niedziela, 13 września 2015

Ja - rys historyczny 2015


STARTUJE MOJE NOWE MIEJSCE
2015-08-22 23:22
Komentarze: 2 pokaż »
komp...
2015-08-10 23:50
... zaliczył zgon.
:(

mąż koleżanki pobawił się w afrykańskiego "baszoborę" i przywrócił ze zmarłych mój stary laptop.
przypadek wielce geriatryczny - jakoś działa.
klikać mogę. strony otwierają się wolno - ćwiczy to cierpliwość.

... ale i tak muszę się szykować na kolejny wydatek - nowy laptop.
ufff....
jakoś udźwignę.
 
Komentarze: 3 pokaż »
... w trasie...
2015-07-20 11:48
...gdy dojechałyśmy na miejsce:
- jesteś dumna z mamusi?
- ?
- ... przez całą drogę nie było ani jednej kurwy mać
- :D! tak, jestem z ciebie dumna!


 eeeehhhhh..... ta Warszawka.....
gdy jechałam w stronę Gdańska było tam drobne zawirowanie... były znaki jedynie na Poznań i Augustów i różne dzielnice.... ale wtedy jakoś od razu doszłam do wniosku, że trzeba jechać na centrum - i wtedy szybciutko znalazłam znak na Gdańsk...


niestety .... w drodze powrotniej....nie obyło się tam bez problemu.
myślałam, że wybuchnę z wściekłości.

... jechałam trasą z Gdańska.... wjeżdżam w granice miasta... i jakie znaki widzę? ... na różne warszawskie dzielnice, na autostradę do Poznania i na kierunek Kraków/Wrocław.
wybrałam kierunek Kraków/Wrocław licząc, że po drodze będą kolejne znaki na inne miasta znajdujące się na południu kraju....
O! moja blondynkowata naiwności!!!!
i tak sobie jechałam.... i wyjechałam ze stolYcy....
z Gdańska jechałam przez w-wę jakieś 10 lat temu. wiedziałam, że wtedy nie było kierunkowskazów na Lublin, tylko na Terespol.... miałam nadzieję, że przez tyle lat coś się zmieni w temacie...
... widać warszawiacy nie uznają, że ktoś chciałby jechać do takiej wiochy jak Lublin....
udało mi się zawrócić do centrum.... i tam wypatrzyłam maleńki znak na Terespol.... potem ten znak pojawiał się i znikał i nie wiadomo było gdzie jechać.... kierunkowskaz na Lublin pojawił się na samym wylocie z w-wy w miejscowości Zakręt....
masakra. niepotrzebnie kręciłam się tam ponad pół godziny...
w w-wie córa patrzyła się na mnie z pewnymi obawami.... bluzgi leciały.


ogólnie: uwielbiam jeździć samochodem i jestem bardzo spokojnym człowiekiem.
:)

Komentarze: 3 pokaż »
wypoczęta i zadowolona
2015-07-20 11:38
wczoraj wróciłam :)

było bardzo fajnie.
dobrze odpoczęłam :)

miejscowość, w której mieszkałyśmy jest maleńka i śliczna

codziennie gdzieś byłyśmy.
był to czas bez pośpiechu.
do trójmiasta jeździłyśmy autobusem i kolejką miejską. było dłużej, ale dzięki temu wiem, jak się przemieszcza w ten sposób :) trochę bałam się kręcić samochodem po centrum trójmiejskich miast... a o znalezieniu miejsca parkingowego już nie wspomnę.
w pierwszym dniu leniuchowałyśmy w Mechelinkach.
Gdynia - skwer Kościuszki, Gdańsk - starówka i w innym dniu zoo. Sopot - deptak i molo, byłyśmy też w Malborku.

jazda samochodem sprawiła mi też wielką przyjemność :) absolutnie nie czułam zmęczenia!. trasa była bardzo dobra.
cytrus sprawował się idealnie. choć z racji silniczka 1.1 czułam braki podczas wyprzedzania..... no ale cóż zrobić.... pomimo tego - samochodzik sprawil się na piątkę :)

i mam jeszcze tydzień urlopu :)


ostatni dzień w pracy przed urlpem był dla mnie bardzo ciężki. strasznie się wtedy pobeczałam.
rozczarowanie, utrata nadziei.... chodzi o totalną niesprawiedliwość w kwestii finansów.
w mojej grupie wśród dziewczyn zawrzało. one też wkurzyły się na maksa. parę spraw będą poruszały już u dErEkcji.... i w sumie cieszę się, że ta zadyma mnie ominie. byłoby to dla mnie zbyt ciężkie emocjonalnie.
w trasie i nad morzem mózg mi się zresetował, czułam się lekko, dobrze....
a wczoraj, gdy zasypiałam, znowu w głowie zaczęły się tłuc "pracowe" tematy... a w sercu zaczęło mi coś "bulgotać"....

ten tydzień też zamierzam spędzić aktywnie!
dostałam przed urlopem  kartę multisport i będę chodziła na basen :) i muszę się sprężyć z jakimiś zajęciami aerobowymi. muszę zrzucić sadełko. generalnie nie jest ze mną jakoś źle.... ale wiem, jaka kiedyś bezproblemowo byłam... wiem, że do tego powrotu już nie będzie - wiek i wybrakowana tarczyca nie pozwolą :/


Komentarze: 0
laba :)
2015-07-10 20:56
i zaczął mi się urlop :)

jutro będzie pakowanie a w niedzielę rano robimy wypad :)

tu będziemy:

www.dworekmechelinki.pl/

Komentarze: 2 pokaż »
kto?
2015-07-05 19:46
no kto?
kto się wczoraj wykazywał anielską wręcz cierpliwością?
:)
moja osóbka
:)

byłam z córą na zakupach w centrum handlowym.
miała sobie kupić krótkie spodenki i torebkę.
chodziła
oglądała
mierzyła
jęczała, że nic nie pasuje
chodziła
mierzyła
jęczała

dobrze, że miałam wygodne buty.
aż córa podejżeń nabierała, że coś jest nie tak, że może obrażona jestem albo zła... bo taka jakaś spokojna i cicha chodzę.
a ja jakoś tak w dobrym humorze byłam i w spokojności ducha dreptałam za nią.

ostatecznie torebki nie kupiła i kupując 2 zwiewne sukieneczki rezygnując tym samym ze spodenek, stwierdziła, że wygrała w niej kobieca strona jej natury.
:)

i nastała rzecz przedziwna.
może trochę z racji nadmorskiego wypoczynku, a może mi się coś w makówce zmienia....
...sobie wzięłam i zakupiłam 3 (słownie: trzy) długie do kostek, zwiewne spódnice.
i dobrze mi z tym faktem.


ostatnio w pracy nerwa mi ruszyli.
tak mi ruszyli, że w poczuciu niesprawiedliwości się rozbeczałam.
a w tym wszystkim strasznie zaczęłam bluzgać.
aż się dziewczyny dziwiły, bo to do mnie nie podobne.
one też były z resztą wkurzone, tylko, że ja miałam na późniejszą godzinę do pracy i ominęła mnie wspólnota wkurzeniowa.
a myślałam, o naiwności, że jak chemię będę wcinała, to tak beczeć nie będę w takich sytuacjach.
a tu figa z makiem.
ale i tak, lecąc p całości, chemia działa dobrze. choć ten szczękościsk dalej mam :/
Komentarze: 3 pokaż »
enegetycznie
2015-07-05 19:21
to taki trochę staroć:

www.youtube.com/watch


a do tego jakoś ciągle wracam i za każdym razem działa pozytywnie:

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch



Komentarze: 0
lubię ten film
2015-06-21 11:46
już kiedyś o tym pisałam.
ale tak mi się przypomniało....


snatch
takie filmy lubię. takie poczucie humoru.
odpowiednie przekleństwa, odpowiednie mordobicie w odpowiednim czasie.
i do tego świetna muzyka.

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch

www.youtube.com/watch


www.youtube.com/watch

Komentarze: 6 pokaż »
dopalacz
2015-06-21 11:17
.... działa w miarę dobrze.
nie mam wahania nastrojów.
jest spokojnie.
powoli mija mrowienie i odrętwienie na twarzy. choć jeszcze czuję to na ustach i języku i ciągle mam zwiększone zaciskanie szczęki. trochę mnie to już wkurza, ale liczę, że niedługo przejdzie.


trochę ciężkawo zrobiło się w pracy... jestem tym już zmęczona.
dErEkcja zbiera żniwo nienajlepszego traktowania pracowników.
w tym miesiącu kolejnych 50 osób złożyło wypowiedzenie umowy.
nie ma kto obsługiwać połączeń przychodzących.
klienci czekają po kilkanaście- kilkadziesiąt minut na połączenie.
masakra.
ostatnio dowiedziałam się, że na 100 przeszkolonych osób, umowę o pracę podpisało tylko 11.
wiele osób nie godzi się na przystąpienie do szkolenia z powodu niskich zarobków, sporo osób rezygnuje już w trakcie szklenia - bo zakres wiedzy jest spory a tempo nauki i wymagania duże.
rozmawiała z nami dyrektorka - tłumaczyła się dlaczego nasze dotychczasowe czynności są zawieszone i dlaczego praktycznie bez przypomnienia wiadomości i procedur jesteśmy przekierowane do obsługi dzwoniących klientów.
powiedziała, że dostali zgodę z centrali na 109 nowych etatów... tylko jest problem z zatrudnieniem ludzi.... a potem z ich utrzymaniem w pracy.....
a tacy byli pewni siebie... że jest bezrobocie i na nasze miejsca jest po 10 chętnych.....
a teraz pali im się grunt pod nogami.
rekrutacja jest do nas ciągle....


no nic.
kawa wypita.

wczoraj miałam nawet siłę na sprzątanie i podczyściłam łazienkę a w kuchni wysprzątałam szafkę pod zlewem. jest tam kosz na śmieci i środki czystości - teraz i tam jest pachnąco. ostatnimi czasy to miejsce było przeze mnie zaniedbane.
dzisiaj złapię się za odkurzacz, mop  i ściereczkę :) i prasowanie będzie.
miałam w planie nie wychodzić dzisiaj z domu, ale jednak chyba muszę zaliczyć spożywczak.
Komentarze: 1 pokaż »
---------------------
2015-06-08 21:46
Komentarze: 2 pokaż »
---------------------
2015-06-08 20:15
"odnawiam znajomość"

seronil

przestanę płakać.
nie będzie bólu w klatce.
nie będę wewnętrznie roztrzęsiona.
będę spokojniejsza.
będę bardziej pukładana.
Komentarze: 0
... przejmująco przepiękne...
2015-06-07 21:15
Komentarze: 0
---------------------
2015-06-07 00:07
Komentarze: 2 pokaż »
---------------------
2015-06-06 23:59
Komentarze: 0
no i po weselu
2015-06-04 11:53
córcia jest bardzo zadowolona.
usłyszała na weselu sporo komplementów.
gdy rozdawali kieliszki z szampanem - kelner też jej dał.
była z tego bardzo zadowolona.
praktycznie wszyscy myśleli, że jest starsza a dziewczynom w tym wieku na tym właśnie bardzo zależy (córa wie, że z wiekiem jej się to zmieni)


i znawu córcia się zadziwiła, bo "ex' przyznał jej rację - powinna mieć możliwość zaproszenia koleżanki na wesele, aby jej się nie nudziło.
i to dwa razy się zadziwiła - powiedziała tacie, że w praniu skurczyła jej się spódniczka, którą jej kupił, a on na to, że w sobotę mogą pojechać do sklepu i kupi drugą.

córa podchodzi do tego bardzo podejżliwie. ja z resztą też. myślę, że to chwilowy stan dobroci finansowej z racji ślubnej radości.
przejdzie mu.

Komentarze: 7 pokaż »
kolejny raz...
2015-05-30 22:20
... oglądam film Forrest Gump.
i oczywiście kolejny raz z zainteresowaniem i przyjemnością.

inny film, który oglądałam już nie wiem ile razy i za każdym razem z taką samą przyjemnością to Siedem lat w Tybecie.


się z córą zadziwiłyśmy.
córa twierdzi, że to podejżana sprawa.
"ex" bez szemrania kupił jej buty na wesele. do tanich nie należały. od razu zgodził się na wpłatę pieniędzy na szkolną wycieczkę. i nie proszony nawet powiedział, że jakieś kieszonkowe na wyjazd jej da.
zadeklarował się, że da córci jeszcze pieniądze na kupno drobnej biżuterii na wesele.

tak.
to zdecydowanie nie jest normalne.
Komentarze: 3 pokaż »
rodzima wiara
2015-05-23 15:09
jak by nie patrzeć.... chrześcijaństwo trafiło do Polski w wyniku polityki władcy a potem systematycznie wykorzeniano stare wierzenia, niszczono pogańskie miejsca kultu, nawet chrześcijańskie święta i tradycje wywodzą się z dawnych wierzeń.


poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,17966866.html#MTstream

ciekawe jak się rozwinie sytuacja.... choć raczej wiadomo jak.
władza katolicka postawi na swoim.

bardzo podoba mi się argumentacja :

"postawienie w przestrzeni publicznej pomnika Chrystusa kłóci się z konstytucyjną zasadą równości religii" i że "tego typu pomniki stawiane powinny być na terenie kultu chrześcijan".
racjonalna argumentacja nie dociera do fanatyków, którzy rozdział państwa od kościoła mają za nic. mają za nic rozróżnienie przestrzeni publicznej - świeckiej od przestrzeni wiary, która jest sferą bardzo osobistą a wręcz intymną.

Komentarze: 6 pokaż »
"Marzenia i tajemnice"
2015-05-23 13:58
od razu, gdy została wydana - kupiłam i przeczytałam.
moja mama też czytała.
rozmawiałyśmy o książece.
moja mama też doskonale zna realia tamtych czasów. i też niestety z perspektywy życia kobiety, którą mąż się kompletnie nie interesował i nie pomagał w niczym.

bardzo dobrze, że Pani Danuta opisała  tamten czas ze swojej perspektywy.

Wałęsa to zadufany w sobie bufon, który wprost powiedział,że kobieta powinna siedzieć w domu "przy mężu".

hmmm...
mój ojciec też jest taki.... sposób wysławiania się podobny, bardzo wysokie mniemanie o sobie... nawet wizualnie bardzo podobny.

dzięki tej książce popatrzyłam na Panią Danutę zupełnie inaczej.
fakt - jest to prosta kobieta.
ale jest to kobieta z klasą.

www.styl.pl/magazyn/wywiady/news-danuta-walesa-przezylam-zycie-pieknie,nId,1731896
Komentarze: 0
---------------------
2015-05-16 23:13
fajnie facet mówi o relacjach damsko - męskich.

weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,17911382,Andrzej_Saramonowicz__Kobiety_nie_cenia_mazgajow_.html#TRwknd


i w zasadzie zgadzam się z jego poglądami.

do rozpisania się na ten temat (i jakikolwiek inny) nie mam nastroju.


ps. ustawicznie uwielbiam film "testosteron". kilka innych oglądałam i są totalnie głupie.
Komentarze: 2 pokaż »
...bronię się
2015-05-11 08:04
chcę dawać sobie radę sama... bez leków, bez farmakologii

jest co raz ciężej.

w sobotę byłam u endokrynologa.
gdy weszłam, usłyszałam miłe powitanie i : a pani to zawsze taka uśmiechnięta.

tak.
uśmiecham się, bo lubię.
to nie jest amerykańska naklejka.

przytaknęłam lekarce, powiedziałam, że taką mam naturę....
ona nawiązała właśnie do amerykańskiego trendu, że nawet gdy się wali, to na pytanie : co słychać - odpowiada się: wszystko w porządku.

powiedziałam jej, że lekko nie jest i co mam wypłakać, to wypłaczę w domu...
i... no i oczywiście stanęły mi w oczach łzy.

chciałabym iść do dietetyka.
pomimo teg, że gotować nie umiem, nie lubię a przepisy są dla mnie napisane po chińsku, choć po polsku są....
tak sobie pomyślałam, że może pomógł by mi usystematyzować, co mam jeść i jak....
...ale nie pójdę....
dlaczego?
... bo jak zacznę mówić o sobie - to na 1000% się rozpłaczę.

zastanawiam się, czy jest sens dalej walczyć?
na prochach będzie zdecydowanie łatwiej.


a teraz...
muszę wytrzeć łzy, bo oczywiście pisząc to beczałam.
trzeba się uczłowieczyć (czyt. zrobić makijaż)
i będzie git.
Komentarze: 7 pokaż »
wewnętrzne rozdygotanie
2015-05-10 17:52
... właśnie dzisiaj mnie dopadło.
czułam wewnętrzne roztrzęsienie.... gdy robiłam obiad nie mogłam powstrzymać drżenia rąk, takiego powstającego od środka....

iskra....

ścieliłam łóżko... podnosiłam część przykrywającą pojemnik na pościel.
przy jednej ze sprężyn mocowania pękła śruba.

pękłam.

mam w najbliższym czasie tyle wydatków, których nie ominę, których nie da się zredukować....
mam sporo rzeczy, które powinnam wymienić, dokupić.... a które wciąż czekają...
a już nie wspomnę o banalnych rzeczach, które poprostu chciałabym mieć...

kurwa mać.
Komentarze: 0
biedny... i wykorzystywany....
2015-05-03 17:19
córcia chce jeszcze pojechać w czerwcu na kilkudniową wycieczkę klasową.
koszt jakieś 360zł.
gdy  zapłacimy z "ex" po połowie - dla mnie do przyjęcia.

... ale dla niego.....
cóż.....
pewnie znowu będzie się czuł się oszukiwany i wykorzystywany...

przed wyjazdem córy na wycieczkę do Londynu, córa poprosiła tatę, aby kupił jej spodnie i jakieś fatałaszki. uzbierało się na 120zł.

kilka dni później wysłałam mu sms-a z przypomnieniem, że jeszcze musi mi dać 30 funtów na opłaty dla kierowcy (kwota 70 funtów, mieliśmy zapłacić po połowie, ale wysyłając sms-a pomyliłam kwotę). wiedziałam, że nie będzie pamiętał.
no i sms był iskrą zapalną.
zadzwonił "ex" z wymówkami, że córka go naciąga na zakupy, że wszystko przedstawia inaczej, że go oszukuje.
usiłowałam wyciągnąć od niego jak go naciąga, jak oszukuje....
konkretów nie potrafił przekazać.
"ex" ma wielkie poczucie finansowej krzywdy, ponieważ płaci mi alimenty i uważa, że finansowo wszystko jest cacy. a każda wydana dodatkowo kwota na córkę jest naciąganiem.
wykrzyczał, że on na wszystko ma paragony. - nie wątpię.



a ja pomyślałam, że  przypomnę o jeszcze jednej kwocie do wydania, bo z pewnością zapomniał - oooo... ja niewdzięczna, jak śmiałam.

taaaaa......
zawsze miał węża w kieszeni.

zwłaszcza teraz, gdy ze swoją wybranką "z wyższej półki" szykują się do wesela.
córcia powiedziała, że wesele będzie na 50-kilka osób. ze strony jego rodziny będą tylko jego rodzice, brat z żoną i córcia. reszta to jej rodzina i wspólni znajomi (a myślę że w większości jej)
wesele będzie należało do kosztownych...
córa powiedziała, że tata i A. dzielą się kosztami po połowie....
... więc "ex" płaci 16 tysięcy.

no tak.... a tu go córka prosi o spodnie.... a tu mu "była" wyskakuje jeszcze z 30-toma funtami...
koszmar.

ubranie i dodatki na wesele dla córci też biedny "ex" finansuje.
... ja nie wiem...
jak jego psychika wytrzyma tyle wydatków na córkę.

tak więc....
w czwartek córka kupiła sobie sukieneczkę.
skromna, szara - ale bardzo klasyczna i z dodatkami będzie elegancko. koszt 40zł.

a jak dowiedziałam się, jak to kupowanie wyglądało.... to szczęka i ręce mi opadły.
moja mama powiedziała: toż to dupa nie facet!

otóż....
"ex" powiedział, że jak córa pokaże mu sukienkę, którą chce kupić... to on zrobi zdjęcie, wyśle je do wybranki... i jak ona nie będzie miała uwag i powie, że jest ok, to dopiero wtedy kupią.

nie ma to, jak być pantoflarzem!
Komentarze: 7 pokaż »
kościelni hipokryci
2015-05-03 16:51

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17852938,Abp_Gadecki__Wszelka_wladza__ktora_nie_respektuje.html#Czolka3Img


jak miło:

,,Wszelka władza, która nie respektuje prawa Bożego prędzej czy później stanie się bandą złoczyńców''.

czyli państwo ma być podporządkowane kościołowi? oni mają decydować, jak ma wyglądać prawo?
formalnie Polska jest jeszcze państwem świeckim a nie wyznaniowym i jest rozdział państwa od kościoła.
formalnie.


w jawny sposób do tego dążą wymuszając na posłach przyjmowanie takiego a nie innego ustawodastwa.
dopuszczanie in vitro jest takim złem, że popierający to posłowie mają zostać wykluczeni???

"W homilii przewodniczący KEP nawiązał też do stanowiska biskupów ws. zapłodnienia in vitro i ostrzeżenia wystosowanego przez hierarchów, że politycy, którzy poprą ustawę o in vitro, mogą się pozbawić pełnej łączności z Kościołem i utracić pełną dyspozycję do przyjmowania komunii św. - Każdy, kto przez chrzest został włączony do Kościoła, lecz nie wyznaje głoszonej przez niego wiary i świadomie neguje jego nauczanie, ten osłabia swoją jedność z nim - wskazał abp Gądecki.


a dlaczego nie robią takiej "afery" z ambony odnośnie ludzi jawnie łamiących inne przykazania?
jakoś nie spotkałam się, aby w mediach było głośno, a z pewnością byłoby głośno, że episkopat będzie wykluczał z grona kościoła wszystkich morderców, złodziei, bandytów, przemocowców rodzinnych, gwałcicieli.....

wiem, że rozwodnicy są wykluczeni.... ale nie spotkałam się aby mordercy i gwałciciele byli wykluczeni.... nnnooo..... może jestem niedoinformowana.

i znowu "wyskakują" z tekstem o życiu do naturalnej śmieci.... śmiać mi się z tego chce...


ale nie powiem - popieram ich nawoływanie do udziału w wyborach.
choćby to miał być wybór na zasadzie mniejszego zła, tak jak u mnie - ale głosować trzeba.


akurat dzisiaj przy obiedzie córka zaczęła się bulwersować tekstami głoszonymi przez ksiądza na religii.
ksiądz uznał, że średniowiecze to najlepszy, najbardziej twórczy i wartościowy okres w historii. i to właśnie dzięki kościołowi.
(córka śmiała się, że przecież na historii nauczyciekla mówiła, że w średniowieczu w miastach wszelkie nieczystości i fekalia wylewano przez okna na ulicę i jak deszcze tego nie wymył - to goniono świnie, aby pozjadały resztki....)
a że na historii akurat robili róśne podsumowania materiału.... to córka spytała się, czy to nie przypadkiem w starożytności nie przypadał okres świetności kultury, nauki i rozkwit architektury....
ksiądz tylko skwitował, że to dopiero chrześcijaństwo wniosło rozwój a cała starożytność to jedno wielkie pogaństwo.
no to córka powiedziała, że przecież wiara w bogów starożytnych istniała przed chrześcijaństwem i się wspaniale rozwijała i tam panowała wiara politeistyczna a nie pogańska. i jeżeli ksiądz uważa bogów starożytnych za pogańskich  to czy buddyzm też wg niego jest pogaństwem? przecież ma on zdecydowanie dłuższą historię niż chrześcijaństwo.

tak :) córa lubi dyskutować.
potrafi zadawać pytania i nie lubi wciskania kitów.
stara się myśleć samodzielnie.
Komentarze: 0
nic dodać, nic ująć
2015-04-28 22:38

wyborcza.pl/1,75968,17830050,Czuchnowski_polemizuje_z_Gadomskim___Polskie_place.html#BoxGWImg

nie ma w tym kraju nikogo, kto zawalczy o najmniej zarabiających.
Komentarze: 2 pokaż »
... za kierownicą
2015-04-27 07:56
jakiś czas temu, nie pamiętam czy 2-3 miesiące temu, w Zakopanem na parkingu jakiejś kobiecie pomyliły się w samochodzie pedały. i niestety uszkodziła kilka samochodów.

jeden z mĄdrych panów skomentował: takie właśnie są rezultaty dawania kobietom prawa jazdy.

wczoraj była w tv kolejna informacja, że naćpany facet spowodował wypadek, ludzie trafili do szpitala.... a jedna kobieta zmarła.
chyba ostatnio nie było miesiąca bez podobnej informacji: pijany/naćpany mężczyzna powoduje poważne wypadki ze skutkiem śmiertelnym...

czy słyszał ktoś, aby kobieta spowodowała taki tragiczny wypadek?
... było o Izabelli prawniczce warszawiance, która do metra prawie wjechała. i faktycznie coś ostatnio było o pijanej kobiecie, która dziecko wiozła....

a ile już osób zostało zabitych przez naćpanych/pijanych "dżentelmenów".

jak pan z Zakopca skomentowałby te nagłośnione sprawy?.... że takie są skutki dawania prawa jazdy mężczyznom?
co lepsze?
6 kobiet, które przerysują na parkinku kilka samochodów, czy 2 mężczyzn, którzy zabiją kilka osób?
Komentarze: 4 pokaż »
kobieta dojrzała?
2015-04-22 19:19

www.styl.pl/raport-zapach-pelen-emocji/artykuly/news-zostan-menedzerem-swojego-szczescia,nId,1712130


"Kobieta dojrzała to taka, która gotowa jest w pełni rozwinąć swój potencjał, ma świadomość tego, kim jest i kim chce być, ufa swojej intuicji i dowierza własnej sile."

... ja? jaki potencjał?
nie mam pojęcia kim chcę być...
... jakiej sile? w czym?

świadomość słabych i mocnych stron? - trzeba mieć te mocne.

niby powinnam się czuć lepiej w swojej skórze... - jest wprost przeciwnie. jest co raz gorzej. nie cierpię patrzeć na swoje ciało, bo wiem, jaka kiedyś bez trudu byłam.

sporo pozytywnych doświadczeń? eee...... tak? a niby gdzie? i niby one mają pomagać namierzać wsoje talenty, zalety.... jakie?

i cały akapit:
"Warto czasami zatrzymać się, by spojrzeć wstecz na swoje dokonania i poczuć dumę z tego, co się osiągnęło. Dojrzałość to czas zbierania owoców, rozkoszowania się nimi. Zauważenia tego, na jak fajnych ludzi wyrosły dzieciaki, które kiedyś były przyczyną nieprzespanych nocy. Poczucia sukcesów zawodowych. Cieszenia się własnym ogrodem lub innym hobby. Czasami to moment na przegrupowanie priorytetów i zebranie sił do realizacji najbardziej ambitnych projektów życia. Takich, o których wiemy, że dadzą nam poczucie spełnienia."

o kim oni piszą????
duma z osiągnięć, zbieranie owoców, sukcesy zawodowe, ogród, hobby, nowe ambitne projekty dające poczucie spełnienia???? - rozumiem, że piszą o jakichś menadżerkach, dyrektorkach.... bo z pewnością nie o o mnie

zero osiągnięć, kiepskie wykształcenie, kiepska praca, kiepskie zarobki, zero hobby , zero sukcesów zawodowych, z ciałem co raz gorzej i lepiej nie będzie.
ambitnym planem może być w miarę spokojne przetrwanie finansowe całego miesiąca, co zazwyczaj jest trudne (a raczej nie możliwe), bo ciągle "coś wyskakuje".

to czy jestem dojrzała?
wychodzi na to, że nie. i chyba nigdy nie będę,.

Komentarze: 2 pokaż »
że co?
2015-04-20 21:29
... to niby ja powinnam mieć coś do powiedzenia na ten temat?

www.edziecko.pl/rodzice/56,79361,16953337,Sposob_na_udane_malzenstwo__Spytaj_rozwodnika___.html#BoxLSImg

jakoś się nie poczuwam.

w temacie związków: leżę i kwiczę.
zero jestem.

to już mój "ex" pół roku po tym jak odeszłam zaczął się spotykać z wybranką i teraz (w czerwcu) będą brali ślub.

choć nie... wiem, że należy postępować zupełnie inaczej niż ja.
Komentarze: 0
---------------------
2015-04-15 22:33
dziwności ciąg dalszy.

telefon córci coś ma w ustawieniach poprzestawiane i nie odnajduje żadnej sieci.
buuu...
z małą brak kontaktu. :(
zamieniłyśmy tylko kilka słów, gdy zadzwoniła z telefonu koleżanki.

smutno mi z powodu braku kontaktu.
córcia wraca 18-go.
jakoś byłam przekonana, że ten 18-ty jest w piątek.
pół godziny temu uświadomiłam sobie, że to sobota.


a w pracy robi się sajgon.
klienci bluzgają, bo po kilkanaście minut czekają na połączenie.
cała masa ludzi złożyła wypowiedzenie umowy o pracę. są poważne braki kadrowe.
więc dyrektorstwo robi zwarcie szeregów i prawie wszyscy są kierowani do ruchu rozmów przychodzących.
ponad pół roku nie obsługiwałam ruchu przychodzącego. to ja dzwoniłam do klientów zamykających u nas konta.
mój stan wiedzy jest przeterminowany. pozmieniały się procedury, i to kilkukrotnie.
dzwoniących ludzi obsługuję  na "czuja" - wszystko co trzeba zrobię, ale kontrola czepiać się będzie.... hhhmmm ... tak w zasadzie to jest szansa, że i ci z kontroli też będą obsługiwać.
a potem będą obniżać oceny. a potem po premii się oberwie.

dzisiaj gadałam 10 godzin.
jutro będę gadała 10 godzin.
:(
rozmowa za rozmową. nawet łyknąć picia się nie da. co więcej: nawet nie zdążę wyciągnąć ręki po kubek z wodą a już kolejne połącznie wpada.
masakrencja.
Komentarze: 2 pokaż »
wycieczka
2015-04-12 21:21
jutro rano moja córa jedzie na wycieczkę.
wraca 18-go.
a jadą na szkolną wycieczkę do Londynu.

ale mi z tym dziwnie
tyle dni bez córy
no i świadomość dzielącej nas odległości.

tak sobie patrzę na jej walizkę...
rośnie prawdziwna kobietka.
kilogramy kosmetyków, a bez suszarki i prostownicy by się zapłakała...

ja ... jakoś pod tym względem w nastolatkowym wieku byłam zupełnie inna.
i teraz z resztą też.
na szczęście moja córka jest zupełnie inna niż ja.


oj, będę tęskniła.
ale bardzo się cieszę, że zobaczy kawałek świata :)
Komentarze: 2 pokaż »
2015-04-07 22:15
wwwrrrr!!!

zdecydowanie - nie powinnam się zajmować gotowaniem.

jutro w szkole córci robią hiszpańskie dni.
nauczycielka poprosiła m.in. o zrobienie hiszpańskich dań.
przepisy niby banalne. tortilla i gaspaczio.
robione zgodnie z przepisem (sprawdziłyśmy kilka i przepisy z różnych źródeł były podobne).

w moim (naszym) wykonaniu - syf do wywalenia. co też zostało uczynione.

szkoda pieniędzy, produktów, czasu. i tylko sterta garów do zmywania.

nie cierpię gotowania!
Komentarze: 3 pokaż »
---------------------
2015-03-26 17:17
choroba mija :)
odzyskuję siły :)
dzisiaj zabrałam się za odkopywanie mieszkania z kurzu.
pojawia się momentalnie. a że ostatnimi czasy miałam zdrowie przetrącone to i kurz nie był niepokojony ścieraczką.
a od kurzu nasila mi się alergiczne kichanie i swędzenie twarzy.
posprzątałam i już się nieco uspokoiło, ale i tak do lekarza po leki muszę iść.


i jak tak sbie siedzę w domu, to mnie znowy nachodzą relacyjno-związkowe myśli.
latka swoje już mam, córę i rozwodowe przejścia.
szczęścia w nawiązywaniu nowych relacji nie posiadam.


... brak w moim środowisku ludzi wolnych w moim wieku. a i środowisko w którym przebywam nie daje nadziei na spotkanie kogokolwiek.
zresztą...
moje środowisko to najbliższa rodzina i ludzie w pracy.
po knajpach, klubach, czy gdziekolwiek indziej nie chadzam. bo i nie ma z kim, nie ma za co a i charakter ku takim wypadom nie sprzyjający.

czy pozostaje mi tylko pozostanie czyjąś kochanką?
takim "towarem" na miłe chwile z doskoku?
kimś, kto nie zasługuje by być tą jedyną?
kimś, kogo się chowa, nie przedstawia znajomym....

chciałabym mieć kogoś na codzień. dla siebie.
Komentarze: 9 pokaż »
bbbuuuu
2015-03-22 16:09
choruję.

w zeszłym tygodniu myślałam, że ducha wyzionę....
w tchawicy paliło... oddychać mogłam na pół gwizdka.... gardło bolało.... mówić nie mogłam...
kaszlałam, kichałam, na oczy ledwo ślipiałam.... a mówiłam tak jak posłanka Senyszyn.
ale trwałam na posterunku pracowym, bo się zobowiązałam... i to w nadgodzinach. :/ sama się zgłosiłam, gdy jeszcze zaraza mnie nie opanowała, bo pracy dużo a zespół już pomniejszony z powodu chorób.

tak to jest, gdy ludzie chorzy przychodzą do pracy....
a zaczęło się od koleżanki z sąsiedniej zagrody (tak nazywam wydzielone miejsce pracy z kompem).
kichała, prychała ... no i jak poszła do lekarza to się dowiedziała, że ma zapalenie płuc.
no i pozarażała kobieta większoćś z mojej grupy.

teraz mnie już w tchawicy nie piecze, prawie nie kaszlę, ale i tak mi coś w płucach rzęźi... za to rzuciło mi się na zatoki. w mózgu mam budyń.
ledwo siedzę.
w poniedziałek idę do lekarza i przez najbliższy tydzień nie zamierzam pokazywać się w pracy.


odkryłam też, że jestem uczulona na jakiś składnik z kropli do nosa.
już kiedyś miałam taką jazdę po psiukaczu z solą morską i innymi kroplami do nosa.
wczoraj psiuknęłam kropelki do nosa...
masakra!
piekło, swędziało.
kichałam raz za razem.
z nosa leciała przeźroczysta alergiczna "gluto-woda".
uuuffff.... ciężko było to przetrwać.
wszelkim psiukaczom nosowym mówię - PRECZ!

temperatura ciała: 37.2
i tak od kilku dni.






Komentarze: 1 pokaż »
prawo naturalne?
2015-03-22 15:49
księża katoliccy niejednokrotnie podkreślali wagę prawa naturalnego podczas rozmów o aborcji  i in vitro.
dziecko powinno być poczęte w sposób naturalny, bez ingerencji...
dziecko już poczęte powinno się, prawem naturalnym, urodzić.... nawet jeżeli jest to zniekształcona istota bez mózgu sprowadzona na świat przez szarlatana Chazana.

PRAWO NATURALNE.......

właśnie oglądałam informacje o narodzinach wcześniaka o wadze 820gram.
jest to najmniejsze uratowane dziecko na świecie.

ZGODNIE Z PRAWEM NATURALNYM TO DZIECKO BY UMARŁO.

"drugie życie" dali dzieciaczkowi lekarze i specjalistyczny sprzęt.

...tak samo jak dzieciaczkom urodzonym z różnymi wadami np. serca, które w szybkim czasie doprwadziłby do naturalnej śmierci.

a czy jeżeli ciąża kobiety jest zagrożona.... to zgodnie z prawem naturalnym  trzeba się liczyć z poronieniem..... bo przecież nie jest naturalne sztuczne podtrzymywanie ciąży....

a czy jest naturalne sztuczne utrzymywanie przy życiu ludzi przy użyciu respiratorów?

a gdyby okazało się, że ksiądz głoszący prawo naturalne ma wadę serca, która nie operowana doprowadzi go do śmierci? bóg go stworzył z taką wadą.... sprzeciwiłby się bogu poprzez poddanie się operacji?

czy zgodne z naturą jest łykanie tabletek, gdy boli ząb? - naturalne byłyby ziółka. marihuana?


powoływanie się na prawo naturalne jest łatwe, gdy możemy sobie dowolnie wybrać opcje działań naturalnych  pasujących do głoszonej ideologii.
Komentarze: 0
bolało...
2015-03-15 15:58
a cóż się takiego stało, że bolało?
... bo się babie zachciało zmienić wygląd kuchni.

a że dolną część grzbietu baba miała już przetrąconą 20 lat temu... no to się doigrała teraz.

[rys historyczny: zima była. dziewczę (jeszcze wtedy ja) szło sobie po oblodzonym chodniku. w glanach sobie szło. no i jak się nie poślizgnęłam.... to taka klasyka była. kończyny dolne zmieniły pozycję na górną a wypięty tyłeczek centralnie kością ogonową huknął w chodnik. przez pewien czas tak sobie leżałam nie mogąc złapać oddechu... dobrze, że był ze mną brat i kolega - pomogli mi wstać. nic się nie złamało, ale czuję to do dziś]

tapetę do kuchni kupiłam jeszcze w czasie wakacji. ale od tego czasu... jakoś weny nie miałam. ani siły nie było, a i psychicznie niedomagałam. no i sobie tapeta na półce leżakowała.
na początku marca miałam tydzień urlopu. pierwsze dni spędziłam na wypoczynku i fajnej aktywności.
druga część urlopu - to właśnie tapetowanie.
wiadomo - najpierw musiałam usunąć starą - czyli podwójne zrywanie: najpierw pierwsza warstwa a potem na mokro spodnia papierowa warstwa. i jeszcze musiałam się namęczyć przy usuwaniu styropianowych listewek przy suficie.... a że bardzo dobrze je przymocowałam - to odrywanie wymagało niezłego wysiłku.
i jeszcze sufit malowałam.

tapetowanie.... wchdzenie na drabinę, schodzenie i... ciągłe schylanie się.... a to cięcie tapety a to smarowanie klejem.
a! i jeszcze robiłam poprawki w malowaniu mebli w pokoju córki. i półkę malowałam... półka postawiona na podłodze... więc ciągle byłam schylona...

kucanie, schylanie, wstawanie...

tego mój kręgosłup nie wytrzymał.
ból był niesamowity.
chodzić jeszcze w miarę mogłam i to nawet dawało ulgę.
ale gdy siadałam.... chwila moment - i już miałam poważne problemy ze wstaniem...
no i ten ból....

w ramach odpoczynku w zeszłym tygodniu poszłam na basen. i w wodzie mogłam sobie normalnie pływać :) miodzio. zero bólu.  posiedziałam w dżakuzi.
ulga była chwilowa.
po powrocie do domu... siadłam i znowu ból okropny.
po urlopie zdecydowałam się w poniedziałek pójść do pracy.
niestety.... upewniłam się tylko, że był to błąd.
we wtorek poszłam do lekarza. dostałam tabletki i zwolnienie z pracy.
teraz jest już zdecydowanie lepiej, choć jeszcze boli.

pomimo bólu - jestem mega zadowolona.
fakt - jest sporo niedoróbek. nie dałam rady sama wszystkiego zrobić tak, jak chciałam. i sił mi najzwyczajniej zabrakło...
ale jestem zadowolona.
:)
kuchnia zmieniona całkowicie
Komentarze: 1 pokaż »
jak to zrobić?
2015-03-04 11:38
jak znaleźć  dla siebie jakąś pasję, hobby?
jak odnaleźć coś, co by mnie pochłonęło?
... coś o czym mogłabym ciekawie opowiadać?

ostatnio rozmawiałam z kimś... potrafi ciekawie opowiadać,ma sporo wiedzy z różnych dziedzin a i ściśle ukierunkowaną też. opowiadał też o swoich znajomych - wykształceni, z pracą przynoszącą lepsze dochody, z zainteresowniami, ciekawi, aktywni...

a ja?

czułam się jak debil.
człowiek drugiej kategorii.
ani zainteresowań o których mogłabym opowiadać...
ani pracy ciekawej... nie mam też zarobków, które umożliwiłyby mi sfinansowanie jakichć zajęć czy fajnych wyjazdów.
moje życie jest nudne, monotonne - nie ma o czym opowiadać: praca, spożywczak, jakiś market, dom.


co z tego, że czytam ciekawe książki, skoro potem w pamięci niewiele mi zostaje?
a nawet jak zostaje, to nie umiem fajnie opowiadać...
zawsze byłam z tych, co wolą słuchać, jestem z tych delikatnie zdystansowanych obserwatorów.
nie znaczy to, że jestem całkowitym milczkiem.  przecież umiem żartować i rozmawiać.

chciałabym być inna, lepsza, ciekawsza.
Komentarze: 6 pokaż »
no i pyknęło
2015-02-20 09:23
od wczoraj już mam oficjalnie 4-kę z przodu.

doła jeszcze z tego powodu nie złapalam. usilnie powstrzymuję się przed myśleniem na temat pyknięcia i przed myśleniem o mojej sytuacji życiowej.
jak zacznę myśleć - to zacznie się mogiła w mojej psyche.

już w zeszłym tygodniu córcia zrobiła mi niespodziankę :)
przyszykowała wafelkowy torcik ze słodką masą.
było dobre :)

w niedzielę był rodzinny tort.
zamwiłam sobie całkiem spory o smaku tiramisu.
pychota.

wczoraj do pracy zaniosłam sporo słodyczy i dmomagałam się od wszystkich znajomych uścisków i życzeń :)

dostałam też piękny bukiet kwiatów od dobrego duszka.
sensacyjka się nieco zrobiła w pracy, dociekań i pytań całe mnóstwo

a teraz sobie siedzę i kawkę piję.
do pracy mam na 12.
trochę męczące sią takie zmiany.

jutro czeka mnie pracowita sobota :) musimy z córcią pomalować w jej pokoju ścianę  i będziemy rozkręcały biurko. do wyrzucenia będzie. młoda chce mieć mały stolik i jakiś fotelik. będzie ogólne przemeblowanie :)
Komentarze: 2 pokaż »
i znów frankowicze...
2015-01-28 23:08
w tvn24 był reportaż o pewnym frankowiczowym małżeństwie.

fakt - pecha mieli potężnego.
pod koniec roku sprzedali mieszkanie i złożyli w banku wniosek o całkowitą spłatę kredytu.
pechowo - dzień spłaty przypadł, gdy kurs franka był najwyższy, ponad 5 zł.
pech potężny.

a dlaczego musieli sprzedać mieszkanie?

opowiedzieli swoją "przygodę" z frankiem....
był płacz i poczucie doznanej krzywdy.

taaa.....

byli małżeństwem z 1 dzieckiem. oboje pracowali.
wynajmowali małe mieszkanie.
stwierdzili, że bez sensu jest płacić komuś za wynajem. lepiej uzyskać kredyt i spłacać swoje.
i to mądra, wg mnie, decyzja.

zaczęli rozglądać się za kredytem.
jednak w żadnym banku mie mieli zdolności kredytowej na kredyt w złotówkach.
widać ich dochody nie były zbyt wysokie.
mogli dostać kredyt we frankach.
przy tej samej kwocie kredytu raty we franku przecież są mniejsze niż w złotówkach.... i przez kilka lat płacili mniej niż "złotówkowicze" , no ale o tym nikt się nie zająknął.

i... skoro wiedzieli, że ze zdolnością kredytową u nich kiepsko....
skoro wiedzieli, że rata będzie sporym dla nich obciążeniem....
... to po jakiego czorta sobie kupili mieszkanie o pow. 60 metrów???
... a mniejszego to nie łaska?
kredyt mniejszy by był, rata też mniejsza....
no ale nie! zamiast np 40 metrów dla 3 osób woleli 60.
a co!
po co się ograniczać?

potem jakoś dawali radę finansowo.

z czasem postarali się o drugie dziecko.
- przemyśleli i doszli do wniosku, że stać ich było na drugie? ?? ... czy poddali się radosnej, bezmyślnej chęci rozmnażania?
niestety okazało się, że dziecko jest niepełnosprawne a leczenie choroby sporo kosztuje.

no i finansowo zaczęło się robić naprawdę nieciekawie.
duży kredyt (a wystarczyło mniejsze mieszkanie kupić) i leczenie dziecka....

i co się stało?
cyt. z programu: "pojawiło się 3 dziecko"

nooo.... rozwaliło mnie to stwierdzenie.
pojawiło się...
taaa...
samo się wzięło zrobiło i się na świecie pojawiło.

wymiękam z takimi ludźmi.
mają fatalną sytuację finansową, drugie dziecko niepełnosprawne i sobie robią trzecie dziecko.
to nie są czasy króla ćwieczka i jeżeli się chce, to można starannie zadbać o antykoncepcję.

ludzie!
czy im się myślenie wyłączyło???
to nie wiedzieli jakie mają zarobki?
to nie wiedzieli, że mają kiepską zdolność kredytową?
no ale mieszkanie spore trzeba kupić.
... ledwo dając radę finansowo wystarali się o drugie dziecko....
leżąc finansowo na łopatkach, postarali się o trzecie dziecko....
przestali sobie dawać radę ze spłatą kredytu, więc postanowili sprzedać mieszkanie...
no i tu ich dobił fatalny pech.

kupno małego mieszkanka, pozostanie przy 1 dziecku... i myślę, że daliby radę finansowo przetrwać frankową zawieruchę.
wg mnie sami doprowadzili się do ruiny finansowej, która zmusiła ich do sprzedaży mieszkania.
a kurs franka w dniu całkowitej spłaty tylko dokonał na nich całkowitej "egzekucji finansowej"


teraz mieszkają w wynajmowanym mieszkanku o pow. 34 metrów... dwoje dorosłych i 3 dzieci

Komentarze: 5 pokaż »
---------------------
2015-01-25 23:05
Komentarze: 0
i to mi się przypomniało :)
2015-01-25 23:02
Komentarze: 0
---------------------
2015-01-25 22:41
Komentarze: 0
hhhmmm....
2015-01-25 22:21
tak sobie popatrzyłam na tatuaże...
może by sobie drugi strzelić z okazji 4 z przodu....
Komentarze: 1 pokaż »
cóś optymistycznego
2015-01-25 22:08
córa narzuciła (negocjacje w grę nie wchodziły)  w tv jakiś kanał muzyczny.
no i tak sobie lecą różne rzeczy mało jakoś mnie interesujące.

ale jak to zadźwięczało....
:)
uwielbiam ustawicznie ten kawałek
jest niesamowicie energetyczny

www.youtube.com/watch


i dokładnie tak samo mam z tym:

www.youtube.com/watch

 muzyka, którą generalnie słucham jest mocniejszego kalibru, ale jest ogrom "inności" którą lubię i która w przeróżny sposób jest w stanie mnie poruszyć.

Komentarze: 0
---------------------
2015-01-25 21:36
patrz na to, co dobre w życiu.
ciesz się dobrymi chwilami.
skupiaj się na tym, co dobre.

tak wiem.
staram się.

ale czy to nie jest takie.... łatanie "bolących dziur"?

mam w swoich emocjach, uczuciach wiele "dziur".
jak długo można je bagatelizować?
jak długo można je przykrywać łatkami tego co dobre?

w moim małżeństwie widziałam  to co dobre, za dobrym skrzętnie chowałam wszystkie robaki, które mnie gryzły i kamyki, które zbierały się do worka...
...bo przecież miałam się cieszyć, patrzeć optymistycznie na świat, zwracać uwagę na to co dobre i na tym się skupiać.
poległam na tym polu.

teraz też przecież widzę dużo plusów w moim życiu.
w pewnej relacji też widzę dużo plusów.
ogólnie - widzę sporo dobrych rzeczy.

ale czy te łatki nie zaczynają się przecierać?
czy worek znów nie zaczyna ciążyc...
czekam na tydzień bez płakania.


od listopada nie jem pieczywa. praktycznie nie jem makaronów. ziemniaki sporadycznie.
jem więcej owoców, kasz, ryżu. nie mam już napadów wieczornego jedzenia. nie kładę się spać przejedzona. i nie mam już tych cholernych wzdęć, nie chodzę już jak balon.

na wagę nie wchodzę.
boję się tego co zobaczę.
dlaczego?
dochodzę do wniosku, że kolejne spodnie (w których dotychczas chodziłam) stają się za ciasne.... dzisiaj ciężko było mi je wciągnąć na tyłek.
czuję i widzę, że brzuch robi mi się okrąglejszy, sadełka przybywa.... a zdaję sobie sprawę, że jem mniej, że sporo ograniczyłam.
i nie wejdę na wagę.
nie chcę się dodatkowo załamać.
zważę się, gdy będę mogła nałożyć te spodnie, które w listopadzie dały impuls do zmiany w sposobie jedzenia...
... czyli może.... już nigdy z własnej woli ( bo może mnie lekarz kiedyś zmusić)
... a jak na razie to muszę sobie kupić czarne spodnie w większym rozmiarze.... bo te dzisiaj zakładane.... niestety.


no tak.
ale mam patrzeć na to co dobre.
na urodziny kupię sobie opony :D!
Komentarze: 0
frankowicze
2015-01-18 21:53
totalnie rozwala mnie ich roszczeniowa postawa.

kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,17265970,_Wzielam_kredyt_we_frankach__problemy_zaczely_sie.html#TRNajCzytSST


przestałam czytać ten tekst, gdy dotarłam do informacji o mieszkaniu za 860 000zł (powierzchnia 110m)  i o ratach które praktycznie w większoci mieli spłacać rodzice.

i to nie pierwsza wypowiedź ludzi - frankowiczów, wydaje mi się inteligentnych, wykształconych.

słyszałam też kiedyś wypowiedź zawodzącej paniusi, która kupiła  sobie dom o pow. 140m...

a o mniejszych lokalach to nie łaska pomyśleć?

należałoby się zastanowić jak wyglądał początek: czyli uzyskanie kredytu.

"frankowicz" poszedł do pierwszego z brzegu banku i tam mu powiedzieli, że to będzie dla niego najlepsze i on bezmyślnie podpisał? - to każdy przyzna byłby skrajny debilizm.

a może "frankowicz" odwiedził kilka banków? i może uzyskał kilka symulacji kredytów? i te symulacje przecież pewnie były i w złotówkach i w walucie.

i tam na wydrukach jak byk "frankowiczowi" wychodziło, że rata we frankach wychodzi mniejsza.... i w "pierwotnej" symulacji kredytu koszt był mniejszy....

i taki "frankowicz" MUSIAŁ wiedzieć, że taki kredyt jest uzależniony od kursu franka.
i doskonale wiedzieli, że jak kurs franka jest niewysoki, to i rata będzie mała.

i co....
mózgu zabrakło, żeby wiedzieć, że kursy walut bywają różne? że czynników na kursy wpływające jest od cholery i ciut ciut?
już nie wiedzieli, że kurs franka może wzrosnąć a z tym i ich rata....?

wystarczyłoby, żeby w Szwajcarię strzelił jakiś bin laden albo inny wariat. i wszystko wywraca się do góry.

czy normalnemu, w miarę inteligentnemu człowiekowi da się wmówić, że kurs przez 30 lat będzie na w miarę stałym poziomie, ewentualnie będzie sobie delikatnie, spokojnie wzrastał....


w czasie, gdy mieli raty znacznie niższe niż "złotówkowicze" - to wszystko było ok. nosy do góry nosili, jacy to oni mądrzy... a teraz lament się robi i żądają pomocy.
no przecież w poprzednich latach mogli sobie zaoszczędzić na tym co zyskali.... hę?

jedna z komentujących osób sprawdziła autorkę tekstu na facebooku
"Pani Katarzyno, przeglądając Pani publiczne zdjęcia na Facebooku, widać, że w samym 2014 było Panią stać na wyjazd do Włoch i do Egiptu. Pewnie był jakiś zastrzyk gotówki i wszystko poszło na konsumpcję. To, plus zakładanie najbardziej pozytywnego scenariusza (= oboje będziecie mieć pracę, obaj ojcowie będą pomagać, kurs franka się nie zmieni), to jest skrajna niegospodarność. Współczuję, ale sami się prosiliście."


a jak "złotówkowiczom" podskoczą stopy procentowe - to też będą mogli żądać pomocy?
a ludzie, którzy mają pożyczki gotówkowe z rrso ponad 20 procent ... a ci z providenta.... też będą mogli żądać pomocy państwa, jak nie będzie ich stać na spłatę?


Komentarze: 4 pokaż »
postanowienia noworoczne
2015-01-17 22:03
nie zrobiłam żadnego.

nie widzę najmniejszego sensu.



właśnie oglądam forresta gumpa.
po raz któryśtam
jak zwykle bardzo mi się podoba.

bardzo lubię muzyczne klimaty tego filmu.
muszę sobie kupić płytkę cd.
Komentarze: 5 pokaż »
górnicy
2015-01-17 21:51

biznes.interia.pl/wiadomosci/news/jak-oszukuja-w-kopalniach-spowiedz-gornika,2079166,4199



mam dwóch braci ciotecznych pracujących w kopalni. jeden faktycznie pracę ma ciężką - jakieś wiercenia robi.
drugi brat natomiast siedzał (bo już pracę zmienił)  na tzw. dworcu i jakiś guziczek przyciskał sterujący wagonikami. a jak mu się nie chciało, to przełączał rozdzielnik na automat i tylko siedział. czasami też pozamiatał bruk około torów.
jak im zaczęłam opowiadać, jak wygląda praca w call center to usłyszałam: ja pierdolę! za chuja nie chciłałbym tak robić!

mam też takiego kolegę - pracował ze mną w bankowym call center- teraz pracuje w kopalni i robią jakieś zasłony wodne przed wybuchami i inne rzeczy związane z bezpieczeństwem. powiedział, że nigdy w życiu nie wróci do harówki w call center - woli kopalnię.

faktycznie - część osób pracujących pod ziemią powinna być otoczona większą opieką. ale tylko część.
praca innych ludzi bywa niejednokrotnie cięższa i nikt o ich prawa nie walczy.

czy taki górnik - młody chłopak - wolałby pracować na umowie śmieciowej w markecie na kasie albo przy układaniu towaru na półce? zagrożenia nie ma, pyłu nie ma, czyściej...
... z pewnością nikt by nie chciał.
Komentarze: 1 pokaż »
co chcę?
2015-01-06 22:43
siedzę i myślę.
no i nie wiem.
jeszcze trochę ponad miesiąc i pyknie mi 40-tka
jakoś nie nastraja mnie to optymistycznie. no ale cóż zrobić. :/

myślę... i nawet nie wiem, jak to uczcić.
chciałabym zrobić coś dla siebie.
chciałabym kupić sobie coś wyjątkowego.
ale...
myślę i dalej nie wiem.
im więcej myślę, tym bardziej nie wiem.

jakiś czas temu zaplanowałyśmy z koleżanką (ma urodziny 2 dni wcześniej), że z takiego "pracowego" programu świadczeń socjalnych gdzie pracownikom przekazują jakieśtam fundusze, wykupimy sobie weekend w spa. no ale potem zaczęłyśmy liczyć... przecież za coś trzeba dojechać, coś zjeść a i jakieś zabiegi wykupić... bo z funduszu opłacone byłyby noclegi i śniadania...
no i policzyłyśmy, że ... nas nie stać.

wychodzi na to, że w ramach prezentu urodzinowego kupię sobie w promocyjnej cenie opony letnie do cytrusa .

teraz przypomniało mi się, że od kilku lat chce sobie kupić zegarek. ale nie taki za 60złociszy....
kilka stówek by na to poszło.

taaa..... jak na razie jedyna opcja - oponki.

a potem kolejna ważniejsza sprawa - drukarka do domu....

a potem może zdołam kupić sobie jakieś kozaki z wyprzedaży...

a potem....


eeee..... prezent sobie chciałam jakiś kupić? hę?
Komentarze: 4 pokaż »
na Nowy Rok
2015-01-01 22:45
wymyślcie coś sobie.
coś fajnego.
jakieś marzenie.
jakiś plan.
może coś nieco szalonego.
Wy już wiecie sami, czego potrzebujecie...
... na czym Wam zależy....
... czego pragniecie...

I ŻYCZĘ WAM, ABY TO WSZYSTKO SIĘ SPEŁNIŁO!
:)

MOC BUZIAKÓW I UŚCISKÓW DLA WSZYSTKICH ZAGLĄDAJĄCYCH DO MOJEGO KAWAŁKA INTERNETU :)
Komentarze: 3 pokaż »

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz