencja w prawa natury....

skoro tak się księża powołują na prawa natury.... to ja proponuję, aby odłączyć chorych od respiratorów i innych urządzeń podtrzymujących życie, żeby mogli sobie w zgodzie z naturą umrzeć. umrzeć godnie....
a jak szanownego księdza złapie zawał - to niech nikt go nie ratuje - jak ma być zgodnie z naturą: jak będzie silny to przeżyje, jak słaby umrze.
a jak się urodzi dziecko z poważną wadą serca - to też nie wolno robić operacji ratującej życie - wszak lekarze zmienialiby dzieło i wolę boga.

dużo jest hipokryzji w myśleniu duchownych.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2012-11-13 12:41
  ta moja bratowa ma narąbane w głowie.
kłamie ciągle i manipuluje.
półtora tygodnia temu, gdy wiedziałam, że pójdę na zwolnienie lekarskie, zadzwoniłam w piątek do bratowej z ofertą pomocy  - powiedziałam, że mogę przywozić jej córcię ze szkoły do domu i zawozić ją do szkoły, gdy będzie miała na popołudnie. rano, na 8, nie dałabym rady ponieważ moja córa zawsze ma na 8 do szkoły i ją też zawożę... i nie wyrobiłabym sie a wstawanie wcześniej (a to byłaby wcześniejsza pobudka dla mojej córci) i przebijanie się przez poranne korki do bratowej i potem do szkoły nie wchodziło w grę - tak jej powiedziałam.... bratowa ucieszyła się, podziękowała i powiedziała, że sprawdzi grafik pracy mojego brata i da znać, kiedy będę potrzebna.
no i ok. i czekałam na sygnał.
we wtorek wieczorem dzwoni brat i "skradając się" dopytuje, czy mogłabym jego córę odebrać w środę ze szkoły.... zdziwiłam się, że tak się dopytuje.... powiedziałam mu o rozmowie z jego żonką... że kilka dni czekałam na jakiś sygnał.... i nic.... a on był bardzo tym zaskoczony, bo nic nie wiedział, że chciałam pomóc....
bratowa tak właśnie robi.... nie przekazuje informacji. robi wszystko, aby brat czuł, że nikt z rodziny nie interesuje się nimi, nie oferuje pomocy. rozmawiałam z moją mamą i to potwierdza...,
od mojej mamy dowiedziałam się też, że nie wożę córci brata na 8 rano do szkoły bo mi się nie chce. :/ taką informację przekazała jej bratowa.

ojciec dostał propozycję dorobienia kilku stówek w miesiącu (poza tym, że ma ogólnie pracę jako emeryt).
dorobienie ma polegać na tym, że codziennie o 6.30 rano  i około 16-tej,  w takim niewielkim biurowcu obok bloku gdzie mieszka ojciec, ma wydawać i odbierać pracownikom klucze do pokojów..... rano i popołudniu półtorej godzinki. a jeżeli będzie taki dzień, że ojciec nie będzie mógł - to moja mama tam pójdzie. tak jest uzgodnione z szefem tej firmy.
bratowa z bratem na tą informację..... nie znając nawet szczegółów - okazali swoje niezadowolenie..... i nawet brat nie chciał słuchać.

a dlaczego?
tego niechcący dowiedziałam się od córci brata.
wiozłam ją do szkoły. mała sama zaczęła rozmawiać, pytać....
najpierw zaczęła mnie przepraszać, że mam przez nią kłopot, że muszę ją podwozić.... bo babcia ma pracę i dlatego ona i jej siostrzyczka nie będą już mogły do nich jeździć ani nie będzie mogła jej wozić do szkoły.....
zdębiałam.
- babcia ma pracę???? a kto ci to powiedział?
- mamusia... i dlatego już nie będziemy  mogły jeździć do babci i do szkoły też nie będzie nas wozić....

musiałam dziecku wytłumaczyć, że babcia nie ma pracy, tylko może raz w tygodniu będzie zajęta przez półtorej godziny, albo dwa razy....
no i pytam się jej:
- a czy kiedykolwiek jeździłaś do babci po 6 rano?
- ... no nie....
- no więc sama pomyśl... dlaczego nie mogłabyś do babci pojechać po szkole ?
- i powiedz, co ma wspólnego babcia z wożeniem ciebie do szkoły? przecież babcia nie ma prawa jazdy....
 - to tak.... babcia nie jeździ....
- a wiesz dlaczego dziadek nie może teraz ciebie wozić do szkoły?
- dlaczego?
- bo dziadek samochód rozbił. w znak drogowy strzelił i samochód stoi teraz w warsztacie i czeka na naprawę.
- aha.....

tak oto bratowa głupoty gada swoim dzieciom.


a w związku z tym, że ojciec samochód rozbił i po oględzinach rzeczoznawca powiedział, że koszt naprawy przekroczy wartość samochodu - ojciec będzie kupował inny.
ojciec miał C5.
jest to bardzo duży samochód. ciężko jest nim wjechać do garażu, a że ojciec gruby jest, to i ciężko mu się w ciasnym garażu z samochodu wysiadać. takim dużym samochodem ciężko też jest zaparkować na zapchanych parkingach. a w dodatku silnik był 2-litrowy - to i ubezpieczenie drożej wychodziło.....
 - dlatego namawiam ojca na kupno mniejszego samochodu. ciężka to sprawa, bo ojciec ma narąbane w głowie i może jakiegoś cudaka kupić....
bratowa rówież namawia ojca na mniejszy samochód.
a dlaczego?- wczoraj się dowiedziałam.
 - bo ja nie będę się mordowała w takiej kolubrynie! jak siadałam w cytrynie to mnie ledwo było widać zza szyby (bratowa jest bardzo niska). przecież ja zaparkować nie mogę normalnie! ja nie zamierzam jeździć znowu w czymś wielkim! ojciec ma kupić taki samochód, żebym mogła normalnie jeździć!

...taaaa..... ona sobie wymyśliła, że ojciec ma kupić samochód, żeby jej pasował do wożenia dzieci.
:/
i brat też ma takie zdanie.
przecież, gdyby miał inne, to żonka by mu żyć nie dała :/

i jestem na siebie zła.... bo ja mam zawsze taki spóźniony zapłon..... powinnam od razy wtedy jej powiedzieć, że ojciec będzie kupował samochód dla siebie a nie dla niej i to głównie jemu ma pasować.



mama bratowej od ponad 2 lat jest wdową.
od kilku miesięcy spotyka się z pewnym panem.... też wdowcem, już od 10 lat....
kobieta odżyła. zaczęła dbać o siebie, jest szczęśliwa....
bratowa niedawno się dowiedziała....
i co?
zrobiła swojej mamie awanturę.
jej mama nie może się z kimkolwiek spotykać!
bo jak się spotyka - to oznacza że nie liczy się z jej uczuciami!

mama mojej bratowej rozmawiała z moją mamą....
musiała się wypłakać, wyżalić....
moja bratowa ciągle z niej drwi, wyśmiewa się ze wszystkiego....
tak jak kiedyś się z niej wyśmiewała, że chodzi brzydko ubrana, że jest bezguściem, że jest zaniedbana.... to gdy  zaczęła o siebie bardziej dbać - to też słyszała tylko drwiny....
... mówiła, że ma podłą, egoistyczną córkę.....

oj..... wiele jest "sprawek" bratowej, które ranią jej i moją mamę. wiele jest manipulacji, kłamstw, przeinaczania...
ja z bratową nie mam większego kontaktu, ale i tak czasami słyszę teksty bratowej.... również takie dotyczące mnie..... bo ja się kurczę nieźle w życiu ustawiłam.... ehhh.....

a brat... przerobiony.... potakuje.... chce mieć święty spokój.... jak pan dulski....

Komentarze: 5 pokaż »
-----------
2012-11-13 09:08
 ćwiczenie z książki do muzyki, klasa 5.
było kilka rządków nut i polecenie:

"Zagraj na dzwonkach melodię opartą na trójdźwiękach triady harmonicznej gamy C-dur. Zwróc uwagę na brzmienie toniki, subdominanty i dominanty. "

nic nie zrozumiałam. poczułam się z tym niezrozumieniem dziwnie, wszak to 5 klasa.... ale pocieszające było to, że i córa nic z tego nie rozumiała.

a triada to dla mnie japońska mafia.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2012-11-12 22:21
 uuuuffffff......
żyję :)
a ciężko było.
w kość dały pieśni patriotyczne.
jutro muzyka i trzeba było podszlifować.....
córa się musiała trochę powściekać.... a to melodia jej nie wychodziła.... a to coś jej się zapomniało, pomyliło....  no i mi się przy okazji oberwało.
kurde!
właśnie się nade mną znęca psychicznie! "siadła" na mnie i każe mi śpiewać! zołza jedna!
niedoczekanie!
pogieło ją.
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2012-11-11 13:04
 dzisiaj moja córa ma urodziny :)
skończyła 11 lat :)

dałam jej trochę kasy - zaprosiła kilka osób do mc donalda, a potem kilka dziewczyn przyjdzie do domu :) będzie trochę zamieszania :)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2012-11-07 16:17
 ostatnio trochę porobiłam sobie badań krwi.
mamy w firmie pakiet medyczny, no i powiedziałam lekarce, żeby tak "od serca" pozaznaczała mi badania krwi.
no i pozaznaczała.
ogólnie wyniki są dobre.
znalazł się jeden odnośnie tarczycy, wskazujący na niedoczynność.
dzisiaj robiłam usg tarczycy i jeszcze inne "tarczycowe" badania.
eeehhhhh....

:/
w usg sensacji nie ma, ogólnie norma, choć widoczny jest stan lekkiego zapalenia.
natomiast krew... 3 parametry są w normie. ale jeden niestety nie.

przeciwciała anty-TPO
norma od 0 do 35
mój wynik 307

z tego co wyczytałam - wychodzi mi, że mam chorobę Hashimoto. (o takiej możliwości napomknęła też lekarka podczas ostatniej wizyty)


jeżeli to by było to - to przynajmniej będzie wiadomo, dlaczego ja ciągle taki zdechlak jestem! może to dziwnie zabrzmi. :) dla mnie to nawet byłby pozytyw - bo teraz wiem, że można będzie coś z tym zrobić. :)

na piątek znowu umówiłam się do lekarza. pewnie będę też musiała stawić się u endokrynologa.
Komentarze: 5 pokaż »
-----------
2012-11-06 20:40
 moje dziecko ma w szkole muzykę.
dzisiaj na ocenę miała śpiewać hymn. ostatecznie nie śpiewali...
ale przez to wczoraj moje dziecię wyśpiewywało mi hymn w przejęciu, że jej nie wychodzi i że fałszuje.
dzisiaj dla odmiany moje dziecko śpiewało pieśni patriotyczne. ma się nauczyć 3 na pamięć.
spytałam, czy nauczycielka wyjaśniła o czym są - nie wyjaśniała. hymn ma nauczony, ale też nie wie czego (jakich sytuacji i ludzi) to dotyczy.

ma być to nauka patriotyzmu, czy bezmyślnego wklepywania tekstu na pamięć?
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2012-11-04 20:08
 czuję się dziwnie.
gdy byłam w piątek w pracy i potem już wieczorem w domu - czułam się fatalnie.
ogólnie było mi chłodno a policzki miałam gorące - no ale temperatury nie miałam.
pobolewało mnie gardło. ogólnie w głowie mi szumiało (i ciągle szumi).
czuję się jakaś przytkana - jakbym miała na głowie jakiś "hełmofon". ogólnie nie mam siły.
tak.... czuję się zdecydowanie dziwnie. jest lepiej niż w piątek, ale jest dziwnie.
myślę, że w zatokach mi się nachlupało za dużo i może być potrzebny antybiotyk.

jutro idę sobie do lekarza i strzelę sobie zwolnienie lekarskie do końca tygodnia.
ostatnio probiłam  badania krwi. parametrów mi wybadali mnóstwo i ogóie wszystko jest w normie, choć jest kilka rzeczy poniżej lub powyżej normy - jutro się dowiem o co "kaman".
i nawet usg brzucha miałam robione - wypełnienie jak najbardziej na miejscu i w normie :)
od kilku dni znowu  wciągam leki antyalergiczne i na szczęście działają dobrze :)

