"wiara"
2014-12-28 17:13
córka była w wigilię i pierwszy dzień świąt u swojego taty i jego rodziny.
"ex" teściowa jest osobą bardzo wierzacą, pomaga w wielu "przyziemnych, gospodarczych" sprawach księdzu z ich parafii. nawet ex-teściu zrobil się bardzo "udzielający się kościelnie" a za "moich czasów" spraw kościelnych unikal jak ognia.
mój "ex" też się bardzo religijny zrobił.
tak "religijny", że jako rozwodnik do komunii na pasterce przystępował.
córka bardzo sie tym zdziwiła, gdy to zobaczyła. a ja potem, gdy usłyszałam.
... bo z tego co wiem, to rozwodnicy do komunii jeszcze nie mogą przystępować, choć trwają prace nad zmianą kościelnych przepisów.
...wiec albo coś nakłamał przy spowiedzi, albo jakieś specjalne zezwolenie dostał - a jest takie w ogóle?
święta u mnie w rodzinie nie mają charakteru religijnego.
jest to bardziej taka tradycja spotkań rodzinnych, która wyewoluowala.... u mojej babci ma to powiązanie z religią.
u mnie w domu nie ma choinki. jeszcze, gdy córcia była mniejsza - to coś stawialam. teraz juz nie ma takiej potrzeby. mama dała mi trochę gałęzi świerkowych do wazonu.
jest też radocha dzieci z prezentów. :)
"ex" teściowa jest osobą bardzo wierzacą, pomaga w wielu "przyziemnych, gospodarczych" sprawach księdzu z ich parafii. nawet ex-teściu zrobil się bardzo "udzielający się kościelnie" a za "moich czasów" spraw kościelnych unikal jak ognia.
mój "ex" też się bardzo religijny zrobił.
tak "religijny", że jako rozwodnik do komunii na pasterce przystępował.
córka bardzo sie tym zdziwiła, gdy to zobaczyła. a ja potem, gdy usłyszałam.
... bo z tego co wiem, to rozwodnicy do komunii jeszcze nie mogą przystępować, choć trwają prace nad zmianą kościelnych przepisów.
...wiec albo coś nakłamał przy spowiedzi, albo jakieś specjalne zezwolenie dostał - a jest takie w ogóle?
święta u mnie w rodzinie nie mają charakteru religijnego.
jest to bardziej taka tradycja spotkań rodzinnych, która wyewoluowala.... u mojej babci ma to powiązanie z religią.
u mnie w domu nie ma choinki. jeszcze, gdy córcia była mniejsza - to coś stawialam. teraz juz nie ma takiej potrzeby. mama dała mi trochę gałęzi świerkowych do wazonu.
jest też radocha dzieci z prezentów. :)
Komentarze: 7 pokaż »
nijakość
2014-12-21 20:34
czytam fajną książkę - ale nic nie pamiętam.
gapię się w tv - ale jest to bezmyślne, bo i takie programy są.
klikam tu i ówdzie w internecie - coś czytam - chaotycznie, bez zapamiętania i z niewielką dozą zrozumienia.
papka przed oczami i papka w głowie
coś ciekawego przed oczmi - a dalej papka w głowie
"coś" robię.
czuję się totalnie nijako, pusto.
nawet rozmowa z kimś byłoby wyczynem - bo nie wiem, co mogłabym powiedzieć.
pustka w głowie.
żeby z kimś rozmawiać, trzeba mieć coś ciekawego do powiedzenia.
a o czym mogłabym mówić ja?
nie mam zielonego pojęcia.
dzisiaj uświadomiłam sobie że w sylwestra będę całkiem sama.
córa idzie na noc do koleżanki.
będę siedziała sama przed tv ... żałosne.
gapię się w tv - ale jest to bezmyślne, bo i takie programy są.
klikam tu i ówdzie w internecie - coś czytam - chaotycznie, bez zapamiętania i z niewielką dozą zrozumienia.
papka przed oczami i papka w głowie
coś ciekawego przed oczmi - a dalej papka w głowie
"coś" robię.
czuję się totalnie nijako, pusto.
nawet rozmowa z kimś byłoby wyczynem - bo nie wiem, co mogłabym powiedzieć.
pustka w głowie.
żeby z kimś rozmawiać, trzeba mieć coś ciekawego do powiedzenia.
a o czym mogłabym mówić ja?
nie mam zielonego pojęcia.
dzisiaj uświadomiłam sobie że w sylwestra będę całkiem sama.
córa idzie na noc do koleżanki.
będę siedziała sama przed tv ... żałosne.
Komentarze: 2 pokaż »
biust
2014-12-16 19:06
w weekend oglądałam program Martyny Wojciechowskiej "Kobieta na krańcu świata"
akurat był to program o jakimś plemieniu afrykańskim. ogólnie jakaś cywilizacja tam dotarła, ludzie częściowo ubierali się w "cywilizowane" rzeczy.
ale kobiety w tym plemieniu zazwyczaj miały odkryte piersi.
część z nich miała już te piersi nieźle wyeksploatowane przez któreśtam dziecko z kolei i siłę grawitacji.
i tak mi się przypomniało....
gdy chodziłam na siłownię, moją uwagę zwróciła jedna z trenerek. widać było, że jakieś tam "latka" już ma. myślę, że trzydzieści kilka lat miała. ale wolę nie oceniać, bo wiem po sobie jak bardzo można się pomylić.
widać, że ciało miała super wyrzeźbione. była niewysoka, ale świetnie zbudowana. po sali chodziła w obcisłych krótkich spodenkach i obcisłym topie pokazującym fajny brzuch.
któregoś razu siedziałam sobie w saunie i ona weszła.
gdy odsłoniła ręcznik zobaczyłam jej.... "piersi"....
... to już te murzynki z programu tv miały lepsze piersi.
trenerka z siłowni miała dwa wiszące flaczki ze skóry zakończone sutkami.
to była wisząca skóra. dosłownie.
różne piersi u kobiet widziałam, ale czegoś takiego nigdy.
to ja już wolę ten mój tłuszczyk na brzuchu i biodrach i moje piersi. takie prawdziwe, kształtne, bez najmniejszego zwisu miseczka "c" :)
akurat był to program o jakimś plemieniu afrykańskim. ogólnie jakaś cywilizacja tam dotarła, ludzie częściowo ubierali się w "cywilizowane" rzeczy.
ale kobiety w tym plemieniu zazwyczaj miały odkryte piersi.
część z nich miała już te piersi nieźle wyeksploatowane przez któreśtam dziecko z kolei i siłę grawitacji.
i tak mi się przypomniało....
gdy chodziłam na siłownię, moją uwagę zwróciła jedna z trenerek. widać było, że jakieś tam "latka" już ma. myślę, że trzydzieści kilka lat miała. ale wolę nie oceniać, bo wiem po sobie jak bardzo można się pomylić.
widać, że ciało miała super wyrzeźbione. była niewysoka, ale świetnie zbudowana. po sali chodziła w obcisłych krótkich spodenkach i obcisłym topie pokazującym fajny brzuch.
któregoś razu siedziałam sobie w saunie i ona weszła.
gdy odsłoniła ręcznik zobaczyłam jej.... "piersi"....
... to już te murzynki z programu tv miały lepsze piersi.
trenerka z siłowni miała dwa wiszące flaczki ze skóry zakończone sutkami.
to była wisząca skóra. dosłownie.
różne piersi u kobiet widziałam, ale czegoś takiego nigdy.
to ja już wolę ten mój tłuszczyk na brzuchu i biodrach i moje piersi. takie prawdziwe, kształtne, bez najmniejszego zwisu miseczka "c" :)
Komentarze: 2 pokaż »
"kołcz"
2014-12-07 21:13
weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,17072248,Mateusz_Grzesiak__najpopularniejszy_coach_w_kraju_.html#TRwknd
facet odniósł sukces.
pracuje ciężko nad sukcesem.
102 odwiedzone kraje
6 tys. uczestników szkoleń w ciągu roku.
mówi, że pracuje po 10-12 godzin dziennie.
ZAWSZE zastanawia mnie u takich ludzi życie rodzinne.
w tym wywiadzie dziennikarka też zadała takie pytanie:
"A pan już pracuje 12 godzin. Jak pan łączy życie zawodowe i rodzinne? Jak pan znajduje na to czas?
- Ja go nie znajduję, ja go po prostu nie tracę, tak jak robi większość osób. Dziś w krajach rozwijających się mówienie, że się nie ma czasu, jest modne. Wszystko jest kwestią organizacji i łączenia: jak jadę na dwa tygodnie na szkolenia, żona i córka jadą ze mną, więc spędzamy ten czas razem. Tam poprzez efektywne zarządzanie oddelegowuję wiele spraw swoim pracownikom. Czasem trzeba też robić kilka rzeczy równocześnie, np. nie biegam bez audiobooka, ten audiobook jest zawsze w języku obcym. Co więc mamy? Chudnięcie, usprawnianie serca, rytuał medytacyjny z samego rana, uczenie się określonych narzędzi psychologicznych w języku, którego chcę się nauczyć i w którym będę pracować. Patrząc na to w ten sposób, można wszystko robić efektywniej. Jak mam wakacje, umiem się wyłączać, wyrównując to, co wcześniej przepracowałem."
jakże pięknie wymijająco odpowiedział. fachura. mówił tylko i wyłącznie o sobie, jak on spędza czas.
a rodzina????
jeżeli żona nie pracuje a dziecko jeszcze nie chodzi do szkoły - to sobie razem jeżdżą....
tylko, że oni ciągle muszą żyć na walizkach...
ciekawe, jak będzie wyglądało ich życie rodzinne, gdy dziecko zacznie chodzić do szkoły.... a żona zacznie mieć własną pracę????
kiedyś (bardzo dawno temu) miałam szkolenie z "kołczem" (choć nie takiego światowego formatu) - starszy facet.... mówił, że owszem - zarabia dobrze. ale życia rodzinnego to on nie ma... bo w domu jest rzadkim gościem.
często mam taki czas, że cały tydzień pracuję po 10 godzin.
czyli....
na początek doliczamy pół godziny na dojazd a potem, jeżeli się sprążę i nie ma korków na ulicach - to godzinę na powrót do domu w połączeniu z jakimiś zakupami. a jeżeli jeszcze muszę podjechać po córkę do mamy, bo często tam na mnie czeka - to czas dotarcia do domu się jeszcze wydłuża.
czyli tak średnio mogę przyjąć, że 12 godzin poza domem.
po takim tygodniu jestem tak skopana, że nieźle jest gdy pamiętam jak się nazywam. dom się nieco jednak zaniedbuje. z córką widzę się w trakcie porannego pośpiechu i wieczorem, gdy jest czas na łazienkowe pielęgnacje, szykowanie się do snu....
a jeżeli miałabym tylko W PRACY spędzać po 12 godzin dziennie - to realnie rzecz biorąc.... kiedy czas na zajęcie się banalnymi domowymi sprawami? gdzie czas na przylulenie się z córką, pomoc w lekcjach, rozmowę i zwierzanie???? pomiędzy porannym szybkim makijażem a nakładaniem w pośpiechu kurtki? a może wieczorem, gdy marzę aby się umyś i położyć...
a jeszcze gdybym była w związku ??? to kiedy znaleźć czas dla siebie nawzajem???
weekendowa rodzina?
i tak sobie siedzę i kombinuję....
kiedy tacy ludzie mają czas na życie rodzinne?
przecież facet ciągle podróżuje.... to jak robi szkolenia wyjazdowe i nawet rodzinę zabierze.... to przecież jedzie tam do pracy i zasuwa na szkoleniach....
...no chyba że nie zasuwa, tylko tak gada, że taki zapracowany.
a jak jest w kraju... to też przecież pewnie szkolenia ma często w terenie... a jak jest "na miejscu"... to przecież podobno po 12 godzin robi....
... no chyba że nie zasuwa i tylko tak ściemnia, żeby robić wokoło siebie mit superczłowieka.
tak więc..... na proste pytanie dziennikarki facet nie odpowwiedział.
odpowiedzial jak egocentryk.
cały ten wywiad to morze egocentryzmu i samouwielbienia.
jakieś 3 lata temu w nagrodę za rewelacyjne wyniki dostałam w pracy szkolenie tez z takim "kołczem". wtedy był to młody chłopak, tak samo wymuskany i dopracowany jak ten kołcz-nadczłowiek.
....och, jak ja nie lubię takich typków - manipulantów, takie wymuskane cwaniaczki, które lubują się w wykorzystywaniu innych ludzi i bawieniem się ich emocjami. - opowiadał, jak to robili badania nad zachowaniem ludzi.... dla mnie było to robienie sobie z ludzi jaj, zwłaszcza, że nie ukrywał, że czasami robili to dla zabawy, aby sprawdzić jakie są ich możliwości manipulowania.
nie da się ukryć, że tak mogą postępować jedynie jednostki bardzo inteligentne.
na "nagrodowym" szkoleniu usłyszałam między innymi, że... pracując za darmo można zarobić naprawdę bardzo dużo. i warto zrezygnować z pracy na etacie za pieniądze i zacząć nowy etap w życiu.
ogólnie zgadzam się, że uczestnoctwo w różnego rodzaju wolontariatach czy stażach może być ciekawym doświadczeniem. można wejść w inne środowisko, poznać nowych ludzi... a to może w przyszłości zaowocować.
... więc zadałam konkretne pytanie....
ok. więc zrezygnuję z pracy płatnej.... zajmę się wolontariatem, stażami, może wyjadę z kraju - przecież są różne charytatywne instytucje potrzebujące rąk do pomocy....
ok. zajmę się pracą za darmo - to może przynieść w przyszłości większe korzyści...
... tylko....
kto będzie płacił rachunki za moje mieszkanie? kto utrzyma moją córkę?
za co kupię sobie buty, chleb, podpaski??????
chciałam konkretną odpowiedź a usłyszałam stek banałów, haseł "reklamowych".
facet odniósł sukces.
pracuje ciężko nad sukcesem.
102 odwiedzone kraje
6 tys. uczestników szkoleń w ciągu roku.
mówi, że pracuje po 10-12 godzin dziennie.
ZAWSZE zastanawia mnie u takich ludzi życie rodzinne.
w tym wywiadzie dziennikarka też zadała takie pytanie:
"A pan już pracuje 12 godzin. Jak pan łączy życie zawodowe i rodzinne? Jak pan znajduje na to czas?
- Ja go nie znajduję, ja go po prostu nie tracę, tak jak robi większość osób. Dziś w krajach rozwijających się mówienie, że się nie ma czasu, jest modne. Wszystko jest kwestią organizacji i łączenia: jak jadę na dwa tygodnie na szkolenia, żona i córka jadą ze mną, więc spędzamy ten czas razem. Tam poprzez efektywne zarządzanie oddelegowuję wiele spraw swoim pracownikom. Czasem trzeba też robić kilka rzeczy równocześnie, np. nie biegam bez audiobooka, ten audiobook jest zawsze w języku obcym. Co więc mamy? Chudnięcie, usprawnianie serca, rytuał medytacyjny z samego rana, uczenie się określonych narzędzi psychologicznych w języku, którego chcę się nauczyć i w którym będę pracować. Patrząc na to w ten sposób, można wszystko robić efektywniej. Jak mam wakacje, umiem się wyłączać, wyrównując to, co wcześniej przepracowałem."
jakże pięknie wymijająco odpowiedział. fachura. mówił tylko i wyłącznie o sobie, jak on spędza czas.
a rodzina????
jeżeli żona nie pracuje a dziecko jeszcze nie chodzi do szkoły - to sobie razem jeżdżą....
tylko, że oni ciągle muszą żyć na walizkach...
ciekawe, jak będzie wyglądało ich życie rodzinne, gdy dziecko zacznie chodzić do szkoły.... a żona zacznie mieć własną pracę????
kiedyś (bardzo dawno temu) miałam szkolenie z "kołczem" (choć nie takiego światowego formatu) - starszy facet.... mówił, że owszem - zarabia dobrze. ale życia rodzinnego to on nie ma... bo w domu jest rzadkim gościem.
często mam taki czas, że cały tydzień pracuję po 10 godzin.
czyli....
na początek doliczamy pół godziny na dojazd a potem, jeżeli się sprążę i nie ma korków na ulicach - to godzinę na powrót do domu w połączeniu z jakimiś zakupami. a jeżeli jeszcze muszę podjechać po córkę do mamy, bo często tam na mnie czeka - to czas dotarcia do domu się jeszcze wydłuża.
czyli tak średnio mogę przyjąć, że 12 godzin poza domem.
po takim tygodniu jestem tak skopana, że nieźle jest gdy pamiętam jak się nazywam. dom się nieco jednak zaniedbuje. z córką widzę się w trakcie porannego pośpiechu i wieczorem, gdy jest czas na łazienkowe pielęgnacje, szykowanie się do snu....
a jeżeli miałabym tylko W PRACY spędzać po 12 godzin dziennie - to realnie rzecz biorąc.... kiedy czas na zajęcie się banalnymi domowymi sprawami? gdzie czas na przylulenie się z córką, pomoc w lekcjach, rozmowę i zwierzanie???? pomiędzy porannym szybkim makijażem a nakładaniem w pośpiechu kurtki? a może wieczorem, gdy marzę aby się umyś i położyć...
a jeszcze gdybym była w związku ??? to kiedy znaleźć czas dla siebie nawzajem???
weekendowa rodzina?
i tak sobie siedzę i kombinuję....
kiedy tacy ludzie mają czas na życie rodzinne?
przecież facet ciągle podróżuje.... to jak robi szkolenia wyjazdowe i nawet rodzinę zabierze.... to przecież jedzie tam do pracy i zasuwa na szkoleniach....
...no chyba że nie zasuwa, tylko tak gada, że taki zapracowany.
a jak jest w kraju... to też przecież pewnie szkolenia ma często w terenie... a jak jest "na miejscu"... to przecież podobno po 12 godzin robi....
... no chyba że nie zasuwa i tylko tak ściemnia, żeby robić wokoło siebie mit superczłowieka.
tak więc..... na proste pytanie dziennikarki facet nie odpowwiedział.
odpowiedzial jak egocentryk.
cały ten wywiad to morze egocentryzmu i samouwielbienia.
jakieś 3 lata temu w nagrodę za rewelacyjne wyniki dostałam w pracy szkolenie tez z takim "kołczem". wtedy był to młody chłopak, tak samo wymuskany i dopracowany jak ten kołcz-nadczłowiek.
....och, jak ja nie lubię takich typków - manipulantów, takie wymuskane cwaniaczki, które lubują się w wykorzystywaniu innych ludzi i bawieniem się ich emocjami. - opowiadał, jak to robili badania nad zachowaniem ludzi.... dla mnie było to robienie sobie z ludzi jaj, zwłaszcza, że nie ukrywał, że czasami robili to dla zabawy, aby sprawdzić jakie są ich możliwości manipulowania.
nie da się ukryć, że tak mogą postępować jedynie jednostki bardzo inteligentne.
na "nagrodowym" szkoleniu usłyszałam między innymi, że... pracując za darmo można zarobić naprawdę bardzo dużo. i warto zrezygnować z pracy na etacie za pieniądze i zacząć nowy etap w życiu.
ogólnie zgadzam się, że uczestnoctwo w różnego rodzaju wolontariatach czy stażach może być ciekawym doświadczeniem. można wejść w inne środowisko, poznać nowych ludzi... a to może w przyszłości zaowocować.
... więc zadałam konkretne pytanie....
ok. więc zrezygnuję z pracy płatnej.... zajmę się wolontariatem, stażami, może wyjadę z kraju - przecież są różne charytatywne instytucje potrzebujące rąk do pomocy....
ok. zajmę się pracą za darmo - to może przynieść w przyszłości większe korzyści...
... tylko....
kto będzie płacił rachunki za moje mieszkanie? kto utrzyma moją córkę?
za co kupię sobie buty, chleb, podpaski??????
chciałam konkretną odpowiedź a usłyszałam stek banałów, haseł "reklamowych".
Komentarze: 6 pokaż »
---------------------
2014-12-01 08:09
wczoraj wieczorem pękłam przy córce.
poryczałam się przy niej.
tak.
wiem.
to nie powinno mieć miejsca.
przy córce mam być uśmiechnięta, radząca sobie...
no niestety....
pękłam.
nie radzę sobie.
pytałeś, czy mogę być wzorem dla niej....
masz rację...
w niczym takim wzorem być nie mogę.
... bo cóż mi w życiu wyszło dobrze?....
wg Ciebie, to że sobie nie radzę... to tylko takie "wytłumaczenie" tego, że mi się nie chce, wytłumaczenie wygodnictwa - bo zamiast działać, coś robić.... ja nie robię nic, twierdząc że sobie nie radzę.
nie jestem taka idealna jak Ty i ludzie z Twojego otoczenia.
poryczałam się przy niej.
tak.
wiem.
to nie powinno mieć miejsca.
przy córce mam być uśmiechnięta, radząca sobie...
no niestety....
pękłam.
nie radzę sobie.
pytałeś, czy mogę być wzorem dla niej....
masz rację...
w niczym takim wzorem być nie mogę.
... bo cóż mi w życiu wyszło dobrze?....
wg Ciebie, to że sobie nie radzę... to tylko takie "wytłumaczenie" tego, że mi się nie chce, wytłumaczenie wygodnictwa - bo zamiast działać, coś robić.... ja nie robię nic, twierdząc że sobie nie radzę.
nie jestem taka idealna jak Ty i ludzie z Twojego otoczenia.
Komentarze: 4 pokaż »
---------------------
2014-11-30 20:23
zmroziło mnie.....
pensję dostałam 24-go... potem kilka stówek premii... popłaciłam wszystie rachunki, zatankowałam samochód, kilka razy odwiedziłam spożywczak....
dzisiaj poszłam z córą na zakupy.. kupiłam jej kurtkę zimową, 2 koszulki, sobie też 3 drobiazgi (oczywiśnie z przecen), dokupiłam trochę prysznicowo-łazienkowych kosmetyków i kilka drobiazgów do pokoju córy....
i jak teraz weszłam na swoje konto....
.... zmroziłlo mnie......
10 -go dostanę jakieś pieniądze za nadgodziny.... powinnam za pozostałe ochłapy przetrwać.... potem będą alimenty...
jestem załamana.
totalnie załamana.
jeszcze żebym wydała pieniądze na jakieś zbytki, zachcianki, fanaberie....
ja chyba wogóle nie powinnam wychodzić z domu.
czy kiedyś będę mogła żyć jak normalny człowiek?
czy kiedyś bez wyrzutów sumienia będę mogła sobie pójść do sklepu aby kupić kilka płyt z muzyką???? albo czy będę mogła kupić sobie buty - bo mi się podobają? i potem nie mieć przez to doła?
... właśnie widziałam fajne buty... dokładnie takie jakich długo szukałam na lato... ale sobie nie kupię. bo mnie, kurwa, nie stać.
czuję się jak dziad.
niby pracuję....
niby w takiej świetnej firmie....
a jestem dziadem.
[oczywiście wiem, że inni mają gorzej. ale też są też tacy inni, którzy mogą sobie bez wyrzutów sumienia iść na zakupy i... o zgrozo.... są ludzie, dla których normą jest wyjazd w czasie wakacji na jakieś wczasy]
i znowu siedzę i ryczę.
ryczę...
jutro po zwolnieniu lekarskim idę do pracy....
jak przetrwam?
skoro chce mi się tylko ryczeć.....
jestem tym wszystkim załamana....
pensję dostałam 24-go... potem kilka stówek premii... popłaciłam wszystie rachunki, zatankowałam samochód, kilka razy odwiedziłam spożywczak....
dzisiaj poszłam z córą na zakupy.. kupiłam jej kurtkę zimową, 2 koszulki, sobie też 3 drobiazgi (oczywiśnie z przecen), dokupiłam trochę prysznicowo-łazienkowych kosmetyków i kilka drobiazgów do pokoju córy....
i jak teraz weszłam na swoje konto....
.... zmroziłlo mnie......
10 -go dostanę jakieś pieniądze za nadgodziny.... powinnam za pozostałe ochłapy przetrwać.... potem będą alimenty...
jestem załamana.
totalnie załamana.
jeszcze żebym wydała pieniądze na jakieś zbytki, zachcianki, fanaberie....
ja chyba wogóle nie powinnam wychodzić z domu.
czy kiedyś będę mogła żyć jak normalny człowiek?
czy kiedyś bez wyrzutów sumienia będę mogła sobie pójść do sklepu aby kupić kilka płyt z muzyką???? albo czy będę mogła kupić sobie buty - bo mi się podobają? i potem nie mieć przez to doła?
... właśnie widziałam fajne buty... dokładnie takie jakich długo szukałam na lato... ale sobie nie kupię. bo mnie, kurwa, nie stać.
czuję się jak dziad.
niby pracuję....
niby w takiej świetnej firmie....
a jestem dziadem.
[oczywiście wiem, że inni mają gorzej. ale też są też tacy inni, którzy mogą sobie bez wyrzutów sumienia iść na zakupy i... o zgrozo.... są ludzie, dla których normą jest wyjazd w czasie wakacji na jakieś wczasy]
i znowu siedzę i ryczę.
ryczę...
jutro po zwolnieniu lekarskim idę do pracy....
jak przetrwam?
skoro chce mi się tylko ryczeć.....
jestem tym wszystkim załamana....
Komentarze: 0
---------------------
2014-11-29 23:12
weekend.gazeta.pl/weekend/1,138585,17034367,Dorota_Wellman__Nie_jestem_pinda_przy_paprotce__Jestem.html#TRwknd
fajny wywiad.
a ja?
oczywiście pewne rzeczy "przekładałam na siebie" i zaczęłam ryczeć. :/
zbytnie myślenie chyba nie jest czynnością dla mnie zalecaną
fajny wywiad.
a ja?
oczywiście pewne rzeczy "przekładałam na siebie" i zaczęłam ryczeć. :/
zbytnie myślenie chyba nie jest czynnością dla mnie zalecaną
Komentarze: 2 pokaż »
drogowe potyczki
2014-11-26 10:03
na początek napiszę, że wśród kierowców i pieszych jest tyle samo osób rozsądnych i tyle samo debili.
wczoraj oglądałam wypowiedź posłanki PO, która chce wprowadzenia przepisu zgodnie z którym pieszy stojący przy przejściu ma pierwszeństwo. kierowca musi się zatrzymać.
... zastanawiam się, czy ta kobieta ma prawo jazdy i porusza się samodzielnie samochodem?
niejednokrotnie widziałam takie sytuacje, gdy ludzie stoją sobie przy przejściu i rozmawiają przez telefon. i sobie tylko stoją. albo kilka osób stoi i sobie rozmawia... to co ? mam stanąć przed przejściem i czekać aż się namyślą? mam wysiąść i spytać się o ich dalsze zamiary/intencje? będą przechodzić czy jednak nie? a jak uznam, że oni sobie tylko rozmawiają i przejadę i zatrzyma mnie policja... to co?
rozmówca tej posłanki, były antyterrorysta ( nie pamiętan jego nazwiska) zadawał podobne pytania... odpowiedzi nie uzyskał. posłanka mówiła pięknymi ogólnikami. śmiać mi się chciało, gdy mówiła, że w takiej sytuacji kierowcy i piesi powinni sobie dawać uprzejme znaki informujące o ich zamiarach.
ciekawa jestem, jakie rady ta posłanka dałaby w takiej sytuacji???
lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,17027225,Ogromne_korki_na_Sowinskiego__Gdzie_jest_policja__.html#LokLubTxt
gdyby chcieć zastosować proponowane przepisy w tym miejscu - to trzebaby wogóle zatrzymać tam ruch samochodów. niestety jeżdżę tą ulicą do pracy i często, aby przejechać trzeba wymuszać na pieszych przejazd....
albo targowisko na ul. Ruskiej.....
najpierw należy poprawić drogi i ich przejezdność, ilość i jakość przejść dla pieszych w odpowiednich miejscach. i dodatkowo należy przeprowadzić długą akcję informacyjno - uświadamiającą. należy wpływać na zmianę mentalności kierowców i pieszych.
a dopiero potem wprowadzać przepisy i straszyć karami.
kiedyś... sunąc w korku.... na jednym skrzyżowaniu wpuściłam przed siebie jeden samochód z podporządkowanej.... na następnym skrzyżowaniu drugi....
a na kolejnych światłach pasażer z samochodu jadącego za mną (a było to piękne czarne terenowe porshe) wyskoczył, podleciał do mnie, otworzył moje drzwi.... zionąc wódą wyzwał mnie od kurew, bo przepuściłam....
ot i kultura....
kiedyś....
stoję na skrzyżowaniu ze światłami
chcę skręcić w prawo. zapala się zielona strzałka. podjeżdżam troszkę do przodu, ale widzę, że przy przejściu stoi kobieta i ma zielone....
zielone dla pieszych się świeci... kobieta stoi.... ja mam zieloną strzałkę i też stoję... kobieta ma pierwszeństwo....
... no i sobie tak stoimy....
na mnie już z tyłu zaczynają trąbić.... wszak jest zielona strzałka... a ja stoję....
dla samochodów zapala się zielone a dla pieszych w końcu zapala się czerwone...
więc ja : pyk, jedyneczka i ruszam.... a kobieta w momencie zapalenia się czerwonego wlazła na jezdnię...
wczoraj oglądałam wypowiedź posłanki PO, która chce wprowadzenia przepisu zgodnie z którym pieszy stojący przy przejściu ma pierwszeństwo. kierowca musi się zatrzymać.
... zastanawiam się, czy ta kobieta ma prawo jazdy i porusza się samodzielnie samochodem?
niejednokrotnie widziałam takie sytuacje, gdy ludzie stoją sobie przy przejściu i rozmawiają przez telefon. i sobie tylko stoją. albo kilka osób stoi i sobie rozmawia... to co ? mam stanąć przed przejściem i czekać aż się namyślą? mam wysiąść i spytać się o ich dalsze zamiary/intencje? będą przechodzić czy jednak nie? a jak uznam, że oni sobie tylko rozmawiają i przejadę i zatrzyma mnie policja... to co?
rozmówca tej posłanki, były antyterrorysta ( nie pamiętan jego nazwiska) zadawał podobne pytania... odpowiedzi nie uzyskał. posłanka mówiła pięknymi ogólnikami. śmiać mi się chciało, gdy mówiła, że w takiej sytuacji kierowcy i piesi powinni sobie dawać uprzejme znaki informujące o ich zamiarach.
ciekawa jestem, jakie rady ta posłanka dałaby w takiej sytuacji???
lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,17027225,Ogromne_korki_na_Sowinskiego__Gdzie_jest_policja__.html#LokLubTxt
gdyby chcieć zastosować proponowane przepisy w tym miejscu - to trzebaby wogóle zatrzymać tam ruch samochodów. niestety jeżdżę tą ulicą do pracy i często, aby przejechać trzeba wymuszać na pieszych przejazd....
albo targowisko na ul. Ruskiej.....
najpierw należy poprawić drogi i ich przejezdność, ilość i jakość przejść dla pieszych w odpowiednich miejscach. i dodatkowo należy przeprowadzić długą akcję informacyjno - uświadamiającą. należy wpływać na zmianę mentalności kierowców i pieszych.
a dopiero potem wprowadzać przepisy i straszyć karami.
kiedyś... sunąc w korku.... na jednym skrzyżowaniu wpuściłam przed siebie jeden samochód z podporządkowanej.... na następnym skrzyżowaniu drugi....
a na kolejnych światłach pasażer z samochodu jadącego za mną (a było to piękne czarne terenowe porshe) wyskoczył, podleciał do mnie, otworzył moje drzwi.... zionąc wódą wyzwał mnie od kurew, bo przepuściłam....
ot i kultura....
kiedyś....
stoję na skrzyżowaniu ze światłami
chcę skręcić w prawo. zapala się zielona strzałka. podjeżdżam troszkę do przodu, ale widzę, że przy przejściu stoi kobieta i ma zielone....
zielone dla pieszych się świeci... kobieta stoi.... ja mam zieloną strzałkę i też stoję... kobieta ma pierwszeństwo....
... no i sobie tak stoimy....
na mnie już z tyłu zaczynają trąbić.... wszak jest zielona strzałka... a ja stoję....
dla samochodów zapala się zielone a dla pieszych w końcu zapala się czerwone...
więc ja : pyk, jedyneczka i ruszam.... a kobieta w momencie zapalenia się czerwonego wlazła na jezdnię...
Komentarze: 2 pokaż »
uuuuufffffff.....
2014-11-25 11:56
ale mi ulżyło....
mam nadzieję, że takich sensacji szybko nie będę ponownie miała
elektryk naprawił co trzeba.
chłopina musiał nieźle się nakombinować... trochę się bałam, że jednak trzeba będzie rozwalać sufit w łazience - nie mógł się dobrać do kabli - to tam były jakieś zwarcia powodujące ogólnomieszkaniowe trzaski i skwierczenia.
kamień z serca spadł.
jeden mniej. :)
mam nadzieję, że takich sensacji szybko nie będę ponownie miała
elektryk naprawił co trzeba.
chłopina musiał nieźle się nakombinować... trochę się bałam, że jednak trzeba będzie rozwalać sufit w łazience - nie mógł się dobrać do kabli - to tam były jakieś zwarcia powodujące ogólnomieszkaniowe trzaski i skwierczenia.
kamień z serca spadł.
jeden mniej. :)
Komentarze: 2 pokaż »
kompletu cd...
2014-11-24 11:47
elektryczność mnie nie lubi. :/
wchodzę wczoraj do domu...
zapalam światło w przedpokoju.
zapalam światło w dużym pokoju...
i jak huknie!
wybuchła żaróweczka w żyrandolu.
w tym samym gnieździe, co kilka miesięcy temu.
no nic. fajnie, myślę....
wyciągam odkurzacz. chcę od razu posprzątać z pokoju szkło...
gdy włączyłam odkurzacz usłyszałam jeden wielki trzask w gniazdku, w szkrzynce bezpieczników i zrobiła się "choinka" ze świateł....
strasznie się wystraszyłam.
zmieniłam gniazdko do włączenia odkurzacza... i znowu to samo.... trzaski i miganie świateł....
potem nawet gdy odkurzacz był odłączony to dalej był trzask i miganie w żyrandolach...
przestraszyłam się jeszcze bardziej....
pękłam.
siadłam i zaczęłam ryczeć.
co jeszcze?
na koncie pozostało kilkadziesiąt złotych....
a tu coś się dzieje niebezpiecznego....
bałam się włączyć światło.
ale widziałam, że lodówka działa normalnie, wyświetlacz w kuchence też...
zadzwoniłam do mamy....
powiedziała, że o kasę nie muszę się martwić. nawet, gdyby trzeba było wymieniać instalację elektryczną - mam się nie martwić.
dała pieniądze na elektryka i kupno jakiejś lampki - pomyślałam, że jak górne światło nie działa to przynajmniej lampkę będziemy w domu miały. i kilka świec też na wszelki wypadek kupiłam.
dobrze, że mam pomoc mamy.
jednak lampka też nie mogła być podłączona.... wszystko mrugało... nawet telewizor się wyłączył...
wieczorem siedziałyśmy przy świecach. tv działał...
strasznie wczoraj ryczałam przez to wszystko.
dodatkowo rozwala mnie moja sytuacja..... jak coś się w domu staje nagłego - to nie jestem sobie w stanie sama poradzić.
żyję od pensji do pensji drżąc, aby nic takiego nie wyskoczyło....
a przecież zawsze finansowo większego coś się pojawia...
w tym miesiącu też takie wydatki miałam...
i teraz jeszcze do kompletu to...
mam praktycznie 40 lat... powinnam czuć/mieć jakąś stabilizację... a tu gówno. dupa.
ostatnio słyszałam wypowiedź takiej babki od organizacji pokazów mody, tej z programu top model.
powiedziała, że ma 40 lat i całe życie przed sobą.....
a ja?
dupa.
może dzisiaj przyjedzie elektryk. uspokoił mnie trochę.
choć i tak dalej ciężko mi się powstrzymać od płaczu.
rano byłam u lekarza.
wzięłam zwolnienie lekarskie do końca tygodnia.
gardło jak bolało - tak boli.
antybiotyk chyba jakoś podziałał pozytywnie. a negatywnie to z pewnością - okazało się, że mam pewne dolegliwości alergiczne na ten specyfik :/
wchodzę wczoraj do domu...
zapalam światło w przedpokoju.
zapalam światło w dużym pokoju...
i jak huknie!
wybuchła żaróweczka w żyrandolu.
w tym samym gnieździe, co kilka miesięcy temu.
no nic. fajnie, myślę....
wyciągam odkurzacz. chcę od razu posprzątać z pokoju szkło...
gdy włączyłam odkurzacz usłyszałam jeden wielki trzask w gniazdku, w szkrzynce bezpieczników i zrobiła się "choinka" ze świateł....
strasznie się wystraszyłam.
zmieniłam gniazdko do włączenia odkurzacza... i znowu to samo.... trzaski i miganie świateł....
potem nawet gdy odkurzacz był odłączony to dalej był trzask i miganie w żyrandolach...
przestraszyłam się jeszcze bardziej....
pękłam.
siadłam i zaczęłam ryczeć.
co jeszcze?
na koncie pozostało kilkadziesiąt złotych....
a tu coś się dzieje niebezpiecznego....
bałam się włączyć światło.
ale widziałam, że lodówka działa normalnie, wyświetlacz w kuchence też...
zadzwoniłam do mamy....
powiedziała, że o kasę nie muszę się martwić. nawet, gdyby trzeba było wymieniać instalację elektryczną - mam się nie martwić.
dała pieniądze na elektryka i kupno jakiejś lampki - pomyślałam, że jak górne światło nie działa to przynajmniej lampkę będziemy w domu miały. i kilka świec też na wszelki wypadek kupiłam.
dobrze, że mam pomoc mamy.
jednak lampka też nie mogła być podłączona.... wszystko mrugało... nawet telewizor się wyłączył...
wieczorem siedziałyśmy przy świecach. tv działał...
strasznie wczoraj ryczałam przez to wszystko.
dodatkowo rozwala mnie moja sytuacja..... jak coś się w domu staje nagłego - to nie jestem sobie w stanie sama poradzić.
żyję od pensji do pensji drżąc, aby nic takiego nie wyskoczyło....
a przecież zawsze finansowo większego coś się pojawia...
w tym miesiącu też takie wydatki miałam...
i teraz jeszcze do kompletu to...
mam praktycznie 40 lat... powinnam czuć/mieć jakąś stabilizację... a tu gówno. dupa.
ostatnio słyszałam wypowiedź takiej babki od organizacji pokazów mody, tej z programu top model.
powiedziała, że ma 40 lat i całe życie przed sobą.....
a ja?
dupa.
może dzisiaj przyjedzie elektryk. uspokoił mnie trochę.
choć i tak dalej ciężko mi się powstrzymać od płaczu.
rano byłam u lekarza.
wzięłam zwolnienie lekarskie do końca tygodnia.
gardło jak bolało - tak boli.
antybiotyk chyba jakoś podziałał pozytywnie. a negatywnie to z pewnością - okazało się, że mam pewne dolegliwości alergiczne na ten specyfik :/
Komentarze: 1 pokaż »
załamka
2014-11-22 14:14
.... chciałam nałożyć spodnie.... ostatnio chodziłam w nich w czasie wakacji.
nie udało mi się naciągnąć ich na tyłek.
.... i jeszcze to do kompletu.... szybko tyję....
właśnie sobie siedzę i ryczę.
dobrze, że córa wyszła ze znajomymi i mnie nie widzi.
wiem, że jest to związane z niedoczynnością tarczycy. i nie przeskoczę tego.
komplet, czyli:
brak konkretnego wykształcenia
kiepska praca
kiepska pensja
kredyty
beznadziejne życie osobiste
brak życia towarzyskiego
kolejne andrzejki sama
kolejny sylwester sama
córkę mam super, ale wchodzi w czas buntu i będę miała bardzo ciężkie najbliższe lata
za 2,5 miesiąca będę miała 40 lat.... i do czego w życiu doszłam?
i takie niby drobnostki...
ale dla każdej kobiety jednak ważne:
włosy... myślę, że połowę już straciłam
i teraz w sposób bardzo widoczny przytyłam. i wciąż mi przybywa.
już prawie całą garderobę mam wynienioną...
a wiem, że dla wielu osób jestem jeszcze w miarę szczupła i zgrabna....
ale wiem, jaka kiedyś bez najmniejszego trudu byłam...
jestem sobą co raz bardziej załamana.
sport....
po 10 godzinach w pracy, szybkich zakupach w sklepie... marzę aby coś zjeść i odpocząć
nie jestem w stanie się zdobyć na entuzjastyczne, uśmiechnięte, energetyczne ćwiczenia.
nie potrafię z siebie wydobyć energii.
czasami mam zrywy, aby robić brzuszki. ale to są tylko zrywy.
już 3 tygodnie nie byłam na basenie - okoliczności nie pozwalały. a żeby miało to moje pływanie sens musiałabym systematycznie 2-3 razy w tygodniu pływać....
... a czasowo i finansowo nie daję rady.
cieszę się, że potrafię jeszcze w miarę się ubrać i umalować. i wyglądam jeszcze w miarę fajnie. potrafię się uśmiechać, potrafię żartować.
a potem sobie w domu pobeczę. bo jakoś wcale mi wesoło nie jest.
dieta....
wyczytałam, że powinnam trzymać.... już dawno wyczytałam.
ogólnie zalecana dieta bezglutenowa.
dla mnie konieczność specjalnych działań kuchennych to koszmar. to dodatkowe uprzykrzanie i zatruwanie sobie życia.
jeżeli ktoś by mi powiedział: pokrój to, umyj, posiekaj - zrobię, nie ma problemu.mogę posprzątać, pozmywać. ale nic poza tym. gotowanie to męczarnia. umiem ugotować kilka rzeczy. i tyle.
perspektywa konieczności kupowania jakichś innych produktów, szykowania jakichś innych rzeczy - to mnie przerasta, przeraża.
na razie zrezygnowałam z pieczywa. teraz jest o tyle łatwiej, że tydzień siedzę w domu to jakoś daję radę.
ale co będę jadła pracy?
zawsze robiłam sobie kanapki. a co teraz?
miałabym coś specjalnie sobie szykować?
wstępnie wymyśliłam, że będę wcinała takie białe chrupkie pieczywko kukurydziane, jakieś kiełbaski.... kurde....
nie wiem...
nie ogarniam takich rzeczy.
staram się ogólnie za dużo nie myśleć o swoim życiu, o sobie...
ale się nie da.
a jak myślę, to zawsze zaczynam beczeć.
załamka
i jeszcze te nadkilogramy.... do kompletu....
nie udało mi się naciągnąć ich na tyłek.
.... i jeszcze to do kompletu.... szybko tyję....
właśnie sobie siedzę i ryczę.
dobrze, że córa wyszła ze znajomymi i mnie nie widzi.
wiem, że jest to związane z niedoczynnością tarczycy. i nie przeskoczę tego.
komplet, czyli:
brak konkretnego wykształcenia
kiepska praca
kiepska pensja
kredyty
beznadziejne życie osobiste
brak życia towarzyskiego
kolejne andrzejki sama
kolejny sylwester sama
córkę mam super, ale wchodzi w czas buntu i będę miała bardzo ciężkie najbliższe lata
za 2,5 miesiąca będę miała 40 lat.... i do czego w życiu doszłam?
i takie niby drobnostki...
ale dla każdej kobiety jednak ważne:
włosy... myślę, że połowę już straciłam
i teraz w sposób bardzo widoczny przytyłam. i wciąż mi przybywa.
już prawie całą garderobę mam wynienioną...
a wiem, że dla wielu osób jestem jeszcze w miarę szczupła i zgrabna....
ale wiem, jaka kiedyś bez najmniejszego trudu byłam...
jestem sobą co raz bardziej załamana.
sport....
po 10 godzinach w pracy, szybkich zakupach w sklepie... marzę aby coś zjeść i odpocząć
nie jestem w stanie się zdobyć na entuzjastyczne, uśmiechnięte, energetyczne ćwiczenia.
nie potrafię z siebie wydobyć energii.
czasami mam zrywy, aby robić brzuszki. ale to są tylko zrywy.
już 3 tygodnie nie byłam na basenie - okoliczności nie pozwalały. a żeby miało to moje pływanie sens musiałabym systematycznie 2-3 razy w tygodniu pływać....
... a czasowo i finansowo nie daję rady.
cieszę się, że potrafię jeszcze w miarę się ubrać i umalować. i wyglądam jeszcze w miarę fajnie. potrafię się uśmiechać, potrafię żartować.
a potem sobie w domu pobeczę. bo jakoś wcale mi wesoło nie jest.
dieta....
wyczytałam, że powinnam trzymać.... już dawno wyczytałam.
ogólnie zalecana dieta bezglutenowa.
dla mnie konieczność specjalnych działań kuchennych to koszmar. to dodatkowe uprzykrzanie i zatruwanie sobie życia.
jeżeli ktoś by mi powiedział: pokrój to, umyj, posiekaj - zrobię, nie ma problemu.mogę posprzątać, pozmywać. ale nic poza tym. gotowanie to męczarnia. umiem ugotować kilka rzeczy. i tyle.
perspektywa konieczności kupowania jakichś innych produktów, szykowania jakichś innych rzeczy - to mnie przerasta, przeraża.
na razie zrezygnowałam z pieczywa. teraz jest o tyle łatwiej, że tydzień siedzę w domu to jakoś daję radę.
ale co będę jadła pracy?
zawsze robiłam sobie kanapki. a co teraz?
miałabym coś specjalnie sobie szykować?
wstępnie wymyśliłam, że będę wcinała takie białe chrupkie pieczywko kukurydziane, jakieś kiełbaski.... kurde....
nie wiem...
nie ogarniam takich rzeczy.
staram się ogólnie za dużo nie myśleć o swoim życiu, o sobie...
ale się nie da.
a jak myślę, to zawsze zaczynam beczeć.
załamka
i jeszcze te nadkilogramy.... do kompletu....
Komentarze: 3 pokaż »
---------------------
2014-11-19 10:21
mój cytrus (czyt. C2) wylądował u mechanika.
zachorował w zeszłym tygodniu.
jadę sobie spokojnie a tu mi nagle znika wskazanie prędkości, poziomu paliwa i inne informacje. zapaliły się kontrolki esp (o ile dobrze pamiętam), abs, od wszystkich poduszek, ręcznego i silnika na pomarańczowo. K**** MAĆ pomyślałam i wyartykułowałam.
dobrze, że jechała ze mną koleżanka - pyk! zadzwoniła do męża mechanika.... posłuchał ... i powiedział, żeby jechać dalej.... silnik chodził normalnie, światła działały, kierunkowskazy też.....
sprawa będzie załatwiana w ramach komisowej gwarancji.
kurde...
tak prawdę mówiąc nie miałam ochoty kontaktować się z komisowym znajomym.
ogólnie facet fajny.... ale za bardzo chce się do mnie dobrać.....
siedzę sobie już jakiś czas przy kompie. kawa wypita.... spłynęła już, gdzie miała spłynąć.... "bak" już zapełniony po brzegi.... do kibelka trzeba by iść....
ale....
szkoda mi się ruszyć...
na kolanach śpi mój mały (choć spory już) pchlarz.
przybiera pozy tak rozkoszne... co chwila pomiałkuje i rusza łapkami, bo coś jej się śni
szkoda mi burzyć ten jej błogostan.
... no ale jednak wstaję....
zachorował w zeszłym tygodniu.
jadę sobie spokojnie a tu mi nagle znika wskazanie prędkości, poziomu paliwa i inne informacje. zapaliły się kontrolki esp (o ile dobrze pamiętam), abs, od wszystkich poduszek, ręcznego i silnika na pomarańczowo. K**** MAĆ pomyślałam i wyartykułowałam.
dobrze, że jechała ze mną koleżanka - pyk! zadzwoniła do męża mechanika.... posłuchał ... i powiedział, żeby jechać dalej.... silnik chodził normalnie, światła działały, kierunkowskazy też.....
sprawa będzie załatwiana w ramach komisowej gwarancji.
kurde...
tak prawdę mówiąc nie miałam ochoty kontaktować się z komisowym znajomym.
ogólnie facet fajny.... ale za bardzo chce się do mnie dobrać.....
siedzę sobie już jakiś czas przy kompie. kawa wypita.... spłynęła już, gdzie miała spłynąć.... "bak" już zapełniony po brzegi.... do kibelka trzeba by iść....
ale....
szkoda mi się ruszyć...
na kolanach śpi mój mały (choć spory już) pchlarz.
przybiera pozy tak rozkoszne... co chwila pomiałkuje i rusza łapkami, bo coś jej się śni
szkoda mi burzyć ten jej błogostan.
... no ale jednak wstaję....
Komentarze: 3 pokaż »
---------------------
2014-11-17 22:16
dziewczę się rozchorowało. :(
(czyt. ja)
dostałam antybiotyk,
w gardle coś siedzi.
siedzi i drażni do kaszlu.
i boli.
i piecze troszkę.
bu...
(czyt. ja)
dostałam antybiotyk,
w gardle coś siedzi.
siedzi i drażni do kaszlu.
i boli.
i piecze troszkę.
bu...
Komentarze: 2 pokaż »
powtórka z rozrywki?
2014-11-16 22:04
i znowu dałam się wkręcić. :/
mój "ex" w trakcie naszego małżeństwa w wielu sprawach przerzucał na mnie odpowiedzialność, w pewnym etapie nawet w sprawach dotyczących jego pracy i ogólnie w sprawach ważnych dla niego.
a wyglądało to tak:
prosiłam go, aby coś zrobił, pamiętał o kupnie czegoś, załatwieniu czegoś.
a on na to:
- to mi przypomnij.
albo:
"ex": muszę pojechać we wtorek na 18 do księgowej, muszę kupić "cośtam" - przypomnij mi
i jak mu przypomniałam w odpowiednim czasie - to zazwyczaj było zrobone. ... choć nie zawsze, bo czasami o pewne sprawy doprosić się nie mogłam
a jak mu nie przypomniałam....
to czyja wina była, że coś nie zostało zrobione, załatwione na czas?
- to była moja wina.
bo przecież powinnam mu przypomnieć, a tego nie zrobiłam.
w "elegancki" sposób przerzucał odpowiedzialnośc, za wszystko na mnie. czuł się przez to zwolniony z myślenia i pamiętania o sprawach domowych, związanych z rodziną i wielu innych rzeczach.
i dzisiaj sobie leżę w błogostanie.... wanna pełna cieplutkiej wody, pachnąca pianka... i wśród różnorodności myśli przyjemnych coś mnie puknęło w łepek :/
kurde!
hola!
"ex" znowy robi to samo a ja dałam się wkręcić!!!
oooo nie....
córa ostatnio narozrabiała z wagarami. "ex" stwierdził, że koniecznie musi być na zebraniu z rodzicami, musi porozmawiać, musi wysłuchać.... ogólnie będzie się wczuwał w rolę zainteresowanego rodzica. a wcześniej nawet na spróbował zalogować się w elektronicznym szklonym dzienniku - nie interesowało go to wcale.
tydzień temu rozmawiałam z "ex" i powiedziałam mu, w którym dniu będzie zebranie z rodzicami w szkole.
wszelkie informacje są na stronie głównej szkoły.
- wiesz... bardzo zależy mi, aby być na zebraniu z wychowawczynią. jak będziesz wiedziała, o której godzinie jest zebranie - zadzwoń i mi powiedz.
- ok. dam ci znać.
no tak.
i znowu ja mam pamiętać, aby dać mu informację jemu potrzebną.
pozwoliłam "ex" aby kolejny raz zwolnił się z pamiętania o czymś podobno ważnym dla niego.
cóż.....
pozwolę sobie zapomnieć...
skoro takie to dla niego ważne - niech sam o tym pamięta.
nie jestem jego sekretarką.
mój "ex" w trakcie naszego małżeństwa w wielu sprawach przerzucał na mnie odpowiedzialność, w pewnym etapie nawet w sprawach dotyczących jego pracy i ogólnie w sprawach ważnych dla niego.
a wyglądało to tak:
prosiłam go, aby coś zrobił, pamiętał o kupnie czegoś, załatwieniu czegoś.
a on na to:
- to mi przypomnij.
albo:
"ex": muszę pojechać we wtorek na 18 do księgowej, muszę kupić "cośtam" - przypomnij mi
i jak mu przypomniałam w odpowiednim czasie - to zazwyczaj było zrobone. ... choć nie zawsze, bo czasami o pewne sprawy doprosić się nie mogłam
a jak mu nie przypomniałam....
to czyja wina była, że coś nie zostało zrobione, załatwione na czas?
- to była moja wina.
bo przecież powinnam mu przypomnieć, a tego nie zrobiłam.
w "elegancki" sposób przerzucał odpowiedzialnośc, za wszystko na mnie. czuł się przez to zwolniony z myślenia i pamiętania o sprawach domowych, związanych z rodziną i wielu innych rzeczach.
i dzisiaj sobie leżę w błogostanie.... wanna pełna cieplutkiej wody, pachnąca pianka... i wśród różnorodności myśli przyjemnych coś mnie puknęło w łepek :/
kurde!
hola!
"ex" znowy robi to samo a ja dałam się wkręcić!!!
oooo nie....
córa ostatnio narozrabiała z wagarami. "ex" stwierdził, że koniecznie musi być na zebraniu z rodzicami, musi porozmawiać, musi wysłuchać.... ogólnie będzie się wczuwał w rolę zainteresowanego rodzica. a wcześniej nawet na spróbował zalogować się w elektronicznym szklonym dzienniku - nie interesowało go to wcale.
tydzień temu rozmawiałam z "ex" i powiedziałam mu, w którym dniu będzie zebranie z rodzicami w szkole.
wszelkie informacje są na stronie głównej szkoły.
- wiesz... bardzo zależy mi, aby być na zebraniu z wychowawczynią. jak będziesz wiedziała, o której godzinie jest zebranie - zadzwoń i mi powiedz.
- ok. dam ci znać.
no tak.
i znowu ja mam pamiętać, aby dać mu informację jemu potrzebną.
pozwoliłam "ex" aby kolejny raz zwolnił się z pamiętania o czymś podobno ważnym dla niego.
cóż.....
pozwolę sobie zapomnieć...
skoro takie to dla niego ważne - niech sam o tym pamięta.
nie jestem jego sekretarką.
Komentarze: 1 pokaż »
sto lat! sto lat! :)
2014-11-11 15:28
moja córa ma dzisiaj urodziny :) 13-te :)
jest moim największym skarbem.
ancymonek jeden ostatnio fundował sobie wagary w szkole, nerwów mi tym trochę szarpnęła...
i inne sytuacje i rozmowy były.... eeehhhhh...
... ale jest najwspanialszą dziewczyną :)
jest moim największym skarbem.
ancymonek jeden ostatnio fundował sobie wagary w szkole, nerwów mi tym trochę szarpnęła...
i inne sytuacje i rozmowy były.... eeehhhhh...
... ale jest najwspanialszą dziewczyną :)
Komentarze: 3 pokaż »
--------------------
2014-11-11 13:34
skąd człowiek wie, czy jest zakochany?
skąd wiadomo, że zakochanie drąży cię tak prawdziwie...
a może tylko chcesz, aby to właśnie miłość była?
to "chcenie"przeszywa każdą komórkę
a może tak bardzo chcesz kochać i być kochaną, że tworzysz sobie jakąś ułudę...
potężne pragnienie wpycha cię w świat fantazji.
jakoś ciągle wracam do tego:
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
skąd wiadomo, że zakochanie drąży cię tak prawdziwie...
a może tylko chcesz, aby to właśnie miłość była?
to "chcenie"przeszywa każdą komórkę
a może tak bardzo chcesz kochać i być kochaną, że tworzysz sobie jakąś ułudę...
potężne pragnienie wpycha cię w świat fantazji.
jakoś ciągle wracam do tego:
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
Komentarze: 1 pokaż »
sen...
2014-11-01 21:55
byłam na jakimś szkoleniu w pracy. wysoki nowoczesny budynek z widokiem na panoramę miasta.
przez okna zobaczyłam, że miasto się pali.
w oddali praktycznie wszystkie bloki stały w ogniu.
z okien co chwila buchały lub przygasały płomienie. dymu nie było.
nie bałam się. byłam całkowicie spokojna.
zadzwoniłam do rodziców spytać się, czy u nich wszystko w porządku.
potwierdzili, że u nich jest spokój, nic im nie zagraża, pożarów u nich nie ma. o córkę też nie czułam najmniejszego niepokoju. wiedziałam, że wszyscy są bezpieczni.
zajęłam się klikaniem w komputerach, coś sprawdzałam. dowiedziałam się, że jedna z koleżanek z pracy nie żyje. jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. jej śmierć nie miała nic wspólnego z pożarami.
potem znalazłam się gdzieś na ulicy pomiędzy zgliszczami.
też nie czułam strachu.
musiałam się gdzieś schować, bo... zbliżał się do mnie taki potwór, coś w rodzaju obcego z nostromo. wiedziałam, że to te potwory wywołały pożary.
wiedziałam, że muszę być ostrożna, ale też nie czułam strachu.
w całym śnie byłam bardzo spokojna, niezachwiana emocjonalnie...
i tyle mojego snu było :)
przez okna zobaczyłam, że miasto się pali.
w oddali praktycznie wszystkie bloki stały w ogniu.
z okien co chwila buchały lub przygasały płomienie. dymu nie było.
nie bałam się. byłam całkowicie spokojna.
zadzwoniłam do rodziców spytać się, czy u nich wszystko w porządku.
potwierdzili, że u nich jest spokój, nic im nie zagraża, pożarów u nich nie ma. o córkę też nie czułam najmniejszego niepokoju. wiedziałam, że wszyscy są bezpieczni.
zajęłam się klikaniem w komputerach, coś sprawdzałam. dowiedziałam się, że jedna z koleżanek z pracy nie żyje. jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. jej śmierć nie miała nic wspólnego z pożarami.
potem znalazłam się gdzieś na ulicy pomiędzy zgliszczami.
też nie czułam strachu.
musiałam się gdzieś schować, bo... zbliżał się do mnie taki potwór, coś w rodzaju obcego z nostromo. wiedziałam, że to te potwory wywołały pożary.
wiedziałam, że muszę być ostrożna, ale też nie czułam strachu.
w całym śnie byłam bardzo spokojna, niezachwiana emocjonalnie...
i tyle mojego snu było :)
Komentarze: 3 pokaż »
natura i ziółka
2014-10-22 19:59
mielone siemię lniane
to stosuję od kilku lat.super sprawa na przewód pokarmowy, tak lecąc po całości. bomba błonnikowa wspomagająca jelitka w pracy.
zazwyczaj na opakowaniu jest napisane, aby zalewać gorącą wodą. nie polecam. gdy takie siemię zalać gorącą wodą - robi się z tego glut. a czegoś takiego nie byłam w stanie przełknąć. 2 czubate łyżeczki zalewam letnią wodą w kubku, mieszam energicznie - robi się wtedy taka zawiesinka, którą można łatwo wypić. idealne z samego rana na pusty żołądek.
ostropest plamisty
stosuję od kilku miesięcy. poznałam ostropest dzięki autorce zaprzyjaźnionego bloga :) :)
zmielony ostropest zalewam wodą i wypijam. smak... cóż - pierwsze, co mi przychodzi do głowy - to tak jakby zmielić i zalać wodą skorupki orzecha włoskiego.
czuję na sobie pozytywne działanie. również pozytywnie wpływa na przewód pokarmowy. miałam pewne problemy z jego końcową częścią... pozwolicie, że w szczegóły dolegliwości nie będzie się zagłębiać ;). stosowałam pewne apteczne medykamenty.... ale dopiero po ostropeście widzę poprawę.
czystek
ziółka przede wszystkim na odporność. i ogólnie mają bardzo pozytywne działanie na organizm. mój brat pije je od dłuższego czasu i mniej choruje. ma działanie również antyrakowe, przeciwzapalne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybiczne, przeciwbakteryjne, przeciwhistaminowe.
działa dobrze na osobniki, jak ja, z boreliozą.
ciekawostka :)
śmiać mi się chciało niesamowicie.
papierową paczkę z czystkiem, po przyjściu ze sklepu, położyłam na stole w kuchni. mój kot bardzo się tym zainteresował. i widać tak mu ten zapach podpasował... tak go to nęciło.... że kicia zaczęła wylizywać papierową torebkę. do połowy była zamoczona. blat stołu dookoła zaśliniony. kicia pocierała pyszczkiem zaślinioną paczkę i nie mogłam jej odgonić.
taki widok - to była komedia :)
korzeń szczeci
cholerstwo drogie jest.
ma silne działanie wzmacniające odporność organizmu. korzeń ma silniejsze działanie, ale też można dostać herbatki z łodyg, jest to wersja tańsza - taką też herbatkę kupiłam. zioło też polecane przy boreliozie.
2 ostatnie zioła piję od niedawna. dopiero po zimie będę mogła powiedzieć, czy działa dobrze.
zdecydowanie bardziej wolę taką profilaktykę, niż te wszystkie sztuczne szczepionki.
każda osoba, którą znam i która kiedyś stosowała szczepionki - odchorowała to.
dodatkowo też łykam tabletki z tranem i ze względu na moją niedorobioną tarczycę - od niedawna wspomagam się selenem z dodatkiem lucerny.
mam ciągle problemy ze skurczami w stopach. boleśnie wykręca mi palce. :( kawy dużo nie piję. zazwyczaj 1 kubek rozpuszczalnej dziennie.
ostatnio kupiłam sobie taki specjalny magnez na skurcze. cóż.... w trakcie łykania tabletek, jakoś tak mocno mnie łapało.... niedorobiony ten specjalny...:/
najzwyklejszy magnez działał lepiej.
to stosuję od kilku lat.super sprawa na przewód pokarmowy, tak lecąc po całości. bomba błonnikowa wspomagająca jelitka w pracy.
zazwyczaj na opakowaniu jest napisane, aby zalewać gorącą wodą. nie polecam. gdy takie siemię zalać gorącą wodą - robi się z tego glut. a czegoś takiego nie byłam w stanie przełknąć. 2 czubate łyżeczki zalewam letnią wodą w kubku, mieszam energicznie - robi się wtedy taka zawiesinka, którą można łatwo wypić. idealne z samego rana na pusty żołądek.
ostropest plamisty
stosuję od kilku miesięcy. poznałam ostropest dzięki autorce zaprzyjaźnionego bloga :) :)
zmielony ostropest zalewam wodą i wypijam. smak... cóż - pierwsze, co mi przychodzi do głowy - to tak jakby zmielić i zalać wodą skorupki orzecha włoskiego.
czuję na sobie pozytywne działanie. również pozytywnie wpływa na przewód pokarmowy. miałam pewne problemy z jego końcową częścią... pozwolicie, że w szczegóły dolegliwości nie będzie się zagłębiać ;). stosowałam pewne apteczne medykamenty.... ale dopiero po ostropeście widzę poprawę.
czystek
ziółka przede wszystkim na odporność. i ogólnie mają bardzo pozytywne działanie na organizm. mój brat pije je od dłuższego czasu i mniej choruje. ma działanie również antyrakowe, przeciwzapalne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybiczne, przeciwbakteryjne, przeciwhistaminowe.
działa dobrze na osobniki, jak ja, z boreliozą.
ciekawostka :)
śmiać mi się chciało niesamowicie.
papierową paczkę z czystkiem, po przyjściu ze sklepu, położyłam na stole w kuchni. mój kot bardzo się tym zainteresował. i widać tak mu ten zapach podpasował... tak go to nęciło.... że kicia zaczęła wylizywać papierową torebkę. do połowy była zamoczona. blat stołu dookoła zaśliniony. kicia pocierała pyszczkiem zaślinioną paczkę i nie mogłam jej odgonić.
taki widok - to była komedia :)
korzeń szczeci
cholerstwo drogie jest.
ma silne działanie wzmacniające odporność organizmu. korzeń ma silniejsze działanie, ale też można dostać herbatki z łodyg, jest to wersja tańsza - taką też herbatkę kupiłam. zioło też polecane przy boreliozie.
2 ostatnie zioła piję od niedawna. dopiero po zimie będę mogła powiedzieć, czy działa dobrze.
zdecydowanie bardziej wolę taką profilaktykę, niż te wszystkie sztuczne szczepionki.
każda osoba, którą znam i która kiedyś stosowała szczepionki - odchorowała to.
dodatkowo też łykam tabletki z tranem i ze względu na moją niedorobioną tarczycę - od niedawna wspomagam się selenem z dodatkiem lucerny.
mam ciągle problemy ze skurczami w stopach. boleśnie wykręca mi palce. :( kawy dużo nie piję. zazwyczaj 1 kubek rozpuszczalnej dziennie.
ostatnio kupiłam sobie taki specjalny magnez na skurcze. cóż.... w trakcie łykania tabletek, jakoś tak mocno mnie łapało.... niedorobiony ten specjalny...:/
najzwyklejszy magnez działał lepiej.
Komentarze: 5 pokaż »
odnalazłam
2014-10-22 19:24
znalazłam miejsce w nowym wydaniu interii, w którym się loguje do znajomych i bloga....
nieźle ukryli :/
nieźle ukryli :/
Komentarze: 0
Irving Stone
2014-10-17 23:49
.... kolejna książka przeczytana. chyba sobie muszę zrobić mały spisik, ile już ich przeczytałam a ile mi zostało :)
poprzednio zaliczyłam "cegłę" : "Opowieść o Darwinie". właśnie dzisiaj skończyłam kolejną: "grecki skarb" - ciekawa biografia Henryka Schliemanna - archeologa samouka, odkrywcy Troi i wielu antycznych skarbów.
lubię czytać biografie.
na tego autora trafiłam przez przypadek i niesamowicie pasuje mi jego styl pisania.
poprzednio zaliczyłam "cegłę" : "Opowieść o Darwinie". właśnie dzisiaj skończyłam kolejną: "grecki skarb" - ciekawa biografia Henryka Schliemanna - archeologa samouka, odkrywcy Troi i wielu antycznych skarbów.
lubię czytać biografie.
na tego autora trafiłam przez przypadek i niesamowicie pasuje mi jego styl pisania.
Komentarze: 1 pokaż »
zezwierzęcenie
2014-10-14 20:11
właśnie oglądam "uwagę" w tvn....
ojciec molestował seksulanie 2 miesięczną córeczkę.... niemowlak trafił z obrażeniami do szpitala po interwencji pracownika socjalnego... nawet policja musiała być, bo się ojciec awanturował...
... przypomnieli 8 miesięczną dziewczynkę też wykorzystywaną przez dorosłego....
takich trzeba fizycznie wykastrować i do więzienia do końca życia. już tam by się nimi zajęli.
ojciec molestował seksulanie 2 miesięczną córeczkę.... niemowlak trafił z obrażeniami do szpitala po interwencji pracownika socjalnego... nawet policja musiała być, bo się ojciec awanturował...
... przypomnieli 8 miesięczną dziewczynkę też wykorzystywaną przez dorosłego....
takich trzeba fizycznie wykastrować i do więzienia do końca życia. już tam by się nimi zajęli.
Komentarze: 10 pokaż »
kondycjo!!! gdzieś ty???
2014-10-11 21:07
moja biedna kondycja....
jest w stanie opłakanym.
tak...
to moja wina...
to ja zaniedbałam
to ja zapomniałam
to ja nie rozwijałam
to ja nie dawałam bodźców....
to moja wina...
biję się w piersi moje kształtne jeszcze... moja wielka wina....
dzisiaj byłam na basenie.
kondycja zmarniała. ale jeszcze jakoś daje radę. w formie szczątkowej, ale jednak jeszcze jest :)
w wodzie czułam się rewelacyjnie. tak dobrze... tak spokojnie....
no a na zakończenie... okazało się, że nie zabrałam majtek do przebrania się :) cóż... dżinsy na goły tyłeczek i się poszło :)
trudno tak, po długiej przerwie zmobilizować się i ruszyć tyłeczek, aby znowu zacząć pływać. co więcej - aby zacząć pływać systematycznie, jak to kiedyś było.
nadkilogramy mi się robią i źle mi z tym :( bardzo mi źle :(
muszę się więcej ruszać.
z jedzeniem będzie bida, bo ja kuchennie leworęczna nieco jestem.... ale jakoś muszę się postarać jakoś... choć pewne elementy muszę pozmieniać.
dzisiaj np. na śniadanie ugotowałam sobie trochę kalafiora. smakowało. najadłam się. i dobrze mi z tym było :)
a kto ze mną mecz ogląda???
hę?
ja heinekenka mam. sączę sobie
jest w stanie opłakanym.
tak...
to moja wina...
to ja zaniedbałam
to ja zapomniałam
to ja nie rozwijałam
to ja nie dawałam bodźców....
to moja wina...
biję się w piersi moje kształtne jeszcze... moja wielka wina....
dzisiaj byłam na basenie.
kondycja zmarniała. ale jeszcze jakoś daje radę. w formie szczątkowej, ale jednak jeszcze jest :)
w wodzie czułam się rewelacyjnie. tak dobrze... tak spokojnie....
no a na zakończenie... okazało się, że nie zabrałam majtek do przebrania się :) cóż... dżinsy na goły tyłeczek i się poszło :)
trudno tak, po długiej przerwie zmobilizować się i ruszyć tyłeczek, aby znowu zacząć pływać. co więcej - aby zacząć pływać systematycznie, jak to kiedyś było.
nadkilogramy mi się robią i źle mi z tym :( bardzo mi źle :(
muszę się więcej ruszać.
z jedzeniem będzie bida, bo ja kuchennie leworęczna nieco jestem.... ale jakoś muszę się postarać jakoś... choć pewne elementy muszę pozmieniać.
dzisiaj np. na śniadanie ugotowałam sobie trochę kalafiora. smakowało. najadłam się. i dobrze mi z tym było :)
a kto ze mną mecz ogląda???
hę?
ja heinekenka mam. sączę sobie
Komentarze: 4 pokaż »
-----------------------
2014-10-07 08:18
nie dzieje sie nic....
takie sobie zazwyczaj monotonne moje życie jest.
praca + ustawicznie nadgodziny, spożywczak i dom.
w pracy kierownictwo wymyśla "usprawnienia". i tak się zastanawiamy z dziewczynami komu i co ma to wszystko usprawnić.
.... a rozliczać z wyników będą... kryteria i wymagania wciąż rosną...
pracodawca swoimi działaniami jeszcze mnie do pracy nie zniechęcił, choć starają się bardzo.
sytuację ratują dziewczyny z mojej grupy.
po ostatnich szopkach z premiami sporo osób poskładało wypowiedzenia umów. również po ostatnich pseudo podwyżkach. z kilkuset osób.... dostało 5. i to kwoty maks 150zł brutto. kryteria ich przyznawania są całkowicie niezrozumiałe dla naszego kierownictwa. decydowała centrala. ludzie szykują kolejne wypowiedzenia....
co z tego, że miałam bardzo dobrą ocenę roczną?
był jednak pewien element odbiegający zdecydowanie od normy.
spędziłam troszkę czasu w bardzo fajnym miejscu w przemiłym towarzystwie.
i pierwszy raz w życiu miałam możliwość zostać "aromatycznie" wymasowana i wypeelingowana.
dopiero teraz wiem, jak bardzo moje mieśnie są napięte.
jestem kłębkiem różnych spiętości.
nawet teraz, gdy siedzę sobie na kanapie - czuję, że się spinam.
kupiłam sobie kilka fajnych mazideł do "domowego spa".
peeling cukrowo-solny, masło do ciała, olejek z dodatkiem arganu (muszę sobie kupić czysty olejek arganowy, ale pieroństwo drogie jest), peeling i kremik do stóp, aromatyczny żel do kąpieli.
smaruję się (choć wolałabym, aby były to inne ręce), pachnę :) fajnie się czuję.
jeszcze, żebym na basen wróciła. w tym tygodniu "trybię" w pracy po 10 godzin (do 20-tej)... czekam na sobotę :)
wróciłam do robienia brzuszków.
takie sobie zazwyczaj monotonne moje życie jest.
praca + ustawicznie nadgodziny, spożywczak i dom.
w pracy kierownictwo wymyśla "usprawnienia". i tak się zastanawiamy z dziewczynami komu i co ma to wszystko usprawnić.
.... a rozliczać z wyników będą... kryteria i wymagania wciąż rosną...
pracodawca swoimi działaniami jeszcze mnie do pracy nie zniechęcił, choć starają się bardzo.
sytuację ratują dziewczyny z mojej grupy.
po ostatnich szopkach z premiami sporo osób poskładało wypowiedzenia umów. również po ostatnich pseudo podwyżkach. z kilkuset osób.... dostało 5. i to kwoty maks 150zł brutto. kryteria ich przyznawania są całkowicie niezrozumiałe dla naszego kierownictwa. decydowała centrala. ludzie szykują kolejne wypowiedzenia....
co z tego, że miałam bardzo dobrą ocenę roczną?
był jednak pewien element odbiegający zdecydowanie od normy.
spędziłam troszkę czasu w bardzo fajnym miejscu w przemiłym towarzystwie.
i pierwszy raz w życiu miałam możliwość zostać "aromatycznie" wymasowana i wypeelingowana.
dopiero teraz wiem, jak bardzo moje mieśnie są napięte.
jestem kłębkiem różnych spiętości.
nawet teraz, gdy siedzę sobie na kanapie - czuję, że się spinam.
kupiłam sobie kilka fajnych mazideł do "domowego spa".
peeling cukrowo-solny, masło do ciała, olejek z dodatkiem arganu (muszę sobie kupić czysty olejek arganowy, ale pieroństwo drogie jest), peeling i kremik do stóp, aromatyczny żel do kąpieli.
smaruję się (choć wolałabym, aby były to inne ręce), pachnę :) fajnie się czuję.
jeszcze, żebym na basen wróciła. w tym tygodniu "trybię" w pracy po 10 godzin (do 20-tej)... czekam na sobotę :)
wróciłam do robienia brzuszków.
Komentarze: 2 pokaż »
RATUNKU !!!!
2014-09-17 19:52
czy ja oślepłam?
pomroczność jasna mnie dopadła????
gapię się na stronę główną interii i za cholerę nie widzę miejsca, gdzie można wejść na bloga.
masakra jakaś.
dobrze, że dostaję maile z powiadomieniami o wpisach, więc drogą okrężkną się zalogowałam.
no ale chyba nie o to chodzi!
i w dalszym ciągu nie mogę zrobić wpisu korzystając z google chrome.
niech ktoś mnie nakieruje, gdzie na stronie głównej można wejść na bloga.
pomroczność jasna mnie dopadła????
gapię się na stronę główną interii i za cholerę nie widzę miejsca, gdzie można wejść na bloga.
masakra jakaś.
dobrze, że dostaję maile z powiadomieniami o wpisach, więc drogą okrężkną się zalogowałam.
no ale chyba nie o to chodzi!
i w dalszym ciągu nie mogę zrobić wpisu korzystając z google chrome.
niech ktoś mnie nakieruje, gdzie na stronie głównej można wejść na bloga.
Komentarze: 6 pokaż »
-----------
2014-09-04 23:26
córa uszczęśliwiona - jest zgoda dyrektora na zmianę języka - będzie uczyła się dodatkowo hiszpańskiego.
i mi przy okazji ulżyło, bo wiem jak to jest uczyć się czegoś niechcianego.
ja tak miałam z francuskim. ogólnie dobrze sobie radziłam na zajęciach, ale po szkole momentalnie wiedza mi się z mózgu ulotniła. jest to dla mnie język całkowicie abstrakcyjny.
córcia co raz bardziej zadowolona z nowych koleżanek. od razu 3 z nich same zaproponowały, że pożyczą jej zeszyt z hiszpańskiego.
młoda zaczęła właśnie 1 klasę gimnazjum.
może to być ciężki czas dla mnie, ponieważ dzieciaki ogólnie w gimnazjum zaczynają się czuć takie bardzo dorosłe i świrują.
dzisiaj w pracy koleżanka trochę mnie nastraszyła.
powiedziała, że też kiedyś miała bardzo potłuczonego palca u nogi i nic ją specjalnie mocno nie bolało... ale jednak okazało się, że miała popękane kości.
w sobotę idę do lekarza.
i tak sobie pomyślałam, że może na zwolnienie lekarskie pójdę.
pomimo tego, że lubię charakter mojej pracy - to mnie ostatnio co nie co tam rozwaliło.
po raz kolejny sobie poryczałam....
jakoś stwierdziłam, że sobie trochę odpuszczę.
moja motywacja do pilnowania wysokich wyników łupnęła o ziemię.
pomimo poprawy wyników w tym kwartale dostałam 3 razy mniejszą premię niż za 1 kwartał. a usłyszałam, że dobrze, że wogóle dostałam, bo inni nie mieli...
coś kombinują...
koleżanka też dostała mniej niż inni, bo.... za dużo zarobiła w kwartale. - tak usłyszała od "menagiera". za dużo nadgodzin wyrobiła, to jej obcieli z innej strony. bo sobie w firmie wymyślili, że szeregowy pracownik nie może zarobić powyżej jakiegoś pułapu.
... złożyłam wniosek o dofinansowanie podręczników szkolnych.... i dostanę wielką figę z dużą ilością maku.
zapomogi nie może dostać osoba, której dochód BRUTTO na 1 osobę w rodzinie przekroczył 1680 zł.
a ja... trzaskam nadgodziny żeby było lżej finansowo, jakąś premię wyrobiłam... jeszcze mi do dochodu alimenty wliczają.... no i wg mojej firmy taka dobrze sytuowana jestem... taką mam dobrą sytuację rodzinną.... no to po co mi zapomoga?
i tak sobie pomyślałam... po co się wysilać?
będę robiła to co do mnie należy tak, aby nikt się do niczego nie przyczepił....
i mi przy okazji ulżyło, bo wiem jak to jest uczyć się czegoś niechcianego.
ja tak miałam z francuskim. ogólnie dobrze sobie radziłam na zajęciach, ale po szkole momentalnie wiedza mi się z mózgu ulotniła. jest to dla mnie język całkowicie abstrakcyjny.
córcia co raz bardziej zadowolona z nowych koleżanek. od razu 3 z nich same zaproponowały, że pożyczą jej zeszyt z hiszpańskiego.
młoda zaczęła właśnie 1 klasę gimnazjum.
może to być ciężki czas dla mnie, ponieważ dzieciaki ogólnie w gimnazjum zaczynają się czuć takie bardzo dorosłe i świrują.
dzisiaj w pracy koleżanka trochę mnie nastraszyła.
powiedziała, że też kiedyś miała bardzo potłuczonego palca u nogi i nic ją specjalnie mocno nie bolało... ale jednak okazało się, że miała popękane kości.
w sobotę idę do lekarza.
i tak sobie pomyślałam, że może na zwolnienie lekarskie pójdę.
pomimo tego, że lubię charakter mojej pracy - to mnie ostatnio co nie co tam rozwaliło.
po raz kolejny sobie poryczałam....
jakoś stwierdziłam, że sobie trochę odpuszczę.
moja motywacja do pilnowania wysokich wyników łupnęła o ziemię.
pomimo poprawy wyników w tym kwartale dostałam 3 razy mniejszą premię niż za 1 kwartał. a usłyszałam, że dobrze, że wogóle dostałam, bo inni nie mieli...
coś kombinują...
koleżanka też dostała mniej niż inni, bo.... za dużo zarobiła w kwartale. - tak usłyszała od "menagiera". za dużo nadgodzin wyrobiła, to jej obcieli z innej strony. bo sobie w firmie wymyślili, że szeregowy pracownik nie może zarobić powyżej jakiegoś pułapu.
... złożyłam wniosek o dofinansowanie podręczników szkolnych.... i dostanę wielką figę z dużą ilością maku.
zapomogi nie może dostać osoba, której dochód BRUTTO na 1 osobę w rodzinie przekroczył 1680 zł.
a ja... trzaskam nadgodziny żeby było lżej finansowo, jakąś premię wyrobiłam... jeszcze mi do dochodu alimenty wliczają.... no i wg mojej firmy taka dobrze sytuowana jestem... taką mam dobrą sytuację rodzinną.... no to po co mi zapomoga?
i tak sobie pomyślałam... po co się wysilać?
będę robiła to co do mnie należy tak, aby nikt się do niczego nie przyczepił....
Komentarze: 2 pokaż »
kot załatwił mnie stołkiem
2014-09-03 13:18
kuśtykam.
a mam dzisiaj trochę chodzenia.
część już wykuśtykałam, druga część po 16-tej.
wczoraj wieczorem chciałam wziąć kota na ręce. kicia siedziała na stołku i tak odnóżami zamachała, że stołek przewrócila.
no i trzasnął mnie brzeg stołka w palec stopy....
początkowo przestraszyłam się, że coś się połamało. ale na szczęści jest "ok".
w stanie spoczynku czuję tylko delikatnie, że coś jest na rzeczy.... nawet mogłabym zapomnieć o urazie chwilowo. ale siniaczysko pJĘkne się zrobiło. palec napuchnięty. teraz niemalże tęcza będzie mi się robiła. :) moja prywatna tęcza :)
maść sobie zakupiłam i będę smarować.
strasznie mnie wymęczyło kuśtykanie.
córa zalicza drugi dzień w szkole.
wczoraj była bardzo zmęczona wszystkimi emocjami.
oczywiśćie zrobiła się tragedia z powodu j. niemieckiego.
już go nie cierpi, pani jest głupia, nic nie rozumie.
no to ok.
jak tak bardzo chce - to może jeszcze uda się ją przenieść do grupy z hiszpańskim.
tylko że wtedy nie będzie mogła liczyć na najmniejszą pomoc z mojej strony.
niemieckiego kiedyś się uczyłam i jeszcze pamiętam ogólnie "o co tam chodzi", wymowa mi nie straszna.
a mam dzisiaj trochę chodzenia.
część już wykuśtykałam, druga część po 16-tej.
wczoraj wieczorem chciałam wziąć kota na ręce. kicia siedziała na stołku i tak odnóżami zamachała, że stołek przewrócila.
no i trzasnął mnie brzeg stołka w palec stopy....
początkowo przestraszyłam się, że coś się połamało. ale na szczęści jest "ok".
w stanie spoczynku czuję tylko delikatnie, że coś jest na rzeczy.... nawet mogłabym zapomnieć o urazie chwilowo. ale siniaczysko pJĘkne się zrobiło. palec napuchnięty. teraz niemalże tęcza będzie mi się robiła. :) moja prywatna tęcza :)
maść sobie zakupiłam i będę smarować.
strasznie mnie wymęczyło kuśtykanie.
córa zalicza drugi dzień w szkole.
wczoraj była bardzo zmęczona wszystkimi emocjami.
oczywiśćie zrobiła się tragedia z powodu j. niemieckiego.
już go nie cierpi, pani jest głupia, nic nie rozumie.
no to ok.
jak tak bardzo chce - to może jeszcze uda się ją przenieść do grupy z hiszpańskim.
tylko że wtedy nie będzie mogła liczyć na najmniejszą pomoc z mojej strony.
niemieckiego kiedyś się uczyłam i jeszcze pamiętam ogólnie "o co tam chodzi", wymowa mi nie straszna.
Komentarze: 5 pokaż »
--------------------
2014-09-02 08:07
i rok szkolny rozpoczęty.
córa bardzo się sresowała nową szkołą.
ogólnie była nastawiona od początku na "nie".chciała iść do gimnazjum rejonowego i to do klasy ogólnej- tam gdzie miała chodzić jej przyjaciółeczka. wojenki na ten temat były, bo zależało mi aby je rozdzielić.
rozdzielenie z przyjaciółeczką nastąpiło, szczęśliwie, samoistnie. co więcej - córcia sama zobaczyła jak zakłamana jest jej "przyjaciółeczka" i jaką głupotą było kolegowanie się z nią.
ufff.... główny powód oporu szkolnego mam z głowy.
pozostał strach przed nieznanym, przed brakiem akceptacji.
strach ten zaczął się ładnie rozwiewać wczoraj :) córa siedziała sobie przy kompie, klikała na "fejsie" i nagle zapiszczała z radości. zagadała ją jakaś dziewczyna z nowej klasy. co więcej - zaproponowała aby trzymały się razem.
w budynku szkoły mieści się podstawówka, gimnazjum i liceum. ta nowa koleżanka chodziła właśnie do podstawówki w tym budynku, więc zna tam wszystkie kąty, dzieciaki. a moja córa już zdążyła się zorientować, że nowa koleżanka należy to tych popularniejszych dziewczyn.
no cóż.... swój wyczuł swego ;) moja córa też należała do szkolnych "gwiazd" (żeby nie było - czerwony pasek na świadectwie był i miała drugi wynik w szkole w teście kończącym podstawówkę)
mam nadzieję, że córcia z czasem ładnie się odnajdzie w nowym środowisku. że przekona się do szkoły.
córa bardzo się sresowała nową szkołą.
ogólnie była nastawiona od początku na "nie".chciała iść do gimnazjum rejonowego i to do klasy ogólnej- tam gdzie miała chodzić jej przyjaciółeczka. wojenki na ten temat były, bo zależało mi aby je rozdzielić.
rozdzielenie z przyjaciółeczką nastąpiło, szczęśliwie, samoistnie. co więcej - córcia sama zobaczyła jak zakłamana jest jej "przyjaciółeczka" i jaką głupotą było kolegowanie się z nią.
ufff.... główny powód oporu szkolnego mam z głowy.
pozostał strach przed nieznanym, przed brakiem akceptacji.
strach ten zaczął się ładnie rozwiewać wczoraj :) córa siedziała sobie przy kompie, klikała na "fejsie" i nagle zapiszczała z radości. zagadała ją jakaś dziewczyna z nowej klasy. co więcej - zaproponowała aby trzymały się razem.
w budynku szkoły mieści się podstawówka, gimnazjum i liceum. ta nowa koleżanka chodziła właśnie do podstawówki w tym budynku, więc zna tam wszystkie kąty, dzieciaki. a moja córa już zdążyła się zorientować, że nowa koleżanka należy to tych popularniejszych dziewczyn.
no cóż.... swój wyczuł swego ;) moja córa też należała do szkolnych "gwiazd" (żeby nie było - czerwony pasek na świadectwie był i miała drugi wynik w szkole w teście kończącym podstawówkę)
mam nadzieję, że córcia z czasem ładnie się odnajdzie w nowym środowisku. że przekona się do szkoły.
Komentarze: 2 pokaż »
------------
2014-08-21 20:43
co mam wypłakać i wysmucić się - to muszę wypłakać i wysmucić.
czy to zmienia moją sytuację - oczywiście nie.
ale negatywne emocje, odczucia muszą mieć ujście.
w tym moim nie dawaniu sobie rady - muszę sobie jakoś dawać radę.
i będę sobie dawała radę.
i będzie ok.
bo ma być ok.
co nie zmienia faktu, że jeszcze wyszlocham ocean łez i zaliczę kilkaktotnie wszystkie tereny depresyjne świata.
ale w tym wszystkim - będzie ok.
bo jak tak chcę.
właśnie skompletowałam córci wszystkie książki i szkolne rzeczy.
załamka totalna.
finansowa załamka.
w przyszłym tygodniu złożę w pracy wniosek o zapomogę. ciekawe, czy i ile dostanę?
czy to zmienia moją sytuację - oczywiście nie.
ale negatywne emocje, odczucia muszą mieć ujście.
w tym moim nie dawaniu sobie rady - muszę sobie jakoś dawać radę.
i będę sobie dawała radę.
i będzie ok.
bo ma być ok.
co nie zmienia faktu, że jeszcze wyszlocham ocean łez i zaliczę kilkaktotnie wszystkie tereny depresyjne świata.
ale w tym wszystkim - będzie ok.
bo jak tak chcę.
właśnie skompletowałam córci wszystkie książki i szkolne rzeczy.
załamka totalna.
finansowa załamka.
w przyszłym tygodniu złożę w pracy wniosek o zapomogę. ciekawe, czy i ile dostanę?
Komentarze: 2 pokaż »
włosy
2014-08-19 10:21
w czasach dawniejszych miałam burzę blond włosów.
potem miałam przez kilka ładnych lat nieźle przystrzygane, niekiedy były dosyć mocno wystrzyżone z drobnymi pazurkami do poczochrania :)
włosy były mocne, było ich dużo.
od początku 2009 roku zaczęłam zapuszczać. urosły pięknie.
ale tarczyca je dopadła.
ostatnio złapała mnie taka prawdziwa żałość. łzy w oczach się pojawiły.
w upalne dni wiązałam włosy na noc w warkocz.
niestety... warkocz... to zbyt dużo powiedziane.
został mi mysi ogonek.
teraz warkocz ze wszystkich włosów jest tak "gruby" jak kiedyś warkocz z ich połowy.
kurde....
włosy mi wyłażą...
kilogramy przybywają...
"czterdziechy dobijam"
praca kiepskawa
wykształcenie kiepskie
"dożywocie" w postaci hipoteki gwarantowane
powodzenia u mężczyzn nie mam. a jeżeli już się cudem jakimś pojawi - to żonaty szukający kochanki.
no gdybym chociaż w tego totolotka wygrała!!!! a tu nic!
potem miałam przez kilka ładnych lat nieźle przystrzygane, niekiedy były dosyć mocno wystrzyżone z drobnymi pazurkami do poczochrania :)
włosy były mocne, było ich dużo.
od początku 2009 roku zaczęłam zapuszczać. urosły pięknie.
ale tarczyca je dopadła.
ostatnio złapała mnie taka prawdziwa żałość. łzy w oczach się pojawiły.
w upalne dni wiązałam włosy na noc w warkocz.
niestety... warkocz... to zbyt dużo powiedziane.
został mi mysi ogonek.
teraz warkocz ze wszystkich włosów jest tak "gruby" jak kiedyś warkocz z ich połowy.
kurde....
włosy mi wyłażą...
kilogramy przybywają...
"czterdziechy dobijam"
praca kiepskawa
wykształcenie kiepskie
"dożywocie" w postaci hipoteki gwarantowane
powodzenia u mężczyzn nie mam. a jeżeli już się cudem jakimś pojawi - to żonaty szukający kochanki.
no gdybym chociaż w tego totolotka wygrała!!!! a tu nic!
Komentarze: 1 pokaż »
--------------
2014-08-19 10:04
mam jakąś kiepskawą pamięć.
ostatnio rozmawiałam z bratem - jest wytrawnym czytaczem książek historycznych.
ja też właśnie takie lubię, czytam choć nie w takich ilościach jak on.
kurde....
brat był w stanie mówić o faktach, datach, sytuacjach z różnych książek...
a ja???
kurde.... kiepsko z tą pamięcią.
a przecież fajnych rzeczy z książek się dowiadywałam...
nawet teraz ciężko mi sobie przypomnieć zakres dat, w których żyli bohaterowie biografii....
ogólny zarys, co i jak - znam.... ale żeby jakieś konkrety?
tak sobie ostatnio pomyślałam, żeby założyć taki notatnik.
zapisywałabym najciekawsze rzeczy z książek.
taki prawdziwy... mogłabym w nim PISAĆ RĘCZNIE piórem.
... pisanie ręczne jest już u mnie w zaniku :(
jak poprawić pamięć?
lecytynka, droga pani, lecytynka...
wiem, że są jakieś ćwiczenia na pamięć.
trzeba mi zacząć działać w temacie!
właśnie sobie przypomniałam, że w podstawówce mieliśmy takie specjalne zeszyty lektur :) :)
opisywaliśmy tam o czym była książka, rysowaliśmy do niej jakąś ilustrację :) :)
ostatnio rozmawiałam z bratem - jest wytrawnym czytaczem książek historycznych.
ja też właśnie takie lubię, czytam choć nie w takich ilościach jak on.
kurde....
brat był w stanie mówić o faktach, datach, sytuacjach z różnych książek...
a ja???
kurde.... kiepsko z tą pamięcią.
a przecież fajnych rzeczy z książek się dowiadywałam...
nawet teraz ciężko mi sobie przypomnieć zakres dat, w których żyli bohaterowie biografii....
ogólny zarys, co i jak - znam.... ale żeby jakieś konkrety?
tak sobie ostatnio pomyślałam, żeby założyć taki notatnik.
zapisywałabym najciekawsze rzeczy z książek.
taki prawdziwy... mogłabym w nim PISAĆ RĘCZNIE piórem.
... pisanie ręczne jest już u mnie w zaniku :(
jak poprawić pamięć?
lecytynka, droga pani, lecytynka...
wiem, że są jakieś ćwiczenia na pamięć.
trzeba mi zacząć działać w temacie!
właśnie sobie przypomniałam, że w podstawówce mieliśmy takie specjalne zeszyty lektur :) :)
opisywaliśmy tam o czym była książka, rysowaliśmy do niej jakąś ilustrację :) :)
Komentarze: 0
-----------------
2014-08-13 21:38
ostatnio trochę przyszalałam wyprzedażowo.
:)
sobie pokupowałam kilka fatałaszków dobrej jakości w naprawdę świetnych cenach.
jestem bardzo zadowolona.
córci też pokupowałam trochę szmatek. oczywiście wyprzedażowo.
obie jesteśmy bardzo zadowolone.
szkoda tylko....
jeżeli chodzi o mojego "ex", to tradycyjnie ręce mi opadają.
z wielkim bólem i prośbami ze strony córci.... wydał na nią 100zł. kupił obiecaną torbę do szkoły i chciał na tym zakończyć... ale córcia uprosiła go jeszcze na kupno sweterka....
a gdy poprosiła potem, aby dał jej 2 zł (słodnie; dwa złote) to stwierdził, że nie ma pieniędzy.
jak to się gryzie z tym, że przed całymi "zakupami" córcia widziała, jak tata we wpłatomacie wpłaca sobie na konto 3 tyś....
moja ex teściowa dawała małe kwotki mojemu "ex", aby córci coś kupował.... a że on nic jej nie kupował.... to teraz babcia w tajemnicy przed tatą daje wnuczce drobne sumki....
żenada....
jak można mieć takiego węża w kieszeni? i to wobec (teoretycznie) najbliższej mu osoby?
jeszcze żeby na biednego trafiło.
niesamowitą radość sprawia mi ... sprawianie radości córci. a kupno nowych, fajnych ciuszków sprawiać taką radość zawsze będzie.
córa wie, że z racji małej zasobności mojego konta może liczyć na zakupy wyprzedażowe. i nie słyszę jęczenia, że ona chce coś innego. ale dzięki wyprzedażom, mała wie, że sztukowo-ubranowo będzie do przodu.
jakoś nie mam problemu z dogadywaniem się w tej kwestii z potomkinią.
i jak tak sobie kupowałam fatałaszki...
i jak tak sobie mierzyłam fajne spodnie w rozmiarze 40.... a potem i drugie spodnie w rozmiarze 40... i pasowały idealnie...
to nastąpiło chyba we mnie jakieś pogodzenie się z faktem, że szczuplejsza już nie będę.
czas zrobić ostateczne czystki w szafie.
gdzieniegdzie zalegają na półkach ubrania z czasów przeszłych-szczuplejszych.
kilka lat tak zalegają, bo ich właścicielka karmiła się nadzieją, że kilogramów ubędzie.
jest jak jest.
po co się wewnętrznie zatruwać tym, że nie umiem schudnąć.
nie radzę sobie z wieczornym apetytem, albo z fazą słodyczową...
no nie radzę i już.
za to brzuszki od pewnego czasu robię codziennie i odnajduję w tym przyjemność.
mam nadzieję jak najdłużej utrzymać systematyczność.
muszę też popracować nad skórą na brzuchu. jakieś mazidła trzeba by zacząć wklepywać...
... trzeba mi się z pewnymi rzeczami pogodzić...
:)
sobie pokupowałam kilka fatałaszków dobrej jakości w naprawdę świetnych cenach.
jestem bardzo zadowolona.
córci też pokupowałam trochę szmatek. oczywiście wyprzedażowo.
obie jesteśmy bardzo zadowolone.
szkoda tylko....
jeżeli chodzi o mojego "ex", to tradycyjnie ręce mi opadają.
z wielkim bólem i prośbami ze strony córci.... wydał na nią 100zł. kupił obiecaną torbę do szkoły i chciał na tym zakończyć... ale córcia uprosiła go jeszcze na kupno sweterka....
a gdy poprosiła potem, aby dał jej 2 zł (słodnie; dwa złote) to stwierdził, że nie ma pieniędzy.
jak to się gryzie z tym, że przed całymi "zakupami" córcia widziała, jak tata we wpłatomacie wpłaca sobie na konto 3 tyś....
moja ex teściowa dawała małe kwotki mojemu "ex", aby córci coś kupował.... a że on nic jej nie kupował.... to teraz babcia w tajemnicy przed tatą daje wnuczce drobne sumki....
żenada....
jak można mieć takiego węża w kieszeni? i to wobec (teoretycznie) najbliższej mu osoby?
jeszcze żeby na biednego trafiło.
niesamowitą radość sprawia mi ... sprawianie radości córci. a kupno nowych, fajnych ciuszków sprawiać taką radość zawsze będzie.
córa wie, że z racji małej zasobności mojego konta może liczyć na zakupy wyprzedażowe. i nie słyszę jęczenia, że ona chce coś innego. ale dzięki wyprzedażom, mała wie, że sztukowo-ubranowo będzie do przodu.
jakoś nie mam problemu z dogadywaniem się w tej kwestii z potomkinią.
i jak tak sobie kupowałam fatałaszki...
i jak tak sobie mierzyłam fajne spodnie w rozmiarze 40.... a potem i drugie spodnie w rozmiarze 40... i pasowały idealnie...
to nastąpiło chyba we mnie jakieś pogodzenie się z faktem, że szczuplejsza już nie będę.
czas zrobić ostateczne czystki w szafie.
gdzieniegdzie zalegają na półkach ubrania z czasów przeszłych-szczuplejszych.
kilka lat tak zalegają, bo ich właścicielka karmiła się nadzieją, że kilogramów ubędzie.
jest jak jest.
po co się wewnętrznie zatruwać tym, że nie umiem schudnąć.
nie radzę sobie z wieczornym apetytem, albo z fazą słodyczową...
no nie radzę i już.
za to brzuszki od pewnego czasu robię codziennie i odnajduję w tym przyjemność.
mam nadzieję jak najdłużej utrzymać systematyczność.
muszę też popracować nad skórą na brzuchu. jakieś mazidła trzeba by zacząć wklepywać...
... trzeba mi się z pewnymi rzeczami pogodzić...
Komentarze: 2 pokaż »
pourlopowo
2014-08-13 20:08
po powrocie z urlopu ani weny, ani czasu do pisania nie miałam. ... choć tak prawdę mówiąc czas to by i był.
niby po urlopie..... a byłam zmęczona. od razu wpadłam w nadgodzinowy wir pracy.
mieszkałyśmy w przyjemnym pensjonacie w Wieliczce: willa zacisze.
jest to bardzo dobra baza wypadowa do Krakowa.
jeździć samochodem po Krakowie nie bardzo mi się uśmiechało. miasto duże, nie znane mi kompletnie, pełno tramwajów i stref ruchu....
niedaleko pensjonatu jest przystanek końcowy busików a drugi końcowy jest dwie ulice od rynku krakowskiego zaraz przy galerii krakowskiej - sprawa idealna :)
polecam w Krakowie zwiedzanie krakowskich podziemi. dobrze jest sobie zrobić wcześniej rezerwację.
jest to miejsce wspaniałe. historia przekazana w niesamowicie ciekawej formie.
taki historyczno multimedialny mix.
bardzo ciekawym miejscem jest park miniatur w miejscowości Inwałd.
usiłuję w tym miejscu dodać jakieś zdjęcia... ale coś mi ten mój blog szwankuje.
wogóle nic nie mogłam napisać w google chrom. w IE pisać mi się udaje, ale nie mogę wkleić zdjęcia.
... może ... inną razą.
ale park miniatur polecam. :) super sprawa.
Komentarze: 1 pokaż »
no i po urlopie....
2014-07-27 21:51
jutro z wielkim ubolewaniem udam się na 10-tą do pracy.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-07-16 20:44
kupno tapety teoretycznie nie powinno być jakimś skomplikowanym procesem.
a jednak :/
jak człowiek nie "bywa na mieście" to jest zacofany.
sklepy z tapetami, które znałam "z kiedyś" albo poznikały, albo przybrały jakieś szczątkowe formy. zajechałyśmy 'na rusałkę, ale tam tak porobili, że nie ma się gdzie zatrzymać. a był fajny, duży parking kiedyś....
nawet okazało się, że w sklepach komfort też tapet nie ma. a wydawało mi się, że kiedyś były. może się mylę.
i tak sobie dzisiaj wziełam na pokład mojego cytrusa mamę i córę z zamiarem pooglądania tapet.
to sobie pojeździłyśmy.
w leroi merlin wcześniej była jedna taka fajna.... ale wybyła. w obi nic mi nie podpasowało, bo też niewiele było.
to sobie siadłam do neta... i wyszukałam :)
miałam przetapetować kuchnię właśnie teraz... ale nie dam rady.
właśnie dochodzę do siebie po silnym ataku alergii i łagodnym szturchnięciu przeziębienia.
medykamenty mam i już dzisiaj oddycham normalnie, nic nie swędzi, nic nie piecze, nic w nosie nie świdruje :) jak człowiek zaczęłam chodzić :)
a jednak :/
jak człowiek nie "bywa na mieście" to jest zacofany.
sklepy z tapetami, które znałam "z kiedyś" albo poznikały, albo przybrały jakieś szczątkowe formy. zajechałyśmy 'na rusałkę, ale tam tak porobili, że nie ma się gdzie zatrzymać. a był fajny, duży parking kiedyś....
nawet okazało się, że w sklepach komfort też tapet nie ma. a wydawało mi się, że kiedyś były. może się mylę.
i tak sobie dzisiaj wziełam na pokład mojego cytrusa mamę i córę z zamiarem pooglądania tapet.
to sobie pojeździłyśmy.
w leroi merlin wcześniej była jedna taka fajna.... ale wybyła. w obi nic mi nie podpasowało, bo też niewiele było.
to sobie siadłam do neta... i wyszukałam :)
miałam przetapetować kuchnię właśnie teraz... ale nie dam rady.
właśnie dochodzę do siebie po silnym ataku alergii i łagodnym szturchnięciu przeziębienia.
medykamenty mam i już dzisiaj oddycham normalnie, nic nie swędzi, nic nie piecze, nic w nosie nie świdruje :) jak człowiek zaczęłam chodzić :)
Komentarze: 1 pokaż »
uuuuuufffffffff
2014-07-12 22:57
dzisiaj niespodziewanie światło w łazience się zaświeciło.
wszystkie żarówki.
potem znowu nie dało się zapalić.
potem znowu działało.
jestem prawie pewna, że to sprawka włącznika.
naprawdę bardzo mi ulżyło :) bardzo :)
oj tak :)
lubię świece w łazience.
ogólnie to bardzo lubię długie leżakowanie w wannie i delikatną pianę.
nie wyobrażam sobie domu bez wanny
wszystkie żarówki.
potem znowu nie dało się zapalić.
potem znowu działało.
jestem prawie pewna, że to sprawka włącznika.
naprawdę bardzo mi ulżyło :) bardzo :)
oj tak :)
lubię świece w łazience.
ogólnie to bardzo lubię długie leżakowanie w wannie i delikatną pianę.
nie wyobrażam sobie domu bez wanny
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2014-07-11 22:24
ostatnio psyche mi szwankuje. choś to w zasadzie stan w miarę "normalny" u mnie, że doły zaliczam.
ale wczoraj szpilka przebiła balon. pękłam.
rano okazało się, że wszystkie żarówki w suficie podwieszanym w łazience przestały świecić.
chcę się kurczowo trzymać nadziei, że to tylko włącznik się zapsuł. chcę, ale mi nie wychodzi.
przeraża mnie wizja rozwalania sufitu.... a raczej kosztów z tym związanych.
po raz kolejny powaliła mnie świadomość, że nie stać mnie....
jak coś takiego wyskoczy..... nie stać mnie.
pękłam.
totalnie pękłam.
mam jeszcze recepty od lekarza do wykupienia...
a w przyszłym tygodniu też dostanę nową receptę.
czeka mnie jeszcze kupno książek szkolnych...
w pracy też nieźle beczałam.
nie umiałam się uspokoić.
tak sobie muślę, że jak nic.... nadaję się już na terapię u psychologa i jakieś leki.
ale mnie , KURWA, nie stać na terapię!
tak sobie myślę.....
owszem. mogę pozbawić się luksusu posiadania 9-letniego, małego samochodziku.
w zamian za to mogę kupić sobie miesięczny bilet miejskiej komunikacji i jakąś wypasioną okładkę na niego. a co! w końcu pracownika największego polskiego banku jedynie na tyle stać!
hmmm.....
można jeszcze z internetu zrezygnować....
a i po co mi kablówka???
na 4 dni wakacyjnego wyjazdu też nie muszę jechać.
pękłam.
ale wczoraj szpilka przebiła balon. pękłam.
rano okazało się, że wszystkie żarówki w suficie podwieszanym w łazience przestały świecić.
chcę się kurczowo trzymać nadziei, że to tylko włącznik się zapsuł. chcę, ale mi nie wychodzi.
przeraża mnie wizja rozwalania sufitu.... a raczej kosztów z tym związanych.
po raz kolejny powaliła mnie świadomość, że nie stać mnie....
jak coś takiego wyskoczy..... nie stać mnie.
pękłam.
totalnie pękłam.
mam jeszcze recepty od lekarza do wykupienia...
a w przyszłym tygodniu też dostanę nową receptę.
czeka mnie jeszcze kupno książek szkolnych...
w pracy też nieźle beczałam.
nie umiałam się uspokoić.
tak sobie muślę, że jak nic.... nadaję się już na terapię u psychologa i jakieś leki.
ale mnie , KURWA, nie stać na terapię!
tak sobie myślę.....
owszem. mogę pozbawić się luksusu posiadania 9-letniego, małego samochodziku.
w zamian za to mogę kupić sobie miesięczny bilet miejskiej komunikacji i jakąś wypasioną okładkę na niego. a co! w końcu pracownika największego polskiego banku jedynie na tyle stać!
hmmm.....
można jeszcze z internetu zrezygnować....
a i po co mi kablówka???
na 4 dni wakacyjnego wyjazdu też nie muszę jechać.
pękłam.
Komentarze: 2 pokaż »
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
2014-07-08 22:02
oj!
kurde!
piwa sobie nie kupiłam!
i jak ja będę teraz mecz oglądała????
taka całkowicie nieprzygotowana....
mam martini....
ale jak jest meczowo ..... to i raczej piwnie powinno być.
:)
z niecierpliwością zaczynam już robić przedurlopowe odliczanie.
do końca tygodnia jeszcze "gadam" i potem :) :) luzik :) :)
planowałam przetapetować kuchnię.
no ale niestety okazazało się, że w leroi merin już nie ma tapety, którą sobie upatrzyłam. w ich sklepie internetowym też nie ma :(
jeżeli nie znajdę nic fajnego to tapetownie zostanie odroczone.
kurde!
piwa sobie nie kupiłam!
i jak ja będę teraz mecz oglądała????
taka całkowicie nieprzygotowana....
mam martini....
ale jak jest meczowo ..... to i raczej piwnie powinno być.
:)
z niecierpliwością zaczynam już robić przedurlopowe odliczanie.
do końca tygodnia jeszcze "gadam" i potem :) :) luzik :) :)
planowałam przetapetować kuchnię.
no ale niestety okazazało się, że w leroi merin już nie ma tapety, którą sobie upatrzyłam. w ich sklepie internetowym też nie ma :(
jeżeli nie znajdę nic fajnego to tapetownie zostanie odroczone.
Komentarze: 0
-----------
2014-07-08 10:05
mój blok i te okoliczne zostały wybudowane w latach 70-tych.
już wtedy pomyślano o sporej ilości miejsc parkingowych i teraz u mnie nie ma z tym tragedii.
owszem, każdy pcha się jak najbliżej bloku. ja też :) ale wystarczy przejść kilkanaście metrów z drugiej strony bloku i jest najzupełniejszy bezproblemowy luzik. nawet na tym parkingu przed wejściem do bloku też jest ok.
na parkingu zrobili... 7 miejsc parkingowych dla osób niepełnosprawnych.
7!!!!
jest jeden pan na wózku inwalidzkim i on musi mieć odpowiednio szerokie miejsce parkingowe - i takie ma.
poza tym.... zrobili 7 kolejnych!
po cholerę???
bo blokowym "notablom" i aktywistom nie chce się normalnie parkować, tak jak inni, tylko muszą mieć rezerwację.
patrzę na osoby "uprawnione". tak - papierek z pewnością mają.
i jak sobie obserwuję - są to normalni, sprawni ludzie. pewnie jakieś choroby mają. ale jeżeli mogą nosić siaty z zakupami, ciężkie skrzynki... to pewnie i mogliby przejść się klika metrów dalej do zaparkowanego samochodu.
te miejsca parkingowe "dla inwalidów" to u mnie przejaw wygodnictwa.
a nawet kwestia samego posiadania uprawnień....
znam osoby, które mają 1 grupę inwalidzką.... a od wieeelu lat np. facet nagina przy układaniu glazury.... babka (1 grupa od 28 roku życia) po śmierci męża nagle ozdrowiała ( jest teraz po 60-tce) i robi sibie wycieczki rowerowe długości kilkudziesięciu kilometrów... np z Lublina do Kozłówki....
a widziałam też w tv matkę opiekującą się samotnie niepełnosprawną córką. dziecko nie było w stanie samo się przemieszczać. i takiej matce odebrano miejsce parkingowe zaraz przy bloku...
uprawnienia do takich miejsc parkingowych powinny mieś osoby z faktycznymi utrudnieniami w samodzielnym przemieszczaniu się z powodu jakiegoś kalectwa... a nie dlatego, że ktoś jest stary, ogólnie schorowany (i dlatego dostał "grupę") i nie ma siły chodzić.
jak nie ma siły chodzić to tym bardziej nie powinien się pchać do samochodu bo stważa zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu drogowego.
a pan na wózku inwalidzkim dba o swoją kondycję fizyczną - widzę jak robi szybkie rundki na chodnikach osiedlowych.
już wtedy pomyślano o sporej ilości miejsc parkingowych i teraz u mnie nie ma z tym tragedii.
owszem, każdy pcha się jak najbliżej bloku. ja też :) ale wystarczy przejść kilkanaście metrów z drugiej strony bloku i jest najzupełniejszy bezproblemowy luzik. nawet na tym parkingu przed wejściem do bloku też jest ok.
na parkingu zrobili... 7 miejsc parkingowych dla osób niepełnosprawnych.
7!!!!
jest jeden pan na wózku inwalidzkim i on musi mieć odpowiednio szerokie miejsce parkingowe - i takie ma.
poza tym.... zrobili 7 kolejnych!
po cholerę???
bo blokowym "notablom" i aktywistom nie chce się normalnie parkować, tak jak inni, tylko muszą mieć rezerwację.
patrzę na osoby "uprawnione". tak - papierek z pewnością mają.
i jak sobie obserwuję - są to normalni, sprawni ludzie. pewnie jakieś choroby mają. ale jeżeli mogą nosić siaty z zakupami, ciężkie skrzynki... to pewnie i mogliby przejść się klika metrów dalej do zaparkowanego samochodu.
te miejsca parkingowe "dla inwalidów" to u mnie przejaw wygodnictwa.
a nawet kwestia samego posiadania uprawnień....
znam osoby, które mają 1 grupę inwalidzką.... a od wieeelu lat np. facet nagina przy układaniu glazury.... babka (1 grupa od 28 roku życia) po śmierci męża nagle ozdrowiała ( jest teraz po 60-tce) i robi sibie wycieczki rowerowe długości kilkudziesięciu kilometrów... np z Lublina do Kozłówki....
a widziałam też w tv matkę opiekującą się samotnie niepełnosprawną córką. dziecko nie było w stanie samo się przemieszczać. i takiej matce odebrano miejsce parkingowe zaraz przy bloku...
uprawnienia do takich miejsc parkingowych powinny mieś osoby z faktycznymi utrudnieniami w samodzielnym przemieszczaniu się z powodu jakiegoś kalectwa... a nie dlatego, że ktoś jest stary, ogólnie schorowany (i dlatego dostał "grupę") i nie ma siły chodzić.
jak nie ma siły chodzić to tym bardziej nie powinien się pchać do samochodu bo stważa zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu drogowego.
a pan na wózku inwalidzkim dba o swoją kondycję fizyczną - widzę jak robi szybkie rundki na chodnikach osiedlowych.
Komentarze: 2 pokaż »
....drastyczne....
2014-07-07 22:50
fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xfp1/t1.0-9/10464345_10201190227916530_3545040852498700737_n.jpg
przerażające.....
czy jest to fotomontaż?
biorąc pod uwagę jak opisał takie dzieci prof. Dębski.... myślę, że zdjęcia są prawdziwe.
natknęłam się na nie przez przypadek, w jednym z komentarzy w necie.
czy sprowadzanie na świat takich ... "istot" ....jest dobre? dla kogo dobre?
jest to humanitarne? jest objawem miłosierdzia?
dla mnie jest to objaw bezwzględnego okrucieństwa
przerażające.....
czy jest to fotomontaż?
biorąc pod uwagę jak opisał takie dzieci prof. Dębski.... myślę, że zdjęcia są prawdziwe.
natknęłam się na nie przez przypadek, w jednym z komentarzy w necie.
czy sprowadzanie na świat takich ... "istot" ....jest dobre? dla kogo dobre?
jest to humanitarne? jest objawem miłosierdzia?
dla mnie jest to objaw bezwzględnego okrucieństwa
Komentarze: 0
-----------
2014-07-07 22:19
co to za kraj?????
zaczyna się robić co raz większy dyktat jakichś fanatyków religijnych.
w Poznaniu robili jakieś warsztaty z jogi.
i co portal katlocki pisze?
joga to demoniczne praktyki! wstęp do opętania! i nawoływali do protestów.
orgazniatorzy warsztatów poważnie zaczęli się bać o bezpieczeństwo uczestników z uwagi na możliwość katolickich protestów.
nie ogarniam.... co tym katolikom do tego, że ludzie jogę ćwiczą???!!!
co katolików obchodzi, że ktoś sobie kupi bilet i pójdzie na spektakl, który się katolikom nie podoba??? przecież spektakl też został odwołany, ponieważ były realne groźby protestów.
zaczęłam się ostatnio zastanawiać, czy hierarchia kościelna doprowadzi do tego, że na maturze będzie egzamin z religii. przecież już temat jest drążony.
wprowadzili religię do państwowych szkół, doprowadzili że "świeckie" państwo płaci katechetom za wpajanie jednej wiary. co więcej, już w przedszkolu uczą dzieci, że jak ktoś się nie modli to idzie do piekła. w państwowych instytucjach są symbole religijne jednej wiary. leżałam w państwowym szpitalu a tam w każdej sali na ścianie krzyż. różne świeckie uroczystości zaczynają się od mszy (np. początek i koniec roku szkolnego), otwarcie np autostrady musi być pokropione przez księdza... kurde - nawet gdy otwierali mój oddział banku to też ksiądz kropił... i nikt się mnie nie spytał o zdanie, czy chcę być zamoczona....
dla mnie jest to przerażające.
wiara jest to bardzo indywidualna sprawa.
wiara to głębokie wewnętrzne przekonania
wiary nie da się nauczyć, jak regułki na klasówkę.
wiary nie da się wyćwiczyć i wytresować: wstań, klęknij, złóż ręce i masz stawiać się w kościele o wyznaczonych porach.
wiara to nie szopka na pokaz: duża ilość powieszonych krzyży nie stanowi o większej wartości wiary.
katolicy robią dyktat nie przyjmując do wiadomości, że są ludzie myślący inaczej.
radykalni islamiści pod groźbą drastycznych kar wymuszają religijność.
w Polsce, na razie "wypada" uczestniczyć w mszach, powiesić krzyż w urzędzie... i niech ci ręka uschnie, gdyby taki krzyż zdjąć.... "zjedzą" cię
aż boję się pomyśleć, co będzie w kraju, jak opcja katolicka dojdzie do władzy....
zaczyna się robić co raz większy dyktat jakichś fanatyków religijnych.
w Poznaniu robili jakieś warsztaty z jogi.
i co portal katlocki pisze?
joga to demoniczne praktyki! wstęp do opętania! i nawoływali do protestów.
orgazniatorzy warsztatów poważnie zaczęli się bać o bezpieczeństwo uczestników z uwagi na możliwość katolickich protestów.
nie ogarniam.... co tym katolikom do tego, że ludzie jogę ćwiczą???!!!
co katolików obchodzi, że ktoś sobie kupi bilet i pójdzie na spektakl, który się katolikom nie podoba??? przecież spektakl też został odwołany, ponieważ były realne groźby protestów.
zaczęłam się ostatnio zastanawiać, czy hierarchia kościelna doprowadzi do tego, że na maturze będzie egzamin z religii. przecież już temat jest drążony.
wprowadzili religię do państwowych szkół, doprowadzili że "świeckie" państwo płaci katechetom za wpajanie jednej wiary. co więcej, już w przedszkolu uczą dzieci, że jak ktoś się nie modli to idzie do piekła. w państwowych instytucjach są symbole religijne jednej wiary. leżałam w państwowym szpitalu a tam w każdej sali na ścianie krzyż. różne świeckie uroczystości zaczynają się od mszy (np. początek i koniec roku szkolnego), otwarcie np autostrady musi być pokropione przez księdza... kurde - nawet gdy otwierali mój oddział banku to też ksiądz kropił... i nikt się mnie nie spytał o zdanie, czy chcę być zamoczona....
dla mnie jest to przerażające.
wiara jest to bardzo indywidualna sprawa.
wiara to głębokie wewnętrzne przekonania
wiary nie da się nauczyć, jak regułki na klasówkę.
wiary nie da się wyćwiczyć i wytresować: wstań, klęknij, złóż ręce i masz stawiać się w kościele o wyznaczonych porach.
wiara to nie szopka na pokaz: duża ilość powieszonych krzyży nie stanowi o większej wartości wiary.
katolicy robią dyktat nie przyjmując do wiadomości, że są ludzie myślący inaczej.
radykalni islamiści pod groźbą drastycznych kar wymuszają religijność.
w Polsce, na razie "wypada" uczestniczyć w mszach, powiesić krzyż w urzędzie... i niech ci ręka uschnie, gdyby taki krzyż zdjąć.... "zjedzą" cię
aż boję się pomyśleć, co będzie w kraju, jak opcja katolicka dojdzie do władzy....
Komentarze: 0
-----------
2014-07-04 20:48
skoro szanowny pan profesor zdecydował o tym, że ciąża ma być donoszona i ma urodzić się uszkodzony płód - to teraz ZASRANYM OBOWIĄZKIEM tego szanownego profesora powinna być opieka nad istotą, która przyszła na świat.
sam słowny opis wyglądu jest dla mnie wstrząsający.... a co dopiero gdybym miała zobaczyć....
jakim szokiem musiało być to dla tej kobiety....
wyborcza.pl/1,75478,16269292,Prof__Debski_opisuje_dziecko__ktore__uratowal__prof_.html#CukGW
sam słowny opis wyglądu jest dla mnie wstrząsający.... a co dopiero gdybym miała zobaczyć....
jakim szokiem musiało być to dla tej kobiety....
wyborcza.pl/1,75478,16269292,Prof__Debski_opisuje_dziecko__ktore__uratowal__prof_.html#CukGW
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2014-07-03 19:11
dziecko bez czaszki z częścią mózgu, zniekształcone.
jeszcze "żyje". kwestia godzin, dni i umrze.
matka jest w ciężkim stanie psychicznym.
szanowny pan profesor musi być bardzo zadowolony, że zdecydował o życiu tej kobiety.
o to chodziło?
szanowny pan profesor - wielki katolik, sztywno kierujący się "zasadami" - sam kiedyś wykonywał aborcje, ma drugą żonę i nieślubne dziecko. to jak to jest z tymi zasadami? tak nie do końca?
a to jest wywyiad z bardzo mądrym lekarzem:
wyborcza.pl/duzyformat/1,139142,16171511,Debski__Jestem_z_pacjentka_na_dobre_i_na_zle.html#CukGW
i kilka cytatów:
"W jakich sytuacjach wyraża pan zgodę na przerwanie ciąży?
- Zazwyczaj są to bardzo poważne uszkodzenia płodu. Proszę podejść do mojego komputera, pokażę pani zdjęcia, żeby pani wiedziała, o czym mówimy. To są na przykład ciąże akranialne - płód nie ma kości pokrywy czaszki, z czasem dochodzi też do zaniku mózgu. Nie ma głowy, jest tylko szyja. Albo tylko nos, nie tam, gdzie powinien, bo wszystko jest źle. W takich akurat konkretnie przypadkach powód uszkodzenia bywa banalny. Brak odpowiedniej ilości kwasu foliowego w diecie matki. Powinna była łykać tabletki trzy miesiące przed zapłodnieniem, ale przecież nie każda kobieta planuje ciążę. Takie dziecko, jeśli przeżyje poród, zazwyczaj umiera w pierwszej lub drugiej dobie po porodzie, bardzo rzadko w piątej-szóstej.
Nie da się przedłużyć mu życia?
- Nie! Uważa pani, że etyczne byłoby nawet próbować? Słyszała pani o uporczywej terapii?..."
"Miałem niedawno pacjentkę, u której dziecka nie wykształciły się nerki. Co za tym idzie, nie rozwinęły się również płuca. Mówiąc wprost, wiedzieliśmy, że dziecko, tuż po przyjściu na świat, udusi się. Ta kobieta postanowiła donosić ciążę. Jak tylko urodziła, owinęliśmy dziecko pieluszką i położyliśmy jej na brzuchu. Tuliła je do piersi, aż ono usnęło. Wszystko, co mogliśmy zrobić, to stworzyć pacjentce jak najbardziej intymne warunki, nie przeszkadzać. Ale nie potrafię odpowiedzieć, co w takiej sytuacji jest lepszym wyjściem czy co jest mniejszym złem. Bo ktoś może powiedzieć tak: im mniej rozwinięty płód, tym mniej czuje bólu. A to dziecko się przecież po prostu dusi."
"Znam też trochę lekarzy, którzy "nawrócili się", przestali przerywać ciąże, jak już "wyskrobali" sobie dwa porządne mieszkania w Warszawie albo piękną willę. Teraz są już bardzo przeciw. O jednym lekarzu, znane nazwisko, przez lata mówiło się nawet "złota łyżka". A teraz jest publicznie przeciw i pierwszy chce rzucać kamieniem. "
"Żonie jednego znanego przeciwnika diagnostyki prenatalnej robiłem amniopunkcję, w wielkiej tajemnicy, żonie obrońcy życia terminowałem ciążę z zespołem Downa. Pytałem: jak to jest, przecież jesteście przeciw? A oni mówili: słuchaj, to naprawdę "wyjątkowa sytuacja" Wyjątkowa, bo dotyczyła ich osobiście, a nie ich pacjentek. Bo dla pacjentek zawsze mają żelazne sumienie. "
"Niestety, w Polsce te same osoby, które najostrzej walczą z aborcją, nie chcą też słyszeć o edukacji i antykoncepcji, więc nie wiem, jakie tacy ludzie widzą realne rozwiązania."
"Chciałaby pani zmusić kobiety do rodzenia niechcianych dzieci, gdy do zapłodnienia doszło w wyniku przemocy? Lekarz powinien traktować pacjenta jak człowieka dorosłego, który musi sam pewne decyzje podjąć i wziąć za nie odpowiedzialność. Główny zarzut, jaki mam do lekarzy "deklarujących wiarę", jest taki właśnie, że nie traktują pacjentów jak dojrzałych partnerów, chcą im narzucać swoją wolę, dyktować, jak mają postępować."
matka jest w ciężkim stanie psychicznym.
szanowny pan profesor musi być bardzo zadowolony, że zdecydował o życiu tej kobiety.
o to chodziło?
szanowny pan profesor - wielki katolik, sztywno kierujący się "zasadami" - sam kiedyś wykonywał aborcje, ma drugą żonę i nieślubne dziecko. to jak to jest z tymi zasadami? tak nie do końca?
a to jest wywyiad z bardzo mądrym lekarzem:
wyborcza.pl/duzyformat/1,139142,16171511,Debski__Jestem_z_pacjentka_na_dobre_i_na_zle.html#CukGW
i kilka cytatów:
"W jakich sytuacjach wyraża pan zgodę na przerwanie ciąży?
- Zazwyczaj są to bardzo poważne uszkodzenia płodu. Proszę podejść do mojego komputera, pokażę pani zdjęcia, żeby pani wiedziała, o czym mówimy. To są na przykład ciąże akranialne - płód nie ma kości pokrywy czaszki, z czasem dochodzi też do zaniku mózgu. Nie ma głowy, jest tylko szyja. Albo tylko nos, nie tam, gdzie powinien, bo wszystko jest źle. W takich akurat konkretnie przypadkach powód uszkodzenia bywa banalny. Brak odpowiedniej ilości kwasu foliowego w diecie matki. Powinna była łykać tabletki trzy miesiące przed zapłodnieniem, ale przecież nie każda kobieta planuje ciążę. Takie dziecko, jeśli przeżyje poród, zazwyczaj umiera w pierwszej lub drugiej dobie po porodzie, bardzo rzadko w piątej-szóstej.
Nie da się przedłużyć mu życia?
- Nie! Uważa pani, że etyczne byłoby nawet próbować? Słyszała pani o uporczywej terapii?..."
"Miałem niedawno pacjentkę, u której dziecka nie wykształciły się nerki. Co za tym idzie, nie rozwinęły się również płuca. Mówiąc wprost, wiedzieliśmy, że dziecko, tuż po przyjściu na świat, udusi się. Ta kobieta postanowiła donosić ciążę. Jak tylko urodziła, owinęliśmy dziecko pieluszką i położyliśmy jej na brzuchu. Tuliła je do piersi, aż ono usnęło. Wszystko, co mogliśmy zrobić, to stworzyć pacjentce jak najbardziej intymne warunki, nie przeszkadzać. Ale nie potrafię odpowiedzieć, co w takiej sytuacji jest lepszym wyjściem czy co jest mniejszym złem. Bo ktoś może powiedzieć tak: im mniej rozwinięty płód, tym mniej czuje bólu. A to dziecko się przecież po prostu dusi."
"Znam też trochę lekarzy, którzy "nawrócili się", przestali przerywać ciąże, jak już "wyskrobali" sobie dwa porządne mieszkania w Warszawie albo piękną willę. Teraz są już bardzo przeciw. O jednym lekarzu, znane nazwisko, przez lata mówiło się nawet "złota łyżka". A teraz jest publicznie przeciw i pierwszy chce rzucać kamieniem. "
"Żonie jednego znanego przeciwnika diagnostyki prenatalnej robiłem amniopunkcję, w wielkiej tajemnicy, żonie obrońcy życia terminowałem ciążę z zespołem Downa. Pytałem: jak to jest, przecież jesteście przeciw? A oni mówili: słuchaj, to naprawdę "wyjątkowa sytuacja" Wyjątkowa, bo dotyczyła ich osobiście, a nie ich pacjentek. Bo dla pacjentek zawsze mają żelazne sumienie. "
"Niestety, w Polsce te same osoby, które najostrzej walczą z aborcją, nie chcą też słyszeć o edukacji i antykoncepcji, więc nie wiem, jakie tacy ludzie widzą realne rozwiązania."
"Chciałaby pani zmusić kobiety do rodzenia niechcianych dzieci, gdy do zapłodnienia doszło w wyniku przemocy? Lekarz powinien traktować pacjenta jak człowieka dorosłego, który musi sam pewne decyzje podjąć i wziąć za nie odpowiedzialność. Główny zarzut, jaki mam do lekarzy "deklarujących wiarę", jest taki właśnie, że nie traktują pacjentów jak dojrzałych partnerów, chcą im narzucać swoją wolę, dyktować, jak mają postępować."
Komentarze: 5 pokaż »
-----------
2014-06-30 19:45
a niestety okazuje się czasami/często, że nadzieja jest matką głupich.
zachowanie i teksty, które dzisiaj były udziałem mojej córki... sprawiają, że moje obawy są co raz większe.
dzisiaj będzie bardzo ciężka rozmowa.
to jej zachowanie, sposób w który odnosi się do mnie i mojej mamy jest dla mnie nie pojęty.
nie takiego zachowania była uczona od maleńkości.
zachowanie i teksty, które dzisiaj były udziałem mojej córki... sprawiają, że moje obawy są co raz większe.
dzisiaj będzie bardzo ciężka rozmowa.
to jej zachowanie, sposób w który odnosi się do mnie i mojej mamy jest dla mnie nie pojęty.
nie takiego zachowania była uczona od maleńkości.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-06-28 21:10
tak sobie patrzę na emocje zawodników i kibiców w trakcie i po meczu brazylia - chile.
potężny wysiłek fizyczny, emocje, płacz, radość, adrenalina, walka, rywalizacja.
testosteron ma ujście.
w poprzednich stuleciach nie było takich emocji sportowych, za to była cała masa wojen większych a jeszcze większa mnogość pomniejszych wojenek podjazdowych pomiędzy możnymi.
możnymi , władcami są właściciele klubów, sponsorzy
trenerzy - generałami
wojskiem - zawodnicy.
potężny wysiłek fizyczny, emocje, płacz, radość, adrenalina, walka, rywalizacja.
testosteron ma ujście.
w poprzednich stuleciach nie było takich emocji sportowych, za to była cała masa wojen większych a jeszcze większa mnogość pomniejszych wojenek podjazdowych pomiędzy możnymi.
możnymi , władcami są właściciele klubów, sponsorzy
trenerzy - generałami
wojskiem - zawodnicy.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-06-28 19:13
i wyrzucili Wesołowskiego ze swoich szeregów.
i dobrze.
jeszcze żeby teraz wsadzili go na wiele lat do więzienia.
do więzienia i żeby nie pozwolili mu spędzić kary w zakonie. to ma być kara.
dobrze, że Papież Franciszek działa. sobą, swoim zachowaniem pokazuje wzór dla innych duchownych.
a nasi księża? a nasi fanatycy religijni? ciekawe, jaka część z nich będzie oburzona decyzją twierdząc, że to nagonka, fałszerstwo i pomówienia.
naszła mnie też myśl....
przecież ta pedofilia nie zrodziła mu się w głowie tak nagle na dominikanie...
ile dzieci wcześniej skrzywdził? przecież to już starszy facet. czy nikt nic wcześniej nie zauważył??? a może wiedzieli, ale się bali powiedzieć... przecież to ksiądz.... nietykalna istota...
i dobrze.
jeszcze żeby teraz wsadzili go na wiele lat do więzienia.
do więzienia i żeby nie pozwolili mu spędzić kary w zakonie. to ma być kara.
dobrze, że Papież Franciszek działa. sobą, swoim zachowaniem pokazuje wzór dla innych duchownych.
a nasi księża? a nasi fanatycy religijni? ciekawe, jaka część z nich będzie oburzona decyzją twierdząc, że to nagonka, fałszerstwo i pomówienia.
naszła mnie też myśl....
przecież ta pedofilia nie zrodziła mu się w głowie tak nagle na dominikanie...
ile dzieci wcześniej skrzywdził? przecież to już starszy facet. czy nikt nic wcześniej nie zauważył??? a może wiedzieli, ale się bali powiedzieć... przecież to ksiądz.... nietykalna istota...
Komentarze: 2 pokaż »
uwaga! chwalę się
2014-06-27 23:30
moje dziecko ma świadectwo z czerwonym paskiem :)
pomimo tego, że przez głupotę swą, lenistwo i zawziętość tróję ma z polskiego....
.... to lecąc po całokształcie i tak wyszedł czerwony pasek :)
testy szóstoklasisty napisała najlepiej w klasie i jako trzecia w szkole :)
mądry ten mój łepek mały :)
martwię się tylko, że jej koleżaneczka będzie miała na nią zły wpływ.
martwię się, że wpadnie w nieodpowiednie towarzystwo...
może te moje zmartwienia na wyrost...
oby.
ale i tak się martwię.
bo ta koleżaneczka to taki cwaniak jest, krętacz....
pomimo tego, że przez głupotę swą, lenistwo i zawziętość tróję ma z polskiego....
.... to lecąc po całokształcie i tak wyszedł czerwony pasek :)
testy szóstoklasisty napisała najlepiej w klasie i jako trzecia w szkole :)
mądry ten mój łepek mały :)
martwię się tylko, że jej koleżaneczka będzie miała na nią zły wpływ.
martwię się, że wpadnie w nieodpowiednie towarzystwo...
może te moje zmartwienia na wyrost...
oby.
ale i tak się martwię.
bo ta koleżaneczka to taki cwaniak jest, krętacz....
Komentarze: 3 pokaż »
zasada ta sama...
2014-06-26 21:44
mąż wraca po pracy do domu. zastaje zapłakaną żonę pakującą walizki.
- co ty robisz? gdzie się pakujesz? co się stało? - mąż jest bardzo zaskoczny,
- co się stało???? a to się stało! - kobieta rzuca mu w twarz zdjęcia, na których widać go podczas seksu z kochanką.
- zdradzasz mnie! odchodzę!
-ale poczekaj! spokojnie! na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie, poradzimy sobie! tylko najpierw musimy ustalić kto zrobił te zdjęcia i dlaczego chce zrujnować nasze małżeństwo!
- co ty robisz? gdzie się pakujesz? co się stało? - mąż jest bardzo zaskoczny,
- co się stało???? a to się stało! - kobieta rzuca mu w twarz zdjęcia, na których widać go podczas seksu z kochanką.
- zdradzasz mnie! odchodzę!
-ale poczekaj! spokojnie! na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie, poradzimy sobie! tylko najpierw musimy ustalić kto zrobił te zdjęcia i dlaczego chce zrujnować nasze małżeństwo!
Komentarze: 4 pokaż »
taśmy
2014-06-23 08:33
niewątpliwie niepokojące jest bardzo, że ktoś sobie nagrywał rozmowy najważniejszych osób w kraju a służby specjalne nie zapobiegły temu. - to trzeba z pewnością wyjaśnić.
ale tak sobie myślę, że zdecydowanie większym problemem dla nagrywanych osób jest to, że taśmy pJĘknie pokazały, jakimi są kłamliwymi, fałszywymi prostakami.
niektórzy lamentują, że taśmy szkodzą państwu.... czy zamiatanie pod dywan kłamstw, układzików to lepsze? tak sobie myślę, że gdyby te taśmy trafiły bezpośrednio do prokuratury z pominięciem mediów - ukryliby to, nikt nic by dalej nie wiedział... jakie to ELYTY mamy.
ale tak sobie myślę, że zdecydowanie większym problemem dla nagrywanych osób jest to, że taśmy pJĘknie pokazały, jakimi są kłamliwymi, fałszywymi prostakami.
niektórzy lamentują, że taśmy szkodzą państwu.... czy zamiatanie pod dywan kłamstw, układzików to lepsze? tak sobie myślę, że gdyby te taśmy trafiły bezpośrednio do prokuratury z pominięciem mediów - ukryliby to, nikt nic by dalej nie wiedział... jakie to ELYTY mamy.
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2014-06-22 19:12
nie czuję się kobietą.
niby jakieś kształty mam, piersi mam, długie włosy mam, ilość otworków w organiźnie stosowną też mam....
ale jednak nie czuję się jak kobieta.
jestem osobnikiem wypełniającym zadania.
chodzę do pracy. robię zakupy, coś tam ugotuję, posprzątam.
przynieś, wynieś, pozamiataj.
ostatnio nawet w butach na obcacie nie chodzę. nie chcę się zabić na nierównym chodniku.
lepsze są sportowe. do tego dżinsy i t-shirt. wygodniej.
makijaż jeszcze jakiś sobie strzelam...
i...
przynieś, wynieś, pozamiataj.
niby jakieś kształty mam, piersi mam, długie włosy mam, ilość otworków w organiźnie stosowną też mam....
ale jednak nie czuję się jak kobieta.
jestem osobnikiem wypełniającym zadania.
chodzę do pracy. robię zakupy, coś tam ugotuję, posprzątam.
przynieś, wynieś, pozamiataj.
ostatnio nawet w butach na obcacie nie chodzę. nie chcę się zabić na nierównym chodniku.
lepsze są sportowe. do tego dżinsy i t-shirt. wygodniej.
makijaż jeszcze jakiś sobie strzelam...
i...
przynieś, wynieś, pozamiataj.
Komentarze: 5 pokaż »
kwiatki
2014-06-16 21:54
dzisiaj wieczorkiem oddałam się działaniom odprężająco relaksującym.
:)
podziałałam sobie na balkonie.
maciejka strasznie mi się rozrosła i trzeba było zrobić porządek.
nożyczki poszły w ruch.
chyba dzięku kawiatkom nie pchają mi się do domu komary i inne robactwo.
mam zapalone światło, otwarty balkon.
kiedyś miałabym wiele obiektów fruwająco bzykających.
a teraz....
luuuzik :)
mam sporo maciejki i aksamitkek.


ten kwiatek jest fajny, ale nie mam zielonego pojęcia, jak się nazywa. w koszu też kiedyś miałam kwiatki, ale w tym roku kot sobie upodobał to miejsce :)

w weekend muszę ostatecznie uporządkować balkon.
lubię te moje badylki :)
:)
podziałałam sobie na balkonie.
maciejka strasznie mi się rozrosła i trzeba było zrobić porządek.
nożyczki poszły w ruch.
chyba dzięku kawiatkom nie pchają mi się do domu komary i inne robactwo.
mam zapalone światło, otwarty balkon.
kiedyś miałabym wiele obiektów fruwająco bzykających.
a teraz....
luuuzik :)
mam sporo maciejki i aksamitkek.
ten kwiatek jest fajny, ale nie mam zielonego pojęcia, jak się nazywa. w koszu też kiedyś miałam kwiatki, ale w tym roku kot sobie upodobał to miejsce :)
w weekend muszę ostatecznie uporządkować balkon.
lubię te moje badylki :)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-06-16 13:43
dobrze wyszło, że dzisiaj mam w pracy wolne.
moja córa ma tak samo wrażliwy żołądek jak ja. o zatrucie pokarmowe i wymioty u mnie łatwo. od dzieciństwa tak miałam.
o ile dobrze pamiętam, czarną serię miałam ostatnio w 2009r. w przeciągu kilku miesięcy jakieś 10 zatruć z wymiotnym finiszem. ... albo z drugiego końca szła siła wodospadu :/
córa w czwartek się struła - winnym miały być pyzy ze szkolnego obiadu.
a dzisiaj też do mnie dzwonili....
przyznała się, że jadła hod doga ze szkolnego sklepiku. co z resztą ujawniłoby się w domu :/
ciekawe, kiedy do niej dotrze, że nie powinna jeść rzeczy z jakichś dziwnych sklepików czy budek?
jak chce jej się fast fooda, to niech idzie do mc donalda albo kfc.
zakazy całkowite tu nic nie dadzą.
sama lubię raz na jakiś czas zjeść coś takiego :)
no tak mi było szkoda mojego maleństwa....
na szczęście już śpi.
moja córa ma tak samo wrażliwy żołądek jak ja. o zatrucie pokarmowe i wymioty u mnie łatwo. od dzieciństwa tak miałam.
o ile dobrze pamiętam, czarną serię miałam ostatnio w 2009r. w przeciągu kilku miesięcy jakieś 10 zatruć z wymiotnym finiszem. ... albo z drugiego końca szła siła wodospadu :/
córa w czwartek się struła - winnym miały być pyzy ze szkolnego obiadu.
a dzisiaj też do mnie dzwonili....
przyznała się, że jadła hod doga ze szkolnego sklepiku. co z resztą ujawniłoby się w domu :/
ciekawe, kiedy do niej dotrze, że nie powinna jeść rzeczy z jakichś dziwnych sklepików czy budek?
jak chce jej się fast fooda, to niech idzie do mc donalda albo kfc.
zakazy całkowite tu nic nie dadzą.
sama lubię raz na jakiś czas zjeść coś takiego :)
no tak mi było szkoda mojego maleństwa....
na szczęście już śpi.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-06-15 00:35
wróciłam dzisiaj trochę wstawiona.
eee.... popatrzyłam na zegarek: godz. 00:16
więc - mogę powiedzieć, że wczoraj.
od piątku mam już oficjalną informację, że "ex" będzie składał papiery dotyczące unieażnienia ślubu kościelnego.
argumentem będzie to, że mnie zmusił do ślubu kościelnego.
ciekawe jak?
he he
w najmniejszym stopniu nie mogę się określić jako osobę wierzącą w boga.
wiem jednak, że są sprawy, których ludzie nie rozumieją, są zjawiska i siły działające w "tajemniczy" sposób. są ludzie, którzy mają niezwykłe zdolności, są miejsca na świecie posiadające swoją specyficzną energię.
to tak jak kiedyś dla ludzi tajemnicą było słońce i księżyc, albo w ich pojmowaniu nie było takiego czegoś takiego jak próżnia.
nie rozumiejąc wielu rzeczy czyniłam swoje poszukiwania, m.in. chodząc w liceum na religię, gdzie byłam bardzo uważnym i czynnym uczniem.
cóż.... całą tą sytuację odbieram jako kolejny objaw hipokryzji "ex". jego wybranka go ciśnie na ślub kościelny - więc się chłopina stara. i nie wynika to z jego sumienia, poczucia uczciwości wobec siebie i swojej wiary - bo gdyby tak było, to stosowny wniosek złożyłby np. w przeciągu roku po rozwodzie.
w piątek dowiedziałam się, że na świadków powoła moje dwie koleżanki.
dzisiaj do nich zadzwoniłam, żeby im to powiedzieć.
obie były tym nieźle zaskoczone - "ex" przecież nie przyszło do głowy, aby najpierw się ich spytać, czy się zgadzają.
A. zaproponowała spotkanie we trzy - bardzo dawno się nie widziałyśmy.
no i tak jakoś fajnie się gadało
i te drinki tak jakoś łatwo się w organiźmie przyswajały :)
OOOO! właśnie włosi gola strzelili! :)
no tak.
jeszcze czuję alkohol w głowie.
ekonomiczna jestem pod tym względem :)
eee.... popatrzyłam na zegarek: godz. 00:16
więc - mogę powiedzieć, że wczoraj.
od piątku mam już oficjalną informację, że "ex" będzie składał papiery dotyczące unieażnienia ślubu kościelnego.
argumentem będzie to, że mnie zmusił do ślubu kościelnego.
ciekawe jak?
he he
w najmniejszym stopniu nie mogę się określić jako osobę wierzącą w boga.
wiem jednak, że są sprawy, których ludzie nie rozumieją, są zjawiska i siły działające w "tajemniczy" sposób. są ludzie, którzy mają niezwykłe zdolności, są miejsca na świecie posiadające swoją specyficzną energię.
to tak jak kiedyś dla ludzi tajemnicą było słońce i księżyc, albo w ich pojmowaniu nie było takiego czegoś takiego jak próżnia.
nie rozumiejąc wielu rzeczy czyniłam swoje poszukiwania, m.in. chodząc w liceum na religię, gdzie byłam bardzo uważnym i czynnym uczniem.
cóż.... całą tą sytuację odbieram jako kolejny objaw hipokryzji "ex". jego wybranka go ciśnie na ślub kościelny - więc się chłopina stara. i nie wynika to z jego sumienia, poczucia uczciwości wobec siebie i swojej wiary - bo gdyby tak było, to stosowny wniosek złożyłby np. w przeciągu roku po rozwodzie.
w piątek dowiedziałam się, że na świadków powoła moje dwie koleżanki.
dzisiaj do nich zadzwoniłam, żeby im to powiedzieć.
obie były tym nieźle zaskoczone - "ex" przecież nie przyszło do głowy, aby najpierw się ich spytać, czy się zgadzają.
A. zaproponowała spotkanie we trzy - bardzo dawno się nie widziałyśmy.
no i tak jakoś fajnie się gadało
i te drinki tak jakoś łatwo się w organiźmie przyswajały :)
OOOO! właśnie włosi gola strzelili! :)
no tak.
jeszcze czuję alkohol w głowie.
ekonomiczna jestem pod tym względem :)
Komentarze: 9 pokaż »
:) :) :) :) :)
2014-06-11 22:45
no to już mam swojego cytrusa :) (czyt. C2 rok 2005)
dzisiaj rano zaliczyłam wydział komunikacji
bardzo dobrze się czuję w cytrusku, jeździ się fajnie
dzisiaj rano zaliczyłam wydział komunikacji
bardzo dobrze się czuję w cytrusku, jeździ się fajnie
Komentarze: 3 pokaż »
kobieta to tylko inkubator
2014-06-10 23:36
płód bez czaszki i części mózgu
szanowny pan profesor w sposób jednoznaczny twierdzi, że płód najprawdopodobniej umrze jeszcze w brzuchu kobiety a z pewnością zaraz po urodzeniu.
szanowny pan profesor w celu zapewnienia sobie dobrego samopoczucia skazuje na psychiczne męczarnie kobietę. i to dla jej dobra.
czy kobieta jest człowiekiem, z którego uczuciami należy się liczyć, czy jest rzeczą?
szanowny pan profesor w sposób jednoznaczny twierdzi, że płód najprawdopodobniej umrze jeszcze w brzuchu kobiety a z pewnością zaraz po urodzeniu.
szanowny pan profesor w celu zapewnienia sobie dobrego samopoczucia skazuje na psychiczne męczarnie kobietę. i to dla jej dobra.
czy kobieta jest człowiekiem, z którego uczuciami należy się liczyć, czy jest rzeczą?
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2014-06-07 11:10
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,138764,16111708,Kuzyni_zgwalcili_11_latke__dziewczynka_jest_w_ciazy_.html
stała się tragedia.... nie pierwsza i nie ostatnia.
a tak też sobie myślę.... i ta myśl jest też przerażająca....
... że są osoby, które kazałyby temu dziecku urodzić...
...gwałt jest traumą....
... ciąża w tak młodym wieku jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia i życia tej dziewczynki....
....przechodzenie ciąży będzie poważnym obciążeniem dla dziecięcej psychiki....
... tylko ludzie bez serca, wyobraźni i krztyny empatii oczekiwałyby, wręcz żądały, aby to dziecko urodziło dziecko.
masz córeczkę?
popatrz teraz na nią...
pomyśl, że ją to spotkało.....
chcesz, aby urodziła?
Komentarze: 8 pokaż »
-----------
2014-06-03 23:17
ja to mam problem z jedzeniem :(
wieczorami bardzo często łapie mnie apetyt.
ciągle bym jadła i jadła.
właśnie siedzę z napakowanym brzuchem.
ogólnie mam łaknienie na jeszcze jakieś smaki, jeszcze jakieś jedzenie.... ale już w brzuchu miejsca brak.
wiem, że nie będę zbyt dobrze spała a i jutro przez cały dzień mogę się źle czuć.
wiedziałam, że tak będzie, ale się napchałam :(
wiem też, że przez takie wieczorne jedzenie nie da rady zrzucić nawet mikruskowego kilograma z mojej wagi :(
nie umiem sobie z tym poradzić :(
teksty o konsekwencji w postanowieniach, silnej woli znam.
tylko co dalej?
wieczorami bardzo często łapie mnie apetyt.
ciągle bym jadła i jadła.
właśnie siedzę z napakowanym brzuchem.
ogólnie mam łaknienie na jeszcze jakieś smaki, jeszcze jakieś jedzenie.... ale już w brzuchu miejsca brak.
wiem, że nie będę zbyt dobrze spała a i jutro przez cały dzień mogę się źle czuć.
wiedziałam, że tak będzie, ale się napchałam :(
wiem też, że przez takie wieczorne jedzenie nie da rady zrzucić nawet mikruskowego kilograma z mojej wagi :(
nie umiem sobie z tym poradzić :(
teksty o konsekwencji w postanowieniach, silnej woli znam.
tylko co dalej?
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2014-06-02 08:52
kobieta.interia.pl/gwiazdy/wywiady/news-maria-rotkiel-udany-zwiazek-nie-polega-na-poswiecaniu-sie,nId,1433415
i jakoś w zasadzie nic nie muszę od siebie dopisywać.
choć wewnątrz siebie nie odnajduję odpowiedzi na pytanie...
ja?
czyli kto?
sama jeszcze nie wiem....
czy kiedykolwiek będę w stanie odpowiedzieć na to pytanie?
czy ja, pogubiona i poplątana w sobie mogę odnaleźć spokój?
jednak potwierdzę...
cholernie ciężko przyznać się przed sobą, że moje wybory były złe.
... dlatego odeszłam od męża, aby nie tworzyć fikcji w jakiej żyje wiele małżeństw.
ta fikcja wykańczała moją psychikę.
a czy człowiek stojący na krawiędzi załamania, czy już po przekroczeniu tej krawędzi może stworzyć dobry związek, dobry świat dla dziecka?
teraz też mi ciężko. ale w tym wszystkim jest mi lepiej.
kolega, który sprowadził mi samochód ... kusi, wabi, namawia....
i gdyby nie był w związku, to pewnie już od dawna bylibyśmy parą.
właśnie...
jest w związku ze względu na kilkuletnią córeczkę. ma też 18-letniego syna.
mówił, że jeżeli facet ma wszystko w domu, jeżeli wszystko działa dobrze, to taki gość nie będzie chodził na boki.
jeżeli facet szuka kochanki - oznacza to, że jego związek praktycznie nie istnieje.
a ja tak bardzo chciałabym mieć mężczyznę tak na 100% tylko dla mnie. tak jak ja będę na 100% dla mojego faceta.... co nie oznacza, że chcę być bluszczem uwieszonym na jego szyi. o nie.
tylko dlaczego tak mi się przytrafia, że porozwodowo mam jedynie takie sytuacje, że mogę być jedynie tą drugą?...
już mi nawet gdzieś w tyle głowy tłucze się myśl, że mężczyźni nie traktują mnie jak kogoś wartościowego, kogoś... kogo można brać pod uwagę jako osobę do spędzenia wspólnie życia...
nie jestem warta tego, aby brać mnie na poważnie?
nadaję się tylko ... raz na jakiś czas na miłe spędzenie czasu????
odganiam tą myśl, ale ona wraca natrętnie. ćma taka. komar przebrzydły.
czym tego robaka rozwalić?
Komentarze: 5 pokaż »
-----------
2014-06-01 22:24
kobieta.interia.pl/gwiazdy/news-katie-piper-na-poczatku-chcialam-chlopca,nId,1433060#pst75685357
gdy zobaczyłam jej zdjęcie i chwytliwy tytuł na stronie głównej interii, że przeszła 200 operacji aby tak wyglądać...
...pomyślałam sobie: ot i kolejna amerykańska dziunia zmasakrowała sobie twarz.
ale przeczytałam artykuł i dostałam pstryczka w nos.
WIEM, że nie należy osądzać po wyglądzie...no ale nie jestem od tej przywary wolna.
gdy zobaczyłam jej zdjęcie i chwytliwy tytuł na stronie głównej interii, że przeszła 200 operacji aby tak wyglądać...
...pomyślałam sobie: ot i kolejna amerykańska dziunia zmasakrowała sobie twarz.
ale przeczytałam artykuł i dostałam pstryczka w nos.
WIEM, że nie należy osądzać po wyglądzie...no ale nie jestem od tej przywary wolna.
Komentarze: 0
choroba zwana feminizmem
2014-06-01 09:42
jakby specjalnie dla mnie pojawił się tekst:
kobieta.interia.pl/kultura/news-historia-feminizmu-na-zdjeciach-i-satyrach,nId,1433414
feministka - to straszna rozwrzeszczana baba, która na siłę chce przejąć wszystkie role społeczne mężczyzn.
ilu jeszcze jest matołów takich jak JKM, który twierdzi, że kobiety są na poziomie intelektualnym szympansa (tak kiedyś napisał w Angorze), że nie powinny mieć prawa głosu w wyborach, że powinny siedzieć w domu rodzić dzieci, zajmować się mężem i kuchnią.
... no i że nie ma czegoś takiego jak gwałt, bo to naturalne że kobieta stawia pozorny opór a mężczyzna powinien go przełamywać...
uważam się za feministkę.
kobieta MUSI być niezależna.
ale w tym wszystkim uważam, że to mężczyzna w rodzinie powinien być jej prawdziwą głową, jeżeli jest mądry, co nie zawsze ma niestety miejsce....
kobieta.interia.pl/kultura/news-historia-feminizmu-na-zdjeciach-i-satyrach,nId,1433414
feministka - to straszna rozwrzeszczana baba, która na siłę chce przejąć wszystkie role społeczne mężczyzn.
ilu jeszcze jest matołów takich jak JKM, który twierdzi, że kobiety są na poziomie intelektualnym szympansa (tak kiedyś napisał w Angorze), że nie powinny mieć prawa głosu w wyborach, że powinny siedzieć w domu rodzić dzieci, zajmować się mężem i kuchnią.
... no i że nie ma czegoś takiego jak gwałt, bo to naturalne że kobieta stawia pozorny opór a mężczyzna powinien go przełamywać...
uważam się za feministkę.
kobieta MUSI być niezależna.
ale w tym wszystkim uważam, że to mężczyzna w rodzinie powinien być jej prawdziwą głową, jeżeli jest mądry, co nie zawsze ma niestety miejsce....
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-05-30 14:19
oglądam ceremonię pochowania prochów generała.
jestem w szoku.
można nie mieć szacunku do człowieka, można go nienawidzić.....
ale dlaczego ci wrzeszczący ludzie nie mają szacunku co miejsca, w którym się znajdują????
nie mają szacunku do innych zmarłych?????
a co za tym idzie nie mają szacunku do swojej wiary?????
jak chcą urządzać manifestacje, gwizdy, jak chcą krzyczeć wylgaryzmy - niech to robią na ulicy. za murem cmentarnym.
właśnie ktoś krzyczał o emeryturach ubeckich....
tak.
to odpowiednie miejsce i czas.
szok.
katolicy?
z wiarą jakąkolwiek nie mam nic wspólnego...
... ale gdy wchodzę do kościoła, czy na cmentarz zawsze pilnuję uszanowania miejsca w którym jestem, spokoju zmarłych, szanuję ludzi dla których są to sprawy bardzo ważne.
tego też uczę moją córkę.
jestem w szoku.
można nie mieć szacunku do człowieka, można go nienawidzić.....
ale dlaczego ci wrzeszczący ludzie nie mają szacunku co miejsca, w którym się znajdują????
nie mają szacunku do innych zmarłych?????
a co za tym idzie nie mają szacunku do swojej wiary?????
jak chcą urządzać manifestacje, gwizdy, jak chcą krzyczeć wylgaryzmy - niech to robią na ulicy. za murem cmentarnym.
właśnie ktoś krzyczał o emeryturach ubeckich....
tak.
to odpowiednie miejsce i czas.
szok.
katolicy?
z wiarą jakąkolwiek nie mam nic wspólnego...
... ale gdy wchodzę do kościoła, czy na cmentarz zawsze pilnuję uszanowania miejsca w którym jestem, spokoju zmarłych, szanuję ludzi dla których są to sprawy bardzo ważne.
tego też uczę moją córkę.
Komentarze: 1 pokaż »
:) :) :) :) :)
2014-05-30 12:27
moja córcia to mądra główka :)
dzisiaj dostała wyniki testu końcowego szóstoklasistów
jest najlepsza w klasie i na 3 miejscu w szkole :)
oczywiście jest z siebie zadowolona i dumna, ale i ... jest też niezadowolona, ponieważ wie, że mogła napisać lepiej - z matematyki zrobiła błędy wynikające jedynie z braku uważnego przeczytania polecenia.
a z polskiego napisała na 100%
:)
JESTEM Z NIEJ BARDZO DUMNA
:)
dzisiaj dostała wyniki testu końcowego szóstoklasistów
jest najlepsza w klasie i na 3 miejscu w szkole :)
oczywiście jest z siebie zadowolona i dumna, ale i ... jest też niezadowolona, ponieważ wie, że mogła napisać lepiej - z matematyki zrobiła błędy wynikające jedynie z braku uważnego przeczytania polecenia.
a z polskiego napisała na 100%
:)
JESTEM Z NIEJ BARDZO DUMNA
:)
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-05-29 14:56
fakty.interia.pl/zdrowie/news-burza-wokol-lekarskiej-deklaracji-wiary,nId,1433776
hhhhmmmmm.....
"moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga"
...to jak dziecko urodzi się z wadą serca, przez którą momentalnie umrze - to ludzie nie powinni w to ingerować, nie powinni operować - bo dziecko jest przecież dziełem boga.
tak samo jak dzieci z rozszczepem kręgosłupa, o których dowiedziałam się ostatnio, że w Polsce przeprowadzono już 4 operacje jeszcze w trakcie trwnia ciąży aby poprawić wady. -- to może takich lekarzy należałoby ekskomunikować.
albo jak człowiek dostaje zawału serca - to bóg go woła do siebie a bezczelni lekarze mu się przeciwstawiają...
"Dokument nawiązuje też do płciowości, która jest "dana przez Boga i zdeterminowana biologicznie".
a jak rodzą się obojniaki???? przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że tacy ludzie się rodzą?
to co?
taki bóg jest dowcipny?
skoro bóg potrafi się tak pomylić - to może i potafi dać psychikę np. kobiety do męskiego ciała - a czemu nie?
hhhhmmmmm.....
"moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga"
...to jak dziecko urodzi się z wadą serca, przez którą momentalnie umrze - to ludzie nie powinni w to ingerować, nie powinni operować - bo dziecko jest przecież dziełem boga.
tak samo jak dzieci z rozszczepem kręgosłupa, o których dowiedziałam się ostatnio, że w Polsce przeprowadzono już 4 operacje jeszcze w trakcie trwnia ciąży aby poprawić wady. -- to może takich lekarzy należałoby ekskomunikować.
albo jak człowiek dostaje zawału serca - to bóg go woła do siebie a bezczelni lekarze mu się przeciwstawiają...
"Dokument nawiązuje też do płciowości, która jest "dana przez Boga i zdeterminowana biologicznie".
a jak rodzą się obojniaki???? przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że tacy ludzie się rodzą?
to co?
taki bóg jest dowcipny?
skoro bóg potrafi się tak pomylić - to może i potafi dać psychikę np. kobiety do męskiego ciała - a czemu nie?
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-05-25 18:19
wczoraj byłam ze znajomymi w knajpce na lubelskiej starówce.
a na starówce ulice są z kostki brukowej...
i tak sobie popatrzyłam , że niektóre dziewczyny/kobiety to mają niezłe zacięcie aby ładnie i powabnie wyglądać.
po takim nierównym podłożu chodzą w 10-cio centymetrowych szpilkach.
kiedyś przytrafiło mi się tamtędy iść w butach na obcasach, choć nie tak wysokich i było to dosyć męczące.
to ja jednak wolę zrezygnować z takiej "kobiecości" i na starówkę zawsze wybierm się w sportowych butach.
dzisiaj byłam na głosowaniu.
gdy wychodziłam z punktu głosowania na wąskiej alejce mijałam starsze małżeństwo. mężczyzna był w gorszym stanie fizycznym i intelektualnym niż kobieta. usłyszałam tylko takie drżące pytanie mężczyzny:
- to na kogo ja głosowałem?
zastanawiam się ile jest takich osób, które głosowały, ale nie wiedzą na kogo i dlaczego?
.... bo np. ktoś im "zasugerował" przed południem.
a na starówce ulice są z kostki brukowej...
i tak sobie popatrzyłam , że niektóre dziewczyny/kobiety to mają niezłe zacięcie aby ładnie i powabnie wyglądać.
po takim nierównym podłożu chodzą w 10-cio centymetrowych szpilkach.
kiedyś przytrafiło mi się tamtędy iść w butach na obcasach, choć nie tak wysokich i było to dosyć męczące.
to ja jednak wolę zrezygnować z takiej "kobiecości" i na starówkę zawsze wybierm się w sportowych butach.
dzisiaj byłam na głosowaniu.
gdy wychodziłam z punktu głosowania na wąskiej alejce mijałam starsze małżeństwo. mężczyzna był w gorszym stanie fizycznym i intelektualnym niż kobieta. usłyszałam tylko takie drżące pytanie mężczyzny:
- to na kogo ja głosowałem?
zastanawiam się ile jest takich osób, które głosowały, ale nie wiedzą na kogo i dlaczego?
.... bo np. ktoś im "zasugerował" przed południem.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-05-21 20:25
pralka automatyczna to wybawienie :)
dzisiaj miałam wolne, więc....
jasne rzeczy... pyk do prania
a że ciepło i słonecznie na dworze było, to momentalnie wyschło
mam kanapę z mniejszymi poduszkami i oparciem z poduch - pościągałam poszewki i pyk do pralki...
... wyschło.
ciemne rzeczy... pyk do prania
... no i schnie.
a że jest jeszcze miejsce do rozwieszenia.... no to koce piorę :)
bardzo lubię zapach prania, zwłaszcza gdy wysycha na słońcu i wietrze.
a potem lubię takie pranie prasować (ogólnie lubię prasować), bo pachnie jeszcze ładniej w domu :)
dzisiaj miałam wolne, więc....
jasne rzeczy... pyk do prania
a że ciepło i słonecznie na dworze było, to momentalnie wyschło
mam kanapę z mniejszymi poduszkami i oparciem z poduch - pościągałam poszewki i pyk do pralki...
... wyschło.
ciemne rzeczy... pyk do prania
... no i schnie.
a że jest jeszcze miejsce do rozwieszenia.... no to koce piorę :)
bardzo lubię zapach prania, zwłaszcza gdy wysycha na słońcu i wietrze.
a potem lubię takie pranie prasować (ogólnie lubię prasować), bo pachnie jeszcze ładniej w domu :)
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2014-05-21 15:29
moja córa pojechała na wycieczkę szkolną - 3 dni.
walizę wypakowała, jakby na miesiąc gdzieś z domu wybywała :)
jestem nie wyspana, bo przecież trzeba było wstawać wcześniej niż... trzeba było. tak na wszelki wypadek.
ehhh...
popołudniowy sms ode mnie:
- i jak tam?
odpowiedź córy:
- ok.
czy więcej informacji potrzebuję? :)
dzisiaj mam wolne :) fajnie mi, co nie :)
w końcu złożyłam dokumenty do 1 klasy gimnazjum, zapłaciłam ubezpieczenie mieszkania i jeszcze muszę powędrować do banku pokazać im potwierdzenie zapłaty.
zahaczyłam o ciuchland i kupiłam sobie fajną koszulę w kratę :) i kupołam sobie też zmielone ziarno ostropestu. będę wcinać :) na zdrowie :)
rano zawiozłam też mamę do dziadków na wieś. mama "szaleje" w swoich grządkach i kwiatkach. to jest jej odskocznia od codzienności z ojcem, pracowite odprężenie.
pomogłam poznosić zakupy dla dziadków, ich poprane przez mamę ubrania.
kurde.
dziadkowie ledwo chodzą.
z dziadkiem jest już słaby kontakt, niedosłyszy, jakoś powolutku z kulami się przemieszcza, chyba ma jakiegoś parkinsona, bo mu ręce drżą. dostaje jakieś leki, ale nie ma kto dopilnować, żeby brał właściwe o dobrych porach.
babcia z trudem chodzi, ma poważne problemy z biodrem. ale tak ogólnie to można sensownie z nią porozmawiać, jeszcze w zeszłym roku książki czytała jedną za drugą...
teraz jest już zmęczona ciągłym bólem.
tak na spokojnie zaczęła zastanawiać się, czy przeżyje lato.... bo następnej zimy to już chyba nie da rady... ogólnie stwierdziła, że chciałaby już umrzeć, bo ma dość ...
dziadek przekroczył już 90-tkę a babcia jest trochę młodsza.
straszna jest taka niedołężność na stare lata.
na miejscu dziadkami powinien zajmować się brat i siostra mojej mamy. moja mama jest takim dojeżdżającym pomocnikiem.
eeehhh....
ciotka na szczęście jakoś coś pomaga, ale fochy swoje ma.
wujek.... jest tak zastraszony i przerobiony przez swoją żonkę, że na pomoc rodzicom nie ma czasu, stał się opryskliwy a jak już w czymś pomoże to z łaską.... nauczył się, że jak będzie im pomagał, to żonka będzie mu robiła dzikie awantury z wyzwiskami najgorszymi. facet ma już zrytą psychikę.
... jaka będzie moja starość?
walizę wypakowała, jakby na miesiąc gdzieś z domu wybywała :)
jestem nie wyspana, bo przecież trzeba było wstawać wcześniej niż... trzeba było. tak na wszelki wypadek.
ehhh...
popołudniowy sms ode mnie:
- i jak tam?
odpowiedź córy:
- ok.
czy więcej informacji potrzebuję? :)
dzisiaj mam wolne :) fajnie mi, co nie :)
w końcu złożyłam dokumenty do 1 klasy gimnazjum, zapłaciłam ubezpieczenie mieszkania i jeszcze muszę powędrować do banku pokazać im potwierdzenie zapłaty.
zahaczyłam o ciuchland i kupiłam sobie fajną koszulę w kratę :) i kupołam sobie też zmielone ziarno ostropestu. będę wcinać :) na zdrowie :)
rano zawiozłam też mamę do dziadków na wieś. mama "szaleje" w swoich grządkach i kwiatkach. to jest jej odskocznia od codzienności z ojcem, pracowite odprężenie.
pomogłam poznosić zakupy dla dziadków, ich poprane przez mamę ubrania.
kurde.
dziadkowie ledwo chodzą.
z dziadkiem jest już słaby kontakt, niedosłyszy, jakoś powolutku z kulami się przemieszcza, chyba ma jakiegoś parkinsona, bo mu ręce drżą. dostaje jakieś leki, ale nie ma kto dopilnować, żeby brał właściwe o dobrych porach.
babcia z trudem chodzi, ma poważne problemy z biodrem. ale tak ogólnie to można sensownie z nią porozmawiać, jeszcze w zeszłym roku książki czytała jedną za drugą...
teraz jest już zmęczona ciągłym bólem.
tak na spokojnie zaczęła zastanawiać się, czy przeżyje lato.... bo następnej zimy to już chyba nie da rady... ogólnie stwierdziła, że chciałaby już umrzeć, bo ma dość ...
dziadek przekroczył już 90-tkę a babcia jest trochę młodsza.
straszna jest taka niedołężność na stare lata.
na miejscu dziadkami powinien zajmować się brat i siostra mojej mamy. moja mama jest takim dojeżdżającym pomocnikiem.
eeehhh....
ciotka na szczęście jakoś coś pomaga, ale fochy swoje ma.
wujek.... jest tak zastraszony i przerobiony przez swoją żonkę, że na pomoc rodzicom nie ma czasu, stał się opryskliwy a jak już w czymś pomoże to z łaską.... nauczył się, że jak będzie im pomagał, to żonka będzie mu robiła dzikie awantury z wyzwiskami najgorszymi. facet ma już zrytą psychikę.
... jaka będzie moja starość?
Komentarze: 0
-----------
2014-05-19 22:19
ogólnie mężczyzna w domu może być przydatny.
tylko jak często wnoszę/przesuwam coś ciężkiego?
nie każdy facet musi być przecież elektrykiem, hydraulikiem czy glazurnikiem. - facet też przecież ma prawo nie umieć czegoś i wzywa się wtedy fachowca.
ogólne, podstawowe rzeczy w domu potrafię zrobić sama. lepiej lub gorzej - ale robię.
ostatnio nawet wymyśliłam sobie przetapetowanie kuchni :) jaki problem? dla kogo? nie dla mnie :)
... no tak. do seksu facet jest niezbędny. choć tak prawdę mówiąc w jakimśtam zakresie można sobie radzić bez jego udziału.
hhhmmm. no tak.
i tak sobie siedzę i patrzę na moje "salony"
kilka latek już mieszkam tylko z córą.
jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że w mieszkaniu jest dodatkowa osoba.
... taka obecność kogoś jeszcze....
z jednej strony jest tęsknota za męskim ramieniem a z drugiej... zastanawiam się, czy umiałabym z kimś być.
tylko jak często wnoszę/przesuwam coś ciężkiego?
nie każdy facet musi być przecież elektrykiem, hydraulikiem czy glazurnikiem. - facet też przecież ma prawo nie umieć czegoś i wzywa się wtedy fachowca.
ogólne, podstawowe rzeczy w domu potrafię zrobić sama. lepiej lub gorzej - ale robię.
ostatnio nawet wymyśliłam sobie przetapetowanie kuchni :) jaki problem? dla kogo? nie dla mnie :)
... no tak. do seksu facet jest niezbędny. choć tak prawdę mówiąc w jakimśtam zakresie można sobie radzić bez jego udziału.
hhhmmm. no tak.
i tak sobie siedzę i patrzę na moje "salony"
kilka latek już mieszkam tylko z córą.
jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że w mieszkaniu jest dodatkowa osoba.
... taka obecność kogoś jeszcze....
z jednej strony jest tęsknota za męskim ramieniem a z drugiej... zastanawiam się, czy umiałabym z kimś być.
Komentarze: 3 pokaż »
czepiam się???
2014-05-17 14:23
wersalka dla córy została dostarczona.
a taką oto informację wysłałam do Black Red White:
"Okazuje się, że osoba samotnie mieszkająca, która kupi mebel w sklepie BRW musi się liczyć z podwyższonymi kosztami transportu. Dla takich osób jak ja nie jest to kwota 40zł, jak przekazał sprzedawca w sklepie, ale kwota 80zł.
Z mojej perspektywy wynika, że BRW nie zapewnia transportu do miejsca wskazanego, jako miejsce docelowe, w ramach opłaty wskazanej przez sprzedawcę. I albo zostaję sama z meblem na chodniku pod blokiem (a chodnik pod blokiem nie jest adresem wskazanym do transportu) albo "dogaduję się" z Panami transportującymi.
Piszę jedynie informacyjnie i nie oczekuję jakiejkolwiek odpowiedzi oraz tego, że Firma weźmie pod uwagę zmianę w pojmowaniu pojęcia "wskazany adres do transportu".
p.s. Panowie transportujący byli bardzo mili i niesamowicie sprawnie dostarczyli mebel do wskazanego pokoju.
Pozdrawiam,
.............."
a taką oto informację wysłałam do Black Red White:
"Okazuje się, że osoba samotnie mieszkająca, która kupi mebel w sklepie BRW musi się liczyć z podwyższonymi kosztami transportu. Dla takich osób jak ja nie jest to kwota 40zł, jak przekazał sprzedawca w sklepie, ale kwota 80zł.
Z mojej perspektywy wynika, że BRW nie zapewnia transportu do miejsca wskazanego, jako miejsce docelowe, w ramach opłaty wskazanej przez sprzedawcę. I albo zostaję sama z meblem na chodniku pod blokiem (a chodnik pod blokiem nie jest adresem wskazanym do transportu) albo "dogaduję się" z Panami transportującymi.
Piszę jedynie informacyjnie i nie oczekuję jakiejkolwiek odpowiedzi oraz tego, że Firma weźmie pod uwagę zmianę w pojmowaniu pojęcia "wskazany adres do transportu".
p.s. Panowie transportujący byli bardzo mili i niesamowicie sprawnie dostarczyli mebel do wskazanego pokoju.
Pozdrawiam,
.............."
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-05-14 22:36
ogólnie wczoraj działo się dużo dobrego...
.... ale też przez pół dnia jednak działo się ze mną coś fatalnego.
jedna iskra sprawiła, że pękłam totalnie.
nie mogłam się uspokoić przez klika godzin. wzięłam urlop na żądanie, bo nie byłabym w stanie pracować. tylko ryczałam.
tak to już jest u mnie.
a dzisiaj.... od rana chodziłam zła jak osa. a jeszcze w pracy mnie rozdrażniono.
... normalnie bym pogryzła zarażając wścieklizną.
osy wprawdzie na wściekliznę nie chorują.... ale moja wewnętrzna osa - tak!
właśnie podjadam sobie przepyszne czekoladki z nadzieniem miętowym :) pycha.
nic to, że w "bioderka" idzie. ;)
.... ale też przez pół dnia jednak działo się ze mną coś fatalnego.
jedna iskra sprawiła, że pękłam totalnie.
nie mogłam się uspokoić przez klika godzin. wzięłam urlop na żądanie, bo nie byłabym w stanie pracować. tylko ryczałam.
tak to już jest u mnie.
a dzisiaj.... od rana chodziłam zła jak osa. a jeszcze w pracy mnie rozdrażniono.
... normalnie bym pogryzła zarażając wścieklizną.
osy wprawdzie na wściekliznę nie chorują.... ale moja wewnętrzna osa - tak!
właśnie podjadam sobie przepyszne czekoladki z nadzieniem miętowym :) pycha.
nic to, że w "bioderka" idzie. ;)
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-05-13 19:51
chciałoby się więcej takiego zmęczniena.... oj ... chciałoby....
no ale cóż. nigdy nie ma tak, że się ma to co się chce mieć.
ostatnie dni przyniosły pewne zmiany :)
sprzedałam w końcu sofę z pokoju córci :) za banalne 150 zł. ale dobre i to. ważne, że poszła do ludzi :)
dzisiaj byłam w black red white.
kupiłam dla córy fajną wersalkę.
200zł gotówką a reszta na raty.
a w związku z zakupem napisałam maila do centali sklepu:
"Czy samotna kobieta może bezproblemowo przetransportować mebel ze sklepu do swojego domu?
Odpowiedź: NIE
Od Sprzedawcy uzyskałam informację, że mebel będzie dostarczony w najbliższe możliwe miejsce przy podanym adresie docelowym - czyli w mojej sytuacji jest to wejście do bloku. Mebel standardowo nie jest wnoszony do mieszkania.
A co dalej?
Mieszkam sama.
Mam sobie sama zanieść mebel?
Nie mam w swoim otoczeniu mężczyzn, którzy zrobiliby to za mnie.
Uzyskałam informację, że mogę się "dogadać" z Panami od transportu.... A jak się nie "dogadam"? Proszę o wskazówkę: mam zostać z meblem przed blokiem czy zrobić zwrot zakupu?
p.s. w sklepie zostałam obsłużona szybko, mile i profesjonalnie.
Pozdrawiam, ......"
ciekawa jestem co mi odpiszą :)
no i wiem, jakim samochodem będę pomykała przez najbliższe lata :)
będzie to C2. rocznik 2003 sprowadzony z Francji.
:)
podobają mi się takie samochody
no ale cóż. nigdy nie ma tak, że się ma to co się chce mieć.
ostatnie dni przyniosły pewne zmiany :)
sprzedałam w końcu sofę z pokoju córci :) za banalne 150 zł. ale dobre i to. ważne, że poszła do ludzi :)
dzisiaj byłam w black red white.
kupiłam dla córy fajną wersalkę.
200zł gotówką a reszta na raty.
a w związku z zakupem napisałam maila do centali sklepu:
"Czy samotna kobieta może bezproblemowo przetransportować mebel ze sklepu do swojego domu?
Odpowiedź: NIE
Od Sprzedawcy uzyskałam informację, że mebel będzie dostarczony w najbliższe możliwe miejsce przy podanym adresie docelowym - czyli w mojej sytuacji jest to wejście do bloku. Mebel standardowo nie jest wnoszony do mieszkania.
A co dalej?
Mieszkam sama.
Mam sobie sama zanieść mebel?
Nie mam w swoim otoczeniu mężczyzn, którzy zrobiliby to za mnie.
Uzyskałam informację, że mogę się "dogadać" z Panami od transportu.... A jak się nie "dogadam"? Proszę o wskazówkę: mam zostać z meblem przed blokiem czy zrobić zwrot zakupu?
p.s. w sklepie zostałam obsłużona szybko, mile i profesjonalnie.
Pozdrawiam, ......"
ciekawa jestem co mi odpiszą :)
no i wiem, jakim samochodem będę pomykała przez najbliższe lata :)
będzie to C2. rocznik 2003 sprowadzony z Francji.
:)
podobają mi się takie samochody
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-05-10 21:55
ostatnio toczyłam wojenki.
męczące emocjonalnie były.
z córą te wojeki były.
o gimnazjum były to wojenki.
myślę, że w temacie nastąpi spokój....
mam taką nadzieję.
w córci, z racji wieku, hormony buzują, humory ma, czepia się banałów, z igły robi i grabie i widły. i siekierkę z tego by też zrobiła.
zmęczona jestem.
emocjonalnie i fizycznie.
a do tego robię się jakaś niepoukładana, choć to nowością już być przestało.
jakoś nie mogę ogarnąć domu. po domu plączą się jakieś drobiazgi, których miejsce powinno być inne niż jest, a czasami powinien być to kosz.
czas przelatuje mi między palcami.
książka leży...
no...
leży sobie.
ogólnie fajna cegła z niej - "Opowieść o Darwinie" autor oczywiście Irving Stone.
książka już zaczęta jest, jak zwykle super... ale... nie mam weny na czytanie.
i jakoś tak... rozlaziście jest we wszystkim.
czekam na poniedziałek.
tak.
szkoda, że tak rzadko mogę tak miło spędzić czas.
www.youtube.com/watch
męczące emocjonalnie były.
z córą te wojeki były.
o gimnazjum były to wojenki.
myślę, że w temacie nastąpi spokój....
mam taką nadzieję.
w córci, z racji wieku, hormony buzują, humory ma, czepia się banałów, z igły robi i grabie i widły. i siekierkę z tego by też zrobiła.
zmęczona jestem.
emocjonalnie i fizycznie.
a do tego robię się jakaś niepoukładana, choć to nowością już być przestało.
jakoś nie mogę ogarnąć domu. po domu plączą się jakieś drobiazgi, których miejsce powinno być inne niż jest, a czasami powinien być to kosz.
czas przelatuje mi między palcami.
książka leży...
no...
leży sobie.
ogólnie fajna cegła z niej - "Opowieść o Darwinie" autor oczywiście Irving Stone.
książka już zaczęta jest, jak zwykle super... ale... nie mam weny na czytanie.
i jakoś tak... rozlaziście jest we wszystkim.
czekam na poniedziałek.
tak.
szkoda, że tak rzadko mogę tak miło spędzić czas.
www.youtube.com/watch
Komentarze: 0
szukanie faceta
2014-04-29 08:28
no właśnie.
na czym ma polegać szukanie faceta?
ostatnio właśnie na ten temat rozmawiałam z mamą.
brat jej mówił, że mogłabym sobie już znaleźć faceta.
tylko... kurde....
znaleźć faceta - czyli co robić????
pracuję w środowisku, gdzie jest babiniec. a jakże - jest płeć męska.... jednak są to osoby jakieś 10 lat młodsze ode mnie... czyli jak dla mnie nie mężczyźni tylko chłopaki....
od czasu do czasu wychodzę z koleżankami do jakiejś knajpki.
mężczyzn też znam. takich wiekowo odpowiednich. fajni są.
ogólnie mam obawy przed związkiem. jestem nieufna.
ale cóż z tego, że nawet byłabym skłonna "zaryzykować" . co więcej - przy jednym drżałabym, czy jestem dla niego wystarczająco dobra.
ale cóż.... ci mężczyźni są już zajęci.
wciąż pozostaje pytanie:
jak przełożyć na praktykę radę: znajdź sobie faceta.
na czym ma polegać szukanie faceta?
ostatnio właśnie na ten temat rozmawiałam z mamą.
brat jej mówił, że mogłabym sobie już znaleźć faceta.
tylko... kurde....
znaleźć faceta - czyli co robić????
pracuję w środowisku, gdzie jest babiniec. a jakże - jest płeć męska.... jednak są to osoby jakieś 10 lat młodsze ode mnie... czyli jak dla mnie nie mężczyźni tylko chłopaki....
od czasu do czasu wychodzę z koleżankami do jakiejś knajpki.
mężczyzn też znam. takich wiekowo odpowiednich. fajni są.
ogólnie mam obawy przed związkiem. jestem nieufna.
ale cóż z tego, że nawet byłabym skłonna "zaryzykować" . co więcej - przy jednym drżałabym, czy jestem dla niego wystarczająco dobra.
ale cóż.... ci mężczyźni są już zajęci.
wciąż pozostaje pytanie:
jak przełożyć na praktykę radę: znajdź sobie faceta.
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2014-04-28 10:03
fakty.interia.pl/polska/news-gazeta-wyborcza-bez-litosci-dla-klienta-go-go,nId,1416196
no i brawo dla sędziego!
jeżeli w tym lokalu faktycznie dosypują ludziom środki odużające, lub płacone kwoty nie są rejestrowane w kasie fiskalnej - to powinni właścicielowi dowalić, co trzeba.
jeżeli jednak pod tymi względami wszystko było ok....
no to bardzo przykro.... jak facetowi cycki tancetki z mózgu robią budyń a w majtkach robi się kisiel.... to niech jeden z drugim, trzecim, czwartym, piećdziesiątym... niech płacą za głupotę.
to nie wiedzieli gdzie wchodzą?
no i brawo dla sędziego!
jeżeli w tym lokalu faktycznie dosypują ludziom środki odużające, lub płacone kwoty nie są rejestrowane w kasie fiskalnej - to powinni właścicielowi dowalić, co trzeba.
jeżeli jednak pod tymi względami wszystko było ok....
no to bardzo przykro.... jak facetowi cycki tancetki z mózgu robią budyń a w majtkach robi się kisiel.... to niech jeden z drugim, trzecim, czwartym, piećdziesiątym... niech płacą za głupotę.
to nie wiedzieli gdzie wchodzą?
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-04-27 22:47
dzisiaj przed południem byłam u ojca w pracy.
na 3 dni pożycza mi swoją cytrynę.
powiedziałam mu wtedy, że mój "ex" teść jest w szpitalu, miał wycinany woreczek żółciowy.
pod wieczór pojechałam do mamy, aby zawieźć jej parę szpargałów.
powiedziała, że ojciec na nią się wściekł i się wydzierał w rozmowie telefonicznej.
ojciec:
- K. jest w spitalu.
mama:
- tak? a co się stało?
- no jak to co?!!
- rozrusznik w serce mu wstawiali?
- jaki rozrusznik!!!!! no o czym była rozmowa???!!!!
- jak to o czym?
- wycinali mu woreczek żółciowy!!!
... dalej był wrzask do kobiety nie rozumiejącej o co chodzi, której wpiera się, że była przy rozmowie....
mama nic nie wiedziała o tej operacji. z ojcem rozmawiałam u niego w pracy.
ojciec wiedział, że dostał ode mnie taką informację, ale nie pamiętał już gdzie, kiedy i kto był w trakcie tej rozmowy.
a jeżeli ojciec z nami rozmawia i do końca nie wiemy o co mu chodzi - to są wtedy wybuchy wściekłości. nawet dopytywanie się strasznie go denerwuje.
tak jak ostatnio ze mną.... rozmawiamy przez telefon.... on mówi o jakiejś "renówce z żagla".... dopytuję się o co chodzi..... i już źle.... bo ja powinnam wiedzieć, że właśnie na ekranie komputera jest widoczny pewien samochód.... totalna masakra.
ogólnie mama mówiła, że takie wybuchy są na porządku dziennym.
banalna sytuacja:
siedzą razem przy stole w kuchni.
na stole jest talerz a tam banany.
mama bierze sobie banana.
ojciec wybałusza oczy, czerwienieje i przez zaciśnięte usta cedzi:
- a może ja też mam ochotę na banana? nie pomyślałaś o tym????
- leżą. jak chcesz to bierz.
i co? i ojciec wypada wściekły z kuchni.
mama mówi, że jest w stanie przetrwać z ojcem, ponieważ traktuje go jak osobę psychicznie chorą. uśmiecha się, przytakuje, nie wchodzi w jakiekolwiek dyskusje i rozmowy.
kupuje ojcu codziennie piwo, papierosy i ciasteczka. i ojciec się cieszy...
wybawieniem dla niej jest teraz komputer i internet.
ojciec jest już nałogowcem w pisaniu zjadliwych, pseudointelektualnych komentarzy na forach i pod artukułami .
praktycznie nie wychodzi z pokoju. pije piwo. kopci papierosy i klika.
a mama co chwila zagląda z pytaniem, czy chce kawę, kanapkę.... jest dla ojca takim "przynieś, wynieś, pozamiataj". ojciec nie jest w stanie sam kupić sobie na zapas papierosów. a jak ich nie ma - to się wścieka i wtedy chwila-moment jest wypad z domu... i nie wiadomokiedy i w jakim stanie wróci. przerabiane przez mamę, niestety...
pilnuje ojca jak cerber, zeby nie poszedł chlać i żeby problemów nie narobił (kiedyś straszne długi porobił)
... na tyle wódy, którą ojciec wypił w życiu (zaliczał poalkoholowe padaczki)... to ma już nieźle rozwalony układ nerwowy, mózg.... najmniejsza, banalna rzecz może go wyprowadzić z równowagi...
ufff....
nie wiem, czy będę potrafiła tak z ojcem postępować.
...jak z psychicznie chorym.
na 3 dni pożycza mi swoją cytrynę.
powiedziałam mu wtedy, że mój "ex" teść jest w szpitalu, miał wycinany woreczek żółciowy.
pod wieczór pojechałam do mamy, aby zawieźć jej parę szpargałów.
powiedziała, że ojciec na nią się wściekł i się wydzierał w rozmowie telefonicznej.
ojciec:
- K. jest w spitalu.
mama:
- tak? a co się stało?
- no jak to co?!!
- rozrusznik w serce mu wstawiali?
- jaki rozrusznik!!!!! no o czym była rozmowa???!!!!
- jak to o czym?
- wycinali mu woreczek żółciowy!!!
... dalej był wrzask do kobiety nie rozumiejącej o co chodzi, której wpiera się, że była przy rozmowie....
mama nic nie wiedziała o tej operacji. z ojcem rozmawiałam u niego w pracy.
ojciec wiedział, że dostał ode mnie taką informację, ale nie pamiętał już gdzie, kiedy i kto był w trakcie tej rozmowy.
a jeżeli ojciec z nami rozmawia i do końca nie wiemy o co mu chodzi - to są wtedy wybuchy wściekłości. nawet dopytywanie się strasznie go denerwuje.
tak jak ostatnio ze mną.... rozmawiamy przez telefon.... on mówi o jakiejś "renówce z żagla".... dopytuję się o co chodzi..... i już źle.... bo ja powinnam wiedzieć, że właśnie na ekranie komputera jest widoczny pewien samochód.... totalna masakra.
ogólnie mama mówiła, że takie wybuchy są na porządku dziennym.
banalna sytuacja:
siedzą razem przy stole w kuchni.
na stole jest talerz a tam banany.
mama bierze sobie banana.
ojciec wybałusza oczy, czerwienieje i przez zaciśnięte usta cedzi:
- a może ja też mam ochotę na banana? nie pomyślałaś o tym????
- leżą. jak chcesz to bierz.
i co? i ojciec wypada wściekły z kuchni.
mama mówi, że jest w stanie przetrwać z ojcem, ponieważ traktuje go jak osobę psychicznie chorą. uśmiecha się, przytakuje, nie wchodzi w jakiekolwiek dyskusje i rozmowy.
kupuje ojcu codziennie piwo, papierosy i ciasteczka. i ojciec się cieszy...
wybawieniem dla niej jest teraz komputer i internet.
ojciec jest już nałogowcem w pisaniu zjadliwych, pseudointelektualnych komentarzy na forach i pod artukułami .
praktycznie nie wychodzi z pokoju. pije piwo. kopci papierosy i klika.
a mama co chwila zagląda z pytaniem, czy chce kawę, kanapkę.... jest dla ojca takim "przynieś, wynieś, pozamiataj". ojciec nie jest w stanie sam kupić sobie na zapas papierosów. a jak ich nie ma - to się wścieka i wtedy chwila-moment jest wypad z domu... i nie wiadomokiedy i w jakim stanie wróci. przerabiane przez mamę, niestety...
pilnuje ojca jak cerber, zeby nie poszedł chlać i żeby problemów nie narobił (kiedyś straszne długi porobił)
... na tyle wódy, którą ojciec wypił w życiu (zaliczał poalkoholowe padaczki)... to ma już nieźle rozwalony układ nerwowy, mózg.... najmniejsza, banalna rzecz może go wyprowadzić z równowagi...
ufff....
nie wiem, czy będę potrafiła tak z ojcem postępować.
...jak z psychicznie chorym.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-04-26 10:17
miałam samochodowe batalie z ojcem.
aż mi się nie chce o tym pisać....
ma poronione pomysły i się wścieka, że nie przyklaskuję z entuzjazmem.
a dodatkowo wkurza mnie, że rozmawiając ze mną przez telefon jest podpity i nerwowo pali papierosy. i piperzy gupoty.
... no ale to ja muszę mu wielce dyplomatycznie wyjaśnić, że nie godzę się na jego pomysły.
jeżeli mówię, że nie chcę kupować diesla z przebiegiem 195 tys. ... to jest to dla niego powód do wybuchu złości.
i było jeszcze kilka jego genialnych pomysłów.
normalnie aż sobie potem poryczałam.
... bo jeszcze do mnie mama dzwoni... bo ojciec jak mina wybuchowa chodzi.... i to ja powinnam delikatniej z nim rozmawiać....
kurwa mać.
ale już postanowione - samochód ściągnie mi mój znajomy. ma komis samochodowy, sam jeździ po samochody.
no i w zasadzie mogę być spokojna, że będę miała dobry samochód.
znajomy się postara :) (za) bardzo mu się podobam i zależy mu abym była zadowolona.
mój kot jest fajny.
czasami robi świetne miny :)

aż mi się nie chce o tym pisać....
ma poronione pomysły i się wścieka, że nie przyklaskuję z entuzjazmem.
a dodatkowo wkurza mnie, że rozmawiając ze mną przez telefon jest podpity i nerwowo pali papierosy. i piperzy gupoty.
... no ale to ja muszę mu wielce dyplomatycznie wyjaśnić, że nie godzę się na jego pomysły.
jeżeli mówię, że nie chcę kupować diesla z przebiegiem 195 tys. ... to jest to dla niego powód do wybuchu złości.
i było jeszcze kilka jego genialnych pomysłów.
normalnie aż sobie potem poryczałam.
... bo jeszcze do mnie mama dzwoni... bo ojciec jak mina wybuchowa chodzi.... i to ja powinnam delikatniej z nim rozmawiać....
kurwa mać.
ale już postanowione - samochód ściągnie mi mój znajomy. ma komis samochodowy, sam jeździ po samochody.
no i w zasadzie mogę być spokojna, że będę miała dobry samochód.
znajomy się postara :) (za) bardzo mu się podobam i zależy mu abym była zadowolona.
mój kot jest fajny.
czasami robi świetne miny :)
Komentarze: 1 pokaż »
uwaga reklama
2014-04-24 17:41
tablica.pl - pięknie zadziałała.
od pewnego czasu sprzedaję samochód.
ogłoszenia co jakiś czas puszczałam w takiej lokalnej gazecie ogłoszeń, miałam fachowo przycepioną kartkę z info o sprzedaży na szybie forda. również znajomy ojca wystawił na allegro, jako sprzedawany przez komis.
do teraz najlepiej "działała" - kartka. ludzie dzwonili, podchodzili. ale na tym się kończyło.
we wtorek wieczorem dałam ogłoszenie na tablica.pl. w środę rano zadzwoniła kobietka i wieczorem przyjechała z mężem. przejechali się, obejżeli.... a dzisiaj już umowę podpisałam.
:)
i dziwnie tak jakoś.... forda nie mam.
ja to się bardzo przyzwyczajam. to co mam nie musi być supernowoczesne, ale jeżeli działa dobrze.... no to działa i nie czuję potrzeby zmiany, tylko po to, aby zmieniać.
no to teraz baba ma problem.
ogólny zarys tego, co chcę kupić mam - ma to być małe 3-drziowe "coś".
a jak wybrać, żeby spokojnie pokazać paluszkiem "o to!" i potem się z tym paluszkiem w nocniku nie obudzić....
od pewnego czasu sprzedaję samochód.
ogłoszenia co jakiś czas puszczałam w takiej lokalnej gazecie ogłoszeń, miałam fachowo przycepioną kartkę z info o sprzedaży na szybie forda. również znajomy ojca wystawił na allegro, jako sprzedawany przez komis.
do teraz najlepiej "działała" - kartka. ludzie dzwonili, podchodzili. ale na tym się kończyło.
we wtorek wieczorem dałam ogłoszenie na tablica.pl. w środę rano zadzwoniła kobietka i wieczorem przyjechała z mężem. przejechali się, obejżeli.... a dzisiaj już umowę podpisałam.
:)
i dziwnie tak jakoś.... forda nie mam.
ja to się bardzo przyzwyczajam. to co mam nie musi być supernowoczesne, ale jeżeli działa dobrze.... no to działa i nie czuję potrzeby zmiany, tylko po to, aby zmieniać.
no to teraz baba ma problem.
ogólny zarys tego, co chcę kupić mam - ma to być małe 3-drziowe "coś".
a jak wybrać, żeby spokojnie pokazać paluszkiem "o to!" i potem się z tym paluszkiem w nocniku nie obudzić....
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-04-24 17:31
czasami spać nie mogę. wieloprzyczynowo.
.. . leżałam sobie... i leżałam.... aż postanowiłam uwiecznić:

i dalej sobie leżę... gnaty mnie już bolą.....

... potem... tak około 4.45 zaczeły ptaszki świergotać....
kot do mnie przyszedł, zaczął mruczeć....
...zrobilo się całkiem sympatycznie.
zasnęłam, gdy już robiło się jasno.
.. . leżałam sobie... i leżałam.... aż postanowiłam uwiecznić:
i dalej sobie leżę... gnaty mnie już bolą.....
... potem... tak około 4.45 zaczeły ptaszki świergotać....
kot do mnie przyszedł, zaczął mruczeć....
...zrobilo się całkiem sympatycznie.
zasnęłam, gdy już robiło się jasno.
Komentarze: 1 pokaż »
odnóże i moje ukochane tatoo
2014-04-19 22:35
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-04-19 21:43
chciałam sobie posłuchać naszego polskiego Riverside.
... a całkowicie przez przypadek natrafiłam na....
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
... zachwycające...
... a całkowicie przez przypadek natrafiłam na....
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
... zachwycające...
Komentarze: 0
-----------
2014-04-19 21:09
oglądam sobie x factora.
oj, jaka szkoda że poprzutula się nie zakwalifikowało!!!!!!
grają przepięknie
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
aż muszę sobie ich płytkę kupić.
oj, jaka szkoda że poprzutula się nie zakwalifikowało!!!!!!
grają przepięknie
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
aż muszę sobie ich płytkę kupić.
Komentarze: 0
-----------
2014-04-17 10:30
zawsze gdy widzę tego typu rzeczy przychodzi mi do głowy jedno pytanie do osób wierzących.
czyim dziełem jest takie dziecko?
wasz bóg tak chciał? jeżeli tak to czy ludzie mają prawo ingerować w dzieło boże amputując nadmiar kończyn?
fakty.interia.pl/galerie/swiat/dziecko-z-4-rekami-i-z-4-nogami-zdjecie,iId,1473476,iAId,116798
ostatnio oglądałam program o dzieciach z tą chorobą:
www.sfd.pl/Rybia_%C5%82uska%2Fchoroba_genetyczna__drastyczne-t387448.html
rozumiem, że bóg też wymyślił takie choroby genetyczne aby robić z ludzi umęczonych chorobą "ufoludków".
po artykule jest króciutki filmik
czyim dziełem jest takie dziecko?
wasz bóg tak chciał? jeżeli tak to czy ludzie mają prawo ingerować w dzieło boże amputując nadmiar kończyn?
fakty.interia.pl/galerie/swiat/dziecko-z-4-rekami-i-z-4-nogami-zdjecie,iId,1473476,iAId,116798
ostatnio oglądałam program o dzieciach z tą chorobą:
www.sfd.pl/Rybia_%C5%82uska%2Fchoroba_genetyczna__drastyczne-t387448.html
rozumiem, że bóg też wymyślił takie choroby genetyczne aby robić z ludzi umęczonych chorobą "ufoludków".
po artykule jest króciutki filmik
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-04-08 22:39
oj i widzisz Er...
ja tu fotkę odnóża w szpilce robię ze specjalną dedykacją....
a tu mi ciągle komunikaty strona daje o jakimś błędzie wczytywania.
może inną razą.
a tak ogólnie to dekoldziki niekiedy dosyć (za)mocne to ja bardzo lubię ;)
i "perfuma" fajna u mnie jest
i uśmiech jest
i blĄd długaśnie włosy...
... ale z tą płcią męską... jak bida była, to i tak jest ciągle.
zaczynam sobie myśleć, że do facetów to ja już się zaczynam nie nadawać.
ja tu fotkę odnóża w szpilce robię ze specjalną dedykacją....
a tu mi ciągle komunikaty strona daje o jakimś błędzie wczytywania.
może inną razą.
a tak ogólnie to dekoldziki niekiedy dosyć (za)mocne to ja bardzo lubię ;)
i "perfuma" fajna u mnie jest
i uśmiech jest
i blĄd długaśnie włosy...
... ale z tą płcią męską... jak bida była, to i tak jest ciągle.
zaczynam sobie myśleć, że do facetów to ja już się zaczynam nie nadawać.
Komentarze: 5 pokaż »
-----------
2014-04-07 19:51
byłam dzisiaj na wymianie oleju w samochodzie.
ekhm....
wymiana... to raczej nie to określenie,
:/
byłam raczej na wlaniu oleju.
... bo tam już chyba raczej nie było czego wymieniać.
samochodzik ustawicznie śmiga mi nieźle.
... tylko dlaczego wciąż mi? a nie komuś innemu?
hę?
... przyjdzie czas to i kupiec się znajdzie.
ostatnio znowu zaczęłam chodzić w szpilkach :) i spodnie obcisłe sobie kupiłam :)
nawet moja córa ostatnio patrzy na mnie z aprobatą mówiąc, że teraz to można się ze mną pokazywać :)
i na siłownię znowy zaglądam delikatnie systematyczniej. a i wieczorem jakieś brzuszki sobie robię... :) a piszę to wcinając przesłodkie bezy :)
nnnooo... taki łasuch z silną wolą w zaniku jestem :)
ekhm....
wymiana... to raczej nie to określenie,
:/
byłam raczej na wlaniu oleju.
... bo tam już chyba raczej nie było czego wymieniać.
samochodzik ustawicznie śmiga mi nieźle.
... tylko dlaczego wciąż mi? a nie komuś innemu?
hę?
... przyjdzie czas to i kupiec się znajdzie.
ostatnio znowu zaczęłam chodzić w szpilkach :) i spodnie obcisłe sobie kupiłam :)
nawet moja córa ostatnio patrzy na mnie z aprobatą mówiąc, że teraz to można się ze mną pokazywać :)
i na siłownię znowy zaglądam delikatnie systematyczniej. a i wieczorem jakieś brzuszki sobie robię... :) a piszę to wcinając przesłodkie bezy :)
nnnooo... taki łasuch z silną wolą w zaniku jestem :)
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2014-04-01 22:29
córa pisała dzisiaj test szóstoklasisty :)
niestety nie ma już szans na 40 punktów. gdy omawiałyśmy z córcią pytania testowe - wyłapałam jeden jej błąd. w większości pytać mała wie, że napisała dobrze, przy jakimś tam pytaniu ma wątpliwości, co zaznaczyła... ale ogólnie wynik będzie z wyższego poziomu
:) :) :)
moja córa ma mądrą łepetynkę. no ale leniwiec pierwszoligowy z niej jest :)
niestety nie ma już szans na 40 punktów. gdy omawiałyśmy z córcią pytania testowe - wyłapałam jeden jej błąd. w większości pytać mała wie, że napisała dobrze, przy jakimś tam pytaniu ma wątpliwości, co zaznaczyła... ale ogólnie wynik będzie z wyższego poziomu
:) :) :)
moja córa ma mądrą łepetynkę. no ale leniwiec pierwszoligowy z niej jest :)
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-03-26 20:47
się nie pisało, bo się weny nie miało. :/
czasami tak jest i tyle.
działo się dużo i chyba emocje za bardzo mnie wymęczyły.
cóż... córa wchodzi w nastoletni czas. różne "dyskusje" się odbywają i czasami trudno mi się uspokoić po takich rozmowach. "ex" wczuwa się w rolę taty. oczywiście twierdząc, że on nic nie wiedział, jaka to córcia być potrafi... a już w zeszłym roku opowiadałam... i w zeszłym roku on to właśnie rozmowy z córą przeprowadzał...
brat dał mi namiary na świetny film.
o piramidach. ich tajemnicach i innych powiązanych z nimi ciekawostkach.
warto obejżeć
www.youtube.com/watch
czasami tak jest i tyle.
działo się dużo i chyba emocje za bardzo mnie wymęczyły.
cóż... córa wchodzi w nastoletni czas. różne "dyskusje" się odbywają i czasami trudno mi się uspokoić po takich rozmowach. "ex" wczuwa się w rolę taty. oczywiście twierdząc, że on nic nie wiedział, jaka to córcia być potrafi... a już w zeszłym roku opowiadałam... i w zeszłym roku on to właśnie rozmowy z córą przeprowadzał...
brat dał mi namiary na świetny film.
o piramidach. ich tajemnicach i innych powiązanych z nimi ciekawostkach.
warto obejżeć
www.youtube.com/watch
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-02-19 22:17
urodziny zawsze miałam w zimie.
po raz pierwszy mam urodziny na wiosnę :)
im bardziej zaawansowany mam peselek... tym bardziej posępne mam myśli :/
po raz pierwszy mam urodziny na wiosnę :)
im bardziej zaawansowany mam peselek... tym bardziej posępne mam myśli :/
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2014-02-09 00:09
oglądałam dzisiaj "seks w wielkim mieście". babki jechały na luksusowy wypad.
marzenie.... pojechać... zobaczyć....
tylko po co mi takie marzenie?
rzecz całkowicie nierealna
ba!
rzeczą nierealną jest, abym wogóle pojechała z córką na jakiekolwiek zagraniczne wakacje.
po co sobie zatruwać głowę czymś nieosiągalnym?
marzenie.... pojechać... zobaczyć....
tylko po co mi takie marzenie?
rzecz całkowicie nierealna
ba!
rzeczą nierealną jest, abym wogóle pojechała z córką na jakiekolwiek zagraniczne wakacje.
po co sobie zatruwać głowę czymś nieosiągalnym?
Komentarze: 4 pokaż »
-----------
2014-02-03 11:28
Córcia rano sama poszła do szkoły, więc korzystając z okazji rano powróciłam do łóżka.
nie na długo.
przyszła jakaś pani-sąsiadka z bloku - aktywistka z petycją w sprawie lasów państwowych.
to sobie pomyślałam, że podpiszę.
gdy czytałam opis sprawy, sąsiadka-aktywistka... odezwała się pytająco-upewniająco-zachęcająco: a pani to już ma ukończone pewnie 18 lat, to podpisywać może.
byłam bez makijażu, włosy w lekkim nieładzie, narzucony na ramiona szlafrok...
jak jej powiedziałam ile mam lat - to mi bardzo gratulowała.
Córa wczoraj była w nowym mieszkaniu wybranki mojego "ex". w sobotę podobno już się tam przeprowadzali.
wybranka kasę ma sporą, więc mieszkanie jest zrobione na wysokim poziomie.
ale te kolory w mieszkaniu.... a w zasadzie ich brak.... niby czarny, szary i biały to kolory... ale jednak... jakoś tak....
podłogi to jasno szare drewno, wszystkie ściany białe, łazienka cała na czarno z wyjątkiem łazienkowego wyposażenia. choć szafki łazienkowe też są czarne. w łazience mają jakiś kolorowy obraz-zdjęcie. nawet w sypialni u wezgłowia łóżka mają na ścianie przyczepione duże obicie z czarnej skóry.
takie kolory w mieszkaniu świadczą, jakie osoby tam mieszkają
Córa wczoraj była w nowym mieszkaniu wybranki mojego "ex". w sobotę podobno już się tam przeprowadzali.
wybranka kasę ma sporą, więc mieszkanie jest zrobione na wysokim poziomie.
ale te kolory w mieszkaniu.... a w zasadzie ich brak.... niby czarny, szary i biały to kolory... ale jednak... jakoś tak....
podłogi to jasno szare drewno, wszystkie ściany białe, łazienka cała na czarno z wyjątkiem łazienkowego wyposażenia. choć szafki łazienkowe też są czarne. w łazience mają jakiś kolorowy obraz-zdjęcie. nawet w sypialni u wezgłowia łóżka mają na ścianie przyczepione duże obicie z czarnej skóry.
takie kolory w mieszkaniu świadczą, jakie osoby tam mieszkają
Komentarze: 8 pokaż »
-----------
2014-02-02 00:40
bardzo lubię te utwory :)
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
a tak ogólnie... to ja bardzo spokojny człowiek jestem ;)
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
a tak ogólnie... to ja bardzo spokojny człowiek jestem ;)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-02-02 00:12
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,15126021,Prof__Lew_Starowicz__seks_to_przyjemnosc_demokratyczna_.html#TRCuk
przeczytałam.
mądry facet.
tak... seks w życiu człowieka to bardzo ważna sprawa.
jego brak lub "zła jakość"
...źle dobrany partner/ka może doprowadzić do wielu frustracji, wręcz odrazy do cielesności.
brak świadomości siebie, dziwnie pojmowana "moralność", konwenanse... oj... dużo różnych spraw wewnętrznych jak i zewnętrznych może podniszczyć życie. (niestety, wiem o czym piszę)
podoba mi się określenie: talibowie, stosowane w opisie ludzi o pewnych poglądach
Komentarze: 0
:) :)
2014-02-01 14:03
wczoraj o godzinie 16-tej zaczął się mój urlop :)
w pracy pojawię się dopiero 10 lutego :)
potrzeba mi już było trochę wolnego.
z poprzedniego roku pozostało mi jeszcze 18 dni zaległego urlopu.
myślę, że na kolejny rok też coś około tego mi się przeniesie.
w pracy pojawię się dopiero 10 lutego :)
potrzeba mi już było trochę wolnego.
z poprzedniego roku pozostało mi jeszcze 18 dni zaległego urlopu.
myślę, że na kolejny rok też coś około tego mi się przeniesie.
Komentarze: 0
-----------
2014-01-31 19:05
jakoś niedawno w tvn "śniadaniowej" mówili o biedzie i jak to jest z dyskryminacją dzieci biednych w szkole.
nie tylko dzieci między sobą potrafią być podłe, ale też ze strony dorosłych dzieci z biednych rodzin dostają jasne komunikaty, np oddzielnie menu na obiadach podawane na tekturowych talerzach...
pani prowadząca Jolanta zadziwiła mnie swoją wypowiedzią.
stwierdziła, że ona w klasie jako jedyna nie miała dżinsowych spodni. wszyscy mieli a ona jedna nie!!! i w pełni przejęcia przekonywała, że było jej z tym bardzo źle!
oj, jak mi przykro.
a dlaczego nie miała tych wymarzonych spodni? - bo rodzice woleli płacić za jej różne pozalekcyjne zajęcia.
byłam zdumiona przejęciam z jakim przekonywała rozmówców, jak jej było przykro z powodu braku dźinsów!
z pewnością była biedaczka napiętnowana.
gdy byłam mała - nie pamiętam, abym miała nowe buty na zimę. może kiedyś takie były, ale nie pamiętam. pamiętam tylko takie "w spadku" po starszych dzieciakach w dalszej rodzinie, czy znajomych rodziców. a potem mój brat dostawał je po mnie.
pamiętam, że zawsze przekonywałyśmy go z mamą, że to ja chodziłam w "chłopackich" butach, czy spodniach, kurtce.... i że on w "dziewczyńskich" nie chodzi.
nie miałam wielu zabawek. w 3-pokojowym niedużym mieszkaniu jeden pokój był wynajmowany dla studentek.
niedostatków było wiele. ale zawsze jadłam śniadanie, obiad i kolację. zawsze miałam kanapkę do szkoły.
i nigdy do głowy by mi nie przyszło porównywać się do dzieciaków, dla których jedynym ciepłym posiłkiem jest obiad w szkole.
pani prowdząca z tvn powinna się puknąć w swój pusty móżdżek. młoteczkiem najlepiej.
nie tylko dzieci między sobą potrafią być podłe, ale też ze strony dorosłych dzieci z biednych rodzin dostają jasne komunikaty, np oddzielnie menu na obiadach podawane na tekturowych talerzach...
pani prowadząca Jolanta zadziwiła mnie swoją wypowiedzią.
stwierdziła, że ona w klasie jako jedyna nie miała dżinsowych spodni. wszyscy mieli a ona jedna nie!!! i w pełni przejęcia przekonywała, że było jej z tym bardzo źle!
oj, jak mi przykro.
a dlaczego nie miała tych wymarzonych spodni? - bo rodzice woleli płacić za jej różne pozalekcyjne zajęcia.
byłam zdumiona przejęciam z jakim przekonywała rozmówców, jak jej było przykro z powodu braku dźinsów!
z pewnością była biedaczka napiętnowana.
gdy byłam mała - nie pamiętam, abym miała nowe buty na zimę. może kiedyś takie były, ale nie pamiętam. pamiętam tylko takie "w spadku" po starszych dzieciakach w dalszej rodzinie, czy znajomych rodziców. a potem mój brat dostawał je po mnie.
pamiętam, że zawsze przekonywałyśmy go z mamą, że to ja chodziłam w "chłopackich" butach, czy spodniach, kurtce.... i że on w "dziewczyńskich" nie chodzi.
nie miałam wielu zabawek. w 3-pokojowym niedużym mieszkaniu jeden pokój był wynajmowany dla studentek.
niedostatków było wiele. ale zawsze jadłam śniadanie, obiad i kolację. zawsze miałam kanapkę do szkoły.
i nigdy do głowy by mi nie przyszło porównywać się do dzieciaków, dla których jedynym ciepłym posiłkiem jest obiad w szkole.
pani prowdząca z tvn powinna się puknąć w swój pusty móżdżek. młoteczkiem najlepiej.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-01-27 22:00
gdy byłam w podstawówce, w 7 i 8 klasie mieliśmy zajęcia z techniki.
no i tam uczyliśmy się różnych rzeczy.
m.in. WSZYSCY uczyli się robić kanapki i jakąś sałatkę, WSZYSCY uczyli się robić na drutach szalik, szydełkować i wyszywać. WSZYSCY zbijaliśmy z desek skrzynki i karmniki dla ptaków. WSZYSCY wycinaliśmy metal, aby zrobić świeczniki.....
wszyscy - chłopaki i dziewczyny - robiliśmy to samo.
czy już wtedy byłam atakowana tym straszliwym gender?
czy ze mną jest wszystko ok? może już wtedy moja kobiecość została naruszona.... bo wolę zbijać deski gwoździami, tapetować i malować ściany....
a może przez to straszliwe gender kobiety kiedyś zaczęły chodzić w spodniach i zaczęły jeździć konno siadając okrakiem na siodle....
gender jest straszne... jest podstępne.... czai się już od wieków....
no i tam uczyliśmy się różnych rzeczy.
m.in. WSZYSCY uczyli się robić kanapki i jakąś sałatkę, WSZYSCY uczyli się robić na drutach szalik, szydełkować i wyszywać. WSZYSCY zbijaliśmy z desek skrzynki i karmniki dla ptaków. WSZYSCY wycinaliśmy metal, aby zrobić świeczniki.....
wszyscy - chłopaki i dziewczyny - robiliśmy to samo.
czy już wtedy byłam atakowana tym straszliwym gender?
czy ze mną jest wszystko ok? może już wtedy moja kobiecość została naruszona.... bo wolę zbijać deski gwoździami, tapetować i malować ściany....
a może przez to straszliwe gender kobiety kiedyś zaczęły chodzić w spodniach i zaczęły jeździć konno siadając okrakiem na siodle....
gender jest straszne... jest podstępne.... czai się już od wieków....
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-01-26 22:56
skorzystałam z ostatnich nocnych mrozów.
na balkonie wylądowły poduchy z kanapy, koce, prawie wszystkie moje ubrania.
śmierć roztoczom!!!!
po takim nocnym leżakowaniu fajnie wszystko pachniało :)
i wczoraj też prasowanie większe robiłam :) i też wszystko fajnie pachniało :)
lubię prasować :)
na balkonie wylądowły poduchy z kanapy, koce, prawie wszystkie moje ubrania.
śmierć roztoczom!!!!
po takim nocnym leżakowaniu fajnie wszystko pachniało :)
i wczoraj też prasowanie większe robiłam :) i też wszystko fajnie pachniało :)
lubię prasować :)
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2014-01-26 15:51
ironiczne uśmieszki....
ostatnio u mamy rodzinka się rozsiadła przy obiedzie.
no i tak jakoś o sylwestrze rozmawialiśmy.
brat z żonką i dziewczynkami siedzieli w domu.
ja też sylwka w domu spędziłam a córcia u koleżanki była.
i jakoś tak mówiłam, że nie brakuje mi imprez, zgiełku zabawy.
... może nawet fajnie było by gdzieś z kimś... ale i w domu jest mi dobrze.
mówiłam też , że fajnie jest, gdy rano moja kocina przychodzi do mnie i się łasi i mruczy...
widziałam ironiczne uśmieszki brata.
uśmiechając się stwierdził, że rano żona się przytula i mruczy...
tak... ten ironiczny uśmieszek...
może wg niego robię się już zgorzkniałą rozwódką z kotem?
a wczoraj mama do mnie zadzwoniła...
był u niej brat z rodzinką na obiedzie.
powiedziała mu, że już daję ogłoszenia o sprzedaży forda i będę kupowała inny samochód.
widziała też takie ironiczne uśmieszki i porozumiewawczy wzrok między bratem i bratową. choć bratowa miała minę taką, jakby chciała aby absolutnie nie poruszać tego tematu.
wiem, że pod przyjaznymi uśmiechami - jest u niej dużo zawiści. a jak już zaczyna mi coś wychodzić, układać się - to nie może tego znieść.
no i mama do mnie zadzwoniła ... ustalić, abyśmy nie mówili bratu i jego żonce, że rodzice pomogą mi finansowo w kupnie samochodu.
mam powiedzieć, że sprzedałam resztkę akcji, które kiedyś w firmie dostałam.
mama powiedziała, że jest jej przykro, że brat nie spytał się ot tak normalnie, czy pomogą mi z kasą... przecież od rodziców oni sami dostali tyle kasy, że ja to jestem w tym temacie "pikuś".
bez wypominania z mojej strony, bo wtedy czasy, sytuacja i potrzeby były inne.
i jak mi tak mama opowiadała o tych ironicznych uśmieszkach i znaczącej wymiania spojrzeń....
to uruchomił się u mnie tryb diabełka.
chciałabym kupić sobie dobrą brykę, której zazdrościłby mi brat!
i właśnie ten ford i jego 130 koników byłby do tego idealny!
ostatnio u mamy rodzinka się rozsiadła przy obiedzie.
no i tak jakoś o sylwestrze rozmawialiśmy.
brat z żonką i dziewczynkami siedzieli w domu.
ja też sylwka w domu spędziłam a córcia u koleżanki była.
i jakoś tak mówiłam, że nie brakuje mi imprez, zgiełku zabawy.
... może nawet fajnie było by gdzieś z kimś... ale i w domu jest mi dobrze.
mówiłam też , że fajnie jest, gdy rano moja kocina przychodzi do mnie i się łasi i mruczy...
widziałam ironiczne uśmieszki brata.
uśmiechając się stwierdził, że rano żona się przytula i mruczy...
tak... ten ironiczny uśmieszek...
może wg niego robię się już zgorzkniałą rozwódką z kotem?
a wczoraj mama do mnie zadzwoniła...
był u niej brat z rodzinką na obiedzie.
powiedziała mu, że już daję ogłoszenia o sprzedaży forda i będę kupowała inny samochód.
widziała też takie ironiczne uśmieszki i porozumiewawczy wzrok między bratem i bratową. choć bratowa miała minę taką, jakby chciała aby absolutnie nie poruszać tego tematu.
wiem, że pod przyjaznymi uśmiechami - jest u niej dużo zawiści. a jak już zaczyna mi coś wychodzić, układać się - to nie może tego znieść.
no i mama do mnie zadzwoniła ... ustalić, abyśmy nie mówili bratu i jego żonce, że rodzice pomogą mi finansowo w kupnie samochodu.
mam powiedzieć, że sprzedałam resztkę akcji, które kiedyś w firmie dostałam.
mama powiedziała, że jest jej przykro, że brat nie spytał się ot tak normalnie, czy pomogą mi z kasą... przecież od rodziców oni sami dostali tyle kasy, że ja to jestem w tym temacie "pikuś".
bez wypominania z mojej strony, bo wtedy czasy, sytuacja i potrzeby były inne.
i jak mi tak mama opowiadała o tych ironicznych uśmieszkach i znaczącej wymiania spojrzeń....
to uruchomił się u mnie tryb diabełka.
chciałabym kupić sobie dobrą brykę, której zazdrościłby mi brat!
i właśnie ten ford i jego 130 koników byłby do tego idealny!
Komentarze: 2 pokaż »
:) :)
2014-01-21 21:15
zrobiłam dzisiaj odkrycie na miarę prawdziwej blondynki
:)
wychodzę z pracy.
na parkingu stoi oblodzony samochód.
włączam silnik, nadmuch ciepła na przednią szybę i grzanie tylnej.
zabieram się za skrobanie bocznych szyb. trochę zgarnęłam z tylnej szyby, bo już zaczęło tam "puszczać"
no i zabieram się za zeskrobywanie lodu z bocznych lusterek.
no a tu....
niespodziewanka!
lód praktycznie sam spływa lekko ruszony!
i stanęłam w swoim blond zdumieniu... i patrzę.... nawet kapie z lusterka...
moje blond zdumienie przerodziło się w wewnętrzny śmiech
:)
całą drogę powrotną byłam rozchachana.
siedem lat jeżdżę fordziną a tego nie zauważyłam, że jak jest włączone nagrzewanie tylnej szyby to i boczne lusterka mi rozmarzają
:)
:)
wychodzę z pracy.
na parkingu stoi oblodzony samochód.
włączam silnik, nadmuch ciepła na przednią szybę i grzanie tylnej.
zabieram się za skrobanie bocznych szyb. trochę zgarnęłam z tylnej szyby, bo już zaczęło tam "puszczać"
no i zabieram się za zeskrobywanie lodu z bocznych lusterek.
no a tu....
niespodziewanka!
lód praktycznie sam spływa lekko ruszony!
i stanęłam w swoim blond zdumieniu... i patrzę.... nawet kapie z lusterka...
moje blond zdumienie przerodziło się w wewnętrzny śmiech
:)
całą drogę powrotną byłam rozchachana.
siedem lat jeżdżę fordziną a tego nie zauważyłam, że jak jest włączone nagrzewanie tylnej szyby to i boczne lusterka mi rozmarzają
:)
Komentarze: 3 pokaż »
-----------
2014-01-20 21:39
fakty.interia.pl/polska/news-ta-ustawa-jest-grozna-dla-spoleczenstwa,nId,1092460
poszanowanie praw drugiego człowieka to bardzo ważna sprawa.
zastanawiam się tylko, czy szanowna Pani Profesor również szanowałaby zbrodniarza, gdyby miał taki zostać jej sąsiadem? ... gdyby jej rodzina codziennie miałaby na osiedlu kogoś takiego spotykać?
a gdzie w tym wszystkim poszanowanie prawa ludzi do poczucia bezpieczeństwa?
ja byłabym przerażona mając takiego zwyrodnialca na osiedlu.
poszanowanie praw drugiego człowieka to bardzo ważna sprawa.
zastanawiam się tylko, czy szanowna Pani Profesor również szanowałaby zbrodniarza, gdyby miał taki zostać jej sąsiadem? ... gdyby jej rodzina codziennie miałaby na osiedlu kogoś takiego spotykać?
a gdzie w tym wszystkim poszanowanie prawa ludzi do poczucia bezpieczeństwa?
ja byłabym przerażona mając takiego zwyrodnialca na osiedlu.
Komentarze: 0
-----------
2014-01-18 23:29
dzisiaj w końcu dotarłam na siłownię.
przerwa w ruchu była spora... więc nie przesadzałam a i tak ledwo zipiałam
i chyba tego mi było trzeba. coś innego niż zwykle.
ostatnio kursuję jedynie pomiędzy domem, pracą i sklepem spożywczym.
a siłownia to jednak jakaś odmiana.
trzeba mi jakiejś odmiany.
tak sobie oglądam więcej ogłoszeń samochodowych.
ogólnie szukam czegoś małego.
... no a znalazłam.... coś, co mi siedzi w pamięci...
ford focus, 3 drzwiowy a i owszem.... ale silnik 2 litry z gazem o mocy 130 koników.
kurka... kręci mnie coś takiego :)
przerwa w ruchu była spora... więc nie przesadzałam a i tak ledwo zipiałam
i chyba tego mi było trzeba. coś innego niż zwykle.
ostatnio kursuję jedynie pomiędzy domem, pracą i sklepem spożywczym.
a siłownia to jednak jakaś odmiana.
trzeba mi jakiejś odmiany.
tak sobie oglądam więcej ogłoszeń samochodowych.
ogólnie szukam czegoś małego.
... no a znalazłam.... coś, co mi siedzi w pamięci...
ford focus, 3 drzwiowy a i owszem.... ale silnik 2 litry z gazem o mocy 130 koników.
kurka... kręci mnie coś takiego :)
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-01-16 20:05
nastał ten czas....
ehhh.....
dziura w fordzinie załatana...
więc... kartkę na szybę przykleiłam... a na kartce: sprzedam....
ogłoszenie w gazecie wprowadziłam....
siódmy rok jeżdżę fordziną.... długo. czas na zmianę.
ehhh.....
dziura w fordzinie załatana...
więc... kartkę na szybę przykleiłam... a na kartce: sprzedam....
ogłoszenie w gazecie wprowadziłam....
siódmy rok jeżdżę fordziną.... długo. czas na zmianę.
Komentarze: 2 pokaż »
-----------
2014-01-12 14:31
wyborcza.pl/1,75478,15230462,Opus_Dei_odpowiada_na_artykul_w__Gazecie_Wyborczej_.html
"Wisła prowadzi zajęcia dla dorosłych kobiet. Fontanna jest akademikiem, w którym od lat 90. mieszkają numerarie (kobiety świeckie żyjące w celibacie, oddające Opus Dei swe dochody) oraz dla dziewcząt w wieku 16--24 lat, które mogą tam zdobyć doświadczenie zawodowe "w dziedzinie gastronomii i hotelarstwa". Uczą się gotować, prać i sprzątać, a umiejętności szlifują, pracując w akademiku. Szkolenia te mają pomóc w pracy w zawodach określanych w Dziele jako kobiece, np. w prowadzeniu własnego domu. W Fontannie jest też klub dla nastolatek, który "w szczególny sposób stawia nacisk na rozwój cech i umiejętności właściwych kobiecie: dbałość o szczegóły umilające życie innym, utrzymywanie porządku wokół siebie, dostrzeganie potrzeb innych osób".
???!!!!!
to szkolą kobiety do.. umilania życia innym ???!!!
"Jeśli chodzi o formację kobiet - jest tu pewna subtelność. W Opus Dei są trzy kategorie kobiet: numerarie, numerarie pomocnicze i supernumerarie. Numerarie żyją w celibacie, ale to - można powiedzieć - kobiety wyzwolone zawodowo: mają prowadzić ośrodki formacyjne, działalność gospodarczą. Numerarie pomocnicze pełnią służbę przy prowadzeniu ośrodków Opus Dei: sprzątają, gotują i piorą. Nie dostają do ręki wynagrodzenia, nie mogą nic zrobić bez zgody przełożonych. Chodzi o to, by przekonać je, że robią to dobrowolnie i spełniają w ten sposób wolę Boga. Szkolenia zawodowe w ośrodkach Dzieła pomagają wyłapać te osoby, które mogłyby być numerariami pomocniczymi. W formacji supernumerarii - czyli kobiet, które mają rodziny - kładzie się nacisk na podporządkowanie mężowi. Uczy, jak dbać o siebie, otoczenie, by być mu miłą."
!!! oddawanie wynagrodzenia!!!
!!! posłuszeństwo przełożonym !!!
piorą im tam mózgi, aby były przekonane, że bycie posłusznymi służącymi jest wolą boga!!! mają być podpożądkowane mężom i mają służyć umilając im czas!!!!
to SEKTA.
www.wprost.pl/ar/263141/Niewolnictwo-na-obrzezach-Opus-Dei/
i to wszystko w organizacji legalnie działającej w strukturach kościoła.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-01-11 22:33
dzisiaj miałam zamiar iść na siłownię. po dłuższej przerwie...
no i nie dałam rady.
jakaś zmęczona jestem.
ale może jutro tam dotrę.
trzeba znowu zacząć.
na schudnięcie już nie liczę z racji "posuwającego się" wieku i przyjaciela haszimoto.
ale wiem, że ruszać się trzeba.
ogólnie należę do spokojnych jednostek, zazwyczaj wykazuję się sporą cierpliwością...
ale dzisiaj cechy te zostały nieźle nadszarpnięte.
byłam w realu. parę drobiazgów chciałam kupić.
stanęłam do kasy, gdzie wydawało mi się najmniej ludzi.
i to był błąd wielki.
ja wiem, że tam kasjerzy też muszą się uczyć i wprawiać. i niejednokrotnie takie "świeżaki" mnie obsługiwały. i zawsze spokojnie czekam, przecież ja też kiedyś zaczynałam...
ale ten dzisiejszy chłopak...to jakaś jednostka specjalna była....
myślałam, że tam zakwitnę... nie tylko ja... widziałam miny innych kolejkowiczów.
no i nie dałam rady.
jakaś zmęczona jestem.
ale może jutro tam dotrę.
trzeba znowu zacząć.
na schudnięcie już nie liczę z racji "posuwającego się" wieku i przyjaciela haszimoto.
ale wiem, że ruszać się trzeba.
ogólnie należę do spokojnych jednostek, zazwyczaj wykazuję się sporą cierpliwością...
ale dzisiaj cechy te zostały nieźle nadszarpnięte.
byłam w realu. parę drobiazgów chciałam kupić.
stanęłam do kasy, gdzie wydawało mi się najmniej ludzi.
i to był błąd wielki.
ja wiem, że tam kasjerzy też muszą się uczyć i wprawiać. i niejednokrotnie takie "świeżaki" mnie obsługiwały. i zawsze spokojnie czekam, przecież ja też kiedyś zaczynałam...
ale ten dzisiejszy chłopak...to jakaś jednostka specjalna była....
myślałam, że tam zakwitnę... nie tylko ja... widziałam miny innych kolejkowiczów.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-01-06 21:35
ale ja beksa jestem.
co jakiś czas na filmie beczę.
unikam filmów sentymentalnych, dających do myślenia o uczuciach i o tym, co ważne.
unikam, bo zawsze ryczę jak bóbr.
a że ryczenia miałam od dzieciństwa sporo... i w wieku pełnoletnim też... no to unikam niepotrzebnych łzawych impulsów.
no ale się nie da.
ostatnio beczałam po raz kolejny na filmie z Bradem Pittem.... tytułu oczywiście nie pamiętam.
a było to o dziecku, które urodziło się stare.
...przemijanie...
miłość...
...przywiązanie...
poświęcenie....
bezinteresowność...
fascynacja drugim człowiekiem...
... wpatrzenie w siebie....
tęsknota....
no i nawet teraz pisząc... kurde! znowu beczę.
bo tęsknot i przemyśleń we mnie wiele.
co jakiś czas na filmie beczę.
unikam filmów sentymentalnych, dających do myślenia o uczuciach i o tym, co ważne.
unikam, bo zawsze ryczę jak bóbr.
a że ryczenia miałam od dzieciństwa sporo... i w wieku pełnoletnim też... no to unikam niepotrzebnych łzawych impulsów.
no ale się nie da.
ostatnio beczałam po raz kolejny na filmie z Bradem Pittem.... tytułu oczywiście nie pamiętam.
a było to o dziecku, które urodziło się stare.
...przemijanie...
miłość...
...przywiązanie...
poświęcenie....
bezinteresowność...
fascynacja drugim człowiekiem...
... wpatrzenie w siebie....
tęsknota....
no i nawet teraz pisząc... kurde! znowu beczę.
bo tęsknot i przemyśleń we mnie wiele.
Komentarze: 1 pokaż »
-----------
2014-01-05 23:03
dzisiaj w tv widziałam materiał dotyczący upośledzonej umysłowo kobiety, która miała roczne dziecko.
...hhhhhmmmmm......
nie widziałam tego od początku.
nie wiem, czy było tam powiedziane kto jest ojcem. gdzie on jest i gdzie jest rodzina kobiety.
kobieta nie ma nic - nie ma pracy, własnego kąta, zasiłku czy jakichkolwiek innych dochodów. ma tylko i wyłącznie dziecko. mieszka w domu samotnej matki prowadzonym przez zakonnice.
jedna z zakonnic mówiła, że ktoś musi się tą kobietą zająć, przecież nie może tam mieszkać na stałe. i ma rację. ... choć z drugiej strony.... to ze strony kościoła powinna być największa pomoc. to właśnie kościół powinien najbardziej pomagać biednym i słabym.
kobieta jest troskliwą matką, ale nie może zapewnić sobie ani dziecku kompletnie nic.
jest bezradna i sama potrzebuje opieki. tak o niej mówiła zakonnica.
zastanawia mnie.... cóż to za mężczyzna był sprawcą ciąży u kobiety niepełnosprawnej umysłowo?
czy normalny mężczyzna bierze się do seksu z kimś takim? a może był to ktoś jej podobny?
czy ta kobieta miała wogóle świadomość czym jest seks i jakie ze sobą niesie konsekwencje?
i co teraz będzie z nią? a co będzie z dzieckiem, które ma taką matkę? matkę samą jak bezradne dziecko?
czy przymusowa sterylizacja ludzi niepełnosprawnych umysłowo jest na prawdę takim złem?
przymusowa sterylizacja pozwoliłaby na uniknięcie właśnie takich sytuacji.
do lat siedemdziesiątych XX wieku była ona przeprowadzana m.in. w krajach skandynawskich, USA, Kanadzie. fakt, że też w III rzeszy.
wiem, że jest to pogląd bardzo kontrowersyjny, krytykowany.
ale tak się zastanawiam...
czy osoba krytykująca takie zabiegi...
w przypadku takim jak ten...
....czy osobiście weźmie odpowiedzialność za takie ciąże osób upośledzonych?
...czy osobiście otoczy opieką taką upośledzoną matkę i jej dziecko?
...czy może raczej będzie przerzucać odpowiedzialność na instytucje państwowe i charytatywne? ... umywając rączki.....
ja uważam, że osoby umysłowo upośledzone powinny być sterylizowane.
przymusowa sterylizacja to zło?
tak sądzisz?
to zajmij się osobiście tą kobietą i jej dzieckiem.
myślę, że każdy, kto głośno krzyczałby, że taka sterylizacja to zło - powinien otoczyć osobistą opieką upośledzoną umysłowo osobę i jej dziecko.
...hhhhhmmmmm......
nie widziałam tego od początku.
nie wiem, czy było tam powiedziane kto jest ojcem. gdzie on jest i gdzie jest rodzina kobiety.
kobieta nie ma nic - nie ma pracy, własnego kąta, zasiłku czy jakichkolwiek innych dochodów. ma tylko i wyłącznie dziecko. mieszka w domu samotnej matki prowadzonym przez zakonnice.
jedna z zakonnic mówiła, że ktoś musi się tą kobietą zająć, przecież nie może tam mieszkać na stałe. i ma rację. ... choć z drugiej strony.... to ze strony kościoła powinna być największa pomoc. to właśnie kościół powinien najbardziej pomagać biednym i słabym.
kobieta jest troskliwą matką, ale nie może zapewnić sobie ani dziecku kompletnie nic.
jest bezradna i sama potrzebuje opieki. tak o niej mówiła zakonnica.
zastanawia mnie.... cóż to za mężczyzna był sprawcą ciąży u kobiety niepełnosprawnej umysłowo?
czy normalny mężczyzna bierze się do seksu z kimś takim? a może był to ktoś jej podobny?
czy ta kobieta miała wogóle świadomość czym jest seks i jakie ze sobą niesie konsekwencje?
i co teraz będzie z nią? a co będzie z dzieckiem, które ma taką matkę? matkę samą jak bezradne dziecko?
czy przymusowa sterylizacja ludzi niepełnosprawnych umysłowo jest na prawdę takim złem?
przymusowa sterylizacja pozwoliłaby na uniknięcie właśnie takich sytuacji.
do lat siedemdziesiątych XX wieku była ona przeprowadzana m.in. w krajach skandynawskich, USA, Kanadzie. fakt, że też w III rzeszy.
wiem, że jest to pogląd bardzo kontrowersyjny, krytykowany.
ale tak się zastanawiam...
czy osoba krytykująca takie zabiegi...
w przypadku takim jak ten...
....czy osobiście weźmie odpowiedzialność za takie ciąże osób upośledzonych?
...czy osobiście otoczy opieką taką upośledzoną matkę i jej dziecko?
...czy może raczej będzie przerzucać odpowiedzialność na instytucje państwowe i charytatywne? ... umywając rączki.....
ja uważam, że osoby umysłowo upośledzone powinny być sterylizowane.
przymusowa sterylizacja to zło?
tak sądzisz?
to zajmij się osobiście tą kobietą i jej dzieckiem.
myślę, że każdy, kto głośno krzyczałby, że taka sterylizacja to zło - powinien otoczyć osobistą opieką upośledzoną umysłowo osobę i jej dziecko.
Komentarze: 8 pokaż »
:(.
2014-01-05 16:55
baby to mają przerąbane.
nie wyobrażam sobie, jak mogłabym funkcjonować, gdyby nie tabletki antykoncepcyjne.
i nie chodzi tu o działanie antykoncepcyjne ( praktycznie rzecz biorąc jestem sama).
chodzi o działanie hormonków regulujące miesiączki.
jak łykam tabletki - wiem ile wszystko będzie trwało, kiedy się zacznie, pobolewa tylko delikatnie, nie zalewa. można żyć jak człowiek.
co kilka lat robię sobie przerwę.
aktualnie jestem w trakcie takiej przerwy. jest ona zupełnie nie zamierzona. wynika z roztrzepania i gapiostwa. doskonale miałam w pamięci męczarnie sprzed kilku lat, gdy taką przerwę w hormonkach sobie świadomie zrobiłam. i wcale nie miałam ochoty na tabletkowy odpoczynek.
miałam się wybrać do ginekologa na jesień. ale tak jakoś.... nie po drodze mi było. a jak już w ostatnim możliwym terminie się zapisałam.... to przegapiłam dzień i godzinę :/
no i zostałam bez tabletek....
no i teraz się męczę już drugi miesiąc.
kurde.... miałam dosłownie kilka dni, gdy mnie nic nie bolało.
i mam zdecydowanie dłuższe niż tabletkowe "wycieki" i w dodatk dosłownie co godzina muszę latać do kibelka, bo jak nie... to się robi nieciekawie...
a jak nie ma wycieku... to mam inne bolesne dolegliwości....
gdybym miała swojego faceta - to bym mu szczerze współczuła być z taką wiecznie obolałą kobietą. serio. bo jeżeli nie będąc w trakcie miesiączki (co samo w sobie jest długie i uciążliwe), ledwo łażę, bo ból przechodzi po różnych "strategicznych" częściach ciała... to i humor człowiek ma skopany i dotknąć się nie da nie mówiąc już o ochodzie na seks.
...no... współczułabym mojemu hipotetycznemu facetowi i już.
taki mój stan to nie jest szok organizmu po odstawieniu tabletek.
w czasach prehistorycznych, przed epoką tabletkową - strasznie się męczyłam podczas miesiączek. wcinałam "tony" tabletek przeciwbólowych, wiele razy płakałam i zwijałam się z bólu. po urodzeniu córci wcale lepiej nie było. no... może troszkę. już tak mnie ból nie paraliżował i nie wyłam. czyli niby "lepiej"
nie wyobrażam sobie, jak mogłabym tak "naturalnie" przechodzić te kobiece przypadłości przez całe swoje życie.
takie życie to jeden wielki koszmar.
mieć tylko kilka dni w miesiącu, gdy nic nie boli????
moja mama twierdzi, że taki już los kobiet. że tabletki to jednak chemia, ingerencja w organizm.
a ja pierdzielę taki los!
mam się męczyć? w imię czego?
sorki mamciu, ale głupoty gadasz.
jak cię głowa boli, to po tabletki sięgasz - a to przecież też chemia.
no i tu moja mama "cmoka i stęka" że to jednak co innego.
ja wiem swoje.
jeżeli mogę poprawić jakość swojej codzienności - to będę łykała hormonki.
wyniki badań zawsze miałam dobre.
jak tylko będę mogła - zapiszę się do ginekologa na przegląd podwozia. pozleca mi badania, i tak od serca wszystko na zleceniu pozaznacza :)
już się nie mogę doczekać mojej tabletkowej normalności.
:)
nie wyobrażam sobie, jak mogłabym funkcjonować, gdyby nie tabletki antykoncepcyjne.
i nie chodzi tu o działanie antykoncepcyjne ( praktycznie rzecz biorąc jestem sama).
chodzi o działanie hormonków regulujące miesiączki.
jak łykam tabletki - wiem ile wszystko będzie trwało, kiedy się zacznie, pobolewa tylko delikatnie, nie zalewa. można żyć jak człowiek.
co kilka lat robię sobie przerwę.
aktualnie jestem w trakcie takiej przerwy. jest ona zupełnie nie zamierzona. wynika z roztrzepania i gapiostwa. doskonale miałam w pamięci męczarnie sprzed kilku lat, gdy taką przerwę w hormonkach sobie świadomie zrobiłam. i wcale nie miałam ochoty na tabletkowy odpoczynek.
miałam się wybrać do ginekologa na jesień. ale tak jakoś.... nie po drodze mi było. a jak już w ostatnim możliwym terminie się zapisałam.... to przegapiłam dzień i godzinę :/
no i zostałam bez tabletek....
no i teraz się męczę już drugi miesiąc.
kurde.... miałam dosłownie kilka dni, gdy mnie nic nie bolało.
i mam zdecydowanie dłuższe niż tabletkowe "wycieki" i w dodatk dosłownie co godzina muszę latać do kibelka, bo jak nie... to się robi nieciekawie...
a jak nie ma wycieku... to mam inne bolesne dolegliwości....
gdybym miała swojego faceta - to bym mu szczerze współczuła być z taką wiecznie obolałą kobietą. serio. bo jeżeli nie będąc w trakcie miesiączki (co samo w sobie jest długie i uciążliwe), ledwo łażę, bo ból przechodzi po różnych "strategicznych" częściach ciała... to i humor człowiek ma skopany i dotknąć się nie da nie mówiąc już o ochodzie na seks.
...no... współczułabym mojemu hipotetycznemu facetowi i już.
taki mój stan to nie jest szok organizmu po odstawieniu tabletek.
w czasach prehistorycznych, przed epoką tabletkową - strasznie się męczyłam podczas miesiączek. wcinałam "tony" tabletek przeciwbólowych, wiele razy płakałam i zwijałam się z bólu. po urodzeniu córci wcale lepiej nie było. no... może troszkę. już tak mnie ból nie paraliżował i nie wyłam. czyli niby "lepiej"
nie wyobrażam sobie, jak mogłabym tak "naturalnie" przechodzić te kobiece przypadłości przez całe swoje życie.
takie życie to jeden wielki koszmar.
mieć tylko kilka dni w miesiącu, gdy nic nie boli????
moja mama twierdzi, że taki już los kobiet. że tabletki to jednak chemia, ingerencja w organizm.
a ja pierdzielę taki los!
mam się męczyć? w imię czego?
sorki mamciu, ale głupoty gadasz.
jak cię głowa boli, to po tabletki sięgasz - a to przecież też chemia.
no i tu moja mama "cmoka i stęka" że to jednak co innego.
ja wiem swoje.
jeżeli mogę poprawić jakość swojej codzienności - to będę łykała hormonki.
wyniki badań zawsze miałam dobre.
jak tylko będę mogła - zapiszę się do ginekologa na przegląd podwozia. pozleca mi badania, i tak od serca wszystko na zleceniu pozaznacza :)
już się nie mogę doczekać mojej tabletkowej normalności.
:)
Komentarze: 0