2011-12-26 22:55
www.youtube.com/watch
dzisiaj to usłyszałam i aż mi się tańczyć i skakać zachciało! :)
podoba mi się ten kawałek
dzisiaj to usłyszałam i aż mi się tańczyć i skakać zachciało! :)
podoba mi się ten kawałek
Komentarze: 5 pokaż »
2011-12-24 20:58
świąt nie obchodzę religijnie z powodu moich poglądów. jest to dla mnie takie bardziej uroczyste spotkanie rodzinne przy stole. ale zawsze wysyłałam sms-ami życzenia moim znajomym. zawsze.... w tym roku postąpiłam jednak inaczej....
wczoraj zadzwoniłam do jednej koleżanki, z którą odnowiłam kontakt (o! dzięki ci nasza klaso!)... do jednej osoby wysłałam maila.... i... nic więcej... aaaa i jeszcze wczoraj wymieniliśmy życzenia z "ex" gdy zabierał córcię na święta.
w poprzednich latach wyglądało to tak, że wysyłałam smsiki znajomym a potem dopiero mi odpowiadali. w tym roku się zawzięłam. basta! nie wysłałam żadnych życzeń.
i co się okazało?...
pamiętał o mnie tylko brat cioteczny.
poza nim.... nikt.
kurde... takie... przykre to....
w pracy ogólnie było w miarę spokojnie. no ale momenty były, gdy ludziska wydzwaniali. kurde! nie mieli co robić? placków nie gnietli? ...tylko przelewy chciało im się robić.
myślę, że jutro jednak będzie zdecydowanie większy luzik i postanowiłam wziąść sobie gazetkę. :)
za to w pracy świątecznie wyściskałam się z koleżankami :) ha! no i kieckę dzisiaj założyłam, co zostało zauważone :)
wczoraj zadzwoniłam do jednej koleżanki, z którą odnowiłam kontakt (o! dzięki ci nasza klaso!)... do jednej osoby wysłałam maila.... i... nic więcej... aaaa i jeszcze wczoraj wymieniliśmy życzenia z "ex" gdy zabierał córcię na święta.
w poprzednich latach wyglądało to tak, że wysyłałam smsiki znajomym a potem dopiero mi odpowiadali. w tym roku się zawzięłam. basta! nie wysłałam żadnych życzeń.
i co się okazało?...
pamiętał o mnie tylko brat cioteczny.
poza nim.... nikt.
kurde... takie... przykre to....
w pracy ogólnie było w miarę spokojnie. no ale momenty były, gdy ludziska wydzwaniali. kurde! nie mieli co robić? placków nie gnietli? ...tylko przelewy chciało im się robić.
myślę, że jutro jednak będzie zdecydowanie większy luzik i postanowiłam wziąść sobie gazetkę. :)
za to w pracy świątecznie wyściskałam się z koleżankami :) ha! no i kieckę dzisiaj założyłam, co zostało zauważone :)
Komentarze: 2 pokaż »
2011-12-23 19:08
Er... jak się premię dostało większą niż pensja... (aż mi szczęka opadła, gdy to zobaczyłam)... to TRZEBA dla zdrowia psychicznego odreagować! :) kobieta w końcu jestem! pachnieć muszę fajowo! :) a i jeszcze innych zakupków mam zaplanowane :) obiecałam córci odroczony prezent urodzinowy - wyprzedażowe zakupy w złotych tarasach. młoda już się nie może doczekać, bo na niej to miejsce robi wrażenie.
a jak następną premię dostanę, nawet jeżeli będzie mniejsza... to już tak jakbym jej nie miała... rolety muszę pokupować, bo w oknach jeszcze nic nie mam. eehhhh :) już wyczekuję lutego - się okaże jak mnie docenią. co miesiąc robie nadwykonania planów, więc też może być dobrze :)
Er... tak ogólnie to ja bym bardzo chętnie wspomogła polską demografię... no ale kurde, jakoś nie teges... okoliczności nie sprzyjające wielowzględowo.
dzisiaj na naszym wewnętrznym portalu internetowym - bank się chwali że dostał pierwsze miejsce w jakimś rankingu najlepszych pracodawców w branży bankowej...
jak moja koleżanka to zobaczyła.... to.... "kurwa! jaki najlepszy! za 1500 miesięcznie???? normalnie zaczynam szukać roboty w warszawie, bo tam u nas płacą zdecydowanie więcej a w lublinie nic mnie nie trzyma!"
... bo taka jest prawda.... w tej samej firmie, ludzie na tych samych stanowiskach, robiąc dokładnie to samo, zarabiają bardzo różnie.... stolYca oczywiście najwięcej...
kurczę... cholera jasna już mnie bierze na te zapowiedzi telewizyjne na święta i sylwestra... znowu koncerty kolędowe... czyli kolejne modyfikacje w kolędniczym zawodzeniu... przecież śpiewać będą to samo praktycznie ci sami ludzie... po cholerę robić nowe programy? po co wywalać kasę na gaże? nie lepiej zrobić co roku "kevina samego w domu" - czyt. kolejną powtórkę? mają techniki telewizyjne... podrasowali by kolorki... i kto by się połapał, że robią na "kevina" (czyt. powtórkę)??? śmiem twierdzić, że nikt.
i też robią zapowiedzi na imprezy sylwestrowe... twarze te same.... więc... po co bulić kasę... można zrobić "kevina"... techniką telewizyjną przerobić roczek... i zmodyfikować tekst mówiony, kiedy to będą podawali rocznik... i już! pyk!
jak widziałam propozycje filmowe na święta... kurde.... ciekawe, w ilu miejscach program tv różni się od zeszłorocznego? ... a może jednak zrobili to na "kevina"?
ale nie wyspana jestem.... wczoraj późno się położyłam, bo młoda oglądała drugą część "tytanika" na polsacie... uuufff.... jej się podobało. no.
a że dzisiaj miałam do pracy na 7 rano... więc cały dzień chodzę jak potłuczona. jutro też na 7.... i pojutrze też....
a jak następną premię dostanę, nawet jeżeli będzie mniejsza... to już tak jakbym jej nie miała... rolety muszę pokupować, bo w oknach jeszcze nic nie mam. eehhhh :) już wyczekuję lutego - się okaże jak mnie docenią. co miesiąc robie nadwykonania planów, więc też może być dobrze :)
Er... tak ogólnie to ja bym bardzo chętnie wspomogła polską demografię... no ale kurde, jakoś nie teges... okoliczności nie sprzyjające wielowzględowo.
dzisiaj na naszym wewnętrznym portalu internetowym - bank się chwali że dostał pierwsze miejsce w jakimś rankingu najlepszych pracodawców w branży bankowej...
jak moja koleżanka to zobaczyła.... to.... "kurwa! jaki najlepszy! za 1500 miesięcznie???? normalnie zaczynam szukać roboty w warszawie, bo tam u nas płacą zdecydowanie więcej a w lublinie nic mnie nie trzyma!"
... bo taka jest prawda.... w tej samej firmie, ludzie na tych samych stanowiskach, robiąc dokładnie to samo, zarabiają bardzo różnie.... stolYca oczywiście najwięcej...
kurczę... cholera jasna już mnie bierze na te zapowiedzi telewizyjne na święta i sylwestra... znowu koncerty kolędowe... czyli kolejne modyfikacje w kolędniczym zawodzeniu... przecież śpiewać będą to samo praktycznie ci sami ludzie... po cholerę robić nowe programy? po co wywalać kasę na gaże? nie lepiej zrobić co roku "kevina samego w domu" - czyt. kolejną powtórkę? mają techniki telewizyjne... podrasowali by kolorki... i kto by się połapał, że robią na "kevina" (czyt. powtórkę)??? śmiem twierdzić, że nikt.
i też robią zapowiedzi na imprezy sylwestrowe... twarze te same.... więc... po co bulić kasę... można zrobić "kevina"... techniką telewizyjną przerobić roczek... i zmodyfikować tekst mówiony, kiedy to będą podawali rocznik... i już! pyk!
jak widziałam propozycje filmowe na święta... kurde.... ciekawe, w ilu miejscach program tv różni się od zeszłorocznego? ... a może jednak zrobili to na "kevina"?
ale nie wyspana jestem.... wczoraj późno się położyłam, bo młoda oglądała drugą część "tytanika" na polsacie... uuufff.... jej się podobało. no.
a że dzisiaj miałam do pracy na 7 rano... więc cały dzień chodzę jak potłuczona. jutro też na 7.... i pojutrze też....
Komentarze: 2 pokaż »
2011-12-21 14:44
hugo boss deep red
tym będę teraz pachniała.
:)
a co! taki sobie prezent gwiazdkowy sprawiłam.
jak usłyszałam, że "ex" nie zamierza kupować córci prezentu na gwiazdkę (oby zmienił zdanie)... to postanowiłam kupić jej jeszcze jeden drobiazg ode mnie. a co! dydnające kolczyki jej kupiłam. wiem, że zapiszczy z radości, bo ostatnio mówiła, że bardzo chciałaby takie mieć.
wczoraj zamówiłam też w sklepie intenetowym letnie opony do mojej żaby. teraz jest taniej, niż miałabym kupować na wiosnę. stare musiałam już wyrzucić, nie nadawały się już do niczego ze względu na latka i ogólny stan.
tym będę teraz pachniała.
:)
a co! taki sobie prezent gwiazdkowy sprawiłam.
jak usłyszałam, że "ex" nie zamierza kupować córci prezentu na gwiazdkę (oby zmienił zdanie)... to postanowiłam kupić jej jeszcze jeden drobiazg ode mnie. a co! dydnające kolczyki jej kupiłam. wiem, że zapiszczy z radości, bo ostatnio mówiła, że bardzo chciałaby takie mieć.
wczoraj zamówiłam też w sklepie intenetowym letnie opony do mojej żaby. teraz jest taniej, niż miałabym kupować na wiosnę. stare musiałam już wyrzucić, nie nadawały się już do niczego ze względu na latka i ogólny stan.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-12-18 19:50
ręce mi z tym moim "ex" opadają....
dzisiaj się dowiedziałam...
"ex" kupił córci na urodziny (a był to środek listopada) dotykowy telefon samsunga.
no i właśnie się dowiedziałam, że na urodzinach "ex" zapowiedział córci, że ten telefon to będzie od razu prezent na gwiazdkę... bo podobno taki drogi....
kurde! bratowa powiedziała, że w media markt taki telefon kosztuje około 240 zł....
... jakby na biednego trafiło... to bym zrozumiała....
ostatnio pojawiają się w tv takie ogłoszenie społeczne - facet jest zaproszony na rozmowę rekrutacyjną w sprawie pracy. no i zaczynają padać pytania o życie rodzinne, jak zamierza pogodzić obowiązki domowe i pracę i czy zamierza mieć dziecko....
i bardzo dobrze, że to puszczają.
mężczyźni chyba jednak nie zdają sobie sprawy, że kobiety często w firmach są postrzegane jako zło konieczne.... bo przecież taka zaraz zajdzie w ciążę i pójdzie na zwolnienie... a potem będzie siedziała wiecznie na zwolnieniach lekarskich z powodu chorób dziecka...
gdy mężczyzna powie szefowi, że będzie miał dziecko - słyszy gratulacje.
ja usłyszałam, wypowiedziane z nie skrywaną dezaprobatą: no tak... można się było spodziewać.....
moja bratowa usłyszała - albo się pracuje, albo się puszcza.... (no i teraz po urodzeniu dziecka już pracy dla niej nie ma)
i jeżeli jest takie nastawienie pracodawców - to co tu się dziwić, że kobiety niechętnie rodzą dzieci? pomijam już aspekt finansowy ogólnie - bo przy pensjach takich jakie są... to niestety.... z jednej pensji utrzymać rodzinę to nie lada wyzwanie... że o posiadaniu własnego mieszkania to już nie wspomnę...
a czy ja chciałabym mieć drugie dziecko? w pierwszym odruchu - tak. uwielbiam dzieci.
ale jak tak sobie siądę i pomyślę... to nie ma mowy.
drugie dziecko dla mnie mogłoby oznaczać problemy z powrotem do pracy. a jeżeli musiałabym szukać innej... to niestety - nie wiem, czy u dałoby mi się znaleźć... jeszcze niedawno miałam spore problemy ... a teraz...młodsza się nie robię, a kobiety w wieku około 40-tki...dla pracodawców są już za stare... a przecież na stare lata własną emerytutę trzeba mieć.
no i jeszcze jedno.... aby urodzić drugie dziecko trzeba znaleźć odpowiedniego faceta. a to jest nierealne. drugie dziecko oznaczałoby też dla mnie już całkowite uzależnienie się finansowe od faceta. a do czegoś takiego nigdy nie dopuszczę. już mam nauczkę - jak na początku jest dobrze w związku, to wcale nie znaczy, że tak będzie zawsze. dwoje dzieci i kiepska pensja (zakładając, że udałoby mi się utrzymać pracę) oznaczałoby, że gdyby w związku było źle - to nie byłabym w stanie odejść... nie byłoby mnie stać na samodzielne funkcjonowanie....
teoretycznie nie powinnam zakładać, że w związku będzie się źle działo... tak samo jak nie powinnam zakładać, że będzie świetnie przez cały czas.... ( już sobie zakładałam, że będzie dobrze i były z tego same rozczarowania i frustracje)... ale muszę mieć możliwość "odwrotu". muszę mieć możliwość wyjścia ze złej dla mnie sytuacji...
gdybym miała drugie dziecko z "ex".... dalej tkwiłabym w chorym związku.... nie byłoby mnie stać na samodzielne utrzymanie siebie i dwójki dzieci, nawet jeżeli miałabym alimenty... teraz, z córcią, jest mi już ciężko nie tylko pod względem finansowym... chodzi o taką czystą logistykę: przywieźć, zawieźć, późne godziny zakończenia pracy, bądź bardzo wczesny jej początek...
... a co dopiero mówić z dwójką dzieci... masakra jakaś by była...
czy ten filmik z rozmową rekrutacyjną coś komuś uzmysłowi?... wątpię.... kobiety, które były potraktowane w ten sposób, bądź miały problemy w pracy z powodu ciąży lub posiadania dzieci... one z pewnością zauważą filmik... niestety już się przekonałam, że mężczyźni tego filmiku nie zauważają. a nawet jak zauważy jeden z drugim... to jakoś nie sądzę, aby coś do takiego dotarło... nooo... tak mi się wydaje.... bo to jest problem kobiet... mężczyzn to nie dotyczy...
dzisiaj się dowiedziałam...
"ex" kupił córci na urodziny (a był to środek listopada) dotykowy telefon samsunga.
no i właśnie się dowiedziałam, że na urodzinach "ex" zapowiedział córci, że ten telefon to będzie od razu prezent na gwiazdkę... bo podobno taki drogi....
kurde! bratowa powiedziała, że w media markt taki telefon kosztuje około 240 zł....
... jakby na biednego trafiło... to bym zrozumiała....
ostatnio pojawiają się w tv takie ogłoszenie społeczne - facet jest zaproszony na rozmowę rekrutacyjną w sprawie pracy. no i zaczynają padać pytania o życie rodzinne, jak zamierza pogodzić obowiązki domowe i pracę i czy zamierza mieć dziecko....
i bardzo dobrze, że to puszczają.
mężczyźni chyba jednak nie zdają sobie sprawy, że kobiety często w firmach są postrzegane jako zło konieczne.... bo przecież taka zaraz zajdzie w ciążę i pójdzie na zwolnienie... a potem będzie siedziała wiecznie na zwolnieniach lekarskich z powodu chorób dziecka...
gdy mężczyzna powie szefowi, że będzie miał dziecko - słyszy gratulacje.
ja usłyszałam, wypowiedziane z nie skrywaną dezaprobatą: no tak... można się było spodziewać.....
moja bratowa usłyszała - albo się pracuje, albo się puszcza.... (no i teraz po urodzeniu dziecka już pracy dla niej nie ma)
i jeżeli jest takie nastawienie pracodawców - to co tu się dziwić, że kobiety niechętnie rodzą dzieci? pomijam już aspekt finansowy ogólnie - bo przy pensjach takich jakie są... to niestety.... z jednej pensji utrzymać rodzinę to nie lada wyzwanie... że o posiadaniu własnego mieszkania to już nie wspomnę...
a czy ja chciałabym mieć drugie dziecko? w pierwszym odruchu - tak. uwielbiam dzieci.
ale jak tak sobie siądę i pomyślę... to nie ma mowy.
drugie dziecko dla mnie mogłoby oznaczać problemy z powrotem do pracy. a jeżeli musiałabym szukać innej... to niestety - nie wiem, czy u dałoby mi się znaleźć... jeszcze niedawno miałam spore problemy ... a teraz...młodsza się nie robię, a kobiety w wieku około 40-tki...dla pracodawców są już za stare... a przecież na stare lata własną emerytutę trzeba mieć.
no i jeszcze jedno.... aby urodzić drugie dziecko trzeba znaleźć odpowiedniego faceta. a to jest nierealne. drugie dziecko oznaczałoby też dla mnie już całkowite uzależnienie się finansowe od faceta. a do czegoś takiego nigdy nie dopuszczę. już mam nauczkę - jak na początku jest dobrze w związku, to wcale nie znaczy, że tak będzie zawsze. dwoje dzieci i kiepska pensja (zakładając, że udałoby mi się utrzymać pracę) oznaczałoby, że gdyby w związku było źle - to nie byłabym w stanie odejść... nie byłoby mnie stać na samodzielne funkcjonowanie....
teoretycznie nie powinnam zakładać, że w związku będzie się źle działo... tak samo jak nie powinnam zakładać, że będzie świetnie przez cały czas.... ( już sobie zakładałam, że będzie dobrze i były z tego same rozczarowania i frustracje)... ale muszę mieć możliwość "odwrotu". muszę mieć możliwość wyjścia ze złej dla mnie sytuacji...
gdybym miała drugie dziecko z "ex".... dalej tkwiłabym w chorym związku.... nie byłoby mnie stać na samodzielne utrzymanie siebie i dwójki dzieci, nawet jeżeli miałabym alimenty... teraz, z córcią, jest mi już ciężko nie tylko pod względem finansowym... chodzi o taką czystą logistykę: przywieźć, zawieźć, późne godziny zakończenia pracy, bądź bardzo wczesny jej początek...
... a co dopiero mówić z dwójką dzieci... masakra jakaś by była...
czy ten filmik z rozmową rekrutacyjną coś komuś uzmysłowi?... wątpię.... kobiety, które były potraktowane w ten sposób, bądź miały problemy w pracy z powodu ciąży lub posiadania dzieci... one z pewnością zauważą filmik... niestety już się przekonałam, że mężczyźni tego filmiku nie zauważają. a nawet jak zauważy jeden z drugim... to jakoś nie sądzę, aby coś do takiego dotarło... nooo... tak mi się wydaje.... bo to jest problem kobiet... mężczyzn to nie dotyczy...
Komentarze: 2 pokaż »
2011-12-17 16:40
cały dzień siedzimy z młodą w domu. :) młoda lata ciągle w koszulce nocnej... gołodupiec jeden! koce na kanapie porozkładała, dodatkowo szlafrokiem się owinęła i leży.
zamiast obiadu - zamówiłam wielką pizzę. młoda była wniebowzięta.
a teraz oglądamy sobie bajki w tv a konkretnie - "pingwiny z madagaskaru". te filmiki są naprawdę świetne. są super teksty :)
ostatnio miałam dwa spięcia kolejkowe.
sklep z ciuchami. stanęłam w kolejce. czekam. za mną już też ktoś stanął. w pewnym momencie obok, ciut przede mną stanęły dwie kobiety rownież z ciuchami w ręku.
- jeżeli stoją panie do kasy, to koniec kolejki jest tam...
- tutaj mój mąż zajął mi miejsce.
- taaak? przepraszam, ale nie zauważyłam, aby przede mną stał jakiś mężczyzna... chyba że mam jakieś fatamorgany przed oczami... (faktycznie, jakiś mężczyzna sobie stał z boku kas, ale z pewnością nie stał w kolejce).
-a pani (zwróciłam się do drugiej kobiety) też ten pan zajął miejsce? pani też jego żona?
- tak, też mi zajął miejsce!
- o! to jakaś fajna bigamia jest!
ogólnie niezadowolone zwróceniem uwagi panie, zaczęły jazgotać. i pan mąż się dołączył stwierdzając, że ja taka nerwowa, bo pewnie w ciąży jestem... popatrzyła na niego i odpaliłam, że ja nie ale on z pewnością tak sądząc po wielkości brzucha.
ostatecznie podeszłam do kasy w odpowiedniej kolejności uzyskując najpierw "jadowite" pozwolenie paniusi.... na co z "uprzejmym" przekąsem jej podziękowałam.
płacąc za ubrania spojżałam na koniec kolejki. inni ludzie już przypilnowali, aby druga kobieta trafiła na koniec kolejki. wysłałam jej zwycięski uśmieszek.
a wczoraj byłam na poczcie.
wchodzę do pomieszczenia. w kolejce były 2 osoby. stanęłam. i spoko. czekam. za mną też już ktoś stanął.
no i wchodzi sobie stara baba o fizjonomii purchawki i od razu podchodzi do okienka.
- proszę pani! jest kolejka!
- ale ja tu już stałam! (osoby stojące wcześniej nic się nie odzywają)
- jakim cudem pani tu stała, skoro jak tu wchodziłam, to pani tu nie było?
- ja tu byłam wcześniej ale zapomniałam książeczki i musiałam iść do domu i teraz jestem.
- to chyba powinna pani stanąć w kolejce...
- proszę pani! ja wiem co to są kolejki! ja 30 lat w służbie zdrowia przepracowałam! ja kolejki znam!
...no i od okienka na krok nie odeszła i się wepchała.
wkurzają mnie takie zachowania. i zawsze będę zwracała ludziom uwagę w takich sytuacjach.
albo coś innego... mam niedaleko aptekę, w której są niskie ceny i zawsze bardzo długie kolejki z tego powodu. któregoś dnia wchodzę a tam zwyczajowo kilkukrotnie zawijany ogonek kolejkowiczów. znalazłam koniec. stoję. ale widzę, że 3 osoby przede mną stoi dziewczyna w bardzo zaawnsowanej ciąży. myślę, że mógł to być 8 lub 9 miesiąc... i stoi potulnie.... kurde! i coś mnie trafiło! ludzie! gdzie jest kultura w naszej codzienności!
rozejżałam się dookoła.... popatrzyłam na ludzi... popatrzyłam na dziewczynę.... i wypaliłam na całą aptekę: a pani to tu wcale nie powinna stać z takim brzuchem! jak tylko jakaś kasa będzie wolna proszę od razu podejść!
trochę ktoś tam zamruczał.
więc mówię głośno: jak ktoś nigdy z takim brzuchem nie chodził, to nie wie jak jest wtedy ciężko! a pani powinna od razu podchodzić do kasy!
dziewczyna na początku trochę się zawstydziła, ale potem bardzo mi dziękowała za wsparcie...
zamiast obiadu - zamówiłam wielką pizzę. młoda była wniebowzięta.
a teraz oglądamy sobie bajki w tv a konkretnie - "pingwiny z madagaskaru". te filmiki są naprawdę świetne. są super teksty :)
ostatnio miałam dwa spięcia kolejkowe.
sklep z ciuchami. stanęłam w kolejce. czekam. za mną już też ktoś stanął. w pewnym momencie obok, ciut przede mną stanęły dwie kobiety rownież z ciuchami w ręku.
- jeżeli stoją panie do kasy, to koniec kolejki jest tam...
- tutaj mój mąż zajął mi miejsce.
- taaak? przepraszam, ale nie zauważyłam, aby przede mną stał jakiś mężczyzna... chyba że mam jakieś fatamorgany przed oczami... (faktycznie, jakiś mężczyzna sobie stał z boku kas, ale z pewnością nie stał w kolejce).
-a pani (zwróciłam się do drugiej kobiety) też ten pan zajął miejsce? pani też jego żona?
- tak, też mi zajął miejsce!
- o! to jakaś fajna bigamia jest!
ogólnie niezadowolone zwróceniem uwagi panie, zaczęły jazgotać. i pan mąż się dołączył stwierdzając, że ja taka nerwowa, bo pewnie w ciąży jestem... popatrzyła na niego i odpaliłam, że ja nie ale on z pewnością tak sądząc po wielkości brzucha.
ostatecznie podeszłam do kasy w odpowiedniej kolejności uzyskując najpierw "jadowite" pozwolenie paniusi.... na co z "uprzejmym" przekąsem jej podziękowałam.
płacąc za ubrania spojżałam na koniec kolejki. inni ludzie już przypilnowali, aby druga kobieta trafiła na koniec kolejki. wysłałam jej zwycięski uśmieszek.
a wczoraj byłam na poczcie.
wchodzę do pomieszczenia. w kolejce były 2 osoby. stanęłam. i spoko. czekam. za mną też już ktoś stanął.
no i wchodzi sobie stara baba o fizjonomii purchawki i od razu podchodzi do okienka.
- proszę pani! jest kolejka!
- ale ja tu już stałam! (osoby stojące wcześniej nic się nie odzywają)
- jakim cudem pani tu stała, skoro jak tu wchodziłam, to pani tu nie było?
- ja tu byłam wcześniej ale zapomniałam książeczki i musiałam iść do domu i teraz jestem.
- to chyba powinna pani stanąć w kolejce...
- proszę pani! ja wiem co to są kolejki! ja 30 lat w służbie zdrowia przepracowałam! ja kolejki znam!
...no i od okienka na krok nie odeszła i się wepchała.
wkurzają mnie takie zachowania. i zawsze będę zwracała ludziom uwagę w takich sytuacjach.
albo coś innego... mam niedaleko aptekę, w której są niskie ceny i zawsze bardzo długie kolejki z tego powodu. któregoś dnia wchodzę a tam zwyczajowo kilkukrotnie zawijany ogonek kolejkowiczów. znalazłam koniec. stoję. ale widzę, że 3 osoby przede mną stoi dziewczyna w bardzo zaawnsowanej ciąży. myślę, że mógł to być 8 lub 9 miesiąc... i stoi potulnie.... kurde! i coś mnie trafiło! ludzie! gdzie jest kultura w naszej codzienności!
rozejżałam się dookoła.... popatrzyłam na ludzi... popatrzyłam na dziewczynę.... i wypaliłam na całą aptekę: a pani to tu wcale nie powinna stać z takim brzuchem! jak tylko jakaś kasa będzie wolna proszę od razu podejść!
trochę ktoś tam zamruczał.
więc mówię głośno: jak ktoś nigdy z takim brzuchem nie chodził, to nie wie jak jest wtedy ciężko! a pani powinna od razu podchodzić do kasy!
dziewczyna na początku trochę się zawstydziła, ale potem bardzo mi dziękowała za wsparcie...
Komentarze: 5 pokaż »
2011-12-17 00:40
lubię sobie radzić sama. niekiedy jednak w sytuacjach wymagających siły, facet jet niezbędny. ale ogólnie - co mogę sama, to robię. nie potrzebuję "niańki i opiekunki"
jednak w tym wszystkim.... bardzo lubię, gdy mężczyzna otwiera przede mną drzwi, puszcza przodem... podaje rękę, abym mogła się przytrzymać... lubię taką świadomość, że mogę być tą słabszą, wymagającą uwagi i troski... i lubię wiedzieć, że facet zwraca w ten sposób na mnie uwagę. co nie znaczy, że to w jakikolwiek sposób wykorzystuję, bo ja zwyczajnie lubię sobie radzić sama.
no tak... są sprawy, w których jednak jestem tradycyjna.... mężczyzna ma być takim filarem w związku, ma być tym wiodącym prym... a ja chciałabym mieć możliwość bycia słabszą....
jednak w tym wszystkim.... bardzo lubię, gdy mężczyzna otwiera przede mną drzwi, puszcza przodem... podaje rękę, abym mogła się przytrzymać... lubię taką świadomość, że mogę być tą słabszą, wymagającą uwagi i troski... i lubię wiedzieć, że facet zwraca w ten sposób na mnie uwagę. co nie znaczy, że to w jakikolwiek sposób wykorzystuję, bo ja zwyczajnie lubię sobie radzić sama.
no tak... są sprawy, w których jednak jestem tradycyjna.... mężczyzna ma być takim filarem w związku, ma być tym wiodącym prym... a ja chciałabym mieć możliwość bycia słabszą....
Komentarze: 2 pokaż »
2011-12-15 11:02
kurde! ja jakaś ślepa jestem, czy co????
odpalam interię i ..... patrzę... patrzę.... szukam.... no gdzież jest ta ikonka do wejścia na blog?!!!
masakra jakaś!
z trudem odnalazłam na portalu słowo blog... tak gdzieś w środku, niezbyt dużymi literami...
no i po szkoleniu.
samo szkolenie było fajne, choć tak w zasadzie nie dowiedziałam się czegoś nowego... wszystko wiedziałam w sposób świadomy bądż nie świadomy... facet prowadzący szkolenie w sposób usystematyzowany wskazywał na pewne oczywistości, na mechanizmy, które potrafią działać na człowieka. miał on dużą wiedzę i naprawdę fajnie prowadził zajęcia... choć jak dla mnie był on entyzjastycznie nadpobudliwy
i niby wiemy, że inni ludzie nami manipulują, są rekalmy, wpływy, naciski mniej lub bardziej oczywiste. i tak samo my na innych działamy mniej lub bardziej świadomie.
i jakoś po tym szkoleniu smutno mi się zrobiło.... no bo... aby dobrze żyć, aby uzyskiwać zachowania na których mi zależy, np. pomoc.... to trzeba się nieźle kontrolować i kombinować, co i w jaki sposób powiedzieć, aby uzyskać zamierzony efekt....
smutne to dla mnie...
dlaczego nie może być tak normalnie.... tak ...tak poprostu... zwyczajnie....
ale... widać taki jest świat, że trzeba umieć manipulować, gdy chcesz aby ciebie zauważano i liczono się z twoim zdaniem...
tak ogólnie to chciałabym umieć przełożyć na moją rzeczywistość te wszystkie triki i zachowania.
no ale niestety... nie ten charakter....
kurde...
normalnie aż się rozbeczałam.
nie chcę już jechać na takie szkolenie....bo mnie to jeszcze bardziej dobije.
a jeżeli chodzi o organizację szkolenia przez bank... to normalnie dali ciała na pełnej linii.
w grupie szkoleniowej z banku byłam tylko ja i kolega. reszta osób wykupiła sobie szkolenie indywidualnie, bądź wykupiła im to ich własna firma. firma szkoleniowa zapewniała obiad i transport na obiad.
a informacje które ja otrzymywałam...
szkolenie miało być w ośrodku bankowym i w jednym miejscu miały być zajęcia i noclegi oraz pełne wyżywienie. dowiedziałam się też, że będę mogła przyjechać wieczorem dzień wcześniej, aby rano być już na miejscu...
szkolenie zaczynało się we wtorek o godz. 9.
szykowałam się do wyjazdu z lublina na około godzinę 17 w poniedziałek... no ale w poniedziałek zrobiła się gorąca linia między moim kierownictwem i mną...
około południa miałam informację, że szkolenie i nocleg nie odbędzie się w bankowym ośrodku... i ... jeszcze nie wiadomo gdzie to będzie...
trochę mnie przytkało... no ale ok. miałam czekać na dalsze informacje....
po jakiejś godzinie dowiedziałam się, że noclegi nie są jeszcze opłacone przez bank...i padło pytanie: czy mogłabyś sama zapłacić?... a potem my oczywiście zwrócimy....
kurde! co oni wyprawiają! no ale się zgodziłam.
dowiedziałam się jeszcze, że nie będę mogła przyjechać wcześniej, aby jak człowiek rano być na miejscu.... no i "w nagrodę" musiałam wstać we wtorek rano o godzinie 4.40, aby siedzieć o godzinie 6 rano w busie do warszawy.... normalnie cholera mnie wzięła....
no ale ok... trudno...
potem był kolejny telefon z informacją. że.... jeszcze informacji o szczegółach nie mają.... ale że pamiętają o mnie....
no i znowu ręce mi opadły....
no ale ok. dobrze, że pamiętają.
około godziny 17 dowiedziałam się ostatecznie gdzie dokładnie jadę.... miejsce szkolenia i noclegu było na obrzeżach warszawy.... więc z dworca centralnego czekała mnie jeszcze dłuższa przejażdżka autobusem.... a niezłą sztuką było odnalezienie przystanku, z którego mogłam jechać.... centralny jest otoczony przystankami....a przejście z jednego na drugi wiązało się z łażeniem po przejściach podziemnych.... masakra jakaś.
co więcej.... szkolenie było w jednym miejscu a nocleg w innym ... i też w sporej odległości (zdecydowanie za dużej, aby pokonać ją na piechotę - kilka przystanków autobusu)
obiady jedliśmy w miejscu noclegu, ale na obiad dowoziła nas firma szkoleniowa.
okazało się, że po zajęciach zakończonych o 17-tej, mieliśmy już sobie sami dojechać do miejsca noclegu.... a w pensjonacie okazało się, że bank nie zapewnił mi kolacji.... no to fajnie :/ ale dobrze, że coś tam w torbie miałam słodkiego...
pokój.... na pierwszy rzut oka było ok. meble fajne. .. ale jak się przyjzałam... na ścianach zobaczyłam pajęczyny.... w łazience też.... gdy dotknęłam ręczniki, sprawiały wrażenie wypranych, ale gdy je powąchałam.... miały nieprzyjemny zapach.... taki... gdy na pólkę położy się nie do końca wysuszone rzeczy... to one właśnie wtedy mają taki nieprzyjemny zapach... pościel też miała nieprzyjemny zapach.... aż mi przyszło do głowy.... czy oni tą pościel zmienili?
łazienka .... w kabinie prysznicowej znalazłam używane mydełko pozostawione przez poprzedniego gościa oraz włosy.... sama kabina miała na obrzeżach strasznie dużo kamiennego osadu z wody połączonego z szarością brudu... no i pajęczyny na ścianach....
kurde....
obrzydzenie mnie brało.... ale już byłam na tyle zmęczona.... że dałam sobie spokój z jakimiś intrwencjami u właściciela pensjonatu....
a tak ogólnie
facet prowadzący szkolenie - fachowiec
samo szkolenie - temat fajny, choć ostatecznie wszystko mnie przyłamało
organizacja przez bank - chcieli dobrze a wyszło jak zwykle...
odpalam interię i ..... patrzę... patrzę.... szukam.... no gdzież jest ta ikonka do wejścia na blog?!!!
masakra jakaś!
z trudem odnalazłam na portalu słowo blog... tak gdzieś w środku, niezbyt dużymi literami...
no i po szkoleniu.
samo szkolenie było fajne, choć tak w zasadzie nie dowiedziałam się czegoś nowego... wszystko wiedziałam w sposób świadomy bądż nie świadomy... facet prowadzący szkolenie w sposób usystematyzowany wskazywał na pewne oczywistości, na mechanizmy, które potrafią działać na człowieka. miał on dużą wiedzę i naprawdę fajnie prowadził zajęcia... choć jak dla mnie był on entyzjastycznie nadpobudliwy
i niby wiemy, że inni ludzie nami manipulują, są rekalmy, wpływy, naciski mniej lub bardziej oczywiste. i tak samo my na innych działamy mniej lub bardziej świadomie.
i jakoś po tym szkoleniu smutno mi się zrobiło.... no bo... aby dobrze żyć, aby uzyskiwać zachowania na których mi zależy, np. pomoc.... to trzeba się nieźle kontrolować i kombinować, co i w jaki sposób powiedzieć, aby uzyskać zamierzony efekt....
smutne to dla mnie...
dlaczego nie może być tak normalnie.... tak ...tak poprostu... zwyczajnie....
ale... widać taki jest świat, że trzeba umieć manipulować, gdy chcesz aby ciebie zauważano i liczono się z twoim zdaniem...
tak ogólnie to chciałabym umieć przełożyć na moją rzeczywistość te wszystkie triki i zachowania.
no ale niestety... nie ten charakter....
kurde...
normalnie aż się rozbeczałam.
nie chcę już jechać na takie szkolenie....bo mnie to jeszcze bardziej dobije.
a jeżeli chodzi o organizację szkolenia przez bank... to normalnie dali ciała na pełnej linii.
w grupie szkoleniowej z banku byłam tylko ja i kolega. reszta osób wykupiła sobie szkolenie indywidualnie, bądź wykupiła im to ich własna firma. firma szkoleniowa zapewniała obiad i transport na obiad.
a informacje które ja otrzymywałam...
szkolenie miało być w ośrodku bankowym i w jednym miejscu miały być zajęcia i noclegi oraz pełne wyżywienie. dowiedziałam się też, że będę mogła przyjechać wieczorem dzień wcześniej, aby rano być już na miejscu...
szkolenie zaczynało się we wtorek o godz. 9.
szykowałam się do wyjazdu z lublina na około godzinę 17 w poniedziałek... no ale w poniedziałek zrobiła się gorąca linia między moim kierownictwem i mną...
około południa miałam informację, że szkolenie i nocleg nie odbędzie się w bankowym ośrodku... i ... jeszcze nie wiadomo gdzie to będzie...
trochę mnie przytkało... no ale ok. miałam czekać na dalsze informacje....
po jakiejś godzinie dowiedziałam się, że noclegi nie są jeszcze opłacone przez bank...i padło pytanie: czy mogłabyś sama zapłacić?... a potem my oczywiście zwrócimy....
kurde! co oni wyprawiają! no ale się zgodziłam.
dowiedziałam się jeszcze, że nie będę mogła przyjechać wcześniej, aby jak człowiek rano być na miejscu.... no i "w nagrodę" musiałam wstać we wtorek rano o godzinie 4.40, aby siedzieć o godzinie 6 rano w busie do warszawy.... normalnie cholera mnie wzięła....
no ale ok... trudno...
potem był kolejny telefon z informacją. że.... jeszcze informacji o szczegółach nie mają.... ale że pamiętają o mnie....
no i znowu ręce mi opadły....
no ale ok. dobrze, że pamiętają.
około godziny 17 dowiedziałam się ostatecznie gdzie dokładnie jadę.... miejsce szkolenia i noclegu było na obrzeżach warszawy.... więc z dworca centralnego czekała mnie jeszcze dłuższa przejażdżka autobusem.... a niezłą sztuką było odnalezienie przystanku, z którego mogłam jechać.... centralny jest otoczony przystankami....a przejście z jednego na drugi wiązało się z łażeniem po przejściach podziemnych.... masakra jakaś.
co więcej.... szkolenie było w jednym miejscu a nocleg w innym ... i też w sporej odległości (zdecydowanie za dużej, aby pokonać ją na piechotę - kilka przystanków autobusu)
obiady jedliśmy w miejscu noclegu, ale na obiad dowoziła nas firma szkoleniowa.
okazało się, że po zajęciach zakończonych o 17-tej, mieliśmy już sobie sami dojechać do miejsca noclegu.... a w pensjonacie okazało się, że bank nie zapewnił mi kolacji.... no to fajnie :/ ale dobrze, że coś tam w torbie miałam słodkiego...
pokój.... na pierwszy rzut oka było ok. meble fajne. .. ale jak się przyjzałam... na ścianach zobaczyłam pajęczyny.... w łazience też.... gdy dotknęłam ręczniki, sprawiały wrażenie wypranych, ale gdy je powąchałam.... miały nieprzyjemny zapach.... taki... gdy na pólkę położy się nie do końca wysuszone rzeczy... to one właśnie wtedy mają taki nieprzyjemny zapach... pościel też miała nieprzyjemny zapach.... aż mi przyszło do głowy.... czy oni tą pościel zmienili?
łazienka .... w kabinie prysznicowej znalazłam używane mydełko pozostawione przez poprzedniego gościa oraz włosy.... sama kabina miała na obrzeżach strasznie dużo kamiennego osadu z wody połączonego z szarością brudu... no i pajęczyny na ścianach....
kurde....
obrzydzenie mnie brało.... ale już byłam na tyle zmęczona.... że dałam sobie spokój z jakimiś intrwencjami u właściciela pensjonatu....
a tak ogólnie
facet prowadzący szkolenie - fachowiec
samo szkolenie - temat fajny, choć ostatecznie wszystko mnie przyłamało
organizacja przez bank - chcieli dobrze a wyszło jak zwykle...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-12-10 22:14
premia z 3 kwartał uratowała mi finansowo tyłek. a że była naprawdę duża :) to i na pewne zbytki będzie :)
duża? wielka! nigdy w życiu takiej nie miałam :)
a wczoraj dostałam fajną informację :) z pewnością proponowano to jeszcze komuś bardziej "zasłużonemu" niż ja... ale myślę, że ze względu na konieczność szybkiej decyzji, nie było chętnych.
no więc... we wtorek i środę będę na fajnym szkoleniu na wyjeździe. stolYco przybywam!
temat szkolenia: wywieranie wpływu, czyli sztuka przekonywania i budowania swojego autorytetu w grupie.
przyda mi się takie szkolenie.
jak jestem w grupie, to jestem z tych ludzi bardziej wycofanych, takich obserwatorów. wolę słuchać, co inni mają do powiedzenia. choć nie powiem, żebym była milczkiem, czasami złapię fazę i też zagadam. ale ogólnie jestem z tych, co podporządkowują się, słuchają. i często miewam tak, że nawet jeżeli jestem pewna tego co mówię, to gdy usłyszę od kogoś sprzeczną informację wypowiedzianą z dużą pewnością siebie... to zaczynam zastanawiać się, czy aby na pewno mam rację, zaczynam wątpić w siebie, zaczynam się gubić...
taka jestem w środku.
bo wiem, że patrząc tak z zewnątrz... wydaję się być zupełnie inna.
duża? wielka! nigdy w życiu takiej nie miałam :)
a wczoraj dostałam fajną informację :) z pewnością proponowano to jeszcze komuś bardziej "zasłużonemu" niż ja... ale myślę, że ze względu na konieczność szybkiej decyzji, nie było chętnych.
no więc... we wtorek i środę będę na fajnym szkoleniu na wyjeździe. stolYco przybywam!
temat szkolenia: wywieranie wpływu, czyli sztuka przekonywania i budowania swojego autorytetu w grupie.
przyda mi się takie szkolenie.
jak jestem w grupie, to jestem z tych ludzi bardziej wycofanych, takich obserwatorów. wolę słuchać, co inni mają do powiedzenia. choć nie powiem, żebym była milczkiem, czasami złapię fazę i też zagadam. ale ogólnie jestem z tych, co podporządkowują się, słuchają. i często miewam tak, że nawet jeżeli jestem pewna tego co mówię, to gdy usłyszę od kogoś sprzeczną informację wypowiedzianą z dużą pewnością siebie... to zaczynam zastanawiać się, czy aby na pewno mam rację, zaczynam wątpić w siebie, zaczynam się gubić...
taka jestem w środku.
bo wiem, że patrząc tak z zewnątrz... wydaję się być zupełnie inna.
Komentarze: 7 pokaż »
2011-12-04 13:07
ale jaja!
jestem od tego emocjonalnie daleko, więc teraz są to dla mnie jaja jak berety!
he he
ale od początku.
w piątek córcia spała u mojej mamy a ja sobie kafejkowałam z dziewczynami z pracy.
o godzinie 23.11 dostałam sms-sa od "ex" : "musimy pogadać szczerze o naszych wzajemnych relacjach i D." (D. to moja córcia)
trochę mnie zatkało, gdy przeczytałam treść. o czym on chce rozmawiać? ma jakieś uwagi bądź wątpliwości odnoścnie naszych realcji?
jest między nami grzecznie i kulturalnie.on płaci na czas alimenty. co drugi weekend zabiera córcię do siebie, a jak srudiował ostatnio zaocznie to nawet swój grafik w pracy dostosowywałam do jego zjazdów na uczelni. w ciągu tygodnia, gdy tylko ma czas i ochotę to zabiera córcię na godzinę lub dwie.... tak jak chce i jak mu pasuje. nie ma najmniejszych ograniczeń. córcia dobrze dogaduje się z jego wybranką i mówię to młodej wprost, że cieszę się, że się lubią. fakt, że córcia często wraca taka rozbita z weekendów spędzonych z tatą u jego rodziców na wsi, że wiele jego zachowań mi się nie podoba, ale jak narazie nie zwracałam mu na to uwagi... bo wiem, że byłaby to z mojej strony pusta gadanina... ale kto wie - może kiedyś to ja będę chciała z nim omówić parę spraw.
tak więc...
po otrzymaniu sms-a zaczęłam się zastanawiać mocno, co takiego chce jeszcze omawiać.
gdy w sobotę pojechałam po córcię, po standartowym wyprzytulaniu się na powitanie... córcia wzięła mnie za rękę .. "mamusiu, muszę ci coś powiedzieć..."
(w piątek "ex" wziął córcię na jakąś godzinę, poszli na pizzę. a była też z nimi jego koleżanka, z którą kiedyś pracował w banku. pracowali razem, gdy córcia miała jakieś dwa latka).
byli razem na pizzy, trochę pochodzili po centrum handlowym... córcia bardzo lubi oglądać zwierzątka w sklepie zoologicznym. więc, gdy ona je oglądała, "ex" z koleżanką stali przed wejściem do sklepu i rozmawiali. jeszcze kontynuowali rozmowę, gdy córcia staneła przy nich, ale oni jej nie zauważyli...
no i córcia mi mówi...
"stanęłam przy nich, ale oni mnie nie zauważyli i usłyszałam, jak tata pytał się M. czy pamięta ich romans..."
córcia powiedziała, że gdy z nimi była miała w jednym uchu słuchawkę z muzyką, ale drugim uchem słyszała ich rozmowy... no i dowiedziała się, że tata miał z nią romans, gdy pracowali razem w banku.
ha!
trzeba być debilem, żeby o takich sprawach rozmawiać w obecności dziecka! no ale wyczucia i taktu po "ex" nigdy nie należy się spodziewać.
córcia nie wyglądała na jakąś strasznie przejętą tą sprawą.... bo bardziej była tym wkurzona. hhhmmm ... słownictwo, jakim określała tatę było niezbyt ładne.
no i tak sobie pomyślałam, że może się debil zreflektował, że córcia mogła coś usłyszeć i może będzie chciał ze mną porozmawiać i wyczuć sytuację, czy coś słyszała i czy coś mi powtórzyła.
bo jak inaczej można by wytłumaczyć sms-sa o takiej treści wysłanego bardzo późno w nocy? o tej godzinie myśli się o relacjach ze swoję byłą żoną? taka to pilna sprawa, żeby sms-sa wysyłać?
ha!
dla mnie są to jaja!
dureń wiecznie dbający o swój wizerunek... o to, żebyśmy wyglądali jak wzorowa rodzina a zwłaszcza on jako zapracowany mąż. i jeszcze do mnie miał pretensje.... i robił wszystko, żebym to ja miała poczucie winy, że to ja nie daję rady...
jestem od tego emocjonalnie daleko, więc teraz są to dla mnie jaja jak berety!
he he
ale od początku.
w piątek córcia spała u mojej mamy a ja sobie kafejkowałam z dziewczynami z pracy.
o godzinie 23.11 dostałam sms-sa od "ex" : "musimy pogadać szczerze o naszych wzajemnych relacjach i D." (D. to moja córcia)
trochę mnie zatkało, gdy przeczytałam treść. o czym on chce rozmawiać? ma jakieś uwagi bądź wątpliwości odnoścnie naszych realcji?
jest między nami grzecznie i kulturalnie.on płaci na czas alimenty. co drugi weekend zabiera córcię do siebie, a jak srudiował ostatnio zaocznie to nawet swój grafik w pracy dostosowywałam do jego zjazdów na uczelni. w ciągu tygodnia, gdy tylko ma czas i ochotę to zabiera córcię na godzinę lub dwie.... tak jak chce i jak mu pasuje. nie ma najmniejszych ograniczeń. córcia dobrze dogaduje się z jego wybranką i mówię to młodej wprost, że cieszę się, że się lubią. fakt, że córcia często wraca taka rozbita z weekendów spędzonych z tatą u jego rodziców na wsi, że wiele jego zachowań mi się nie podoba, ale jak narazie nie zwracałam mu na to uwagi... bo wiem, że byłaby to z mojej strony pusta gadanina... ale kto wie - może kiedyś to ja będę chciała z nim omówić parę spraw.
tak więc...
po otrzymaniu sms-a zaczęłam się zastanawiać mocno, co takiego chce jeszcze omawiać.
gdy w sobotę pojechałam po córcię, po standartowym wyprzytulaniu się na powitanie... córcia wzięła mnie za rękę .. "mamusiu, muszę ci coś powiedzieć..."
(w piątek "ex" wziął córcię na jakąś godzinę, poszli na pizzę. a była też z nimi jego koleżanka, z którą kiedyś pracował w banku. pracowali razem, gdy córcia miała jakieś dwa latka).
byli razem na pizzy, trochę pochodzili po centrum handlowym... córcia bardzo lubi oglądać zwierzątka w sklepie zoologicznym. więc, gdy ona je oglądała, "ex" z koleżanką stali przed wejściem do sklepu i rozmawiali. jeszcze kontynuowali rozmowę, gdy córcia staneła przy nich, ale oni jej nie zauważyli...
no i córcia mi mówi...
"stanęłam przy nich, ale oni mnie nie zauważyli i usłyszałam, jak tata pytał się M. czy pamięta ich romans..."
córcia powiedziała, że gdy z nimi była miała w jednym uchu słuchawkę z muzyką, ale drugim uchem słyszała ich rozmowy... no i dowiedziała się, że tata miał z nią romans, gdy pracowali razem w banku.
ha!
trzeba być debilem, żeby o takich sprawach rozmawiać w obecności dziecka! no ale wyczucia i taktu po "ex" nigdy nie należy się spodziewać.
córcia nie wyglądała na jakąś strasznie przejętą tą sprawą.... bo bardziej była tym wkurzona. hhhmmm ... słownictwo, jakim określała tatę było niezbyt ładne.
no i tak sobie pomyślałam, że może się debil zreflektował, że córcia mogła coś usłyszeć i może będzie chciał ze mną porozmawiać i wyczuć sytuację, czy coś słyszała i czy coś mi powtórzyła.
bo jak inaczej można by wytłumaczyć sms-sa o takiej treści wysłanego bardzo późno w nocy? o tej godzinie myśli się o relacjach ze swoję byłą żoną? taka to pilna sprawa, żeby sms-sa wysyłać?
ha!
dla mnie są to jaja!
dureń wiecznie dbający o swój wizerunek... o to, żebyśmy wyglądali jak wzorowa rodzina a zwłaszcza on jako zapracowany mąż. i jeszcze do mnie miał pretensje.... i robił wszystko, żebym to ja miała poczucie winy, że to ja nie daję rady...
Komentarze: 6 pokaż »
2011-11-29 22:19
siedzę i prycham.
rzuciło mi się na zatoki.
wzięlam zwolnienie lekarskie do piątku z myślą, że będzie tak trochę "na wyrost"... a tu się okazuje, że będzie akurat.
dzisiaj kupiłam sobie czapkę. taką z pasem sztucznego futerka dookoła głowy. jasny beż. córcia stwierdziła, że wyglądam jak "idź stąd". myślę, ża jakąkolwiek czapkę bym nie założyła, to i tak by się ze mnie śmiała. taaaa... konus przebrzydły.
chciałam sobie też kupić coś takiego bardziej eleganckiego. coś, co by bardziej pasowało do futerka. ale odstraszyły mnie ceny. byle kapelusik, albo inna mycka na głowę kosztuje 130zł.
no ale przymierzyłam moją czapeczkę i stwierdziłam, że do futerka też może być.
rzuciło mi się na zatoki.
wzięlam zwolnienie lekarskie do piątku z myślą, że będzie tak trochę "na wyrost"... a tu się okazuje, że będzie akurat.
dzisiaj kupiłam sobie czapkę. taką z pasem sztucznego futerka dookoła głowy. jasny beż. córcia stwierdziła, że wyglądam jak "idź stąd". myślę, ża jakąkolwiek czapkę bym nie założyła, to i tak by się ze mnie śmiała. taaaa... konus przebrzydły.
chciałam sobie też kupić coś takiego bardziej eleganckiego. coś, co by bardziej pasowało do futerka. ale odstraszyły mnie ceny. byle kapelusik, albo inna mycka na głowę kosztuje 130zł.
no ale przymierzyłam moją czapeczkę i stwierdziłam, że do futerka też może być.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-11-28 22:38
czytam na interii i oczom własnym nie wierzę!
o przykazaniu "nie zabijaj" biskup Michalik mówi, że obowiązuje zawsze i wszędzie....
....ALE....
"Dodał jednocześnie, że w Katechizmie jest powiedziane, że "jeśli przestępca jest wielokrotny i nie ma innej możliwości, żeby ochronić inne życie, bo ciągle mu zagraża i państwo jest słabe czy sytuacja jest tego rodzaju, że inaczej się nie da, to - w bardzo wyjątkowych sytuacjach - nie byłoby przekroczeniem prawa Bożego podjęcie decyzji o pozbawieniu życia takiego człowieka". "
kurde!
dla mnie to są jakieś jaja!
to wychodzi na to, że takie podstawowe sprawy jak przykazania można podważyć.
katolicy mają powiedziane jasno: nie zabijaj. - i co? okazuje się, że jednak można. he he
a co z cudzołożeniem? to co wyprawiali papieże w przeszłości i księża też w obecnych czasach... może oni wcale nie łamią przykazań????
czyżby historia sobie chichotała cichutko w kątku?... kiedyś wielkie rzezie dokonywane przez katolików usprawiedliwiano świętą wojną bądź inkwizycja znajdowała powód...
i tak już na samym początku obciachali jedno przykazanie, co nawet moja córcia zauważyła ucząc się do komunii...
i niby przykazanie wyraźnie mówi nie zabijaj, no ale jednak zabijać można.
hmmm....
Michalik mówił też, że życie ma trwać od poczęcia do naturalnej śmierci....
już kiedyś o tym pisałam...
to jak się dziecko urodzi z wadą serca, która w szybkim czasie doprowadzi do śmierci... to lekarze nie powinni ratować takiego dziecka... bo przecież to była wola boga, aby to dziecko miało taką wadę serca... czyż nie? tak zostało stworzone.... i takie powinno umrzeć. bo ratowanie takiego dziecka to działanie wbrew woli boga.
... albo ratowanie zawałowców... albo utrzymywanie na respiratorach innych chorych... dlaczego lekarze nie pozwalają tym ludziom odejść zgodnie z naturą???
katolicy... są katoliccy wybiórczo.
dopasowują sposb wiary do tego, co im pasuje. przecież katolicki "pis" popiera karę śmierci, więc trzeba wymyśleć coś, aby wciąż byli katolikami i jawnie nie nakłaniali do łamania przykazania.
ciekawe jakie jeszcze przykazania posiadają takie "kruczki"...
o przykazaniu "nie zabijaj" biskup Michalik mówi, że obowiązuje zawsze i wszędzie....
....ALE....
"Dodał jednocześnie, że w Katechizmie jest powiedziane, że "jeśli przestępca jest wielokrotny i nie ma innej możliwości, żeby ochronić inne życie, bo ciągle mu zagraża i państwo jest słabe czy sytuacja jest tego rodzaju, że inaczej się nie da, to - w bardzo wyjątkowych sytuacjach - nie byłoby przekroczeniem prawa Bożego podjęcie decyzji o pozbawieniu życia takiego człowieka". "
kurde!
dla mnie to są jakieś jaja!
to wychodzi na to, że takie podstawowe sprawy jak przykazania można podważyć.
katolicy mają powiedziane jasno: nie zabijaj. - i co? okazuje się, że jednak można. he he
a co z cudzołożeniem? to co wyprawiali papieże w przeszłości i księża też w obecnych czasach... może oni wcale nie łamią przykazań????
czyżby historia sobie chichotała cichutko w kątku?... kiedyś wielkie rzezie dokonywane przez katolików usprawiedliwiano świętą wojną bądź inkwizycja znajdowała powód...
i tak już na samym początku obciachali jedno przykazanie, co nawet moja córcia zauważyła ucząc się do komunii...
i niby przykazanie wyraźnie mówi nie zabijaj, no ale jednak zabijać można.
hmmm....
Michalik mówił też, że życie ma trwać od poczęcia do naturalnej śmierci....
już kiedyś o tym pisałam...
to jak się dziecko urodzi z wadą serca, która w szybkim czasie doprowadzi do śmierci... to lekarze nie powinni ratować takiego dziecka... bo przecież to była wola boga, aby to dziecko miało taką wadę serca... czyż nie? tak zostało stworzone.... i takie powinno umrzeć. bo ratowanie takiego dziecka to działanie wbrew woli boga.
... albo ratowanie zawałowców... albo utrzymywanie na respiratorach innych chorych... dlaczego lekarze nie pozwalają tym ludziom odejść zgodnie z naturą???
katolicy... są katoliccy wybiórczo.
dopasowują sposb wiary do tego, co im pasuje. przecież katolicki "pis" popiera karę śmierci, więc trzeba wymyśleć coś, aby wciąż byli katolikami i jawnie nie nakłaniali do łamania przykazania.
ciekawe jakie jeszcze przykazania posiadają takie "kruczki"...
Komentarze: 1 pokaż »
2011-11-26 15:25
lekarza zaliczyłam, zwolnienie lekarskie do pracy zawiozłam. mam luzik do końca tygodnia o ile można to nazwać luzikiem. bo tak prawdę mówiąc wolałabym być zdrowa i normalnie chodzić do pracy. kiedyś choroba była wyzwoleniem od konieczności chodzenia do pracy.... choć strach było brać zwolnienie... kiedyś usłyszałam od naczelniczki: "to pani nie wie, że w tym wydziale na zwolnienia się nie chodzi??? no ale to jest na dziecko, to jeszcze może być..." kiedyś jedna z babek złamała sobie dużego palca u nogi i naczelniczka kazała jej przychodzić do pracy... no i ona przychodziła... pracowałam z toksycznymi przełożonymi, byłam przeciążona obowiązkami... a teraz moja praca nie jest dla mnie obciążeniem psychicznym, choć do łatwych nie należy.
dzisiaj obudziłam się po 2 w nocy. gardło totalnie zawalone i piekące... i zapchany kręcący nos... obok łóżka uzbierałam niezłą stertę chusteczek z gluciorami. kurde! skąd w takim moim nosku bierze się tyle tego??? masakrencja jakaś! od tej drugiej tłukłam się z boku na bok ciągle smarkając... spania nie było... coś tam tylko nad ranem mi się przysnęło.
gdzieś u kogoś przeczytałam, że katar jest to inny stan świadomości nosa. :) strasznie mi się to podoba. teraz też mój mózg ma inny stan świadomości.
a z tą "ładnością" u dziewczyn.... mam to przerobione. w ogólniaku ryczałam po nocach, że nikt mnie nie chce.... kurde.... ale ryk był.... i coraz większe kompleksy....
a jak kiedyś z bratem wspominaliśmy stare czasy, to mi powiedział, że podobałam się wszystkim jego kolegom, ale ... właśnie... bali się podejść i zagadać... a że ja do chłopaków nieśmiała byłam (i jeszcze jestem)... to mi tylko zostawało beczenie po nocach. :/
i nie jest tak, że jak ładna, to zaraz... zabawi się z kolesiem i rzuca. coś takiego nie leżało nigdy w moim charakterze... jestem z tych, co się bardzo przywiązują, cenią stabilizację... i trzeba naprawdę wielu poważnych "niedogodności" w związku, abym go zakończyła.
ale tak prawdę mówiąc... mam nadzieję, że moja córcia będzie umiała postępować w ten sposób, że będzie umiała znacznie "lżej" traktować znajomości z chłopakami. .. że będzie umiała ich rzucać i wymieniać na "lepszy model".
.... mój sposób traktowania facetów nie zdaje totalnie egzaminu, więc lepiej, żeby mnie nie naśladowała.
czasami sobie myślę i porównuję moje dzieciństwo i to, co się dzieje teraz.
kiedyś było skakanie w gumę, zabawa w chowanego, w państwa-miasta i wiele, wiele innych zabaw...
ale... czasy się zmieniają.... teraz są komórki, jest internet.... są inne możliwości... dzieciaki mają swoje gazetki, ulubioną muzykę, swoich idoli, no i ulubione programy w tv....
tego nie da się porównywać. nie da i tyle.
kiedyś moja ex-teściowa też robiła takie porównywanki. chodziło o jej młodość i moją... twierdziła, że dzisiejsza młodzież nie umie się bawić... że kiedyś wychodziło się na drogę (mieszkała na wsi) i zawsze było wesoło... ciągle były organizowane zabawy wiejski... taaaa.... tylko, że teściowej strasznie imponowali tacy wiejscy kolesie, którzy wyrywali sztachety z płota i się nimi napierdzielali... z wielkim sentymentem wspominała, że jak zaczęła się spotykać ze swoim mężem.... to on, jego bracia i jej bracia stworzyli grupę nie do pokonania na kilka wsi...
no cóż... jak komuś imponują takie klimaty.... cóż....
i tak jak jej młodości nie można porównywać z moją.... to mojego dzieciństwa nie można porównywać z dzieciństwem mojej córki. są to zupełnie inne bajki.
można jedynie starać się zrozumieć to nowoczesne dzieciństwo... i podpowiadać najlepsze rozwiązania
dzisiaj obudziłam się po 2 w nocy. gardło totalnie zawalone i piekące... i zapchany kręcący nos... obok łóżka uzbierałam niezłą stertę chusteczek z gluciorami. kurde! skąd w takim moim nosku bierze się tyle tego??? masakrencja jakaś! od tej drugiej tłukłam się z boku na bok ciągle smarkając... spania nie było... coś tam tylko nad ranem mi się przysnęło.
gdzieś u kogoś przeczytałam, że katar jest to inny stan świadomości nosa. :) strasznie mi się to podoba. teraz też mój mózg ma inny stan świadomości.
a z tą "ładnością" u dziewczyn.... mam to przerobione. w ogólniaku ryczałam po nocach, że nikt mnie nie chce.... kurde.... ale ryk był.... i coraz większe kompleksy....
a jak kiedyś z bratem wspominaliśmy stare czasy, to mi powiedział, że podobałam się wszystkim jego kolegom, ale ... właśnie... bali się podejść i zagadać... a że ja do chłopaków nieśmiała byłam (i jeszcze jestem)... to mi tylko zostawało beczenie po nocach. :/
i nie jest tak, że jak ładna, to zaraz... zabawi się z kolesiem i rzuca. coś takiego nie leżało nigdy w moim charakterze... jestem z tych, co się bardzo przywiązują, cenią stabilizację... i trzeba naprawdę wielu poważnych "niedogodności" w związku, abym go zakończyła.
ale tak prawdę mówiąc... mam nadzieję, że moja córcia będzie umiała postępować w ten sposób, że będzie umiała znacznie "lżej" traktować znajomości z chłopakami. .. że będzie umiała ich rzucać i wymieniać na "lepszy model".
.... mój sposób traktowania facetów nie zdaje totalnie egzaminu, więc lepiej, żeby mnie nie naśladowała.
czasami sobie myślę i porównuję moje dzieciństwo i to, co się dzieje teraz.
kiedyś było skakanie w gumę, zabawa w chowanego, w państwa-miasta i wiele, wiele innych zabaw...
ale... czasy się zmieniają.... teraz są komórki, jest internet.... są inne możliwości... dzieciaki mają swoje gazetki, ulubioną muzykę, swoich idoli, no i ulubione programy w tv....
tego nie da się porównywać. nie da i tyle.
kiedyś moja ex-teściowa też robiła takie porównywanki. chodziło o jej młodość i moją... twierdziła, że dzisiejsza młodzież nie umie się bawić... że kiedyś wychodziło się na drogę (mieszkała na wsi) i zawsze było wesoło... ciągle były organizowane zabawy wiejski... taaaa.... tylko, że teściowej strasznie imponowali tacy wiejscy kolesie, którzy wyrywali sztachety z płota i się nimi napierdzielali... z wielkim sentymentem wspominała, że jak zaczęła się spotykać ze swoim mężem.... to on, jego bracia i jej bracia stworzyli grupę nie do pokonania na kilka wsi...
no cóż... jak komuś imponują takie klimaty.... cóż....
i tak jak jej młodości nie można porównywać z moją.... to mojego dzieciństwa nie można porównywać z dzieciństwem mojej córki. są to zupełnie inne bajki.
można jedynie starać się zrozumieć to nowoczesne dzieciństwo... i podpowiadać najlepsze rozwiązania
Komentarze: 1 pokaż »
2011-11-25 22:00
no i dopadły i mnie te paskudy...wwwwrrrrrr.... zarazki....
już wczoraj pobolewało mnie gardło i czułam, że coś jest nie tak. dzisiaj rano też czułam się niewyraźnie... ale do pracy polazłam. i kurde niepotrzebnie.... (choć może i potrzebnie bo sobie jeszcze zwiększyłam wyrobienie "nadplanu" we wnioskach kredytowych ha! :) taka jestem!)
no ale tyle godzin gadania trochę mnie dobiło. a i jakieś stany podgorączkowe mam.
teraz siedzę i ledwo przełykam. :( już zaklepałam sobie wizytę u lekarza na jutro i śmignę na kilka dni zwolnienia. nie ma totamto. w weekend miałam pracować, ale muszę się wyleczyć.
no i się wzięło zaczęło.... moja córcia i chłopaki...
ufff....
miesiąc temu miała w szkole swoją pierwszą dyskotekę. no i wróciła z wielkimi płaczami i zawodzeniem... bo inne dziewczyny już tańczyły z chłopakami a ona nie... bo usłyszła, że ktoś powiedział, że jest brzydka.... a brzydka nie jest, bo jest ładna...
wiem... i całkowicie obiektywnie stwierdzam, że w tej kwestii mogę być całkowicie subiektywna... ale jak tak sobie porównuję dziewczyny z jej szkoły... to mi wychodzi jak nic, że ładna jest. no! i do tego fajnie potrafi się ubierać. umie się modzić przed lustrem. kurde! po kim ona to ma? bo nie po mnie... hhhmmm...
a wczoraj była druga dyskoteka, andrzejkowa. no i córcia wróciła cała w skowronkach :) bo tańczyła z chłopakiem! i to PRZYTULANEGO!!!! :) ale było radosnego świergotania :) i to tańczyła z chłopakiem, który kiedyś spytał się koleżanki córci, czy ona ma już chłopaka... i gdy usłyszał nie... to powiedział: "to dobrze". no i córcię mam rozświergotaną :)
taaaa.... to teraz muszę być czujna! chłopaki się zaczynają! i to już w tym wieku "chodzenie"...
kurde... wcześnie...
już wczoraj pobolewało mnie gardło i czułam, że coś jest nie tak. dzisiaj rano też czułam się niewyraźnie... ale do pracy polazłam. i kurde niepotrzebnie.... (choć może i potrzebnie bo sobie jeszcze zwiększyłam wyrobienie "nadplanu" we wnioskach kredytowych ha! :) taka jestem!)
no ale tyle godzin gadania trochę mnie dobiło. a i jakieś stany podgorączkowe mam.
teraz siedzę i ledwo przełykam. :( już zaklepałam sobie wizytę u lekarza na jutro i śmignę na kilka dni zwolnienia. nie ma totamto. w weekend miałam pracować, ale muszę się wyleczyć.
no i się wzięło zaczęło.... moja córcia i chłopaki...
ufff....
miesiąc temu miała w szkole swoją pierwszą dyskotekę. no i wróciła z wielkimi płaczami i zawodzeniem... bo inne dziewczyny już tańczyły z chłopakami a ona nie... bo usłyszła, że ktoś powiedział, że jest brzydka.... a brzydka nie jest, bo jest ładna...
wiem... i całkowicie obiektywnie stwierdzam, że w tej kwestii mogę być całkowicie subiektywna... ale jak tak sobie porównuję dziewczyny z jej szkoły... to mi wychodzi jak nic, że ładna jest. no! i do tego fajnie potrafi się ubierać. umie się modzić przed lustrem. kurde! po kim ona to ma? bo nie po mnie... hhhmmm...
a wczoraj była druga dyskoteka, andrzejkowa. no i córcia wróciła cała w skowronkach :) bo tańczyła z chłopakiem! i to PRZYTULANEGO!!!! :) ale było radosnego świergotania :) i to tańczyła z chłopakiem, który kiedyś spytał się koleżanki córci, czy ona ma już chłopaka... i gdy usłyszał nie... to powiedział: "to dobrze". no i córcię mam rozświergotaną :)
taaaa.... to teraz muszę być czujna! chłopaki się zaczynają! i to już w tym wieku "chodzenie"...
kurde... wcześnie...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-11-24 18:52
życie potrafi się człowiekowi układać w przedziwny sposób. są sprawy, na które mamy wpływ a są też takie, na które mamy wpływ ograniczony bądź też żadnego.
jeżeli chodzi o sprawy związane z pracą.... to różnie to bywa.... czasami jest praca... ale można nagle dostać zwolnienie... potem mogą by trudności w jej znalezieniu... ale jakiś wpływ na to mamy...
zdrowie.... możemy o siebie dbać, a i tak może spaść na człowieka niespodziewana choroba rozwalająca całe życie...
ale, kurde, jednej rzeczy ciągle nie mogę pojąć....
napiszę bardzo brzydko wprost...
ludzie mają bidę w domu a klepią dzieci bez umiaru!!!! a potem debile płaczą, że w domu głód, długi i inne problemy.
oglądałam teraz reportaż na tvn o takiej rodzinie.... młodzi ludzie byli ze sobą 8 lat, zaczęli związek... o ile dobrze zrozumiałam na studniówce chyba, albo jakoś w tym czasie.... podczas tego 8-letniego związku "zrobili" sobie 6 dzieciaków... wiadomo, że dzieci kosztują... zwłaszcza, że jedno ma zdiagnozowany autyzm, a drugie też z pewnością będzie miało taką diagnozę... a czy było ich na stać na tyle dzieci???? śmiem twierdzić... że nie, skoro mieszkali w maleńkim, dwupokojowym mieszkaniu komunalnym, ze wspólną łazienką dla kilku mieszkań znajdującą się na korytarzu... i w dodatku nie płacili czynszu - zadłużyli się na 14 tysięcy, oraz nie płacili innych rachunków... facet tłumaczy długi tym, że mu żona zachorowała i teraz jest nieprzytomna a on nie może pracować..
kobieta 7 miesięcy temu urodziła właśnie 6-te dziecko... ale gdy była w ciąży okazało się, że ma raka mózgu....
takkk... choroba... jest to sytuacja niezależna, może dopaść każdego z nas.... to prawdziwa niespodziewana tragedia. każdą rodzinę może to zniszczyć...
ale sory... zadłużyć się w czynszu na 14 tysięcy nawet przez rok, to chyba raczej ciężko... i narobić sobie wiele innych długów...
...więc biedę klepali i długi robili zdecydowanie wcześniej... robiąc sobie systematycznie kolejne dzieci...
i czy to nie jest objaw skrajnej głupoty i deblilizmu???
mieszkają w niewielkiej, komunalnej klitce... klepią biedę... i robią sobie 6-te dziecko!!!! gdy dodatkowo dwoje jest upośledzonych umysłowo (autyzm)....
no jak to inaczej nazwać????
u mnie w pracy jest teraz organizowana taka akcja pomocy dla rodzin biednych.... szlachetna paczka, czy jakoś tak....
taaaa.....
jest rodzina.... pracuje tylko facet... zarabia 800zł... mieszkają też w jakiejś klitce... i mają 8 dzieci.... i żyją z pomocy państwa....
taaa.... najpierw naklepali dzieci... a potem płacz i lament, że nie ma z czego żyć!!!!
i jak to nazwać??? totalny brak odpowiedzialności za siebie i tworzoną rodzinę, za dzieci… a jeszcze mnie rozwala, gdy słyszę od takich: bóg dał dzieci, bóg da i na dzieci. Ale jakoś nie daje, bo jest lament, że nie ma butów i jedzenia, i kasy nie ma .. i bieda jest… i potem wyciąga się rękę po pieniądze od państwa i innych ludzi….
No ale jeden z drugim debile nie pomyśleli, zanim zabrali się za klepanie dzieci….. jakie warunki mamy, czy zdołamy je utrzymać…. Jak jest biednie, to jedno, góra dwoje dzieci…. Ale nie kurde 6 czy 8!!! No jak inaczej nazwać takich ludzi?
A czy my żyjemy w czasach kamienia łupanego? Noooo…. Rozglądam się ….. no nie. Cywilizacja jest, dostęp do wiedzy, do lekarzy… Apteki mamy… jak ktoś nie chce mieć dziecka to może sobie prezerwatywę kupić! Drogie chyba nie są. Nie wiem, bo nie kupuję. Ale jak ktoś jest debilem, to o tym nie pomyśli… i wyprodukuje kolejne dziecko… bo do debila nie dotrze, że tańsze jest kupno prezerwatywy niż potem utrzymanie dziecka…. Kurde… o tabletkach antykoncepcyjnych to już nawet nie wspomnę… bo to przecież ponad 20 zł miesięcznie…. A to pewnie byłby za duży wydatek… no ale debil nie pomyśli, że to taniej niż zrobienie kolejnego dziecka.
Tak… brutalne to…. Ale taka biedota, która klepie kolejne dzieci a potem płacze, że nie ma co do garnka włożyć… to debile ściągający na własne życzenie na siebie nędzę…. Ktoś im każe mieć po 6 czy 8, albo i więcej dzieci?....
Żeby nie było…. Uwielbiam dzieci. nawet kiedyś miałam zamiar mieć drugie... ale dobrze, że się nie zdecydowałam, bo teraz miałabym przerąbane...
jeżeli chodzi o sprawy związane z pracą.... to różnie to bywa.... czasami jest praca... ale można nagle dostać zwolnienie... potem mogą by trudności w jej znalezieniu... ale jakiś wpływ na to mamy...
zdrowie.... możemy o siebie dbać, a i tak może spaść na człowieka niespodziewana choroba rozwalająca całe życie...
ale, kurde, jednej rzeczy ciągle nie mogę pojąć....
napiszę bardzo brzydko wprost...
ludzie mają bidę w domu a klepią dzieci bez umiaru!!!! a potem debile płaczą, że w domu głód, długi i inne problemy.
oglądałam teraz reportaż na tvn o takiej rodzinie.... młodzi ludzie byli ze sobą 8 lat, zaczęli związek... o ile dobrze zrozumiałam na studniówce chyba, albo jakoś w tym czasie.... podczas tego 8-letniego związku "zrobili" sobie 6 dzieciaków... wiadomo, że dzieci kosztują... zwłaszcza, że jedno ma zdiagnozowany autyzm, a drugie też z pewnością będzie miało taką diagnozę... a czy było ich na stać na tyle dzieci???? śmiem twierdzić... że nie, skoro mieszkali w maleńkim, dwupokojowym mieszkaniu komunalnym, ze wspólną łazienką dla kilku mieszkań znajdującą się na korytarzu... i w dodatku nie płacili czynszu - zadłużyli się na 14 tysięcy, oraz nie płacili innych rachunków... facet tłumaczy długi tym, że mu żona zachorowała i teraz jest nieprzytomna a on nie może pracować..
kobieta 7 miesięcy temu urodziła właśnie 6-te dziecko... ale gdy była w ciąży okazało się, że ma raka mózgu....
takkk... choroba... jest to sytuacja niezależna, może dopaść każdego z nas.... to prawdziwa niespodziewana tragedia. każdą rodzinę może to zniszczyć...
ale sory... zadłużyć się w czynszu na 14 tysięcy nawet przez rok, to chyba raczej ciężko... i narobić sobie wiele innych długów...
...więc biedę klepali i długi robili zdecydowanie wcześniej... robiąc sobie systematycznie kolejne dzieci...
i czy to nie jest objaw skrajnej głupoty i deblilizmu???
mieszkają w niewielkiej, komunalnej klitce... klepią biedę... i robią sobie 6-te dziecko!!!! gdy dodatkowo dwoje jest upośledzonych umysłowo (autyzm)....
no jak to inaczej nazwać????
u mnie w pracy jest teraz organizowana taka akcja pomocy dla rodzin biednych.... szlachetna paczka, czy jakoś tak....
taaaa.....
jest rodzina.... pracuje tylko facet... zarabia 800zł... mieszkają też w jakiejś klitce... i mają 8 dzieci.... i żyją z pomocy państwa....
taaa.... najpierw naklepali dzieci... a potem płacz i lament, że nie ma z czego żyć!!!!
i jak to nazwać??? totalny brak odpowiedzialności za siebie i tworzoną rodzinę, za dzieci… a jeszcze mnie rozwala, gdy słyszę od takich: bóg dał dzieci, bóg da i na dzieci. Ale jakoś nie daje, bo jest lament, że nie ma butów i jedzenia, i kasy nie ma .. i bieda jest… i potem wyciąga się rękę po pieniądze od państwa i innych ludzi….
No ale jeden z drugim debile nie pomyśleli, zanim zabrali się za klepanie dzieci….. jakie warunki mamy, czy zdołamy je utrzymać…. Jak jest biednie, to jedno, góra dwoje dzieci…. Ale nie kurde 6 czy 8!!! No jak inaczej nazwać takich ludzi?
A czy my żyjemy w czasach kamienia łupanego? Noooo…. Rozglądam się ….. no nie. Cywilizacja jest, dostęp do wiedzy, do lekarzy… Apteki mamy… jak ktoś nie chce mieć dziecka to może sobie prezerwatywę kupić! Drogie chyba nie są. Nie wiem, bo nie kupuję. Ale jak ktoś jest debilem, to o tym nie pomyśli… i wyprodukuje kolejne dziecko… bo do debila nie dotrze, że tańsze jest kupno prezerwatywy niż potem utrzymanie dziecka…. Kurde… o tabletkach antykoncepcyjnych to już nawet nie wspomnę… bo to przecież ponad 20 zł miesięcznie…. A to pewnie byłby za duży wydatek… no ale debil nie pomyśli, że to taniej niż zrobienie kolejnego dziecka.
Tak… brutalne to…. Ale taka biedota, która klepie kolejne dzieci a potem płacze, że nie ma co do garnka włożyć… to debile ściągający na własne życzenie na siebie nędzę…. Ktoś im każe mieć po 6 czy 8, albo i więcej dzieci?....
Żeby nie było…. Uwielbiam dzieci. nawet kiedyś miałam zamiar mieć drugie... ale dobrze, że się nie zdecydowałam, bo teraz miałabym przerąbane...
Komentarze: 2 pokaż »
2011-11-20 17:33
akurat wczoraj...
córcia zaczęła mnie prosić... robić maślane oczy.... wręcz błagała....
a jak mówiłam, że nie, że dopiero jak pensję dostanę....
no i jak zobaczyłam jej łezki w oczach... to zmiękłam....
i dzisiaj byłyśmy w kinie. - listy do m.
córcia wniebowzięta.
a ja...
mam doła podwójnego....
taki kinowy wypad: bilety, mały popkorn i mała cola = 55zł. dla mnie to dużo.... zwłaszcza teraz. :[
a sam film... fajne teksty były. pośmiałam się. niektóre teksty były w w naszym, moim i córci, stylu.
ale ogólne wrażenie po filmie...
taki ... typowo świąteczny z teoretycznie optymistycznym przesłaniem.
taaa.... a mnie zdołował totalnie.
takie romantyczne pieprzenie.
córcia zaczęła mnie prosić... robić maślane oczy.... wręcz błagała....
a jak mówiłam, że nie, że dopiero jak pensję dostanę....
no i jak zobaczyłam jej łezki w oczach... to zmiękłam....
i dzisiaj byłyśmy w kinie. - listy do m.
córcia wniebowzięta.
a ja...
mam doła podwójnego....
taki kinowy wypad: bilety, mały popkorn i mała cola = 55zł. dla mnie to dużo.... zwłaszcza teraz. :[
a sam film... fajne teksty były. pośmiałam się. niektóre teksty były w w naszym, moim i córci, stylu.
ale ogólne wrażenie po filmie...
taki ... typowo świąteczny z teoretycznie optymistycznym przesłaniem.
taaa.... a mnie zdołował totalnie.
takie romantyczne pieprzenie.
Komentarze: 7 pokaż »
2011-11-18 20:20
jasne....
tu 10 zł.... tam 10 zł.... siam... 10 zł.... no co to jest????
... i właśnie w ten sposób rozłazi mi się kasa....
są kredyty do spłaty, ciągle rośnie cena benzyny, coraz większe opłaty związane z mieszkaniem... a i jeszcze ubezpieczenie i naprawa samochodu.... ostatnio - jeszcze kupno butów na zimę dla córci.... i czapki też... przecież czapka to tylko 40 zł... no co to jest??? a i jeszcze urodziny córci teraz były.... a i jeszcze wizyta w aptece, bo córcia chora a i dla siebie musiałam parę rzeczy kupić... a i jeszcze wydatki szkolne.... czeka mnie wpłata kasy na wycieczkę szkolną... .... no kurcze...i co miesiąc jest takie: "a i jeszcze".... teraz będzie grudzień.... trzeba dzieciakom ( mojej córci i córkom brata) prezenty kupić.... w nadchodzącym roku już mam spory wydatek - chrześnica ma komunię....
sporadycznie piję alkohol - piwo od wielkiego dzwonu (ocieram się prawie o abstynencję), nie palę papierosów, ponad 2 lata nie byłam u fryzjerki, na manicure nie chodzę a bardzo bym chciała... o kosmetyczce, czy masaży to nawet nie marzę... aby kupować sobie kosmetyki, czatuję na jakieś promocje w markecie... nie chodzę do kina, nie chodzę do kafejek... raz na miesiąc zabieram córcię do mc donalda lub zamawiam pizzę.
słodycze - napisałam, że jak się dorwę, to nie mogę przestać jeść... ogólnie - staram się nie kupować wcale słodyczy, bo wiem, czym to się dla mnie kończy. ostatnio córcia miała urodziny i słodyczy trochę było.... no cóż... niekiedy mnie coś złapie i kupię paczkę delicji, lub czekoladę i siadam i zjadam od razu wszystko.
jak mi kiedyś będzie kasa zostawała na koniec miesiąca, to z pewnością wrócę na basen. kilka miesięcy temu starałam się jeszcze właśnie tak chodzić... ale kurczę.... niestety.... mam za duże kredyty i niezbyt dużą pensję....
rezygnuję z rzeczy, które nie są mi niezbędne.
kiedyś sobie nawet pomyślałam, że więcej kasy by mi zostawało, gdybym sprzedała samochód.... tylko wtedy... pomyślałam sobie, jak wyglądałoby moje życie... moja codzienność.... nie wiem, jak dałabym sobie radę.... przystanek autobusowy mam kawałek od domu... pracę mam na drugim końcu miasta i jadąc tam zalicza się strategiczne korki miasta... a przecież muszę też zaprowadzać córę do szkoły - też ma kawałeczek... po pracy przecież muszę odebrać córę od mamy... a sama moja praca... godziny mam tak różne... zwłaszcza jest to uciążliwe, gdy kończę o 22-giej... niekiedy o 23... zakupy też trzeba jakieś robić, a sklep przy bloku jest, powiedzmy, niezbyt zachęcający.
tak... samochód to mój świadomy wybór dla sprawienia, aby codzienność nie była dla mnie taka uciążliwa... i za to płacę.
teraz siedzę "skopana" po pracy.... i myślę tylko o wskoczeniu do wanny.... i miałabym jeszcze po nocy łazić? nie. dziękuję. nie chcę oberwać po głowie.
opisuję moją rzeczywistość.
nażekam?
takie mam realia i o tym piszę.
mam zmyślać, że jest super ekstra "git"?
tu 10 zł.... tam 10 zł.... siam... 10 zł.... no co to jest????
... i właśnie w ten sposób rozłazi mi się kasa....
są kredyty do spłaty, ciągle rośnie cena benzyny, coraz większe opłaty związane z mieszkaniem... a i jeszcze ubezpieczenie i naprawa samochodu.... ostatnio - jeszcze kupno butów na zimę dla córci.... i czapki też... przecież czapka to tylko 40 zł... no co to jest??? a i jeszcze urodziny córci teraz były.... a i jeszcze wizyta w aptece, bo córcia chora a i dla siebie musiałam parę rzeczy kupić... a i jeszcze wydatki szkolne.... czeka mnie wpłata kasy na wycieczkę szkolną... .... no kurcze...i co miesiąc jest takie: "a i jeszcze".... teraz będzie grudzień.... trzeba dzieciakom ( mojej córci i córkom brata) prezenty kupić.... w nadchodzącym roku już mam spory wydatek - chrześnica ma komunię....
sporadycznie piję alkohol - piwo od wielkiego dzwonu (ocieram się prawie o abstynencję), nie palę papierosów, ponad 2 lata nie byłam u fryzjerki, na manicure nie chodzę a bardzo bym chciała... o kosmetyczce, czy masaży to nawet nie marzę... aby kupować sobie kosmetyki, czatuję na jakieś promocje w markecie... nie chodzę do kina, nie chodzę do kafejek... raz na miesiąc zabieram córcię do mc donalda lub zamawiam pizzę.
słodycze - napisałam, że jak się dorwę, to nie mogę przestać jeść... ogólnie - staram się nie kupować wcale słodyczy, bo wiem, czym to się dla mnie kończy. ostatnio córcia miała urodziny i słodyczy trochę było.... no cóż... niekiedy mnie coś złapie i kupię paczkę delicji, lub czekoladę i siadam i zjadam od razu wszystko.
jak mi kiedyś będzie kasa zostawała na koniec miesiąca, to z pewnością wrócę na basen. kilka miesięcy temu starałam się jeszcze właśnie tak chodzić... ale kurczę.... niestety.... mam za duże kredyty i niezbyt dużą pensję....
rezygnuję z rzeczy, które nie są mi niezbędne.
kiedyś sobie nawet pomyślałam, że więcej kasy by mi zostawało, gdybym sprzedała samochód.... tylko wtedy... pomyślałam sobie, jak wyglądałoby moje życie... moja codzienność.... nie wiem, jak dałabym sobie radę.... przystanek autobusowy mam kawałek od domu... pracę mam na drugim końcu miasta i jadąc tam zalicza się strategiczne korki miasta... a przecież muszę też zaprowadzać córę do szkoły - też ma kawałeczek... po pracy przecież muszę odebrać córę od mamy... a sama moja praca... godziny mam tak różne... zwłaszcza jest to uciążliwe, gdy kończę o 22-giej... niekiedy o 23... zakupy też trzeba jakieś robić, a sklep przy bloku jest, powiedzmy, niezbyt zachęcający.
tak... samochód to mój świadomy wybór dla sprawienia, aby codzienność nie była dla mnie taka uciążliwa... i za to płacę.
teraz siedzę "skopana" po pracy.... i myślę tylko o wskoczeniu do wanny.... i miałabym jeszcze po nocy łazić? nie. dziękuję. nie chcę oberwać po głowie.
opisuję moją rzeczywistość.
nażekam?
takie mam realia i o tym piszę.
mam zmyślać, że jest super ekstra "git"?
Komentarze: 3 pokaż »
2011-11-16 16:11
no to ładnie....
powoli zaczynam już odczuwać swój wiek.
robi się już chłodniej na dworze...
ostatnio miałam na sobie grube dzinsy i ... było mi chłodno w nogi. a kiedyś nawet w mrozy, zimno nie było dla mnie takie dokuczliwe.
w ogóle jakoś bardziej czuję spadki temperatury.... nawet ostatnio zaczęłam rozglądać się za jakąś czapką na zimę....
no i tak... tak po całości... czuję się od dłuższego już czasu taka ociężała, skapcaniała. nadrabiam miną. ale... dobrze nie jest. kilogramów też mi powolutku przybywa i nie jestem w stanie tego zatrzymać.... "zajadam" emocje, stresy.... zwłaszcza wieczorami. a jak dorwę się do słodyczy... to masakra jakaś. :[
niby robię codziennie brzuszki i kupiłam sobie takie "ustrojstwo", które wkłada się między uda i ściska... ale jakoś nie czuję rezultatów.
nie mam kasy na chodzenia na basen, czy siłownię... i tak jakoś kapcanieję... teoretycznie - można jeszcze biegać. ale ja tego nie cierpię i... może to zabrzmi dziwnie - nie daję sobie z tym rady. parę kroków i padają mi mięśnie i bolą płuca. co nie znaczy, że kondycji nie mam. w końcu kiedyś przez półtora roku 3 razy w tygodniu latałam na intensywny aerobic, a potem przez klilka lat reguralnie co sobotę i niedzielę ratownik na basenie dawał mi wycisk.
a teraz...
dom, praca i spożywczak.... to miejsca w których bywam.
kurde....
no i jakoś dobija mnie brak perspektyw .... beznadziejnie płatna praca... mój wiek...
ale czas założyć maskę. przecież to nie "trendy" narzekać. trzeba mówić, że jest świetnie.
powoli zaczynam już odczuwać swój wiek.
robi się już chłodniej na dworze...
ostatnio miałam na sobie grube dzinsy i ... było mi chłodno w nogi. a kiedyś nawet w mrozy, zimno nie było dla mnie takie dokuczliwe.
w ogóle jakoś bardziej czuję spadki temperatury.... nawet ostatnio zaczęłam rozglądać się za jakąś czapką na zimę....
no i tak... tak po całości... czuję się od dłuższego już czasu taka ociężała, skapcaniała. nadrabiam miną. ale... dobrze nie jest. kilogramów też mi powolutku przybywa i nie jestem w stanie tego zatrzymać.... "zajadam" emocje, stresy.... zwłaszcza wieczorami. a jak dorwę się do słodyczy... to masakra jakaś. :[
niby robię codziennie brzuszki i kupiłam sobie takie "ustrojstwo", które wkłada się między uda i ściska... ale jakoś nie czuję rezultatów.
nie mam kasy na chodzenia na basen, czy siłownię... i tak jakoś kapcanieję... teoretycznie - można jeszcze biegać. ale ja tego nie cierpię i... może to zabrzmi dziwnie - nie daję sobie z tym rady. parę kroków i padają mi mięśnie i bolą płuca. co nie znaczy, że kondycji nie mam. w końcu kiedyś przez półtora roku 3 razy w tygodniu latałam na intensywny aerobic, a potem przez klilka lat reguralnie co sobotę i niedzielę ratownik na basenie dawał mi wycisk.
a teraz...
dom, praca i spożywczak.... to miejsca w których bywam.
kurde....
no i jakoś dobija mnie brak perspektyw .... beznadziejnie płatna praca... mój wiek...
ale czas założyć maskę. przecież to nie "trendy" narzekać. trzeba mówić, że jest świetnie.
Komentarze: 4 pokaż »
2011-11-11 19:38
oglądałam w tv "świętowanie".
jeden wielki wstyd...
niosą sztandary i określają się z patosem mianem patriotów.
a są to zwykli wandale szukajacy okazji do rozruby....
wstyd.
a ja miałam w domu swoje święto.
:)
dzisiaj córcia obchodzi swoje urodziny. skończyła 10 lat.
rośnie mi pannica :)
jeden wielki wstyd...
niosą sztandary i określają się z patosem mianem patriotów.
a są to zwykli wandale szukajacy okazji do rozruby....
wstyd.
a ja miałam w domu swoje święto.
:)
dzisiaj córcia obchodzi swoje urodziny. skończyła 10 lat.
rośnie mi pannica :)
Komentarze: 4 pokaż »
2011-11-09 21:42
noooo nieeee....
jak to może być????
polska reprezentacja piłki nożnej na euro z koszulkami bez orłów?!
zamiast orła jest logo pzpn!
to kogo oni reprezentują? nas polaków czy tylko pzpn?
kurde.
powinna być jakaś tradycja.
jak to może być????
polska reprezentacja piłki nożnej na euro z koszulkami bez orłów?!
zamiast orła jest logo pzpn!
to kogo oni reprezentują? nas polaków czy tylko pzpn?
kurde.
powinna być jakaś tradycja.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-11-07 20:07
właśnie przeczytałam na interii tekst o piżamach i ogólnie nocnych ciuszkach jakie nosimy i jak może to wpływać na związek.
kurde.
jak ja od dzieciństwa jestem przyzwyczajona do bawełnianego t-shirta... i teraz też lubię takie bawełniane pizamki z szortami do kolan....
lubię mieć okryte ramiona, gdy śpię. niekiedy mam strasznie chłodne stopy i nie pomaga szczelne owinięcie się kołdrą... zakładam skarpety i dopiero to mnie rozgrzewa.
nawet miałam kiedyś takie satynowe koszulki z luźnymi szortami, ale wyrzuciłam.... czułam się w nich beznadziejnie.
wyczytałam też, że gdy kobieta lubi spać w koszulce swojego mężczyzny, gdy lubi jego zapach to oznacza jego akceptację.... i podobno jest to też dla facetów sexi.
... ja nie cierpiałam zapachu mojech "ex".... nie lubiłam się kłaść w jego części łóżka, a koszulka w której spał nadawała się wg mnie tylko do prania.... hhhmmmm.... obecność męża nigdy nie skłaniała mnie do bardziej zalotnego ubierania się i takiegoż zachowania.... bo nawet jak wyszło mi zalotnie...... to nie było to podziwiane, nie było doceniane, nie było reakcji....
kurde... może ja jakoś... zwyczajnie nie nadaję się do facetów.... bo jak się znalazł taki, którego zapachem mogłabym oddychać... to dupa zbita z tego wychodzi....
no cóż. ogólnie... po przeczytaniu teksu wychodzi mi, że może życie seksulane skazane jest na wygaśnięcie (choć i tak już jest wygaśnięte) nawet jak sobie faceta znajdę.
dzisiaj śpię w piżamce.... góra jest pomarańczowa z zieloną żabą na klacie... a spodnie w jasno zieloną kratkę.
kum! kum! kum!
kurde.
jak ja od dzieciństwa jestem przyzwyczajona do bawełnianego t-shirta... i teraz też lubię takie bawełniane pizamki z szortami do kolan....
lubię mieć okryte ramiona, gdy śpię. niekiedy mam strasznie chłodne stopy i nie pomaga szczelne owinięcie się kołdrą... zakładam skarpety i dopiero to mnie rozgrzewa.
nawet miałam kiedyś takie satynowe koszulki z luźnymi szortami, ale wyrzuciłam.... czułam się w nich beznadziejnie.
wyczytałam też, że gdy kobieta lubi spać w koszulce swojego mężczyzny, gdy lubi jego zapach to oznacza jego akceptację.... i podobno jest to też dla facetów sexi.
... ja nie cierpiałam zapachu mojech "ex".... nie lubiłam się kłaść w jego części łóżka, a koszulka w której spał nadawała się wg mnie tylko do prania.... hhhmmmm.... obecność męża nigdy nie skłaniała mnie do bardziej zalotnego ubierania się i takiegoż zachowania.... bo nawet jak wyszło mi zalotnie...... to nie było to podziwiane, nie było doceniane, nie było reakcji....
kurde... może ja jakoś... zwyczajnie nie nadaję się do facetów.... bo jak się znalazł taki, którego zapachem mogłabym oddychać... to dupa zbita z tego wychodzi....
no cóż. ogólnie... po przeczytaniu teksu wychodzi mi, że może życie seksulane skazane jest na wygaśnięcie (choć i tak już jest wygaśnięte) nawet jak sobie faceta znajdę.
dzisiaj śpię w piżamce.... góra jest pomarańczowa z zieloną żabą na klacie... a spodnie w jasno zieloną kratkę.
kum! kum! kum!
Komentarze: 2 pokaż »
2011-11-07 19:04
alleluja!
nadszedł czas wizyty u lekarza zakaźnika! czekałam ponad pół roku i się doczekałam.
oczywiście musiałam swoje odstać w poczekalni. jakieś 2 godziny stałam... po to tylko, aby dostać skierowanie na badanie krwi. no i cudem dostałam się na kolejną wizytę na 22-go listopada, bo ogólnie zapisów już do końca roku nie robią. będą zapisywać dopiero na styczeń, ale jeszcze nie wiadomo od kiedy. i bądź tu człowieku chory....
ostatnio patrzyłam na swoją szafę i półki z ciuchami....
na bieżąco noszę 1/3 swoich ubrań.... reszta sobie leżakuje. jakieś 2 lata temu zrobiłam ciuchową czystkę. zostały rzeczy fajne. ale co z tego, skoro i tak z uporem maniaka noszę tylko część. a reszta.... kurde... szkoda wyrzucać, oddawać.... nawet fajne rzeczy mam.... no ale jakoś nie chodzę w nich.... może nawet wyglądałabym bardziej zalotnie, sexi... nawet spódnice mam! a co! a mam! i body całkiem czarne całkiem koronkowe też mam. i to nawet sztuk dwie! a co! a mam!
tylko, że sobie leżakują... i jakoś nie mam ochoty najmniejszej na noszenie tych moich fatałaszków.
najlepiej czuję się w dżinsach i wygodnej bluzce dzianinowej lub koszuli.
no i patrzę na moje ciuchy... a ogólnie mam ich niewiele... i patrzę.... powywalałabym część... ale szkoda.... może kiedyś coś założę....
ostatnio myślałam, że na wiosnę coś mi się zrobi w głowie i jakąś kieckę założę i obcas jakiś wyższy.... ale nie mam najmniejszej na to ochoty. nawet w lecie wolę spodnie.
może któregoś dnia się zbiorę i wywalę niepotrzebne ciuchy.... niepotrzebnie miejsce zajmują i kurz na nich osiada.
nadszedł czas wizyty u lekarza zakaźnika! czekałam ponad pół roku i się doczekałam.
oczywiście musiałam swoje odstać w poczekalni. jakieś 2 godziny stałam... po to tylko, aby dostać skierowanie na badanie krwi. no i cudem dostałam się na kolejną wizytę na 22-go listopada, bo ogólnie zapisów już do końca roku nie robią. będą zapisywać dopiero na styczeń, ale jeszcze nie wiadomo od kiedy. i bądź tu człowieku chory....
ostatnio patrzyłam na swoją szafę i półki z ciuchami....
na bieżąco noszę 1/3 swoich ubrań.... reszta sobie leżakuje. jakieś 2 lata temu zrobiłam ciuchową czystkę. zostały rzeczy fajne. ale co z tego, skoro i tak z uporem maniaka noszę tylko część. a reszta.... kurde... szkoda wyrzucać, oddawać.... nawet fajne rzeczy mam.... no ale jakoś nie chodzę w nich.... może nawet wyglądałabym bardziej zalotnie, sexi... nawet spódnice mam! a co! a mam! i body całkiem czarne całkiem koronkowe też mam. i to nawet sztuk dwie! a co! a mam!
tylko, że sobie leżakują... i jakoś nie mam ochoty najmniejszej na noszenie tych moich fatałaszków.
najlepiej czuję się w dżinsach i wygodnej bluzce dzianinowej lub koszuli.
no i patrzę na moje ciuchy... a ogólnie mam ich niewiele... i patrzę.... powywalałabym część... ale szkoda.... może kiedyś coś założę....
ostatnio myślałam, że na wiosnę coś mi się zrobi w głowie i jakąś kieckę założę i obcas jakiś wyższy.... ale nie mam najmniejszej na to ochoty. nawet w lecie wolę spodnie.
może któregoś dnia się zbiorę i wywalę niepotrzebne ciuchy.... niepotrzebnie miejsce zajmują i kurz na nich osiada.
Komentarze: 0
2011-10-24 18:45
ostatnio dowiedziałam się, że aptekarze będą się zapisywali do jakiegoś związku aptekarzy katolickich, czy jakoś tak. ze względów sumienia chcą odmawiać sprzedaży środków antykoncepcyjnych i wczesno poronnych.
taaa..... ciekawe, czy będą chcieli sprzedawać prezerwatywy... a może nawet żel durex play będzie w nich budził wstręt?
kurde! są sprzedawcami w sklepie. specyficzny to sklep i specyficzni sprzedawcy, ale nie im decydować, które medykamenty będą sprzedawać a które nie. nie ich sprawa wnikać co i na jaką dolegliwość lekarz przepisuje lek!
a jak przyjdę kupić dziecku awiomarin (lek od mdłoścki lokomocyjnych) to co... może ktoś z nich stwierdzić, że chcę łyknąc wszystkie naraz i wprowadzić się w stan "nadświadomości" a to jest wbrew ich zasadom moralnym.
a jak facet przyjdzie po viagrę... to też będą decydować, czy klientowi sprzedadzą czy nie?
chodzi im o ochronę życia poczętego? każdym innym, przedawkowanym lekiem (nie koniecznie zawsze przedawkowanym) można takiemu dziecku zaszkodzić, bądź nawet uśmiercić.
hmmm... to może... hmmmm... jak tak bardzo chcą dbać o życie poczęte...hhhmmm... to może niech wogóle przestaną sprzedawać leki kobietom w wieku rozrodczym... bo taka przychodząc do apteki może być już od godziny w ciąży i jakis konkretny lek mógłby tej ciąży poważnie zagrozić....
ostatnio z facetami nie mam nic wspólnego, ale tabletki antykoncepcyjne łykam. dlaczego? żeby po ludzku przechodzić miesiączkę. gdy 3 lata temu zrobiłam sobie przerwę... cóż... masakra była. przypomniał też mi się też czas, gdy tabletek wcale nie łykałam.... nigdy więcej nie chcę mieć takich fatalnych, bolesnych i dokuczliwych okresów.
mam nadzieję, ze nigdy nie trafię na farmaceutę z misją umoralniającą. choć... może nie.... to byłoby bardzo ciekawe spotkanie.
to tak, jakby kasjerka w markecie odmówiła policzenia przy kasie alkoholu... bo ona jest abstynentką. ... albo... nie chciałaby sprzedać papierosów, bo szkodzą one zdrowiu...
kurde.... powoli stajemy się krajem wyznaniowym. religia w państwowych szkołach a katecheci dodatkowo opłacani przez państwo. ocena z religii na świadectwach z państwowych szkół. w wojsku kapelani, w policji też a wszyscy oni opłacani przez państwo. krzyże w państwowych szkołach, w państwowych instytucjach publicznych, urzędach, szpitalach... teraz jeszcze katolicy chcą decydować, jakie leki będą sprzedawać w aptece....
taaa..... ciekawe, czy będą chcieli sprzedawać prezerwatywy... a może nawet żel durex play będzie w nich budził wstręt?
kurde! są sprzedawcami w sklepie. specyficzny to sklep i specyficzni sprzedawcy, ale nie im decydować, które medykamenty będą sprzedawać a które nie. nie ich sprawa wnikać co i na jaką dolegliwość lekarz przepisuje lek!
a jak przyjdę kupić dziecku awiomarin (lek od mdłoścki lokomocyjnych) to co... może ktoś z nich stwierdzić, że chcę łyknąc wszystkie naraz i wprowadzić się w stan "nadświadomości" a to jest wbrew ich zasadom moralnym.
a jak facet przyjdzie po viagrę... to też będą decydować, czy klientowi sprzedadzą czy nie?
chodzi im o ochronę życia poczętego? każdym innym, przedawkowanym lekiem (nie koniecznie zawsze przedawkowanym) można takiemu dziecku zaszkodzić, bądź nawet uśmiercić.
hmmm... to może... hmmmm... jak tak bardzo chcą dbać o życie poczęte...hhhmmm... to może niech wogóle przestaną sprzedawać leki kobietom w wieku rozrodczym... bo taka przychodząc do apteki może być już od godziny w ciąży i jakis konkretny lek mógłby tej ciąży poważnie zagrozić....
ostatnio z facetami nie mam nic wspólnego, ale tabletki antykoncepcyjne łykam. dlaczego? żeby po ludzku przechodzić miesiączkę. gdy 3 lata temu zrobiłam sobie przerwę... cóż... masakra była. przypomniał też mi się też czas, gdy tabletek wcale nie łykałam.... nigdy więcej nie chcę mieć takich fatalnych, bolesnych i dokuczliwych okresów.
mam nadzieję, ze nigdy nie trafię na farmaceutę z misją umoralniającą. choć... może nie.... to byłoby bardzo ciekawe spotkanie.
to tak, jakby kasjerka w markecie odmówiła policzenia przy kasie alkoholu... bo ona jest abstynentką. ... albo... nie chciałaby sprzedać papierosów, bo szkodzą one zdrowiu...
kurde.... powoli stajemy się krajem wyznaniowym. religia w państwowych szkołach a katecheci dodatkowo opłacani przez państwo. ocena z religii na świadectwach z państwowych szkół. w wojsku kapelani, w policji też a wszyscy oni opłacani przez państwo. krzyże w państwowych szkołach, w państwowych instytucjach publicznych, urzędach, szpitalach... teraz jeszcze katolicy chcą decydować, jakie leki będą sprzedawać w aptece....
Komentarze: 5 pokaż »
2011-10-23 19:36
w pracy rozmawiam z setkami ludzi...niekiedy ich imiona i nazwiska są przedziwne...
ostatnio... imię kobiety było oryginalne ale wg mnie bardzo ładne... natomiast w połączeniu z jej nazwiskiem... dziwacznie śmiesznym nazwiskiem.... ledwo powstrzymałam się od głośniego śmiechu.
zapisałam sobie i potem powiedziałam córci.
jej pierwsza reakcja... szeroko otwarte ze zdziwienia oczy, pisnęła ze śmiechu i zażartowała się śmiejąc, że rodzice jej nie kochali.
ludzie różnie reagują na to jak ich obsługujemy.
są osoby starsze, dla których nasz sposób postępowania, tłumaczenia i pomocy jest jasny i logiczny...
a trafiają się ludzie, którym nic nie pasuje,są roszczeniowi... myślą, że gdy zadzwonią i powiedzą, że "ja to ja"! i proszę odblokować mi dostęp do rachunku i nie zamierzam odpowiadać na żadne głupie pytania! - a my mamy od razu wykonać każdą dyspozycję.
kiedyś usłyszałam od paniusi, że ona ma bardzo dobre, wyższe wykształcenie, odpowiedzialną pracę... ale nasze procedury są dla niej niepojęte, a co dopiero mówić dla zwykłego człowieka... oj... zdziwiłaby się kobiecina... zdziwiła by się... słysząc, że dziadek rocznik 34 powtarza dokładnie wszystkie moje instrukcje i mówi, że wszystko jest jasne... i czuję w jego głosie, że faktycznie tak jest.
wczoraj oglądałam film "ps. kocham cię".
całkowicie to niepotrzebne było. ryczałam straszliwie. taaa.... jakieś romantyczne rojenia i tęsknoty mi się w głowie porobiły. ale zawsze potem real puka mnie w czółko i wracam do rzeczywistości. tak więc już jestem przywrócona do pionu, rojenia odgonione i mogę sobie dalej normalnie funkcjonować.
kurde... jutro mam na 7 rano do pracy. poranek będzie dla mnie ciężki a i dla córci też. musimy zdecydowanie wcześniej wstać, a małą najpierw wiozę do mojej mamy, tam zje śniadanie, dobudzi się i pójdzie do szkoły. we wtorek też będę tak wstawała... ufff... cieżko będzie ludzi obsługiwać... ale muszę przyznać, że już dosyć dobrze mi idzie rozmawianie z ludźmi i ... ziewanie w trakcie...
grafik w pracy na listopad mam nawet fajny. mało zmian kończących się w nocy, raz tylko będę miała na 6 rano (masakra będzie!) a i kilka dni wolnego będę miała na dodatek :) listopad będzie luźny :)
oglądałam dzisiaj program "ugotowani" poprzednie progmany też oglądałam, choć tak raczej wyrywkowo. ale zauważyłam jedno. biorą w nich udział ludzie bardzo dobrze sytuowani. zazwyczaj zwracam uwagę na domowe sprzęty tych ludzi, wystrój wnętrz... i tak się zastanawiam, czy dobierają tych ludzi do programu też pod względem ich statusu materialnego... czy to raczej ludzie bogaci mają głowę do wykwintniejszej zabawy w gotowanie i właśnie tacy się zgłaszają?
ostatnio... imię kobiety było oryginalne ale wg mnie bardzo ładne... natomiast w połączeniu z jej nazwiskiem... dziwacznie śmiesznym nazwiskiem.... ledwo powstrzymałam się od głośniego śmiechu.
zapisałam sobie i potem powiedziałam córci.
jej pierwsza reakcja... szeroko otwarte ze zdziwienia oczy, pisnęła ze śmiechu i zażartowała się śmiejąc, że rodzice jej nie kochali.
ludzie różnie reagują na to jak ich obsługujemy.
są osoby starsze, dla których nasz sposób postępowania, tłumaczenia i pomocy jest jasny i logiczny...
a trafiają się ludzie, którym nic nie pasuje,są roszczeniowi... myślą, że gdy zadzwonią i powiedzą, że "ja to ja"! i proszę odblokować mi dostęp do rachunku i nie zamierzam odpowiadać na żadne głupie pytania! - a my mamy od razu wykonać każdą dyspozycję.
kiedyś usłyszałam od paniusi, że ona ma bardzo dobre, wyższe wykształcenie, odpowiedzialną pracę... ale nasze procedury są dla niej niepojęte, a co dopiero mówić dla zwykłego człowieka... oj... zdziwiłaby się kobiecina... zdziwiła by się... słysząc, że dziadek rocznik 34 powtarza dokładnie wszystkie moje instrukcje i mówi, że wszystko jest jasne... i czuję w jego głosie, że faktycznie tak jest.
wczoraj oglądałam film "ps. kocham cię".
całkowicie to niepotrzebne było. ryczałam straszliwie. taaa.... jakieś romantyczne rojenia i tęsknoty mi się w głowie porobiły. ale zawsze potem real puka mnie w czółko i wracam do rzeczywistości. tak więc już jestem przywrócona do pionu, rojenia odgonione i mogę sobie dalej normalnie funkcjonować.
kurde... jutro mam na 7 rano do pracy. poranek będzie dla mnie ciężki a i dla córci też. musimy zdecydowanie wcześniej wstać, a małą najpierw wiozę do mojej mamy, tam zje śniadanie, dobudzi się i pójdzie do szkoły. we wtorek też będę tak wstawała... ufff... cieżko będzie ludzi obsługiwać... ale muszę przyznać, że już dosyć dobrze mi idzie rozmawianie z ludźmi i ... ziewanie w trakcie...
grafik w pracy na listopad mam nawet fajny. mało zmian kończących się w nocy, raz tylko będę miała na 6 rano (masakra będzie!) a i kilka dni wolnego będę miała na dodatek :) listopad będzie luźny :)
oglądałam dzisiaj program "ugotowani" poprzednie progmany też oglądałam, choć tak raczej wyrywkowo. ale zauważyłam jedno. biorą w nich udział ludzie bardzo dobrze sytuowani. zazwyczaj zwracam uwagę na domowe sprzęty tych ludzi, wystrój wnętrz... i tak się zastanawiam, czy dobierają tych ludzi do programu też pod względem ich statusu materialnego... czy to raczej ludzie bogaci mają głowę do wykwintniejszej zabawy w gotowanie i właśnie tacy się zgłaszają?
Komentarze: 0
2011-10-16 00:09
dzisiaj bolą mnie mięśnie rąk.
wczoraj, gdy wymieniałam opony, musiałam je kawałek przenieść... opony mam w garażu ojca, a przy ich bloku robią remont ulicy. no i wjazd do garaży jest zablokowany... i przy okazji wjazd na parking przy bloku też... a że nie chciało mi się robić dwóch kursów... były po dwie opony w worku. i jakoś poszło z odpoczynkami :)
a dzisiaj... córcia ma weekend z tatą... a ja mam wolne... chciałam iść do pracy (potem miałabym dzień wolny w ciągu tygodmnia), zgłaszałam to... ale mnie nie chcieli. nie, to nie.
no i jakoś mnie na porządki wzięło. szczotka w garść i wyszorowałam całą podłogę w kuchni i łazience. zwłaszcza fugi, bo już były widocznie brudne. no i potem jeszcze calutka łazienka nabrała blasku (łącznie ze ścianami)... no i kurze wszędzie pościerałam... no i podłogi w pokojach też pomyłam... a i jeszcze zapukała do mnie (i sąsiadów też) taka dziewczynina.... chodziła "po prośbie"... była z takim małym chłopaczkiem... prosiła o cokolwiek... jeżeli nie pieniądze, to jakieś jedzenie, ubrania, "chemia".... kasy jej nie dałam, bo sama nie wiem, jak dociągnę do pensji a nawet gdybym miała - to pieniędzy nie daję, taką mam zasadę. wyszła ode mnie z dwoma wypchanymi reklamówkami. niewiele jedzenia, bo zapasów nie mam, ale dałam jej trochę ciuszków dla dzieciaków. środków czyszczących nie dałam, bo mam tylko na bieżące potrzeby. prosiła też o pościel lub ręczniki, tego też nie dałam, bo dla siebie mam "na styk"
byłam jeszcze u ojca w pracy. podrzuciłam mu okulary, wodę i "paliwo", czyt. papierosy (mama mu przygotowała zestawik). boimy się z mamą, żeby ojciec nie narobił sobie problemów... ale o tym napiszę innym razem.
ogólnie - jestem zadowolona z dnia.
.... gdyby nie końcówka....
kurde.... jednak muszę się wybrać do lekarza.... co jakiś czas mam rozwolnienia... jak mnie dzisiaj złapało... to miałam kilka sesji na kibelku.... ufff.... normalnie aż się prawie poryczałam, tak bolało. :/ jak to zazwyczaj przy takich "rewolucjach".
ha! ciekawe ile schudłam! :) zawsze mi coś spada na wadze, ale potem niestety to odrabiam. :/
wczoraj, gdy wymieniałam opony, musiałam je kawałek przenieść... opony mam w garażu ojca, a przy ich bloku robią remont ulicy. no i wjazd do garaży jest zablokowany... i przy okazji wjazd na parking przy bloku też... a że nie chciało mi się robić dwóch kursów... były po dwie opony w worku. i jakoś poszło z odpoczynkami :)
a dzisiaj... córcia ma weekend z tatą... a ja mam wolne... chciałam iść do pracy (potem miałabym dzień wolny w ciągu tygodmnia), zgłaszałam to... ale mnie nie chcieli. nie, to nie.
no i jakoś mnie na porządki wzięło. szczotka w garść i wyszorowałam całą podłogę w kuchni i łazience. zwłaszcza fugi, bo już były widocznie brudne. no i potem jeszcze calutka łazienka nabrała blasku (łącznie ze ścianami)... no i kurze wszędzie pościerałam... no i podłogi w pokojach też pomyłam... a i jeszcze zapukała do mnie (i sąsiadów też) taka dziewczynina.... chodziła "po prośbie"... była z takim małym chłopaczkiem... prosiła o cokolwiek... jeżeli nie pieniądze, to jakieś jedzenie, ubrania, "chemia".... kasy jej nie dałam, bo sama nie wiem, jak dociągnę do pensji a nawet gdybym miała - to pieniędzy nie daję, taką mam zasadę. wyszła ode mnie z dwoma wypchanymi reklamówkami. niewiele jedzenia, bo zapasów nie mam, ale dałam jej trochę ciuszków dla dzieciaków. środków czyszczących nie dałam, bo mam tylko na bieżące potrzeby. prosiła też o pościel lub ręczniki, tego też nie dałam, bo dla siebie mam "na styk"
byłam jeszcze u ojca w pracy. podrzuciłam mu okulary, wodę i "paliwo", czyt. papierosy (mama mu przygotowała zestawik). boimy się z mamą, żeby ojciec nie narobił sobie problemów... ale o tym napiszę innym razem.
ogólnie - jestem zadowolona z dnia.
.... gdyby nie końcówka....
kurde.... jednak muszę się wybrać do lekarza.... co jakiś czas mam rozwolnienia... jak mnie dzisiaj złapało... to miałam kilka sesji na kibelku.... ufff.... normalnie aż się prawie poryczałam, tak bolało. :/ jak to zazwyczaj przy takich "rewolucjach".
ha! ciekawe ile schudłam! :) zawsze mi coś spada na wadze, ale potem niestety to odrabiam. :/
Komentarze: 8 pokaż »
2011-10-14 19:21
moja "żaba" już od dzisiaj będzie pomykała na zimowych oponkach :) śnieg może już padać :)
byłam dzisiaj z córcią w aptece... a apteka jest obok poprzedniego mieszkania, w którym mieszkaliśmy jeszcze jako rodzina.
- tęsknisz za starym mieszkankiem?
- czasami tak....
- a chciałabyś tam jeszcze mieszkać?
- tak... ale bez taty.... tylko my we dwie.
byłam dzisiaj z córcią w aptece... a apteka jest obok poprzedniego mieszkania, w którym mieszkaliśmy jeszcze jako rodzina.
- tęsknisz za starym mieszkankiem?
- czasami tak....
- a chciałabyś tam jeszcze mieszkać?
- tak... ale bez taty.... tylko my we dwie.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-10-12 09:20
ha!
siedzę sobie i szperam w necie....
obok leży pisemko z zus informujące o hipotetycznej, zawrotnej kwocie.
przeglądam netowe stronki...
i cóż mi się na wzrok rzuciło?
link do strony o nazwie "szukam milionera". tam kobiety mogą sobie znaleźć bogatych facetów a faceci "wymienić żonę na nowszy model"
hmmm.....
i może właśnie to jest patent na lepsze życie?
... skoro pracując w największym, polskim banku... jestem skazana w przyszłości na biedę... a innej pracy znaleźć nie mogłam...
hhhmmm....
zerkam na pisemko z zus z hipotetyczną....
zerkam na link w necie....
to byłoby naprawdę dobre rozwiązanie.... szkoda, że mój charakter na to nie pozwoli.
siedzę sobie i szperam w necie....
obok leży pisemko z zus informujące o hipotetycznej, zawrotnej kwocie.
przeglądam netowe stronki...
i cóż mi się na wzrok rzuciło?
link do strony o nazwie "szukam milionera". tam kobiety mogą sobie znaleźć bogatych facetów a faceci "wymienić żonę na nowszy model"
hmmm.....
i może właśnie to jest patent na lepsze życie?
... skoro pracując w największym, polskim banku... jestem skazana w przyszłości na biedę... a innej pracy znaleźć nie mogłam...
hhhmmm....
zerkam na pisemko z zus z hipotetyczną....
zerkam na link w necie....
to byłoby naprawdę dobre rozwiązanie.... szkoda, że mój charakter na to nie pozwoli.
Komentarze: 6 pokaż »
2011-10-12 08:32
właśnie dostałam pisemko z zus. to taka informacja o składkach.
no i mi hipotetycznie wyliczyli....
moja hipotetyczna, przyszła emerytura osiągnie zawrotną wysokość....541,60zł
wiem, że jest to wyliczenie wynikające ze średniej z moich składek. wiem, że miałam przerwę w pracy.... ale czy jak przyjdzie czas emerycki.... to pieniądze, które dostanę... czy będą wystarczające na godne życie? nawet nie marzę o wesołym życiu staruszki, która tak jak niemcy może sobie jeździć na zagraniczne wycieczki...
kurde....
teraz jest mi ciężko... a emerytura zawsze jest mniejsza niż zarobki....
przyszłość mnie przeraża.
no i mi hipotetycznie wyliczyli....
moja hipotetyczna, przyszła emerytura osiągnie zawrotną wysokość....541,60zł
wiem, że jest to wyliczenie wynikające ze średniej z moich składek. wiem, że miałam przerwę w pracy.... ale czy jak przyjdzie czas emerycki.... to pieniądze, które dostanę... czy będą wystarczające na godne życie? nawet nie marzę o wesołym życiu staruszki, która tak jak niemcy może sobie jeździć na zagraniczne wycieczki...
kurde....
teraz jest mi ciężko... a emerytura zawsze jest mniejsza niż zarobki....
przyszłość mnie przeraża.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-10-10 20:42
tak... sny wiele mogą powiedzieć o człowieku...
:) mieszkanko mam małe a przydałoby się większe. jest fajnie urządzone, choć jest jeszcze parę spraw, których w nim brakuje, ale to kwestia czasu (pieniędzy) i wszystkie braki będą załatwione.
ale mogę powiedzieć jedno - lubię moje mieszkanko, lubię miejsce, w którym jestem. :)
no i właśnie... siedzi we mnie jeszcze takie dziecko, szukające kogoś, kto powie: jestem przy tobie. mam w sobie wiele obaw, strachów.... tak... taki wystraszony, niepewny siebie dzieciak...i jakoś... pomimo mojego wieku... nie czuję się kobietą...
ciąża... może symbolizować rozwój, tworzenie czegoś nowego.... tylko ja nie mam pojęcia jakie ten mój rozwój ma być, co ze sobą zrobić... w którą iść stronę, żeby znowu nie oberwać od kogoś po emocjach.
czy kiedyś poczuję, że jestem dojrzałą, pewną siebie kobietą??????................ nie wiem. jak narazie... zapadam się co raz bardziej, gubię się w sobie
:) mieszkanko mam małe a przydałoby się większe. jest fajnie urządzone, choć jest jeszcze parę spraw, których w nim brakuje, ale to kwestia czasu (pieniędzy) i wszystkie braki będą załatwione.
ale mogę powiedzieć jedno - lubię moje mieszkanko, lubię miejsce, w którym jestem. :)
no i właśnie... siedzi we mnie jeszcze takie dziecko, szukające kogoś, kto powie: jestem przy tobie. mam w sobie wiele obaw, strachów.... tak... taki wystraszony, niepewny siebie dzieciak...i jakoś... pomimo mojego wieku... nie czuję się kobietą...
ciąża... może symbolizować rozwój, tworzenie czegoś nowego.... tylko ja nie mam pojęcia jakie ten mój rozwój ma być, co ze sobą zrobić... w którą iść stronę, żeby znowu nie oberwać od kogoś po emocjach.
czy kiedyś poczuję, że jestem dojrzałą, pewną siebie kobietą??????................ nie wiem. jak narazie... zapadam się co raz bardziej, gubię się w sobie
Komentarze: 4 pokaż »
2011-10-09 10:05
ale dzisiaj miałam sen! a w zasadzie dwa.
w jednym byłam w ciąży. w śnie był 26 październik a termin porodu miałam wyliczony na 22 października. a ja się w tej ciąży tak dobrze czułam, brzuch miałam niezbyt duży i mało problemowy... no i jakoś zapomniałam zgłosić się w terminie porodu do lekarza, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku i czy można jeszcze poczekać, czy trzeba wywoływać poród. i jakoś ta cała ciąża była dla mnie tak "niezauważalna", że zapomniałam się i nawet piwo kiedyśtam będąc w ciąży wypiłam.
drugi sen.... byłam w niewielkim mieszkaniu. stało tam kilka mebli, raczej kilka takich niewielkich zestawów. np. klozet z szafkami łazienkowymi, jakiś regał połączony w jedno z rozkładaną kanapą, jakieś komody.... wszystko w naprawdę bardzo wysokiej jakości.... a co za tym idzie - bardzo drogie.
i te meble były do sprzedaży. a kto mi te meble chciał sprzedać? sam Palikot! :) zachęcał mnie do kupna, pokazywał funkcjonalność mebli... a do tego cenę proponował tak niską, że aż dla mnie była ona niewielka. zastanawiałam się nad kupnem, bo mieszkanie mam niewielkie i byłyby trudności w ustawieniu mebli.
hmmmm....
ostatnio pojawiają się u mnie takie inne niż wcześniej sny. kiedyś ich nie było, a jeżeli już... to były męczące i przedstawiały w pokręcony sposób stan, w któym byłam, moje emocje, odczucia, strachy...
w jednym byłam w ciąży. w śnie był 26 październik a termin porodu miałam wyliczony na 22 października. a ja się w tej ciąży tak dobrze czułam, brzuch miałam niezbyt duży i mało problemowy... no i jakoś zapomniałam zgłosić się w terminie porodu do lekarza, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku i czy można jeszcze poczekać, czy trzeba wywoływać poród. i jakoś ta cała ciąża była dla mnie tak "niezauważalna", że zapomniałam się i nawet piwo kiedyśtam będąc w ciąży wypiłam.
drugi sen.... byłam w niewielkim mieszkaniu. stało tam kilka mebli, raczej kilka takich niewielkich zestawów. np. klozet z szafkami łazienkowymi, jakiś regał połączony w jedno z rozkładaną kanapą, jakieś komody.... wszystko w naprawdę bardzo wysokiej jakości.... a co za tym idzie - bardzo drogie.
i te meble były do sprzedaży. a kto mi te meble chciał sprzedać? sam Palikot! :) zachęcał mnie do kupna, pokazywał funkcjonalność mebli... a do tego cenę proponował tak niską, że aż dla mnie była ona niewielka. zastanawiałam się nad kupnem, bo mieszkanie mam niewielkie i byłyby trudności w ustawieniu mebli.
hmmmm....
ostatnio pojawiają się u mnie takie inne niż wcześniej sny. kiedyś ich nie było, a jeżeli już... to były męczące i przedstawiały w pokręcony sposób stan, w któym byłam, moje emocje, odczucia, strachy...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-10-06 09:54
wczoraj kończyłam pracę o 21-wszej. moja córcia czekała na mnie u moich rodziców. spodziewałam się, że będzie trochę zmęczona, albo zaspana..... bo przecież wstajemy o 6.30...
ale jak wchodziłam do mieszkania rodziców to usłyszałam radosne chicholenie się córci. oglądała jakiś film na polsacie. trochę głupkowaty, ale dla niej bardzo śmieszny.
ten jej śmiech... jest jak balsam dla mojego serca.
co chwila wybuchała szczerym, głębokim śmiechem, czasami aż oddechu nie mogła złapać.
a ja patrzyłam na nią i cieszyłam się jej radością
:)
dzisiaj też kończę o 21... jutro o 22... dzisiaj i jutro będę pracowała godzinkę dłużej. (jadę wcześniej do pracy). coś tam kapnie więcej na konto...
ostatnio... właśnie.... na koncie wir mi się jakiś włączył. miałam sporo dodatkowej kasy, bo i premia była i dostałam zapomogę socjalną z firmy.... i chciałam jakoś tak normalniej... córci 2 kwiatki do pokoju kupiłam, jakiś ciuszek, sobie fajną bieliznę, kupiłam sobie i małej po 1 CD, jakąś książkę, parę szpargałów do domu.... no i jeszcze masakrycznie przyłamał mnie koszt naprawy zawieszenia w samochodzie... ponad 7 stówek... no i nie mam już kasy... czekam z duszą na ramieniu na alimenty... mam nadzieję, że nie wyskoczy mi żaden wydatek... bo zostało mi tylko jakieś 200zł... a jeszcze czeka mnie wymiana opon i .... opłata ubezpieczenia samochodu... dobrze, że jeszcze mam resztki oszczędności.... no i jeszcze dziecku muszę kupić buty na zimę... dwie pary, w razie gdyby jedne buty przemokły, jak to nie raz bywało...
kurde....
ale jak wchodziłam do mieszkania rodziców to usłyszałam radosne chicholenie się córci. oglądała jakiś film na polsacie. trochę głupkowaty, ale dla niej bardzo śmieszny.
ten jej śmiech... jest jak balsam dla mojego serca.
co chwila wybuchała szczerym, głębokim śmiechem, czasami aż oddechu nie mogła złapać.
a ja patrzyłam na nią i cieszyłam się jej radością
:)
dzisiaj też kończę o 21... jutro o 22... dzisiaj i jutro będę pracowała godzinkę dłużej. (jadę wcześniej do pracy). coś tam kapnie więcej na konto...
ostatnio... właśnie.... na koncie wir mi się jakiś włączył. miałam sporo dodatkowej kasy, bo i premia była i dostałam zapomogę socjalną z firmy.... i chciałam jakoś tak normalniej... córci 2 kwiatki do pokoju kupiłam, jakiś ciuszek, sobie fajną bieliznę, kupiłam sobie i małej po 1 CD, jakąś książkę, parę szpargałów do domu.... no i jeszcze masakrycznie przyłamał mnie koszt naprawy zawieszenia w samochodzie... ponad 7 stówek... no i nie mam już kasy... czekam z duszą na ramieniu na alimenty... mam nadzieję, że nie wyskoczy mi żaden wydatek... bo zostało mi tylko jakieś 200zł... a jeszcze czeka mnie wymiana opon i .... opłata ubezpieczenia samochodu... dobrze, że jeszcze mam resztki oszczędności.... no i jeszcze dziecku muszę kupić buty na zimę... dwie pary, w razie gdyby jedne buty przemokły, jak to nie raz bywało...
kurde....
Komentarze: 5 pokaż »
2011-10-05 11:41
niedawno odbyłam z córcią poważną rozmowę.....
... bo widzę, że "ex" zaczyna nią manipulować, tak jak kiedyś mną.
ostatnio widziałam "ex" i wyglądał okropnie. twarz wymęczona, oczy zaczerwienione, już mu się siwizna na bokach głowy niezła rzuciła, no i ogólnie chudawy był....
jak mówiłam o moich spostrzeżeniach... to córci zrobiły się łezki w oczach... widziałam że się przejęła i sama powiedziała, że tata mówił, że ma bardzo ciężko w pracy....
kurde! ja też mam ciężko! i jakoś dziecku nie jęczę! a on zajmuje się tylko swoją pracą i sobą!
pamiętam, jak córcia miała jakieś 4 latka.... to już wtedy zaczął swoją "robotę" wobec niej...
wychodził wtedy do pracy, kucną obok córci i ze zbolałą miną bitego psa, umęczonym głosem na pożegnanie z córcią powiedział jej: tatuś teraz idzie do pracy, zarabiać pieniążki na życie....
teraz też żali jej się, jaki to on przez tą pracę jest umęczony.... no i dziecku szkoda taty, dziecko się martwi i przeżywa...
ale na szczęście jednak widzi parę spraw w sposób rozsądny. sama nawet zwróciła na to uwagę.
"ex" pracuje w miejscowości 100 km od lublina. codziennie tam dojeżdża do pracy. a jeździ... autobusami. i nie dlatego, że bardzo mało zarabia.... bo co miesiąc ma po kilka tysięcy, a i jeszcze dostaje kasę z wynjamu mieszkania i garażu...
a więc.... rano z domu jedzie miejską komunikacją na dworzec autobusowy, potem autobusem na dworzec w tamytm mieście... a z dworca około 7 km na piechotę do firmy. no i wiadomo powrót do domu też tak wygląda...
no i sama córcia mówi, że tata jest takim dusigroszem, że woli jeździć autobusami niż szybciej i wygodniej jeździć samochodem.
a jeżeli tak wybrał... to niech dziecku nie jęczy, że mu ciężko.
tak więc praca i dojazdy zajmują mu praktycznie cały dzień. dodatkowo "ex" pilnuje bardzo diety i ciągle liczy kalorie... nawet córci mówił, że jest za gruba i też powinna zacząć dbać i kalorie sprawdzać...
a córcia gruba nie jest! jeszcze kilka miesięcy temu córcia płakała, że tamta babcia (mama ""ex") czepia jej się, że jest za chuda i że nie je... a teraz faktycznie przez wkacje troszkę się zaokrągliła... ale nikt normalny by nie powiedział, że jest gruba... no i dziecko się tym też przejmuje i płacze... bo babcia powiedziała, że ona ma grube dupsko...
no więc... "ex" się odchudza... do tego jeszcze ma czas na chodzenie na siłownię... to dobrze, ale do tego trzeba się też odpowiedznio odżywiać, aby organizm nie "wysiadł"... do tego jeszcze zapisał się na kurs fotografii, oraz na kurs angielskiego....
no i dobrze, że potrafi się zajmować tyloma rzeczami przy jego trybie pracy...
ale niech nie jęczy dziecku, że mu ciężko.
"ex" chciał jeszcze zapisać siebie i córcię na kurs szybkiego czytania... z tego, co usłyszałam, to miałoby to być w weekendy po 7 godzin.....
kurs fajny.... i chciałabym, aby kiedyś córcia go zrobiła.... ale wiem, że córcia jest po tygodniu szkoły zmęczona.... a weekend jest do odpoczynku... "ex" wymyślił ten kurs, bo to jemu jest potrzebne, bo to on sobie chce zrobić. na tyle go znam, żeby wiedzieć jakie są jego motywy.
przestrzegałam córcię, przed manipulacjami "tatusia"...
opisałam jej pewne sposoby manipulacji mną....
np.
kiedyś "ex" prowadził własną hurtownię spożywczą. do pracy wstawał praktycznie w nocy, bo około godz. 3 w nocy. a do domu po pracy wracał późnym popołudniem, lub pod wieczór.... był wymęczony i praktycznie padał. bardzo się o niego matrwiłam, było mi go szkoda... i ciągle słyszałam tylko, że ma problemy z pracownikami, z kontrahentami... ciągle było coś nie tak.... nie obciążałam go domowymi obowiązkami, bo przecież taki był wiecznie wykończony...
po kilku latach przyznał się sam... że... pracę w hurtowni kończyli około godziny 12 w południe, a gdy jakiś dostawca się opóźnił to kończyli około 13-tej....
taa.... a ja mu wierzyłam, że tak haruje....
kiedyś pracował jako przedstawiciel bankowy. część czasu spędzał w biurze banku, ale jego praca głównie polegała na umawianiu się z klientami, jeździł do nich i załatwiał formalności...
no i też pracował od rana do wieczora... i też wiecznie słyszałam o czepiających się przełożonych i o sprawiających trudności pracownikach....
a ja przecież też pracowałam... zajmowałam się domem... zajmowałam się córcią....
i jak wtedy w sobotę i niedzielę po obiedzie kładł się na ponad godzinną drzemkę.... bo tak go "łamało" do snu, że nie mógł wysiedzieć.... to jeszcze pilnowałam, aby w domu cicho było... bo on odpoczywa...
potem sam się przyznał, że.....
w ciągu tygodnia rano wychodził do pracy.... a około południa przyjeżdżał sobie do domu... jadł obiad i szedł na ponad godzinną drzemkę.... a potem wracał wypoczęty do pracy....
a ja... kretynka wierzyłam, że tak ciężko na nas pracuje...
była jeszcze cała masa jego różnych zagrań.... w tym co mówił dopasowywał rzeczywistość tak, aby przedstawiać się jako umęczonego, zapracowanego, dyskryminowanego....
nawet potrzebę zmiany samochodu na inny potrafił tak opisać... że mu uwierzyłam... tak przedstawiał wyliczenia, argumenty.... a potem dowiedziałam się, że chciał zmienić samochód na kombi, żeby za dodatkową kasę ludziom do sklepów towar dowozić.... o czym wcześniej mi nic nie powiedział...
taaa......
w rozmowie córcia sama mówiła... że to jest jej tata i ona go kocha... ale widzi, że tata potrafi ją okłamywać....
jakiś czas temu "ex" dał córci swój stary telefon komórkowy.... córcia była przyzwyczajona do swojego starego, więc ten od taty trafił do szuflady na wszelki wypadek.
w ten weekend "ex" zabrał ten telefon, bo znalazł na niego kupca.
córcia była rozżalona.... bo tata najpierw jej coś daje a potem zabiera, żeby kilkadziesiąt złotych zarobić....
a wczoraj..... córcia niechcący zalała wodą swój telefon. nie miałyśmy nadziei, że coś z niego jeszcze będzie... przestał działać.... córcia bardzo płakała.... bo przecież teraz nie ma "awaryjnego" telefonu od taty, bo jej zabrał.... po kilku godzinach jednak jej telefon na nowo zaczął działać.... a tak prawdę mówiąc powiem... że szkoda.... bo wtedy "tatuś" musiałby dziecku kupić inny telefon. i miałby wtedy swój "zysk".
... bo widzę, że "ex" zaczyna nią manipulować, tak jak kiedyś mną.
ostatnio widziałam "ex" i wyglądał okropnie. twarz wymęczona, oczy zaczerwienione, już mu się siwizna na bokach głowy niezła rzuciła, no i ogólnie chudawy był....
jak mówiłam o moich spostrzeżeniach... to córci zrobiły się łezki w oczach... widziałam że się przejęła i sama powiedziała, że tata mówił, że ma bardzo ciężko w pracy....
kurde! ja też mam ciężko! i jakoś dziecku nie jęczę! a on zajmuje się tylko swoją pracą i sobą!
pamiętam, jak córcia miała jakieś 4 latka.... to już wtedy zaczął swoją "robotę" wobec niej...
wychodził wtedy do pracy, kucną obok córci i ze zbolałą miną bitego psa, umęczonym głosem na pożegnanie z córcią powiedział jej: tatuś teraz idzie do pracy, zarabiać pieniążki na życie....
teraz też żali jej się, jaki to on przez tą pracę jest umęczony.... no i dziecku szkoda taty, dziecko się martwi i przeżywa...
ale na szczęście jednak widzi parę spraw w sposób rozsądny. sama nawet zwróciła na to uwagę.
"ex" pracuje w miejscowości 100 km od lublina. codziennie tam dojeżdża do pracy. a jeździ... autobusami. i nie dlatego, że bardzo mało zarabia.... bo co miesiąc ma po kilka tysięcy, a i jeszcze dostaje kasę z wynjamu mieszkania i garażu...
a więc.... rano z domu jedzie miejską komunikacją na dworzec autobusowy, potem autobusem na dworzec w tamytm mieście... a z dworca około 7 km na piechotę do firmy. no i wiadomo powrót do domu też tak wygląda...
no i sama córcia mówi, że tata jest takim dusigroszem, że woli jeździć autobusami niż szybciej i wygodniej jeździć samochodem.
a jeżeli tak wybrał... to niech dziecku nie jęczy, że mu ciężko.
tak więc praca i dojazdy zajmują mu praktycznie cały dzień. dodatkowo "ex" pilnuje bardzo diety i ciągle liczy kalorie... nawet córci mówił, że jest za gruba i też powinna zacząć dbać i kalorie sprawdzać...
a córcia gruba nie jest! jeszcze kilka miesięcy temu córcia płakała, że tamta babcia (mama ""ex") czepia jej się, że jest za chuda i że nie je... a teraz faktycznie przez wkacje troszkę się zaokrągliła... ale nikt normalny by nie powiedział, że jest gruba... no i dziecko się tym też przejmuje i płacze... bo babcia powiedziała, że ona ma grube dupsko...
no więc... "ex" się odchudza... do tego jeszcze ma czas na chodzenie na siłownię... to dobrze, ale do tego trzeba się też odpowiedznio odżywiać, aby organizm nie "wysiadł"... do tego jeszcze zapisał się na kurs fotografii, oraz na kurs angielskiego....
no i dobrze, że potrafi się zajmować tyloma rzeczami przy jego trybie pracy...
ale niech nie jęczy dziecku, że mu ciężko.
"ex" chciał jeszcze zapisać siebie i córcię na kurs szybkiego czytania... z tego, co usłyszałam, to miałoby to być w weekendy po 7 godzin.....
kurs fajny.... i chciałabym, aby kiedyś córcia go zrobiła.... ale wiem, że córcia jest po tygodniu szkoły zmęczona.... a weekend jest do odpoczynku... "ex" wymyślił ten kurs, bo to jemu jest potrzebne, bo to on sobie chce zrobić. na tyle go znam, żeby wiedzieć jakie są jego motywy.
przestrzegałam córcię, przed manipulacjami "tatusia"...
opisałam jej pewne sposoby manipulacji mną....
np.
kiedyś "ex" prowadził własną hurtownię spożywczą. do pracy wstawał praktycznie w nocy, bo około godz. 3 w nocy. a do domu po pracy wracał późnym popołudniem, lub pod wieczór.... był wymęczony i praktycznie padał. bardzo się o niego matrwiłam, było mi go szkoda... i ciągle słyszałam tylko, że ma problemy z pracownikami, z kontrahentami... ciągle było coś nie tak.... nie obciążałam go domowymi obowiązkami, bo przecież taki był wiecznie wykończony...
po kilku latach przyznał się sam... że... pracę w hurtowni kończyli około godziny 12 w południe, a gdy jakiś dostawca się opóźnił to kończyli około 13-tej....
taa.... a ja mu wierzyłam, że tak haruje....
kiedyś pracował jako przedstawiciel bankowy. część czasu spędzał w biurze banku, ale jego praca głównie polegała na umawianiu się z klientami, jeździł do nich i załatwiał formalności...
no i też pracował od rana do wieczora... i też wiecznie słyszałam o czepiających się przełożonych i o sprawiających trudności pracownikach....
a ja przecież też pracowałam... zajmowałam się domem... zajmowałam się córcią....
i jak wtedy w sobotę i niedzielę po obiedzie kładł się na ponad godzinną drzemkę.... bo tak go "łamało" do snu, że nie mógł wysiedzieć.... to jeszcze pilnowałam, aby w domu cicho było... bo on odpoczywa...
potem sam się przyznał, że.....
w ciągu tygodnia rano wychodził do pracy.... a około południa przyjeżdżał sobie do domu... jadł obiad i szedł na ponad godzinną drzemkę.... a potem wracał wypoczęty do pracy....
a ja... kretynka wierzyłam, że tak ciężko na nas pracuje...
była jeszcze cała masa jego różnych zagrań.... w tym co mówił dopasowywał rzeczywistość tak, aby przedstawiać się jako umęczonego, zapracowanego, dyskryminowanego....
nawet potrzebę zmiany samochodu na inny potrafił tak opisać... że mu uwierzyłam... tak przedstawiał wyliczenia, argumenty.... a potem dowiedziałam się, że chciał zmienić samochód na kombi, żeby za dodatkową kasę ludziom do sklepów towar dowozić.... o czym wcześniej mi nic nie powiedział...
taaa......
w rozmowie córcia sama mówiła... że to jest jej tata i ona go kocha... ale widzi, że tata potrafi ją okłamywać....
jakiś czas temu "ex" dał córci swój stary telefon komórkowy.... córcia była przyzwyczajona do swojego starego, więc ten od taty trafił do szuflady na wszelki wypadek.
w ten weekend "ex" zabrał ten telefon, bo znalazł na niego kupca.
córcia była rozżalona.... bo tata najpierw jej coś daje a potem zabiera, żeby kilkadziesiąt złotych zarobić....
a wczoraj..... córcia niechcący zalała wodą swój telefon. nie miałyśmy nadziei, że coś z niego jeszcze będzie... przestał działać.... córcia bardzo płakała.... bo przecież teraz nie ma "awaryjnego" telefonu od taty, bo jej zabrał.... po kilku godzinach jednak jej telefon na nowo zaczął działać.... a tak prawdę mówiąc powiem... że szkoda.... bo wtedy "tatuś" musiałby dziecku kupić inny telefon. i miałby wtedy swój "zysk".
Komentarze: 14 pokaż »
2011-09-30 21:55
oglądałam dzisiaj dzień dobry tvn. i tam zawsze jest kilka minut poświęconych światu celebrytów... no i tam babeczka zbierająca ploteczki mówiła o butach tego gościa, co siedzi w jury mam talent. - robert jakiśtam, nie pamiętam. wellman pytała się, czy to prawda, że ma on 300 par butów i pracownika, który zajmuje się wyłącznie jego butami... no i że on czasami buty robi sobie na indywidualne zamówienie u prady.... babeczka od plotek powiedziała, że jedną rzecz musi sprostować.... ten gość ma zdecydowanie więcej butów.
i tak się zastanawiam..... jak bardzo trzeba mieć nasrane w głowie, żeby mieć takie "kolekcje".... a może w pewnych kręgach jest to po prostu norma?
i tak się zastanawiam..... jak bardzo trzeba mieć nasrane w głowie, żeby mieć takie "kolekcje".... a może w pewnych kręgach jest to po prostu norma?
Komentarze: 4 pokaż »
2011-09-30 21:23
niedobrze mi się robi, gdy widzę wyborcze spoty.
wszyscy tacy wymuskani, wygładzeni... nagle sobie przypomnieli o bolączkach trapiących zwykłych ludzi i zaczynają koncert obiecanek cacanek.
no i do tego jeszcze te ich wyuczone gesty wykonywne rękami. jak widzę tak schematycznie ułożone dłonie - to aż mnie trzęsie. nie cierpię tego.
i tak sobie myślę.... przydałoby się, aby ci wspaniali politycy dostawali przez całą kadencję pensję np. 2000zł brutto... i jak tacy mądrzy - to niech pokażą jak z tego utrzymać rodzinę. przydałyby im się takie zajęcia praktyczne... przestaliby się wtedy mądrzyć, że walczą o lepsze jutro dla ludzi.... bo wtedy naprawdę by zapierdzielali, żeby sobie polepszyć byt.... tylko wtedy.... jestem pewna, że tak bardzo by się do tej władzy nie pchali.
... idę na wybory. będę głosowała na zasadzie - jestem przeciw. bo wiem, przeciw komu. a przy kim postawię znaczek... ostatecznie jeszcze nie wiem.
kurde..... ciągle łapie mnie apetyt... zwłaszcza wieczorami.... nawet teraz.... zjadłam o wiele za dużo niż powinno się jeść na wieczór..... a jeszcze bym coś oszamała.... a jeżeli chodzi o słodycze... to już porażka. przedwczoraj kupiłam ptasie mleczko wedla. siadłam i zjadłam pół opakowania.... córcia mi trochę tylko pomogła..... a wczoraj poszło drugie pół...
czasami kupuję sobie takie specyfiki apteczne z chromem.... co to niby mają obniżać łaknienie.... nooo... i nic mi nie obniżają. :/ a jeszcze wcześniej kupiłam czekoladę z takimi dużymi orzechami.... siadłam i zjadłam.... :/
... na basen nie chodzę... bo na codzienność kasa mi znika w zastraszającym tempie... ale za to pilnuję się z robieniem codziennie brzuszków. i jakoś waga mi nie rośnie, na szczęście.
w pracy.... skończył się kwartał. i wyniki w sprzedaży mam lepsze niż poprzednio. wyniki testów też mam lepsze niż poprzednio. błędów mi wyłapali mniej. ciekawe tylko, czy czas rozmów będę miała sensowny. hhhmmmm..... po cichutku liczę na premię jeszcze lepszą niż w poprzednim kwartale. a tak cichutko... ciiiii... żeby potem nie było rozczarowania jakiegoś.
wszyscy tacy wymuskani, wygładzeni... nagle sobie przypomnieli o bolączkach trapiących zwykłych ludzi i zaczynają koncert obiecanek cacanek.
no i do tego jeszcze te ich wyuczone gesty wykonywne rękami. jak widzę tak schematycznie ułożone dłonie - to aż mnie trzęsie. nie cierpię tego.
i tak sobie myślę.... przydałoby się, aby ci wspaniali politycy dostawali przez całą kadencję pensję np. 2000zł brutto... i jak tacy mądrzy - to niech pokażą jak z tego utrzymać rodzinę. przydałyby im się takie zajęcia praktyczne... przestaliby się wtedy mądrzyć, że walczą o lepsze jutro dla ludzi.... bo wtedy naprawdę by zapierdzielali, żeby sobie polepszyć byt.... tylko wtedy.... jestem pewna, że tak bardzo by się do tej władzy nie pchali.
... idę na wybory. będę głosowała na zasadzie - jestem przeciw. bo wiem, przeciw komu. a przy kim postawię znaczek... ostatecznie jeszcze nie wiem.
kurde..... ciągle łapie mnie apetyt... zwłaszcza wieczorami.... nawet teraz.... zjadłam o wiele za dużo niż powinno się jeść na wieczór..... a jeszcze bym coś oszamała.... a jeżeli chodzi o słodycze... to już porażka. przedwczoraj kupiłam ptasie mleczko wedla. siadłam i zjadłam pół opakowania.... córcia mi trochę tylko pomogła..... a wczoraj poszło drugie pół...
czasami kupuję sobie takie specyfiki apteczne z chromem.... co to niby mają obniżać łaknienie.... nooo... i nic mi nie obniżają. :/ a jeszcze wcześniej kupiłam czekoladę z takimi dużymi orzechami.... siadłam i zjadłam.... :/
... na basen nie chodzę... bo na codzienność kasa mi znika w zastraszającym tempie... ale za to pilnuję się z robieniem codziennie brzuszków. i jakoś waga mi nie rośnie, na szczęście.
w pracy.... skończył się kwartał. i wyniki w sprzedaży mam lepsze niż poprzednio. wyniki testów też mam lepsze niż poprzednio. błędów mi wyłapali mniej. ciekawe tylko, czy czas rozmów będę miała sensowny. hhhmmmm..... po cichutku liczę na premię jeszcze lepszą niż w poprzednim kwartale. a tak cichutko... ciiiii... żeby potem nie było rozczarowania jakiegoś.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-09-12 10:00
wczoraj oglądałam reportaż ewy ewart o ataku na wtc.
pomimo, że było to już 10 lat temu... wczoraj siedziałam czując dreszcze na skórze....
to było wstrząsające....
wtedy... gdy u nas podali informację o ataku ... akurat wtedy byłam równiutko 2 miesiące przed porodem, wchodziłam do dużego pokoju u rodziców. oglądali wtedy teleekspres. stanęłam, patrzyłam w tv i nie wierzyłam zbytnio, że to jest realne.
pomimo, że było to już 10 lat temu... wczoraj siedziałam czując dreszcze na skórze....
to było wstrząsające....
wtedy... gdy u nas podali informację o ataku ... akurat wtedy byłam równiutko 2 miesiące przed porodem, wchodziłam do dużego pokoju u rodziców. oglądali wtedy teleekspres. stanęłam, patrzyłam w tv i nie wierzyłam zbytnio, że to jest realne.
Komentarze: 11 pokaż »
2011-09-10 23:26
wczoraj rozmawiałam z koleżanką z pracy. była na badaniach okresowych.
czekając na wizytę u lekarza, zaczęła rozmawiać z pewną kobietą. okazało się, że jest nauczycielką też wysłaną na takie badania.
wśród obowiązkowych badań miała wizytę u laryngologa.
nauczyciela mają zapisaną "pracę głosem" jako czynnik szkodliwy. z tego też powodu po kilku latach pracy (nie wiem po ilu) mogą iść na płatny, roczny urlop - właśnie po to, aby odpoczął głos.
nauczycielka była bardzo zdziwiona, że my nie mamy obowiązkowych badań u laryngologa....
u mnie w pracy mówi się ZDECYDOWANIE WIĘCEJ niż nauczyciele....
oni pracują kilkanaście godzin tygodniowo a lekcje mają po 45 minut i też wtedy cały czas nie mówią, mają wolne wakacje, ferie zimowe, świąteczne.... więc... przerw w mówieniu mają wiele.
a jak się pracuje u mnie?
cały etat - 8 godzin. po przepracowanej godzinie mam 5 minut przerwy. ale, żeby dostać przerwę, muszę zadzwonić do kierownika zmiany po zgodę... i nie zawsze ją mam... czasami muszę poczekać aż ktoś inny wróci, albo jak będzie mniej klientów czekających na połączenie. a jak mogę iść, to wtedy... albo na spokojnie pójdę do kibelka, albo na spokojnie zrobię sobie kawę, albo na spokojnie porozmawiam przez telefon z córcią... gdy chcę zrobić te dwie rzeczy w ciągu jednej przerwy - szanse, że wyrobię się w czasie są marne. a jak się spóźniam z przerwy, to niekiedy bywa, że kierownik dzwoni, dlaczego jeszcze nie jestem udostępniona dla klientów... no i mamy jeszcze przerwę na obiad, oczywiście.
poza tymi krótkimi momentami odpoczynku - cały czas gadam.... gadam... i gadam.... jak jest kolejka klientów oczekujących na rozmowę, to między rozmowami mam czas na łyknięcia picia... a jak się zagapię... to się nie napiję.
w międzyczasie... mam do ogarnięcia całą masę maili, które ludzie wysyłają... (gdy byłam 2 tygodnie na urlopie, zastałam 1200 maili do odebrania) ... maili o przelewach do potwierdzenia, o podszywających się klientach, kierownicy ślą nowe informacje, ciągle są jakieś nowe przepisy, wyjaśnienia...
każda rozmowa ma być przeprowadzona wg ściśle określonej procedury.... rozmowy są wyrywkowo odsłuchiwane przez kontrolę oraz ludzi od coachingów, co jakiś czas mamy testy wiedzy, ciągle przysyłają nam informacje o popełnianych błędach... np. zapomnę poinformować klienta o pobranej prowizji... i już mam błąd i punkt od oceny odjęty... no i jeszcze musimy robić sprzedaż....
no i w tym wszystkim....
gadamy
gadamy
gadamy....
jest to ponad 7 godzin gadania...
owszem - są dni, że rozmów jest mało... soboty, niedziele i święta.... (tak, wtedy też pracuję)
no i w porównaniu z taką nauczycielką.... gadanie nauczycielki to pikuś w porównaniu z gadaniem pracownika call center.
tylko, że nauczyciele mają związek nauczycielstwa polskiego, który zagryzie tych, co nie spełnią żądań nauczycieli, albo będzie chciał odebrać im przywileje...
a w moim banku związki zawodowe trzymają sztamę z zarządem i martwią się o ich tyłeczki... o pracowników nie ma kto walczyć.
tak więc... my...
gadamy
gadamy
gadamy
a o nasze gardła firma nie dba. no bo po co?
czekając na wizytę u lekarza, zaczęła rozmawiać z pewną kobietą. okazało się, że jest nauczycielką też wysłaną na takie badania.
wśród obowiązkowych badań miała wizytę u laryngologa.
nauczyciela mają zapisaną "pracę głosem" jako czynnik szkodliwy. z tego też powodu po kilku latach pracy (nie wiem po ilu) mogą iść na płatny, roczny urlop - właśnie po to, aby odpoczął głos.
nauczycielka była bardzo zdziwiona, że my nie mamy obowiązkowych badań u laryngologa....
u mnie w pracy mówi się ZDECYDOWANIE WIĘCEJ niż nauczyciele....
oni pracują kilkanaście godzin tygodniowo a lekcje mają po 45 minut i też wtedy cały czas nie mówią, mają wolne wakacje, ferie zimowe, świąteczne.... więc... przerw w mówieniu mają wiele.
a jak się pracuje u mnie?
cały etat - 8 godzin. po przepracowanej godzinie mam 5 minut przerwy. ale, żeby dostać przerwę, muszę zadzwonić do kierownika zmiany po zgodę... i nie zawsze ją mam... czasami muszę poczekać aż ktoś inny wróci, albo jak będzie mniej klientów czekających na połączenie. a jak mogę iść, to wtedy... albo na spokojnie pójdę do kibelka, albo na spokojnie zrobię sobie kawę, albo na spokojnie porozmawiam przez telefon z córcią... gdy chcę zrobić te dwie rzeczy w ciągu jednej przerwy - szanse, że wyrobię się w czasie są marne. a jak się spóźniam z przerwy, to niekiedy bywa, że kierownik dzwoni, dlaczego jeszcze nie jestem udostępniona dla klientów... no i mamy jeszcze przerwę na obiad, oczywiście.
poza tymi krótkimi momentami odpoczynku - cały czas gadam.... gadam... i gadam.... jak jest kolejka klientów oczekujących na rozmowę, to między rozmowami mam czas na łyknięcia picia... a jak się zagapię... to się nie napiję.
w międzyczasie... mam do ogarnięcia całą masę maili, które ludzie wysyłają... (gdy byłam 2 tygodnie na urlopie, zastałam 1200 maili do odebrania) ... maili o przelewach do potwierdzenia, o podszywających się klientach, kierownicy ślą nowe informacje, ciągle są jakieś nowe przepisy, wyjaśnienia...
każda rozmowa ma być przeprowadzona wg ściśle określonej procedury.... rozmowy są wyrywkowo odsłuchiwane przez kontrolę oraz ludzi od coachingów, co jakiś czas mamy testy wiedzy, ciągle przysyłają nam informacje o popełnianych błędach... np. zapomnę poinformować klienta o pobranej prowizji... i już mam błąd i punkt od oceny odjęty... no i jeszcze musimy robić sprzedaż....
no i w tym wszystkim....
gadamy
gadamy
gadamy....
jest to ponad 7 godzin gadania...
owszem - są dni, że rozmów jest mało... soboty, niedziele i święta.... (tak, wtedy też pracuję)
no i w porównaniu z taką nauczycielką.... gadanie nauczycielki to pikuś w porównaniu z gadaniem pracownika call center.
tylko, że nauczyciele mają związek nauczycielstwa polskiego, który zagryzie tych, co nie spełnią żądań nauczycieli, albo będzie chciał odebrać im przywileje...
a w moim banku związki zawodowe trzymają sztamę z zarządem i martwią się o ich tyłeczki... o pracowników nie ma kto walczyć.
tak więc... my...
gadamy
gadamy
gadamy
a o nasze gardła firma nie dba. no bo po co?
Komentarze: 3 pokaż »
2011-09-09 11:04
wczoraj obsługiwałam w pracy taką dziewczynę....
rocznik 94....
chodzi jeszcze do szkoły i pracuje w mc donaldzie....
zauważyłam jej pensję za sierpień.... zarabia kilkadziesiąt złotych mniej niż ja....
zrobiło mi się strasznie smutno.... poczułam się jak totalny nieudacznik.
rocznik 94....
chodzi jeszcze do szkoły i pracuje w mc donaldzie....
zauważyłam jej pensję za sierpień.... zarabia kilkadziesiąt złotych mniej niż ja....
zrobiło mi się strasznie smutno.... poczułam się jak totalny nieudacznik.
Komentarze: 4 pokaż »
2011-09-09 10:59
ratuuunku!!!!
moje dziecko ma w szkole muzykę.
pani kazała kupić flet.
kupiony.
i już w drodze powrotnej ze sklepu było w samochodzie pitolenie.....
no i w domu też co chwila słyszę.....
uffff.....
jestem jakaś zmęczona, wypalona, bez energii...
siedzę bez siły.
jakoś nie widzę perspektyw lepszego jutra.... marazm.
teraz sobie siedzę i oglądam tv.
mówią teraz o późnym macierzyństwie, o kobietach po 40-tce.
usłyszałam między innymi o tym, że kobiety po 40-tce już coś w życiu osiągnęły zawodowo, osiągnęły jakiś status materialny.... wiedzą, czego chcą od życia, są pewniejsze siebie.... już wiedzą z jakim mężczyzną chcą spędzić życie albo właśnie z takim są....
kiedyś czytałam artykuł o podobnym wydźwięku i kobietach po 30-tce....
... wypowiadają się też takie właśnie kobiety....
a ja....
siedzę.... i robię się coraz mniejsza.... zapadam się coraz bardziej w sobie... znikam...
kim ja jestem? co osiągnęłam?
... jedna wielka życiowa rozpierducha.... w każdym temacie...
jedyne, co mnie trzyma na powierzchni to moja córcia. trzymam się w kupie tylko po to, aby nauczyć ją... żeby nie popełniała takich błędów w życiu jaka ja... mam nadzieję, że nie będzie taka jak ja, bo będzie miała przerąbane.... mam nadzieję, że będzie umiała się wykłócać o swoje, że będzie umiała walczyć, że będzie umiała zadbać o swoją wygodę, że będzie umiała się w życiu urządzić, że to ona będzie "ustawiała" innych a nie inni ją....
moje dziecko ma w szkole muzykę.
pani kazała kupić flet.
kupiony.
i już w drodze powrotnej ze sklepu było w samochodzie pitolenie.....
no i w domu też co chwila słyszę.....
uffff.....
jestem jakaś zmęczona, wypalona, bez energii...
siedzę bez siły.
jakoś nie widzę perspektyw lepszego jutra.... marazm.
teraz sobie siedzę i oglądam tv.
mówią teraz o późnym macierzyństwie, o kobietach po 40-tce.
usłyszałam między innymi o tym, że kobiety po 40-tce już coś w życiu osiągnęły zawodowo, osiągnęły jakiś status materialny.... wiedzą, czego chcą od życia, są pewniejsze siebie.... już wiedzą z jakim mężczyzną chcą spędzić życie albo właśnie z takim są....
kiedyś czytałam artykuł o podobnym wydźwięku i kobietach po 30-tce....
... wypowiadają się też takie właśnie kobiety....
a ja....
siedzę.... i robię się coraz mniejsza.... zapadam się coraz bardziej w sobie... znikam...
kim ja jestem? co osiągnęłam?
... jedna wielka życiowa rozpierducha.... w każdym temacie...
jedyne, co mnie trzyma na powierzchni to moja córcia. trzymam się w kupie tylko po to, aby nauczyć ją... żeby nie popełniała takich błędów w życiu jaka ja... mam nadzieję, że nie będzie taka jak ja, bo będzie miała przerąbane.... mam nadzieję, że będzie umiała się wykłócać o swoje, że będzie umiała walczyć, że będzie umiała zadbać o swoją wygodę, że będzie umiała się w życiu urządzić, że to ona będzie "ustawiała" innych a nie inni ją....
Komentarze: 0
2011-09-06 09:28
tornister córci jest potwornie ciężki...
w jej szkole nie ma indywidualnych szafek na książki. są w klasie takie ogólne, dla wszystkich dzieci. tam mogą zostawiać część książek... mam nadzieję, że dzisiaj już sobie coś zostawi.
w jej szkole nie ma indywidualnych szafek na książki. są w klasie takie ogólne, dla wszystkich dzieci. tam mogą zostawiać część książek... mam nadzieję, że dzisiaj już sobie coś zostawi.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-09-05 23:50
z weekendy spędzonego z tatą, córcia znowu wróciła rozżalona....
słyszała wyraźnie wcześniejsze rozmowy taty jego bratem i tatą (a jej dziadkiem) o tym, że tata kupił ziemię pod budowę domu... a teraz słyszała, że jak będą jechali z pracy taty do lublina, to pojadą obejżeć działkę... córcia spytała się więc, jaka to działka... "ex" wyparł się wszystkiego. usłyszała tylko krótkie: nie kupowałen żadnej działki" i był koniec tematu.
a ona mi potem w domu płakała... bo wcześniej kilka razy wyraźnie słyszała, że tata kupił... że rozmawiał o tym w swojej rodzinie... ale jej nigdy nic nie mówił... a teraz się wypiera. płakała, bo tata ją okłamuje...
usłyszała też kiedyś, jak "ex" rozmawiał z kimś przez telefon i wyraźnie słyszała:"tak.. to przyjdę z narzeczoną" no i potem się zastanawiała... bo rok temu tata biegał po jubilerach za pierścionkiem... i po powrocie z wakacji w egipcie temat ucichł... córcia podejżewa (i ja też), że oni się już zaręczyli.... tylko po co "ex" miałby robić takie tajemnice?
córcia płakała też, bo babcia teraz jej się czepia... bo jest podobno za gruba.... odkąd pamiętam, zawsze się jej czepiała, że jest za chuda.... a jak teraz córcia faktycznie troszkę się zaokrągliła... to też źle... i córci jest bardzo przykro, że ona tak ciągle jej to teraz wypomina.
"ex" teściowa, też nie może przeboleć, że córcia ciągle się wymiguje od chodzenia z nią do kościoła.... i też ma ciągle o to pretensje...
ale córcia sama mówi... że teraz jeszcze jest trochę za mała... że teraz jeszcze się trochę boi... ale kiedyś powie im pare rzeczy wprost.... kiedyś się odważy.
no i wczoraj zapowiedziała, że będzie się jeszcze taty pytała o tą działkę....
wczoraj się bardzo wyprzytulałyśmy, wycałowałyśmy.... łezki wyschły, pojawił się uśmiech.... było lepiej.
słyszała wyraźnie wcześniejsze rozmowy taty jego bratem i tatą (a jej dziadkiem) o tym, że tata kupił ziemię pod budowę domu... a teraz słyszała, że jak będą jechali z pracy taty do lublina, to pojadą obejżeć działkę... córcia spytała się więc, jaka to działka... "ex" wyparł się wszystkiego. usłyszała tylko krótkie: nie kupowałen żadnej działki" i był koniec tematu.
a ona mi potem w domu płakała... bo wcześniej kilka razy wyraźnie słyszała, że tata kupił... że rozmawiał o tym w swojej rodzinie... ale jej nigdy nic nie mówił... a teraz się wypiera. płakała, bo tata ją okłamuje...
usłyszała też kiedyś, jak "ex" rozmawiał z kimś przez telefon i wyraźnie słyszała:"tak.. to przyjdę z narzeczoną" no i potem się zastanawiała... bo rok temu tata biegał po jubilerach za pierścionkiem... i po powrocie z wakacji w egipcie temat ucichł... córcia podejżewa (i ja też), że oni się już zaręczyli.... tylko po co "ex" miałby robić takie tajemnice?
córcia płakała też, bo babcia teraz jej się czepia... bo jest podobno za gruba.... odkąd pamiętam, zawsze się jej czepiała, że jest za chuda.... a jak teraz córcia faktycznie troszkę się zaokrągliła... to też źle... i córci jest bardzo przykro, że ona tak ciągle jej to teraz wypomina.
"ex" teściowa, też nie może przeboleć, że córcia ciągle się wymiguje od chodzenia z nią do kościoła.... i też ma ciągle o to pretensje...
ale córcia sama mówi... że teraz jeszcze jest trochę za mała... że teraz jeszcze się trochę boi... ale kiedyś powie im pare rzeczy wprost.... kiedyś się odważy.
no i wczoraj zapowiedziała, że będzie się jeszcze taty pytała o tą działkę....
wczoraj się bardzo wyprzytulałyśmy, wycałowałyśmy.... łezki wyschły, pojawił się uśmiech.... było lepiej.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-09-04 00:12
motor miał 178 koni mechanicznych. prawdziwy potwór.
wina kierowcy samochodu jest faktem.
ale czy kierowca samochodu miał czas, aby odpowiednio zareagować?
niejednokrotnie miewałam takie sytuacje... że patrzę we wsteczne lusterko w samochodzie - za mną pusto... a po kilku sekundach z szaloną prędkością wyprzedzał mnie motocyklista....
ciekawa jestem z jaką prędkością jechał młody wałęsa... ciekawe, czy to ustalą... ciekawe, czy sam się przyzna...
bo szczerze wątpię, aby jechał zgodnie z przepisami, albo nawet "delikatnie" je przekraczał...
nie mam najlepszego zdania o motocylkistach na drodze.
wina kierowcy samochodu jest faktem.
ale czy kierowca samochodu miał czas, aby odpowiednio zareagować?
niejednokrotnie miewałam takie sytuacje... że patrzę we wsteczne lusterko w samochodzie - za mną pusto... a po kilku sekundach z szaloną prędkością wyprzedzał mnie motocyklista....
ciekawa jestem z jaką prędkością jechał młody wałęsa... ciekawe, czy to ustalą... ciekawe, czy sam się przyzna...
bo szczerze wątpię, aby jechał zgodnie z przepisami, albo nawet "delikatnie" je przekraczał...
nie mam najlepszego zdania o motocylkistach na drodze.
Komentarze: 6 pokaż »
2011-09-01 23:19
jest już noc...
rozpoczęcie roku szkolnego poza nami...
a "ex" nawet nie zadzwonił do córci spytać się, jak było...
ma swoje stałe wytłumaczenia... zapomniałem, nie pomyślałem, nie zauważyłem, zapracowny byłem. zawsze czymś z tego tłumaczył brak uwagi wobec mnie, domu, dziecka...
ja mu o szkole nie zamierzałam przypominać. już dawno skończyłam z byciem jego osobistą sekretarką. kiedyś nawet wymagał ode mnie, abym mu przypominała o sprawach do załatwienia w jego pracy, gdy prowadził działalność gospodarczą... a jak czegoś nie zrobił, to pretensje do kogo były? do mnie oczywiście.
szkoda, że jutro córcia jedzie na weekend do taty.... gdyby to było za kilka dni... ciekawe, kiedy "ex" przypomniałby sobie, że dziecko zaczęło szkołę.
... nawet grosza nie dorzucił do książek córci...
mam go w dupie. prosić nie będę. a widzę, że córcia ma podobne spostrzeżenia odnośnie taty, jak ja wobec niego... ona widzi, co się dzieje, jak traktuje ją tata a jak ja.
rozpoczęcie roku szkolnego poza nami...
a "ex" nawet nie zadzwonił do córci spytać się, jak było...
ma swoje stałe wytłumaczenia... zapomniałem, nie pomyślałem, nie zauważyłem, zapracowny byłem. zawsze czymś z tego tłumaczył brak uwagi wobec mnie, domu, dziecka...
ja mu o szkole nie zamierzałam przypominać. już dawno skończyłam z byciem jego osobistą sekretarką. kiedyś nawet wymagał ode mnie, abym mu przypominała o sprawach do załatwienia w jego pracy, gdy prowadził działalność gospodarczą... a jak czegoś nie zrobił, to pretensje do kogo były? do mnie oczywiście.
szkoda, że jutro córcia jedzie na weekend do taty.... gdyby to było za kilka dni... ciekawe, kiedy "ex" przypomniałby sobie, że dziecko zaczęło szkołę.
... nawet grosza nie dorzucił do książek córci...
mam go w dupie. prosić nie będę. a widzę, że córcia ma podobne spostrzeżenia odnośnie taty, jak ja wobec niego... ona widzi, co się dzieje, jak traktuje ją tata a jak ja.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-09-01 00:32
wypad do warszawy był udany. fajnie spędziłyśmy czas, no i były oczywiście zakupki. to nie jest czas wyprzedaży, ale i tak były fajne promocje, z których skorzystałyśmy.
mierzyłam tam też fajne szpilki... ale jeden but był uszkodzony... wielka szkoda, bo mogłam mieć skórzane buty za 50zł...
no i tak jakoś chyba mnie naszło znowu na chodzenie w szpilkach... tylko muszę sobie jakieś kupić.
na zakupy szkolne dla córci poszło mi ponad 5 stówek.... książki, zeszyty, plecak, ciapy... masakra jakaś.... a jeszcze muszę kupić jej strój kąpielowy, czepek i klapki, bo mają w szkole zajęcia na basenie...
dobrze, że właśnie dostałam premię. to mogę sobie dziurę w finansach załatać.
a z premii jestem zadowolona. rozmawiałam z koleżanką, która zrobiła mały wywiad środowiskowy wśród osób, z którymi się szkoliłyśmy... no i wychodzi, że w porównaniu z tymi osobami dostałam największą premię :) bardzo się cieszę.
mam nadzieję, że wrzesień będę miała tak dobry sprzedażowo jak sierpień :) bo jeżeli tak mi się uda, to premię mogę dostać jeszcze większą :)
złożyłam w pracy wniosek o bezzwrotną zapomogę socjalną na zakup książek. ciekawa jestem, czy mi coś dorzucą. przydałoby się, oj przydało...
niedawno odezwał się do mnie taki mój znajomy. taki koleżka z pracy. mieszka daleko ode mnie, ale utrzymywaliśmy przez jakiś czas kontakt mailowy, czasami zadzwonił... hmmm.... mailowaliśmy sobie w sposób taki bardzo pikantny. pisaliśmy różne bardzo pikantne historyjki, opisywaliśmy scenki... potem na długo kontakt się urwał. a ostatnio koleżka znowu się odezwał. jest już "żonaty i dzieciaty".... i znowu zagadał... pytał, czy chciałabym znowu zacząć z nim pisać... kurde...twierdzi, że kocha żonę, ale to nie przeszkadza mu w pisaniu ze mną o seksie. kurde. nie pojmuję mentalności facetów.
no bo... jeżeli ja bym mówiła, że kogoś kocham... to nie było by w moim sercu i głowie miejsca dla nikogo innego i nie byłoby mowy o pikantnym pisaniu z kimkolwiek.
kurde... nie pojmuję tego.
mierzyłam tam też fajne szpilki... ale jeden but był uszkodzony... wielka szkoda, bo mogłam mieć skórzane buty za 50zł...
no i tak jakoś chyba mnie naszło znowu na chodzenie w szpilkach... tylko muszę sobie jakieś kupić.
na zakupy szkolne dla córci poszło mi ponad 5 stówek.... książki, zeszyty, plecak, ciapy... masakra jakaś.... a jeszcze muszę kupić jej strój kąpielowy, czepek i klapki, bo mają w szkole zajęcia na basenie...
dobrze, że właśnie dostałam premię. to mogę sobie dziurę w finansach załatać.
a z premii jestem zadowolona. rozmawiałam z koleżanką, która zrobiła mały wywiad środowiskowy wśród osób, z którymi się szkoliłyśmy... no i wychodzi, że w porównaniu z tymi osobami dostałam największą premię :) bardzo się cieszę.
mam nadzieję, że wrzesień będę miała tak dobry sprzedażowo jak sierpień :) bo jeżeli tak mi się uda, to premię mogę dostać jeszcze większą :)
złożyłam w pracy wniosek o bezzwrotną zapomogę socjalną na zakup książek. ciekawa jestem, czy mi coś dorzucą. przydałoby się, oj przydało...
niedawno odezwał się do mnie taki mój znajomy. taki koleżka z pracy. mieszka daleko ode mnie, ale utrzymywaliśmy przez jakiś czas kontakt mailowy, czasami zadzwonił... hmmm.... mailowaliśmy sobie w sposób taki bardzo pikantny. pisaliśmy różne bardzo pikantne historyjki, opisywaliśmy scenki... potem na długo kontakt się urwał. a ostatnio koleżka znowu się odezwał. jest już "żonaty i dzieciaty".... i znowu zagadał... pytał, czy chciałabym znowu zacząć z nim pisać... kurde...twierdzi, że kocha żonę, ale to nie przeszkadza mu w pisaniu ze mną o seksie. kurde. nie pojmuję mentalności facetów.
no bo... jeżeli ja bym mówiła, że kogoś kocham... to nie było by w moim sercu i głowie miejsca dla nikogo innego i nie byłoby mowy o pikantnym pisaniu z kimkolwiek.
kurde... nie pojmuję tego.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-08-28 19:53
siedzę sobie i pogodę na jutro oglądam.
będzie babski desant na warszawę: ja, bratowa i nasze córcie. mam nadzieję, że pogoda będzie taka jak zapowiadają: słonecznie i 23 stopnie.
dziewczyny przeżywają wjazd na taras w pałacu kultury. ale chyba bardziej łażenie po złotych tarasach :) dla nich jest to "coś", a dla mnie... ot - sklepy.
teraz siedzę sobie w pokoju a młoda kąpie się w wannie. a raczej moczy tyłek i wyśpiewuje jakieś przeboje :) no i teraz szczygiełek goluśieńki wyleciał popiskując radośnie, że: do warszawy! do warszawy! ooojjjjeeee jjjeeee!
:):):):) normalnie komedia z tą moją młodą :) :) :) :) lata po pokoju śpiewając, aż się zdyszała.
kurde :) jakaś ekshibicjonistka z niej rośnie :)
będzie babski desant na warszawę: ja, bratowa i nasze córcie. mam nadzieję, że pogoda będzie taka jak zapowiadają: słonecznie i 23 stopnie.
dziewczyny przeżywają wjazd na taras w pałacu kultury. ale chyba bardziej łażenie po złotych tarasach :) dla nich jest to "coś", a dla mnie... ot - sklepy.
teraz siedzę sobie w pokoju a młoda kąpie się w wannie. a raczej moczy tyłek i wyśpiewuje jakieś przeboje :) no i teraz szczygiełek goluśieńki wyleciał popiskując radośnie, że: do warszawy! do warszawy! ooojjjjeeee jjjeeee!
:):):):) normalnie komedia z tą moją młodą :) :) :) :) lata po pokoju śpiewając, aż się zdyszała.
kurde :) jakaś ekshibicjonistka z niej rośnie :)
Komentarze: 4 pokaż »
2011-08-26 14:36
ha! :)
właśnie rozmawiałam z moją mamą. jest na wsi z dziewczynkami.
już w drodze na wieś, I. (córka brata) zaczęła stroić fochy i obrażać się na wszystkich. dlaczego? bo moja córcia zaczęła czytać gazetę i w samochodzie było spokojnie, nikt się nią nie interesował. po przyjeździe na miejsce, nie chciała się do nikogo odzywać.
kolejnym powodem do focha i obrażania się było to... że moja mama zaczęła obierać dla niej banana nie z tej strony, z której ona zawsze sobie obiera. I. krzyknęła, że dzisiaj nic nie będzie jadła, siadła do samochodu z naburmuszoną miną, czekając aż ktoś zacznie ją prosić aby zjadła, uspokajać.
to jest taka kopia mojej bratowej.
mama mi powiedziała, że nawet moja babcia, starowinka, zauważyła, że bratowa strasznie się obraża za nic w zasadzie, i brat musi ją uspokajać. widziała, jak bratowa była zdenerwowana, gdy brat zajmował się drzwiami mojego samochodu. był jeszcze nasz brat cioteczny i bardzo wesoło nam się rozmawiało... a nią nikt się nie zajmował... więc trzeba było się obrazić.
to jest identycznie jak w małżeństwie mojego wujka: ciotka wiecznie się na niego drze, ciągle robi awantury, obraża się... a wujek cichutko wokoło niej biega i słowem nie piśnie.... mama mówi, że widać po nim, że jest tak psychicznie stłamszony, zdemolowany... że aż go szkoda.... ciotka ma bardzo silny, zaborczy charakter... jest strasznie fałszywa... z jednej strony się uśmiecha.... a z drugiej... cholera ją bierze, gdy widzi, że innym coś się układa, coś dobrze wychodzi.
ciotka, tak samo jak bratowa: nie pozwoli się mężowi ruszyć na krok bez niej, ciągle jest pod kontrolą, ciągle jest rozliczany z czasu.
taaa... bratowa ma pretensje, że jest wiecznie sama.... a to "wiecznie sama" oznacza, że brat chodzi do pracy... a że ma sporo wolnego w pracy i oczywiście siedzi ciągle przy niej i jest na każde zawołanie... to za mało.
no ale widać... chyba właśnie tak trzeba postępować z facetami, aby mieć ich uwagę i pomoc.
właśnie rozmawiałam z moją mamą. jest na wsi z dziewczynkami.
już w drodze na wieś, I. (córka brata) zaczęła stroić fochy i obrażać się na wszystkich. dlaczego? bo moja córcia zaczęła czytać gazetę i w samochodzie było spokojnie, nikt się nią nie interesował. po przyjeździe na miejsce, nie chciała się do nikogo odzywać.
kolejnym powodem do focha i obrażania się było to... że moja mama zaczęła obierać dla niej banana nie z tej strony, z której ona zawsze sobie obiera. I. krzyknęła, że dzisiaj nic nie będzie jadła, siadła do samochodu z naburmuszoną miną, czekając aż ktoś zacznie ją prosić aby zjadła, uspokajać.
to jest taka kopia mojej bratowej.
mama mi powiedziała, że nawet moja babcia, starowinka, zauważyła, że bratowa strasznie się obraża za nic w zasadzie, i brat musi ją uspokajać. widziała, jak bratowa była zdenerwowana, gdy brat zajmował się drzwiami mojego samochodu. był jeszcze nasz brat cioteczny i bardzo wesoło nam się rozmawiało... a nią nikt się nie zajmował... więc trzeba było się obrazić.
to jest identycznie jak w małżeństwie mojego wujka: ciotka wiecznie się na niego drze, ciągle robi awantury, obraża się... a wujek cichutko wokoło niej biega i słowem nie piśnie.... mama mówi, że widać po nim, że jest tak psychicznie stłamszony, zdemolowany... że aż go szkoda.... ciotka ma bardzo silny, zaborczy charakter... jest strasznie fałszywa... z jednej strony się uśmiecha.... a z drugiej... cholera ją bierze, gdy widzi, że innym coś się układa, coś dobrze wychodzi.
ciotka, tak samo jak bratowa: nie pozwoli się mężowi ruszyć na krok bez niej, ciągle jest pod kontrolą, ciągle jest rozliczany z czasu.
taaa... bratowa ma pretensje, że jest wiecznie sama.... a to "wiecznie sama" oznacza, że brat chodzi do pracy... a że ma sporo wolnego w pracy i oczywiście siedzi ciągle przy niej i jest na każde zawołanie... to za mało.
no ale widać... chyba właśnie tak trzeba postępować z facetami, aby mieć ich uwagę i pomoc.
Komentarze: 7 pokaż »
2011-08-25 11:38
ale mojej córci śpieszy się do pierwszych oznak kobiecości! :)
niedawno kupiłam jej taki staniczek w formie króciutkiej bluzeczki na ramiączkach. już jej cycuszki zaczynają rosnąć. aż nie wiedziała co ze sobą zrobić z radości. podskakiwała i popiskiwała rozradowana. :)
no i jeszcze dopytuje się mnie co jakiś czas, kiedy dostanie miesiączki... bo już się nie może doczekać.
- dziecko! jeszcze będziesz to przeklinała! to jest strasznie męcząca,dolegoliwa sprawa! tu nie ma się do czego śpieszyć!
faceci mają szczęście, że nie muszą się tak męczyć.
niedawno kupiłam jej taki staniczek w formie króciutkiej bluzeczki na ramiączkach. już jej cycuszki zaczynają rosnąć. aż nie wiedziała co ze sobą zrobić z radości. podskakiwała i popiskiwała rozradowana. :)
no i jeszcze dopytuje się mnie co jakiś czas, kiedy dostanie miesiączki... bo już się nie może doczekać.
- dziecko! jeszcze będziesz to przeklinała! to jest strasznie męcząca,dolegoliwa sprawa! tu nie ma się do czego śpieszyć!
faceci mają szczęście, że nie muszą się tak męczyć.
Komentarze: 4 pokaż »
2011-08-23 19:04
wczoraj wieczorem zrobiłam córci fajny fryz. zajęło mi to ponad dwie godziny i na głowie uplotłam jej 35 warkoczyków. :) i dzisiaj, gdy byłyśmy w sklepie... jakaś mama idąca z córką spytała, gdzie jest ftyzjer, który robi takie warkoczyki :) bo jej córka chciałaby takie mieć.
młoda fajnie wygląda. warkoczyki związała w kucyk.
młoda fajnie wygląda. warkoczyki związała w kucyk.
Komentarze: 0
2011-08-23 15:38
oto jak z niczego można zrobić powód do focha.
całą rodziną (ja z córcią, rodzice, brat z rodzinką) byliśmy u dziadków na wsi.
z bratem staliśmy przy mojej "żabie" gadaliśmy o sprawch samochodowych. trochę mi przesmarował jakimś mazidłem zawiasy i zamki, no i ogólnie oglądał samochód.
w pewnej chwili usłyszałam za sobą zdenerwowany, podniesiony głos bratowej:
- no ile jeszcze razy mam cię prosić?!
brat się odwrócił zdziwiony, o co chodzi. ja zresztą też.
- już trzeci raz cię proszę!
- no ale o co ci chodzi? - brat był zdziwiony tak jak ja.
- czy w końcy zajmiesz się N., abym mogła w końcu pójść do ubikacji??!
bratowa mówiąc to była strasznie zdenerwowana. widziałam wyraźnie drżącą od nerwów brodę, napięte podczas mówienia usta.... a ja byłam naprawdę zaskoczona jej widokiem i reakcją, zwłaszcza, że nie słyszałam, aby cokolwiek przed chwilą mówiła...
odwróciła się i poszła szybkim krokiem.
gdy po chwili wracała przez podwórko... brat wyszedł jej naprzeciw i od razu zaczął przytulać , całować i głaskać po głowie uspokajając ją...
gdy potem mówiłam o tym z moją mamą... stwierdziła, że to norma. widać bratowa stwierdziła, że zbyt długo H. się nią nie zajmował, tylko rozmawiał ze mną... więc trzeba było strzelić focha, aby musiał się nią zająć.
całą rodziną (ja z córcią, rodzice, brat z rodzinką) byliśmy u dziadków na wsi.
z bratem staliśmy przy mojej "żabie" gadaliśmy o sprawch samochodowych. trochę mi przesmarował jakimś mazidłem zawiasy i zamki, no i ogólnie oglądał samochód.
w pewnej chwili usłyszałam za sobą zdenerwowany, podniesiony głos bratowej:
- no ile jeszcze razy mam cię prosić?!
brat się odwrócił zdziwiony, o co chodzi. ja zresztą też.
- już trzeci raz cię proszę!
- no ale o co ci chodzi? - brat był zdziwiony tak jak ja.
- czy w końcy zajmiesz się N., abym mogła w końcu pójść do ubikacji??!
bratowa mówiąc to była strasznie zdenerwowana. widziałam wyraźnie drżącą od nerwów brodę, napięte podczas mówienia usta.... a ja byłam naprawdę zaskoczona jej widokiem i reakcją, zwłaszcza, że nie słyszałam, aby cokolwiek przed chwilą mówiła...
odwróciła się i poszła szybkim krokiem.
gdy po chwili wracała przez podwórko... brat wyszedł jej naprzeciw i od razu zaczął przytulać , całować i głaskać po głowie uspokajając ją...
gdy potem mówiłam o tym z moją mamą... stwierdziła, że to norma. widać bratowa stwierdziła, że zbyt długo H. się nią nie zajmował, tylko rozmawiał ze mną... więc trzeba było strzelić focha, aby musiał się nią zająć.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-08-19 22:02
o 18-tej skończyłam pracę. szłam do samochodu z koleżanką.
myślałyśmy, że zdążymy przed ulewą.
nie zdążyłyśmy.
była niesamowita zlewa. gdy doszłyśmy do samochodu, wszystko miałyśmy przemoczone.
fajnie było :)
kiedyś... dawno temu taka ulewa złapała mnie na mieście... więc sobie zrobiłam spacer do domu. :) fajnie było być taką mokrusieńką. :)
ale dzisiaj momentami czułam się nieswojo, bo nad nami pioruny strzelały. a jeden nawet blisko nas. aż przystanęłyśmy przestraszone hukiem.
dzisiaj w pracy dostałam ocenę za miesiąc czerwiec wg nowych zasad. czerwcową ocenę wg poprzednich zasad dostałam miesiąc temu... była całkiem niezła. a teraz oceniają wszystko po nowemu... okazało się, że nowa ocena jet o 10% niższa od poprzedniej. rozmawiałam z koleżankami i wszystkie tak mają... jednej nawet obniżyli o 15%... masakra jakaś... ciekawa jestem jak te nowe procentowe oceny będą się miały do poziomu premii.... coś mi się zdaje, że firma zrobi tak jak zwykle... czyli tak wywinduje poziom oczekiwanych wyników, aby niewiele osób dostało premię...
myślałyśmy, że zdążymy przed ulewą.
nie zdążyłyśmy.
była niesamowita zlewa. gdy doszłyśmy do samochodu, wszystko miałyśmy przemoczone.
fajnie było :)
kiedyś... dawno temu taka ulewa złapała mnie na mieście... więc sobie zrobiłam spacer do domu. :) fajnie było być taką mokrusieńką. :)
ale dzisiaj momentami czułam się nieswojo, bo nad nami pioruny strzelały. a jeden nawet blisko nas. aż przystanęłyśmy przestraszone hukiem.
dzisiaj w pracy dostałam ocenę za miesiąc czerwiec wg nowych zasad. czerwcową ocenę wg poprzednich zasad dostałam miesiąc temu... była całkiem niezła. a teraz oceniają wszystko po nowemu... okazało się, że nowa ocena jet o 10% niższa od poprzedniej. rozmawiałam z koleżankami i wszystkie tak mają... jednej nawet obniżyli o 15%... masakra jakaś... ciekawa jestem jak te nowe procentowe oceny będą się miały do poziomu premii.... coś mi się zdaje, że firma zrobi tak jak zwykle... czyli tak wywinduje poziom oczekiwanych wyników, aby niewiele osób dostało premię...
Komentarze: 4 pokaż »
2011-08-17 19:33
dzisiaj się fajnie czułam. tak jakoś lekko i optymistycznie :)
choć kasy trochę wydałam.... i to mnie trochę przydusiło do ziemi. :/ kupiłam większość książek do szkoły dla córci.... pyknęły 3 stówki.... a jeszcze kilka zostało do kupienia.... będzie razem pewnie ze 4 stówki... masakrencja.
bratu kupiłam fajną płytkę - samael. i nawet dzisiaj miałam okazję mu ją podarować.
sporo czasu spędziłam dzisiaj u mamy. była też bratowa ze swoimi córciami. ta malutka jest fajna :) zaczyna powoli przekonywać się do mnie, zaczepiać :)
dzisiaj uzmysłowiłam sobie, że w maju moja chrześnica (starsza córka brata) będzie miała komunię.... kurde. trzeba zacząć zbierać kasę.
dobrze, że więcej chrześniaków mieć nie będę.
choć kasy trochę wydałam.... i to mnie trochę przydusiło do ziemi. :/ kupiłam większość książek do szkoły dla córci.... pyknęły 3 stówki.... a jeszcze kilka zostało do kupienia.... będzie razem pewnie ze 4 stówki... masakrencja.
bratu kupiłam fajną płytkę - samael. i nawet dzisiaj miałam okazję mu ją podarować.
sporo czasu spędziłam dzisiaj u mamy. była też bratowa ze swoimi córciami. ta malutka jest fajna :) zaczyna powoli przekonywać się do mnie, zaczepiać :)
dzisiaj uzmysłowiłam sobie, że w maju moja chrześnica (starsza córka brata) będzie miała komunię.... kurde. trzeba zacząć zbierać kasę.
dobrze, że więcej chrześniaków mieć nie będę.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-08-16 23:13
jutro mój brat ma urodziny. na coś słodkiego idę do niego w piątek. a jutro jadę mu kupić załącznik do życzeń. już mamy uzgodnione - kupię mu jakąś fajną płytkę z muzą. jak w ostatnich latach bywało. on zadowolony i ja też :)
pracowałam pod rząd 7 dni... dzisiaj podczas rozmowy zaczęło mi dosyć mocno szwankować gardło. myślałam, że przestanę mówić.... uffff.... za dużo dni pracy po kolei.... jednak gardło musi odpoczywać.
jutro mam wolne, to odpocznę. :) choć kilka spraw mam do załatwienia.
muszę też kupić córci książki do szkoły.... szarpnie mi to konto solidnie... no ale cóż... siła wyższa. ale zobaczę przy okazji, czy mogę liczyć na pomoc mojej firmy. złożę w kadrach wniosek o bezzwrotną zapomogę socjalną na zakup podręczników i przyborów szkolnych. już jedną fakturę na zeszyty i plecak szkolny mam. ciekaweeee.... jak wykażę moje oficjalne obciążenia finansowe... to będzie widać, że niewiele zostaje na życie. ha! ciekawe! ciekawe!
wcinam antybiotyk już drugi tydzień. zostało jeszcze tydzień. żołądek jeszcze mnie nie boli, ale moje kiszeczki już zaczynają to delikatnie odczuwać pomimo tego, że biorę probiotyk.... przytrafia mi się czasami "siła wodospadu" :/ ufff.... trochę się pomęczę.... ale minie... zawsze jak mam takie sensacje, to waga potem mi trochę mniej pokazuje. a to plus w tym wszystkim jest przecież! :) jutro mama zaprosiła mnie na obiad - wskoczę na wagę i będzie chwila prawdy. ciekawe! ciekawe!
córcia ciągle u koleżanki nad jeziorem. dzisiaj z nią rozmawiałam - zadowolona! a to najważniejsze. wraca dopiero w czwartek wieczorem.
wiem, że już jest stęskniona. ale będzie przytulańsko, gdy przyjedzie! :)
pracowałam pod rząd 7 dni... dzisiaj podczas rozmowy zaczęło mi dosyć mocno szwankować gardło. myślałam, że przestanę mówić.... uffff.... za dużo dni pracy po kolei.... jednak gardło musi odpoczywać.
jutro mam wolne, to odpocznę. :) choć kilka spraw mam do załatwienia.
muszę też kupić córci książki do szkoły.... szarpnie mi to konto solidnie... no ale cóż... siła wyższa. ale zobaczę przy okazji, czy mogę liczyć na pomoc mojej firmy. złożę w kadrach wniosek o bezzwrotną zapomogę socjalną na zakup podręczników i przyborów szkolnych. już jedną fakturę na zeszyty i plecak szkolny mam. ciekaweeee.... jak wykażę moje oficjalne obciążenia finansowe... to będzie widać, że niewiele zostaje na życie. ha! ciekawe! ciekawe!
wcinam antybiotyk już drugi tydzień. zostało jeszcze tydzień. żołądek jeszcze mnie nie boli, ale moje kiszeczki już zaczynają to delikatnie odczuwać pomimo tego, że biorę probiotyk.... przytrafia mi się czasami "siła wodospadu" :/ ufff.... trochę się pomęczę.... ale minie... zawsze jak mam takie sensacje, to waga potem mi trochę mniej pokazuje. a to plus w tym wszystkim jest przecież! :) jutro mama zaprosiła mnie na obiad - wskoczę na wagę i będzie chwila prawdy. ciekawe! ciekawe!
córcia ciągle u koleżanki nad jeziorem. dzisiaj z nią rozmawiałam - zadowolona! a to najważniejsze. wraca dopiero w czwartek wieczorem.
wiem, że już jest stęskniona. ale będzie przytulańsko, gdy przyjedzie! :)
Komentarze: 0
2011-08-14 23:21
w piątek "sprzedałam" córcię.
umówiła się ze swoją przyjaciółką oczywiście za zgodą jej mamy i moją, że spędzi z nimi kilka dni w ich domku nad jeziorem. jej przyjaciółka jest też jedynaczką, więc jest im tam razem weselej.
rozmawiałam z córcią. jest zadowolona, ciągle ma jakieś zajęcie, dobrze się bawi. :)
... ale przed wyjazdem już zaczynała tęsknić na zapas. już zaczynała przeżywać :)
a ja... miałam mieć ten weekend wolny, ale zgłosiłam się na ochotnika do pracy w zamian za wolne w ciągu tygodnia. trochę pracuję... trochę siedzę w domu i zaglądam porządkowo w różne kąty. ogólnie... luuuzik.
w nocy nie mogłam dzisiaj spać... późno zasnęłam i budziłam się w ciągu nocy... zerknęłam przez okno... a tam księżyc w pełni roześmiany... złośliwiec jeden... tak... pełnia = ciężka noc....
mam nadzieję, że dzisiaj lepiej odpocznę.
właśnie sobie siedzę i piszę... a w uszach mi piszczą różne tonacje... może ciśnienie atmosferyczne się zmienia? i ogólnie pogodowo jakaś zmiana będzie?
umówiła się ze swoją przyjaciółką oczywiście za zgodą jej mamy i moją, że spędzi z nimi kilka dni w ich domku nad jeziorem. jej przyjaciółka jest też jedynaczką, więc jest im tam razem weselej.
rozmawiałam z córcią. jest zadowolona, ciągle ma jakieś zajęcie, dobrze się bawi. :)
... ale przed wyjazdem już zaczynała tęsknić na zapas. już zaczynała przeżywać :)
a ja... miałam mieć ten weekend wolny, ale zgłosiłam się na ochotnika do pracy w zamian za wolne w ciągu tygodnia. trochę pracuję... trochę siedzę w domu i zaglądam porządkowo w różne kąty. ogólnie... luuuzik.
w nocy nie mogłam dzisiaj spać... późno zasnęłam i budziłam się w ciągu nocy... zerknęłam przez okno... a tam księżyc w pełni roześmiany... złośliwiec jeden... tak... pełnia = ciężka noc....
mam nadzieję, że dzisiaj lepiej odpocznę.
właśnie sobie siedzę i piszę... a w uszach mi piszczą różne tonacje... może ciśnienie atmosferyczne się zmienia? i ogólnie pogodowo jakaś zmiana będzie?
Komentarze: 1 pokaż »
2011-08-13 23:53
w pracy dostałam już moje plany sprzedażowe na sierpień. są 3 "produkty". w dwóch mam już normę wyrobioną. w jednym przypadku delikatnie ponad i więcej nie ruszę... bo nie chcę. w drugim przypadku mam zdecydowanie ponad normę i jak tak dalej mi będzie szło to wyrobię drugie tyle, co trzeba... no ale to wychodzi mi tak niechcący. :)
trzeciej kategorii - jakoś nie daję rady ruszyć... idzie opornie... ale podgonię resztą, to ogólne rozliczenie powinno być ok.
trochę się tylko boję, że mi podwyższą normę tu, gdzie idzie mi dobrze...
dzisiaj skończyłam pracę o 22-giej. stanęłam "żabą" na światłach. spojżałam w bok, w samochodzie siedzi facet. popatrzyliśmy na siebie. uśmiechnął się do mnie no to się oduśmiechnęłam, bo wyglądał na "pozytywną jednostkę". widziałam, że zerkał ciągle na mnie. na następnych światłach też staliśmy obok siebie. facet otwiera okno i zagaduje. okazuje się, że jest jakimś wschodnim sąsiadem (potem na tablicach rejestracyjnych zobaczyłam, że litwinem). wymieniliśmy wesoło kilka słów, na następnych światłach usłyszałam, że taka dziewczyna jak ja to jego marzenie :) i że bardzo chciałby się ze mną spotkać.
:) miły akcent na zakończenie dnia :) życzyłam mu szerokiej drogi.
trzeciej kategorii - jakoś nie daję rady ruszyć... idzie opornie... ale podgonię resztą, to ogólne rozliczenie powinno być ok.
trochę się tylko boję, że mi podwyższą normę tu, gdzie idzie mi dobrze...
dzisiaj skończyłam pracę o 22-giej. stanęłam "żabą" na światłach. spojżałam w bok, w samochodzie siedzi facet. popatrzyliśmy na siebie. uśmiechnął się do mnie no to się oduśmiechnęłam, bo wyglądał na "pozytywną jednostkę". widziałam, że zerkał ciągle na mnie. na następnych światłach też staliśmy obok siebie. facet otwiera okno i zagaduje. okazuje się, że jest jakimś wschodnim sąsiadem (potem na tablicach rejestracyjnych zobaczyłam, że litwinem). wymieniliśmy wesoło kilka słów, na następnych światłach usłyszałam, że taka dziewczyna jak ja to jego marzenie :) i że bardzo chciałby się ze mną spotkać.
:) miły akcent na zakończenie dnia :) życzyłam mu szerokiej drogi.
Komentarze: 0
2011-08-07 22:28
wczoraj po raz pierwszy poszłam do pracy w rozpuszczonych włosach. mam już dosyć długie i zawsze związywałam je w kucyka.
znajomi byli zaskoczeni. i widziałam, że mile. :) koleżka stwierdził, że wyglądam tak, jakbym się zakochała. no a jest coś odmiennego. :/ no i usłyszałam, że wyglądam jeszcze młodziej niż zwykle.
w pracy wprowadzają nowy system oceny pracowników. będą też narzucali indywidualne plany sprzedaży. ogólnie - idzie mi to całkiem nieźle... dzisiaj koleżanka aż się pytała, jak ja to robię. ale boję się jednego (co jest bardzo realne): dadzą mi wyższe plany do wyrobienia... wyrobię... a oni mi w "nagrodę" plany zwiększą, bo wyrabiam... i boję się tego, że będą ustalać plany na poziomie niezbyt realnym do wyrobienia... aby ludziom premii nie dawać. :/ słyszałam już o takich praktykach w niektórych oddziałach.
ostatnio robili w pracy wartościowanie stanowisk. warszawskie cFFFFaniaczki... prezesunio wprost powiedział, że podwyżki dostanie 4000 osób, w tym 3500 to kadra kierownicza. prezesowi pensyjka podskoczyła jakieś 9 razy (nie obejmuje go już ustawa kominowa). powiedziano wprost: pracownik w warszawie i w małym mieście, np. takim sanoku nie będzie zarabiał tyle samo, pomimo tego, że zajmuje to samo stanowisko i ma taki sam zakres obowiązków. w warszawie mają zarabiać najwięcej. potem jest poziom miast wojewódzkich i powiatowych. no i oczywiście wartościowanie zostało tak ustawione, żeby okazało się, że zarabiamy tyle, co w innych bankach..... hmmm... już widzę, jak w innych bankach mają netto 1400...
znajomi byli zaskoczeni. i widziałam, że mile. :) koleżka stwierdził, że wyglądam tak, jakbym się zakochała. no a jest coś odmiennego. :/ no i usłyszałam, że wyglądam jeszcze młodziej niż zwykle.
w pracy wprowadzają nowy system oceny pracowników. będą też narzucali indywidualne plany sprzedaży. ogólnie - idzie mi to całkiem nieźle... dzisiaj koleżanka aż się pytała, jak ja to robię. ale boję się jednego (co jest bardzo realne): dadzą mi wyższe plany do wyrobienia... wyrobię... a oni mi w "nagrodę" plany zwiększą, bo wyrabiam... i boję się tego, że będą ustalać plany na poziomie niezbyt realnym do wyrobienia... aby ludziom premii nie dawać. :/ słyszałam już o takich praktykach w niektórych oddziałach.
ostatnio robili w pracy wartościowanie stanowisk. warszawskie cFFFFaniaczki... prezesunio wprost powiedział, że podwyżki dostanie 4000 osób, w tym 3500 to kadra kierownicza. prezesowi pensyjka podskoczyła jakieś 9 razy (nie obejmuje go już ustawa kominowa). powiedziano wprost: pracownik w warszawie i w małym mieście, np. takim sanoku nie będzie zarabiał tyle samo, pomimo tego, że zajmuje to samo stanowisko i ma taki sam zakres obowiązków. w warszawie mają zarabiać najwięcej. potem jest poziom miast wojewódzkich i powiatowych. no i oczywiście wartościowanie zostało tak ustawione, żeby okazało się, że zarabiamy tyle, co w innych bankach..... hmmm... już widzę, jak w innych bankach mają netto 1400...
Komentarze: 2 pokaż »
2011-08-04 19:00
jakiś czas temu wykupiłam grupona na sushi. dzisiaj go zrealizowałam. córcia była tym nieźle podekscytowana :) trochę popróbowała, trochę podłubała... ale ostatecznie oceniła: a fuj!
dzisiaj mała działała w kuchni. robiła "ciasteczka". tworzyła je z mieszanki mącznej ze składnikami wszelakimi odnalezionymi w kuchni. mieszanka piorunująca... i taki również widok pobojowiska w kuchni. dzieciaki lubią się tak babrać :)
dzisiaj mała działała w kuchni. robiła "ciasteczka". tworzyła je z mieszanki mącznej ze składnikami wszelakimi odnalezionymi w kuchni. mieszanka piorunująca... i taki również widok pobojowiska w kuchni. dzieciaki lubią się tak babrać :)
Komentarze: 4 pokaż »
2011-08-02 21:35
dzisiaj bratowa powiedziała, że jej przyjaciółka dostała pracę w dużej sieci sklepów jubilerskich. za jakiś rok bratowa też tam będzie składała papiery... i pewnie się dostanie. ma tam już kilka koleżanek... a do tych sklepów można się dostać tak w zasadzie... tylko po znajomości... jej pracująca tam koleżanka jest właśnie na urlopie macierzyńskim i dostaje na konto "gołą" pensję... 2500...
wcześniej mówiła mi o innej koleżance pracującej w sklepie obuwniczym pewnej dobrej sieci... w bardzo złym miesiącu dostała netto 2300... i to tylko raz jej się tak przytrafiło...
... a ja.... pracuję w największym banku i dostaję na konto o tysiaka mniej...
składałam cv w tych sieciach... no ale... nie mam znajomości.
...gdy przyszłam już do domu... zrobiło mi się strasznie przykro.... tak przykro, że aż się popłakałam.
wcześniej mówiła mi o innej koleżance pracującej w sklepie obuwniczym pewnej dobrej sieci... w bardzo złym miesiącu dostała netto 2300... i to tylko raz jej się tak przytrafiło...
... a ja.... pracuję w największym banku i dostaję na konto o tysiaka mniej...
składałam cv w tych sieciach... no ale... nie mam znajomości.
...gdy przyszłam już do domu... zrobiło mi się strasznie przykro.... tak przykro, że aż się popłakałam.
Komentarze: 0
2011-08-01 22:32
no! wzięłam się... i się sprężyłam... i wreszcie dotarłam do mojej lekarki rodzinnej. a i tak musiałam się wcisnać pomiędzy zarejestrowanych wcześniej pacjentów... odczekując w poczekalni około 40 minut... normalne zarejestrowanie się dla mnie graniczy z cudem - musiałabym brać wolny dzień.. aby dostać receptę.
i od dzisiaj zaczynam wcinanie antybiotyków. 20 dni... mam nadzieję, że mój żołądek przetrwa to w jako takiej kondycji.
receptę wykupywałam w takiej całodobowej aptece po godzinie 21-wszej. ale fajnie było na dworze... trochę się przejechałam samochodem, parę kroków też się przeszłam...
bardzo lubię wieczory... chciałabym sobie pospacerowac... no ale samej... to nie bardzo.
wczoraj i dzisiaj moja mała nocuje u babci. mam na 6.30 rano do pracy a córcia nie dałaby rady wstać odpowiednio wcześnie.
wczoraj nie mogłam jakoś zasnąć... a jak już mi się udało, to sen miałam jakiś niespokojny. :/ ciekawe jak będzie dzisiaj.
i od dzisiaj zaczynam wcinanie antybiotyków. 20 dni... mam nadzieję, że mój żołądek przetrwa to w jako takiej kondycji.
receptę wykupywałam w takiej całodobowej aptece po godzinie 21-wszej. ale fajnie było na dworze... trochę się przejechałam samochodem, parę kroków też się przeszłam...
bardzo lubię wieczory... chciałabym sobie pospacerowac... no ale samej... to nie bardzo.
wczoraj i dzisiaj moja mała nocuje u babci. mam na 6.30 rano do pracy a córcia nie dałaby rady wstać odpowiednio wcześnie.
wczoraj nie mogłam jakoś zasnąć... a jak już mi się udało, to sen miałam jakiś niespokojny. :/ ciekawe jak będzie dzisiaj.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-07-29 21:15
w pracy weszłam już w swój rytm.
a córcia złapała książkowego bakcyla. od początku wakacji przeczytała już chyba 6 książek. :) fajnie jest słyszeć popiskujące hi hi hi córci w czasie czytania :)
w zeszłym tygodniu córcia była ze swoim tatą nad morzem. 4 dni z czego początek i koniec wypoczynku to kilkugodzinna podróż samochodem. córcia była zadowolona - a to najważniejsze. choć sama wskazała pewne typowe zagrania taty... eeehhh... facet już chyba nigdy się nie nauczy, jak traktować najbliższych...
jakaś taka chodzę wewnętrznie rozwalona. :/
a córcia złapała książkowego bakcyla. od początku wakacji przeczytała już chyba 6 książek. :) fajnie jest słyszeć popiskujące hi hi hi córci w czasie czytania :)
w zeszłym tygodniu córcia była ze swoim tatą nad morzem. 4 dni z czego początek i koniec wypoczynku to kilkugodzinna podróż samochodem. córcia była zadowolona - a to najważniejsze. choć sama wskazała pewne typowe zagrania taty... eeehhh... facet już chyba nigdy się nie nauczy, jak traktować najbliższych...
jakaś taka chodzę wewnętrznie rozwalona. :/
Komentarze: 1 pokaż »
2011-07-25 22:29
przeżyłam! pierwszy dzień w pracy po urlopie!
początek dnia był oczywiście zakręcony jak klusek świderek... oczywiście na pierwszy ogień poszła zmiana haseł... oczywiście się zamotałam... ale oczywiście też ponadawałam sobie nowe. ufff.... bez help desku się nie obyło. :/ a potem było przeglądanie maili.... zdecydowaną większość potraktowałam bezlitośnie krzyżykiem, kilkanaście zostało.... trwało to około godziny... maili było ponad 1200... potem jeszcze jakieś przepisy, jakieś aktualności wydziałowe... a i tak wszystkiego nie ogarnęłam.
na szczęście z obsługą klientów nie miałam najmniejszych problemów. i nawet dzień poszedł mi dosyć dobrze.
kurde!
w samochodzie mam kałużę. :[ stoi sobie "żaba" grzecznie na parkingu, deszcz pada i jakoś ta woda się dostaje do środka. hhmmm. mam kałużę w żabie.
wwwrrrrr... kolejny wydatek, bo coś trzeba będzie z tym zrobić. i wiem, że jeszcze muszę wymienić jakieś gumy stabilizatora w zawieszeniu.... i pióra wycieraczek muszę wymienić....
a i kupno książek szkolnych czeka mnie w tym miesiącu :/
wie ktoś, jak założyć mennicę?
początek dnia był oczywiście zakręcony jak klusek świderek... oczywiście na pierwszy ogień poszła zmiana haseł... oczywiście się zamotałam... ale oczywiście też ponadawałam sobie nowe. ufff.... bez help desku się nie obyło. :/ a potem było przeglądanie maili.... zdecydowaną większość potraktowałam bezlitośnie krzyżykiem, kilkanaście zostało.... trwało to około godziny... maili było ponad 1200... potem jeszcze jakieś przepisy, jakieś aktualności wydziałowe... a i tak wszystkiego nie ogarnęłam.
na szczęście z obsługą klientów nie miałam najmniejszych problemów. i nawet dzień poszedł mi dosyć dobrze.
kurde!
w samochodzie mam kałużę. :[ stoi sobie "żaba" grzecznie na parkingu, deszcz pada i jakoś ta woda się dostaje do środka. hhmmm. mam kałużę w żabie.
wwwrrrrr... kolejny wydatek, bo coś trzeba będzie z tym zrobić. i wiem, że jeszcze muszę wymienić jakieś gumy stabilizatora w zawieszeniu.... i pióra wycieraczek muszę wymienić....
a i kupno książek szkolnych czeka mnie w tym miesiącu :/
wie ktoś, jak założyć mennicę?
Komentarze: 1 pokaż »
2011-07-24 16:29
... faceci...
może, gdy kiedyś będę wystarczająco twarda, zdystansowana i egoistyczna... to może kiedyś z kimś się zwiążę...
a tak... znowu dostałam mocno po emocjach... za mocno.
może, gdy kiedyś będę wystarczająco twarda, zdystansowana i egoistyczna... to może kiedyś z kimś się zwiążę...
a tak... znowu dostałam mocno po emocjach... za mocno.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-07-23 10:07
mam taki wnękowy balkon i do sufitu przykręcona jest suszarka na pranie.
i miałam taki sen, że te pręty odpadły od sufitu i w miejscach, gdzie były przykręcone zrobiły się spore dziury. martwiłam się, jak to naprawię... ale gdy podniosłam wzrok i popatrzyłam na te dziury... zobaczyłam w nich niebieskie niebo i kolorowe kwiaty balkonowe.
i miałam taki sen, że te pręty odpadły od sufitu i w miejscach, gdzie były przykręcone zrobiły się spore dziury. martwiłam się, jak to naprawię... ale gdy podniosłam wzrok i popatrzyłam na te dziury... zobaczyłam w nich niebieskie niebo i kolorowe kwiaty balkonowe.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-07-22 18:56
udało mi się zabrać córcię na 3 dniowy wakacyjny wypad. pogoda była w miarę dobra, choć trafiły nam się też burze.
najpierw pogoniłam małą na łysicę. :) wymęczyła się bardzo, ale była zadowolona. dalszą część dnia spędziłyśmy leniwie.... trochę podjadłyśmy, obejżałyśmy fajne kamienie w muzeum.
pięknych kamieni było tam dużo. a było też coś takiego :)
są to skamieniałe gówienka małych dinozaurów :)
w następnym dniu deszcz przeczekałyśmy w budynki przy jaskini raj. oj... trochę trzeba było czekać na wejście. były też chęciny.... zajechałyśmy do skansenu w tokarni... ale wygonił nas deszcz. jadąc do miejsca zakwaterowania zatrzymałyśmy się w kielcach. a tam szczęśliwie szybko znalazłyśmy tanią księgarnię i nakupowałyśmy sobie książek. córcia ostatnio zaczęła czytać na potęgę a i ja sobie 2 fajne pozycje kupiłam :) a że deszcz padał - to było co czytać.
trzeciego dnia też było wchodzenie pod górę - łysą tym razem. córcia znowu zrobiła ze mnie holownik pod górę. w klasztorze święty krzyż przeczytałam taką informację historyczną... aż prychnęłam rozbawiona. łysa góra była bardzo ważnym miejscem kultu pogańskiego. i gdy stawiano tu klasztor... zrobiono to, aby uczcić i upamiętnić ważne miejsce kultu pogańskiego... śmiać mi się chciało z tego kłamstwa. wszędzie gdzie były ważne miejsca kultu pogańskiego stawiano katolickie świątynie i znaki aby wygnać pamięć o dawnym kulcie, aby nie było już tych ważnych miejsc....
przy klasztorze jest też muzeum przyrodnicze, jednak nie mogłam go córci pokazać. szkoda. była awaria prądu i muzeum zamknięto.
wyjazd był udany, choć nie bez małych perturbacji. na początku - okazało się, że nie mogłyśmy nocować w miejscu, które zarezerwowałam.... okazało się, że pokoje nie zostały jeszcze zwolnione przez jakichś robotników.... właściciele ocieplali budynek i roboty się przedłużyły... a kobiera u której rezerwowałam pokój nie raczyła mnie o tym wcześniej poinformować. zdenerwowana tą sytuacją zaczęła mi szukać pokoju w innej agroturystyce... poprowadziła mnie do jakiejś miejscowości, której na mapie nie miałam... i zdziwiona, że z tego zrezygnowałam... nawet nie wiedziałabym, jak tam wrócić, takimi zakrętasami mnie prowadziła... a dla niej - " oj pani! przecież to taki prosty dojazd!". znalazłam coś innego w pasującej mi miejscowości... choć fakt, że pokój nie był zachwycający... ale wzięłam pierwsze co było. nie wybrzydzałam, bo i tanio płaciłam.
droga powrotna.... cóż.... w polsce mapa i znaki drogowe nie zawsze mają wiele wspólnego...
z wyjazdu jestem zadowolona.... choć i w równej mierze załamana... chodzi o kasę.... żeby człowieka nie było stać na zagwarantowanie dziecku dobrego wypoczynku... zwłaszcza, że pracuję w największym polskim banku...
kurwa mać.
Komentarze: 0
2011-06-22 15:46
dzisiaj córcia miała zakończenie roku. dziewczynki strasznie się popłakały, ich wychowawczyni i niektóre mamy też.... chłopaki też miny mieli niezbyt wesołe... likwidują ich klasę... za mało w niej dzieci było...
"ex" nawet się nie zainteresował zakończeniem roku. nie wiedział kiedy i o której godzinie... córcia była bardzo rozczarowana, że taty to nie interesuje. wczoraj do niego zadzwoniła z pytaniem, czy przyjdzie... usłyszała stałą już wymówkę (w trakcie małżeństwa dokładnie takie same teksty słyszałam): nie mogę mieć wolnego dnia, bo swoim pracownikom dałem urlopy a w firmie ktoś musi być. ...luuuuudzie... ile razy ja to słyszałam...
dzisiaj po południu już zadzwonił do córci spytać się, jak tam samopoczucie po zakończeniu szkoły...
"ex" nawet się nie zainteresował zakończeniem roku. nie wiedział kiedy i o której godzinie... córcia była bardzo rozczarowana, że taty to nie interesuje. wczoraj do niego zadzwoniła z pytaniem, czy przyjdzie... usłyszała stałą już wymówkę (w trakcie małżeństwa dokładnie takie same teksty słyszałam): nie mogę mieć wolnego dnia, bo swoim pracownikom dałem urlopy a w firmie ktoś musi być. ...luuuuudzie... ile razy ja to słyszałam...
dzisiaj po południu już zadzwonił do córci spytać się, jak tam samopoczucie po zakończeniu szkoły...
Komentarze: 10 pokaż »
2011-06-12 21:13
dzisiaj córcia powiedziała, że tata we wrześniu jedzie z wybranką do włoch. było to do przewidzenia - dlatego nie bierze urlopu w czasie wakacji.
Komentarze: 10 pokaż »
2011-06-08 20:45
córcia dzisiaj wyruszyła na swoją pierwszą, dłuższą wycieczkę szkolnę. :) całe 3 dni.
było sporo przeżywania różnych strachów przedwycieczkowych... "no bo tyle dni bez ciebie...." "... no bo ja będę tęskniła..."
dzisiaj przez telefon rozmawiałam z małą 3 razy.... rozmowy były krótkie, bo nie miała czasu. :) ciągle coś się działo, choć początkowa wycieczka po lesie była nuuuudna.
mam nadzieję, że przekona się do samodzielnych wyjazdów i może za rok, lub dwa pojedzie gdzieś na kolonie.
pamiętam swoje pierwsze kolonie. zdałam wtedy do trzeciej klasy i pojechałam aż na 3 tygodnie nad morze. wtedy nie było takiego łatwego kontaktu z rodzicami. komórek przecież nie było i telefonować można było z telefonu z biur kolonii.... a rodzice... w połowie kolonii przyjechali tylko raz... tłukli się kilkanaście godzin pociągiem... jak mama przyjechała... ale ja wtedy ryczałam z tęsknoty.... ale potem co roku kolonie być musiały. :)
było sporo przeżywania różnych strachów przedwycieczkowych... "no bo tyle dni bez ciebie...." "... no bo ja będę tęskniła..."
dzisiaj przez telefon rozmawiałam z małą 3 razy.... rozmowy były krótkie, bo nie miała czasu. :) ciągle coś się działo, choć początkowa wycieczka po lesie była nuuuudna.
mam nadzieję, że przekona się do samodzielnych wyjazdów i może za rok, lub dwa pojedzie gdzieś na kolonie.
pamiętam swoje pierwsze kolonie. zdałam wtedy do trzeciej klasy i pojechałam aż na 3 tygodnie nad morze. wtedy nie było takiego łatwego kontaktu z rodzicami. komórek przecież nie było i telefonować można było z telefonu z biur kolonii.... a rodzice... w połowie kolonii przyjechali tylko raz... tłukli się kilkanaście godzin pociągiem... jak mama przyjechała... ale ja wtedy ryczałam z tęsknoty.... ale potem co roku kolonie być musiały. :)
Komentarze: 4 pokaż »
2011-06-05 11:47
przeczytałam właśnie informację w interii, że był wypadek samochodowy z udziałem łosia.
ja kiedyś też o mały włos nie zderzyłabym się z takim wielkim bydlęciem.
wracałam wtedy z nad morza. jechałam wtedy seicento... w spotkaniu pierwszego stopnia z łosiem nie miałabym szans... a jechałam drogą wiodącą przez pola. i jakoś specjalnie nie rozglądałam się na boki. patrzyłam na to co przede mną, zerkałam wstecz.... a tu nagle jak mi nie wbiegnie przed maskę.... trochę zdążyłam przyhamować i łoś przebiegł.... mało brakowało a zahaczyłabym go o tylne nogi.
ale się wtedy niesamowicie wystraszyłam!
ja kiedyś też o mały włos nie zderzyłabym się z takim wielkim bydlęciem.
wracałam wtedy z nad morza. jechałam wtedy seicento... w spotkaniu pierwszego stopnia z łosiem nie miałabym szans... a jechałam drogą wiodącą przez pola. i jakoś specjalnie nie rozglądałam się na boki. patrzyłam na to co przede mną, zerkałam wstecz.... a tu nagle jak mi nie wbiegnie przed maskę.... trochę zdążyłam przyhamować i łoś przebiegł.... mało brakowało a zahaczyłabym go o tylne nogi.
ale się wtedy niesamowicie wystraszyłam!
Komentarze: 3 pokaż »
2011-06-03 12:34
dzisiaj odebrałam wyniki badania krwi na borelkę.
znowu wyszło...
poprzednio przy wyniku na poziomie 44 lekarz położył mnie do szpitala. teraz mam wynik 32... ciekawe, czy też by mnie skierował do szpitala.... no ale się nie dowiem, bo wizytę mam na listopad... :/
w przyszłym tygodniu umówię się na wizytę u mojej lekarki rodzinnej. niech mi przepisze antybiotyk.
wczoraj córcia po szkole spędziła troszkę czasu z "ex"... poprosiła, żeby zabrał ją na pizzę. usłyszała: "nie, bo trzeba oszczędzać."
taaa..... zbankrutowałby.... kurde... przecież wiem, że bardzo dobrze tam zarabia. jak jeszcze byliśmy małżeństwem, to ze swoimi zarobkami wszedł w wyższy próg podatkowy....
i potwierdziła się inna sprawa.... jakoś do końca wcześniej nie chciało mi się w to wierzyć, chociaż byłoby to w stylu młodego. kiedyś córcia mówiła, że tata codziennie wstaje o 5 rano dojeżdża autobusem do zamościa do pracy i z dworca w zamościu ma jeszcze 2 kilometry do przejścia do siedziby firmy....
wczoraj nie mogła się doczekać jego wizyty... wydzwaniała do niego bo się sporo spóźniał.... okazało się, że były problemy z autobusem.... no a potem, gdy już dojechał do lublina, jeszcze musiał dotrzeć z dworca autobusowego do domu wybranki, bo tam stał jego samochód...
młody lubi sobie utrudniać życie, aby przypadkiem nie wydać pieniędzy. lubi wtedy odgrywać rolę "umęczonego" - przerabiałam z nim takie sytuacje w małżeństwie.... a z drugiej strony nie żałuje pieniędzy na rzeczy, które służą tylko jemu....
eeeehhhh... córcia ogólnie wczoraj była taka... no nie wiem.... zniesmaczona, rozczarowana zachowaniem taty.... co raz więcej rozumie, wysnuwa swoje wnioski.... ma 10 lat.... i widzi zachowania taty....
znowu wyszło...
poprzednio przy wyniku na poziomie 44 lekarz położył mnie do szpitala. teraz mam wynik 32... ciekawe, czy też by mnie skierował do szpitala.... no ale się nie dowiem, bo wizytę mam na listopad... :/
w przyszłym tygodniu umówię się na wizytę u mojej lekarki rodzinnej. niech mi przepisze antybiotyk.
wczoraj córcia po szkole spędziła troszkę czasu z "ex"... poprosiła, żeby zabrał ją na pizzę. usłyszała: "nie, bo trzeba oszczędzać."
taaa..... zbankrutowałby.... kurde... przecież wiem, że bardzo dobrze tam zarabia. jak jeszcze byliśmy małżeństwem, to ze swoimi zarobkami wszedł w wyższy próg podatkowy....
i potwierdziła się inna sprawa.... jakoś do końca wcześniej nie chciało mi się w to wierzyć, chociaż byłoby to w stylu młodego. kiedyś córcia mówiła, że tata codziennie wstaje o 5 rano dojeżdża autobusem do zamościa do pracy i z dworca w zamościu ma jeszcze 2 kilometry do przejścia do siedziby firmy....
wczoraj nie mogła się doczekać jego wizyty... wydzwaniała do niego bo się sporo spóźniał.... okazało się, że były problemy z autobusem.... no a potem, gdy już dojechał do lublina, jeszcze musiał dotrzeć z dworca autobusowego do domu wybranki, bo tam stał jego samochód...
młody lubi sobie utrudniać życie, aby przypadkiem nie wydać pieniędzy. lubi wtedy odgrywać rolę "umęczonego" - przerabiałam z nim takie sytuacje w małżeństwie.... a z drugiej strony nie żałuje pieniędzy na rzeczy, które służą tylko jemu....
eeeehhhh... córcia ogólnie wczoraj była taka... no nie wiem.... zniesmaczona, rozczarowana zachowaniem taty.... co raz więcej rozumie, wysnuwa swoje wnioski.... ma 10 lat.... i widzi zachowania taty....
Komentarze: 4 pokaż »
2011-05-31 14:07
siedzę sobie w pracy i gadam (z klientem oczywiście) i słyszę, jak się roznosi (dla mnie głośne): tup, tup, tup.... po chwili znowu to samo tupanie... a w firmie na podłodze mamy wykładzinę.... aż popatrzyłam, kto tak głośno chodzi.... spodziewałabym się bardziej jakiegoś chłopaka... a to sobie chodziła taka szczuplutka, filigranowa dziewczyna. chodziła w szmacianych butach bez obcasa i niesamowicie głośno waliła piętami o podłogę.
skąd to się niektórym ludziom bierze? w pracy chodzi obok mnie naprawdę bardzo dużo ludzi i oni stawiają kroki jakoś "normalniej", ciszej, czy wręcz bezgłośnie. a są tacy, co walą piętami.
mój "ex" też tak miał. nie zawsze, ale bardzo często wyraźnie było słychać, gdy szedł po mieszkaniu.
kiedyś nawet spróbowałam tak chodzić... no i nie umiałam. pięty mnie bolały, a dźwięki się nie wydobywały.
skąd to się niektórym ludziom bierze? w pracy chodzi obok mnie naprawdę bardzo dużo ludzi i oni stawiają kroki jakoś "normalniej", ciszej, czy wręcz bezgłośnie. a są tacy, co walą piętami.
mój "ex" też tak miał. nie zawsze, ale bardzo często wyraźnie było słychać, gdy szedł po mieszkaniu.
kiedyś nawet spróbowałam tak chodzić... no i nie umiałam. pięty mnie bolały, a dźwięki się nie wydobywały.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-05-30 18:43
ostatnio zostałam oskarżona, że sąsiadom z dołu balkon podpaliłam!
niezły ogień był i dużo dymu (w mieszkaniu miałam siwo, nie dało się oddychać), aż się naprawdę przestraszyłam. ci sąsiedzi to tacy patologiczni są.... facet babkę tłucze... i ogólnie nieciekawi są.... a na balkonie mieli jakąś graciarnię... widziałam jakieś stare połamane łóżko z porozrywanym materacem i jakieś inne graty.... no i niby ja miałabym im ten balkon podpalić... niedopałkiem papierosa. :/ he he no a ja przecież ustawicznie nie palę.
barany jedne. sami sobie podpalili!
efekty tej całej sytuacji są dwa:
1. sąsiedzi mają wysprzątany balkon,
2. mam oficjalnych wrogów w bloku.
niezły ogień był i dużo dymu (w mieszkaniu miałam siwo, nie dało się oddychać), aż się naprawdę przestraszyłam. ci sąsiedzi to tacy patologiczni są.... facet babkę tłucze... i ogólnie nieciekawi są.... a na balkonie mieli jakąś graciarnię... widziałam jakieś stare połamane łóżko z porozrywanym materacem i jakieś inne graty.... no i niby ja miałabym im ten balkon podpalić... niedopałkiem papierosa. :/ he he no a ja przecież ustawicznie nie palę.
barany jedne. sami sobie podpalili!
efekty tej całej sytuacji są dwa:
1. sąsiedzi mają wysprzątany balkon,
2. mam oficjalnych wrogów w bloku.
Komentarze: 0
2011-05-21 23:13
a już myślałam, że wygra... Pudzianowski nieźle tłukł... no ale niestety... na samym początku drugiej rundy wyraźnie było widać, że ledwo stoi na nogach...
szkoda.
teraz zaczyna się ostatnia walka wieczoru. już kiedyś widziałam, jak tłucze się Mamed.
dobra walka nie jest nigdy zła.
szkoda.
teraz zaczyna się ostatnia walka wieczoru. już kiedyś widziałam, jak tłucze się Mamed.
dobra walka nie jest nigdy zła.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-05-17 18:35
ostatnio rozmawiałam z "ex" odnośnie jego urlopu i czasu jaki spędzi z córcią.
a czy musiałam z nim rozmawiać, żeby znać odpowiedź?
usłyszałam, to co wiedziałam, że usłyszę.
powiedział, że w wakacje nie dostanie urlopu i może uda mu się wyrwać jakiś jeden dzień w okolicach jakiegoś weekendu... powiedział, że postara się córcię zabrać pod koniec czerwca może na dwa dni. powiedział, że wie, że ona chce zabrać na wieś koleżankę lub dwie i będzie tam około tygodnia.... a jak się znowu dopytałam, czy będzie z nią w tym czasie, to usłyszałam, że nie... "no ale jak ona chce być na wsi, to może przyjechać."
i co? mam mu kazać spędzać czas z dzieckiem? on robi, co chce i tak jak mu pasuje. ja nie mam na to wpływu. w małżeństwie też "praca" stanowiła wymówkę, aby wieloma rzeczami się nie zajmować... no bo przecież z "pracą" się nie dyskutuje. jest to dorosły człowiek i podejmuje swoje wybory.
i mogę się założyć, że na jesieni "ex" pojedzie gdzieś ze swoją wybranką na długi urlop. i nie zdziwiłabym się, gdyby też sobie gdzieś jeździli podczas wakacji.
a czy musiałam z nim rozmawiać, żeby znać odpowiedź?
usłyszałam, to co wiedziałam, że usłyszę.
powiedział, że w wakacje nie dostanie urlopu i może uda mu się wyrwać jakiś jeden dzień w okolicach jakiegoś weekendu... powiedział, że postara się córcię zabrać pod koniec czerwca może na dwa dni. powiedział, że wie, że ona chce zabrać na wieś koleżankę lub dwie i będzie tam około tygodnia.... a jak się znowu dopytałam, czy będzie z nią w tym czasie, to usłyszałam, że nie... "no ale jak ona chce być na wsi, to może przyjechać."
i co? mam mu kazać spędzać czas z dzieckiem? on robi, co chce i tak jak mu pasuje. ja nie mam na to wpływu. w małżeństwie też "praca" stanowiła wymówkę, aby wieloma rzeczami się nie zajmować... no bo przecież z "pracą" się nie dyskutuje. jest to dorosły człowiek i podejmuje swoje wybory.
i mogę się założyć, że na jesieni "ex" pojedzie gdzieś ze swoją wybranką na długi urlop. i nie zdziwiłabym się, gdyby też sobie gdzieś jeździli podczas wakacji.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-05-17 11:18
www.youtube.com/watch
byłam dzisiaj na basenie :) jestem strasznie wymęczona :) i dobrze mi tak! :)
ciekwe jak to jest u facetów.... bo kobiety to chyba w genach mają porównywanie się z innymi... zerkamy w szatni na inne i mimowolnie w głowie trybiki porównań idą w ruch...
czy faceci też tak mają? porównują swoje kształty i wielkości?
byłam dzisiaj na basenie :) jestem strasznie wymęczona :) i dobrze mi tak! :)
ciekwe jak to jest u facetów.... bo kobiety to chyba w genach mają porównywanie się z innymi... zerkamy w szatni na inne i mimowolnie w głowie trybiki porównań idą w ruch...
czy faceci też tak mają? porównują swoje kształty i wielkości?
Komentarze: 3 pokaż »
2011-05-15 20:43
jakoś nie mam nastroju do pisania... ani u siebie ani w komentarzach na blogach do których zaglądam... a zaglądam systematycznie.
jakoś...takoś.... siły do niczego nie mam.
tak ogólnie powoli dzieje się dobrze. w pracy dostałam już umowę na stałe i podobno w lipcu mają być jakieś podwyżki. idzie mi całkiem dobrze, bo w marcu dostałam się na listę liderów miesiąca i mam nadzieję, że kolejne miesiące też będą dobre. no ale na dwoje babka wróżyła.
nawet ostatnio na basenie byłam.... dałam sobie nieźle w kość, bo już kolejny dzień bolą mnie mięśnie.
nooo... taki jakiś marazm się robi...
jakoś...takoś.... siły do niczego nie mam.
tak ogólnie powoli dzieje się dobrze. w pracy dostałam już umowę na stałe i podobno w lipcu mają być jakieś podwyżki. idzie mi całkiem dobrze, bo w marcu dostałam się na listę liderów miesiąca i mam nadzieję, że kolejne miesiące też będą dobre. no ale na dwoje babka wróżyła.
nawet ostatnio na basenie byłam.... dałam sobie nieźle w kość, bo już kolejny dzień bolą mnie mięśnie.
nooo... taki jakiś marazm się robi...
Komentarze: 1 pokaż »
2011-05-15 20:29
facet.interia.pl/militaria/konflikty/news/zbrodnia-bez-kary,1638189,4560
takie rzeczy miały miejsce w bardzo dalekiej przeszłości, tej bliższej.... są teraz i wciąż będą.
takie rzeczy miały miejsce w bardzo dalekiej przeszłości, tej bliższej.... są teraz i wciąż będą.
Komentarze: 0
2011-05-05 09:39
7 listopad
dzisiaj zarejestrowałam się w przychodzni chorób zakaźnych i to jest termin mojej wizyty. masakra jakaś. od pewnego czasu znowu zaczynają mi dokuczać pewne dolegliwości... na szczęście nie jest to nic bardzo bolesnego... ale nie mogę powiedzieć, abym czuła się dobrze.
dzisiaj odbierałam z poczty list polecony. byłam przed pocztą kilkanaście minut przed jej otwarciem. czekałam siedząc w samochodzie. obok na trawniku chodziły sobie dwa gołębie.... aż miło było popatrzeć. samiczka sobie chodziła i coś skubała na trawniku... a samczyk dreptał przy niej, kłaniając się co dwa kroczki. :) taki fajny taniec godowy :) samiczka taka skromniutka, szara a samczyk przy niej piórka stroszy.
i tak sobie pomyślałam, że u ludzi to jakoś inaczej wygląda.... w świecie zwierząt samiczki są zawsze słabiej ubarwione, są skromniejsze, bez ozdobników.... natomiast to samce przyciągają wzrok swoją kolorystyką, pięknymi dodatkami... to samce starają się być wspaniałe i piękne aby samiczka raczyła zwrócić na nich uwagę...
u ludzi.... to my się malujemy. biegamy po fryzjerach, obwieszamy się świecidełkami, malujemy pazurki...
dzisiaj zarejestrowałam się w przychodzni chorób zakaźnych i to jest termin mojej wizyty. masakra jakaś. od pewnego czasu znowu zaczynają mi dokuczać pewne dolegliwości... na szczęście nie jest to nic bardzo bolesnego... ale nie mogę powiedzieć, abym czuła się dobrze.
dzisiaj odbierałam z poczty list polecony. byłam przed pocztą kilkanaście minut przed jej otwarciem. czekałam siedząc w samochodzie. obok na trawniku chodziły sobie dwa gołębie.... aż miło było popatrzeć. samiczka sobie chodziła i coś skubała na trawniku... a samczyk dreptał przy niej, kłaniając się co dwa kroczki. :) taki fajny taniec godowy :) samiczka taka skromniutka, szara a samczyk przy niej piórka stroszy.
i tak sobie pomyślałam, że u ludzi to jakoś inaczej wygląda.... w świecie zwierząt samiczki są zawsze słabiej ubarwione, są skromniejsze, bez ozdobników.... natomiast to samce przyciągają wzrok swoją kolorystyką, pięknymi dodatkami... to samce starają się być wspaniałe i piękne aby samiczka raczyła zwrócić na nich uwagę...
u ludzi.... to my się malujemy. biegamy po fryzjerach, obwieszamy się świecidełkami, malujemy pazurki...
Komentarze: 6 pokaż »
2011-05-03 22:05
Komentarze: 0
2011-04-27 10:01
no i to jest...
jednego dnia mama nie może wejść do pokoju ojca, bo ten aż siny ze złości cedzi: czy mogę pobyć sam we własnym pokoju... a następnego dnia już jest wesoły, sam wychodzi z pokoju, zagaduje... i nic się nie stało. i lepiej nie pytać go o powody jego wcześniejszego zachowania... bo wtedy znowu mógłby się obrazić... teraz dodatkowo jest podminowany, bo pić alkoholu nie może i nie chodzi do pracy a siedzenie w domu jest dla niego największą karą... bo w domu kompletnie nic nie robi... no i jak ojciec jest w takim stanie, to nie wiadomo, co mu może do głowy strzelić...
a ja wczoraj fatalnie się czułam. musiałam zwolnić się z pracy. czymś się zatrułam. było mi strasznie niedobrze, bolała głowa a ręce i nogi były słabe ... dwa razy już myślałam, że ze mnie "wyrwie". zwolniłam się z pracy i poszłam do lekarza po zwolnienie. na wszelki wypadek wzięłam jeszcze na dzisiaj, bo u mnie zatrucia trochę zazwyczaj mnie sponiewierają... na szczęście jakoś się rozlazło... dzisiaj rano jeszcze bolał mnie żołądek. a skąd mogło się to wziąść? nie mam zielonego pojęcia. (ogólnie zatrucia przytrafiają mi się co jakiś czas) rano zjadłam tylko kanapki na śniadanie.... to co zawsze... córcia zjadła to samo i czuła się normalnie. tak sobie teraz pomyślałam... że to mogła być reakcja na stres...
jednego dnia mama nie może wejść do pokoju ojca, bo ten aż siny ze złości cedzi: czy mogę pobyć sam we własnym pokoju... a następnego dnia już jest wesoły, sam wychodzi z pokoju, zagaduje... i nic się nie stało. i lepiej nie pytać go o powody jego wcześniejszego zachowania... bo wtedy znowu mógłby się obrazić... teraz dodatkowo jest podminowany, bo pić alkoholu nie może i nie chodzi do pracy a siedzenie w domu jest dla niego największą karą... bo w domu kompletnie nic nie robi... no i jak ojciec jest w takim stanie, to nie wiadomo, co mu może do głowy strzelić...
a ja wczoraj fatalnie się czułam. musiałam zwolnić się z pracy. czymś się zatrułam. było mi strasznie niedobrze, bolała głowa a ręce i nogi były słabe ... dwa razy już myślałam, że ze mnie "wyrwie". zwolniłam się z pracy i poszłam do lekarza po zwolnienie. na wszelki wypadek wzięłam jeszcze na dzisiaj, bo u mnie zatrucia trochę zazwyczaj mnie sponiewierają... na szczęście jakoś się rozlazło... dzisiaj rano jeszcze bolał mnie żołądek. a skąd mogło się to wziąść? nie mam zielonego pojęcia. (ogólnie zatrucia przytrafiają mi się co jakiś czas) rano zjadłam tylko kanapki na śniadanie.... to co zawsze... córcia zjadła to samo i czuła się normalnie. tak sobie teraz pomyślałam... że to mogła być reakcja na stres...
Komentarze: 4 pokaż »
2011-04-25 19:38
ojciec od wczoraj obrażony. nawet nie chce wpóścić mamy do swojego pokoju, nie chce powiedzieć o co mu chodzi.
wychodzi z pokoju tylko do łazienki i od wczoraj wypił tylko 2 kawy. nic nie jadł, bo to mama robiła.
ciekawe jaki numer odwali.... konsekwencje dla nas (mamy i mnie) mogą być nieciekawe.... tak to jest jak facet ma zdrowo narąbane w głowie... a kobiety są od niego uzależnione finansowo...
i teraz siedzę i już czuję jak mnie w klatce piersiowej znowu coś boli, czuję ucisk... ukłucia.... praktycznie stale mi to towarzyszy... a w takich sytuacjach nasila się jeszcze bardziej.
córcię już uczę.... ma być niezależna! ma dbać o własny interes!
wychodzi z pokoju tylko do łazienki i od wczoraj wypił tylko 2 kawy. nic nie jadł, bo to mama robiła.
ciekawe jaki numer odwali.... konsekwencje dla nas (mamy i mnie) mogą być nieciekawe.... tak to jest jak facet ma zdrowo narąbane w głowie... a kobiety są od niego uzależnione finansowo...
i teraz siedzę i już czuję jak mnie w klatce piersiowej znowu coś boli, czuję ucisk... ukłucia.... praktycznie stale mi to towarzyszy... a w takich sytuacjach nasila się jeszcze bardziej.
córcię już uczę.... ma być niezależna! ma dbać o własny interes!
Komentarze: 2 pokaż »
2011-04-24 20:47
Komentarze: 0
2011-04-24 20:43
u mnie dzisiaj było leniwie i jedzeniowo. czyli tradycja. nie jest to u nas święto religijne, ale okazja do spokojnego spotkania się rodzinki przy stole.
no i ojciec się na nas obraził i cały dzień przesiedział w pokoju. dlaczego? jak przyszłam z córcią do rodziców to siadłyśmy sobie w kuchni, bo tam była mama... kuchnia jest mała, grało radio. przyszedł ojciec i zaczął swoje durne gadki. zaczął drażnić córcię, przekomarzać się z nią i to w bardzo głośny sposób. gdy go z mamą upomniałyśmy, żeby już przestał, bo jego teksty są bez sensu i w dodatku zachowuje się bardzo głośno... to on już się obraził: bo co? to już pożartować sobie nie wolno?! a mama na to: jakoś nikt się z tych żartów nie śmieje. skończ już.
no i ojciec obrażony kłapnął drzwiami. nie wyszedł z pokoju nawet gdy przyszedł brat z rodzinką.
jak zadzwoniłam wieczorem do mamy, dowiedziałam się, że ojciec dalej siedzi w pokoju. normalnie cholera mnie bierze, że muszę się z ojcem kontaktować, przebywać w jego towarzystwie, pilnować tego co i w jaki sposób mówię... ale tak to już jest, jak człowiek jest uzależniony finansowo od kogoś takiego...
no i ojciec się na nas obraził i cały dzień przesiedział w pokoju. dlaczego? jak przyszłam z córcią do rodziców to siadłyśmy sobie w kuchni, bo tam była mama... kuchnia jest mała, grało radio. przyszedł ojciec i zaczął swoje durne gadki. zaczął drażnić córcię, przekomarzać się z nią i to w bardzo głośny sposób. gdy go z mamą upomniałyśmy, żeby już przestał, bo jego teksty są bez sensu i w dodatku zachowuje się bardzo głośno... to on już się obraził: bo co? to już pożartować sobie nie wolno?! a mama na to: jakoś nikt się z tych żartów nie śmieje. skończ już.
no i ojciec obrażony kłapnął drzwiami. nie wyszedł z pokoju nawet gdy przyszedł brat z rodzinką.
jak zadzwoniłam wieczorem do mamy, dowiedziałam się, że ojciec dalej siedzi w pokoju. normalnie cholera mnie bierze, że muszę się z ojcem kontaktować, przebywać w jego towarzystwie, pilnować tego co i w jaki sposób mówię... ale tak to już jest, jak człowiek jest uzależniony finansowo od kogoś takiego...
Komentarze: 1 pokaż »
2011-04-19 20:59
dzisiaj późnym popołudniem odebrałam od mechanika swój samochodzik
i taką mam mordkę :) :) :) :)
i taką mam mordkę :) :) :) :)
Komentarze: 2 pokaż »
2011-04-19 10:28
to jest CHORE!
oglądam właśnie tvn. i jest temat dotyczący stylizacji dzieci.
biedne mamy nie mają czasu na kupienie swoim dzieciom kilku ubrań i nie wiedzą jak dzieci dobrze ubrać ... jedna z mam stwierdziła, że zakupy z dziećmi to koszmar, bo dzieci biegają po sklepie... biegają i się nie słuchają, bo są źle wychowane - proste.
nie pojmuję tego!
do kupowania ubrań dla kilkuletniej dziewczynki niektóre mamy potrzebują stylistki!!!
dla mnie ... takie mamy mają normalnie nasrane w głowie. sorki, ale inaczej tego ująć nie potrafię.
jak można nie mieć czasu na kupno ciuszków dla dziecka? przecież tego się nie kupuje codziennie... raz na 3 miesiące nie znajdą czasu dla swojego dziecka? jak można nie umieć wybrać dla dziecka spodni bądź bluzki??? stylista do tego jest potrzebny?
taka sytuacja... to normalnie przekracza moje pojmowanie...
ha!
ale mam też inny przykład...
mama mojej bratowej chodzi pomagać w domu takiej jednej kobiecie...
ona nie pracuje, mąż zarabia bardzo dużo. siedzi w domu. nie gotuje - obiady zamawiają w cateringu. nie sprząta - mają do tego pomoc. do opieki nad pierwszym dzieckiem potrzebowała również pomocy..... wcześniej miała jedno dziecko... i sobie totalnie nie radziła bidulka...,
kilka miesięcy temu urodziła drugie dziecko i jest wszystkimi swoimi "obowiązkami" przygnieciona... budulka jedna.
mama bratowej musi przychodzić do nich nawet w sobotę, gdy w domu cały dzień jest jej mąż... bo sobie nie dają rady....
hmmm...
i tak sobie myślę... niektóre kobiety to potrafią się nieźle ustawić. i to chyba jest błąd z mojej strony..... niepotrzebnie pokazałam facetowi, że sobie umiem poradzić w wielu sytuacjach... lepiej grać taką biedną, wymagającą pomocy... lepiej sobie znaleź takiego, który będzie spełniał zachcianki umęczonej niewiasty... taaa... to jest zdecydowanie lepsze postępowanie...
oglądam właśnie tvn. i jest temat dotyczący stylizacji dzieci.
biedne mamy nie mają czasu na kupienie swoim dzieciom kilku ubrań i nie wiedzą jak dzieci dobrze ubrać ... jedna z mam stwierdziła, że zakupy z dziećmi to koszmar, bo dzieci biegają po sklepie... biegają i się nie słuchają, bo są źle wychowane - proste.
nie pojmuję tego!
do kupowania ubrań dla kilkuletniej dziewczynki niektóre mamy potrzebują stylistki!!!
dla mnie ... takie mamy mają normalnie nasrane w głowie. sorki, ale inaczej tego ująć nie potrafię.
jak można nie mieć czasu na kupno ciuszków dla dziecka? przecież tego się nie kupuje codziennie... raz na 3 miesiące nie znajdą czasu dla swojego dziecka? jak można nie umieć wybrać dla dziecka spodni bądź bluzki??? stylista do tego jest potrzebny?
taka sytuacja... to normalnie przekracza moje pojmowanie...
ha!
ale mam też inny przykład...
mama mojej bratowej chodzi pomagać w domu takiej jednej kobiecie...
ona nie pracuje, mąż zarabia bardzo dużo. siedzi w domu. nie gotuje - obiady zamawiają w cateringu. nie sprząta - mają do tego pomoc. do opieki nad pierwszym dzieckiem potrzebowała również pomocy..... wcześniej miała jedno dziecko... i sobie totalnie nie radziła bidulka...,
kilka miesięcy temu urodziła drugie dziecko i jest wszystkimi swoimi "obowiązkami" przygnieciona... budulka jedna.
mama bratowej musi przychodzić do nich nawet w sobotę, gdy w domu cały dzień jest jej mąż... bo sobie nie dają rady....
hmmm...
i tak sobie myślę... niektóre kobiety to potrafią się nieźle ustawić. i to chyba jest błąd z mojej strony..... niepotrzebnie pokazałam facetowi, że sobie umiem poradzić w wielu sytuacjach... lepiej grać taką biedną, wymagającą pomocy... lepiej sobie znaleź takiego, który będzie spełniał zachcianki umęczonej niewiasty... taaa... to jest zdecydowanie lepsze postępowanie...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-04-17 17:06
PZPN zmienił swoje logo. mają teraz taką "funfel-nówkę nie śmiganą". i teraz ma być git!
he he
uśmiałam się słysząc ich argumentację w tv.
i bardzo trafnie skomentował to Tomaszewski:
jak burdel cienko przędzie... to co się wymienia?
neon czy panienki?
he he
uśmiałam się słysząc ich argumentację w tv.
i bardzo trafnie skomentował to Tomaszewski:
jak burdel cienko przędzie... to co się wymienia?
neon czy panienki?
Komentarze: 3 pokaż »
2011-04-14 22:18
ostatnio w radiu słyszałam ten kawałek:
www.youtube.com/watch
bardzo mi się spodobał.
i tak sobie zaczęłam słuchać innych...
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
bardzo mi się spodobał.
i tak sobie zaczęłam słuchać innych...
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
Komentarze: 0
2011-04-14 10:46
właśnie rozmawiałam z mamą.
była w przychodni chorób zakaźnych, aby zapisać się do lekarza w sprawie borelki. dzisiaj była na pobieraniu krwi. wyniki badania będą przekazane bezpośrednio do przychodni i mama nie będzie miała możliwości sprawdzenia, jakie są wyniki.
no to się umówiła w tej przychodni na wizytę...
....
a najbliższy termin był na październik.
masakra jakaś.
a co mają robić ludzie, którzy naprawdę mają bardzo uciążliwe dolegliwości?
ten kraj.... to co się tu dzieje... to mnie totalnie rozwala.
też chciałam załatwić swoje badania w ramach nfz-tu.... ale zrobię je prywatnie.... czuję jak znowu pobolweają mnie stawy... przecież nie będę czekała pół roku...
była w przychodni chorób zakaźnych, aby zapisać się do lekarza w sprawie borelki. dzisiaj była na pobieraniu krwi. wyniki badania będą przekazane bezpośrednio do przychodni i mama nie będzie miała możliwości sprawdzenia, jakie są wyniki.
no to się umówiła w tej przychodni na wizytę...
....
a najbliższy termin był na październik.
masakra jakaś.
a co mają robić ludzie, którzy naprawdę mają bardzo uciążliwe dolegliwości?
ten kraj.... to co się tu dzieje... to mnie totalnie rozwala.
też chciałam załatwić swoje badania w ramach nfz-tu.... ale zrobię je prywatnie.... czuję jak znowu pobolweają mnie stawy... przecież nie będę czekała pół roku...
Komentarze: 4 pokaż »
2011-04-14 08:50
przypadków samochodowych ciąg dalszy...
moja "żaba" jest na kuracji u mechanika, więc pożyczyłam samochód od ojca. ojciec ma złamaną rękę i nie jeździ... a wszystkim przecież wiadomo, że jak samochód stoi to się bardziej psuje. :)
no i wczoraj wyjeżdżam z mojego parkingu, jadę osiedlową uliczką. jest dosyć ostry zakręt prowadzący w dół (mieszkam na wzniesieniu). jadę sobie spokojnie.... a tu z naprzeciwka pędzi audi. faceta aż zarzuciło na zakręcie. słyszałam tylko pisk opon a na asfalcie został tylko ciemny ślad po zdartej oponie.
aż mi dusza na ramię wskoczyła!
myślałam, że we mnie strzeli, debil jeden!
debil!
debil!
teraz pojeździłam sobie trochę "cytryną" ojca. wielkie to bydle ale wygodne do jazdy... niestety na parkingach niegramotne... są naprawdę spore problemy ze znalezieniem miejsca.... albo z przeciskaniem się na zatłoczonym parkingu.... ostatnio moją "żabą" ledwo co wyjechałam, tak ludzie bezmyślnie poparkowali swoje zamochody.
moja "żaba" jest na kuracji u mechanika, więc pożyczyłam samochód od ojca. ojciec ma złamaną rękę i nie jeździ... a wszystkim przecież wiadomo, że jak samochód stoi to się bardziej psuje. :)
no i wczoraj wyjeżdżam z mojego parkingu, jadę osiedlową uliczką. jest dosyć ostry zakręt prowadzący w dół (mieszkam na wzniesieniu). jadę sobie spokojnie.... a tu z naprzeciwka pędzi audi. faceta aż zarzuciło na zakręcie. słyszałam tylko pisk opon a na asfalcie został tylko ciemny ślad po zdartej oponie.
aż mi dusza na ramię wskoczyła!
myślałam, że we mnie strzeli, debil jeden!
debil!
debil!
teraz pojeździłam sobie trochę "cytryną" ojca. wielkie to bydle ale wygodne do jazdy... niestety na parkingach niegramotne... są naprawdę spore problemy ze znalezieniem miejsca.... albo z przeciskaniem się na zatłoczonym parkingu.... ostatnio moją "żabą" ledwo co wyjechałam, tak ludzie bezmyślnie poparkowali swoje zamochody.
Komentarze: 0
2011-04-13 11:38
przedwczoraj wieczorem, a raczej w nocy bo kończyłam o 22-giej, miałam "ciekawy" powrót do domu...
zatrzymałam się przed przejściem dla pieszych na śwatłach a bus się nie wyrobił i mnie stuknął. kurde! w samochodzie jechali jacyś bułgarzy (sporo ich w lublinie handluje na targowiskach). na szczęście mieli ubezpieczony samochód (zarejestrowany w polsce).
moja "żaba" ma popękany zdeżak i trochę wgiętą klapę od bagażnika. mi nic nie jest, bo stuknięcie nie było mocne.
ale co się w nocy oczekałam na policję... 1,5 godziny.... a potem wypisywanie papierów... no i był trochę problem z tym bułgarem... bo nie mieli kasy na mandat gotówkowy... policjanci powypełniali świchy i mnie puścil a bułgarzy jeszcze zostali.
do domu dotarłam o 1 w nocy. wczoraj wzięłam sobie urlop na żądanie - też pracowałabym do 22-giej i obawiałm się, że nie wysiedziałabym tam w dobrej kondycji.
wczoraj zgłosiłam stłuczkę do ubezpieczyciela... i samochód mam już w warsztacie. będzie tam stał około tygodnia. muszą rozebrać zderzak (sprawdzą, czy jeszcze coś do wymiany)i chyba klapę od bagażnika, bo nie można go było otworzyć. obfotografują wszystko, wyślą dane do ubezpieczyciela, zamówią części (oryginalne będą wstawiać)...
a jak odbiorę od nich "żabę" to i tak wstawię ją do mojego mechanika... zawieszenie niemiłosiernie mi się tłucze...
zatrzymałam się przed przejściem dla pieszych na śwatłach a bus się nie wyrobił i mnie stuknął. kurde! w samochodzie jechali jacyś bułgarzy (sporo ich w lublinie handluje na targowiskach). na szczęście mieli ubezpieczony samochód (zarejestrowany w polsce).
moja "żaba" ma popękany zdeżak i trochę wgiętą klapę od bagażnika. mi nic nie jest, bo stuknięcie nie było mocne.
ale co się w nocy oczekałam na policję... 1,5 godziny.... a potem wypisywanie papierów... no i był trochę problem z tym bułgarem... bo nie mieli kasy na mandat gotówkowy... policjanci powypełniali świchy i mnie puścil a bułgarzy jeszcze zostali.
do domu dotarłam o 1 w nocy. wczoraj wzięłam sobie urlop na żądanie - też pracowałabym do 22-giej i obawiałm się, że nie wysiedziałabym tam w dobrej kondycji.
wczoraj zgłosiłam stłuczkę do ubezpieczyciela... i samochód mam już w warsztacie. będzie tam stał około tygodnia. muszą rozebrać zderzak (sprawdzą, czy jeszcze coś do wymiany)i chyba klapę od bagażnika, bo nie można go było otworzyć. obfotografują wszystko, wyślą dane do ubezpieczyciela, zamówią części (oryginalne będą wstawiać)...
a jak odbiorę od nich "żabę" to i tak wstawię ją do mojego mechanika... zawieszenie niemiłosiernie mi się tłucze...
Komentarze: 2 pokaż »
2011-04-05 10:03
czasami, gdy spotykam jakiegoś człowieka, od razu zapamiętuję twarz i imię... i ktoś taki wcale nie musi wyróżniać się czymś szczególnym.
poprostu zapamiętam i tyle.
a są też ludzie ... tacy... bezbarwni, przeźroczyści...
w pracy mamy takie szafki na swoje szpargały. ostatnio dali mi "szafkową współlokatorkę". dziewczyna przyszła do mnie, bo zgubiła swój kluczyk do szafki i chciała sobie od mojego dorobić drugi.
przyszła, przywitałyśmy się, podałyśmy sobie rękę, chwile porozmawiałyśmy....
i teraz sobie siedzę i... nie wiem, czy poznam ją na korytarzu... niby wyglądała normalnie.... ale tak jakoś... właśnie bez wyrazu... była taka bezbarwna.
nie pamiętam jej twarzy. :/
poprostu zapamiętam i tyle.
a są też ludzie ... tacy... bezbarwni, przeźroczyści...
w pracy mamy takie szafki na swoje szpargały. ostatnio dali mi "szafkową współlokatorkę". dziewczyna przyszła do mnie, bo zgubiła swój kluczyk do szafki i chciała sobie od mojego dorobić drugi.
przyszła, przywitałyśmy się, podałyśmy sobie rękę, chwile porozmawiałyśmy....
i teraz sobie siedzę i... nie wiem, czy poznam ją na korytarzu... niby wyglądała normalnie.... ale tak jakoś... właśnie bez wyrazu... była taka bezbarwna.
nie pamiętam jej twarzy. :/
Komentarze: 10 pokaż »
2011-04-04 12:19
na moją skrzynkę mailową wciąż przysyłane są informacje z portali zawierające ogłoszenia o pracę. i często sobie je przeglądam, choć pracy już zmieniać nie zamierzam...
no i znalazłam coś takiego... i tak prawdę smutno mi się zrobiło, że tak właśnie kształtuje się rynek pracy....
stanowisko: asystent
doświadczenie minimalne: 1 rok
umowa zlecenie do końca grudnia 2011.
wymagania:
wykształcenie wyższe i dobra znajomość j. angielskiego, znajomość podstawowych zasad sprzedaży i marketingu, dyspozycyjność no i podstawa: obsługa komputera i urządzeń biurowych.
obowiązki:
prowadzenie i pisanie raportów sprzedaży, prognozowanie wykonania budżetów, opracowywanie danych i ofert, nadzór nad przepływem informacji w firmie, bieżąca pomoc z zakresu obsługi klientów, uczestnictwo w spotkaniach firmowych.
w ogłoszeniu była informacja o ilości osób, które odpowiedziało na ofertę.
było ich 182.
czy ta oferta była aż tak atrakcyjna?
wątpię. to raczej objaw desperacji ludzi poszukujących pracę.
bo czy przy takich wymaganiach i obowiązkach oferowana płaca w zakresie 1500 - 2500 zł BRUTTO jest atrakcyjna?
i teraz rynek pracy jest taki, że ludzi zgodzą się na byle jaką pensję, aby cokolwiek mieć...
smutne.... ale to wywalczyli w latach 80-tych.
no i znalazłam coś takiego... i tak prawdę smutno mi się zrobiło, że tak właśnie kształtuje się rynek pracy....
stanowisko: asystent
doświadczenie minimalne: 1 rok
umowa zlecenie do końca grudnia 2011.
wymagania:
wykształcenie wyższe i dobra znajomość j. angielskiego, znajomość podstawowych zasad sprzedaży i marketingu, dyspozycyjność no i podstawa: obsługa komputera i urządzeń biurowych.
obowiązki:
prowadzenie i pisanie raportów sprzedaży, prognozowanie wykonania budżetów, opracowywanie danych i ofert, nadzór nad przepływem informacji w firmie, bieżąca pomoc z zakresu obsługi klientów, uczestnictwo w spotkaniach firmowych.
w ogłoszeniu była informacja o ilości osób, które odpowiedziało na ofertę.
było ich 182.
czy ta oferta była aż tak atrakcyjna?
wątpię. to raczej objaw desperacji ludzi poszukujących pracę.
bo czy przy takich wymaganiach i obowiązkach oferowana płaca w zakresie 1500 - 2500 zł BRUTTO jest atrakcyjna?
i teraz rynek pracy jest taki, że ludzi zgodzą się na byle jaką pensję, aby cokolwiek mieć...
smutne.... ale to wywalczyli w latach 80-tych.
Komentarze: 6 pokaż »
2011-04-02 21:11
aaaa!!!!
i dzisiaj pewnien motocyklista sprawił, że szybciej zabiło mi serce i ciśnienie skoczyło.
jadę ci ja sobie spokojniutko 80-tką po drodze.... zerkam sobie we wsteczne lusterko.
widoczek spokojny, jakiś samochód w tyle, nic niepokojącego....
zadowolona wracam wzrokiem na wprost....
a tu nagle.... jak mi coś z boku nie bziuknie!!! nagle zawyło obok i pognało przede mną!
a to motocyklista na ścigaczu! nawet dymka z jego rury nie poczułam, tak gnał.
aż się przestraszyłam od tego nagłego i głośniego bziuknięcia.
normalnie samobójca jakiś. i jeszcze pół biedy, gdyby sam się rozwalił.... ale przy okazji kogoś może trzepnąć. debil jeden.
i dzisiaj pewnien motocyklista sprawił, że szybciej zabiło mi serce i ciśnienie skoczyło.
jadę ci ja sobie spokojniutko 80-tką po drodze.... zerkam sobie we wsteczne lusterko.
widoczek spokojny, jakiś samochód w tyle, nic niepokojącego....
zadowolona wracam wzrokiem na wprost....
a tu nagle.... jak mi coś z boku nie bziuknie!!! nagle zawyło obok i pognało przede mną!
a to motocyklista na ścigaczu! nawet dymka z jego rury nie poczułam, tak gnał.
aż się przestraszyłam od tego nagłego i głośniego bziuknięcia.
normalnie samobójca jakiś. i jeszcze pół biedy, gdyby sam się rozwalił.... ale przy okazji kogoś może trzepnąć. debil jeden.
Komentarze: 4 pokaż »
2011-04-02 17:26
dzisiaj się trochę dotleniłam :)
byłam z rodzicami na wsi.
zajęłam się samochodem. odkurzyłam, umyłam... :) i piękny jest :) jak zwykle zresztą :)
byłam z rodzicami na wsi.
zajęłam się samochodem. odkurzyłam, umyłam... :) i piękny jest :) jak zwykle zresztą :)
Komentarze: 2 pokaż »
2011-04-02 09:51
ojciec ma teraz "wielki problem" i nie ma pojęcia jak
go rozwiązać... w zimie natłukł sms-ów w różnych konkursach.... wyłazi jego natura hazardzisty. dobrze, że już nie chodzi grać na automatach, bo wtedy przepuszczał grube tysiące...
no i rachunki za sms-sy wyszły po kilka stówek.... zablokowali mu telefon bo nie
zapłacił faktury... no to zebrał się w sobie i pojechał do salonu
firmowego plusa i wpłacił część pieniędzy. no ale ktoś go tam
namówił na rezygnację z faktur papierowych, i miał sprawdzać sobie je
w internecie. a jak ktoś coś mu zaproponuje to on bezmylnie zgadza się
na wszystko, aby ta osoba była zadowolona. ... tylko teraz ojciec ma
kolejny problem.... bo nie potrafi sprawdzić wysokości faktur do
zapłaty.... i od lutego ma zablokowany telefon... i nie może sobie z tym poradzić. mama nie podejmuje tego tematu, żeby nie prowokować kłótni.
a wczoraj np. stwierdził, że monterzy z polsatu cyfrowego źle zamontowali mi
talerz do odbioru sygnału... stwierdził, że powinni go zamontować do
góry nogami, bo mi z boku widok zasłania....
kiedyś stwierdził, że facet, który zna się na naprawie agregatów
chłodzącyc w lodówkach będzie umiał mu zamontować klimatyzację w
samochodzie. stwierdził, że ... co za różnica w tym sprzęcie... jedno
i drugie chłodzi... kiedyś prosiłam go, żeby polecił mi dobrego
mechanika (tłukło mi się zawieszenie).... wysłał mnie do człowieka,
który zajmuje się diagnostyką silnika... ojciec stwierdził: no
przecież on się zna na samochodach to i zawieszenie powinien umieć
naprawić...
.... prawda jest taka.... że mój ojciec ma takie kretyńskie pomysły....
jest tak życiowo bezradnym człowiekiem.... unikającym jakiegokolwiek,
najmniejszego nawet wysiłku... jak ktoś z was z nim pobył dłużej...
załamalibyście ręce.... ojca nawet nie można wysłać po zakupy....
ojciec nie umie sobie sam kupić butów, spodni.... nie przeszkadza mu, że
spodnie ma brudne, buty rozwalające się.... przecież można je związać
sznurkiem.... jego trudno nawet zaciągnąć do sklepu, bo się zaraz
denerwuje, niecierpliwi i szybko ucieka ze sklepu na nerwowego papierosa...
a potem, gdy wraca do domu to.... musi odespać te nerwy i emocje związane
z wyjściem do sklepu.... i tak jest zawsze, gdy musi gdzieś pójść i
coś załatwić. potem odsypia stres.
i mama nie maże na nim wymóc, aby czymkolwiek się zajął... wczoraj prosił mnie, żebym sprawdziła w pralce mamy, czy jest miejsce, gdzie zbierają się np. oderwane guziki, czy inne jakieś drobne rzeczy... a jak mama mu powiedziała, że sam powinien to sprawdzić, wystarczy się schylić a nie prosić mnie... to się tym zdenerwował, że on coś miałby zrobić....
i jakmu mówić, że coś powinien... to zawsze są nerwy, kłótnia, obrażanie się i trzaskanie drzwiami.... no i oczywiście cały czas towarzyszy mu piwsko i wódka.... piwo jest codziennie....
mój ojciec jest człowiekiem z cholernie ciężkim charakterem. jest toksyczny. jest gorszy ni z dziecko. porażają mnie jego kretyńskie pomysły i teksty, i to obrażanie się, gdy nie ma przyklasku na to co on wymyśla...
kiedyś... jak byłam małą dziewczynką.... jak każda mała dziewczynka chciałam być księżniczką dla swojego tatusia.... jak nie był schlany... to pamiętam jak ciągnęłam go za wąsy, jak on był na podłodze na czworaka a ja z bratem ujeżdżaliśmy go jak konia....
pamiętam też, ę byłam z siebie straszliwie dumna.... bo jak gdzieś szliśmy rodziną to ja szłam z tatą za rękę, bo tylko ja umiałam tak mocno wyciągać nogi i iść tak szybko, żeby tacie dotrzymać kroku... pamiędam, jaka byłam z tego dumna...
ale dla mojego ojca zawsze ważniejsza była zabawa i jego największa miłość - wódka.
z dzieciństwa nie pamiętam mamy.... niby była zawsze i dbała o nas.... ale nie mam z nią wspomnień.... była taka ... "niewidoczna"..... wiem dlaczego... bo całe życie funkcjonowała dzięki lekom antydepresyjnym, antylękowym, uspokokajającym... zawsze była, zawsze dbała.... ale była gdzieś obok.
nie cierpię mojego ojca. nie cierpię przebywać w jego towarzystwie. męczy mnie on i to, że muszę się uśmiechać, żartować żeby było fajnie, żeby atmosfera w domu była dobra....
go rozwiązać... w zimie natłukł sms-ów w różnych konkursach.... wyłazi jego natura hazardzisty. dobrze, że już nie chodzi grać na automatach, bo wtedy przepuszczał grube tysiące...
no i rachunki za sms-sy wyszły po kilka stówek.... zablokowali mu telefon bo nie
zapłacił faktury... no to zebrał się w sobie i pojechał do salonu
firmowego plusa i wpłacił część pieniędzy. no ale ktoś go tam
namówił na rezygnację z faktur papierowych, i miał sprawdzać sobie je
w internecie. a jak ktoś coś mu zaproponuje to on bezmylnie zgadza się
na wszystko, aby ta osoba była zadowolona. ... tylko teraz ojciec ma
kolejny problem.... bo nie potrafi sprawdzić wysokości faktur do
zapłaty.... i od lutego ma zablokowany telefon... i nie może sobie z tym poradzić. mama nie podejmuje tego tematu, żeby nie prowokować kłótni.
a wczoraj np. stwierdził, że monterzy z polsatu cyfrowego źle zamontowali mi
talerz do odbioru sygnału... stwierdził, że powinni go zamontować do
góry nogami, bo mi z boku widok zasłania....
kiedyś stwierdził, że facet, który zna się na naprawie agregatów
chłodzącyc w lodówkach będzie umiał mu zamontować klimatyzację w
samochodzie. stwierdził, że ... co za różnica w tym sprzęcie... jedno
i drugie chłodzi... kiedyś prosiłam go, żeby polecił mi dobrego
mechanika (tłukło mi się zawieszenie).... wysłał mnie do człowieka,
który zajmuje się diagnostyką silnika... ojciec stwierdził: no
przecież on się zna na samochodach to i zawieszenie powinien umieć
naprawić...
.... prawda jest taka.... że mój ojciec ma takie kretyńskie pomysły....
jest tak życiowo bezradnym człowiekiem.... unikającym jakiegokolwiek,
najmniejszego nawet wysiłku... jak ktoś z was z nim pobył dłużej...
załamalibyście ręce.... ojca nawet nie można wysłać po zakupy....
ojciec nie umie sobie sam kupić butów, spodni.... nie przeszkadza mu, że
spodnie ma brudne, buty rozwalające się.... przecież można je związać
sznurkiem.... jego trudno nawet zaciągnąć do sklepu, bo się zaraz
denerwuje, niecierpliwi i szybko ucieka ze sklepu na nerwowego papierosa...
a potem, gdy wraca do domu to.... musi odespać te nerwy i emocje związane
z wyjściem do sklepu.... i tak jest zawsze, gdy musi gdzieś pójść i
coś załatwić. potem odsypia stres.
i mama nie maże na nim wymóc, aby czymkolwiek się zajął... wczoraj prosił mnie, żebym sprawdziła w pralce mamy, czy jest miejsce, gdzie zbierają się np. oderwane guziki, czy inne jakieś drobne rzeczy... a jak mama mu powiedziała, że sam powinien to sprawdzić, wystarczy się schylić a nie prosić mnie... to się tym zdenerwował, że on coś miałby zrobić....
i jakmu mówić, że coś powinien... to zawsze są nerwy, kłótnia, obrażanie się i trzaskanie drzwiami.... no i oczywiście cały czas towarzyszy mu piwsko i wódka.... piwo jest codziennie....
mój ojciec jest człowiekiem z cholernie ciężkim charakterem. jest toksyczny. jest gorszy ni z dziecko. porażają mnie jego kretyńskie pomysły i teksty, i to obrażanie się, gdy nie ma przyklasku na to co on wymyśla...
kiedyś... jak byłam małą dziewczynką.... jak każda mała dziewczynka chciałam być księżniczką dla swojego tatusia.... jak nie był schlany... to pamiętam jak ciągnęłam go za wąsy, jak on był na podłodze na czworaka a ja z bratem ujeżdżaliśmy go jak konia....
pamiętam też, ę byłam z siebie straszliwie dumna.... bo jak gdzieś szliśmy rodziną to ja szłam z tatą za rękę, bo tylko ja umiałam tak mocno wyciągać nogi i iść tak szybko, żeby tacie dotrzymać kroku... pamiędam, jaka byłam z tego dumna...
ale dla mojego ojca zawsze ważniejsza była zabawa i jego największa miłość - wódka.
z dzieciństwa nie pamiętam mamy.... niby była zawsze i dbała o nas.... ale nie mam z nią wspomnień.... była taka ... "niewidoczna"..... wiem dlaczego... bo całe życie funkcjonowała dzięki lekom antydepresyjnym, antylękowym, uspokokajającym... zawsze była, zawsze dbała.... ale była gdzieś obok.
nie cierpię mojego ojca. nie cierpię przebywać w jego towarzystwie. męczy mnie on i to, że muszę się uśmiechać, żartować żeby było fajnie, żeby atmosfera w domu była dobra....
Komentarze: 1 pokaż »
2011-04-01 22:30
5,15
tyle kosztuje teraz benzyna....
płaczę, ale płacę....
nie wiem, jak dałabym sobie radę bez samochodu.
wożę córcię do/ze szkoły lub do/od rodziców. jeżdżę do pracy na drugi koniec miasta, przedzierając się przez strategiczne korki miasta. jestem oczywiście domowym zaopatrzeniowcem.
a bez samochodu.... byłaby masakra.... np. wracanie do domu z pracy o 22-giej.... i co wtedy z córcią? musiałaby czasowo przeprowadzać się chyba do mojej mamy...
jakiś miesiąc temu przyjechała do mnie koleżanka z pracy. jechała bezpośrednio z firmy. kończyła pracę o 14. czyli jechała przed kulminacją korków.... dotarcie do mnie autobusem zajęło jej 1 godz. i 15 minut....
bbrrrr.... aż mnie zatrzęsło na wizję braku samochodu.
więc...
płaczę i płacę.
tyle kosztuje teraz benzyna....
płaczę, ale płacę....
nie wiem, jak dałabym sobie radę bez samochodu.
wożę córcię do/ze szkoły lub do/od rodziców. jeżdżę do pracy na drugi koniec miasta, przedzierając się przez strategiczne korki miasta. jestem oczywiście domowym zaopatrzeniowcem.
a bez samochodu.... byłaby masakra.... np. wracanie do domu z pracy o 22-giej.... i co wtedy z córcią? musiałaby czasowo przeprowadzać się chyba do mojej mamy...
jakiś miesiąc temu przyjechała do mnie koleżanka z pracy. jechała bezpośrednio z firmy. kończyła pracę o 14. czyli jechała przed kulminacją korków.... dotarcie do mnie autobusem zajęło jej 1 godz. i 15 minut....
bbrrrr.... aż mnie zatrzęsło na wizję braku samochodu.
więc...
płaczę i płacę.
Komentarze: 0
2011-04-01 09:59
ojciec wczoraj złamał rękę.
współczuję mu naprawdę.
...ale...
zdecydowanie bardziej współczuję mojej mamie....
z ojcem ciężko wytrzymać w domu 2 dni, gdy nie pracuje.... a teraz będzie siedział w domu przez 2 miesiące.
ojciec w domu nie ma kompletnie żadnego zajęcia. tylko na okrągło je, śpi i siedzi w swoim pokoju przy kompie i tv.
w domu nie zajmuje się kompletnie niczym, a jak już coś zrobi - to popsuje... nawet jedzenia sobie nie robi. ciągle tylko snuje się bez sensu po mieszkaniu i głupio komentuje wszystko co robi mama. ona nawet spokojnie nie może poczytać gazety... ojciec ciągle sapie i jęczy jaki to on umęczony...
ja nie wytrzymałabym z ojcem całego jednego dnia...
współczuję mu naprawdę.
...ale...
zdecydowanie bardziej współczuję mojej mamie....
z ojcem ciężko wytrzymać w domu 2 dni, gdy nie pracuje.... a teraz będzie siedział w domu przez 2 miesiące.
ojciec w domu nie ma kompletnie żadnego zajęcia. tylko na okrągło je, śpi i siedzi w swoim pokoju przy kompie i tv.
w domu nie zajmuje się kompletnie niczym, a jak już coś zrobi - to popsuje... nawet jedzenia sobie nie robi. ciągle tylko snuje się bez sensu po mieszkaniu i głupio komentuje wszystko co robi mama. ona nawet spokojnie nie może poczytać gazety... ojciec ciągle sapie i jęczy jaki to on umęczony...
ja nie wytrzymałabym z ojcem całego jednego dnia...
Komentarze: 4 pokaż »
2011-03-30 15:40
wyczytałam na portalu:
"To musi budzić niesmak - komentuje "SE". Kiedy państwo na każdym kroku szuka oszczędności, a pracownikom zamraża się pensje, czołowi parlamentarzyści sami sobie przyznają gigantyczne nagrody. Komorowski - 22 tys. zł. Jego następca Grzegorz Schetyna (PO) - 36 tys. zł. Wicemarszałkowie Sejmu Ewa Kierzkowska (PSL), Stefan Niesiołowski (PO), Jerzy Wenderlich (SLD) oraz Marek Kuchciński (PiS) od 32 tys. zł do aż 50 tys. zł.
"W 2010 r. członkom Prezydium Sejmu wypłacono trzy nagrody: 7 lipca, w wysokości 150 proc. uposażenia miesięcznego; 22 października, w wysokości 100 proc. uposażenia; 9 grudnia, w wysokości 150 proc. uposażenia" - poinformowało dziennikarzy gazety oficjalnie Biuro Prasowe Kancelarii Sejmu."
jakie pojęcie o życiu większości ludzi mogą mieć rządzący krajem? ustalają minimalne pensje, emerytury i renty.... robią cuda z systemem emerytalnym... który i tak jest w rozsypce...
ale ich bieda nie dotknie, bo o siebie potrafią zadbać. mogą się spokojnie zabawiać w sprawowanie władzy. i nic ich nie obchodzi, jak zwykli ludzie mają przeżyć za pieniądze, które dostają....
"To musi budzić niesmak - komentuje "SE". Kiedy państwo na każdym kroku szuka oszczędności, a pracownikom zamraża się pensje, czołowi parlamentarzyści sami sobie przyznają gigantyczne nagrody. Komorowski - 22 tys. zł. Jego następca Grzegorz Schetyna (PO) - 36 tys. zł. Wicemarszałkowie Sejmu Ewa Kierzkowska (PSL), Stefan Niesiołowski (PO), Jerzy Wenderlich (SLD) oraz Marek Kuchciński (PiS) od 32 tys. zł do aż 50 tys. zł.
"W 2010 r. członkom Prezydium Sejmu wypłacono trzy nagrody: 7 lipca, w wysokości 150 proc. uposażenia miesięcznego; 22 października, w wysokości 100 proc. uposażenia; 9 grudnia, w wysokości 150 proc. uposażenia" - poinformowało dziennikarzy gazety oficjalnie Biuro Prasowe Kancelarii Sejmu."
jakie pojęcie o życiu większości ludzi mogą mieć rządzący krajem? ustalają minimalne pensje, emerytury i renty.... robią cuda z systemem emerytalnym... który i tak jest w rozsypce...
ale ich bieda nie dotknie, bo o siebie potrafią zadbać. mogą się spokojnie zabawiać w sprawowanie władzy. i nic ich nie obchodzi, jak zwykli ludzie mają przeżyć za pieniądze, które dostają....
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-29 20:40
dzisiaj rano ledwo znalazłam miejsce na parkingu w okolicy mojej pracy. no ale udało się! zaparkowałam i gramolę się wysiadając.
- widzi pani jacy debile??!!
rozglądam się zaskoczona. z samochodu obok wysiadała jakaś kobieta.
- no debile i już! pani patrzy jak oni zaparkowali!
- tak? a jak?
-no pani patrzy! zajął dwa miejsca parkingowe. nawet mu mówiłam, żeby przeparkował to się jeszcze ktoś zmieści, ale debil nie chciał... no taaakkkk.... ale tacy to zawsze twierdzą, że to kobiety nie potrafią parkować! a sami to co!
no i faktycznie popatrzyłam, jak ten facet zaparkował. faktycznie - debil.
z doświadczenia już wiem - mężczyźni często jęczą na kobiety za kierownicą... a sami popełniają dokładnie te same błędy, a często zdecydowanie gorsze... ale oni tych błędów u siebie nie widzą.
od niedawna słyszę w radiu utworek z przerobionym fragmentem czegoś co mi się bardzo podoba. ale zdecydowanie wolę oryginał.
www.youtube.com/watch
- widzi pani jacy debile??!!
rozglądam się zaskoczona. z samochodu obok wysiadała jakaś kobieta.
- no debile i już! pani patrzy jak oni zaparkowali!
- tak? a jak?
-no pani patrzy! zajął dwa miejsca parkingowe. nawet mu mówiłam, żeby przeparkował to się jeszcze ktoś zmieści, ale debil nie chciał... no taaakkkk.... ale tacy to zawsze twierdzą, że to kobiety nie potrafią parkować! a sami to co!
no i faktycznie popatrzyłam, jak ten facet zaparkował. faktycznie - debil.
z doświadczenia już wiem - mężczyźni często jęczą na kobiety za kierownicą... a sami popełniają dokładnie te same błędy, a często zdecydowanie gorsze... ale oni tych błędów u siebie nie widzą.
od niedawna słyszę w radiu utworek z przerobionym fragmentem czegoś co mi się bardzo podoba. ale zdecydowanie wolę oryginał.
www.youtube.com/watch
Komentarze: 1 pokaż »
2011-03-27 22:49
no i koniec laby. miałam 4 dni wolnego.
sporo leniuchowałam, ale też złapałam fazę na zrobienie jednej rzeczy. miałam to zrobić w czasie lutowego urlopu, ale jakoś nie było mi po drodze.
za to teraz pomalowałam sobie sufit w łazience i przedpokoju na fajny kolorek. taki jasny piaskowy. wygląda ładnie. jeszcze spoglądam na sufit w kuchni... ale to już musi być trochę inny odcień. ale się coś pomyśli :)
ogólnie chciałam jeszcze zmobilizować córcię do mierzenia ciuchów. chcę część jej rzeczy oddać do komisu... no ale musi najpierw je pomierzyć...
byłyśmy dzisiaj na basenie... jak jestem z małą, to mogę zapomnieć o pływaniu, bo muszę jej pilnować... jest tylko moczenie tyłka... ale i tak dobrze mi to zrobiło.... luuudzie... ale mi brakuje pływania i wysiłku... no ale cóż... siła wyższa... kasy brak. :(
czas zająć się skrzynkami na balkonie :) muszę dokupić ziemię. nasadzę sporo lobelli. w tym roku chyba coś jasnego.
a teraz sobie siedzę... skończyłam siorbać piwko... jeszcze wypaciam się mazidłami i trzeba iść spać. jutro mam do pracy na 7 rano... kurdę... będę półprzytomna...
sporo leniuchowałam, ale też złapałam fazę na zrobienie jednej rzeczy. miałam to zrobić w czasie lutowego urlopu, ale jakoś nie było mi po drodze.
za to teraz pomalowałam sobie sufit w łazience i przedpokoju na fajny kolorek. taki jasny piaskowy. wygląda ładnie. jeszcze spoglądam na sufit w kuchni... ale to już musi być trochę inny odcień. ale się coś pomyśli :)
ogólnie chciałam jeszcze zmobilizować córcię do mierzenia ciuchów. chcę część jej rzeczy oddać do komisu... no ale musi najpierw je pomierzyć...
byłyśmy dzisiaj na basenie... jak jestem z małą, to mogę zapomnieć o pływaniu, bo muszę jej pilnować... jest tylko moczenie tyłka... ale i tak dobrze mi to zrobiło.... luuudzie... ale mi brakuje pływania i wysiłku... no ale cóż... siła wyższa... kasy brak. :(
czas zająć się skrzynkami na balkonie :) muszę dokupić ziemię. nasadzę sporo lobelli. w tym roku chyba coś jasnego.
a teraz sobie siedzę... skończyłam siorbać piwko... jeszcze wypaciam się mazidłami i trzeba iść spać. jutro mam do pracy na 7 rano... kurdę... będę półprzytomna...
Komentarze: 2 pokaż »
2011-03-26 17:46
na jednym z blogów wyczytałam, że autor potępia pewnego ojca, który uważa, że jego 21-letnia córka poznaje co to seks, że chce się wyszumieć, że jest młoda i ma takie prawo.
dlaczego mężczyzna może mieć wiele partnerek a kobieta już nie - bo się wtedy nie szanuje?
zastanawiam się wśród jakiej części mężczyzn panuje jeszcze pogląd, że ich kobieta powinna właśnie "szanować się", trzymać dziewictwo aż do ślubu, albo może nie aż do ślubu ale dla tego jedynego, z którym ten ślub weźnie.
przecież jeżeli spotyka się dwoje ludzi - zaczynają się poznawać. spotykają się, poznają swoje charaktery, spędzają wspólnie czas, poznają swoje nawyki, te dobre i gorsze strony swoich charakterów. i podejmują decyzję, czy pasują do siebie, czy nie...
również w sferze seksu nie wolno pomijać wzajemnego poznawania się. należy poznawać swoje upodobania i temperamenty... i dopiero wtedy będzie można podjąć decyzję, czy tu też wszystko jest zgodne.
dopasowanie charakterów i sfery seksu jest równie ważne. nie można pomijać niczego.
przecież w swoim życiu poznajemy wiele osób, wiele charakterów, z kilkoma osobami spotykamy się przez pewien czas, aby ich poznać...
dlaczego seks ma być pomijany?
bo czy np. głupotą nie nazwano by takiego związku, w którym ludzie się po raz pierwszy spotkali i po krótkiej rozmowie podjeli decyzję o wspólnym ślubie? nie sprawdziwszy się w wielu życiowych sytuacjach?
to niby dlaczego są osoby chcące aby w ten sposób traktować seks?
przecież małżeństwa i pary większość swojego życia spędzają wieczorami i w nocy... w porach jak najbardziej sprzyjających intymności...
wiem, że spędzanie czasu ze sobą, poznawanie się nie gwarantuje tego, że w późniejszym życiu partner się sprawdzi na obu płaszczyznach .... ale czy branie przysłowiowego "kota w worku" jest mądre?
jeżeli moja córcia będzie w przyszłości zmieniała często chłopaków... będzie to dla mnie w porządku. będę wiedziała, że również poznaje siebie i swoje reakcje w różnych sytuacjach. poznaje, jacy ludzie jej odpowiadają, jakie charaktery, jakie zachowania... i będzie poznawała też siebie w seksie.
i absolutnie nie będę jej tłukła do głowy, że należy się "szanować", że ma być "grzeczną i porządną" dziewczyną.... bo ja właśnie byłam taką grzeczną, szanującą się i porządną dziewczyną.... w dodatku nieśmiałą. i wiem, że to nie wyszło mi na dobre....
przed poznaniem męża miałam 2 chłopaków i intymności tam wiele nie było... seks poznawałam z mężem, choć jeszcze przed ślubem... i nie bardzo wiedząc, czego, jakich emocji i wrażeń mam się spodziewać... przyjmowałam wszystkie odczucia tak jak było, bo innych nie znałam. z czasem nabawiłam się frustracji... bo czegoś mi brakowało... wiedziałam, że coś jest nie tak, jak mogłoby być... no ale skąd mogłam wiedzieć, skoro wcześniej nie miałam innych doświadczeń.... hhhmmm... dopiero po rozwodzie znalazł się ktoś, kto mi pokazał jak rewelacyjny jest seks... i jak bardzo sama siebie zaskoczyłam swoimi reakcjami i zachowaniami.
i teraz z perspektywy czasu i doświadczeń... bardzo żałuję... szkoda, że nie miałam wcześniejszych doświadczeń, szkoda, że nie umiałam poznawać siebie.... szkoda, że tak wiele lat żyłam nie wiedząc co to seks, popadając w frustrację.... i nikt mi nie wmówi, że warto z seksem czekać na tego jedynego, na męża.... bo to jedna z większych głupot, jakie można zrobić w życiu.
dlaczego mężczyzna może mieć wiele partnerek a kobieta już nie - bo się wtedy nie szanuje?
zastanawiam się wśród jakiej części mężczyzn panuje jeszcze pogląd, że ich kobieta powinna właśnie "szanować się", trzymać dziewictwo aż do ślubu, albo może nie aż do ślubu ale dla tego jedynego, z którym ten ślub weźnie.
przecież jeżeli spotyka się dwoje ludzi - zaczynają się poznawać. spotykają się, poznają swoje charaktery, spędzają wspólnie czas, poznają swoje nawyki, te dobre i gorsze strony swoich charakterów. i podejmują decyzję, czy pasują do siebie, czy nie...
również w sferze seksu nie wolno pomijać wzajemnego poznawania się. należy poznawać swoje upodobania i temperamenty... i dopiero wtedy będzie można podjąć decyzję, czy tu też wszystko jest zgodne.
dopasowanie charakterów i sfery seksu jest równie ważne. nie można pomijać niczego.
przecież w swoim życiu poznajemy wiele osób, wiele charakterów, z kilkoma osobami spotykamy się przez pewien czas, aby ich poznać...
dlaczego seks ma być pomijany?
bo czy np. głupotą nie nazwano by takiego związku, w którym ludzie się po raz pierwszy spotkali i po krótkiej rozmowie podjeli decyzję o wspólnym ślubie? nie sprawdziwszy się w wielu życiowych sytuacjach?
to niby dlaczego są osoby chcące aby w ten sposób traktować seks?
przecież małżeństwa i pary większość swojego życia spędzają wieczorami i w nocy... w porach jak najbardziej sprzyjających intymności...
wiem, że spędzanie czasu ze sobą, poznawanie się nie gwarantuje tego, że w późniejszym życiu partner się sprawdzi na obu płaszczyznach .... ale czy branie przysłowiowego "kota w worku" jest mądre?
jeżeli moja córcia będzie w przyszłości zmieniała często chłopaków... będzie to dla mnie w porządku. będę wiedziała, że również poznaje siebie i swoje reakcje w różnych sytuacjach. poznaje, jacy ludzie jej odpowiadają, jakie charaktery, jakie zachowania... i będzie poznawała też siebie w seksie.
i absolutnie nie będę jej tłukła do głowy, że należy się "szanować", że ma być "grzeczną i porządną" dziewczyną.... bo ja właśnie byłam taką grzeczną, szanującą się i porządną dziewczyną.... w dodatku nieśmiałą. i wiem, że to nie wyszło mi na dobre....
przed poznaniem męża miałam 2 chłopaków i intymności tam wiele nie było... seks poznawałam z mężem, choć jeszcze przed ślubem... i nie bardzo wiedząc, czego, jakich emocji i wrażeń mam się spodziewać... przyjmowałam wszystkie odczucia tak jak było, bo innych nie znałam. z czasem nabawiłam się frustracji... bo czegoś mi brakowało... wiedziałam, że coś jest nie tak, jak mogłoby być... no ale skąd mogłam wiedzieć, skoro wcześniej nie miałam innych doświadczeń.... hhhmmm... dopiero po rozwodzie znalazł się ktoś, kto mi pokazał jak rewelacyjny jest seks... i jak bardzo sama siebie zaskoczyłam swoimi reakcjami i zachowaniami.
i teraz z perspektywy czasu i doświadczeń... bardzo żałuję... szkoda, że nie miałam wcześniejszych doświadczeń, szkoda, że nie umiałam poznawać siebie.... szkoda, że tak wiele lat żyłam nie wiedząc co to seks, popadając w frustrację.... i nikt mi nie wmówi, że warto z seksem czekać na tego jedynego, na męża.... bo to jedna z większych głupot, jakie można zrobić w życiu.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-03-26 13:16
moja skóra jest już na emeryturze....
Komentarze: 1 pokaż »
2011-03-24 11:21
no to nadszedł czas, żeby znowu powalczyć z borelką.
od pewnego czasu znowu zaczyna mnie kłuć w stawach.... początkowo chciałam robić badania prywatnie... ale jednak... to wydana kasa.... czas mnie nie goni, więc podrążę temat "nfzetowsko". zajmie mi to trochę czasu.... będę musiała się pogimnastykować z dopasowaniem wizyt u lekarza z grafikiem. jak szłam w stronę labolatorium, aby wypytać o badania czułam si e dokładnie tak samo jak dwa lata temu... szłam tym samym chodnikiem pod górkę... i ledwo powłóczyłam nogami... kurde. :/ wiem, że część moich dolegliwości to stres i depresja... a ta borelka tylko mnie jeszcze dociska do gleby...
no a jak przechodziłam obok szpitala i labolatorium... i jakoś wcześniej tego nie zauważyłam ale dzisiaj aż przystanęłam.
ta uliczka jest w centrum miasta. jest wąska i piekielnie zapchana samochodami - wiadomo, jak to w centrum a w dodatku jest tu szpital i cała masa różnych poradni specjalistycznych. jest też taki stary kościół przed którym jest niewielki plac. no i księża robią biznes - jest tam płatny parking. oczywiście zapchany samochodami.... hhhmmmm.... dokładnie przed wejściem do świątyni.... takie czasy, że już nawet księża nie szanują świętego dla siebie miejsca.... naprawdę... aż przystanęłam na chwilę ze zdumienia.
www.youtube.com/watch
od pewnego czasu znowu zaczyna mnie kłuć w stawach.... początkowo chciałam robić badania prywatnie... ale jednak... to wydana kasa.... czas mnie nie goni, więc podrążę temat "nfzetowsko". zajmie mi to trochę czasu.... będę musiała się pogimnastykować z dopasowaniem wizyt u lekarza z grafikiem. jak szłam w stronę labolatorium, aby wypytać o badania czułam si e dokładnie tak samo jak dwa lata temu... szłam tym samym chodnikiem pod górkę... i ledwo powłóczyłam nogami... kurde. :/ wiem, że część moich dolegliwości to stres i depresja... a ta borelka tylko mnie jeszcze dociska do gleby...
no a jak przechodziłam obok szpitala i labolatorium... i jakoś wcześniej tego nie zauważyłam ale dzisiaj aż przystanęłam.
ta uliczka jest w centrum miasta. jest wąska i piekielnie zapchana samochodami - wiadomo, jak to w centrum a w dodatku jest tu szpital i cała masa różnych poradni specjalistycznych. jest też taki stary kościół przed którym jest niewielki plac. no i księża robią biznes - jest tam płatny parking. oczywiście zapchany samochodami.... hhhmmmm.... dokładnie przed wejściem do świątyni.... takie czasy, że już nawet księża nie szanują świętego dla siebie miejsca.... naprawdę... aż przystanęłam na chwilę ze zdumienia.
www.youtube.com/watch
Komentarze: 4 pokaż »
2011-03-23 20:36
byłam dzisiaj u ginekologa na przeglądzie podwozia. jak zwykle ok. no i kolejne pytania o drugie dziecko... doktorek jest niepoprawny.
no to mu powiedziałam jak poprzednio, że odpowiedniego dawcy brak.... zaśmiał się tylko...
no a tak poza tym.... gdyby był już facet na stałe - dziecko oznaczałoby już.... że gdyby kiedyś było w związku naprawdę źle... nie dałabym już rady odejść.... sama nie poradziłabym sobie z dwójką dzieci... oznaczałoby to dla mnie tkwienie w złej dla mnie sytuacji... dlatego też nie sądzę, abym kiedykolwiek miała drugie dziecko.
przedwczoraj, gdy zjeżdżałyśmy z córcią windą na dól, dosiadł się do nas sąsiad. taki starszy facet, sympatyczny, zawsze o czymś zagadamy. no i w windzie dopytywał się małej, gdzie idzie, a do której klasy chodzi... to mu mówi, że do 3... sąsiad pokiwał głową... no i do mnie mówi: a pani to za młoda na taką dużą córkę.
no to ja mu: nie za młoda, tylko akurat na taką córkę.
sąsiad tylko popatrzył uśmiechnięty
- a wie pan ile mam lat?
- no to ile?
-a 36...
- oooooo!!!!! (i tu zdziwiona mina sąsiada) naprawdę???
-no tak. nie wyglądam na tyle, prawda?
- oooo... to bardzo dobrze! tak trzymać sąsiadko! tak trzymać!
wesoły miałam początek dnia :)
no to mu powiedziałam jak poprzednio, że odpowiedniego dawcy brak.... zaśmiał się tylko...
no a tak poza tym.... gdyby był już facet na stałe - dziecko oznaczałoby już.... że gdyby kiedyś było w związku naprawdę źle... nie dałabym już rady odejść.... sama nie poradziłabym sobie z dwójką dzieci... oznaczałoby to dla mnie tkwienie w złej dla mnie sytuacji... dlatego też nie sądzę, abym kiedykolwiek miała drugie dziecko.
przedwczoraj, gdy zjeżdżałyśmy z córcią windą na dól, dosiadł się do nas sąsiad. taki starszy facet, sympatyczny, zawsze o czymś zagadamy. no i w windzie dopytywał się małej, gdzie idzie, a do której klasy chodzi... to mu mówi, że do 3... sąsiad pokiwał głową... no i do mnie mówi: a pani to za młoda na taką dużą córkę.
no to ja mu: nie za młoda, tylko akurat na taką córkę.
sąsiad tylko popatrzył uśmiechnięty
- a wie pan ile mam lat?
- no to ile?
-a 36...
- oooooo!!!!! (i tu zdziwiona mina sąsiada) naprawdę???
-no tak. nie wyglądam na tyle, prawda?
- oooo... to bardzo dobrze! tak trzymać sąsiadko! tak trzymać!
wesoły miałam początek dnia :)
Komentarze: 2 pokaż »
2011-03-20 12:24
nie lubię pojęcia sprzedaż i rzeczy z tym związanych.... uczestniczyłam kiedyś w takich szkoleniach. byłam pracownikiem zaplecza, ale kiedyś wytypowali mnie na takie szkolenie, bo bank chciał rozwijać nową formę sprzedaży swoich produktów.
bbbrrrrrr!!!! nawet jak to piszę, to aż mnie coś wewnętrznie trzęsie!
sprzedaż produktów bankowych - bbbbbllllllleeeee.....
no ale jak mnie wysłali na takie tygodniowe szkolenie, to pojechałam. czy miałam inne wyjście? na koniec szkolenia był "egzamin" z jakimś dyrektorkiem z centrali. usłyszałam wtedy, że szkoda mnie na zaplecze. że powinnam być na pierwszej linii: wiedza, sposób komunikacji i wygląd.
teraz pracuję w call center. no i tu też wprowadzają sprzedaż (wwwrrrrrr...) mamy sprzedawać (wwwrrrr....) klientom pożyczki. jest oczywiście dział czysto sprzedażowy. ja natomiast pracuję w miejscu, gdzie wykonuje się dyspozycje klientów, udziela informacji i jest kartolinia. no i aby zmaksymalizować sprzedaż - my też musimy namawiać klientów.
ups! sorki! mamy uzmysławiać klientom, że mają potrzebę uzyskania pożyczki!
i właśnie tego nie cierpię. tej obłudy.
mamy skrypty sprzedażowe, gotowe formułki, którymi powinniśmy się posługiwać, aby zbić objekcje klientów.... takie durne teksty, że aż mi się niedobrze robi, gdy to czytam. ostatnio mieliśmy szkolenia e-learningowe.... niedobrze mi się robiło, gdy patrzyłam na faceta w gajerku... takiego ugrzecznionego z wypracowaną gestykulacją.... tłumaczącego, że jak powiem takie a nie inne słowa, to zostaną one odebrane przez klienta w ten a nie inny sposób i klient z pewnością zrozumie, że ten a nie inny produkt bankowy jest mu niezbędnie potrzebny. no i będzie sukces! będzie sprzedaż! (wwwwrrrrr.....)
ooooo nie.... nie ma opcji, żeby mnie ktoś wpasował w takie ugładzone teksty! nie ma mowy, abym wpasowała się w te szablony. ja mówię po swojemu. traktuję klientów jak ludzi a nie bezmyślne istoty, które nie zdają sobie sprawy, że ta pożyczka jest im niezbędnie potrzebna. i to tu i teraz! nie za 4 miesiące, gdy będzie remont w domu... oni mają potrzebować kasy już teraz!
i tak jak do mnie dzwonią różni konsultanci.... jak słyszę szablonowe teksty, to od razu pojawiają mi się różki diabełka i z automatu jestem na NIE! jak ktoś mówi naturalnie, ze swobodą - to wysłucham i się zastanowię a czasami nawet od razu podejmę decyzję, bo np. czekałam na telefon od konsultanta. tak jest np. z orange, gdzie mam telefon. wiem, kiedy kończy mi się umowa i czekam na ich propozycje.
nie cierpię sprzedaży, nie cierpię namawiania ludzi na cokolwiek... sorki. uzmysławiania im, że mają potrzeby, których jeszcze nie odkryli, których nie znają...
ostatnio sprawdzałam rankingi sprzedaży w wydziale....
to jest pierwszy kwartał, w którym jestem brana pod uwagę.
no i wychodzi, że dobra w tym jestem. w takiej najwyższej czołówce to nie.... ale w tej lepszej części tych dobrych... to tak.
a ja tak nie cierpię tej sprzedaży....bbbblllleeeee....
bbbrrrrrr!!!! nawet jak to piszę, to aż mnie coś wewnętrznie trzęsie!
sprzedaż produktów bankowych - bbbbbllllllleeeee.....
no ale jak mnie wysłali na takie tygodniowe szkolenie, to pojechałam. czy miałam inne wyjście? na koniec szkolenia był "egzamin" z jakimś dyrektorkiem z centrali. usłyszałam wtedy, że szkoda mnie na zaplecze. że powinnam być na pierwszej linii: wiedza, sposób komunikacji i wygląd.
teraz pracuję w call center. no i tu też wprowadzają sprzedaż (wwwrrrrrr...) mamy sprzedawać (wwwrrrr....) klientom pożyczki. jest oczywiście dział czysto sprzedażowy. ja natomiast pracuję w miejscu, gdzie wykonuje się dyspozycje klientów, udziela informacji i jest kartolinia. no i aby zmaksymalizować sprzedaż - my też musimy namawiać klientów.
ups! sorki! mamy uzmysławiać klientom, że mają potrzebę uzyskania pożyczki!
i właśnie tego nie cierpię. tej obłudy.
mamy skrypty sprzedażowe, gotowe formułki, którymi powinniśmy się posługiwać, aby zbić objekcje klientów.... takie durne teksty, że aż mi się niedobrze robi, gdy to czytam. ostatnio mieliśmy szkolenia e-learningowe.... niedobrze mi się robiło, gdy patrzyłam na faceta w gajerku... takiego ugrzecznionego z wypracowaną gestykulacją.... tłumaczącego, że jak powiem takie a nie inne słowa, to zostaną one odebrane przez klienta w ten a nie inny sposób i klient z pewnością zrozumie, że ten a nie inny produkt bankowy jest mu niezbędnie potrzebny. no i będzie sukces! będzie sprzedaż! (wwwwrrrrr.....)
ooooo nie.... nie ma opcji, żeby mnie ktoś wpasował w takie ugładzone teksty! nie ma mowy, abym wpasowała się w te szablony. ja mówię po swojemu. traktuję klientów jak ludzi a nie bezmyślne istoty, które nie zdają sobie sprawy, że ta pożyczka jest im niezbędnie potrzebna. i to tu i teraz! nie za 4 miesiące, gdy będzie remont w domu... oni mają potrzebować kasy już teraz!
i tak jak do mnie dzwonią różni konsultanci.... jak słyszę szablonowe teksty, to od razu pojawiają mi się różki diabełka i z automatu jestem na NIE! jak ktoś mówi naturalnie, ze swobodą - to wysłucham i się zastanowię a czasami nawet od razu podejmę decyzję, bo np. czekałam na telefon od konsultanta. tak jest np. z orange, gdzie mam telefon. wiem, kiedy kończy mi się umowa i czekam na ich propozycje.
nie cierpię sprzedaży, nie cierpię namawiania ludzi na cokolwiek... sorki. uzmysławiania im, że mają potrzeby, których jeszcze nie odkryli, których nie znają...
ostatnio sprawdzałam rankingi sprzedaży w wydziale....
to jest pierwszy kwartał, w którym jestem brana pod uwagę.
no i wychodzi, że dobra w tym jestem. w takiej najwyższej czołówce to nie.... ale w tej lepszej części tych dobrych... to tak.
a ja tak nie cierpię tej sprzedaży....bbbblllleeeee....
Komentarze: 5 pokaż »
2011-03-19 20:20
przed pójściem do pracy oglądałam sobie dzisiaj "dzień dobry tvn". no i pojawiła się tam kolejna znana osoba, która lubi gotować. ja nie wiem... ciągle tylko słyszę, że to gotowanie jest takie popularne wśród gwiazd. dzisiaj była to kolejna aktorka. no tak. gotowanie jest na topie. gotowanie jest super. przecież nie wypada powiedzieć, że się nie lubi gotować, gdy wszędzie jest cała masa "gotujących programów".
no a ja nie lubię gotować i już. dla mnie jest to męczące... i drażniące... tym bardziej, że jeść jednak trzeba... a ja do kuchni mogłabym wchodzić jedynie, żeby zrobić sobie kawę i położyć na talerzyk kawałek ciasta (kupionego oczywiście).
a tak z całkowicie innej beczki.... znowu widzę reklamę kolejnego specyfiku na potencję dla mężczyzn. często są te reklamy.
no a ja nie lubię gotować i już. dla mnie jest to męczące... i drażniące... tym bardziej, że jeść jednak trzeba... a ja do kuchni mogłabym wchodzić jedynie, żeby zrobić sobie kawę i położyć na talerzyk kawałek ciasta (kupionego oczywiście).
a tak z całkowicie innej beczki.... znowu widzę reklamę kolejnego specyfiku na potencję dla mężczyzn. często są te reklamy.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-18 23:15
sobie siedzę i oglądam "matrixa".
tylko jedynka mi się podoba. i to bardzo mi się podoba.
tylko jedynka mi się podoba. i to bardzo mi się podoba.
Komentarze: 2 pokaż »
2011-03-18 20:21
dzisiaj mój ojciec był na pogrzebie swojej kuzynki. jest to jakaś rodzina mieszkająca jeszcze bardziej na wschód ode mnie... jakaś wieś....
trumna w kościele, wszyscy czekają.... ksiądz prosi najbliższą rodzinę zmarłej na rozmowę na osobności.... oni mieli przygotowane pieniądze za pogrzeb... mieli 700zł.... a ksiądz powiedział, że jak nie dadzą mu do ręki 1500zł to nie będzie pogrzebu... no i musieli dać.... i ksiądz jeszcze dodatkowo zbierał pieniądze do tacy...
i tak właśnie jest na wsiach. ojciec rozmwaiał z kuzynami.... ludzie traktują księży jak nadludzi... boją się prespektywy problemów z pogrzebem... i bulą tyle ile sobie ksiądz zażyczy.
trumna w kościele, wszyscy czekają.... ksiądz prosi najbliższą rodzinę zmarłej na rozmowę na osobności.... oni mieli przygotowane pieniądze za pogrzeb... mieli 700zł.... a ksiądz powiedział, że jak nie dadzą mu do ręki 1500zł to nie będzie pogrzebu... no i musieli dać.... i ksiądz jeszcze dodatkowo zbierał pieniądze do tacy...
i tak właśnie jest na wsiach. ojciec rozmwaiał z kuzynami.... ludzie traktują księży jak nadludzi... boją się prespektywy problemów z pogrzebem... i bulą tyle ile sobie ksiądz zażyczy.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-16 14:28
dzisiaj sobie wyczytałam na portalu interia artykulik o progach wiekowych u kobiet: 30, 40, 50 lat... że nie należy patrzeć na te daty jako coś kryzysowego... o kobietach 30+ na wstępie napisali m.in. coś takiego:
"Tryskasz energią, masz niezłą figurę i błysk w oku! Nic dziwnego, właśnie teraz jesteś u szczytu swoich możliwości: intelektualnych, zawodowych i seksualnych!
Jesteś też niezależna, sama decydujesz o sobie, twoje relacje z otoczeniem są świadome. Znasz swoją wartość! Może założyłaś już własną rodzinę, może pochłania cię praca zawodowa, a może próbujesz łączyć jedno z drugim. Na pewno masz mnóstwo obowiązków i pewnie czasem czujesz się nimi przytłoczona."
z tego zgadza się to, że mam niezłą figurę. no jeszcze to, że czuję się przytłoczona obowiązkami.... i to nie czasem, ale bardzo często.
i z pewnością nie czuję się, abym była u szczytu możliwości intelektualnych, zawodowych i seksualnych...
jest brak konkretnego wykształcenia i problemy z koncentracją i zapamiętywaniem, jest słabo opłacana praca a seks w stanie zaniku. było też małżeństwo, które okazało się ostatecznie niewypałem, który doprowadził mnie do depresji... no i są potężne jak dla mnie długi.
... tak... są kobiety, o których jest ten artykuł. ale z pewnością nie jest on o mnie.
"Tryskasz energią, masz niezłą figurę i błysk w oku! Nic dziwnego, właśnie teraz jesteś u szczytu swoich możliwości: intelektualnych, zawodowych i seksualnych!
Jesteś też niezależna, sama decydujesz o sobie, twoje relacje z otoczeniem są świadome. Znasz swoją wartość! Może założyłaś już własną rodzinę, może pochłania cię praca zawodowa, a może próbujesz łączyć jedno z drugim. Na pewno masz mnóstwo obowiązków i pewnie czasem czujesz się nimi przytłoczona."
z tego zgadza się to, że mam niezłą figurę. no jeszcze to, że czuję się przytłoczona obowiązkami.... i to nie czasem, ale bardzo często.
i z pewnością nie czuję się, abym była u szczytu możliwości intelektualnych, zawodowych i seksualnych...
jest brak konkretnego wykształcenia i problemy z koncentracją i zapamiętywaniem, jest słabo opłacana praca a seks w stanie zaniku. było też małżeństwo, które okazało się ostatecznie niewypałem, który doprowadził mnie do depresji... no i są potężne jak dla mnie długi.
... tak... są kobiety, o których jest ten artykuł. ale z pewnością nie jest on o mnie.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-12 21:30
właśnie widziałam reklamę telewizyjną z anją rubik.
kurde! "zwykłe" kobiety przy niej nie powinny mieć kompleksów!
ta cała rubik jest chuda jak szczapa i jest najnormalniej w świecie brzydka. ma wielkie oczy przy wystających kościach policzkowych... i wygląda z tym jak wygłodzony człowiek...
a w dodatku ma "przetrącony" zgryz i wadę wymowy.
miała dziewczyna cholerne szczęście i siłę przebicia - to się wybiła w tym chorym światku wychudzonych modelek...
kurde! "zwykłe" kobiety przy niej nie powinny mieć kompleksów!
ta cała rubik jest chuda jak szczapa i jest najnormalniej w świecie brzydka. ma wielkie oczy przy wystających kościach policzkowych... i wygląda z tym jak wygłodzony człowiek...
a w dodatku ma "przetrącony" zgryz i wadę wymowy.
miała dziewczyna cholerne szczęście i siłę przebicia - to się wybiła w tym chorym światku wychudzonych modelek...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-11 14:54
jak to dobrze, że dzisiaj mam wolne...
obudziłam się z bólem głowy.
odprowadziłam małą do szkoły, a jak już byłam w domu to łyknęłam 2 tabletki przeciwbólowe.
włączyłam tv... położyłam się.. a że było mi zimno - owinęłam się kocem. ale nie mogłam się jakoś zagrzać, więc owinęłam się drugim kocem....
dobrze, że nastawiłam sobie alarm w telefonie, bo przespałabym czas odebrania córci ze szkoły.
a głowa dalej boli...
obudziłam się z bólem głowy.
odprowadziłam małą do szkoły, a jak już byłam w domu to łyknęłam 2 tabletki przeciwbólowe.
włączyłam tv... położyłam się.. a że było mi zimno - owinęłam się kocem. ale nie mogłam się jakoś zagrzać, więc owinęłam się drugim kocem....
dobrze, że nastawiłam sobie alarm w telefonie, bo przespałabym czas odebrania córci ze szkoły.
a głowa dalej boli...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-11 08:30
oglądam właśnie tvn24. pokazują co się dzieje teraz w japonii...
straszne.
widać, jak morze wdziera się w głąb lądu. takie płynące błoto złożone z wody, budynków, samochodów i wszystkiego, co zostało zmiecione z powierzcni. widać ludzi uciekających samochodami, których fala dogania i pochłania....
ludzie są bezsilni wobec natury. ludzie chcą zawładnąć naturą, ale ona pokazuje od czasu do czasu kto tu rządzi.
straszne.
widać, jak morze wdziera się w głąb lądu. takie płynące błoto złożone z wody, budynków, samochodów i wszystkiego, co zostało zmiecione z powierzcni. widać ludzi uciekających samochodami, których fala dogania i pochłania....
ludzie są bezsilni wobec natury. ludzie chcą zawładnąć naturą, ale ona pokazuje od czasu do czasu kto tu rządzi.
Komentarze: 0
2011-03-08 23:15
ale córcia wczoraj wymyśliła :)
siedzimy sobie wieczorkiem i gadamy o różnościach. no i mała zapytała (nie wiem skąd jej to przyszło do głowy), czy jak kobieta rodzi, to czy może być tam jedna osoba, czy może być więcej. czy mogą być przy tym dzieci.
no to jej mówię, że raczej jedna dorosła osoba, aby nie było zbędnego zamieszania. no to ona wypaliła, że jak mi przytrafiłoby się tak jak w filmie "mama mia"... że kobieta podejżewała o ojcostwo 3 facetów, bo w jednym czasie z nimi była kiedy zaszła w ciążę... to czy ich wpuścili by do mnie na porodówkę?
zaśmiałam się tylko... i mówię, że to w moim przypadku nie jest możliwe, bo nie mam zwyczaju spotykać się i seksić się z kilkoma facetami! i co ona na to???
- oj mamuś... pamiętaj, że jest jeszcze kryzys wieku średniego... i wtedy wszystko jest możliwe!
padłam ze śmiechu! :)
siedzimy sobie wieczorkiem i gadamy o różnościach. no i mała zapytała (nie wiem skąd jej to przyszło do głowy), czy jak kobieta rodzi, to czy może być tam jedna osoba, czy może być więcej. czy mogą być przy tym dzieci.
no to jej mówię, że raczej jedna dorosła osoba, aby nie było zbędnego zamieszania. no to ona wypaliła, że jak mi przytrafiłoby się tak jak w filmie "mama mia"... że kobieta podejżewała o ojcostwo 3 facetów, bo w jednym czasie z nimi była kiedy zaszła w ciążę... to czy ich wpuścili by do mnie na porodówkę?
zaśmiałam się tylko... i mówię, że to w moim przypadku nie jest możliwe, bo nie mam zwyczaju spotykać się i seksić się z kilkoma facetami! i co ona na to???
- oj mamuś... pamiętaj, że jest jeszcze kryzys wieku średniego... i wtedy wszystko jest możliwe!
padłam ze śmiechu! :)
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-06 21:10
córcia była w ten weekend u taty.
i znowu mi ręce opadły... powiedziała, że świadomie zrobiła pewien eksperyment. chciała się konkretnie przekonać... była z młodym i jego wybranką na zakupach... no i w jednym sklepie siadła sobie na ławeczce przy przymierzalni... no i sobie siedziała... a oni wyszli ze sklepu i nie zauważyli jej nieobecności... dopiero po kilku chwilach wrócili do sklepu.
córcia powiedziała, żebym nie rozmawiała z tatą o tym.... i nie będę z nim rozmawiała. bo nie mam pewności, że uszanuje moją prośbę, aby nic nie mówić córci o rozmowie. najprawdopodobniej by wygadał a ja wtedy miałabym nadszarpnięte zaufanie u córy.
młody wydał 1300zł... kupił sobie skórzaną kurtkę i spodnie, wybranka spodnie dla siebie... "ex" swojej córce nie kupił nic.
byli też w kinie... córcia chciała popkorn... młody nie kupił... powiedział, że nie ma pieniędzy.
szkoda mi jej, gdy widzę, że jest tak zawiedziona brakiem uwagi ze strony swojego taty....
i znowu mi ręce opadły... powiedziała, że świadomie zrobiła pewien eksperyment. chciała się konkretnie przekonać... była z młodym i jego wybranką na zakupach... no i w jednym sklepie siadła sobie na ławeczce przy przymierzalni... no i sobie siedziała... a oni wyszli ze sklepu i nie zauważyli jej nieobecności... dopiero po kilku chwilach wrócili do sklepu.
córcia powiedziała, żebym nie rozmawiała z tatą o tym.... i nie będę z nim rozmawiała. bo nie mam pewności, że uszanuje moją prośbę, aby nic nie mówić córci o rozmowie. najprawdopodobniej by wygadał a ja wtedy miałabym nadszarpnięte zaufanie u córy.
młody wydał 1300zł... kupił sobie skórzaną kurtkę i spodnie, wybranka spodnie dla siebie... "ex" swojej córce nie kupił nic.
byli też w kinie... córcia chciała popkorn... młody nie kupił... powiedział, że nie ma pieniędzy.
szkoda mi jej, gdy widzę, że jest tak zawiedziona brakiem uwagi ze strony swojego taty....
Komentarze: 3 pokaż »
2011-03-05 22:33
czuję jakąś pustkę.
dni mijają, pracuję, zajmuję się dzidzią... raz płaczę, raz się cieszę...
ale jest jakaś pustka, jakiś bezsens.
w pracy dawali ludziom podwyżki. wszystkim. ja też dostałam. pierwszy odruch - bardzo się ucieszyłam. naprawdę bardzo. ale jak potem siadłam przed kompem... to sobie pomyślałam.... że i tak to mało, aby poczuć jakąś stabilizację, aby poczuć się bezpieczniej.... no ale wiem - dobrze, że dostałam.... i cieszę się, choć... smutno mi.
www.youtube.com/watch
dni mijają, pracuję, zajmuję się dzidzią... raz płaczę, raz się cieszę...
ale jest jakaś pustka, jakiś bezsens.
w pracy dawali ludziom podwyżki. wszystkim. ja też dostałam. pierwszy odruch - bardzo się ucieszyłam. naprawdę bardzo. ale jak potem siadłam przed kompem... to sobie pomyślałam.... że i tak to mało, aby poczuć jakąś stabilizację, aby poczuć się bezpieczniej.... no ale wiem - dobrze, że dostałam.... i cieszę się, choć... smutno mi.
www.youtube.com/watch
Komentarze: 4 pokaż »
2011-02-22 13:10
wolne.... wolne... i po wolnym... jutro już będę w pracy... :(
jakoś nie mam do tego serca.... byłam naiwniakiem sądząc, że w tym wydziale będzie nieco inaczej... że będą jakoś inaczej... normalniej traktować ludzi.... jeszcze przed urlopem posłuchałam sobie, co mówiła jedna z pracujących tam dłużej kobiet... posłuchałam, jak naczelniczki potrafią "elegancko i z klasą" pokazywać, że pracownik jest zerem.
no i znowu trafiłam w tvn24 na gadaninę o ofe...
jak myślę o moich finansach dzisiaj... i o tym co mnie czeka w przyszłości... upodlenie.
jakoś nie mam do tego serca.... byłam naiwniakiem sądząc, że w tym wydziale będzie nieco inaczej... że będą jakoś inaczej... normalniej traktować ludzi.... jeszcze przed urlopem posłuchałam sobie, co mówiła jedna z pracujących tam dłużej kobiet... posłuchałam, jak naczelniczki potrafią "elegancko i z klasą" pokazywać, że pracownik jest zerem.
no i znowu trafiłam w tvn24 na gadaninę o ofe...
jak myślę o moich finansach dzisiaj... i o tym co mnie czeka w przyszłości... upodlenie.
Komentarze: 3 pokaż »
2011-02-19 11:51
dzisiaj... dokładnie o 12.45 - pyknie mi licznik. tzn... urodziny dzisiaj mam.
czas pędzi jak szalony... kurczę... czuję się dziwnie z tym moim wiekiem.
www.youtube.com/watch
czas pędzi jak szalony... kurczę... czuję się dziwnie z tym moim wiekiem.
www.youtube.com/watch
Komentarze: 9 pokaż »
2011-02-17 20:38
dzisiaj zadzwoniła do mnie córcia. w telefonie usłyszałam tylko: mamusiu! mamusiu! ... a potem słyszałam tylko rozentuzjazmowane, radosne popiskiwanie. była tak rozszczebiotana, że nic nie rozumiałam. ale wiedziałam, że jest świetnie!
po chwili, gdy się uspokoiła - zrozumiałam o co chodzi.
córcia dzisiaj była po chorobie pierwszy dzień w szkole. ominęły ją szkolne walentynki. no i dzisiaj właśnie dowiedziała się, że dostała walentynkę od jakiegoś chłopaka!!!!! było też kilka innych walentynek, ale to koleżanki dawały sobie nawzajem takie podpisane...
no ale ta jedna była od chłopaka! żadna koleżanka się nie przyznała do tej walentynki!
moja córcia z tego powodu była wniebowzięta! :)
noooo.... :) ciekawe jakie w przyszłości córcia będzie miała miłosne przeboje :)
www.youtube.com/watch
po chwili, gdy się uspokoiła - zrozumiałam o co chodzi.
córcia dzisiaj była po chorobie pierwszy dzień w szkole. ominęły ją szkolne walentynki. no i dzisiaj właśnie dowiedziała się, że dostała walentynkę od jakiegoś chłopaka!!!!! było też kilka innych walentynek, ale to koleżanki dawały sobie nawzajem takie podpisane...
no ale ta jedna była od chłopaka! żadna koleżanka się nie przyznała do tej walentynki!
moja córcia z tego powodu była wniebowzięta! :)
noooo.... :) ciekawe jakie w przyszłości córcia będzie miała miłosne przeboje :)
www.youtube.com/watch
Komentarze: 3 pokaż »
2011-02-17 09:03
poprzednia noc była zarwana ... przez księżyc. położyłam się grzecznie spać o 22.30... i ... nic... leżałam... przewracałam się z boku na bok... może na chwilkę wpadałam w jakiś "półsen".... ale co jakiś czas patrzyłam na zegarek... bolały mnie mięnie... bolały mnie stawy... wszystko przez takie bezsensowne przewracanie się z boku na bok... jak zaczęła mnie boleć głowa... to o 01.45 łyknęłam 2 tabletki od bólu... położyłam się... i po jakimś czasie zasnęłam... a że następnego dnia wstawałam 0 6.30... to część dnia chodziłam jak potłuczona.
i tak miałam nadzieję, że wypocznę wczoraj wieczór....
a gdzie tam!
wczoraj dowiedziałam się, że mam alergię na pewne krople do nosa. :/
moja mama kupiła je dla mojej córci... a że i ja czułam, że mam przypchany nos... to sobie psiuknęłam... na swoją zgubę chyba... po psiuknięciu szybko przyszła ulga. momentalnie odetkało mi nos i mogłam swobodnie oddychać... poczułam ulgę... ale tylko na chwilę.... szybko usłyszałam piszczenie w uszach... a potem zaczęło mi się lać z nosa i raz za razem zaczęłam kichać... trochę to trwało... aż musiałam posiedzieć u mamy dłużej, bo bałam się jechać samochodem do domu... i jeszcze miałam załzawione mocno oczy...
masakrencja jakaś!
no i wczorajszy wieczór też miałam prerąbany... dzisiaj rano już niekicham, ale piecze mnie nos...
i tak miałam nadzieję, że wypocznę wczoraj wieczór....
a gdzie tam!
wczoraj dowiedziałam się, że mam alergię na pewne krople do nosa. :/
moja mama kupiła je dla mojej córci... a że i ja czułam, że mam przypchany nos... to sobie psiuknęłam... na swoją zgubę chyba... po psiuknięciu szybko przyszła ulga. momentalnie odetkało mi nos i mogłam swobodnie oddychać... poczułam ulgę... ale tylko na chwilę.... szybko usłyszałam piszczenie w uszach... a potem zaczęło mi się lać z nosa i raz za razem zaczęłam kichać... trochę to trwało... aż musiałam posiedzieć u mamy dłużej, bo bałam się jechać samochodem do domu... i jeszcze miałam załzawione mocno oczy...
masakrencja jakaś!
no i wczorajszy wieczór też miałam prerąbany... dzisiaj rano już niekicham, ale piecze mnie nos...
Komentarze: 1 pokaż »
2011-02-15 15:44
tak sobie siedzę w mieszkaniu... rozglądam się... mam dwa nieduże pokoje, kuchnię i łazienkę z wc w jednym... jak w jednym pokoju coś się powie, to w drugim słychać. tak samo jakieś stukania czy dźwięki z tv, nawet jeżeli jest niezbyt głośno.
a w nocy przecież wszystko słychać jeszcze wyraźniej.
i tak się zastanawiam, jak w takim mieszkaniu funkcjonują małżeństwa posiadające dzieci... a zwłaszcza chodzi mi o seks.
kurde... za ścianą prawie z papieru dziecko lub dzieci... jak tu czuć się swobodnie???
a np. moja córcia zazwyczaj budzi się w nocy o dowolnie wybranej godzinie, sporadycznie udaje jej się przespać całą noc.... no i jak by to było? ja tu sobie z hipotetycznym-przyszłym-stałym mężczyzną baraszkuję... a tu mi się dziecko budzi?...
jak tu sobie wziąść wspólny prysznic? i jak się seksić pluszcząc się w wodzie? no a potem przecież z łazienki wypadałoby trafić do łóżka....
jak wygląda seks w takich maleńkich mieszkaniach z "papierowymi" ścianami, gdy za ścianą są dzieci?????
czy jest to chyłkiem-boczkiem pod kołderką i najlepiej w ciszy? czy swobodny seks może być jedynie pod nieobecność dzieci, czy trzeba gdzieć do hotelu jechać???
ja też kiedyś mieszkałam z mężem... ale mieszkanie było większe. a dziecko pojawiło się po 3 latach... i jak córcia była malutka.... to ochota na seks była niezbyt wielka... zresztą w małżeństwie seks jakoś nigdy mnie nie kręcił... no a potem zaczęło się pierdzielić w związku już całkowicie... to i seks był sporadyczny... a i długość trwania tegoż niewielka... wystarczyło 10 minut... a jak "ex" nie dawał rady... to było "wymęczone" 20 minut... no a potem to seksu wogóle nie było. i dobrze, bo dostałam odrazy.
no ale jakiś czas temu poznałam, co to znaczy dobry seks, co to za frajda całonocne igraszki bez najmniejszego skrępowania... i teraz jakoś nie wyobrażam sobie, gdy w końcu miałabym być z tym hipotetycznym-przyszłym-stałym, który by mnie podniecał i którego bym bardzo pragnęła.... to co? musiałabym cichutko, pod kołderką... bo za ścianą z papieru dzieci śpią... bo mogą się obudzić... kurde... toż to stres jest.... coś takiego musi być frustrujące...
nie wyobrażam sobie czegoś takiego... bo seks musi być taki... swobodny, bez skrępowania, bez obaw, że ktoś (dziecko) przyłapie... w seksie musi być możliwość robienia rzeczy, które przyjdą do głowy...
a może to są moje niemądre "rojenia" w głowie??? jak we wszystkim..... może tak właśnie wygląda mażłeński "wielkopłytowy" seks? człowiek ma się cieszyć, że zaliczy pod kołderką numerek.... a w miarę swobodnie jest, gdy dzieci pójdą do dziadków na noc....
www.youtube.com/watch
a w nocy przecież wszystko słychać jeszcze wyraźniej.
i tak się zastanawiam, jak w takim mieszkaniu funkcjonują małżeństwa posiadające dzieci... a zwłaszcza chodzi mi o seks.
kurde... za ścianą prawie z papieru dziecko lub dzieci... jak tu czuć się swobodnie???
a np. moja córcia zazwyczaj budzi się w nocy o dowolnie wybranej godzinie, sporadycznie udaje jej się przespać całą noc.... no i jak by to było? ja tu sobie z hipotetycznym-przyszłym-stałym mężczyzną baraszkuję... a tu mi się dziecko budzi?...
jak tu sobie wziąść wspólny prysznic? i jak się seksić pluszcząc się w wodzie? no a potem przecież z łazienki wypadałoby trafić do łóżka....
jak wygląda seks w takich maleńkich mieszkaniach z "papierowymi" ścianami, gdy za ścianą są dzieci?????
czy jest to chyłkiem-boczkiem pod kołderką i najlepiej w ciszy? czy swobodny seks może być jedynie pod nieobecność dzieci, czy trzeba gdzieć do hotelu jechać???
ja też kiedyś mieszkałam z mężem... ale mieszkanie było większe. a dziecko pojawiło się po 3 latach... i jak córcia była malutka.... to ochota na seks była niezbyt wielka... zresztą w małżeństwie seks jakoś nigdy mnie nie kręcił... no a potem zaczęło się pierdzielić w związku już całkowicie... to i seks był sporadyczny... a i długość trwania tegoż niewielka... wystarczyło 10 minut... a jak "ex" nie dawał rady... to było "wymęczone" 20 minut... no a potem to seksu wogóle nie było. i dobrze, bo dostałam odrazy.
no ale jakiś czas temu poznałam, co to znaczy dobry seks, co to za frajda całonocne igraszki bez najmniejszego skrępowania... i teraz jakoś nie wyobrażam sobie, gdy w końcu miałabym być z tym hipotetycznym-przyszłym-stałym, który by mnie podniecał i którego bym bardzo pragnęła.... to co? musiałabym cichutko, pod kołderką... bo za ścianą z papieru dzieci śpią... bo mogą się obudzić... kurde... toż to stres jest.... coś takiego musi być frustrujące...
nie wyobrażam sobie czegoś takiego... bo seks musi być taki... swobodny, bez skrępowania, bez obaw, że ktoś (dziecko) przyłapie... w seksie musi być możliwość robienia rzeczy, które przyjdą do głowy...
a może to są moje niemądre "rojenia" w głowie??? jak we wszystkim..... może tak właśnie wygląda mażłeński "wielkopłytowy" seks? człowiek ma się cieszyć, że zaliczy pod kołderką numerek.... a w miarę swobodnie jest, gdy dzieci pójdą do dziadków na noc....
www.youtube.com/watch
Komentarze: 3 pokaż »
2011-02-14 17:54
co ma większą wartość: kwiaty i kolacja w walentynki, czy kwiaty i kolacja w jakiś inny zwykły dzień?
dla mnie - w zwykły dzień.
bo te całe walentynki.... to pokazówka taka... wszyscy się hurtem rzucają do wyznań miłosnych, pędzą do kwiaciarni, kupują czerwone serduszka, wysyłają pocztówki....
a dlaczego? - bo walentynki, bo w ten dzień wszyscy tak robią... i nawet największy emocjonalny daltonista wie, że w tym dniu należy pokazać/wyznać miłość.
dla mnie ważniejsze jest codzienne przytulenie, buziak dany z zaskoczenia i wzrok, który nie może się ode mnie oderwać. kwiatek kupiony po drodze, albo witaminy w aptece o które specjalnie nie prosiłam, tylko w przelocie wspomniałam, że przydałyby się...
a ja... lubię dawać bez okazji buziaczki, muśnięcia... z przyjemnością umyję swojemu mężczyźnie samochód... i nie muszę czekać z fajną bielizną na walentynki.
dla mnie - w zwykły dzień.
bo te całe walentynki.... to pokazówka taka... wszyscy się hurtem rzucają do wyznań miłosnych, pędzą do kwiaciarni, kupują czerwone serduszka, wysyłają pocztówki....
a dlaczego? - bo walentynki, bo w ten dzień wszyscy tak robią... i nawet największy emocjonalny daltonista wie, że w tym dniu należy pokazać/wyznać miłość.
dla mnie ważniejsze jest codzienne przytulenie, buziak dany z zaskoczenia i wzrok, który nie może się ode mnie oderwać. kwiatek kupiony po drodze, albo witaminy w aptece o które specjalnie nie prosiłam, tylko w przelocie wspomniałam, że przydałyby się...
a ja... lubię dawać bez okazji buziaczki, muśnięcia... z przyjemnością umyję swojemu mężczyźnie samochód... i nie muszę czekać z fajną bielizną na walentynki.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-02-14 11:35
czy katolicy mogą się cieszyć ze śmierci księdza?
tak.
umarł Życiński.... a sąsiedzi moich rodziców się z tego cieszą. uważają, że to dobrze, bo był zbyt postępowy....
a ci sąsiedzi są z tych przeraźliwie "kościółkowych"... ciągle wsłuchanych w radio maryja.....
tak.
umarł Życiński.... a sąsiedzi moich rodziców się z tego cieszą. uważają, że to dobrze, bo był zbyt postępowy....
a ci sąsiedzi są z tych przeraźliwie "kościółkowych"... ciągle wsłuchanych w radio maryja.....
Komentarze: 3 pokaż »
2011-02-12 20:32
Komentarze: 0
2011-02-12 20:27
właśnie wyszłam z kąpieli.
i jak to zazwyczaj bywa zrobiłam sobie taką trochę gorącą. dolałam też olejku eukaliptusowego. zrobiła się fajnie pachnąca pianka.
teraz sobie siedzę w za dużym t-shircie, mam mokre wlosy... i jestem całkowicie rozleniwiona.
uwielbiam takie dłuższe leżenie w wannie. nigdy nie zrozumiem ludzi, którym wystarczy szybki prysznic....
www.youtube.com/watch
i jak to zazwyczaj bywa zrobiłam sobie taką trochę gorącą. dolałam też olejku eukaliptusowego. zrobiła się fajnie pachnąca pianka.
teraz sobie siedzę w za dużym t-shircie, mam mokre wlosy... i jestem całkowicie rozleniwiona.
uwielbiam takie dłuższe leżenie w wannie. nigdy nie zrozumiem ludzi, którym wystarczy szybki prysznic....
www.youtube.com/watch
Komentarze: 5 pokaż »
2011-02-12 18:23
a ja dzisiaj cały dzień nosa na dwór nie wystawiłam. na dworze wiatrzysko i nawet śnieżyca się pojawiła.
ciągle zaglądam w kąty w mieszkaniu, ciągle coś czyszczę i coś wyrzucam. i kurczę okazuje się, że jestem w połowie pracy... ale lubię takie dni, gdy mam siłę na zajmowanie się domkiem :)
narazie to największy bałagan mi się zrobił w kuchni. no ale tak to już jest w robieniu porządków - najpierw musi się zrobić bałagan aby potem było ładnie, czysto i pachnąco :)
ciągle zaglądam w kąty w mieszkaniu, ciągle coś czyszczę i coś wyrzucam. i kurczę okazuje się, że jestem w połowie pracy... ale lubię takie dni, gdy mam siłę na zajmowanie się domkiem :)
narazie to największy bałagan mi się zrobił w kuchni. no ale tak to już jest w robieniu porządków - najpierw musi się zrobić bałagan aby potem było ładnie, czysto i pachnąco :)
Komentarze: 2 pokaż »
2011-02-11 19:43
tra la la la
a ja mam teraz kilka dni urlopu! :) fajnie mi, co nie? :)
jeszcze do końca nie wyzdrowiałam, ale już czuję się dobrze... i zaczynam kombinować, co tu poprawić w domu. wiem, że poprawię listewki przy podłodze w kuchni. i dokleję też listewki przy glazurze na ścianie, powinnam to już dawno zrobić. kupię chyba jeszcze białą farbę i pomaluję sufit w łazience... jakieś plamy widzę.... i przy oknie w dużym pokoju pociapię coś farbą... kilka miesięcy temu zrobiłam błąd, że obkleiłam miejce, gdzie łączy się wanna ze ścianą taką taśmą izolującą... teraz spod tej taśmy wyłazi takie klejące się "cóś".... trzeba mi jakiejś benzyny, czy rozpuszczalnika, żeby to odczyścić. no i biały silikon muszę kupić... pistolet mam to sobie ładnie to wykończę. no i zaczęłam też zaglądać w kąty domowe... będę latała ze ściereczką ... i czyszczenie będzie! :) i na półkch porządki mnie czekają, bo przeróżnych szpargałów leży cała masa i chaosik się robi.
dni mi mijają dziwnie...
raz czuję w sobie straszne niepoukładanie, straszny zamęt w głowie, w emocjach czerń... a na następny dzień myśli są jaśniejsze i spokojniejsze.... ręce już nie drżą.... i jest optymistyczniej.... no a po chwili znowu wraca zamęt....
ale tak ogólnie to cieszę się, że jestem w swoim życiu w tym właśnie miejscu.... choć nie powiem... tęsknot przeróżnych we mnie kotłuje się wiele... i chyba niepotrzebnie tęsknoty te się pojawiają, bo się rozbijają w zderzeniu z realem...
kurde.... w pracy słyszę o nowych "kwiatkach", które wymyśla szefostwo... no ale powinnam się chyba przyzwyczaić.... w firmie przepracowałam kilka ładnych lat i powinnam wiedzieć, że tu traktuje się ludzi jak zło konieczne... a miałam nadzieję, że jednak w tym wydziale będzie inaczej... cóż... całkowicie niepotrzebnie. ale to u mnie taka norma już chyba.... ciągle mam nadzieję na coś dobrego, ale real puka mnie młoteczkiem w czoło. :/ i właśnie przez to jest wiele tego mojego emocjonalnego rozchwiania... liczę i wypatruję dobrego... a jest jak zawsze.
zdecydowanie łatwiej byłoby mi te moje huśtawki przechodzić, gdybym wiedziała, że co miesiąc dostanę pensję, która wystarczy do 1-go... przyajmniej byłabym spokojniejsza o codzienny byt... i byłoby wtedy praktycznie... idealnie... no ale trudno... trzeba się męczyć...
a to... za każdym razem mnie zachwyca. uwielbiam to... choć, gdy słucham... przychodzą moje tęsknoty i odbierają spokój...
www.youtube.com/watch
a ja mam teraz kilka dni urlopu! :) fajnie mi, co nie? :)
jeszcze do końca nie wyzdrowiałam, ale już czuję się dobrze... i zaczynam kombinować, co tu poprawić w domu. wiem, że poprawię listewki przy podłodze w kuchni. i dokleję też listewki przy glazurze na ścianie, powinnam to już dawno zrobić. kupię chyba jeszcze białą farbę i pomaluję sufit w łazience... jakieś plamy widzę.... i przy oknie w dużym pokoju pociapię coś farbą... kilka miesięcy temu zrobiłam błąd, że obkleiłam miejce, gdzie łączy się wanna ze ścianą taką taśmą izolującą... teraz spod tej taśmy wyłazi takie klejące się "cóś".... trzeba mi jakiejś benzyny, czy rozpuszczalnika, żeby to odczyścić. no i biały silikon muszę kupić... pistolet mam to sobie ładnie to wykończę. no i zaczęłam też zaglądać w kąty domowe... będę latała ze ściereczką ... i czyszczenie będzie! :) i na półkch porządki mnie czekają, bo przeróżnych szpargałów leży cała masa i chaosik się robi.
dni mi mijają dziwnie...
raz czuję w sobie straszne niepoukładanie, straszny zamęt w głowie, w emocjach czerń... a na następny dzień myśli są jaśniejsze i spokojniejsze.... ręce już nie drżą.... i jest optymistyczniej.... no a po chwili znowu wraca zamęt....
ale tak ogólnie to cieszę się, że jestem w swoim życiu w tym właśnie miejscu.... choć nie powiem... tęsknot przeróżnych we mnie kotłuje się wiele... i chyba niepotrzebnie tęsknoty te się pojawiają, bo się rozbijają w zderzeniu z realem...
kurde.... w pracy słyszę o nowych "kwiatkach", które wymyśla szefostwo... no ale powinnam się chyba przyzwyczaić.... w firmie przepracowałam kilka ładnych lat i powinnam wiedzieć, że tu traktuje się ludzi jak zło konieczne... a miałam nadzieję, że jednak w tym wydziale będzie inaczej... cóż... całkowicie niepotrzebnie. ale to u mnie taka norma już chyba.... ciągle mam nadzieję na coś dobrego, ale real puka mnie młoteczkiem w czoło. :/ i właśnie przez to jest wiele tego mojego emocjonalnego rozchwiania... liczę i wypatruję dobrego... a jest jak zawsze.
zdecydowanie łatwiej byłoby mi te moje huśtawki przechodzić, gdybym wiedziała, że co miesiąc dostanę pensję, która wystarczy do 1-go... przyajmniej byłabym spokojniejsza o codzienny byt... i byłoby wtedy praktycznie... idealnie... no ale trudno... trzeba się męczyć...
a to... za każdym razem mnie zachwyca. uwielbiam to... choć, gdy słucham... przychodzą moje tęsknoty i odbierają spokój...
www.youtube.com/watch
Komentarze: 0
2011-02-05 20:39
Komentarze: 4 pokaż »
2011-02-05 20:30
dzisiaj byłam pierwszy dzień w pracy po chorobie.
dziwnie było. nie mogłam się odnaleźć. jakaś roztrzepana byłam.
koleżanka mówiła, że podobno w tym miesiącu mamy dostać jakieś podwyżki.... śmiała się, że pewnie będzie całe 20 zł...
jestem jakaś zmęczona.... myślę, że jutro będzie już lepiej.
szatnię w firmie mamy na 3-cim piętrze. jest winda, ale ja zawsze wchodzę na piechotę. dzisiaj ledwo doczłapałam.
tak prawdę mówiąc to nie czuję, abym do końca wyzdrowiała. jeszcze mam jakiś przypachny nos a jak poruszę szybciej głową, to mi się w niej kręci.
wczoraj popatrzyłam na mój samochód.... no wstyd jeden wielki! brud taki, że w niektóych miejscach koloru lakieru nie widać. a i jeszcze ptactwo różnorakie zostawia swoje wizytówki... nawet miałam plan, żeby wczoraj na myjkę pojechać.... nie pojechałam ostatecznie. dzisiaj w nocy padało, śnieg całkiem zniknął i plucha jest jeszcze większa na ulicy... w środku samochodu też zaświnione nieźle.... powinnam na wiosnę oddać samochód do prania tapicerki, mam jasną... i jest już trochę przyszarzała :/ no ale to się jeszcze zobaczy, jak z kasą będę stała.
www.youtube.com/watch
dziwnie było. nie mogłam się odnaleźć. jakaś roztrzepana byłam.
koleżanka mówiła, że podobno w tym miesiącu mamy dostać jakieś podwyżki.... śmiała się, że pewnie będzie całe 20 zł...
jestem jakaś zmęczona.... myślę, że jutro będzie już lepiej.
szatnię w firmie mamy na 3-cim piętrze. jest winda, ale ja zawsze wchodzę na piechotę. dzisiaj ledwo doczłapałam.
tak prawdę mówiąc to nie czuję, abym do końca wyzdrowiała. jeszcze mam jakiś przypachny nos a jak poruszę szybciej głową, to mi się w niej kręci.
wczoraj popatrzyłam na mój samochód.... no wstyd jeden wielki! brud taki, że w niektóych miejscach koloru lakieru nie widać. a i jeszcze ptactwo różnorakie zostawia swoje wizytówki... nawet miałam plan, żeby wczoraj na myjkę pojechać.... nie pojechałam ostatecznie. dzisiaj w nocy padało, śnieg całkiem zniknął i plucha jest jeszcze większa na ulicy... w środku samochodu też zaświnione nieźle.... powinnam na wiosnę oddać samochód do prania tapicerki, mam jasną... i jest już trochę przyszarzała :/ no ale to się jeszcze zobaczy, jak z kasą będę stała.
www.youtube.com/watch
Komentarze: 5 pokaż »
2011-02-03 10:38
wczoraj oglądałam ciekawy reportaż na tvn turbo. niestety nie cały, bo musiałam iść po młodą do szkoły. wielka szkoda. mam nadzieję, że jeszcze kiedyś natknę się na powtórkę.
było to o pewnym polaku - pasjonacie ekstremalnego nurkowania.
pokazywali przygotowania do nurkowania w jakiejś głębi, chyba niedaleko egiptu. w tym miejscu zginęło ponad 100 osób.
facet twierdzi, że dopiero gdy nurkuje - czuje że żyje.... napędza go adrenalina.
wcześniej miał bardzo dobrą pracę i wysokie zarobki, ale rzucił to aby mieć czas na nurkowanie. siedząc w kuchni wybiegł sobie daleko w przyszłość... zobaczył siebie jako dziadka opowiadającego wnukowi swoje przeżycia i przygody z wypraw.... dla niego było to czymś. no bo czy mógłby zaimponować wnukowi mówiąc, że całe życie pracował na stanowisku i dorobił się dużego mieszkania na mokotowie?....
z jednej strony facet ma niesamowicie ciekawe życie.... bardzo dużo ryzykuje.... żyje chwilą... od wyprawy do wyprawy.... ciekawi mnie, skąd bierze pieniądze na tak prozaiczne sprawy jak opłata za telefon, internet, jedzenie i czynsz za mieszkanie, które jednak posiadał... nie mówię już nawet o kasie na specjalistyczny sprzęt, czy bilety na przeloty lotnicze.
facet snuje wizje przyszłości z wnukiem na kolanie.... tylko, żeby tego wnuka mieć - to trzeba jednak znaleźć sobie kobietę, trzeba zapewnić dziecku pewną stabilizację.... od której ten facet ciągle ucieka. no i jeszcze jest kwestia tego, czy kiedyś ta jego pasja go nie zabije?
i tak się zastanawiam, jaka jest granica w realizowaniu swojej pasji? czy wogóle jest taka granica?
www.youtube.com/watch
było to o pewnym polaku - pasjonacie ekstremalnego nurkowania.
pokazywali przygotowania do nurkowania w jakiejś głębi, chyba niedaleko egiptu. w tym miejscu zginęło ponad 100 osób.
facet twierdzi, że dopiero gdy nurkuje - czuje że żyje.... napędza go adrenalina.
wcześniej miał bardzo dobrą pracę i wysokie zarobki, ale rzucił to aby mieć czas na nurkowanie. siedząc w kuchni wybiegł sobie daleko w przyszłość... zobaczył siebie jako dziadka opowiadającego wnukowi swoje przeżycia i przygody z wypraw.... dla niego było to czymś. no bo czy mógłby zaimponować wnukowi mówiąc, że całe życie pracował na stanowisku i dorobił się dużego mieszkania na mokotowie?....
z jednej strony facet ma niesamowicie ciekawe życie.... bardzo dużo ryzykuje.... żyje chwilą... od wyprawy do wyprawy.... ciekawi mnie, skąd bierze pieniądze na tak prozaiczne sprawy jak opłata za telefon, internet, jedzenie i czynsz za mieszkanie, które jednak posiadał... nie mówię już nawet o kasie na specjalistyczny sprzęt, czy bilety na przeloty lotnicze.
facet snuje wizje przyszłości z wnukiem na kolanie.... tylko, żeby tego wnuka mieć - to trzeba jednak znaleźć sobie kobietę, trzeba zapewnić dziecku pewną stabilizację.... od której ten facet ciągle ucieka. no i jeszcze jest kwestia tego, czy kiedyś ta jego pasja go nie zabije?
i tak się zastanawiam, jaka jest granica w realizowaniu swojej pasji? czy wogóle jest taka granica?
www.youtube.com/watch
Komentarze: 6 pokaż »
2011-02-02 13:49
- mamo... tata powiedział, że mam nadwagę.
- co???? ty nadwagę?
- no tak powiedział.
(córcia ma 10 lat, waży 31kg przy wzroście 136)
- przecież nie jesteś ani za gruba, ani za chuda... jesteś jak w sam raz! jesteś wg mnie bardzo zgrabniutka.
-no właśnie! co on gada za głupoty! a wiesz, że tata nie chciał jeść skórek?
- ??? jakich skórek?
- bo jedliśmy kurczaka i on oddzierał skórkę i nie chciał jej jeść, bo ona ma za dużo kalorii.
- przecież skórka jest najsmaczniejsza! a co? tata się znowu odchudza, że tak kalorie liczy?
- chyba tak. i ciągle na siłownię chodzi. i jeszcze mi liczył, ile kalorii ma kawałek ptasiego mleczka.....
- co???? ty nadwagę?
- no tak powiedział.
(córcia ma 10 lat, waży 31kg przy wzroście 136)
- przecież nie jesteś ani za gruba, ani za chuda... jesteś jak w sam raz! jesteś wg mnie bardzo zgrabniutka.
-no właśnie! co on gada za głupoty! a wiesz, że tata nie chciał jeść skórek?
- ??? jakich skórek?
- bo jedliśmy kurczaka i on oddzierał skórkę i nie chciał jej jeść, bo ona ma za dużo kalorii.
- przecież skórka jest najsmaczniejsza! a co? tata się znowu odchudza, że tak kalorie liczy?
- chyba tak. i ciągle na siłownię chodzi. i jeszcze mi liczył, ile kalorii ma kawałek ptasiego mleczka.....
Komentarze: 4 pokaż »
2011-01-28 20:18
ostatni raz tak bardzo chorowałam w 2005 roku.
od poniedziałku zdychałam w domu. wczoraj przestały mnie boleć mięśnie i skóra a dzisiaj nie czuję już potężnego bólu głowy tylko taki troszkę, delikatnie boli mnie jeszcze gardło, prawie nie mam gorączki. za to przyplątał mi się kaszel. dzisiejszą noc przespałam prawie całą - obudziłam się tylko raz i raz zmieniałam mokrusieńką od przepocenia koszulkę, bo zazwyczaj były 3 zmiany.
dzisiaj wyszłam z domu do lekarza przedłużyć zwolnienie lekarskie, dostałam dodatkowe lekarstwa.
przeszłam się trochę... bo więcej przecież jechałam samochodem...potem byłam w aptece i w spożywczaku... i momentami było ciężko. rany... ale jestem osłabiona...
od poniedziałku zdychałam w domu. wczoraj przestały mnie boleć mięśnie i skóra a dzisiaj nie czuję już potężnego bólu głowy tylko taki troszkę, delikatnie boli mnie jeszcze gardło, prawie nie mam gorączki. za to przyplątał mi się kaszel. dzisiejszą noc przespałam prawie całą - obudziłam się tylko raz i raz zmieniałam mokrusieńką od przepocenia koszulkę, bo zazwyczaj były 3 zmiany.
dzisiaj wyszłam z domu do lekarza przedłużyć zwolnienie lekarskie, dostałam dodatkowe lekarstwa.
przeszłam się trochę... bo więcej przecież jechałam samochodem...potem byłam w aptece i w spożywczaku... i momentami było ciężko. rany... ale jestem osłabiona...
Komentarze: 6 pokaż »
2011-01-28 19:59
11 lat temu założyłam swoje pierwsze konto w banku. założyłam też sobie taki fundusz inwestycyjny i wpłacałam co miesiąc 50 , czasami 100zł. każdemu polecam, ponieważ po pewnym czasie zrobiła się z tego całkiem słuszna kwotka :) no ale nie o to mi teraz chodzi. do rzeczy.
i niech będzie, że oddział w którym to zakładałam - to oddział A.
po kilku latach przeniosłam swój rachunek do obsługi do oddziału B, bo tam mnie przenieśli do pracy, było mi wygodniej.
ostatnio nadszedł czas, gdy przyszło mi nadszarpnąć moje oszczędności... w grudniu potrzebowałam odkupić 2 jednostki uczestnictwa funduszu... a że na moim osiedlu jest mały oddział mojego banku - oddział C, i czasami tam sobie zachodziłam załatwiać inne sprawy - to poszłam też w sprawie odkupienia jednostek. i jak zwykle podczas miłej rozmowy panie mnie obsłużyły (oczywiście były rozmowy branżowe: co u was słychać na froncie i co na moim froncie). ważne jest, że zostałam obsłużona bez jakichkolwiek wątpliwości.
w ten poniedziałek również chciałam odkupić 1 jednostkę funduszu. a że byłam akurat w okolicy mojego macierzystego oddziału B, to tam poszłam.
koleżanki miło mnie przywitały, na początek standartowa gadka-szmatka.
no ale w końcu mówię, że chciałam odkupić jednostkę uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym.....
- taaak?.... ahhhaaaa.... a kto ci zakładał ten fundusz?
- ??? a jakie to ma znaczenie?
- nie pamiętasz?
-jasne, że pamiętam, tylko nie rozumiem jakie to ma znaczenie.
- bo odkupować jednostki powinnaś u osoby, u której otwierałaś fundusz.
-słucham??? chyba żarty sobie robisz? fundusz zakładała mi E.K. w oddziale A.... tylko, że E. już tam od wielu lat nie pracuje.... to co teraz?
- powinnaś pojechać do oddziału A.
-chyba sobie żarty robisz. tutaj, w B, mam prowadzony rachunek. ty mi nie możesz odkupić 1 jednostki???? ostatnio byłam w oddziale C i tam bez najmniejszych problemów przyjęli zlecenie... a tu mam trudności.... to może mam pojechać do oddziału C?
- no nie.... to ja już ci zrobię to odkupienie.... tylko wiesz.... takie odkupienie wpływa ujemnie na wyniki sprzedażowe moje i oddziału.
ostatecznie.... udało mi się zrobić odkupienie jednostki...
niektórym ludziom zaczyna nieźle walić w dekielek od dbałości o wyniki.... już nie pójdę do swojego oddziału, aby tam cokolwiek załatwiać.
i niech będzie, że oddział w którym to zakładałam - to oddział A.
po kilku latach przeniosłam swój rachunek do obsługi do oddziału B, bo tam mnie przenieśli do pracy, było mi wygodniej.
ostatnio nadszedł czas, gdy przyszło mi nadszarpnąć moje oszczędności... w grudniu potrzebowałam odkupić 2 jednostki uczestnictwa funduszu... a że na moim osiedlu jest mały oddział mojego banku - oddział C, i czasami tam sobie zachodziłam załatwiać inne sprawy - to poszłam też w sprawie odkupienia jednostek. i jak zwykle podczas miłej rozmowy panie mnie obsłużyły (oczywiście były rozmowy branżowe: co u was słychać na froncie i co na moim froncie). ważne jest, że zostałam obsłużona bez jakichkolwiek wątpliwości.
w ten poniedziałek również chciałam odkupić 1 jednostkę funduszu. a że byłam akurat w okolicy mojego macierzystego oddziału B, to tam poszłam.
koleżanki miło mnie przywitały, na początek standartowa gadka-szmatka.
no ale w końcu mówię, że chciałam odkupić jednostkę uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym.....
- taaak?.... ahhhaaaa.... a kto ci zakładał ten fundusz?
- ??? a jakie to ma znaczenie?
- nie pamiętasz?
-jasne, że pamiętam, tylko nie rozumiem jakie to ma znaczenie.
- bo odkupować jednostki powinnaś u osoby, u której otwierałaś fundusz.
-słucham??? chyba żarty sobie robisz? fundusz zakładała mi E.K. w oddziale A.... tylko, że E. już tam od wielu lat nie pracuje.... to co teraz?
- powinnaś pojechać do oddziału A.
-chyba sobie żarty robisz. tutaj, w B, mam prowadzony rachunek. ty mi nie możesz odkupić 1 jednostki???? ostatnio byłam w oddziale C i tam bez najmniejszych problemów przyjęli zlecenie... a tu mam trudności.... to może mam pojechać do oddziału C?
- no nie.... to ja już ci zrobię to odkupienie.... tylko wiesz.... takie odkupienie wpływa ujemnie na wyniki sprzedażowe moje i oddziału.
ostatecznie.... udało mi się zrobić odkupienie jednostki...
niektórym ludziom zaczyna nieźle walić w dekielek od dbałości o wyniki.... już nie pójdę do swojego oddziału, aby tam cokolwiek załatwiać.
Komentarze: 0
2011-01-25 14:47
słucham wypowiedzi polityków na temat ofe i emerytur.
i tak sobie myślę... takie porównanie mi przyszło do głowy....
jak jest wojna... to dowódcy sobie siedzą w sztabach, planują różne strategie.... a giną w ich "zabawie strategicznej" zwykli ludzie... takie małe trybiki. tyłki dowódców są bezpieczne. ciekawe, czy też chcieliby prowadzić wojnę, gdyby to oni mieliby stać w pierwszym szeregu służąc za mięso armatnie?
w polityce jest dokładnie to samo.
mają zapewnione wielkie pensje, dodatki.... mają znajomości i powkręcają się potem do różnych spółek, do różnych firm.... bieda ich nie dosięgnie. takim łatwo tworzyć co raz to nowe wizje polski, prawa, systemu emerytalnego.... oni już są ustawieni i nie mają pojęcia o tym, jak to jest wegetować z najniższej pensji, którą sobie tak łatwo wyznaczyli... oni nie mają zielonego pojęcia o życou większości ludzi w tym kraju...
myślę, że politycy wzięliby się do prawdziwej roboty, gdyby teraz dostawali minimum o połowę mniejsze pieniądze i gdyby wiedzieli, że po przejściu na emeryturę będą musieli żyć z najniższej emerytury. może to by ich zmobilizowało choć trochę bardziej do uczciwej pracy.... bo wiadomo, że szukaliby i tak ciepłych posadek dla siebie...
a teraz.... teraz bawią się w grę strategiczną i mają głęboko gdzieś, co się stanie z "mięsem armatnim"...
i tak sobie myślę... takie porównanie mi przyszło do głowy....
jak jest wojna... to dowódcy sobie siedzą w sztabach, planują różne strategie.... a giną w ich "zabawie strategicznej" zwykli ludzie... takie małe trybiki. tyłki dowódców są bezpieczne. ciekawe, czy też chcieliby prowadzić wojnę, gdyby to oni mieliby stać w pierwszym szeregu służąc za mięso armatnie?
w polityce jest dokładnie to samo.
mają zapewnione wielkie pensje, dodatki.... mają znajomości i powkręcają się potem do różnych spółek, do różnych firm.... bieda ich nie dosięgnie. takim łatwo tworzyć co raz to nowe wizje polski, prawa, systemu emerytalnego.... oni już są ustawieni i nie mają pojęcia o tym, jak to jest wegetować z najniższej pensji, którą sobie tak łatwo wyznaczyli... oni nie mają zielonego pojęcia o życou większości ludzi w tym kraju...
myślę, że politycy wzięliby się do prawdziwej roboty, gdyby teraz dostawali minimum o połowę mniejsze pieniądze i gdyby wiedzieli, że po przejściu na emeryturę będą musieli żyć z najniższej emerytury. może to by ich zmobilizowało choć trochę bardziej do uczciwej pracy.... bo wiadomo, że szukaliby i tak ciepłych posadek dla siebie...
a teraz.... teraz bawią się w grę strategiczną i mają głęboko gdzieś, co się stanie z "mięsem armatnim"...
Komentarze: 4 pokaż »
2011-01-24 16:17
no i dopadło mnie... jestem chora.
gardło boli i charczę jak stara szafa... oddychać nie mogę, bo mnie przydusza... mózg i oczy bolą... gorączka też się pojawiła... boli mnie skóra...
bbbuuuuuu....
gardło boli i charczę jak stara szafa... oddychać nie mogę, bo mnie przydusza... mózg i oczy bolą... gorączka też się pojawiła... boli mnie skóra...
bbbuuuuuu....
Komentarze: 1 pokaż »
2011-01-23 16:27
właśnie oglądam sobie tv...
no i mówią o futrach... że to niby takie wielkie "be"
wypowiada się ta cała dzołana krupa.... a na nogach gustowne kozaczki.... jakoś wątpię, że były z tworzywa sztucznego. również przeciwniczką futer jest karolina korwin piotrowska.... wypowiadała się o tym mając na sobie kurtkę ze skóry...
futro be... ale już skórzane buty, kurtki, paski, portfele, rękawiczki i wiele innych dodatków to już jest ok.
hipokrytki.
no i mówią o futrach... że to niby takie wielkie "be"
wypowiada się ta cała dzołana krupa.... a na nogach gustowne kozaczki.... jakoś wątpię, że były z tworzywa sztucznego. również przeciwniczką futer jest karolina korwin piotrowska.... wypowiadała się o tym mając na sobie kurtkę ze skóry...
futro be... ale już skórzane buty, kurtki, paski, portfele, rękawiczki i wiele innych dodatków to już jest ok.
hipokrytki.
Komentarze: 5 pokaż »
2011-01-22 00:12
właśnie sobie siedzę i czytam, co takiego ciekawego na interii napisali....
no i przerażenie mnie ogarnęło.
wg prognoz rządu stopa zastąpienia, czyli jaka będzie nasza pierwsza emerytura w stosunku do ostatniej pensji wynosi: kobiety - 24%, mężczyźni - 33%.
no i chyba wielce zadowolony z siebie szef Rady Gospodarczej przy premierze Jan Bielecki stwierdza: "Jeżeli widzimy, że nie będzie z tego "bonanzy", to musimy oszczędzać".
to ja się pytam: z czego mam oszczędzać?
przeraża mnie przyszłość.
no i przerażenie mnie ogarnęło.
wg prognoz rządu stopa zastąpienia, czyli jaka będzie nasza pierwsza emerytura w stosunku do ostatniej pensji wynosi: kobiety - 24%, mężczyźni - 33%.
no i chyba wielce zadowolony z siebie szef Rady Gospodarczej przy premierze Jan Bielecki stwierdza: "Jeżeli widzimy, że nie będzie z tego "bonanzy", to musimy oszczędzać".
to ja się pytam: z czego mam oszczędzać?
przeraża mnie przyszłość.
Komentarze: 4 pokaż »
2011-01-21 20:49
"infiltracja" na tvn.
coraz bardziej zaczyna mi się podobać ten film.
i muzyczka fajna.
www.youtube.com/watch
leciało coś stonesów, nie wiem, czy to było właśnie to. no ale ten utworek też jest fajny.
coraz bardziej zaczyna mi się podobać ten film.
i muzyczka fajna.
www.youtube.com/watch
leciało coś stonesów, nie wiem, czy to było właśnie to. no ale ten utworek też jest fajny.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-01-19 21:17
Komentarze: 1 pokaż »
2011-01-19 21:07
Komentarze: 0
2011-01-19 20:43
no i znowu muzyczka pełna klimatu
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
na płycie wszystkie utwory (też te poprzednie) są połączone ze sobą. tworzą nastrojową całość.
ciąg dalszy jeszcze oczywiście będzie.
a wczoraj usłyszałam, jaka muzyka ostatnio zaczyna się podobać mojej córci.
:) nnnnooooo..... słyszałam mocniejsze dźwięki. aż byłam zaskoczona. ogólnie od pewnego czasu lubi też słuchać michaela jackosona. też lubię jego muzykę, ale jeszcze z czasów gdy miał jeszcze ciemną skórę.
:) a w szafie moja stara skóra wisi sobie spokojnie... :) czeka na następne pokolenie... :) kto wie? może moja mała też będzie w niej pomykała? :) jak mamuśka :)
a to mnie normalnie aż porywa :) super dźwięki, pełne energii :) aż człowiek by się poruszał trochę. poszalał.
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
www.youtube.com/watch
na płycie wszystkie utwory (też te poprzednie) są połączone ze sobą. tworzą nastrojową całość.
ciąg dalszy jeszcze oczywiście będzie.
a wczoraj usłyszałam, jaka muzyka ostatnio zaczyna się podobać mojej córci.
:) nnnnooooo..... słyszałam mocniejsze dźwięki. aż byłam zaskoczona. ogólnie od pewnego czasu lubi też słuchać michaela jackosona. też lubię jego muzykę, ale jeszcze z czasów gdy miał jeszcze ciemną skórę.
:) a w szafie moja stara skóra wisi sobie spokojnie... :) czeka na następne pokolenie... :) kto wie? może moja mała też będzie w niej pomykała? :) jak mamuśka :)
a to mnie normalnie aż porywa :) super dźwięki, pełne energii :) aż człowiek by się poruszał trochę. poszalał.
www.youtube.com/watch
Komentarze: 0
2011-01-18 13:41
dzisiaj miał do mnie przyjechać brat ze swoją rodzinką.
zadzwoniła bratowa - tak się złożyło, że brat musiał jechać do pracy. no więc ja z córcią pojadę do nich.
bratowa jest zła, bo... brat już trzeci dzień pod rząd pracuje!!!! a ona sama w domu z dziewczynkami!
szok! no jak to można tak pracować! a co by było, gdyby brat musiał pracować codziennie? bratowa stałaby się wielką męczęnnicą. już teraz jęczy, że ciągle sama i sama... a jej mąż w pracy.... a brat i tak ma sporo wolnego.
niedawno rozmawiałam z bratową. poszła z dziewczynkami na spacer. stwierdziła, że już od tego siedzenia samej w domu "korby" dostaje.
jak pracowała - było źle i wiecznie jęczała. najpierw pracowała na pół etetu a potem na 3/4. była tym umęczona. a jak przytrafiło jej się pracować 8 godzin... była tragedia.
jak teraz siedzi w domu z dziećmi - jest źle i jęczy. ... bo brat pracuje a ona sama z dziećmi.
normalnie śmiać mi się z tego chce!
zadzwoniła bratowa - tak się złożyło, że brat musiał jechać do pracy. no więc ja z córcią pojadę do nich.
bratowa jest zła, bo... brat już trzeci dzień pod rząd pracuje!!!! a ona sama w domu z dziewczynkami!
szok! no jak to można tak pracować! a co by było, gdyby brat musiał pracować codziennie? bratowa stałaby się wielką męczęnnicą. już teraz jęczy, że ciągle sama i sama... a jej mąż w pracy.... a brat i tak ma sporo wolnego.
niedawno rozmawiałam z bratową. poszła z dziewczynkami na spacer. stwierdziła, że już od tego siedzenia samej w domu "korby" dostaje.
jak pracowała - było źle i wiecznie jęczała. najpierw pracowała na pół etetu a potem na 3/4. była tym umęczona. a jak przytrafiło jej się pracować 8 godzin... była tragedia.
jak teraz siedzi w domu z dziećmi - jest źle i jęczy. ... bo brat pracuje a ona sama z dziećmi.
normalnie śmiać mi się z tego chce!
Komentarze: 2 pokaż »
2011-01-16 11:17
trochę rozrywki :)
1. Bramki w sklepie - mimo że nic nie zwinąłeś, i tak boisz się, że zapiszczą.
2. Babcie - pod blokiem mogą sterczeć dwie godziny, ale w tramwaju pięciu minut nie ustoją.
3. Sprawiedliwość - jazda na rowerze pod wpływem alkoholu: 5 lat,
molestowanie seksualne: 3 lata w zawieszeniu.
4. Potrzeba jednej iskry, by spalić las, ale całej paczki zapałek, by rozpalić grilla.
5. Kiedyś będę tak bogaty, że jednorazówką będę golił się tylko raz.
6. Polsat - oglądasz sobie z rodzinką reklamy, a tu nagle film.
7. Polska - tutaj nawet kryzys się nie udał.
8. Bill Gates - okrada go 75% ludzkości, a i tak jest najbogatszy.
9. Podawanie pensji brutto to jak podawanie długości członka wraz z kręgosłupem.
10. Leżakowanie w przedszkolu - kiedyś kara, a teraz każdy chciałby te 2 godziny snu w ciągu dnia.
11. Mleko na gazie tylko czeka, aż się odwrócisz.
12. Mamo, co to znaczy orgazm? -Ja nie wiem, zapytaj taty.
13. Łacina - jedyny język, w którym nawet "gówno" brzmi mądrze.
14. Nawet, jakby papier toaletowy miał 8 warstw, to i tak złożysz go na pół.
15. A4 - jedyna płatna jednopasmówka na świecie.
16. Najlepszym dowodem na to, że w kosmosie istnieje inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują.
17. Tesco - nigdzie indziej nie znajdziesz wody LEKKO NIEGAZOWANEJ za pół ceny.
18. Jak Polacy uniknęli korków na autostradach? Nie wybudowali autostrad!
19. Seks jest jak skok na bungee - dodaje adrenaliny, a gdy pęknie guma, masz przerąbane.
20. Jeżeli trzeci dzień nie chce ci się pracować, to znaczy, że to już środa.
21. Kość piszczelowa - urządzenie do znajdywania mebli w ciemnym pokoju.
22. Polska: jak kupisz mi spodnie, to zrobię ci loda. Azja: jak kupisz mi loda, zrobię ci spodnie.
23. Chleb - zero marketingu, najwyższa sprzedaż.
24. Britney Spears: "Jestem za karą śmierci. Przestępca powinien mieć nauczkę na
przyszłość."
25. Egzamin - na korytarzu każdy wmawia ci, że nic nie umie.
26. Szacunek do nauczyciela - istnieje wtedy, gdy uczniowie po usłyszeniu
dzwonka pozwalają mu dokończyć wypowiedź.
27. Paradoks seksualny - seks można uprawiać od 15 roku życia, a oglądać - od 18.
28. Okres i wypłata - jedno i drugie jest co miesiąc, a jak nie ma, to znaczy, że ktoś was
zdrowo wyruchał.
29. Paradoks Szymborskiej - dla testu napisała maturę, interpretując swoje wiersze - i
dostała 60%.
30. Studenci pierwszego roku - spieszmy się ich poznawać, tak szybko odchodzą.
31. Piesek - u nas słodki, w Azji słodko-kwaśny.
32. Gdy umrę, rozsypcie moje prochy pod Tesco - wtedy będziecie mnie odwiedzać
co niedzielę.
33. Pieniądze szczęścia nie dają. Ale pozwalają wygodnie być nieszczęśliwym.
34. Mały palec u nogi powstał tylko po to, by boleśniej walnąć się o szafkę.
35. Kanapka studencka - chleb posmarowany nożem.
36. Pieniądze z pierwszej komunii - do dziś nie wiesz, gdzie się podziały.
37. Nimfomanka - kobieta, która pragnie seksu tak często jak przeciętny mężczyzna.
38. Polska waluta - tylko tutaj złoty jest srebrny.
39. Na uczelni poranna fizyka zagina czas. Po 30 minutach jest 08:05.
40. Feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na 8-me piętro.
1. Bramki w sklepie - mimo że nic nie zwinąłeś, i tak boisz się, że zapiszczą.
2. Babcie - pod blokiem mogą sterczeć dwie godziny, ale w tramwaju pięciu minut nie ustoją.
3. Sprawiedliwość - jazda na rowerze pod wpływem alkoholu: 5 lat,
molestowanie seksualne: 3 lata w zawieszeniu.
4. Potrzeba jednej iskry, by spalić las, ale całej paczki zapałek, by rozpalić grilla.
5. Kiedyś będę tak bogaty, że jednorazówką będę golił się tylko raz.
6. Polsat - oglądasz sobie z rodzinką reklamy, a tu nagle film.
7. Polska - tutaj nawet kryzys się nie udał.
8. Bill Gates - okrada go 75% ludzkości, a i tak jest najbogatszy.
9. Podawanie pensji brutto to jak podawanie długości członka wraz z kręgosłupem.
10. Leżakowanie w przedszkolu - kiedyś kara, a teraz każdy chciałby te 2 godziny snu w ciągu dnia.
11. Mleko na gazie tylko czeka, aż się odwrócisz.
12. Mamo, co to znaczy orgazm? -Ja nie wiem, zapytaj taty.
13. Łacina - jedyny język, w którym nawet "gówno" brzmi mądrze.
14. Nawet, jakby papier toaletowy miał 8 warstw, to i tak złożysz go na pół.
15. A4 - jedyna płatna jednopasmówka na świecie.
16. Najlepszym dowodem na to, że w kosmosie istnieje inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują.
17. Tesco - nigdzie indziej nie znajdziesz wody LEKKO NIEGAZOWANEJ za pół ceny.
18. Jak Polacy uniknęli korków na autostradach? Nie wybudowali autostrad!
19. Seks jest jak skok na bungee - dodaje adrenaliny, a gdy pęknie guma, masz przerąbane.
20. Jeżeli trzeci dzień nie chce ci się pracować, to znaczy, że to już środa.
21. Kość piszczelowa - urządzenie do znajdywania mebli w ciemnym pokoju.
22. Polska: jak kupisz mi spodnie, to zrobię ci loda. Azja: jak kupisz mi loda, zrobię ci spodnie.
23. Chleb - zero marketingu, najwyższa sprzedaż.
24. Britney Spears: "Jestem za karą śmierci. Przestępca powinien mieć nauczkę na
przyszłość."
25. Egzamin - na korytarzu każdy wmawia ci, że nic nie umie.
26. Szacunek do nauczyciela - istnieje wtedy, gdy uczniowie po usłyszeniu
dzwonka pozwalają mu dokończyć wypowiedź.
27. Paradoks seksualny - seks można uprawiać od 15 roku życia, a oglądać - od 18.
28. Okres i wypłata - jedno i drugie jest co miesiąc, a jak nie ma, to znaczy, że ktoś was
zdrowo wyruchał.
29. Paradoks Szymborskiej - dla testu napisała maturę, interpretując swoje wiersze - i
dostała 60%.
30. Studenci pierwszego roku - spieszmy się ich poznawać, tak szybko odchodzą.
31. Piesek - u nas słodki, w Azji słodko-kwaśny.
32. Gdy umrę, rozsypcie moje prochy pod Tesco - wtedy będziecie mnie odwiedzać
co niedzielę.
33. Pieniądze szczęścia nie dają. Ale pozwalają wygodnie być nieszczęśliwym.
34. Mały palec u nogi powstał tylko po to, by boleśniej walnąć się o szafkę.
35. Kanapka studencka - chleb posmarowany nożem.
36. Pieniądze z pierwszej komunii - do dziś nie wiesz, gdzie się podziały.
37. Nimfomanka - kobieta, która pragnie seksu tak często jak przeciętny mężczyzna.
38. Polska waluta - tylko tutaj złoty jest srebrny.
39. Na uczelni poranna fizyka zagina czas. Po 30 minutach jest 08:05.
40. Feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na 8-me piętro.
Komentarze: 1 pokaż »
2011-01-12 23:14
jestem dumna z córci :) a i ona z siebie też :)
pochwaliła mi się, że zaczęła już pływać na plecach bez deseczki :)
a ostatnio przed basenem robiła niezłą panikę, bardzo bała się tego
"bez deseczki"
a teraz... zgaś światło... zamknij oczy.... i posłuchaj ze mną....
www.youtube.com/watch
pochwaliła mi się, że zaczęła już pływać na plecach bez deseczki :)
a ostatnio przed basenem robiła niezłą panikę, bardzo bała się tego
"bez deseczki"
a teraz... zgaś światło... zamknij oczy.... i posłuchaj ze mną....
www.youtube.com/watch
Komentarze: 4 pokaż »
2011-01-11 12:41
no taaaakkkk....
mój ojciec już pokazał wnuczce swoje możliwości....
dowiedziałam się, że ojciec ostatnio poszedł w tango... wyszedł najpierw do garażu... tam chyba ze znajomym tradycyjnie popił sobie piwa... no a potem mama zobaczyła, jak ojciec poszedł do autobusu i gdzieś pojechał...
a jak wrócił...
córcia zobaczyła go ledwo trzymającego się na nogach w drzwiach mieszkania... był totalnie schlany... wynurany.... mokry.... bez spodni, tylko w majtkach, bo mokre, zasikane spodnie trzymał w ręku...
pieprzony pijak.
pytałam się jej o tą sytuację. chyba sama nie wiedziała jak na to ma zareagować.
codziennie chodzi podchmielony, codziennie pije piwsko. tęskni za chlaniem. ciągle szuka "pretekstu" aby się napić... widzę, że mama coraz bardziej zaczyna się bać, co będzie... bo jak ojciec znowu zacznie chlać... ojciec tęskni za towarzystwem, z którym będzie mógł sobie spokojnie pić... przy okazji może znowu zacząć przepuszczać pieniądze w grach hazardowych i znowu narobi długów.... no i jak ojcu odwali całkiem.... mama zostanie bez środków do życia.... no i przy okazji ja też.... przecież sama nie jestem w stanie spłacać kredytu hipotecznego....
pieprzona wóda
pieprzony pijak
dość się sama napatrzyłam na jego pijacką mordę... i jeszcze moja córka ma mieć takie widoki...
i jak teraz sobie siedzę, to zaczęłam ryczeć.wróciły wspomnienia, gdy byłam mała. zobaczyłam siebie, jak siedziałam w pokoju i płakałam.
nienawidzę go.
mój ojciec już pokazał wnuczce swoje możliwości....
dowiedziałam się, że ojciec ostatnio poszedł w tango... wyszedł najpierw do garażu... tam chyba ze znajomym tradycyjnie popił sobie piwa... no a potem mama zobaczyła, jak ojciec poszedł do autobusu i gdzieś pojechał...
a jak wrócił...
córcia zobaczyła go ledwo trzymającego się na nogach w drzwiach mieszkania... był totalnie schlany... wynurany.... mokry.... bez spodni, tylko w majtkach, bo mokre, zasikane spodnie trzymał w ręku...
pieprzony pijak.
pytałam się jej o tą sytuację. chyba sama nie wiedziała jak na to ma zareagować.
codziennie chodzi podchmielony, codziennie pije piwsko. tęskni za chlaniem. ciągle szuka "pretekstu" aby się napić... widzę, że mama coraz bardziej zaczyna się bać, co będzie... bo jak ojciec znowu zacznie chlać... ojciec tęskni za towarzystwem, z którym będzie mógł sobie spokojnie pić... przy okazji może znowu zacząć przepuszczać pieniądze w grach hazardowych i znowu narobi długów.... no i jak ojcu odwali całkiem.... mama zostanie bez środków do życia.... no i przy okazji ja też.... przecież sama nie jestem w stanie spłacać kredytu hipotecznego....
pieprzona wóda
pieprzony pijak
dość się sama napatrzyłam na jego pijacką mordę... i jeszcze moja córka ma mieć takie widoki...
i jak teraz sobie siedzę, to zaczęłam ryczeć.wróciły wspomnienia, gdy byłam mała. zobaczyłam siebie, jak siedziałam w pokoju i płakałam.
nienawidzę go.
Komentarze: 5 pokaż »
2011-01-10 23:58
ostatnio znowu przytrafia mi się spać w skarpetach.
strasznie mi chłodno w stopy. jestem calutka owinięta kołdrą i mnie trzęsie z zimna.
to przez niskie ciśnienie krwi. ogólnie mam na poziomie 90/60. czasami pojawiają się chwilowe odchyły w różne strony.
a jak nałożę skarpety, to w miarę szybko się zagrzewam.
dzisiaj też będę oskarpetowana.
teraz będzie szła muzyczna seria nastrojowa. do słuchania zalecane jest zgaszenie światła, świece... i może też być ciepła kąpiel z pianką. oczywiście ta muzyczka była przeze mnie wysłuchana w takich okolicznościach :)
www.youtube.com/watch
strasznie mi chłodno w stopy. jestem calutka owinięta kołdrą i mnie trzęsie z zimna.
to przez niskie ciśnienie krwi. ogólnie mam na poziomie 90/60. czasami pojawiają się chwilowe odchyły w różne strony.
a jak nałożę skarpety, to w miarę szybko się zagrzewam.
dzisiaj też będę oskarpetowana.
teraz będzie szła muzyczna seria nastrojowa. do słuchania zalecane jest zgaszenie światła, świece... i może też być ciepła kąpiel z pianką. oczywiście ta muzyczka była przeze mnie wysłuchana w takich okolicznościach :)
www.youtube.com/watch
Komentarze: 0
2011-01-09 01:19
tajemnica brokeback mountain
film o życiu nie w tym miejscu. w którym chciałoby się żyć....
... o życiu nie swoim życiem.... w niezgodzie ze sobą.... o życiu w trwającej pomyłce....
o niespełnionych pragnieniach... szukających rozpaczliwie ujścia...
ale ryczałam.... nnnnooo.... jeszcze nie skończyłam. jest 1.20 w nocy...
film o życiu nie w tym miejscu. w którym chciałoby się żyć....
... o życiu nie swoim życiem.... w niezgodzie ze sobą.... o życiu w trwającej pomyłce....
o niespełnionych pragnieniach... szukających rozpaczliwie ujścia...
ale ryczałam.... nnnnooo.... jeszcze nie skończyłam. jest 1.20 w nocy...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-01-08 22:19
www.youtube.com/watch
to z dzisiejszego filmu na tvn.
niesamowite mam dreszcze, gdy słucham tego wieczorem przy zgaszonym świetle.
znam jeszcze kilka utworów w podobnym klimacie... takich, które poruszają....
to z dzisiejszego filmu na tvn.
niesamowite mam dreszcze, gdy słucham tego wieczorem przy zgaszonym świetle.
znam jeszcze kilka utworów w podobnym klimacie... takich, które poruszają....
Komentarze: 0
2011-01-07 23:23
Komentarze: 1 pokaż »
2011-01-07 11:07
rozmawiałam z bratową. usiłuje zarejestrować się w urzędzie pracy.... w poniedziałek kilka godzin odstane na zmianę z bratem... aby dowiedzieć się, że ma źle wypisane świadectwo pracy.... bratowa pojechała do swojej firmy po nowe świadectwo... i ponownie do urzędu.... i tam okazało się, że znowu jest źle wypisane.... dzisiaj dostała trzecie świadectwo, które okazało się znowu źle wypisane...
w byłej firmie bratowej... szefostwo jest podłe, chamskie i prostacke.... ale mają się bardzo dobrze, firma prosperuje i siedzą na grubej kasie (mają wiele salonów jubilerskich W.Ś.). świadectwa pracy wypisuje księgowa z wieloletnim stażem a błędy w świadectwach są przez złośliwość. szefostwo mści się za to, że bratowa zaszła w ciążę, poszła najpierw na zwolnienie a potem na macierzyński... i to jest na 1000% pewne. jak bratowa powiedziała szefowej, że jest w ciąży - ta zrobiła jej awanturę wrzeszcząc, że "albo się pracuje albo się puszcza". (kiedyś byłam u bratowej i była tam też jej koleżanka z pracy - powiedziała ona, że właścicielka zakazała jej wychodzić za mąż.... bo jak weźmie ślub to ją wywali z pracy)
bratowa jest wściekła, ale i z bezsilności zapłakana... jak załatwi już zarejestrowanie w urzędzie (a tam też spotkała się z prostactwem nawet u kierownika) i się uspokoi - pójdzie do państwowej inspekcji pracy i zgłosi wiele nieprawidłowości, z którymi się spotkała w firmie.
.... tak to jest.... zwykły człowiek jest nikim... jak nie masz kasy, trafisz na bezrobocie... ja też miałam przeboje z urzędem pracy, nawet na szkoleniu z pieniędzy unijnych też usłyszałam tekst... który mnie ukłuł... a i u siebie w firmie też słyszałam, że jestem nikim...
w byłej firmie bratowej... szefostwo jest podłe, chamskie i prostacke.... ale mają się bardzo dobrze, firma prosperuje i siedzą na grubej kasie (mają wiele salonów jubilerskich W.Ś.). świadectwa pracy wypisuje księgowa z wieloletnim stażem a błędy w świadectwach są przez złośliwość. szefostwo mści się za to, że bratowa zaszła w ciążę, poszła najpierw na zwolnienie a potem na macierzyński... i to jest na 1000% pewne. jak bratowa powiedziała szefowej, że jest w ciąży - ta zrobiła jej awanturę wrzeszcząc, że "albo się pracuje albo się puszcza". (kiedyś byłam u bratowej i była tam też jej koleżanka z pracy - powiedziała ona, że właścicielka zakazała jej wychodzić za mąż.... bo jak weźmie ślub to ją wywali z pracy)
bratowa jest wściekła, ale i z bezsilności zapłakana... jak załatwi już zarejestrowanie w urzędzie (a tam też spotkała się z prostactwem nawet u kierownika) i się uspokoi - pójdzie do państwowej inspekcji pracy i zgłosi wiele nieprawidłowości, z którymi się spotkała w firmie.
.... tak to jest.... zwykły człowiek jest nikim... jak nie masz kasy, trafisz na bezrobocie... ja też miałam przeboje z urzędem pracy, nawet na szkoleniu z pieniędzy unijnych też usłyszałam tekst... który mnie ukłuł... a i u siebie w firmie też słyszałam, że jestem nikim...
Komentarze: 3 pokaż »
2011-01-05 19:46
słuchałam dzisiaj fragmentów debaty w sejmie dotyczącej OFE.
ci politycy bawią się krajem i ludżmi... jest to dla nich gra.... oni mają zasobne portfele... mają stanowiska, znajomości.... wprowadzają co raz to nowe, lepsze koncepcje i przekonyją ludzi, że to będzie najlepsze rozwiązanie...
ok.
tylko niech oni przyznają sobie minimalne pensje, a potem obliczą sobie od tego emerytury i niech liczą na spokojną starośc na emeryturze... skoro tacy pewni swoich rozwiązań....
przeraża mnie przyszłość.
zawsze zarabiałam słabo.... a teraz jest jeszcze gorzej... ledwo przekraczam pensję minimalną.... i w firmie mówią, że na podwyżki nie ma co liczyć.
jestem tym wszystkim załamana i przerażona...
owszem... jakiś "mądry" może powiedzieć - jak ci źle to sobie znajdź coś lepiej płatnego.... tylko chodzi o to, że nic innego nie było... 10 miesięcy szukania... ponad 100 wysłanych cv....
jaką będę miała emeryturę z moich zarobków? uczciwie pracuję w największym, przynoszącym największe zyski banku...
emeryci płaczą, że ciężko się utrzymać z emeryturki 1000zł.... a co będę miała ja? i jeszcze hipoteka do spłaty.... dobrze, że teraz rodzice pomagają... no ale oni nię będzą żyli wiecznie...
kurwa
co za dziadowskie czasy
co za dziadowski kraj
a może trzeba się zeszmacić?
przecież mogę sobie znaleźć dzianego faceta. mogłabym się nieźle ustawić. nooo.... łatwo powiedzieć... niestety nie ten charakter.
chciałabym córcię wysłać na zajęcia taneczne.... nie stać mnie...
chciałabym ją wysłać na jakiś kurs języka.... chciałabym pojechać z nią na przynajmniej tydzień prawdziwych wakacji.... kurwa... od grudnia z basenu zrezygnowałam, bo mnie nie stać....
dziadostwo.
a jeszcze będą podwyżki dosłownie wszystkiego przez ten vat.
czytałam sobie na forum na interii teksty ludzi odnośnie tego, ile kosztuje ciąża.... a wiadomo, potem jest dziecko, którego utrzymanie kosztuje co raz więcej wraz z wiekiem...
wkurzają mnie ludzie, któzy piszą, że nie liczą się pieniądze, że najwyższą wartością jest dziecko samo w sobie... jasne... dzieci są cudowne i najwspanialsze.... ale tylko idiota będzie twierdził, że pieniądze się nie liczą....
ci politycy bawią się krajem i ludżmi... jest to dla nich gra.... oni mają zasobne portfele... mają stanowiska, znajomości.... wprowadzają co raz to nowe, lepsze koncepcje i przekonyją ludzi, że to będzie najlepsze rozwiązanie...
ok.
tylko niech oni przyznają sobie minimalne pensje, a potem obliczą sobie od tego emerytury i niech liczą na spokojną starośc na emeryturze... skoro tacy pewni swoich rozwiązań....
przeraża mnie przyszłość.
zawsze zarabiałam słabo.... a teraz jest jeszcze gorzej... ledwo przekraczam pensję minimalną.... i w firmie mówią, że na podwyżki nie ma co liczyć.
jestem tym wszystkim załamana i przerażona...
owszem... jakiś "mądry" może powiedzieć - jak ci źle to sobie znajdź coś lepiej płatnego.... tylko chodzi o to, że nic innego nie było... 10 miesięcy szukania... ponad 100 wysłanych cv....
jaką będę miała emeryturę z moich zarobków? uczciwie pracuję w największym, przynoszącym największe zyski banku...
emeryci płaczą, że ciężko się utrzymać z emeryturki 1000zł.... a co będę miała ja? i jeszcze hipoteka do spłaty.... dobrze, że teraz rodzice pomagają... no ale oni nię będzą żyli wiecznie...
kurwa
co za dziadowskie czasy
co za dziadowski kraj
a może trzeba się zeszmacić?
przecież mogę sobie znaleźć dzianego faceta. mogłabym się nieźle ustawić. nooo.... łatwo powiedzieć... niestety nie ten charakter.
chciałabym córcię wysłać na zajęcia taneczne.... nie stać mnie...
chciałabym ją wysłać na jakiś kurs języka.... chciałabym pojechać z nią na przynajmniej tydzień prawdziwych wakacji.... kurwa... od grudnia z basenu zrezygnowałam, bo mnie nie stać....
dziadostwo.
a jeszcze będą podwyżki dosłownie wszystkiego przez ten vat.
czytałam sobie na forum na interii teksty ludzi odnośnie tego, ile kosztuje ciąża.... a wiadomo, potem jest dziecko, którego utrzymanie kosztuje co raz więcej wraz z wiekiem...
wkurzają mnie ludzie, któzy piszą, że nie liczą się pieniądze, że najwyższą wartością jest dziecko samo w sobie... jasne... dzieci są cudowne i najwspanialsze.... ale tylko idiota będzie twierdził, że pieniądze się nie liczą....
Komentarze: 3 pokaż »