przyda mi się kilka dni w domu. ostatnio zaniedbałam zaglądanie w domowe zakamarki
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2012-11-03 20:14
 mieszkam obok cmentarza. zupełnie nie przeszkadza mi takie sąsiedztwo.
ostatnie dni zapełniły moją okolicę straganami, samochodami i ludźmi.
ludzie jak w amoku dźwigali naręcza kwiatów, zgrzewki lampek różnorakich....
kwiaty żywe... kwiaty sztuczne - kiczowate tak bardzo, jak tylko mogły być.... lampki - im większe tym lepsze chyba, bardziej ozdobne....
dla kogo to wszystko?
czy zmarłym zależy na naręczach różowo żółtych plastikowych kwiatków? dodatkowo pochlapanych woskiem lub okopconych, aby nikt na połasił się na te cudeńka...
dla kogo to wszystko?
bo co?.... bo jak więcej kwiatków nawali ktoś na grób - to ma większą pamięć o zmarłym i jest lepszym człowiekiem? może dla poprawy samopoczucia to - a na grobie obok mniej świeczek i kaiatków jest - my bardziej pamiętamy... (a że raz w roku.... to szczegół)
biznes się kręci na wyścigu... kto więcej, kto kolorowiej.... kto zmarłemu lepszy "dach" nad trumną wystawił...
dla kogo to wszystko?
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2012-10-27 20:42
 tak się skradam do udania się na zwolnienie lekarskie. skradam się tak już od września. gardło mi ostatnio szwankowało, ale jakoś przeszło. teraz rzuciło mi się na zatoki... tak mi się wydaje... albo i nie... bo zaczęłam  właśnie brać leki antyalergiczne i trochę mnie puszcza ciśnienie przymózgowe.
ale i tak się dalej skradam do tego zwolnienia. już nawet sobie w listopadowym grafiku namierzyłam-wpasowałam odpowiednie dni: 5 dni zwolnienia i łącznie 10 dni wolnego wyjdzie :) a co!
ogólnie zmęczona jestem, bo ostatnio trochę nadgodzin tłukę w pracy i czasu na odpoczynek mi brak... i na takie zwykłe nicnierobienie też czasu brak.
no ale siła wyższa.... braki w kasie robią swoje.
niby ostatnio co nieco więcej na konto wpłyneło, bo i jakaś premia skarłowaciała była, a to i jakieś nadgodziny wypłacili.... i zasiłek socjalny dostałam po zakupach książek szkolnych...
ale i wydatków było co niemiara.
samochodowe zwłaszcza mnie 'przetrąciły" - bo to i ubezpieczenie płaciłam, i badanie techniczne było i wymiana opon niedawna też... a i jeszcze muszę nowe pióra w wycieraczkach nabyć.... eeehhhhh.... no i jeszcze dzisiaj przeżyłam samochodowe rozczarowanie.... delikatny przymrozeczek był... taki tyci... i miałam problem z odpaleniem samochodu rano.... muszę akumulator kupić....
a i na domowe tematy kasa poszła.....
ale przy domowych wydatkach to przynajmniej popiskiwałam z radości :) córcia ma już zamontowany nowiutki, śliczniutki, pobłyskujący żyrandol :) mam też dywan w moim pokoju i u córci też :) i te dywany właśnie najbardziej wprawiały mnie w to popiskiwanie radosne :) pokoje jakoś tak przytulniej wyglądają. jest teraz jakaś zamknięta całość :) miła, przyjemna, delikatnie włochata :)
kupiłam też nową deskę kibelkową, bo poprzednia była własnonożnie pęknięta (czyt. stanęłam nogą na deskę podczas malowania sufitu w łazience) - zakup połowicznie udany. wydawało się, że pasować będzie - wyglądała w sklepie ładnie a i wielkość fachowo na kartonie odrysowałam i przymierzyłam w sklepie.... a tu ani wielkośc ani wygląd nie pasuje... deska jest silikonowa a w niej zatopiony jest piasek i muszelki.... ogólnie ładna, ale jednak nie pasuje.... ale ma jedem plus niezaprzeczalny - jak się siada na tą deskę to nie czuć takiego chłodu plastiku. przyjemnie dotknać udami takiej deseczki :)
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2012-09-20 15:32
 ponad rok temu ojciec złamał sobie w pracy rękę.
zgłosił to u pracodawcy, administratora budynku, zus-u i pzu.... jest dosyć obeznany w pisaniu różnych pism i myślał, że sam wszystko pozałatwia.
niestety.
pzu wypłaciło jakiś minimalny ochłap, zus dopatrzył się błędnej daty w papierach ze szpitala i uznał, że nic się nie należy. i ogólnie wszyscy umywali ręce i udawali głupa nawet, gdy ojciec skierował sprawy do sądu.
jednak gdy za odzyskiwanie odszkodowań zabrał się odpowiedni adwokat - aaaaaa.... to już inna sprawa.
w pismach treści były praktycznie te same, jednak nadawca inny.
na efekty długo nie trzeba było czekać.
dosyć szybko ojciec został skierowany na drugą komisję zus.... gdzie lekarka popisała się totalną niekompetencją.... nawet nie chciała oglądać zdjęć rtg - powiedziała wprost, że się na tym nie zna.... a na decyzji wpisała kategorię urazu z tabeli.... która dotyczyła złamania podudzia.... jak ojciec powiedział to adwokatowi, to ten zaczął się śmiać, że wezmą odszkodowanie i za rękę i za podudzie :)
w zus-ie od razu zorientowali sie i przysłali poprawkę.... i właśnie dzisiaj ojciec dostał z zus-u kasę. a adwokat mówi, że jeszcze będzie chciał wyrwać z zus-u odsetki i zadośćuczynienie.
tak samo chce przycisnąć pzu, pracodawcę ojca i administratora budynku (ojciec potknął się o dziurę w wykładzinie).

jak wielu ludzi nie otrzymuje należnych im pieniędzy....


a tak z innej beczki....
moja córa już się nie może doczekać.... kiedy dostanie pierwszej miesiączki.....
uuuffffff......
tłumaczę kobiecie, jak chłopu na miedzy, że nie ma się do czego śpieszyć... że jeszcze się obluzga i opłacze z bólu.... że zobaczy, jakie to fatalne jest, utrudniające codzienność....
ale nie.... ta wypatruje pierwszych symptomów....
ostatnio siedziała na kibelku...
- mamo!!! chodź tu!
- a po co ja ci tam potrzebna?
- no chodź!
.... pokazuje mi papier, którym wycierała pupinę.... i tam była taka ciemniejsza smużka...
- mamooo..... a to ci podpada pod brąz czy pod czerwień???

no i kurde wymiękłam :) :) myślałam, że padnę ze śmiechu :)








Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2012-09-12 14:25
 czasami śmierć przychodzi na życzenie.
młode małżeństwo, jakoś 2 lata po ślubie. fajni, pozytywni ludzie.
pojechali w tym roku nad nasze morze na wakacje.
wróciła tylko ona.
poszli się kąpać w morzu.... było to dzikie kąpielisko. był tam ogólny zakaz kąpieli, ponieważ dno było bardzo nierówne i tworzyły tam się niebezpieczne wiry. dodatkowo wtedy były jeszcze wywieszone czerwone flagi zakazujace kąpieli ze względu na złą pogodę....
oni poszli się kąpać.... ciągnął ich wir.... inni ludzie ruszyli im na pomoc....


kurde... w pracy zaczynają z nas robić tresowane małpki. :/ szkoda słów....

właśnie zaczęłam drążyć temat premii, którą dostałam... w 1 i 2 kwartale miałam podobne wyniki.... ale premię za 2 kwartał dostałam o połowę mniejszą :/.  chcę od mojej kierowniczki uzyskać konkretną odpowiedź.... pewnie się nie doczekam, narazie uzyskałam ogólniki....
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2012-08-31 23:27
 no i stało się.
nasza świnka morska zdechła.
skończyłam pracę o 22-giej i gdy przyjechałam do domu - świnia była już sztywna.
córcia jeszcze około 19 była w domu - wtedy wychodziła do mojej mamy.... ciekawe, czy wtedy świnka już zdechła....
córcia pojechała dzisiaj na weekend do swojego taty... uuuufffff..... powiem jej, gdy wróci. nie chcę jej psuć  weekendu.
ogólnie koniec wakacji ma "ciekawy" - jeszcze te osy były....

ale przynajmniej ma wyremontowany pokój - bardzo mi się podoba moje dzieło :)
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2012-08-29 18:40
 wczoraj dziecko moje zostało pogryzione przez osy.
szła chodznikiem, jakiś facet kosił trawę.... no i wyleciały złe takie... i wzięły i podziabały....
5 ugryzień było.
młoda bardzo się wystraszyła, płaczu było wiele, krzyku i popiskiwania....
ja byłam pracy wtedy w pracy i córcia po ratunek dzwoniła do mojej mamy.
ostatecznie trafiła do przychodni i dostała zastrzyk.
sprawa skończyła się dobrze. ale córa ma teraz awersję do owadów fruwających.
nie ma co! niezłe zakończenie wakacji!

dopiero teraz chyba wyłazi ze mnie zmęczenie po malowaniu pokoju.
w pracy usypiałam na siedząco. musiałam nieźle kamuflować ziewanie podczas rozmów z klientami :) oby nikt się nie zorientował :)
Komentarze: 3 pokaż »
...
2012-08-26 21:32
 ostatnio w zasadzie nic się nie działo.
praca, spożywczak, dom....
i jakoś tak w kółko.
myśli dołujące też się plączą, ale daję radę. uśmiechnięta chodzę.
ostatnio nawet był dzień, w którym dostałam trochę komplementów :)
pierwszy był rano od córci. stwierdziła: bardzo ci ładnie w tej bluzce i że ogólnie bardzo ładnie wyglądam. a potem już gdy wchodziłam do pracy - spotkałam koleżanki z poprzedniego wydziału. dawno się nie widziałyśmy i ledwo mnie poznały. zaczęły się zachwycać moim wyglądem. usłyszałam, że rewelacyjnie wyglądam. :) fajny dzień to był.
ostatnio zaczęłam drobny remoncik pokoju córci.
robię malowanie. są dwa kolory: sufit i 3 ściany to jasna wanilia a jedna ściana to kolor wrzosowy. na ścianie wrzosowej (trochę ciemny kolor wyszedł) będzie spora część wytapetowana na środku. tapety jeszcze nie kupiłyśmy. ja wolałabym coś jasnego... a córa chce też coś fioletowego ze wzorami... zobaczymy, jak to wyjdzie.

muszę się wybrać do laryngologa.
gardło mi trochę szwankuje.
tyle gadaniny w pracy to i nie dziwota.
gadanie nauczycieskie w szkole to pikuś.
może na jakieś zwolnienie lekarskie pójdę. tydzień jakiś.... albo zaszaleję i dwa  będą! a co!
Komentarze: 1 pokaż »
...
2012-07-29 22:44
 dni mijają.
jeden
drugi
trzeci
... kolejne....
i jakoś "bezpłciowo" jest. nijak jest.

wczoraj oglądałam film "gdy goni nas czas" (o ile dobrze pamiętam tytuł)
... znowu ryczałam.
gdybym miała spisać listę rzeczy, które chciałabym zrobić.... jakieś marzenia dla siebie..... to sama nie wiem....

z jednej strony - nie chciałabym się cofnąć w czasie do jakiegoś etapu życia..... bo nie czuję specjalnie doprzeszłości sentymentu....
a z drugiej strony... jak sobie myślę, do czego w życiu "doszłam"... to mi się płakać chce....

nijak jest.
Komentarze: 3 pokaż »
...
2012-07-21 20:26
 dzisiaj kolejną koleżankę w pracy mocno zadziwiłam moim wiekiem :) he he
siedzimy sobie, luzik był w pracy... można było trochę porozmawiać.
najpierw usłyszała, że mam 11-letnią córkę. potem gdzieś w rozmowie padło, że jako nastolatka byłam spokojna, dużo czytałam i bidulka - nie mogłam sobie znaleźć chłopaka.
... potem, że w obecnym wydziale pracuję już 2 lata a ogólnie mam już staż ponad 10 lat pracy i że miałam ponad roczną przerwę w pracy....
a gdy zobaczyłam jej minę przy słowach "ponad 10 lat pracy" - to już się roześmiałam :)
a jak jej powiedziałam ile mam lat, to reakcja była taka, jak u innych :)
koleżance już zaczął nie pasować wiek mojej córci i to, że jako nastolatka byłam spokojna :) i jak dorzuciłam te 10 lat... :)
he he
miała niezłą minę :) :)


w pracy zaczynają wymyślać haczyki, przez które łatwo dostać zdecydowanie mniejszą premię, bądź ją wogóle stracić. jedno potknięcie - i ocena leci w dół i "łamie kark". i 3 miesiące pracy przepadają.... zostaje goła mini pensyjka.
Komentarze: 3 pokaż »
...
2012-07-19 22:34
 pierwszy dzień w pracy po urlopie był bardzo cięzki.... ufff... dobrze, że już mam to za sobą.
powalająca ilość maili, nowych informacji... a do tego poblokowały mi się hasła do pewnych programów.
ale przetrwałam! :) to najważniejsze. kolejne dwa dni były już normalniejsze :)

a po urlopie... już zaczęłam pracować w nowej lokalizacji mojego wydziału :)
kurka :) luksusowo jakby :)
pracuję w nowoczesnym biurowcu. warunki super! :) mamy też dodatkowo świetnie wyposażony pokój socjalny: jest piękna kanapa, nowoczesne krzesła, stoły, blaty, tv, fotel relaksująco-masujący, 2 rowerki stacjonarne i machinę: steper połączony z drążkami do trzymania rękami - nie wiem jak to się nazywa.
no i ogólnie jest pięknie, nowocześnie, modnie.....
niesamowicie się cieszę i doceniam....
... ale....
co z tego?
... skoro dalej za moją pensję nie jestem w stanie samodzielnie utrzymać siebie i córci????

eeeeehhhhh....
Komentarze: 1 pokaż »
...
2012-07-15 21:29
 kupiłam sobie fajny lakier do paznokci. zieleń z metalicznym blaskiem.
a co moje dziecko powiedziało?
- mamo :) fajny lakier! a ten kolor to jest taki, jak mają muchy co żywią się zepsutym mięsem!

:)


dzisiaj wieczorem plotłam dziecku warkoczyki. 4 sztuki blisko skóry z boku głowy. dziecko aż popiskiwało ze szczęścia :)
Komentarze: 2 pokaż »
...
2012-07-15 16:46
 no i po urlopie.
jutro będę przechodziła mały szoczek pracowo-powrotowy. ale dam radę :)

mogę powiedzieć, że wypoczęłam :)
 i najbardziej cieszę się z tago, że znowu zaczęłam w domu naginać brzuszki :) mam "motylka" do ściskania, no i kupiłam sobie "twistera" :) i jakoś fajnie mi, że znowu zaczęłam się ruszać, bo już czuję efekty :)
Komentarze: 0
...
2012-07-08 17:36
 jest godzina 17.35
termometr zewnętrzny wskazuje teraz temperaturę 53 stopnie. za chwilę skończy się skala...
w mieszkaniu mam 30 stopni.
siedzę w samej bieliźnie.... właściwie to ledwo siedzę....
właśnie wzięłam prysznic. chwilowo poczułam się lepiej.
ufffff.....
Komentarze: 0
...
2012-07-08 11:16
 w piątek o 18-tej byłam już pod blokiem.
powrót z wyjazdu był ciężki - upał był koszmarny... a że moja klima nie działa.... więc prażyłyśmy się niesamowicie.
ale ogólnie jechało się dobrze :)

spałyśmy w pensjonacie zacisze w wieliczce. polecam.

we wtorek, po przyjeździe do wieliczki i odświeżeniu się po podróży - od razu poszłyśmy zwiedzać kopalnię soli. fajnie miejsce.
niestety - cena biletów... uffff.... normalny + ulgowy = 90zł
następnego dnia pojechałyśmy do krakowa. nie chciałam jechać samochodem - nie znam krakowa, znając oznaczenia dróg - pewnie bym się zgubiła a i ze znalezieniem miejsca parkingowego byłyby pewnie problemy i koszt parkowania mógłby być spory.
jechałyśmy autobusem. połączenie jest bardzo dobre.10 minut spacerkiem od pensjonatu jest pętla autobusowa a w krakowie końcowy jest zaraz przy starówce i wielkim centrum handlowym.
czas spędziłyśmy fajnie a i zakupki wyprzedażowe się przytrafiły. :)
na wawelu nie wykupywałam biletów na wszystkie wystawy... byłyśmy w komnatach reprezentacyjnych, skarbcu i smoczej jamie... i.... kosztowało mnie to 64zł....
następnego dnia pojechałyśmy do piaskowej skały i jaskini wierzchowskiej. a w dniu powrotu do domu byłyśmy jeszcze w zamku w nowym wiśniczu.
gdyby nie te upały, dałybyśmy radę zobaczyć coś jeszcze.... ale przynajmniej będzie powód, aby wrócić w te rejony :)

rejony te są fatalnie oznaczone, jeżeli chodzi o miejsca atrakcyjnie turystycznie. gdzieś przy drodze z trudem można wypatrzeć znak.... jeden.... a potem nic.... i jeżeli nie wiesz, w stronę jakiego miasta skręcić - to nie trafisz. a czasami miasta, na które trzeba się kierować są odległe albo usytuowane w nieco innym kierunku :/ ogólnie momentami ręce mi opadały.

o!
i opaliłam się jednostronnie. pani w kasie na wawelu z uśmiechem spytała się: co? przysnęło się pani?
a właśnie, że nie przysnęło. całą drogę do wieliczki słońce prażyło po mojej stronie i nawet balsam z filtrem nie pomógł.... a że okno było otwarte....


gdy wracałyśmy widziałam temperatury wyświetlane na tablicach informacyjnych przy drodze: asfalt: 54 stopnie a powietrze: 37 stopni.

ogólnie jestem zadowolona z wyjazdu :)
Komentarze: 2 pokaż »
...
2012-07-02 15:42
 Dlaczego tak jest?.... dlaczego ciągle docierają do mnie informacje to takich schematach….
Kiedy kobieta ma dobrze w związku? Wtedy, gdy jest samolubna i potrafi właściwie manipulować i wykorzystywać faceta.

Brat z żoną i dzieciakami byli nad jeziorem z naszym bratem ciotecznym, jego żoną i dwiema córeczkami. Bratowa nie kryje zazdrości, że tamta tak sobie męża ustawiła…..
Brat cioteczny gotuje obiadki, smaży naleśniczki, zajmuje się córkami, porządkiem w domu… oczywiście też pracuje zawodowo i bardzo dobrze zarabia. Jego żona… ma pięknie „zrobione” pazurki i leżąc leniwie na kocyku z zadowoleniem stwierdziła, że odda córki na wakacje do matki męża i będzie miała w końcu święty spokój. A jak moja bratowa spytała się, czy tamta babcia tak chciała…. To tamta stwierdziła, że to obowiązek babci i nie ma znaczenia, czy chce. Tylko ciekawe, dlaczego nie odda dzieci pod opiekę swojej mamie… słyszałam jak kiedyś powiedziała, że jej mama nie lubi dzieci i trzyma się od nich z daleka. Żona brata ciotecznego podejmuje wszelkie decyzje sama… ostatnio nawet słyszałam, że sama podjęła decyzję o kupnie drugiego mieszkania…. Mężowi powiedziała tylko, kiedy ma przyjechać na podpisanie dokumentów – wcześniej on nic o tym nie wiedział…

Dzisiaj rozmawiałam o nich z mamą… brat cioteczny znalazł sobie żonę dokładnie taką samą jak jego matka…. Zapatrzoną w siebie, z wiecznymi pretensjami do męża, że nie jest wystarczająco dobry we wszystkim co robi…. A mojej bratowej aż żal, że brat tak bardzo nie skacze wokoło niej…. Tata bratowej właśnie tak skakał wokoło jej mamy…. Zakupki porobione, do obiadu wszystko przygotowane, po obiedzie posprzątane, w domu też wszystko potrafił zrobić, taka typowa złota rączka… a ona wiecznie z niego drwiła, żarty sobie stroiła i ciągle coś jej nie pasowało… nawet gdy umierał… to miała do niego pretensje, że on nie martwi się, jak ona sobie poradzi… tylko pytał o ich córkę…

No i moja mama tak sobie siadła… i zaczęła rozmyślać…. I zaczęła wymieniać związki w naszej rodzinie z podobnym schematem…. Kobiety nieźle się ustawiały wykańczając swoich mężów…. Żyły wygodnie wyżywając się na swoich mężach.

I na podobnej zasadzie są podli faceci, którzy potrafią wykorzystywać i uzależniać od siebie kobiety.

Kurde…. Dlaczego nie słyszę o małżeństwach z dłuższym stażem, które mogłyby być dla mnie przykładem? Normalnie … utwierdzam się w przekonaniu, że nie warto się pakować w jakikolwiek związek w przyszłości, bo nie jestem z tych twardych i wojowniczych kobiet potrafiących odpowiednio zadbać o swój interes w związku.
Komentarze: 1 pokaż »
...
2012-07-01 20:30
  upał mi doskwiera.... na tyle, że aż krótką kieckę założyłam, co jest zachowaniem niestandardowym u mnie.
ale pomogło trochę pławienie się w basenie. poszłyśmy z córcią. fajnie było. ale załamał  mnie trochę poziom mojej kondycji. kilka długości basenu i ... zdechlakuję.
no nic. trzeba się ruszyć.... trzeba coś z tym zrobić, bo to tak nie może być. no nie może i tyle.

we wtorek śmigamy z córą do wieliczki, krakowa i okolic. tylko 4 dni... powód krótkości wyjazdu - kasa. a raczej jej brak.
czy kiedyś będzie mnie stać na sensowne wakacje dla mnie i córki?


 redds już schłodzony - zaraz wyciągnę z lodówki. kto ze mną ogląda mecz? :)
Komentarze: 1 pokaż »
...
2012-06-30 15:58
 ostatnio miałam problemy z kompem. 2 razy lądował na leczeniu. teraz działa dobrze i mam nadzieję mu tak zostanie.
niestety utraciłam pewne dane... między innymi niektóre linki do blogów....


ostatnio miałam problemy z psyche... dołowałam wielotematowo.

ostatnio wcinałam antybiotyki. przez 20 dni. stawy już mnie boreliozowo nie kłują. ale siły wciąż nie mam....
ostatnio mierzę sobie ciśnienie krwi... pożyczyłam od mamy ciśnieniomierz.... tylko nie wiem, czy on prawidłowo mierzy.... dzisiejszy wynik: 96/39.... i mniej więcej na podobnym poziomie mam inne pomiary. choć ten "dolny" wynik mam raczej około 50.
jakoś ciężko mi funkcjonować z tym.... muszę się wybrać do lekarza.

ostatnio w pracy docierają do mnie informacje dotyczące podwyżek.... a raczej "podwyżek".... mam nadzieję, że dostanę sensowną podwyżkę, a nie to "coś" o czym mówią.... ja pokazałam, że potrafię mieć dobre wyniki....
..... jak okaże się to "coś" prawdą - to normalna załamka będzie....
Komentarze: 3 pokaż »
2012-06-10 12:31
chyba muszę zacząć spisywać różne powiedzonka i określenia, które wymyśla moja córa :) a kobietka ma  fajne poczucie humoru :)

są takie kobiety/dziewczyny lubiące opaleniznę z solarium, włosy na rozjaśniany blond, zbyt długie sztuczne pazurki i taki charakterystyczny sposób ubierania się.

ostatnio mijałyśmy taką. szła ubrana w dresy i niosła sportową torbę, więc z pewnością szła na jakiś trening - ale jej styl był rozpoznawalny.

ja takie określam: różowo niebieska dziunia made in solarium.

a moja córcia powiedziała: o! popatrz! idzie spieczona skwarka z odrostami!

córa ma skończone 10 lat i niekiedy zaczyna pisać różne teksty. ma swoje problemy z koleżankami, z chłopakami i różne przemyślenia. no i czasami je spisuje - do czego bardzo ją zachęcam.
młoda fajnie pisze, ma fajne stwierdzenia i słownictwo.
tytuły ostatnich dwóch "dzieł" to:
- chłopaki, czyli niezidentyfikowane obiekty biegające
- poradnik nie edukacyjny
Komentarze: 2 pokaż »
2012-06-10 11:22
i co tu zrobić....
wieczorami łapie mnie straszny apetyt.... zaczynam jeść "trochę" za dużo.
nie mogę się powstrzymać. tylko bym coś jadła i jadła.
a potem źle się czuję z przejedzenia, nawet następnego dnia boli mnie przez to głowa i czuję rozepchanie brzucha.
kurde....
chyba pójdę do apteki po jakiś chemiczny specyfik. :/
Komentarze: 0
2012-06-09 18:08
siedzę sobie od kilku dni na zwolnieniu lekarskim.
ostatnio jakoś gardło zaczęło mi szwankować. nie boli mnie tak jak przy chorobie.... ale czuję, że jest nadwyrężone przez gadanie. czuję ból, ale taki inny.
a do tego ostatnio znowu zaczęło mnie w stawach pobolewać, czułam takie wewnętrzne rozdygotanie, niepoukładanie... ogólne zmęczenie codziennością i koniecznością funkcjonowania...
a co! odpocząć muszę i tyle. w dodatku znowy wcinam antybiotyki. jestem w połowie. zostało jeszcze 10 dni...
kiedyś chodziłabym do pracy, wczuwałabym się w trudną sytuację, że trzeba pomagać, dbać o dobro wydziału... ale takie myślenie już mi przeszło. firma mnie tego oduczyła.
bo kto ma dbać o moje zdrowie jak nie ja sama?

trochę szkoda, że antybiotyki łykam... bo przecież mecze zdecydowanie lepiej ogląda się przy piwku :) :)
moja córcia krzywo na mnie patrzy... ale co tam! jak mogę mecz obejżeć to czemu mam nie oglądać?
mecz naszych dostarczył mi emocji :) podobał mi się, choć wynik mógłby buć nieco lepszy dla naszych.
ostatnio zastanowiłam się nad moim okazywaniem emocji. hhhmmm... nie ma takiego entuzjastycznego  "spontonu", nie ma pokrzykiwania, gestykulowania, głośnego śmiechu.
jakoś to wszystko w środku u mnie jest, co nie znaczy, że jestem śmiertelnie poważna, czy "cóś"...
i tak się zastanawiam, czy kiedyś przytrafi mi się jakiś "podskakujący okrzyk radości".
takie wesołe emocje są u mnie raczej na spokojnie, a te smutne emocje też są schowane.


jakieś 2 tygodnie temu byłam z ludźmi z pracy w kafejce. a że dziewczynom chciało się tańczyć, to wyciągnęły i mnie do jakiegoś klubu. nie ma co - wyskakałam się, potańczyłam. :) trochę mnie bawili młodzi goście, którzy kręcili się obok nas na parkiecie. a zwłaszcza bawiło mnie, gdy do mnie przystawiali się tacy w okolicach 20-tki.
następnego dnia miałam na 10-tą do pracy, więc "wcześniej" się zmyłam. wcześniej - to znaczy po 1 w nocy. znajomi jeszcze zostali. byli do końca... do 4 rano chyba :)
i gdy wracałam do domu to a się zdziwiłam. nigdy wcześniej o takiej godzinie nie chodiłam po centrum. a tu idę i widzę kupę ludzi. i taksówki śmigały cały czas. w sobotnią noc miasto tętniło życiem. była to dla mnie prawdziwa niespodzianka :)
Komentarze: 0
2012-06-09 17:45
perspektywa


dzisiaj byłam na wsi.
moi dziadkowie są już staruszkami i to takimi przez duże S
dziadek sobie pokuśtykał do drewutni i jakoś długo nie wychodził. poszłam sprawdzić, czy wszystko w porządku, czy się nie potknął... siedział sobie zadowolony i ostrzył jakąś ręczną piłę.
no i tak sobie pogadaliśmy przez chwilę.
no i dziadek zaczął jakoś o umieraniu mowić. kilku ludzi ze wsi już umarło.
- o i sąsiad też umarł... młody chłop przecież był! 72 lata miał!
- to młody?
- no a nie? ja mam już 89!


tak... dla niego 72 lata to nie jest tak dużo :)
i z mamą zaczęłyśmy o tym rozmawiać. moja mama ma 60 lat i gdy miała np. 40 to myślała, że za te 20 lat to już będzie struszką... a tu kurczę jeszcze staruszką nie jest :)
no a ja?
do 40-tki już mi zdecydowanie bliżej niż dalej.... i jakoś wcale nie czuję, że jestem jakaś stateczną, poważną kobietą dobiegającą 40-tki....
a tak kiedyś odbierałam kobiety w tym wieku.

no ale dziadek mnie dzisiaj nieźle rozbawił tym młodym 72-letnim chłopem :)

jak jestem na wsi to zazwyczaj myję samochód. ogólnie pogoda sprzyjająca deszczom jest, więc spodziewać się mogłam mojej normy: mycie samochodu = deszcz.
no ale kurczę nie tak szybko po umyciu! żeby chociaż godzinę oczy nacieszył! a tu figa z makiem!
Komentarze: 1 pokaż »
2012-05-22 08:58
moja mama jest bardzo zadowolona
- dostała decyzję o przyznaniu emerytury.
pracowała niewiele lat, bo głównie zajmowała się mną i bratem. w zus-ie musiała składać stertę papierów dokumentujących kiedy pracowała, jakie dochody miała - a nie było to łatwe do uzyskania, bo dane były już w archiwach państwowych. musiała jeszcze dokumentować, że jako dziecko pracowała na roli.
ale ostatecznie po wielu wizytach z zus-ie decyzję wczoraj dostała.
bardzo się z tego cieszy.

670zł - taką ma emeryturę.


ogólnie - dobrze, że ma cokolwiek....

...ale...
oto co znalazłam na stronie Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych

www.ipiss.com.pl/opracowania_min.html


Dla samotnie gospodarujących minimum socjalne w grudniu 2011r. wyniosło: 990,43 zł dla osoby w wieku produkcyjnym, oraz 994,20 zł dla samotnego emeryta.

analizując tabelę kosztów każdy dojdzie do wniosku, że cięzko jest normalnie funkcjonować przy takich parametrach: (wklejam fragment danych z tabelki)

Żywność 242,88
Mieszkanie 361,50
Edukacja 13,62
Kultura i rekreacja 106,59
Odzież i obuwie 46,50
Ochrona zdrowia 39,53
Higiena osobista 28,90
Transport i łączność 77,55
Pozostałe wydatki 73,37
Razem 990,43
- na 1 osobę

państwo skazuje swoich obywateli na nędzę.
dobrze, że ojciec ma dobrą emeryturę..... i że rodzice są małżeństwem, nienajlepszym, ale jednak...
bez tego moja mama nie byłaby w stanie funkcjonować

i dlatego zawsze będę twierdzić, że kobieta zawsze powinna pracować, aby dbać o swoją przyszłość, o swoją emeryturę.
zdawanie się tylko na utrzymanie męża i zajmowanie się tylko domem i dziećmi obróci się z czasem przeciw kobiecie.
mąż jest, a z czasem może go nie być. a jak go nie będzie to taka kobieta nie będzie miała z czego żyć. a wypracowanej emerytury nikt nie odbierze.
praca, własne pieniądze dają kobiecie niezależność.
Komentarze: 3 pokaż »
2012-05-09 08:28
oglądam właśnie paradę zwycięstwa w moskwie.
kurczę...
słucham ich orkiestry, patrzę na żołnierzy i na staruszków w mundurach... i tak jakoś dziwnie robi mi się na duszy, coś ściska w środku...
Komentarze: 3 pokaż »
2012-05-04 21:10
zazwyczaj, nie zawsze, gdy jest pełnia księżyca mam pewne sensacje ze spaniem i ogólnym samopoczuciem.
ostatnio przez dwie kolejne noce nie mogłam zasnąć. tłukłam się na lóżku... a ostatnio zarejestrowana godzina to 2 w nocy...
wczoraj natomiast od samego rana strasznie bolała mnie głowa. dobrze, że córcię przed południem zawiozłam do brata jej taty.
cały dzień przeleżałam, sporo spałam. od bólu było mi słabo a proszki nie pomagały.
ogólnie - wczoraj był dzień wyjęty z życiorysu.
natomiast dzisiaj wszystko nadrobiłam :) po bólu głowy śladu nie było i mogłam działać porządkując kuchnię i troszkę mój pokój też.
szafek dużo w kuchni nie mam, ale wszystkie półki zostały dokładnie wysprzątane, wszystko zostało przejżane, na nowo poukładane. wypucowałam też łazienkę, łącznie ze ścianami.
:)
na jutro zostawiłam sobie czyszczenie kuchenki i mycie podłogi.

dzisiaj zrobiło się już chłodniej :) fajnie :)
Komentarze: 1 pokaż »
2012-05-02 20:50
wczoraj na słońcu było 47 stopni.
właśnie sprawdziłam: teraz na dworze (godz.20.44) jest 23 stopnie... a w domu mam 27 stopni.
okna mam pootwierane.... czuję przyjemny chłodek. :)
oj, jak ja nie lubię upałów. uffff.....
jak jest mróz - to można założyć dodatkową warstwę ubrania i jest cieplej. a jak jest upał.... jest przecież poziom rozebrania, którego nie należy przkeraczać publicznie. na a nawet, gdy siedzę w domu w samej bieliźnie - to i tak jest mi za gorąco :/
uuuufffffff....

chyba znowu zacznę chodzić do ciuchlandów. dawno nie robiłam sobie rundek.
dzisiaj zajżałam tak całkiem przypadkowo. i dobrze, bo za 12zł kupiłam sobie naprawdę fajną bluzkę firmy h&m. fajowo :)
Komentarze: 3 pokaż »
2012-04-28 22:57
dzisiaj zaczęłam urlopowanie :)
jak się pracowało w jedne święta, sylwestra, nowy rok i drugie święta... to sobie teraz poleniuchuję :) łącznie zrobiło mi się tego wolnego 9 dni :)
dzisiaj działałam balkonowo - kwiatki posadzone :)

oglądam sobie teraz kilera. nie ma to tamto - teksty są niezłe w obu odcinkach. :)
Komentarze: 0
2012-04-21 22:26
dzisiaj wyżywałam się balkonowo.
solidnie podczyściłam balkon, przyszykowałam skrzynki i donice do sadzenia kwiatków.
trochę już powsadzałam do ziemi cebulek takich fajnych kwiatków, ale nie wiem, jak się nazywają. najważniejsze, że są fajne :)
no i późnym popołudniem stoi sobie wszystko elegancko, jest czysto, pachnąco...
ja zadowolona z siebie...
no i coś widzę na dworze, że zaczyna wiać wiatr.... słyszę już pomrukiwanie burzy....
a w donicach i skrzynkach... ziemia... a wiatr... wiu!... i wiu!!... rozwiewa wierzchnią warstwę....
i pierdziu!
i po moim wypucowanym balkonie!
i w dodatku, jak przez kilka minut miałam otwarte drzwi balkonowe, bo zdejmowałam schnące pranie... to mi ten wiatr do pokoju ziemi też trochę nawiał!
wwwrrr!!!!
no nic.
jutro znowu posprzątam.
muszę zabrać od mamy sadzoneczki kwiatków. :) fajnie będzie na balkonie :)

oglądałam dzisiaj x factora.
chcecie wiedzieć, jaki jest mój anty-typ mężczyzny?
ano... to ci trzej chłoptasie w białych wdziankach.
luuuudzie....
jak na nich patrzyłam, to mi się niedobrze robiło.
każdy z nich jest... bbbllleeee.... a łącząc ich razem, zrobili taką kumulację mojego BBBLLLLEEEE!
już Czesław jest zdecydowanie bardziej interesujący niż oni.
Komentarze: 2 pokaż »
2012-04-15 09:24
...to nie metoda wychowawcza.....
"ex" nie lubi wydawać pieniędzy na coś, co nie służy jemu.
mnie traktował dokładnie tak samo.
jeżeli coś miało służyć tylko jemu - to kasy nie żałował. potrafił nawet kłamać pomniejszając oficjalną cenę rzeczy, które nie były niezbędne a służyły tylko jemu.... albo powiększając ceny rzeczy, które były potrzebne a nie służyły jemu...
np.
kupił sobie kurtkę, taką lekką wiatrówkę chroniącą od deszczu... cena oficjalna 60 zł.
przez przypadek znalazłam metkę - cena oficjalna 260zł
ustaliliśmy kiedyś, że kupimy tani aparat fotograficzny, max do ceny 500zł. "ex" przecież wiecznie jęczał, że nie ma pieniędzy...
no więc kupił sobie aparat...
najpierw wręczył mi "łapówkę" - na moje urodziny nic mi nie dał, nawet kwiatka nie dostałam... za to tydzień po urodzinach dostałam najpierw ładną bransoletkę i kolczyki.... z czego się ucieszyłam... a po chwili usłyszałam, że kupił sobie aparat fotograficzny i że kosztował... 1600zł. ... aż mi się słabo zrobiło....  chciało mi się wtedy płakać...
kilka miesięcy później porządkowałam dokumenty domowe... znalazłam fakturę na aparat i stelaż... koszt 2400zł...

tak sobie ustawił wydatki domowe, że ja ponosiłam większość kosztów.... on płacił tylko czynsz a ja całą resztę... i ciągle słyszałam, że mu wiecznie coś z pensji obcinają....
na święta to ja zawsze kupowałam prezenty dla całej rodziny. pewnego roku powiedziałam dość! kazałam jemu kupić. był zdziwiony pomysłem, zbulwersowany... dlaczego ja?????
ale kupił... a następnego roku co zaproponował? - aby kupować prezenty świąteczne tylko dzieciom. no i ordzina na to przystała. ... więc on już kosztów ponosić nie musiał.

któregoś roku "się szarpnął" - powiedział, że odda mój samochód do lakiernika, bo rdza się trochę pokazywała. miałam wtedy seicento w kolorze czerwonym (nie metalik). powiedział, że lakierowanie 2 elementów kosztowało go 1000zł. podziękowałam bardzo, przyjęłam do wiadomości cenę, nie znałam się na cenach lakierowania...
jak powiedziałam to ojcu... to pierwsza jego reakcja: co on pierdoli!!!!! ojciec złapał za telefon i zadzwonił do swojego lakiernika... w tamtym czasie, cena polakierowania 1 elementu u niego to 200 do 300zł (300 jeżeli trzeba byłoby coś klepać... a u mnie nic takiego nie było)jakiś czas potem rozmawiałam z "ex" na ten tamat... spóścił z tonu... już było 700-800 zł... tłumaczył się, że nie pamięta... a baran przecież prowadził tabelkę w exelu z jego wydatkami...
jakiś czas póżniej mieliśmy jeszcze jedną ostrą rozmowę ogólną odnośnie finansów... cena lakierowania jeszcze się zmniejszyła...

przez pewnien czas byłam naiwną żonką, która wierzyła i ufała mężowi.... ale debil zapomniał, że ma swoje konto w banku w którym ja pracuję... i przyszedł czas, gdy zaczęłam sprawdzać systematycznie ile zarabia i gdzie robi przelewy...
zarabiał sporo....
a były sytuacje, że prosiłam go aby poszedł kupić chleb.... i słyszałam, że nie ma pieniędzy...
jeżeli gdziekolwiek wyjeżdżaliśmy sami na wakacje.... było to jak najtańszym kosztem.... a jak jechaliśmy z jego znajomym - to nie miał najmniejszych oporów na nocleg w hotelu z ceną ponad 3 stówy za pokój....

wiem, że mnie oszukiwał w sprawie pieniędzy....
i teksty, które mi czasami powtarza córcia są podobne do tych, które ja słyszałam....
oj... było wiele różnych sytuacji.... wiele.....

a córcia jet nauczona oszczędzać na swoje ywdatki. co jakiś czas jedna lub druga babcia coś jej da. ma też kieszonkowe ode mnie.... czasami aż się dziwię, skąd ona uzbierała niezłe sumki...
jeżeli chodzimy po sklepach i mała coś chce abym jej kupiła... to z radością jej kupuję, jeżeli mogę sobie na to pozwolić. a jeżeli nie mam pieniądzy - córcia to rozumie. nie ma dąsów, czy obrażania...
bo wie, że jak nie ma pieniędzy - to nie ma. a jak będą - to jej kupię. ona wie, że dotrzymuję słowa.
Komentarze: 3 pokaż »
2012-04-13 22:01
 dziad jeden!
normalnie cholera jasna mnie bierze!
kilka dni temu córcia mi powiedziała:
- a wiesz mamusiu, że tata kupił sobie dzinsy za pół tysiąca?
- ??? za piećset złotych?
- tak.
- ale to chyba dwie, albo trzy pary, co?
- nie. jedne spodnie.
- oj daj spokój.... jedne?
- tak. przy mnie kupował, to wiem że jedne.
- no to się, kurde, twojemu tacie nieźle powodzi.....

ogólnie "ex" święta spędził z wybranką w budapeszcie.

a niech sobie kupuje spodnie za 5 stówek, a niech sobie jeździ do pragi, jak poprzednio, czy innego budapesztu....


ale niech baran jeden nie robi takiego dziadostwa o jakim dzisiaj usłyszałam!

moja mama powiedziała mi dzisiaj , że usłyszała ostatnio od mojej małej....
 - bo tata powiedział, że jak mi będzie coś kupował, np. jakieś ubranie... to czasami będę musiała mu dołożyć ze swoich oszczędności, bo jemu nie zawsze wystarcza pieniędzy na życie.

pieprzony dziad!

muszę odpowiednio zagadać z córcią... żeby nie zorientowała się, że wiem, co jej tata powiedział.. bo wtedy może mieć opory przed mówieniem, co się dzieje u taty i jak ją traktuje, co mówi....
muszę ją uczulić na takie jego teksty.
już kiedyś z nią rozmawiałam na ten temat. mówiłam, że tata tak postępuje... i w pewnych sytuacjach córcia przyznała mi rację, bo sama się zetknęła z takimi samymi tekstami, które ja już przerabiałam...


pieprzony dziad!



Komentarze: 4 pokaż »
2012-04-12 12:05
hip hip hura!
kupiłam sznurówki! białe! metr dwadzieścia!


wczoraj do pracy miałam na 14. kończyłam o 22-giej, więc chciałam zaparkować blisko firmy, żeby po nocy nie iść daleko do samochodu.
krążę sobie przy firmie... krążę... iiii.... jest! miejsce między samochodami i mogę się wcisnąć!
więc popiskująz z radości zaparkowałam :)
no a wieczorem...
za wycieraczką...
... znalazłam pozdrowienia od straży miejskiej. :/
z tego radosnego popiskiwania zapomniałam, że tam ogólnie jest zakaz parkowania, którego ogólnie nikt nie przestrzega.
no i masz babo zaproszenie,
miałam się stawić w ich siedzibie w przeciągu 3 dni... a że dzisiaj mam wolne... więc poszłam zastanawiając się ile zabulę...

ufff....
wiec... byłam u strażników miejskich z ich zaproszeniem. spisali, co mieli spisać i zostałam pouczona. obyło się bez płacenia :)



jak czekałam na swoją kolej, to właśnie było tam jakieś małżeństwo. widać było po nich, że kasę mają. ale babka dyskutowała! facet też miał pretensje.

parkowali na zakazie przy szpitalu, bo do jakiegoś profesora na rozmowę szli, i stwierdzili, że to nie ich wina, że miejsc parkingowych nie było, więc stanęli tam gdzie dali radę.

babka pokrzykiwała, że strażnicy wybierają sobie co lepsze samochody do dawania mandatów. ale gadaniny było...


no a ja.... cóż... z uśmiechem pokazałam im pisemko.... powiedziałam, że to mój pierwszy raz..... na to jeden strażnik: ten pierwszy raz zawsze musi kiedyś być... na to ja: tylko ciekawi mnie z kim miałam tą przyjemność.... na to drugi strażnik: nnnooo.... przyjemność mogłaby być i nawet możemy ustalić z kim.

i ogólnie miło się zrobiło. zamieniliśmy jeszcze parę słów. oni spisali, co mieli spisać. spytali się, czy czuję się nakrzyczana... ja na to, że tak i to bardzo...

teraz już będę bardziej uważała



Komentarze: 2 pokaż »
2012-04-03 15:49
www.youtube.com/watch 

muzyczka fajna.
a samochodzik... uuuufff.... super.
właśnie taki samochód czasami parkuje  pod moim blokiem.
taki naprawdę odpicowany mustang.
i czasami sobie przystaję przy nim i oglądam....
chciałabym kiedyś coś takiego poprowadzić.
Komentarze: 3 pokaż »
2012-03-29 23:04
 białe sznurówki o długości 120cm.myślicie, że to taka prosta sprawa takie kupić?
zdawało mi się, że tak.
a tu niespodzianka!
byłam z córą w centrum handlowym. zaliczyłyśmy kilka sklepów z butami.... w części z nich wogóle sznurówek nie mieli. w dwóch sznurówki były, ale tylko czarne, brązowe... i to tylko kilka sztuk. bardzo się zdziwiłam, bo  nawet w "ccc" sznurówek nie mieli.
ostatecznie dostrzegłam je w małym sklepiku z pasmanterią. ale nie mieli 120cm... ostatecznie kupiłam 100cm. mieli jedną parę... a ja chciałam dwie.
w przyszłym tygodniu pójdę tam znowu, może będą mieli już dłuższe.
zdziwiło mnie to szukanie sznurówek.
towar deficytowy, czy co?

oglądałam dzisiaj film "baby są jakieś inne"
fajny.
zrobili tu kumulację różnych tekstów i innych męskich "żali".
trzeba mi będzie jeszcze raz to obejżeć.
ciekawe ile z tego jest prawdy w tym filmowym męskim myśleniu.
a faceci też są jacyś inni...
no!
Komentarze: 8 pokaż »
2012-03-27 10:21
siedzę sobie i oglądam tvn24.
pokazywali wypowiedź kaczyńskiego i jego ekipy dotyczącą rodzin, demografii i emerytur.
szkoda, że nie pokazali całości.
ale to co usłyszałam...
aż się dziwnie poczułam - bo się z nimi zgadzam w tym temacie.

rząd alarmuje, że spada w polsce dzietność... że co raz mniej ludzi pracuje na emerytury dzisiejszych emerytów. społeczeństwo się starzeje....
 a rząd chce jeszcze wydłurzać wiek emerytalny....
przecież... gdy starsi będą dłużej pracować... gdy nie będą "zwalniać" miejsc pracy.... to właśnie młodzi ludzie tej pracy mieć nie będą.
a jak młodzi ludzie pracy mieć nie będą... to przecież nie będą zakładali rodzin a tym bardziej nie będą mieć dzieci....
a skoro młodzi nie będą mieć dzieci, bo nie będą mieli pracy ani mieszkania.... to nie będzie większych wpłat do zus, aby utrzymywać dzisiejszych i przyszłych emerytów....
wg mnie rząd robi głupio wydłurzając wiek emerytalny.... bo to pogorszy tylko sytuację nie tylko młodych, którzy będą mnieli trudniej przy znalezieniu pracy... ale i samych starszych, którzy nie zawsze będą w stanie pracować, zwłaszcza fizycznie.... a jak ich ktoś zwolni "w okolicach" 60-tki... to już szans na nową pracę mieć nie będą...
rząd powinien robić wszystko, aby młodzi ludzie mogli dostać pracę ... a co za tym idzie... mogli utrzymać rodzinę... i mogli mieć dzieci....
rząd powinien robić wszystko, aby "opłacało" się mieć dzieci.... aby posiadanie dziecka, czy dwójki, że o trójce już nie wspomnę -  nie było równoznaczne ze znaczącym pogorszeniem się statusu materialnego.
jeżeli młodzi ludzie nie będą musieli się bać kosztów posiadania dzieci - to rząd nie będzie się musiał bać spadku dzietności w kraju a co za tym idzie - w dłuższej prespektywie nie będzie takich problemów z emeryturami.
ot i przemyślenia laika.
Komentarze: 2 pokaż »
2012-03-25 13:55
 wczoraj miałam pracowity dzień.
sporo w domu porobiłam.
a i samochodem się zajęłam.
ojjj... potrzebaowała moja żaba czasu mojego...
po zimie w środku tyle piachu było naniesione... wstyd! no i ogólnie brudno było.

ostatnio kupiłam sobie ładne buty. w piątek miałam je założyć po raz pierwszy. ale zrezygnowałam.  szkoda mi było pakować się do zasyfionego samochodu w ładnych, nowych butach. z czarnych zrobiłyby się szare.
jak powiedziałam o tym koleżankom w pracy - to się trochę zaczęły ze mnie nabijać. :)

no nic.
wczoraj byłam na myjce, odkurzyłam wnętrze. potem jeszcze pod blokiem czyściłam szyby i wnętrze.
i jest git!
Komentarze: 1 pokaż »
2012-03-22 20:03
 :) ale dzisiaj miałam fajną rozmowę w pracy :) 
pod koniec dnia byłam już naprawdę zmęczona (praca na kartolinii jednak daje mi trochę w kość)
no i pod koniec dnia zadzwonił taki dziadek... rozmawialiśmy o karcie kredytowej. i jak już żegnaliśmy się na koniec rozmowy... było dziękuję za rozmowę, życzę miłego dnia... i takie tam wzajemnie... i nagle słyszę od niego żwawym głosem: i kochać się!
 ja zdziwiona: słucham?? 
 - i trzeba się kochać codziennie! tego pani życzę! co wieczór z mężem! i rano też! no ale rano to może nie być czasu, bo człowiek zabiegany jest... no ale jak się pani w nocy obudzi... to trzeba męża zaczepić! czy ma pani dziecko?
- mam
- no to o drugie trzeba się postarać! i kochać się, bo to w życiu ważne!
ja (z nieskrywanym uśmiechem i rozbawieniem w głosie) : z pewnością się zastosuję do pana rad. a wracając do spraw bankowych...
- oj przepraszam, że tak mówię, ale to bardzo ważne, żeby się kochać! bardzo dziękuję pani za miłą rozmowę, życzę pani dobrego dnia!
ale  mi to poprawiło humor ! :) dobrze, że zaraz potem wyszłam na przerwę, bo nie wiem, jak poszłoby mi obsługiwanie kolejnego klienta, tak byłam tym rozbawiona :)
Komentarze: 5 pokaż »
2012-03-20 13:42
 córcia wróciła z weekendu z tatą... była na wsi....
no i co się dowiedziałam?
ha!
ex-teściowa stwierdziła, że wychowywała moją córcię do 3-go roku życia.
cóż za niespodzianka!
tylko dlaczego jakoś tego nie zauważyłam?
teściowa raz na jakiś czas brała moją małą do siebie - ale wtedy, gdy moja mama miała coś do załatwienia. a że moja mama nie pracuje... to moja mama opiekowała się córcią. teżsiowa zresztą wprost powiedziała, że ona woli w polu robić niż się dziećmi zajmować. obserwowałam też, jak zachowywała się wobec mojej małej, gdy byliśmy u nich lub przyjeżdżaliśmy na weekend do nich na wieś... nie zauważała jej... no... może poza momentami, gdy wołała rodzinę na obiad.... bo wtedy zazwyczaj słyszałam, że córcia jest za chuda i blada i za mało je. za wzór stawiała wtedy synka sąsiadów - przygruby, rumiany "klusek" z kiełbasą w ręku.
a "ex" od mojego odejścia twierdzi, że on odprowadził córcię w pierwszy dzień do przedszkola (gdy szła do maluszków) i że poszła sama do sali uśmiechnięta....
tylko kurde tak się składa, że to ja co roku brałam urlop na początku września, aby odprowadzać córcię w takim początkowym, powakacyjnym okresie...
i doskonale pamiętam, że był płacz.... tak jak w praktycznie każdy dzień rano, gdy ją zostawiałam w przedszkolu. tak - praktycznie codziennie przez rok  płakała rano. a gdy była odbierana... z sali zazwyczaj wychodziła zadowolona, ale gdy tylko dostrzegała mnie lub moją mamę - zaczynała się rozrzewniać i często popłakiwała... w drugim roku przedszkola też płakała często... tak było z tym płaczem....

no...widzę, że tamta rodzina dorabia sobie historię... jacy oni dbający byli!
ciekawe, czy usłyszę, że 'ex" chodził z córcią po lekarzach.
ha!



Komentarze: 2 pokaż »
2012-03-18 21:53
już postanowione.
sprzedaję żabę.
ma już 10 lat, więc nadszedł jej czas....
zacznę sprzedawać na jesień.
wtedy będę mogła wziąść sobie pożyczkę w firmie. będę już miała 2 latka pracy w wydziale i będę mogła dostać taką "remontówkę" praktycznie nieoprocentowaną. z pożyczki będę miała 14  tysięcy, trochę dołożę ze sprzedaży ka.. bo część muszę zostawić na ubezpieczenia i różne opłaty...
chcę sobie kupić takie... małe 3-drzwiowe "coś".
a co?... to się okaże, gdy będę miała kasę w ręku. zobaczę, co akurat będzie dostępne.
ogólnie... w ogłoszeniach oglądam renault twingo - bardzo fajne są. oglądam też C1, C2, toyotę aygo, małego "peżocika", może fiesta jakaś. a jeżeli trafi się jakieś fajne ka, to może znowu kupię :)
kurde - tylko mam nadzieję, że podwyżkę jakąś sensowną dostanę, bo przez 3 latka będę spłacała.... bbbbuuuu ... i trzeba będzie jakoś wydatki ograniczać....
ale i tak nie mogę się doczekać zmiany  :)
Komentarze: 1 pokaż »
2012-03-17 21:37
 pracuję sobie na kartolinii... i z wolna idzie mi co raz sprawniej. :) co mam zastrzec - to zastrzegę! bez obaw! ale nie powiem, prawie codziennie trafi mi się jakaś sytuacja stresująca... choć wczoraj i dzisiaj było fajnie.
wczuwam się w temat, poznaję nowe zagadnienia. podoba mi się to. nauki jest dużo. ale cieszę się, bo mózg ma możliwość sprawnej pracy. :) a i klienci niejednokrotnie takie cuda wymyślają, że trzeba nieźle pogłówkować, aby domyśleć się o co im chodzi... albo trzeba nieźle pogłówkować, jakich słów dobrać, żeby byli w stanie zrozumieć przekazywane przeze mnie treści... bo ze zrozumieniem, wg mnie prostych przekazów słownych, niektórzy mają problemy. :/
niedawno dostałam ocenę pracy za luty. obawiałam się trochę... ale okazało się, że pomimo mojego debiutu w nowej tematyce - ocenę też mam wysoką. w marcu ocenę też powinnam mieć dobrą, ale jeszcze mam czas do końca miesiąca. :) powalczę, aby było jeszcze lepiej :)
dzisiaj dowiedziałam się od koleżanki: jej kierowniczka powiedziała, że wnioski o podwyżki zostały już wysłane do centrali. ale oficjalnie oczywiście nikt nic nie wie. norma.
ciekawa jestem... ile tego dostanę. bo że muszę dostać - tego jestem pewna.





Komentarze: 1 pokaż »
2012-03-14 20:55
ale miałam dzisiaj sen!

śniło mi się, że byłam sama w mieszkaniu rodziców. był tam ogólny nieład. było już późno i chciałam iść spać, ale bałam się, że... zostanę zaatakowana przez krokodyla. krokodyl miał około 1.5 metra długości i był głodny. siedział zamknięty w jednym z pokojów.
wiedziałam, że muszę ukatrupić krokodyla aby być bezpieczną.... zaczęłam kombinować, co robić....
zobaczyłam, że w pokoju z krokodylem była oparta o ścianę pałka do bejsbola. jakoś udało mi się przedostać obok gada....  złapałam pałę i zaczęłam walić krokodyla po głowie. wiedziałam, że muszę walić z całej siły... w głowę i szyję.... i gdy tak go tłukłam... zamiast łba krokodyla zobaczyłam ludzką głowę, szyję i tułów. nie byłam w stanie stwierdzić, czy jest to głowa mężczyzny, czy kobiety, czy dziecka.... po prostu głowa, oczy, szyja.... ale dla mnie dalej był to krokodyl. no i tłukłam z całej siły celując też w szyję, aby złamać kręgi... widziałam z wolna otwierające się i zamykające oczy. i wiedziałam, że muszę tłuc dalej. w pewnym momencie obok głowy zobaczyłam wypływającą krwawą pulpę i stwierdziłam, że może to być mózg. oczy jeszcze trochę się ruszały... ale wiedziałam, że wygrałam.

w tym śnie nie czułam bezradności czy  destrukcyjnego strachu.... wiedziałam, jakie jest zagrożenie - podjęłam działanie i wygrałam.

zastanawia mnie ten sen....

i jeszcze w tym śnie widziałam pod blokiem kilku młodych chłopaków kopiących w górę piłkę. i kopali ją tak wysoko, że dolatywała do mojego, 10-tego piętra. niekiedy udeżała w okno na 9-tym... i zastanawiałam się, dlaczego piłka nie wpadnie na mój balkon, bo fajnie by było...


no i jeszcze ostatnio wyjaśniłam sprawę "romansu" mojego "ex"
"ex" chciał ze mną rozmawiać kiedyś o naszych wzajemnych relacjach - takiego sms-sa dostałam w nocy po spacerze "ex" z córcią, na którym ona usłyszała " romansowe njusy".
dopytywałam się w między czasie o co chodzi (nie zdradzając, co usłyszałam od córci), ale "ex" nie miał nigdy czasu....
ostatnio do niego zadzwoniłam i spytałam się wprost.
sprawa się wyjaśniła.
"ex" pracował w banku i tam była też M. okazało się, że jej maż jest chorobliwie zazdrosny, uważał, że zdradzała go ze wszystkimi facetami w pracy. przychodził i robił w firmie awantury. w końcu narobił jej takich kłopotów, że ją zwolnili. bił ją, wyrzucił z domu i zakazał kontaktów z synem. teraz pozakładali sobie nawzajem kilka spraw w sądzie i ogólnie się rozwodzą.
uważam, że "ex" mówi prawdę.


eeeehhhh...
:)
wiosna idzie
:) nawet krótką kieckę wczoraj do pracy założyłam :)
Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-26 11:18
siedzę ... i sobie czytam.... interia w artykule podaje:

Wysokość płacy minimalnej w UE (brutto)

Luksemburg 1758 euro = ok. 7450 zł

Irlandia 1462 euro = 6200 zł

Holandia 1424 euro = 6040 zł

Belgia 1415 euro = 6000 zł

Francja 1365 euro = 5790 zł

Wielka Brytania 1139 euro = 4830 zł

Hiszpania 748 euro = 3170 zł

Słowenia 748 euro = 3170 zł

Grecja 671 euro (już po obniżeniu) = 2850 zł

Malta 665 euro = 2820 zł

Portugalia 566 euro = 2400 zł

Polska 352 euro = 1500 zł

Czechy 319 euro = 1350 zł

Słowacja 317 euro = 1340 zł

Węgry 281 euro = 1190 zł

Litwa 232 euro = 980 zł

Rumunia 157 euro = 665 zł

Bułgaria 123 euro = 520 zł


akurat wczoraj rozmawiałam z bratem.
wg niego w polsce jest coraz lepiej. odnosił się do tego, co było np. 20 lat temu...
to ja się go spytałam: komu jest lepiej?
mówił, że gdy jeździ po swoim rejonie (jest policjantem) i widzi we wszystkich miejscowościach nowo wybudowane domy - to wg niego jest lepiej. ... bo drogi są dobre... to niby jest lepiej.
i zaczął sypać przykładami znajomych, którzy się pięknie pobudowali... tylko, gdy zaczęłam drążyć temat... to okazywało się, że każdy miał jakieś pieniądze zarobione na lewo... niekiedy w sposób bardzo niezgodny z prawem. albo npo. rodzice mieli kawał pola pod miasem, który sprzedali developerowi pod budowę osiedla...
albo podawał przykład gościa pracującego na jakichś spychaczach przy budowie dróg... że niby tak dobrze zarabia.... tylko sam przyznał, że tłukł kasę głównie dzięki temu, że na lewo sprzedawał paliwo ze sprzętu swojego pracodawcy...
a mój "ex" teść... kupił synowi mieszkanie za gotówkę, sobie wybudował piękny dom... bo robił przekręty, handlował nielegalnie z ruskimi i narobił kilkaset tysięcy długów w hurtowniach spożywczych i ogłosił upadłość swojej hurtowni.... podpisując wcześniej z żoną intercyzę... teraz nawet swój samochód ma oficjalnie zapisany na syna, żeby mu nie zabrali....

z polską jest podobnie tak jak z moją firmą.... bank jest wielki, przynosi co roku większe zyski, jest najwyżej plasowany w rankingach...
... a pracownicy najniższego szczebla.... cóż..... ledwo ciągną od pensji do pensji....
i tak jak koleżanka się dopytywała.... nie ma zdolności kredytowej, aby uzyskać kredyt hipoteczny na najmniejsze nawet mieszkanko...
a mój brat.... właśnie kombinują, jak zmienić mieszkanie na większe.... brat sam sprawdzał.... nie ma zdolności kredytowej na kupno najpierw nowego mieszkania, urządzenie go... potem chciał sprzedać to, w którym obecnie mieszkają....
no ale wg niego sytuacja w kraju jest dobra. co więcej - jest coraz lepiej. tylko dlaczego faceta, który pracuje już kilkanaście lat i niby tak dobrze zarabia, utrzymuje rodzinę - nie stać na uzyskanie kredytu na mieszkanie?
a pamiętam, jak koleżanka opowiadała.... właśnie ponad 20 lat temu... ona jako pracownik banku za swoją miesięczną pensję mogła zabrać 4-osobową rodzinę na 2 tygodniowe wczasy....
a teraz... jest życie od pensji do pensji....
to ja się brata spytałam.... komu jest lepiej?  bo z pewnością nie takim jak ja....
i jakoś nie chciał mi uwierzyć, że zus mi przysłał informację o mojej przyszłej hipotetycznej emeryturze... w zawrotnej kwocie 541zł...
Komentarze: 6 pokaż »
2012-02-25 21:48
- tatusiu... kupisz mi kartę pamięci do telefonu? chciałabym mieć w telefonie więcej piosenek....
- sama możesz sobie kupić. masz oszczędności? ucz się oszczędzać na swoje wydatki. albo idź z mamą, niech ci kupi.

jak mi to córcia powtórzyła.... cholera jasna mnie bierze, gdy słyszę takie teksty.
tatusiowi-debilowi szkoda 30 złociszy, aby córcia była szczęśliwa. taki biedak.

chciałam jej to kupić, choć nie mam pojęcia jak to wygląda i gdzie się to wsadza w telefonie... i jak tam tą muzykę przerzucić.... jestem "ętelygentna inaczej" jeżeli chodzi o sprawy internetowe, gadżeciarskie i inne nowinki....
ale... mówię, ktoś w media markt powie co i jak. no i facet pomógł :)
córcia jednak chciała sama kupić. przy okazji kupiła sobie jakąś płytkę.
a i ja też z pustymi rękami nie wyszłam. kupiłam sobie wspomnienia Danuty Wałęsy. jakiś czas temu słyszałam rozmowę z nią. nabrała z wiekiem klasy i bardzo rozsądnie, mądrze mówiła.
i też płytkę sobie kupiłam: alice in chains.

odlatuję przy tym:
www.youtube.com/watch

i jeszcze pokrowiec na nowy telefon. teraz będę miała dotykową nokię. jakoś opornie idzie mi rozpracowywanie jej.... a i jeszcze muszę dokończyć przepisywanie kontaktów, bo nie wszystkie pojawiły się w nowym telefonie. niby na starym zrobiłam "kopiuj dane z telefonu na SIM" ... ale jakoś nie przekopiowało się... i muszę ręcznie klepać. ot... widać technika mnie nie lubi. ze wzajemnością zresztą...

no więc... córcia kupiła kartę pamięci. chciałam skopiować jakąś muzykę na kartę... ha! i nawet znalazłam "dziurę" w laptopie, gdzie trzeba było wetknąć kartę w takim dodatkowym "opakowaniu. no i niby udało mi się kopiowanie... ale okazało się, że w telefonie córy nie da się odtworzyć plików z jakimśtam rozszerzeniem.
cóż....
niech się tatuś pogłowi.

wkurzyłam się na "ex". widziałam, że córci było przykro, że nie chciał jej kupić karty pamięci i nie zaoferował pomocy w zgrywaniu muzyki...

Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-22 20:20
kobieta z rana dzwoni do swojego szefa i mówi, że nie przyjdzie do pracy, bo jest chora.
- a co pani jest? - pyta szef.
- mam jaskrę analną.
- że co?? czym to się objawia?
- po prostu nie widzę dziś możliwości przytoczenia swojej dupy do pracy.




przepis na rybę po grecku.
-kupujesz rybę na kredyt a potem kredyt każesz spłacać niemcom.
Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-21 10:31
ale jestem zmęczona
ale mi z tym dobrze :)
wczoraj rano zawiozłam córę do szkoły i śmignęłam na basen. dzisiaj też. i jeszcze bratową wyciągnęłam.
i jutro też idę. i do końca tygodnia też :) trzeba korzystać z wolnego :)
a że bilety w "moich" godzinach są po 6 zł - to grzechem byłoby nie pluskać się :)

dzisiaj rano widziałam w tvn24 jak pokazywali poranną śnieżycę w szczecinie. a ja w tym czasie wyglądałam przez okno i już wiosnę widziałam. fajnie słońce i takie jeszcze nieśmiałe ciepło :)
fajnie jest :)

no i właśnie w tv podają, że znowu zatrzymali  szefa międzynarodowego funduszu walutowego - dominika strauss-kahn. zatrzymali go we francji na 48 godzin z podejżeniami o stręczycielstwo i jakieś malwersacje.
facet pewnie niewyżyty seksualnie, lubiący prostytutki i burdelowe klimaty... korzystał dodatkowo ze swojej pozycji i kasy... taaa..... kurde... wrabiają go pewnie. niewinnie oskarżony.  będzie pewnie "płakał", że to spisek i chcą go zniszczyć....
tak samo jak ten polski senator. jeżeli facet jest na odpowiednim poziomie to się nie zadaje z panienkami "niewiadomego pochodzenia", które jakoś się przy nim pojawiły... facet na poziomie z  takimi niezaufanymi osobami nie bawi się w przebieranki, seksik i wciąganie narkotyków. ups! sorki. to lekarstwa były.
taaaa.... oni tacy porządni.... a to wszystko to spiski mające na celu zburzenie ich autorytetu i zniszczenie pozycji.
kurde. chcą się zabawiać w nietypowy sposób, są niewyżyci - niech sobie znajdą zaufane osoby.
ciekawi mnie, jaką teraz będzie miał śpiewkę strauss-kahn. będę śledziła informacje.
Komentarze: 1 pokaż »
2012-02-19 21:29
dzięki za życzenia :)


mam też "prezent" od tvn.
właśnie leci "testosteron"
bardzo lubię ten film. oglądałam go już kilka razy i jakoś mi się nie nudzi.
bardzo dużo w nim prawdy. a i teksty są rewelacyjne.
Komentarze: 3 pokaż »
2012-02-19 18:28
pesel zawsze prawdę ci powie.
nastąpiło dzisiaj pyknięcie licznika, czyt. urodziny mam.
kurczę... ale ten czas leci.
ale... jakoś... takoś... czuję się w miarę ok :)
Komentarze: 4 pokaż »
2012-02-18 20:37
lekarstwa działają.
czuję się dobrze.
na tyle dobrze, że dostałam "speeda" do sprzątania. :)
jestem zadowolona, choć sprzątanie jeszcze nie skończone a i pedantem nie jestem i zawsze znajdzie się coś do poprawki bądź "umknięte" mojej uwadze.
ale i tak zadowolona jestem.
i z domu dzisiaj nie wychodziłam. nie liczę tu kilku kroków na klatkę schodową do zsypu i łyku świeżego powietrza, gdy chodniczki z łazienki wieszałam na balkonie.

no i sobie poczytałam o tych zołzach, co ich faceci preferują... do końca doczytałam.
i czubaszkową sobie poczytałam sporo. też kobieta dobrze gada.

a teraz sobie oglądam polsat sport extra.
boks jest.
no i tak sobie właśnie zaczęłam żałować, że do tego sklepu nie poszłam. piwo by się jakieś przydało. i czipsy jakieś chemiczne też. chemicznie wyselekcjonowany smak ostrej papryki.
trudno.
zamiast % łyknę sobie tabletkę alergiczną. a co! jak szaleć to szaleć!

tak jakoś zaczęłam się lepiej czuć i jakaś energia we mnie wstępuje.
dzisiaj wróciłam do robienia brzuszków. z przyjemnością. już setkę pyknęłam. i jeszcze mi się chce pomęczyć.
po grudniowej chorobie jakoś przestałam ćwiczyć... siły nie miałam.
i tak we mnie energia zaczyna krążyć, że na poważnie myślę o codziennym, przyszłotygodniowym chodzeniu na basen. wolne od pracy mam, więc z rańca, jak młodą do szkoły wytransportuję.... ha! ale wymyśliłam! ciekawe, jak to rano w poniedziałek będzie, bo ja rano raczej taka niemrawa jestem. ale się zobaczy.

w mojej pracy po wielu męczarniach ze strony centrali... skradali się do tego jak pies do jeża... tak więc - w mojej pracy pojawiły się karnety multisportu.
z tego co wiem, to zawsze jest negocjowana cena, część dopłaca też pracodawca.
a u nas co?
jak zwykle.
chcieli dobrze, a wyszło....
117zł - tyle by mi potrącali z pensji, gdybym się zdecydowała. masakra jakaś! prawie sto procent kosztu.
początkowo, zanim poznałam cenę, byłam bardzo entuzjastycznie nastawiona. zgłosiłam się, a jakże.
no ale ... przy moich zarobkach.... i przy tej cenie, nawet nie zdołałabym tego "wychodzić"...
kurde... zrezygnowałam.

ale :) z racji energii, która we mnie nastała i mam nadzieję, że się rozgości -  mam postanowienie!
trzeba się ruszać! spalić sadełko, które mi się troszkę rozpanoszyło. wysiłku mi trzeba, kondycję muszę pobudzić, wzmocnić.
Komentarze: 1 pokaż »
2012-02-18 10:42
gdy czekałam na lekarkę w przychodni, rozmawiałam sobie z takim starszym panem.
lekarka się spóźniała a jak już przyszła to najpierw przyjęła bez kolejki jakąś dziewczynę, no a potem był pan z numerkiem jeden a potem mój rozmówca i ja.
pomimo różnicy wieku mieliśmy wspólne zdanie odnośnie kilku tematów.
między innymi rozmawialiśmy o tym, że niby społeczeństwo się bogaci... taką propagandę robią rządzący... bo jest więcej sklepów, lepsze zaopatrzenie, więcej samochodów....
a wg mnie nie jest to prawdą i moj rozmówca też miał takie zdanie.
jest to najzwyklejszy postęp cywilizacyjny.
samochodów jest więcej? tak - to fakt. a czy jest to oznaka bogacenia się społeczeństwa? wg mnie nie.
dlaczego?
teraz w każdym domu jest lodówka, radio, telewizor i to kolorowy! teraz nawet starsi ludzie noszą komórki w kieszeni a kiedyś było to domeną ludzi bardzo zamożnych.
a kiedyś.... lodówek nie było.... radio i telewizja też w swoim czasie było oznaką wysokiego statusu materialnego posiadacza.... a teraz???
czy posiadanie lodówki w domu, czy telewizora jest oznaką zamożności?
nie.
jest to norma wynikająca z postępu cywilizacyjnego.
tak samo wzrastająca liczba samochodów. dojdzie kiedyś do tego, że ciężko będzie spotkać rodzinę w której nie będzie samochodu... znacie kogoś bez lodówki czy telewizora? ja nie. choć słyszałam, że są ludzie, którzy świadomie rezygnują z tv, ale nie dla tego, że ich nie stać - nie chcą mieć.
komórki - kiedyś to było COŚ! a teraz komórki kupujemy 7-letnim dzieciom.

to co kiedyś było oznaką zamożności z czasem staje się normą wynikającą z postępu cywilizacyjnego.
hhhmmm... tak się zastanawiam, kiedy i czy wogóle będzie tak można powiedzieć o mieszkaniach?
Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-17 19:10
mama kupiła sobie kozaki.
w instrukcji "obsługi" butów był taki jeden podpunkt...

Pamiętaj! Obuwie noszone codziennie łatwo ulega zniszczeniu!

myślałam, że padnę, gdy to przeczytałam! :) :) :)
a najlepiej buty postawić w szafie.... i nie zakładać! wtedy się nie zniszczą!
Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-17 11:34
wczoraj miałam alergiczną jazdę na ostro.
swędziała mnie i piekła cała twarz. oczy łzawiły, co chwila kichałam , nos miałam całkowicie zatkany, ale niesamowicie mi z niego ciekło a wysmarkać się nie dało...  córcia trochę się wystraszyła moim stanem... ale jak zobaczyła, że chodzę ze zwiniętymi chusteczkami wepchniętymi w nos... to ją to rozbawiło i trochę się wyluzowała.
w nocy oczywiście się budziłam, bo wogóle nie mogłam oddychać przez nos.
jakiś czas temu myślałam, że ciągnie mi się jakieś przeziębienie, ale już podczas szkolenia kartoliniowego upewniłam się, że to alergia daje czadu.
zastanawiam się co może być powodem... bo mam przeboje i w domu i w pracy, na dworze też. nie używałam ostatnio w domu nowych środków czyszczących ani nowych kosmetyków, w jedzeniu też nic nowego się nie pojawiło...
dzisiaj poszłam do lekarza ogólnego... też mnie jeszcze zbadała, czy aby przypadkiem chora nie jestem... choroby się nie doszukała.
dostałam leki na receptę i wzięłam zwolnienie lekarskie na 3 dni, a potem mam urlop, to sobie odpocznę... kurde... nie byłabym w stanie obsługiwać klientów z wymaganym u nas "uśmiechem w głosie"... no i ogólnie nie dałabym rady... choć nie powiem - dzisiaj jest zdecydowanie lepiej niż wczoraj: tylko łzawią mi oczy, piecze twarz i delikatnie sączy mi się z nosa. i co ważne! - mogę w miarę normalnie oddychać i nie kicham ! :) :) :) :) ale zwolnienie i tak wzięłam - jestem wykończona po wczorajszym dniu i tej nocy.
miałam zamiar wytrzymać bez leków do wizyty u alergologa, aby potem szybko móc zrobić serię testów... ale nie wytrzymałabym.

plus jest z tego jeszcze taki, że córcia zadowolona, że ze szkoły może wracać prosto do domu i mama da jej obiad :)

a teraz... dopijam kawkę i muszę się położyć, bo w głowie mi huczy i nie mam siły siedzieć.
Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-16 09:05
kawka wypita i dwa pączki zjedzone :)
dzisiaj mam wolny dzień :) potem 3 dni pracy i znowu wolne :) ale dłuższe - cały tydzień :)
ale sobie odpocznę :)
już umówiłam się do alergologa. idę we wtorek.
wymiękam już z tym moim nosem. :/
Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-14 21:58
ale jestem zmęczona....
gdy przyszłam do domu, zrobiłam sobie bardzo gorącą kąpiel. może nawet za gorącą. ale dobrze mi to zrobiło.
trochę się zrelaksowałam, przeszło mi rozdrażnienie i ogólna złość...
ale teraz i tak znowu wychodzi ze mnie zmęczenie.

kurczę....
po tym szkoleniu jakoś nie mogę się odnaleźć... jestem zamotana w mnogości różnych sytuacji "kartoliniowych". ogólnie - temat jest ciężki.
siedziałam sobie właśnie nad procedurami, przepisami... i robi mi się jeszcze większy zamęt w głowie. myślę o sytuacjach, które miałam i czytam jeszcze proceduty. kurde! nieźle to zagmatwali. ale wiem, że inne dziewczyny (te bardziej doświadczone) mają o tym dokładnie takie samo zdanie.


zadziwia mnie jedna sprawa.... po raz kolejny.
profil w znajomych mam niezwykle "skąpy" a i tak dostaję zaproszenia do zawiązywania znajomości, czy spotkań w realu.
dlaczego faceci zaczepiają osobę, o której wiedzą jedynie z jakiego jest miasta i ile ma lat?.... i niekiedy nie wiedząc praktycznie nic, właśnie proszą o spotkanie (czasami nalegają).
dla mnie jest to dziwne, niezrozumiałe.
desperacja to jakaś? zamiłowanie do ryzyka? takie chybił trafił i dreszczyk z tym związany?...
Komentarze: 2 pokaż »
2012-02-12 14:47
zaczęłam czytać ksiązki. obydwie.
pierwsza - fajna i ciekawa rozmowa dwojga ludzi....

druga - święte słowa.
właśnie tak trzeba postępować, żeby facet szanował i liczył się z kobietą.
jedną sprawę mam już wprowadzoną w życie....  jestem mądrzejsza fatalnymi doświadczeniami mojej mamy i swoimi nienajlepszymi też... nigdy nie pozwolę na to, aby uzależnić się finansowo od mężczyzny. choć niestety... trochę już to złamałam... bo w sprawie spłaty kredytu hipotecznego jestem też niestety uzależniona od ojca... fatalna to sprawa...
...  niestety w pozostałych kwestiach opisanych w książce... nie potrafię być taką "zołzą".
tak...
moje doświadczenia i obserwacje potwierdzają to, co jest w książce napisane.
kobiety egoistyczne, traktujące faceta na zasadzie jak nie ten to inny, potrafiące manipulować  - potrafią sobie znaleźć takiego, który będzie o nie dbał, albo sobie odpowiednio gościa wyszkolą.
tak... ta książka to szczera prawda...
a że ja mam durnowaty charakter i niestety tak nie umiem postępować... dlatego lepiej mi nie zadawać się z facetami... bo tylko oberwę po emocjach, po serduchu... i po mojej mizernej kieszeni też.
Komentarze: 7 pokaż »
2012-02-11 19:01
jakaś podła alergia mnie dopadła.
tak ogólnie to często łzawią mi oczy i czasami siorbię nosem...
... ale teraz... to normalnie przegięcie jakieś. już od jakichś dwóch miesięcy często przytykało mi nos. jedną dziurkę, a niekiedy obydwie. ale  tak totalnie, że nie mogłam odrobiny powietrza wciągnąć. korek normalny. niekiedy łapie mnie seria kichania. raz za razem. niekiedy leci z nosa i ciągle kręci... a czasami niesamowicie swędzi mnie twarz a nos najbardziej...
i za cholerę nie wiem skąd to....
myślałam, że to może od pościeli, czy kurzu... albo od klimy w pracy... ale nawet, gdy jestem na dworze - też mnie męczy. dzisiaj sporo czasu spędziłam na dworze i też oddychać normalnie nie mogłam.
łykam sobie tableteczki antyalergiczne dostępne bez recepty... ale pomogły tylko przez kilka pierwszych dni... a teraz znowu mam masakrę w nosie. :(
muszę znaleźć jakiegoś alergologa, który wczuje się w rolę lekarza i mnie nie oleje, tak jak poprzedni lekarz, u którego byłam dwa lata temu...taaa... tylko czy w ramach nfz-tu znajdę gdzieś takiego???? oto jest pytanie.

dzisiaj kupiłam sobie dwie książki.
1. "każdy szczyt ma swój czubaszek" - lubię autorów książki
2. "dlaczego mężczyźni kochają zołzy" - to tak w ramach edukacji osobistej.
Komentarze: 4 pokaż »
2012-02-09 20:16
ŻYJĘ!!!! :)
PRZETRWAŁAM!!!!
dzisiaj miałam bardzo cięzki dzień.  byłam zakręcona jak klusek świderek.
oczywiście nie obeszło się bez proszków przeciwbólowych, bo głowa mnie ze stresu bardzo bolała.
obsługiwałam klientów w nowej dla mnie tematyce.
oojjj.... natrzaskałam pewnie błędów.... natrzaskałam.
ale nic to!
to normalne. rozmawiałam z dziewczynami, które już długo pracują w tej "działce" - i one też tak miały. początkowo chaos w głowie... bo informacji do zapamiętania jest straszanie dużo... i czynności do wykonywania też...
ale wiem, że z czasem będzie lepiej. już nawet teraz, po pierwszym dniu już jakoś takie podstawowe sprawy powoli zaczynają mi się układać w głowie. już się tak tego nie boję. nooo... trochę jeszcze tak, ale paniki w mózgu nie mam.
boję się tylko o wyniki, ocenę pracy.... bo niestety... to się odbije....
no ale nic to!
dam radę.
powoli... powoli... i będzie do przodu.
może nie uczę się w jakiś specjalnie szybki sposób... ale... powoli... powoli...  i będzie dobrze :)
Komentarze: 4 pokaż »
2012-02-08 20:51
jestem wymęczona.
szkolenie się skończyło.... testy napisane. jeszcze nie ma wyników, ale powinno być w porządku.
jutro już będę obsługiwała klientów.... a stan mojego przygotowania oceniam na mizerny. nie tylko ja tak mam... inni ludzie ze szkolenia też są tym wszystkim "lekko" przerażeni.
cholernie dużo wiedzy było do ogarnięcia...czego zrobić się nie dało...  i w co drugim zdaniu pojawiało się stwierdzenie: ale w tym przypadku jest wyjątek... a tu postępujemy inaczej... i takich różnych niuansów jest cała masa. ba! powiedziałabym wręcz, że wszystko to jeden wielki wyjątek.
masakra będzie....
na szkoleniu nie omówiliśmy dokładnie wszystkiego a ostatnie dwa dni... to było czytanie przepisów (drobny druczek) na tempo, bo czasu mało.... nie było czasu na przećwiczenie procedur... na przeczytanie ze zrozumieniem, przemyślenie...
kurde....
wiem, że nad nami będzie wzmożona kontrola... więc będą wyłapywać błędy na potęgę... a każdy błąd to odjęte punkty od oceny.... i tak gadaliśmy w grupie, że będziemy mogli się pożegnać z premią za 1 kwartał... :( :(
jutro będzie bardzo męczący dzień... będzie dużo stresu, nerwów..... chaotycznego szukania przepisów....
wymiękam z tym wszystkim...
siedzę i czuję, jak wszystko się we mnie kotłuje
Komentarze: 1 pokaż »
2012-02-05 17:02
taki strasznie wielki niechciej we mnie siedzi....
strasznie wielki....
ciągle szukam racjonalnych powodów, aby się nie uczyć....
jutro mam pierwszy test.
nie jest tak, że totalnie nic nie wiem. cośtam wiem.
ale niechciej zwycięża.
jak patrzę na materiały... te kartki zapełnione małym druczkiem... bbbrrrr... aż mnie coś trzęsie...
te wszystkie nazwy, limity... cała masa różnych wyjatków i różnych usług dodatkowych...
może ja już za stara jestem, aby wkuwać?... jakoś... na pamięć nigdy nie umiałam się uczyć... nigdy nie umiałam zakuwać na blachę.... i to jest jeden z powodów braku studiów... może to brak jakiejś wewnętrznej, silnej motywacji....... stres, który zawsze niemal paraliżował mnie przed wszelkimi sprawdzianami... kurde... pamiętam, że gdyby nie pomoc nauczycielki, nie zdałabym ustnego polskiego... teoretycznie - znałam odpowiedzi na pytania... ale gdy je przeczytałam, nie wiedziałam nic.... prawie się wtedy popłakałam. nauczycielka to zobaczyła i hasłowo powiedziała o co chodzi. - wszystkie odpowiedzi znałam... ale gdyby nie ona - nie umiałabym odpowiedzieć. a i pisemna matura bez solidnego ściągania by nie wyszła.... co z tego, że zawsze byłam z tych raczej dobrze uczących się...
kurde... aż teraz beczeć zaczęłam. no i... mądre to?
tak... jeszcze siądę do drobnego druczku... podziobię ze trzy godzinki.

dzisiaj w dzień dobry tvn oglądałam rozmowę z Barbarą Falandysz. mówiła o swojej chorobie. niedawno dowiedziała się, że ma raka piersi.... podziwiam ją... jej postawę, sposób odbierania tej sytuacji, siłę wewnętrzną...
Komentarze: 5 pokaż »
2012-02-03 20:42
ktoś tu chce, abym go palnęła po głowie.
jakie doczłapie???!!!!
co to za doczłapie??!!!
moja żaba świetnie pomyka! a nie kurde... jakieś doczłapowywanie.... no!
kraków to nie problem! hel też nie!
no! to się pobulwersowałam!

ale przyznać muszę, że mróz skutecznie ścisną za  serducho (czyt. akumulatorek) mojej żaby...
ostatnio, tak profilaktycznie dwa razy postawiłam samochód u ojca w garażu na doładowanie akumulatora. tak po godzince mu się postało i nie było problemu z porannym odpalaniem. no ale dzisiaj rano nastąpiło tylko powolne  "kręcenie"... no i nie zaskoczyło... cóż... akumulator ma już kilka lat, więc się nie dziwię. ale już popołudniu, przy mniejszym mrozie, żaba odpaliła. ciekawe, jak będzie jutro.
Komentarze: 1 pokaż »
2012-02-01 21:22
dzisiaj zaczęłam myśleć o wakacjach :)
i jakoś myśl ta krąży mi w głowie :) i wymyśliłam, że pojedziemy z córą do krakowa i w jego okolice. z pewnością zahaczymy o wieliczkę. ot, taki kilkudniowy wypad.
młodej pomysł się spodobał. :)
i tak siedzę... i myślę....  nawet mapę wyciągnęłam :) i już mi łazi po głowie, aby zacząć szukać jakiegoś fajnego pensjonatu. no i jakiś ogólny plan muszę sobie zrobić na ten wyjazd :)
Komentarze: 2 pokaż »
2012-01-29 21:51
siedzę z nosem w materiałach ze szkolenia.
wypisuję w skrócie najważniejsze sprawy, tak hasłowo....
czytam... piszę....
i mam co raz większą pustkę w głowie...
za cholerę nie wchodzą mi do głowy te porąbane nazwy (kto je wymyślał??), limity....
nauka na pamięć nigdy mi nie szła... nie umiem tak się uczyć....
kurde...
no nic.... trochę przerażenie mnie ogrania.... w głowie co raz większy mętlik....
Komentarze: 6 pokaż »
2012-01-29 14:54
co ważniejsze w życiu... praca czy życie rodzinne?
dla mnie - bez zastanowienia - rodzina. choć wiadomo - praca jest potrzebna, aby mieć kasę na to życie rodzinne.

teraz jestem na szkoleniu. zajęcia prowadzi trenerka... ma męża i bliżniaki w wieku 2,5 roczku. ogólnie chodzą do jakiegoś prywatnego żłobko-przedszkola. jej mąż też pracuje w moim banku, ale w oddziale i ma "pod sobą" osoby zajmujące się bankowością prywatną (vipy).
no i tak się stało, że dzieciaki w zeszłą sobotę zachorowały. wysoka temperatura... 40 stopni.... w szpitalu powiedzieli, że dzieciaki mają zapalenie oskrzeli. dostały antybiotyki i inne leki... lekarz nawet przebąkiwał o zostawieniu chłopców w szpitalu, więc stan był poważny. ale szpitala udało się uniknąć.
i co wg mnie robi normalny rodzic? - bierze zwolnienie lekarskie na dzieci i się nimi opiekuje.
...ale nie wszyscy.
moja trenerka z mężem zaczynają kombinować.... facetowi udało się oszukać swojego dyrektora, że on sam jest chory - wziął 2 dni urlopu... z dzieciakami zostaje też babcia, która też musi kombinować u siebie w pracy....
dodatkowo moja trenerka jest na silnych lekach przeciwbólowych, bo ma jakieś zapalenie nerwów i bok, przy żebrach ją strasznie boli, jest jakaś przeziębiona i co chwila kaszle... no i  co jakiś czas odbiera telefony z domu... dzieciaki znowu mają po 40 stopni....

hhhmmmm....
i tak sobie siedzę i myślę.....
jakie są granice poświęcenia się dla pracy?

trenerka jednak stwierdziła któregoś dnia, że dla niej ważniejsza jest rodzina niż praca... bo mogła awansować na trenera zajmującego się innymi szkoleniami bankowymi, ale to wymagałoby od niej wiecznych wyjazdów... spędzałaby w domu tylko kilka dni w miesiącu... no i ona wybrała rodzinę.
... czy aby na pewno rodzina jest dla niej ważna? ona sama chora i ledwo łazi, dzieciaki prawie wylądowały w szpitalu.... kombinują z mężem, jak zapewnić im opiekę... a ona siedzi w pracy.

a może właśnie tak trzeba robić, aby mieć lepszą posadę i  więcej pieniędzy?... i większe poczucie bezpieczeństwa na przyszłość...
tylko tak się zastanawiam... jak długo tak można? czy to się kiedyś nie obróci przeciwko niej?
a może jednak nie... może właśnie tak powinno się żyć.... dbać o siebie, swoją pracę, swoją pozycję... bo przecież... gdyby kiedyś przyszło jej się rozwieść, tak jak mi... to miałaby świadomość, że jednak jest w stanie się utrzymać, zarobić na siebie... a nie tak jak ja... liczyła się dla mnie rodzina i dziecko i tu generowała się moja uwaga.... a nie na pracę... może właśnie powinnam bardziej poświęcać się pracy... skoro... gdy dom był dla mnie ważny... to i tak źle na tym wyszłam...
Komentarze: 7 pokaż »
2012-01-29 11:18
no i byłam z córą w kinie... ale nie na muppetach. okazało się, że w cinemacity tego filmu nie grają.  dowiedziałam się, że muppety można obejżeć w takim jednym niewielkim kinie... nigdy tam nie byłam i tak do końca nie wiem gdzie jest (ogólnie rejon lokalizacji znam).
tak więc zadziwiło mnie, że cinema city muppetów nie ma.
taaa... byłyśmy jednak na filmie... takim głupim, że szkoda słów... alvin i wiewiórki. córcia bardzo chciała, ale z seansu wyszła znudzona i rozczarowana.  .. już wyrosła z takich filmów.

poszwędałyśmy się też po centrum handlowym... jednym i drugim... córcia sobie kupiła parę drobiazgów wyprzedażowych. dla siebie szukałam jakichś przecenionych butów na wiosnę. jakieś szpilkowate chcę. niby znalazłam... ale jakoś nie miałam przekonania podczas mierzenia.... a jak nie mam przekonania to nie kupuję (choć cena fajna była), bo potem żałuję.
Komentarze: 0
2012-01-27 17:22
ufffff
uffff
uffffffffff....

od poniedziałku wysilam swój mózg na szkoleniu. - niedługo będę pracowała na kartolinii.
trochę dziwną grupę ludzi uzbierali na to szkolenie. są 2 osoby, które już kiedyś obsługiwały kartolinię (i więcej) ale miały kilkumiesięczną przerwę w pracy. jest kilka osób, które zgodnie z kolejnością szkoleń trafiły teraz tutaj... a są też 4 osoby (w tym ja), którym zafudnowali przeskok jednego szkolenia.... no i trochę z zamętem w głowach siedzimy i robimy dobre miny...
ale tak sobie myślę... że DAM RADĘ!!!!!!

czeka mnie trochę nauki... ufff..... ale... nie ma totamto!

ha! chodzą jakieś nieoficjalne słuchy o podwyżkach w marcu :) nnnoooo..... ciekawe, ciekawe....
Komentarze: 4 pokaż »
2012-01-19 22:59
www.youtube.com/watch

podoba mi się ten kawałek


z córą już się umówiłam, że w przyszły weekend idziemy do kina na muppety. :)
kurde :) pamiętam jak to się kiedyś oglądało! ciekawe, jak teraz to zrobili i jak to odbiorę 
Komentarze: 4 pokaż »
2012-01-16 19:57
córcia strażniczką moralności :)

ale się uśmiałam :)
na imprezę firmową ubrałam się na czarno. dla córci spódnica była w porządku - taka trochę za kolana, obcisła i fajnie "wyprofilowana". natomiast... córcia nie mogła przetrawić mojej góry... a było to czarne, koronkowe body z widocznym czarnym biustonoszem. a na to miałam jeszcze czarny żakiet.
ha!
ale mi żakiet zapinała, dekolt zasłaniała :) :) nie mogła znieść, że tyle widać! :) no bo jak to??!! jej MAMA tak wygląda??!!!!

młoda nie jest przyzwyczajona do takiego mojego wyglądu.
a jak jeszcze jej potem powiedziałam, że sporo tańczyłam, skakałam, śpiewałam, winko piłam... i ogólnie świetnie się bawiłam....
ależ jej to nie pasowało do mamy, którą ma na codzień.
Komentarze: 1 pokaż »
2012-01-15 21:21
nie ma tak dobrze, żeby było dobrze do końca. :/

impreza była fajna.
świetny lokal, dobre jedzenie. imprezę prowadził Piotr Bałtroczyk, kilka piosenek zaśpiewała Ewelina Flinta. było rozdawanie pamiątkowych nagród a potem była dyskoteka.
dosyć szybko okazało się, że niektórzy faceci (sorki... już tylko chłopcy w moich oczach...) szybko przedawkowali alkohol.... już około 22-giej mieli problem z utrzymaniem pionu....
no cóż..... jak ktoś nie ma w sobie odrobiny klasy... to tak się kończy.... dla większości z nich była to pewnie pierwsza taka gala.... ot i pokazali się.... i dla mnie są teraz... ooo... tacy... tacy maleńcy..... choć nie powiem - byli też tacy, którzy potrafili trzymać fason i wiedzieli, ile można wypić. kobiety niektóre też miały problem z ilością alkoholu, ale nie aż w takim stopniu, jak faceci.

niestety całokształt świetnej zabawy ... został mocno nadszarpnięty przez końcowy transport...
miało być tak, że firma zapewniała transport do lokalu i  z powrotem. trochę kilometrów do przejechania było.
no i jaka cholera mnie podkusiła, żeby zdecydować się na ich transport??? no jaka????
już kiedyś dostałam niezłą nauczkę w tej materii.... a teraz dostałam drugą.
miały być 4 kursy autokarów do lublina. pierwszy autokar o 2 w nocy a ostatni o 4. z racji dobrej zabawy zdecydowałam się na ostatni autokar....
no i co się okazało?.... że dwóch ostatnich autokarów powrotnych nie było... niewiadomo dlaczego nie przyjechały....
o 4 rano było jeszcze ponad 20 osób....
jakaś kierowniczka (nie znałam jej) zaczęła gdzieś gorączkowo wydzwaniać organizując awaryjny transport....
ludzie stali w holu restauracji.... faceci w większości nieźle pijani/podpici... pieprzyli jakieś głupoty.... jednego wyciągali z kibelka, bo zasnął tam pijany... kilka dziewczyn też w stanie mocno zmęczonym....
kierowniczka załatwiała jakieś taksówki.... widziałam, jak wśród swoich znajomych zbierała pieniądze....
ja załapałam się do taksówki zamówionej wcześniej przez dwóch kolesi.... oni na szczęście trzymali fason (nie przegieli z alkoholem) no i holowali do domu takiego jednego.... był tak spity, że spał na stojąco i kompletnie nic nie kontaktował....
wyjechałam z nimi do domu najwcześniej z całej grupy. do domu dotarłam o 5.30.

już nigdy nie będę zależna od transportu organizowanego przez moją firmę. nie ma takiej opcji.
już raz się mocno nacięłam, a teraz miałam drugą nauczkę.
Komentarze: 0
2012-01-06 20:41
dzisiaj tak sobie rozmawiałam z rodzicami... zeszło na temat spisu powszechnego. ostatnio mama słyszała w tv, że się powoływali na dane ze spisu...
wiem, że był taki jakoś w lecie... może to był czerwiec... nie wiem dokładnie.
właśnie. był. i się skończy.
no to ja się pytam.... DLACZEGO MNIE NIKT NIE SPISAŁ? moich rodziców też nie spisali, co więcej - rodzice pytali się sąsiadów w bloku - ich też nikt nie spisał.
to co... my już nie naród polski? nie godni? na marginesie społeczeństwa? bedę chciała załatwić coś w urzędzie to mi powiedzą, że mnie nie ma, bo ja nie spisana :/ czy co?
co to za spis powszechny, gdy nie jest powszechny?
to tak jak z sondażami - podają wyniki... a kto z nas w takich sondażach uczestniczył? a może znacie kogoś takiego? - ja nie.
czy taki spis powszechny może być wiarygodny?

a w pracy szykuje się fajna imprezka :) będzie to uroczysta gala pracowników call center. ma być szanowna dyrekcja z centrali (jaka dyrekcja, to tak do końca nie wiem, bo dyrekcji różnorakich u nas wiele)... a z pracowników - nie wszyscy dostali zaproszenie, mają je ludzie z większym ode mnie stopniem wyszkolenia... :) ale  mam i ja :) choć reszta ludzi z mojego poziomu wyszkolenia zaproszeń nie ma. :) to za wyniki w sprzedaży tak mnie doceniają :)
fajnie :)
Komentarze: 8 pokaż »
2012-01-04 22:41
www.youtube.com/watch


czasami sama siebie zatruwam niepotrzebnymi myślami....
czasami?...
często... niestety....
roztrząsam w głowie minione sytuacje, które mnie zraniły... przed którymi nie potrafiłam się wtedy obronić.... tworzę nowe dialogi, nowe scenariusze tych zdarzeń...
i taaakkk.... wtedy jestem mądrzejsza.... już wiem, jak powinnam prowadzić rozmowę... już wiem, kiedy powinnam być twardsza, bardziej stanowcza.... w dialogach w mojej głowie, już wiem, jak obrócić kłamstwa, którymi mnie karmiono, przeciwko ich nadawcy...
męczą mnie te moje myśli.... męczy mnie to, że nie potrafiłam się obronić przed tak oczywistymi sprawami..., męczy mnie to, że byłam taka naiwna, cicha, ugodowa...
ciągle wracam do przeszłości.... sama siebie zatruwam...
czy ktoś wie, jak wyłączyć myślenie?
bardzo boję się tego, że znowu zaczynam popełniać błędy... znowu realne błedy.... znowu ufność w człowieka, która kiedyś znowu obróci się przeciwko mnie...
huśtawka już jest... są rozstania, powroty.... słyszę... nie chcę z tobą tracić kontaktu....
patrzę... obserwuję... słucham... myślę...
gdybym znowu kiedyś słyszała podobne teksty jak u "ex" ale od kogoś innego... czy wierzyłabym?  ufała?... pewnie tak.... bo już ufam... czy będę się umiała obronić? czy będę wystarczająco twarda?... dystans... ale też i chwile szaleństwa, zapomnienia.... ale gdy zaczynam myśleć "na trzeźwo"... to nie może tak być.... to nie jest tak do końca dobre...
znając siebie... gdy spotykają mnie krzywdzące sytuacje.... to ja tego nie widzę, nie rozróżniam takich sytuacji. a nawet, gdy czuję, że coś jest nie tak... że ktoś mnie robi z gracją w konia ... to nie umiem się bronić tu i teraz.... dopiero po dłuższym czasie dociera do mnie to, co faktycznie się działo... po dłuższym czasie staję się "mądrzejsza".... ale to już za późno jest... "po ptakach"...

... co się ze mną dzieje... nie wiem, jak się zachowywać... nie wiem, co robić... nie wiem, co powiedzieć... nie wiem, co myśleć... czuję się tak... jakbym stała jedną nogą na brzegu molo a drugą na nie przywiązanej łódce..... utrzymuję się dzięki mięśniom nóg... podniesienie jednej nogi grozi upadkiem do wody....
nowe błędy?... a może stare?... tylko, że w innym wydaniu.... i tak źle... i tak niedobrze...
Komentarze: 3 pokaż »
2012-01-04 09:01
www.youtube.com/watch

moja córa często ogląda vivę.  niekiedy już mi od tego uszy puchną... ale jednak czasami można dostać "przypominajkę" czegoś naprawdę fajnego.


ogólnie... dobrze jest. choć jakaś zmęczona jestem i energii we mnie niewiele. miałam zacząć chodzić na basen... ale... ogólne zmęczenie wygrywa. :/

w pracy jest nawet bardzo dobrze, bo dostałam nagrodę od dyrekcji za wyniki pracy w 2011 r. :) jestem w szoku. takim bardzo pozytywnym :)
i z racji nagrody... już dzisiaj umówiona jestem z facetem na mierzenie rolet do okien. w końcu nie będzie tak goło :) no i jeszcze z córcią do fryzjera się wybieramy :) a co! :)


Komentarze: 1 pokaż »

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz